Dodaj do ulubionych

Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego określenia

08.10.21, 12:35
Witam mam na imię Krzysiek na wstępie proszę o dokładne przeczytanie wiadomości a nie od razu wystawienie mi opinii jakim to draniem jestem i skurwsy...
Minęło dużo czasu a ja nadal nie mogę się pozbierać do kupy…
Po krótce o mojej historii od 7 lat spotykałem się o 8 lat od siebie starszą kobietą…
Poznaliśmy się przypadkiem bardzo ciekawa historia 😊 Nie ukrywam, że Marysia bardzo mi się podobała i nie mogłem się powstrzymać aby się z nią zobaczyć. Na pierwszym naszym spotkaniu od razu powiedziałem zresztą nie trzeba było mówić, że jestem żonaty(ona rozwódka od 6 lat) i tego nie ukrywam. Powiedziałem, że bardzo mi się spodobała i chciałbym od czasu do czasu spotkać się pogadać i napić kawy byłem strasznie zestresowany bo mając do czynienia ze starszą od siebie kobietą chciałem pokazać się z jak najlepszej strony. Kawa jak to kawa się skończyła i zaczęło się spotkanie gdzieś po kryjomu doszło do pierwszego zbliżenia było cudownie i oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Myślę, że osoby znające temat wiedzą jak to jest prowadzić podwójne życie. Obiecałem sobie, że jak sprawa potoczą się za daleko będzie trzeba się wycofać ale tego nie zrobiłem. Kobieta się we mnie zakochała i ja po jakimś czasie również w niej. Teraz napiszę zdanie na które odpowiedź będzie na samym końcu postu. Tego samego dnia kiedy powiedziałem jej, że ją kocham i uczucie jest bardzo silne powiedziała mi, że jest chora ale nie była to poważna choroba zresztą nie chce jej za bardzo opisywać aby ludzie czytający nie powiązali faktów i skojarzyli mnie kim jestem. Powiedziała mi, że już wykupiła sobie miejsce na cmentarzu i skoro bóg zesłał jej tak dobrego i uczynnego człowieka jak ja to znaczy, że jej koniec jest bliski. Uwierzcie mi, że tak się stało dokładnie jak pamiętam było na początku miesiąca xy i dokładnie po 7 latach kiedy mi to powiedziała zmarła o tej samej porze i dniu.
Związek nasz był bardzo burzliwy ponieważ z jednej strony moja żona, córka 3 lata i sami tam wiecie jakie to są akcje. Przekroczyłem pewną barierę której nie powinienem poznała moją córkę jeździłem do niej na wakacje itp. Po roku znajomości doszedłem do wniosku, że ją bardzo kocham i chcę być z nią i odejść od żony. Niestety ale nie zgodziła się na to ponieważ moja córka była za mała i jeszcze powiedziała nie ten czas. Powiedziałem, że drugi raz tak mocnej decyzji nie podejmę i jakoś dalej to wszystko szło. Moja żona nie miała o tym żadnego pojęcia aż pewnego razu ktoś bardzo miły z jej koleżanek nie wytrzymał i zadzwonił do pracy do mojej żony i wszystko powiedział. Myślę, że to było z zazdrości, że jej się jakoś układa ma w kimś oparcie i kogoś to bardzo za bolało. Wszystkiego się wyparłem przed żoną bo nie miała twardych dowodów bazowała tylko na tym telefonie który cały czas mówiłem, że ktoś mnie pomawia. Ta sytuacja sprawiła, że jakiś czas się od siebie oddaliśmy ale znowu po jakimś czasie spotykaliśmy nadal. Moja praca pozwalała mi na wyjazdy służbowe na które mogłem ją zabierać i mogliśmy miło i przyjemnie spędzać czas. Od xxx lat zmieniła mi się praca i skończyły się wyjazdy, uczucie cały czas było mocne ale ani jedna ani druga strona nie chciała zmieniać swojego wygodnego życia. Choć Marysia często mnie o to pytała ale ja za każdym razem powtarzałem, że ja niczego nie obiecywałem i chciałbym to kontynuować tak jak jest. Zawsze podobały mi się takie akcje jak tu coś wymyśleć aby się spotkać ten jeden dzień w tygodniu i się udawało. Zawsze przy jakiś kłótniach pytałem czy to jest ten moment, że jesteśmy pod ścianą i inaczej już nie możemy jak tylko być razem ? i zawsze jakoś po kościach i kolejne lata.
Niestety po jakiś tam nudnościach zdiagnozowano u niej raka i to tego najgorszego.
Nie wiedziałem co robić ale powiedziałem sobie, że będę z nią na tyle ile będę mógł ani razu nie poprosiła czy w obecnej sytuacji mogę być tylko z nią. Była operacja, kolejne chemioterapie i jakoś stawała na nogi kilka dni czuła się gorzej ale później wracała do pracy i była pełna wigoru.
Starałem się pomagać finansowo i przy jakiś drobnych naprawach oraz kupowałem jakieś prezenty żeby choć na chwilę się uśmiechnęła.
Udało się nam spędzić wspaniały tydzień w wakacje gdzie byliśmy tylko we dwoje i było cudownie.
W następnym miesiącu wakacyjnym zbliżał się mój wyjazd na wakacje z żoną i córką. Zawsze wakacje z moją żoną wywoływały u Marysi niepokój i lęk. Wcześniej wspólnych wakacji żoną nie było ponieważ jakoś trzeba było dzielić się opieką nad córką. W momencie wspaniałej wiadomości o tym co się dzieje od serdecznej przyjaciółki, żona starała się nie dopuszczać już do takich sytuacji abym jeździł tylko sam z córką, choć kilka dni w wakacje byłem sam i to był czas tylko dla nas.
Niestety ale tuż przed wyjazdem powstały między nami jakieś nieporozumienia i przestaliśmy się odzywać. Ja przez cały spotykania się byłem taką osobą, że pomimo nie mojej winy w jakiś kłótniach zawsze wyciągałem rękę dzwoniłem, pisałem smsy martwiłem się tak po ludzku. Zawsze podziwiałem jaka ona była honorowa i z klasą nigdy się pierwsza nie odezwała ale i ja taki też się zrobiłem już pod sam koniec naszej znajomości…
Nie mogłem zrozumieć pytań które mi zadaje, że czemu się z nią spotykam pewnie z litości a ja zawsze, że przecież dobrze wiesz tyle lat razem się bujamy, spotykamy masz we mnie oparcie czy ja to muszę Ci mówić ale dzisiaj wiem, że chciała właśnie wtedy usłyszeć kocham…
Po powrocie z wakacji próbowałem się jakoś skontaktować i porozmawiać ale często dostawałem odpowiedzi dokładnie jak poprzednie albo nawet gorsze zastało mi wykrzyczane, że jej nigdy nie kochałem i się odsunąłem i nie ma we mnie oparcia w tych trudnych chwilach. To było jeszcze nic ale jak proponowałem rozmowę, nie sms albo telefon słyszałem ale co tymi powiesz Arku swoją starą śpiewkę… nie mamy o czym rozmawiać i w końcu nie wytrzymałem i przestałem się odzywać na dobre dwa tygodnie… Przykre to jest ale nauczyłem się tego od niej takiego olania i chciałem żeby chociaż raz poczuła to co ja kiedyś jak były sprzeczki i się do mnie nie odzywała po kilka dni zero sms i telefonów to działanie wywracało mi świat do góry nogami i nie mogłem zrozumieć jak można przez kilka dni nie chcieć wiedzieć co się dzieje z ukochaną osobą.
Pewnego dnia dowiedziałem się od jej starszej córki, że ma przerzuty i pytał czemu mnie nie ma o co chodzi powiedziałem, że się bardzo poróżniliśmy i to są sprawy dorosłych. Następnego dnia zadzwoniłem i spytałem co się dzieje oczywiście znowu wywody ale jakoś rozmowa szła… Zaproponowałem spotkanie, że jak będzie na badaniach w moim mieście to się spotkamy pogadamy i tak czekaliśmy kilka dni…
Którejś nocy śnił mi się sen, że częstuje ją jajkami ale czarnymi zadzwoniłem aby porozmawiać i znowu to samo po co dzwonisz itp. Itd. Inni to się o mnie troszczą a Ty tylko telefony i mam do Ciebie żal, że mnie zostawiłeś w takim momencie i znowu, że nigdy jej nie kochałem i takie tam.
Już nie wytrzymałem i powiedziałem dość spotkajmy się i pogadajmy i tak miało być ale niestety się nie udało ☹ Najgorszy jest fakt, że ja cały czas nie dopuszczałem do siebie myśli, że ona może odejść na tamten świat miała wziąć inną chemię i miało być lepiej niestety ale tak się nie stało.
Nie wiem dlaczego byłem taki zaślepiony nie wsiadałem w auto i pojechałem do niej pomijając wszystko aby czuwać przy niej na tyle ile mogę. Najgorsze jest to że były takie dni mogłem wsiąść do auta i pojechać i być nawet te kilka godzin. Do dzisiaj się zastanawiam co mnie zaślepiło na co liczyłem chyba się bałem, że nie podołam tego i wiem, że nazywa się to tchórzostwem. Na tą chwilę jestem wrakiem człowieka i nie mogę się pozbierać po śmierci mojej ukochanej. Jestem bardzo uczuciowym człowiekiem i powiem, że żal i smutek to jest chyba moja kara z którą będę musiał się mierzyć do końca swoich dni. Nie udało mi się z nią pożegnać chociaż zamienić słowo i to tak człowieka dołuje.
Obserwuj wątek
    • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego określe 08.10.21, 12:35
      Rozmowy z przyjaciółmi zawsze kończą się tak samo to była twoja kochanka a ja nigdy jej tak nie traktowałem była dla mnie zawsze kimś wyjątkowym i zawsze będzie. Wiedziałem, że muszę pojawić się na pogrzebie choć miałem obawy, że jej rodzina mnie wyklnie ponieważ pewnie poznała prawdę, że spotykała się z żonatym mężczyzną i żyła marzeniami do końca, że kiedyś będziemy razem a zabierałem jej lata życia, ale los wybrał inaczej i zabrał ją z tego świata. Minęło już kilka miesięcy od śmieci ja niestety nadal nie mogę się odnaleźć w rzeczywistości często płaczę, zacząłem się modlić ale to nie pomaga. Pustka jest tak ogromna i żal do nie do zniesienia. Patrzę w telefon i liczę, że do mnie zadzwoni albo napiszę do mnie smsa … kochanie jak się czujesz czy dobrze Ci się spało a już nie napiszę nigdy (płacz). Bardzo dużo rozmawialiśmy przez telefon z pracy do pracy rano przy kawie praktycznie cały czas. W pewnym momencie to zastanawialiśmy się czy nie jesteśmy rodzeństwem bo tak się świetnie rozumiemy byliśmy razem szczęśliwi i dzisiaj mam do siebie żal, że nie zmieniłem swojego życia i nie byłem z nią do końca.
      Przyznaje się, że podczas rozmów z przyjacielem nie raz mówiłem, że ta cała sytuacja nie rozwiąże się dopóki Marysia nie umrze przykre to ale prawdziwe jak drugi człowiek może tak pomyśleć.
      Spisanie tego wszystkiego jest dla mnie jakąś formą terapii bo niestety ale tak mocno jak wylałem w tym poście słów nie mogę porozmawiać ze swoim przyjaciółmi… bo jak to oni nigdy nie dopuścili by to takiej sytuacji aby spotykać się z drugą kobietą a ja dopuściłem i tego nie żałuje ale smutek, żal i rozpacz po śmierci nie daje mi normalnie żyć i zastanawiam się czy to jest jakaś forma pokuty dla mnie abym do końca życia z tym tkwił. Wiem, że kiedyś wszyscy spotkamy się tam na górze prędzej czy później ale ja bym chciał już żeby być razem ze Marysią.
      Mam nadzieję, że wszyscy których to przeczytają poddadzą się jakiejś refleksji jeśli prowadzą podobne życie wszystko by jakoś się ułożyło ludzie się rozstają i każdy idzie w inną stroną a w tej sytuacji związek bo nie chce nazwać tego romansem zakończył się dla mnie tragicznie śmiercią ukochanej chyba gorzej się nie da…
      • 3-mamuska Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 11.10.21, 00:57
        Stare przysłowie mówi ze „nie doceniamy tego co mamy dopóki tego nie stracimy” .
        Tobie przyszło się o tym boleśnie przekonać. To normalne ,ze analizujesz co było czy mogłeś zrobić więcej. Może mogłeś ,może nie teraz się już o tym nie przekonasz.
        Ale musisz sobie wybaczyć wszystkie niedociągnięcia , przejść etapy żałoby. Poczytaj o tym.

        Jednak w obliczu straty każdy z cierpiących ludzi ma prawo do różnych rekacji myśli wniosków daj rodzinie przezywać żałobę po swojemu.

        Ja myśle i pewnie nie tylko ja ze powinieneś do niej odjeść dawno temu, stworzyć związek skoro tak bardzo się kochaliście. Dziecko to nie jest dobry powód do bycia razem. I po ludzku współczuje twojej żonie mieć obok zakochanego w kimś innym, partnera życiowego.
        Jednak teraz to już nie ma znaczenia.
        Jej rodzina ma prawo do dystansu, w końcu nie jesteś ich rodzina a obcym człowiekiem ,a oni nie rozumieli waszego układu. Może winią cię ze nie stworzyłeś z nią związku ze była sama ze nawet jej choroba nie skłoniła cię do decyzji. Cierpiący ludzie czasem zachowują się irracjonalnie albo nie maja siły ukrywać emocji , bo tak wypada.

        Postaraj się aby twoje emocje się uspokoiły opadły wyciszyły i te dobre i te smutne. Myśl płacz wspominaj jeśli tego potrzebujesz. Jednak pamiętaj ze masz córkę i twoje wewnętrze sumki nie powinny mieć na nią wpływu. Dawaj upust emocja kiedy jesteś sam i żyj dzień za dniem ,krok za krokiem. Ciesz się każdym dniem życia również dla niej.
        Ból nie minie może złagodnieje ,ale nauczysz się z nim żyć. Smutek żal to nie forma pokuty każdy to przechodzi utrata kogoś kogo się kocha to jedna z najgorszych rzeczy w życiu. Czy to rozdzielą okoliczności czy smierć nie ma znaczenia. Ból jest zawsze ten sam…

        Współczuje.😔 tak po ludzku tego ze ja straciłeś.
        • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 11.10.21, 09:50
          Dzień dobry 3 - mamuska. Bardzo dziękuje za poświęcenie czasu i przeczytanie postów.
          Nie wiem czemu ale cały czas nie mogę wyrzucić z siebie myśli, że to nie moja wina cały czas w tym tkwię.
          Zdaję sobie z tego sprawę, że tak poważną chorobą jaką jest rak nie zaraziła się ode mnie. To jest następstwo innych poprzednich chorób tak już musiało być. Biję się właśnie z myślami czy jakbym zmienił swoje życie wcześniej to może byłoby inaczej w sensie nie zachorowałaby wcale. Przechodzą przeze mnie takie myśli czy będąc razem pod sam koniec i patrzenie na to wszystko teraz miałbym do siebie mniej żalu, że byłem u jej boku a ona tego bardzo potrzebowała. Tak gdzieś to wszystko siedzi w człowieku i jednego dnia jest jakoś a w ciągu minut można się rozryczeć i mimo wszystko nie przynosi to ukojenia. Obecna aura która jest na zewnątrz nie pomaga te wcześniejsze wieczory i latające liście. Zbliża się 1 listopada myślę, że tutaj tak wszystko we mnie tkwi. Czekam i mam nadzieję, że się doczekam rozmowy z jej rodziną bo to były kolejny krok dla mnie w tej drodze chciałbym usłyszeć Krzyśku to nie twoja wina takie jest życia co to zmieni, że mamy do Ciebie trochę żalu a wiemy i widzieliśmy na własne oczy jak nasza córka była z tobą szczęśliwa w tym dziwnym związku. Dobrze pamiętamy co dla niej zrobiłeś i tak już musiał być jej los. Liczę na to ponieważ podczas pogrzebu jak pisałem jej mama powiedziała aby nie płakał i kiedyś ich odwiedził może nie zna prawdy alba zna ale co teraz zmieni może nie chciała abym się smucił bo płakałem sam nie wiem ale wiem, że tego potrzebuje.
    • obrotowy do "mienia" kochanki trzeba miec charakter. 09.10.21, 15:34
      jesli sie nie chce "utonac" - lub rozbic swoje malzenstwo.

      dobrze, ze od razu powiedziales, ze jestes zonaty, ale powinienes rowniez (pozniej) dodac, ze nie zamierzasz sie rozwodzic.

      czyli postawic sobie i jej granice w tym romansie.

      tylko w takiej konstelacji romans moze trwac i bezkonfliktowo sie kiedys skonczyc.

      Ty doswiadczyles perturbacji - bo zabrnales za daleko.
      • arek_librant Re: do "mienia" kochanki trzeba miec charakter. 09.10.21, 21:50
        Dziękuje obrotowy za odpowiedź.
        Nigdy nie było rozmów o rozwodzie.
        Tak jak pisałem w swoim długim wywodzie to była kobieta z klasą dobrze wiedziała, że to musi być mój świadomy wybór.
        Z każdym dniem na całą sytuację patrzę inaczej i mam sobie co raz mniej do zarzucenia. Jestem co raz bardziej gotowy na rozmowę z jej rodziną o ile o to poproszą u Marysi zostały moje rzeczy i jeszcze za życia napisała do mnie list podobno ale czy go dostanę nie wiem.
        Czytając internet takie sytuacje się jakoś rozwiązują ludzie dochodzą do ściany i albo w tą albo w tą. Tutaj sytuacja zakończyła się bardzo tragicznie dla mnie. Zabrano mi moją bratnią duszę i cały czas czuję się samotny. Zadaje sobie pytanie czemu życie jest takie niespawiedliwe i pustka po utracie ukochanej osoby jest taka wielka
          • arek_librant Re: do "mienia" kochanki trzeba miec char 11.10.21, 20:07
            Każdy dzień jest dla mnie wyzwaniem jak sobie z tym radzicie. W ciągu dnia jeszcze jeszcze jest praca a później się z niej wraca i myśli wcześniej ciemno,ponuro... Cały czas łapię się na tym, że chce zadzwonić usłyszeć a wiem, że nie mogę to takie przykre jest ile to jeszcze będzie trwać
              • arek_librant Re: kiedys minie... 13.10.21, 07:07
                Kurcze to strasznie dużo czasu nie wiem czy tyle wytrzymam żal i pustka jest nie do zniesienia. Jak sobie radzilście z tym aby oduczyć się myślenia, że można zadzwonić a nie ma już gdzie czym albo jak można wypełnić tą pustkę.
                • nida21 Re: kiedys minie... 13.10.21, 08:52
                  to takie przykre jest ile to jeszcze będzie trwać
                  To będzie trwać tyle, na ile pozwolisz. NIe ma magiznej granicy żałoby. Taki stan może utrzymywać się krócej i nawet dłużej niż 2 - 3 lata. Wszystko zależy od Ciebie. Nie ma magicznej różdżki, ani takiego specjalisty czy leku, dzięki któremu poczujesz się lepiej. Należy przestać się zadręczać wracaniem do przeszłości, uporczywym myśleniem co by było gdyby..
                  Wszystko to zatruwa głowę i z czasem strona fizyczna organizmu może popaść w stan poważnej choroby. Otrząśnij się. Zachowaj tylko szczęśliwe chwile w pamięci. Powiesz, że tak się nie da, że nie potrafisz, nie umiesz. Zaręczam Ci, że się da, bo to zależy od Ciebie.
                  Na Twoim miejscu nie dążyłabym do rozmowy z Jej rodziną. To kolejne rozdrapywanie ran, a takie rany się nie zagoją. Pielęgnowanie żalu i pustki to jest życie do tyłu, a nie do przodu.
                  Jak napisał obrotowy:
                  ale zyc trzeba dalej - jesli sie nie chce isc do Tworek
                  Rozumiem, że już nie jesteś z żoną.
                  • arek_librant Re: kiedys minie... 13.10.21, 13:09
                    Nida mnie zrozumiałaś, że dążę do rozmowy z rodziną. Trochę czasu minęło i bardziej mi chodzi jak spotkamy się gdzieś przypadkiem to rozmowy unikać nie będę. Sam na siłę się tam nie pcham ale różnie może być spotkamy się na cmentarzu i co mam uciekać niby dlaczego to był świadomy wybór nas obojga ale życie i jej choroba potoczyła się inaczej. Nie wiem jakie były ostatnie rozmowy na mój temat jeśli rozmawiała z nimi taka jak ze mną to wyszedłem na chama bo nie byłem z nią do końca, ale czy to ma jakieś znaczenie chyba już nie. Jest to wszystko ciężkie dla mnie i dla nich dla nich jeszcze gorzej ja wracam do domu i jest żona i córka oni wracają a tam nie ma Marysi...
                    Powiem tak wybieram się na cmentarz bo dzieją się u mnie dziwne rzeczy w domu typu dzwoniące zegarki, które nie są nastawione, rzeczy się przewracają itp. bez szczegółów. Bardzo Wam dziękuję za słowa wsparcia dla mnie bardzo ważne.
                • 3-mamuska Re: kiedys minie... 13.10.21, 12:03
                  arek_librant napisał:

                  > Kurcze to strasznie dużo czasu nie wiem czy tyle wytrzymam żal i pustka jest ni
                  > e do zniesienia. Jak sobie radzilście z tym aby oduczyć się myślenia, że można
                  > zadzwonić a nie ma już gdzie czym albo jak można wypełnić tą pustkę.

                  Strasznie długo?
                  Ja 14 lat po śmierci ukochanego ojca dopiero mogłam mówić o nim bez płaczu. 2-3 lata to mało…

                  Żal tęsknota nigdy nie mija ,ale nie będzie już tak przytłaczająca i silna przyzwyczaisz się do bólu.

                  Każdy jest inny.
                  Jedno ci powiem nie walcz z żałoba nic na siłę.

                  www.zwrotnikraka.pl/zaloba-po-stracie-etapy-wsparcie/
                  Faza pierwsza żałoby: szok i potępienie. Faza druga żałoby: tęsknota i żal. Faza trzecia żałoby: dezorganizacja i rozpacz. Faza czwarta żałoby: reorganizacja.

                  Musisz przejść te etapy bo to droga do stabilności emocjonalnej.
    • nida21 Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego określe 09.10.21, 21:59
      Witaj Krzyśku!
      Jestem z tego drugiego forum, na którym dzisiaj napisałeś.
      Przyjmij wyrazy współczucia z powodu śmierci Twojej Ukochanej.
      Przeżywasz dokładnie to samo co my wszystkie, wszyscy, którzy straciliśmy bliską nam osobę. Osobę, którą bardzo kochaliśmy i przez którą byliśmy kochani. Niektórzy z Ukochaną osobą spędzili wiele wspaniałych lat,
      jedni mniej, drudzy więcej. Miotają nami dokładnie takie same uczucia jak te, które opisujesz odnośnie swojej sytuacji. Też wyrzucamy sobie, że mogliśmy to zrobić albo tamto powiedzieć, albo zachować się inaczej. Ale to dzisiaj nie ma znaczenia czasu się nie da cofnąć.
      Czytając Twoją wiadomość pomyślałam sobie, że z Marysią musieliście się spotkać i przeżyć wielką miłość, która była jakby z przeznaczenia. Skończyła się po 7 latach. Dla Ciebie to za krótko, ale wiedz, że nie każdy człowiek
      w swoim życiu doświadczy wielkiej miłości i powinieneś czuć się wybrańcem losu. Nasze związki, miłości też
      przerwała śmierć. I jak śpiewała Jantar: "Nic nie może wiecznie trwać, za wszystko kiedyś przyjdzie nam zapłacić." Tak jak nam, Tobie pozostało wiele pięknych wspomnień ze wspólnie przeżytych chwil. Postaraj się bazować na tych wspomnieniach, które pozwalają dalej żyć. Nie zadręczaj się przypominaniem sobie tego, czego dla NIej nie zrobiłeś. Tak musiało być. Nie tylko Tobie jest ciężko, nam także z braku Ukochanej Osoby.
      Tam na górze się nie spotkamy, ponieważ ziemskie zobowiązania, związki, zależności, nie istnieją i nie mają żadnego znaczenia. Musimy doceniać ludzi za życia, a Ty już jedną osobę straciłeś. Masz córkę. Żywię nadzieję, że poświęcasz jej dużo swojego czasu i uwagi. Ona nie jest niczemu winna. To Twoja przyszłość.
      Napisałeś, że jesteś bardzo uczuciowym człowiekiem, a więc swoje uczucia przelej na nią.
      A co z Twoją żoną? NIc potem już o niej nie napisałeś.
      Życzę Ci spokojnej nocy


      • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.10.21, 10:05
        Witam Cię Nida.
        Dziękuje za subiektywne podejście do tematu.
        Z każdym dniem jest co raz lepiej ale przychodzą dni, że nie mamy na to wpływu są tragiczne.
        Człowiek zachodzi w głowę czy jakby zmienił swoje życie dla niej i był z nią do końca było by mu lepiej,
        Czy jednak tak musiało być i trzeba się z tym pogodzić.
        Staram się podchodzić do tego racjonalnie ale ciężko jest wypełnić pustkę która powstała i zabliźnić wielką ranę.
        Czuje się jak obdarty z ze wszystkich ludzkich godności i nie mogę sobie z tym poradzić.
        Analizuje cały ten czas i z każdym dniem co raz inaczej na to spoglądam.
        Marysia wcześniej wchodziła w takie układy ale jak to mówiła bez uczuć chciała w jakiś sposób skrzywdzić facetów za to, że jej się w życiu nie powiodło i pasowało jak byli zajęcie ponieważ wiedziała, że będą musieli gdzieś wrócić. Ja czasami też coś takiego odczułem, że jak było mnie za dużo to w pewnym momencie chciała ode mnie odpocząć. Historia jak czytam internety nie jest taka beznadziejna bo są dużo gorsze przypadki ale jak to u każdego jego przypadek wydaje się najgorszy. Ostatnio doszedłem do wniosku, że musze usunąć jej numer z telefonu i skasować wszystkie smsy oraz zdjęcia aby nie rozmyślać. Bo zaraz po śmierci patrzyłem i analizowałem kiedy ostatnio rozmawiałem i czy zamiast tego mogłem z nią być w tym czasie i najgorsze, że mogłem ale jak pisałem wcześniej miałem jakiś zaćmienie i tego nie zrobiłem. Mam nadzieję, że nie weźmiecie mnie za psychola ale z trzy noce po śmierci do pogrzebu dzwonił zegarek o 23.55 po mimo, że żaden nie był nastawiony. Następnie noc przed pogrzebem w pokoju córki paliła się lampka biurkowa. Nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia dlaczego się włączyła ale jak wstałem ją zgasić taki zaspany zobaczyłem jak łuna światła pada na twarz mojej córki i to był chyba znak od Marysi abym teraz poświęcił jej więcej czasu
        • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.10.21, 10:10
          Później udało mi się usnąć ale obudziłem się znów płakałem usłyszałem lekki trzask z krzesła zaraz z moją głową którego nigdy wcześniej nie słyszałem. Tuż po pogrzebie jak przy jakieś sprzeczce z żoną próbowała mi wmówić, że w nocy płaczę a ja nie i w końcu głośniej, że nie przewróciła się hulajnoga na balkonie - przypadek nie wydaje mi się. Proszę nie wziąć mnie za wariata ale tak było. Jeszcze w dniu pogrzebu jak już skończył za któregoś pomnika widziałem postać kobietę w różowej bluzce w z torebką na ramieniu która odchodzi i wiem, że to była ona to był moment i z drugiej strony nie mógł być to żaden z żałobników bo kto przyszedłby tak na kolorowo ubrany
            • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.10.21, 11:34
              Strasznie się bałem, że znają prawdę i jakim prawem tutaj jestem. Smutek i płaczu nie mogłem powstrzymać trochę lepiej na duszy zrobiło mi się jak w kościele zostało wymienione rodzinne nazwisko razem z innymi. Udało mi się nawet wrzucić róże do grobu i powiedzieć trzymaj się kochanie
              • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.10.21, 11:37
                Doszedłem do wniosku, że muszę złożyć kondolencje rodzinie podszedłem zapłakany do jej mamy i powiedziała nie płacz Krzysiu przyjedź do nas kiedyś. Bardzo mocno przytuliłem się do córek i czułem że tego potrzebowały. Natomiast brat i szwagierieka dala odczuć dystans przy uścisku czyli wnioskuje, że musiała im Marysia powiedzieć prawdę
                • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.10.21, 14:22
                  Postanowiłem, że w każdej nad ważne święto czyli jej urodziny, imieniny i nasza rocznica poznania będę zawsze na cmentarzu. Usiądę pogadamy może będzie mi lepiej i pewnie z czasem jeszcze lżej.
                  Dziękuje wszystkim którzy poświęcili swój cenny czas na przeczytanie i swoimi słowami starali się mnie wesprzeć. Mam rodzinę i muszę teraz zrobić wszystko żeby im niczego nie brakowało.
                  • nida21 Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.10.21, 16:09
                    Witaj Krzyśku!
                    Niegdyś dość mocno skomplikowałeś sobie życie osobiste. Z wielką przyjemnością przeczytałam dzisiaj Twoje posty, które są bardzo mądre, przemyślane i piękne. Cieszę się z tego, że widzisz co w Twoim życiu obecnie jest najważniejsze: "Mam rodzinę i muszę teraz zrobić wszystko, żeby im niczego nie brakowało".
                    W moim odczuciu nie jesteś psycholem. Poznałam z opowiadania jednej znajomej wdowy podobne zjawiska, których ona była świadkiem przed pogrzebem. To jest osobisty rodzaj pożegnania.
                    Mam nadzieję, że pozwoliłeś Marysi odejść nie zatrzymując Jej swoją rozpaczą. Każdy człowiek pojawia się w naszym życiu, żeby nas czegoś nauczyć.
                    Na nowo obdarz miłością swoją żonę i córkę.
                    Życzę Tobie wiele szczęścia w dalszym życiu i podejmowania dobrych decyzji.
                    • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.10.21, 18:41
                      Nida21 bardzo dziękuję za przeczytanie moich postów to jak pisałem wcześniej pewien rodzaj samooczyszczania i wyrzucanie z siebie złych myśli. Odnośnie rozpaczy to trudno mi określić czy nie zatrzymało jej tutaj na dłużej właśnie przez tak bardzo przeze mnie przeżywaną. Jeszcze za życia Marysia nie raz wspominała nie zdawałam sobie sprawy jak Ty potrafisz kochać i oddać z siebie tą miłość. Nie raz słyszałem, że mam jakąś wrodzoną aparycję i charyzmę. Strasznie przyciągam do siebie ludzi ale niestety później bardzo cierpię.
                      Łapie się na tym gdy jakaś ładna Pani do mnie się uśmiechnie to uciekam od tego bo znam już jak nikt inny jakie mogą być ewentualne konsekwencje. Życie jest brutalne i pewnie nie raz doświadczy nas różnych ciężkich przeżyć. Tylko zawsze powstaje pytanie dlaczego?
                      • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.10.21, 18:51
                        Jak widać pisanie mówienie o tym po 30 razy i czas robi swoje i człowiekowi jest lżej. Niestety ale moi przyjaciele dopiero teraz jak zagłębiam ich w to co raz bardziej zaczynają sobie zdawać sprawę, że to było dla mnie coś wspaniałego co przeżylismy razem i nie zdawali sobie sprawy i traktowali to jako romans.
                        Kilka ważnych słów na koniec nigdy nie da się przewidzieć co się stanie wchodząc w takie relacje. Jak będzie się z kobietą/mężczyzną z takiej relacji i Wam się uda żyć razem do końca dni to będzie pięknie. Gorzej jak skończy się przypałem i będziecie sami albo tak tragicznie jak u mnie, bo strata ukochanej osoby jest dla mnie na tą chwilę bardzo przeżywana. Rozważcie to proszę aby później nie cierpieć.
                        Pozdrawiam wszystkich
                              • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 15.10.21, 12:46
                                Dzień dobry wszystkim.
                                Czytałem swój poprzedni post kilka razy i jestem zły na siebie co tam napisałem.
                                Nie wiem co mną wtedy kierowało ale czuję się źle wobec Was tutaj cierpiących bardziej niż Ja. Zebrałem się dzisiaj do kupy i pojechałem na cmentarz do Marysi.
                                Ciężka sprawa ponieważ jak człowiek zawsze jechał do niej w trakcie podróży dostawał telefon za ile będziesz itp.. coś Ci zrobić do jedzenia ☹ a tutaj jedziesz ze zniczem pod pachą i nawet jak jest to największy zniczy w kształcie serca na pół cmentarza nic to już nie zmieni…
                                Dzięki Waszemu wsparciu a szczególnie słowom nidy jest mi trochę lżej na duszy…
                                Zaczynam to wszystko traktować jako przeżycie cudownej przygody i szaleńczej miłości ale ze skutkiem tragicznym. Często przypominają mi się jej słowa, że nie zdawaliśmy sobie sprawy jak ciężko będzie nas bolało rozstanie i to się niestety potwierdziło… Przypominam sobie jakich piosenek słuchała na samym początku poznania ale to było tyle lat temu czy człowiek już wiedział o tym, że za parę lat odejdzie… youtu.be/Sgr3_-eZPEk
                                Mówiła nie raz mam nadzieję, że nie na każdej przystani masz taką „Jolkę” jak Ja i musisz wiedzieć, że jestem chora ale to nie była jeszcze ta najgorsza choroba. Człowiek zachodzi w głowę czy jakby był z nią dopilnował to by żyła i cieszylibyśmy się życiem, ostatnio wspominała mi, że nie niewiele jej zostało a człowiek nie brał tego na poważnie i cały czas myślał, że się wyleczy strasznie to ciężkie.
                                Z każdym dnie i każdym krokiem jest lepiej ale przychodzą takie momenty i koniec nie możesz powstrzymać łez… Jak wracałem dzisiaj z cmentarza bardzo się smuciłem, wypłakałem się jakbym dowiedział się o śmieci przed chwilą i z takich ciekawostek z radia popłynęła tak nuta… youtu.be/IphuXppT-5Y Zawsze tą piosenkę przerzucałem dalej ale nie dziś, dzisiaj nabrała dla mnie innego znaczenia 😊 Życzę Wam wszystkiego dobrego i dziękuje z całego serca za wsparcie.
                                • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 15.10.21, 12:49
                                  coś linki nie zapisały się poprawnie więc załączam jeszcze raz:
                                  "Przypominam sobie jakich piosenek słuchała na samym początku poznania ale to było tyle lat temu czy człowiek już wiedział o tym, że za parę lat odejdzie…
                                  www.youtube.com/watch?v=Sgr3_-eZPEk
                                  "z takich ciekawostek z radia popłynęła tak nuta"
                                  www.youtube.com/watch?v=IphuXppT-5Y
                                    • nida21 Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 15.10.21, 20:39
                                      " ... że można zadzwonić a nie ma już gdzie czym albo jak można wypełnić tą pustkę"
                                      To jest Twoje pytanie w jednym poście, a w drugim sam sobie na nie odpowiadasz "ja wracam do domu i jest żona i córka ".
                                      Pomyśl tylko, gdybyś kiedyś zostawił rodzinę, tzn się rozwiódł, dzisiaj byłbyś sam jak palec i podwojnie nieszczęśliwy. Twoja Żona jest bardzo dla Ciebie wyrozumiała i cierpliwa. Zniosła wiele, bo Cię kocha i się od Ciebie nie odwróciła.
                                      Pomyśl sobie tylko, Ty kochasz Marysię, Żona kocha Ciebie. Jedno i drugie uczucie
                                      jest bolesne, bo w tej chwili nieodwzajemnione. Spojrzyj na Żonę jeszcze raz, chyba
                                      kiedyś Was połączyło jakieś uczucie, z jakiegoś powodu ślubowałeś Jej miłość.
                                      Najwyższy czas zawrócić z tej drogi, którą w tej chwili podążasz i wstąpić na nową i od nowa zacząć układać Wasze relacje małżeńskie. Już raz się przekonałeś, że nic nie trwa wiecznie, a Żona może pewnego dnia odejść, bo zmęczy Ją czekanie na Ciebie.
                                      Bardzo ładna ta kołysanka, nie znałam jej.
                                      Dziękuję za miłe słowa.
                                      • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 16.10.21, 10:54
                                        Dziękuje Nida bardzo się staram się nie da się tak z dnia na dzień powrócić na prawidłowe tory. Słowa o których piszesz co raz bardziej wchodzą mi w krew zrobiłem ci mogłem i masz chłopie za swoje. Postaraj się na tym co jeszcze masz i napraw co się da. Robi się przykro jak słyszę od kumpla którzy znają sprawę, że super teraz Marysia zmarła i sprawa się rozwiązała. Cały czas obarczam się, że to moja wina nie mogę z siebie wyrzucić takich myśli.
                                        • nida21 Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 16.10.21, 12:59
                                          Miło mi słyszeć, że się starasz. Dobrze, że masz świadomość tego, co teraz jest najważniejsze dla Ciebie i w Twoim życiu. Czeka Cię dużo pracy nad sobą. Nie będzie łatwo, ale dasz radę. Opisałeś siebie jako uczuciowego człowieka, a ja dodam i wrażliwego, ale też uczciwego.
                                          Tak jak pisałam na początku 9.10 - Wasza miłość była z przeznaczenia, los dał, los wziął i Twojej winy w tym nie ma. Przestań myśleć stale w ten sposób, jak to opisujesz bo się spalisz i nie odbudujesz swojego małżeństwa. Żona czuje intuicyjnie to co się z Tobą dzieje, a i córka widzi.
                                          Dopuszczaj tylko do siebie myśli typu nie jestem winien temu co się stało, jest Siła Wyższa decydująca, zrobiłem wszystko co mogłem jako człowiek, swoje dalsze życie chcę układać w pokoju i szczerości, obdarzyć szczęściem swoich nabliższych, z którymi Tworzę rodzinę. Powtarzając często takie i podobne słowa
                                          przeprogramujesz sobie myśli w głowie. Miej świadomość, że tamten pociąg już odjechał, a tym możesz kontynuować podróż.

                                          • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 16.10.21, 20:00
                                            Miło usłyszeć tyle miłych słów z internetu niż od własnych znajomych 😀 z tym uczciwym to tak nie do końca mogę się zgodzić. Na własne życzenie zgotowałem sobie cierpienie choć nie raz chciałem się wycofać. Niestety ale przyciagaliśmy się jak magnes i tylko takie rozłąki dwa, trzy miesiące się zdarzały się to było i zobaczmy jak dalej. Jeszcze wielkie dzięki Nida używasz bardzo miłych słów, zwrotów i porównań o których ja bym nawet nie pomyślał. Pozdrawiam serdecznie
                                            • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 18.10.21, 16:54
                                              Dzień dobry. Chciałem się pochwalić w końcu czymś pozytywnym, dzisiaj dostałem telefon od najlepszej przyjaciółki Marysi. Naprawdę miło i przyjemnie się rozmawiało. Uciszyło mnie to, że ktoś w końcu zapytał się jak to wszystko znoszę. Dobrze mi się słuchało samych pochlebnych słów na mój temat. Ja o tym wszystkim pisałem tutaj i wiedziałem tylko chciałem w końcu usłyszeć od osoby lub osób bardzo blisko związanych z Marysią. W każdym bądź razie jakoś spora ilość ciśnienia ze mnie zeszła. Dzień uznaję jako za udany, rozmowa napaja mnie lepszym jutro.
                                                  • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 28.10.21, 10:49
                                                    zbliża się 1 listopada i cały czas krąży wokół mnie żal i smutek...
                                                    może wyda się to dziwne ale ostatnio zrobiłem porządek z większą ilością znajomych którzy tylko potrafili mówić czas leczy rany i zajebiście rozwiązała Ci się sytuacja...
                                                    został tylko jeden który to rozumie i w sumie dotarło to do niego, że Marysia była dla mnie kimś wyjątkowym i musimy mi pomóc się pozbierać. Mineło już kilka miesięcy i nie odczuwam żadnej różnicy może mniej płaczu teraz ale pustka mnie tak bardzo dobija.
                                                  • 3-mamuska Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 28.10.21, 16:43
                                                    Często takie tragedie weryfikują znajomych, a z drugiej strony jesteś tak zrozpaczony ze nie wiedziesz sprawy obiektywnie. Niepotrzebnie może jesteś zły na tych ludzi.

                                                    Byliście razem dość długo, a mimo to nie zdecydowałaś się odejść do niej.
                                                    Stałeś na rozstaju dróg. Jakiś powód tego był. Czasem ludzi zmarłych stawia się na piedestale z powodu bólu wyrzutów sumienia.
                                                    Wiec trochę logiczne jest ze tak ludzi postrzegają to co się stało. Ze los rozstrzygnął za was , podjął decyzje w koszmarny i najgorszy sposób.
                                                    Wiec nie miej ludziom za złe za głupie gadanie.
                                                    Bo to nie ich boli i nie rozumieją twojego bólu ,bo dla nich romans to dodatek do życia a nie jego sens, nie rozumieją ze ta osoba pomimo posiadania żony była dla ciebie najważniejsza.

                                                    Cóż ból i żałoba będzie z tobą już zawsze. Nauczysz się z tym żyć ,inaczej się nie da.
                                                    Musi upłynąć dużo czasu aby ta pusta trochę zmalała.

                                                    Zbliża się czas zadumy może pogłębić tęsknotę i będą się zdarzać takie momenty. Ale życie będzie szło swoim torem, nie chce się zatrzymać pomimo tragedii jaka cię spotkała.
                                                    Przeleją swój zal tutaj jeśli co to pomaga.
                                                  • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 28.10.21, 19:45
                                                    Byliśmy jak papuszki nierozłączki wszystko omawialiśmy razem. Rozumiała mnie jak nikt... Ja ją również i nie chodziło tylko o zbliżenia tylko o to właśnie, że jest każda chwila była cudowna. Cały czas myślę o tym co kiedyś powiedziała, że rozstanie będzie bolesne ale nie aż tak. Ktoś zdecydował za nas ale jest to bardzo ciężkie i niestety sobie z tym nie radzę. Myślę też często o tym co pisała Nida, że gdybym coś zmienił zostałbym sam
                                                  • 3-mamuska Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 28.10.21, 20:27
                                                    Wiesz różnie się przeżywa żałobę.
                                                    Dzieci inaczej przezywają żałobę zwłaszcza jeśli widziały jej chorobę cierpienie na codzień. Były przy niej opiekowali się.

                                                    Wydaje mi się ze ty ją idealizujesz, bo miałeś w związku z nią tylko te lepsza stronę.
                                                    Nie było rachunków dzieci problemów ze skarpetkami i obiadami czy zakupami. Wiec była bardziej idealna niż ci się wydaje i dlatego czujesz ze coś bardzo cennego straciłeś. I owszem ona była cenna? ale TOWJA żona córka te są cenne.

                                                    A pisanie ze teraz nie miał byś nic jest trochę wyrachowane. Zostałbym sam bo to by była konsekwencja twojej decyzji.

                                                    To co przezywasz to jest po prostu żałoba.
                                                    Każdy przez nie przechodzi.
                                                  • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 29.10.21, 15:03
                                                    Dzień dobry staram się skupiać na tym co mam i nawet nieźle mi wychodzi ale przychodzą takie momenty i koniec. Pewnie za parę miesięcy będzie inaczej ale póki jest różnie jeśli można to tak nazwać. Cieszy mnie to, że tutaj na forum ktoś odpowie z każdej perspektywy a nie tylko jak moi znajomi o czym już wcześniej pisałem.
                                                    Bardzo Wam dziękuje.
                                                  • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 01.11.21, 17:58
                                                    Dzisiaj 1 listopada bardzo ciężki dzień dla mnie wracam myślami jak to było w zeszłym roku na ten dzień. Kto by pomyślał, że ten dzisiaj będzie dniem bez Marysi takie dziwne emocje mną targają nawet nie wiem jak to określić. Nida wcześniej pisała jakie życie jest kruche dzisiaj jesteś a jutro może Cię już bo być.
                                                  • nida21 Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 02.11.21, 09:30
                                                    Umieranie jest trudniejsze dla żywych, niż umarłych. Śmierć boli tak naprawdę tylko tych, którzy zostali.
                                                    Tak, dokładnie tak jest jak napisałeś. Czytałeś na pewno wypowiedzi na tamtym forum i wszyscy podobnie cierpią i przeżywają swoją żałobę. Ja też po Mężu, który zmarł jakiś czas temu i mam lepsze i gorsze dni, podobnie jak Ty. Stopień zażyłości moim zdaniem nie ma tutaj nic do rzeczy, ale uczucia, którymi dażyliśmy zmarłą osobę za życia. Jeśli dwoje ludzi łączyła ogromna miłość i byli ze sobą szczęśliwi to potem jest ciężko zaakceptować to co się stało. Utrzymuję kontakt z takimi znajomymi i wszystkich to jednakowo boli i cierpią, i płaczą. I czują się samotne.
                                                    A co najgorsze to nagle trzeba zmienić swoje dotychczasowe życie, rytuały i nawyki, które dzieliliśmy z drugą osobą. Teraz to nagle, jak bez jednej ręki trzeba się uczyć żyć i życia na nowo. Do tego stanu dochodzi też samotność i to nie tylko ta z powodu straty bliskiej sercu osoby, ale najczęściej z powodu tego, że dzieci są dorosłe, usamodzielniły się i mają swoje życie i mieszkają w innych miastach.
                                                    I kiedy wcześniej wiadomo było, że dzieci mieszkają tu, czy tam, a miało się tego
                                                    ukochanego, czy ukochaną przy boku, to się nie myślało o samotności. A tu nagle pustka, puste mieszkanie, pusty dom, z kątów wieje "chłód uczuciowy" i powstaje pytanie jak dalej mam prowadzić swoje dalsze życie i wracać do domu, w którym nikt na mnie nie czeka.
                                                    Piszę o tym, boTy jesteś w lepszej sytuacji, nie jesteś sam, na razie ktoś na Ciebie czeka i masz jeszcze dziecko, które trzeba wychować. Możesz prowadzić normalne życie, choć to życie w części zburzyło spokój, zabrało ukochaną osobę, ale dalej jest to życie takie zwyczjne, ludzkie.
                                                    Co do znajomych, to myślę podobnie jak 3-mamuska. To co ci inni mówią, to niestety jest prawda. Zanim nas osobiście nie dotknie tragedia podobnie reagujemy na nieszczęścia innych. I nie znaczy to, że tamci Tobie nie współczują. Choćbyś miał 10 kolegów takich, jak ten, o którym piszesz, że Ciebie rozumie to i tak z żałobą, smutkiem, depresją, samotnością, wspomnieniami musisz zmierzyć się sam, podobnie jak każdy, każda z nas.
                                                    Teraz odniosę się do 1 listopada. Ja osobiście nie przywiązuje do tego dnia aż takiej wagi. Jedna moja znajoma codziennie od prawie roku jeżdzi na cmentarz, na grób męża. I dla niej Święto Zmarłych jest codziennie.
                                                    Nie czuję,że mój Mój Mąż tam jest w tym grobie. Owszem, jeżdżę zrobić porządki co jakiś czas, palę znicze. Jego obecność odczuwam koło siebie, w domu, ogrodzie bo tam było nasze wspólne życie, nasze plany, rozmowy.
                                                  • obrotowy bzdety... i brak wyobrazni. 16.11.21, 15:23
                                                    3-mamuska napisała:
                                                    > Szkoda tłumaczenia on nie ma uczuć ,wiec nie zrozumie….


                                                    bzdety.
                                                    napatrzylem sie tylko na smierc bliskich, ktorzy umierali miesiacami w cierpieniach.

                                                    wiec bolalo to z pewnoscia bardziej ich. , niz mnie.
                                                  • 3-mamuska Re: bzdety... i brak wyobrazni. 16.11.21, 22:57
                                                    obrotowy napisał:

                                                    > 3-mamuska napisała:
                                                    > > Szkoda tłumaczenia on nie ma uczuć ,wiec nie zrozumie….
                                                    >
                                                    >
                                                    > bzdety.
                                                    > napatrzylem sie tylko na smierc bliskich, ktorzy umierali miesiacami w cierpien
                                                    > iach.
                                                    >
                                                    > wiec bolalo to z pewnoscia bardziej ich. , niz mnie.



                                                    Ciebie nie bolało po ich śmierci, bo ty nie masz uczuć. Wiec… tak dla ciebie oni gorzej cierpieli.

                                                    Bolało ich kilka miesięcy , a ból po smierć kogoś bliskiego może trwać lata. 😕
                                                  • obrotowy belkotka forumowa. 20.11.21, 01:17
                                                    3-mamuska napisała:
                                                    Ciebie nie bolało po ich śmierci, bo ty nie masz uczuć.
                                                    Wiec… tak dla ciebie oni gorzej cierpieli.


                                                    nie - belkotko forumowa.

                                                    mnie bolalo.

                                                    ale gdy moj syn umieral w cierpieniach to bolalo go jeszcze bardziej.
                                                  • katalonja Re: belkotka forumowa. 20.11.21, 07:23
                                                    Obrotowy na pewno ma uczucia, tylko całe życie udaje, że nie ma. Wypiera. No po coś na tych forach siedzi i po coś czyta. Rozrywek dla pustaków jest całe inne mnóstwo, a Obrotowy jednak siedzi tutaj, w smuteczkach kobiet...
                                                  • obrotowy powtarzam raz jeszcze. 21.11.21, 18:00
                                                    gdy moj syn umieral w cierpieniach - to bolalo go to bardziej - niz mnie.

                                                    bo jemu jego zycia - nic nie zastapi.

                                                    a ja... jak to jego ojciec... moglem miec nastepne dzieci.

                                                    ERGO: najbardzjej cierpi ten , kto umiera (a nie chce i nie powinien, bo jest mlody)

                                                    a nie osoba mu towarzyszaca.
                                                  • 3-mamuska Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 03.11.21, 20:11
                                                    obrotowy napisał:

                                                    > arek_librant napisał:
                                                    > > Umieranie jest trudniejsze dla żywych, niż umarłych. Śmierć boli tak napr
                                                    > awdę t
                                                    > > ylko tych, którzy zostali.
                                                    >
                                                    >
                                                    > prosze nie przesadzaj.
                                                    >
                                                    > tylko nieliczni umieraja bezbolesnie (we snie, np.)
                                                    >
                                                    > wiekszosc umiera w bolu i cierpieniach.


                                                    Weź myśl co piszesz 🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️
                                                    No tak ty nie rozumiesz, bo dla ciebie liczy się tylko fizyczność dla emocjonalnej kaleki takiej jak ty uczucia nie mają znaczenia.
                                                  • arek_librant Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 04.11.21, 11:04
                                                    Zebrałem się w końcu do kupy i pojechałem po cmentarzu do Marysi rodziny a konkretnie rodziców. Dużo mnie to kosztowało i ich ale wspólnie daliśmy radę smile
                                                    Nie wiem czy znają prawdę ale nie dali mi wczoraj tego odczuć. Mama Marysi to wspaniała kobieta bardzo to wszystko przeżywa i brakuje jej córki jak każdej matce. Chyba najgorzej jak rodzice chowają własne dzieci tak mi się wydaje.
                                                    Razem sobie popłakaliśmy, pospacerowaliśmy i wspominaliśmy Marysię. Czułem, że jedna i druga strona tego bardzo potrzebowała. Ciężko to opisać słowami ale widząc jej rodziców człowiek widzi cząstkę jej w nich. Podniosło mnie na duchu, że nie mają do mnie pretensji i traktują jako członka rodziny bo wiedzą ile dobra wniosłem do jej życia. Trudno nie udało się nam pożegnać ale dzisiaj już wiem, że widocznie tak musiało być. Marysia bardzo cierpiała ostatnie trzy tygodnie i nie chciała się już widzieć z nikim, rodzice mówili. że nawet lepiej bo wyglądała źle i lepiej jak zapamiętałem ją na chodzie. Mówili też przyjechałbyś to byłoby jej miło ale widocznie los chciał inaczej. Niestety ale wyszło też, że już parę lat wcześniej coś zostało wykryte i można było działać. Ja zobaczyłem te badania to zdębiałem i zastanawiam się czemu. Do jasnej cholery byłem na nią zły bo nawet nikomu o tym nie powiedziała i można było już z tym walczyć!!! Niestety ale pojawił się również koranowirus i to on mógł pobudzić to co zostało wykryte parę lat temu. Taką przyjęliśmy teorię. Posiedziałem trochę w pokoju gdzie zawsze spędzaliśmy czas było tak dziwnie cicho i smutno ale było. Człowiek sobie popłakał ale jest mi lepiej. Nawet dostałem małą a dla mnie wielką rzecz kurteczkę po niej pozwolili mi ją wziąć jak się tak człowiek w nią wtuli to czuć jej zapach smile wracając położyłem ją na siedzeniu i nie czułem, że jadę sam tylko z nią. W tym pokoju usłyszałem taki głos... ja tu jestem Krzysiu dosłownie chwilę moment ułamek sekundy. Uwierzcie mi ale czuje się lepiej po tym jak wczoraj spotkałem się z jej rodziną i jeszcze trochę w nocy płakałem ale tak musi być. Dobrze mi na duchu się zrobiło, że nikt mnie stamtąd nie pogonił i prosi szczerze odwiedzaj nas jak najczęściej smile
                                                  • arek_librant Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 05.11.21, 06:02
                                                    Dzisiaj w nocy śnił mi się mój pies którego już nie ma z nami z 20 lat. Śniłem o tym, że jestem u swoich rodziców i Tato mówił mi, że suczka jest chora i wymiotuje wkrótce jej nie będzie. Chwilę w tym śnie się pobawiłem z nią i powiedziałem do niej, że jest mi jej szkoda. Czytając senniki można zwariować od interpretacji. Wydaje mi się, że odzwierciedla to obecną sytuację jaka dzieje się w mojej głowie.
                                                  • 3-mamuska Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 06.11.21, 19:18
                                                    E tam nie słuchaj znajomych.
                                                    Mów im sorry ale to moje życie moje emocje.
                                                    Najwidoczniej tobie to pomaga aby przetrwać ten czas. Oni wola uciekać. Bo im się wydaje ze wtedy przestaną cierpieć.

                                                    A czasem nam lepiej jeśli wiemy ze ktoś z nami współodczuwania i cierpi tak jak my. To powołana nam odczuwać ze nie jesteśmy osamotnieni w tem cierpieniu.

                                                    Co do snów nasz organizm czasami robi takie rzeczy z nami abyśmy z rozpaczy nie zwariowali.
                                                    Mi po śmierci taty miesiącami się śniło ze przychodzi siada na krzesełku i mi mówi żeby się nie martwiła bo on żyje ale się ukrywa bo miał długi. ( z czego długów nie miał) może sen z psem powalił ci powiedzieć to czego nie powiedziałeś Marysi przed śmiercią.
                                                  • arek_librant Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 06.11.21, 21:01
                                                    Rozumiem, że nie potępiasz mnie za moje postępowanie ? Ja nie potrafię się odciąć oni cierpią tak samo jak Ja a dzięki im poczułem się lepiej. Bałem się jak cholera tam pojechać ale musiałem bo widziałem, że nie to mi pomoże mając na uwadze konserwacje. Jak tylko mama Marysi przytuliła mnie jak syna wiedziałem, se nie będzie źle. Nie chcę się od nich odcinać bo ich bardzo lubię to dobrzy ludzie a takim się trzeba otaczać. Znajomi patrzą pod kątem, że nigdy się od tego nie uwolnie a ja chyba nie chcę na tą chwilę się uwalniać czy coś złego pojechać od czasu czasu wypić cherbate i powspominać. Oni mi ją przypominają i tylko z nimi mogę szczerze porozmawiać.
                                                  • 3-mamuska Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 06.11.21, 23:17
                                                    Czy potępiam? tego ze przyznasz żałobę na swój sposób i strasz się sobie z nią radzić jak potrafisz , nie tego nie potępiam.

                                                    Potępiam to ze pomimo tego co czułeś ze pomimo tego ze Marysia była/jest miłością twojego życia ,ze była taka ważna , nie odeszłaś do niej.
                                                    Choć potępiam to zbyt mocno słowo.
                                                    Po prostu tak się nie robi twoja żona nie zasługuje na życie z facetem ,który kocha inną. Ani ty na to żeby żyć z dała od Marysi, ani Marysia nie zasługiwała na to aby żyć samotnie.
                                                    No i faktycznie spadłeś na 4 łapy teraz byłabyś sam, a tak wciąż masz rodzine. Choć dalej bujasz w chmurach i nie jesteś w stanie być z nimi na 100%. To rozumiem ze żałobę musisz przejść i tego nie da się przeskoczyć nie da się z tym walczyć nie da się tego wyłączyć stłumić emocje.
                                                    Możesz się teraz tylko postarać aby ból nie zawładną twoim życiem i powoli to rodzina stanie na pierwszym miejscu. Ze postarasz się odbudować coś z żona skoro zdecydowałeś się z nią zostać.
                                                  • arek_librant Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 08.11.21, 09:21
                                                    Odnośnie snu bo zaraz zapomnę ☹ śniło mi się z soboty na niedzielę, że dzwonię do Marysi i mówi mi, że jedzie do Augustowa ze swoją imienniczką dokładnie już nie pamiętam jakie to były zwroty ale mówiłem jej nie jedź. Dobrze wiesz jaki jestem zazdrosny o Ciebie znów ktoś się napatoczy a ja będę musiał się denerwować. Oddała telefon koleżance i coś w stylu , że nie chce już ze mną rozmawiać i być. Następnie w tym śnie ktoś ukradł mi motor a ja nie mam motoru i taki byłem wściekły, że postanowiłem wyskoczyć z wieżowca i lecę. Widzę jak twarzą zbliżam się co raz bardziej ku ziemi. Upadam i leżę pomaga mi pomóc jakiś nieznajomy gość pomaga się otrzepać. Ja żadnych ran, krwi nic tylko taki zakurzony jestem i mówię do niego Marysia nie chce już ze mną być, motor mi ukradli to po co żyć. Obudziłem się w nocy i myślę ale sen musze o nim opowiedzieć Marysi i jakby wracając ze snu na jawie do rzeczywistości zdałem sobie sprawę, że jej naprawdę już nie ma i zacząłem płakać i wczorajszy dzień był jednym ze smutniejszych od jej śmierci.
                                                  • arek_librant Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 08.11.21, 10:24
                                                    Postaram się opisać to jakoś słowami abyście mnie zrozumiały. Jakbym miałbym określić swój obecny stan to jest jeszcze gorszy niż na samym początku gdy dowiedziałem się o śmierci Marysi. Czytając te wszystkie etapy żałoby i Wasze podpowiedzi chyba jestem już w drugim etapie. Pogodziłem się z jej odejściem z tego świata ale tęsknota i ból są jeszcze większe niż wcześniej. Tak bardzo mi jej brakuje, że nie wyobrażam sobie kolejnych dni jak będą wyglądać mam wrażenie, że nie dam rady. Ten milczący telefon w weekend i brak smsów ode niej tak bardzo mnie dołuje, że myślę czasami jak kładę się spać aby się rano nie obudzić. Przepraszam ale takie mam czasami przemyślenia bo po co żyć jak jej nie ma. Oczywiście mam rodzinę i dla nich muszę być zawsze sprężony i nimi się opiekować ale takie jak wyżej przechodzą przeze mnie przemyślenia. Zastanawiam się nad pójściem do jakiegoś specjalisty albo grupy wsparcia bo sam sobie z tym nie poradzę co raz bardziej brakuje mi siły na to. Wstaje rano idę do pracy i wszystko robię automatycznie nic mnie nie cieszy i tak w kółko. Są gorsze dni i lepsze ale ostatnio gorsze i gorsze. Nabrałem trochę optymizmu po spotkaniu z jej rodziną ale to starczyło na dwa dni i znowu tak huśtawka emocjonalna. Chciałem o tym powiedzieć najlepszemu kumplowi, który jeszcze jakoś mnie rozumiał ale po tym jak tam pojechałem usłyszałem, że to był błąd. Nie zrozumiał moich intencji powiedział tylko Ty się nigdy o tego nie uwolnisz – nigdy. Starałem się wytłumaczyć ile mnie to kosztowało tam pojechać a ile ich jak się bałem ale wiedziałem, że musiałem stawić temu czoła nawet jakby poznali prawdę to trudno to już i tak nic nie zmieni. Uważacie, że postąpiłem źle powinienem się odciąć definitywnie i nie utrzymywać kontaktu? Ja tak nie potrafię i myślę, że jakby nie chcieli to Mama Marysi powiedziała by wprost a ona do mnie mówi traktujemy Cię jak członka rodziny odwiedzaj nas będzie nam wszystkim lepiej jak się wygadamy i popłaczemy razem. Po wypowiedziach mojego kumpla poczułem się, że pozostało mi tylko forum skoro on mnie nie rozumie i czuje się jak sierota tak bardzo samotny i opuszczony. Przestałem już myśleć w ten sposób, że jakbym zmienił swoje życie kiedyś to teraz byłbym sam. Bardziej myślę o tym, że może bym przypilnował jej bardziej i dalej żyłaby z nami. Dlaczego nikomu nie powiedziała o tych badaniach wystarczyło coś przy tym porobić i może wszystko skończyłby się dobrze. Rozmawiałem też o tym z jej Mamą, że wpędziłem ją w lata a może z kimś innym byłby szczęśliwsza i ten ktoś zadbał o nią bardziej niż ja na doskok. Mama Marysi powiedziała wprost jej naście lat byłem małżeństwa nie wniosło niczego do jej życia była poniżana i nieszczęśliwa a przy Tobie Krzysiu odżyła była z Tobą szczęśliwa nawet tak na odległość, prosiła abym tak więcej nie mówił. Jak w każdym człowieku po stracie przychodzą takie przemyślania jestem na nią trochę zły, że z nikim nie podzieliła się tą diagnozą a może będą z kimś innym byłoby inaczej. Ja nawet już tak myślałem, że jak się rozstaniemy i każdy pójdzie w swoją stronę to wiem, że będziemy mogli kiedyś pogadać jak ludzie a teraz jak jej nie ma już nic nigdy nie będzie takie samo. Nie usiądziemy, nie pogadamy nawet o głupotach, nigdy nie zobaczę jak rozbawiam ją swoimi głupimi żartami ☹ i ten uśmiech. Tylko ona widziała we mnie dobrego człowieka, rozumiała i wspierała i tak bardzo mi jest ciężko pogodzić z jej odejściem. Kochaliśmy się bardzo ale zabrakło nam odwagi, determinacji żeby być razem. Zarówno po jednej i drugiej stronie, ciężko był zmienić swoje wygodne życie. Ja jak pisałem na początku wątku po roku znajomości chciałem to zmienić ale ona nie chciała bo córcia była za mała. Dzisiaj myślę, że nie była na to gotowa bo była w małżeństwie i bała się komuś znowu na 100 procent zaufać. Patrząc na całą sytuację z lotu ptaka dzisiaj tak musiało być. Ja też niechcący kila razy przekonałem się, że nie jest ze mną szczera. Zawsze jak odezwał się jakiś były nie potrafiła powiedzieć, że jest szczęśliwa tylko albo nie odbierała telefonów albo mówiła jestem sama z córkami i kiedyś jak się spotkamy to Ci wszystko opowiem. Zazdrosny byłem ciągle gdzie nie pojechała to zawsze się jakiś musiał przypałętać i nigdy nie udowodniła tylko się liczysz Krzysiu. Tłumaczyła się, że jest za dobra i nie chce palić za sobą mostów a tutaj chodziło aby wzbudzić zazdrość i jakbyśmy się rozstali mogłaby próbować z kimś innym układać sobie życie. Strasznie to wszystko jest popierdo….. układ był dziwny ale był a teraz go nie ma wcale i jej a mi jest tak bardzo ciężko się z tym pogodzić na tą chwilę nie potrafię albo mi się wydaje, że nie. Może muszę przerobić cały rok żałoby kalendarz tak jak ludzie to opisują sam nie wiem. Przeraża mnie fakt, że jestem z tym wszystkim sam i jej już nie ma.
                                                  • nida21 Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 09.11.21, 10:47
                                                    Przeżywasz boleśnie żałobę i wydaje Ci się, że tylko Ty tak cierpisz. Ale tak nie jest. Wystarczy poczytać forum, żeby się przekonać ile ludzi doświadcza podobnego cierpienia, a więc nie jesteś sam w podobnej sytuacji. Staraj się zwracać uwagę na innych i bazuj na ich doświadczeniach w radzeniu sobie z traumami. Koledzy i znajomi patrzą z boku na całą sytuację, ale mają rację, choć ciężko Ci się do tego przyznać. Chciałbyś dla siebie specjalnej taryfy ulgowej w życiu i póki będziesz sobie wmawiał, że nie dasz rady, nie potrafisz Twoje cierpienie będzie trwało i trwało. O tym pisałam już 13.10 i przytoczę tu fragment: ". Wszystko zależy od Ciebie. Nie ma magicznej różdżki, ani takiego specjalisty czy leku, dzięki któremu poczujesz się lepiej. Należy przestać się zadręczać wracaniem do przeszłości, uporczywym myśleniem co by było gdyby..
                                                    Wszystko to zatruwa głowę i z czasem strona fizyczna organizmu może popaść w stan poważnej choroby. Otrząśnij się. Zachowaj tylko szczęśliwe chwile w pamięci. Powiesz, że tak się nie da, że nie potrafisz, nie umiesz. Zaręczam Ci, że się da, bo to zależy od Ciebie.
                                                    Na Twoim miejscu nie dążyłabym do rozmowy z Jej rodziną. To kolejne rozdrapywanie ran, a takie rany się nie zagoją. Pielęgnowanie żalu i pustki to jest życie do tyłu, a nie do przodu" i Twoją odpowiedż: :
                                                    Nida mnie zrozumiałaś, że dążę do rozmowy z rodziną. Trochę czasu minęło i bardziej mi chodzi jak spotkamy się gdzieś przypadkiem to rozmowy unikać nie będę. Sam na siłę się tam nie pcham"
                                                    Pojechałeś spotkać się z jej rodzicami, którzy przez szacunek do Twoich uczuć przyjęli Cię serdecznie. Dwa dni trwała Twoja euforia, a potem nabrałeś wątpliwości, czy dobrze zrobiłeś. Kumpel ma rację, że pójście tam to był błąd. Jak czytasz ja też Cię przestrzegałam przed tym krokiem. Rozdrapujesz rany i nie pozwalasz Marysi odejść w pokoju. Należy odciąć się od tej rodziny, żeby mniej bolało. Oni bardziej cierpią, bo to była ich córka i łączą ich ze sobą więzy krwi.
                                                    Sam piszesz, że układ z Marysią był jakiś dziwny. Specjalisty i grupy wsparcia Ci nie potrzeba, a tyko słuchania głosu rozsądku. Ten Twój problem nikt za Ciebie nie załatwi jeżeli Ty sam ze sobą nie dojdziesz do ładu. Kierowanie całej swojej uwagi, myśli i uczuć na rodzinę to jedyne lekarstwo dla Ciebie w tej chwili. Dlatego pytałam, czy jesteś z żoną. Opis Twojego zachowania sugerował, że jesteś sam zdany na siebie, bez rodziny. Czujesz się śmiercią Marysi skrzywdzony przez los, ale nie chcesz zdać sobie sprawy, że Ty nadal krzywdzisz swoją żonę, a przy okazji córkę.
                                                    Ich też boli, jak widzą, że Ty w domu jesteś ciałem, a duszą i sercem jesteś przy Marysi. W tej chwili także zdradzasz żonę już nie fizycznie, ale emocjonalnie. Piszesz, że starasz się, ale to za mało. Porozmawiaj szczerze z żoną i zapytaj ją jak jej zdaniem powinno dalej wyglądać wasze małżeństwo. Jeżeli postawi warunki, których nie jesteś lub nie chcesz spełnić to rozstań się z nią, żeby więcej nie pogłębiać jej cierpienia i jak napisałeś " nie wpędzać jej w lata". Wydaje mi się, że macie oboje ok. 40 lat, więc dużo przed Wami życia. Najlepiej przepracować to co było i cieszyć się współnym życiem od nowa, od kreski.
                                                    Druga sprawa, której nie bierzesz kompletnie pod uwagę to Twoja córka nastolatka. Ona zna pierwszego w swoim życiu mężczyznę, którym Ty jesteś. Jak Twoja postawa życiowa , którą obserwuje od wielu lat wpłynie w przyszłości na postrzeganie mężczyzn w jej dorosłym życiu? Jaki dajesz jej przykład? Ona nie zaufa mężczyźnie, gdzyż przed oczami będzie miała obraz małżeństwa rodziców, cierpienie matki i tatę, który prowadził podwójne życie. Mężczyzna będzie się wydawał tym, przez którego kobiety zawsze cierpią. Godnym przykładem byłby mężczyzna, ojciec, mąż, który przyzna się do błędów, przeprosi za nie, otoczy rodzinę w 100% opieką, szacunkiem i miłością odcinając się stanowczo od przeszłości, budując przyszłość dla żony, córki i siebie. One na to w pełni zasługują bo przy Tobie cały czas trwają.
                                                    Uważam, że to jest w Twoim przypadku i dla Ciebie jedyne lekarstwo, więc tak zrób.
                                                    Dosyć już łez wylałeś przez wiele miesięcy Ratunek dla Ciebie to Twoja rodzina, ale
                                                    traktowana poważnie a nie jak do tej pory. Pamiętaj o tym.
                                                  • arek_librant Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 09.11.21, 12:25
                                                    Nida bardzo dziękuje za wyczerpującą odpowiedź bo tyle słów napisać i pomyśleć jednak trochę czasu i poświęcenia wymaga jeszcze raz bardzo dziękuje.
                                                    Masz rację bardzo to wszystko przeżywam ale takim jestem człowiekiem, obwiniam się za całą tą sytuację raz, że odeszła jedna z bardzo ważnych dla mnie osób oraz to, że sam zgotowałem sobie takie cierpienie. Zaczynam to wszystko traktować jako jakiś znak aby w końcu się otrząsnąć i zająć się tylko tym co jest dla mnie ważne czyli rodzina. Nie dziw mi się, że chciałem pojechać do jej rodziny ale nie zasadzie rozdrapywania ran tylko tak musiałem zrobić. Chciałem przeprosić za cała sytuację i tak jak już pisałem wcześniej. Ja nie widzę nic złego w tym, że jak raz w miesiącu bo tak postanowiłem odwiedzę grób to nie wstąpię na herbatę. Patrząc na nich i na siebie jakoś to pomaga na chwilę ale pomaga. Wiem, że jeszcze daleka droga przede mną ale dzięki wpisom twoim i innym oraz zdaniom znajomych jakoś wkrótce z tego wyjdę widocznie tego nie przepracowałem.
                                                  • 3-mamuska Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 09.11.21, 23:55
                                                    Zaręczam Ci, że się da, bo to zależy od Ciebie.
                                                    Na Twoim miejscu nie dążyłabym do rozmowy z Jej rodziną. To kolejne rozdrapywanie ran, a takie rany się nie zagoją. Pielęgnowanie żalu i pustki to jest życie do tyłu, a nie do przodu"


                                                    JA SIĘ TOTALNIE NIE ZGODZĘ.

                                                    To są bzdety ze starych podręczników ze trzeba być silnym ze trzeba, musisz.
                                                    Z takich myśli biorą się samobójstwa najczęściej u mężczyzn bo od nich wymaga się siły i masz się pozbierać.

                                                    A w przypadku żałoby każdy przezywa ja po swojemu.
                                                    Akurat branie się garść udawanie powoduje przedłużenie się żałoby.
                                                    Bardzo dobrze ze spotkałeś się z jej rodzicami ,wiesz ze nie cierpisz sam. Ze ktoś cię teraz rozumie. Będziesz ich odwiedzać z czasem coraz rzadziej.
                                                    Ze jeszcze ktoś przezywać to samo co ty. Mówisz tu o tym a raczej piszesz to już forma terapii i z czasem będzie lepiej.

                                                    Unikanie i nie rozdrapywanie ran to co na cmentarza nie chodzić, nie mówić, nie myśleć? Chore. Brrr aż mnie ciarki przeszły nad takim podejściem.
                                                    Tym bardziej ze to jest dopiero miesiące nie lata.

                                                    Powiem ci na swoim przykładzie gdy umarł mój tato (niespodzianie) ukochany tato, miałam malutkie 2 miesięczne dziecko ,karmiłam piersią i tez mi weź mówili weź się w garść , bo pokarm stracisz ,bo dziecko stresujesz.
                                                    Nie płacz nie ma co przezywać. Posłuchałam i całe lata płakałam gdy byłam sama ,czy choćby coś mi tatę przypomniało.czasem banalny drobiazg.

                                                    Po latach zaczęłam wygrzebywać się rozdrapywać rany mówić o nim dzieciom, chciały słuchać pytały.
                                                    wspominać płakałam przy tym czasem ostro ale mówiłam ze to nic ze to normalne ze się cierpi i tęskni po śmierci bliskiej osoby. Ale dopiero wtedy otwarłam się pozwoliłam bólowi tłumiony latami dać upust. I w końcu po 14 latach moglam mówić o nim bez łez wspominać dobre chwile opowiadać anegdoty co robił jaki był.

                                                    Ludzie mówią bądź siły itp bo nie umieją o śmierci rozmawiać ,nie wiedza co mówi jak pocieszać i pierdziela farmazony bo czuja się z tym tematem nieswojo.

                                                    Mam obok siebie ludzi którym stracili dziecko , którzy stracili męża/mamę/tatę.
                                                    I dla niech najgorsza rzeczą jest to ze każdy unika tematu, ze zachowują się jakby ta osoba nigdy nie istniała. I ze nikt nie chce z nimi na ten temat rozmawiać. Bo to przecież rozdrapywanie ran życia nie przywrócić a po co ot tak gadać.
                                                    Tylko ze to jest takim ludziom potrzebne.

                                                    Wiec rób jak tobie pasuje. Inni nie kuszą tego zrozumieć nie szukaj zrozumienia u ludzi którzy nie są w „twoich butach”

                                                    Poza tym dla części osób kochanka to ktoś mało ważny , zwykły umilacz czasu do seksu wiec po czym tu płakać.
                                                    Ale ty masz inaczej i pozwól siebie na to co czujesz.
                                                  • nida21 Re: prosze, nie przesadzaj - bo tak nie jest. 10.11.21, 22:49
                                                    Nierozdrapywanie ran nie dotyczy tylko radzenia sobie po śmierci bliskiej osoby, ale także innych traum i niepowodzeń życiowych, których doświadczamy w czasie trwania naszego życia. Takie ciągłe wałkowanie tematu, nieustanne mielenie w swojej głowie, prowadzi do tego, że czujemy się coraz bardziej zestresowani, zniewoleni własnymi myślami co wpływa na na nasze relacje z otoczeniem. Z czasem pojawiają się nerwobóle w klatce piersiowej, zaburzenia snu, apatia, brak sił życiowych itp. Znam kilka osób, które się zadręczają w ten sposób i nie pomagają im terapie z psychologiem ani leki. Jedyne wyjście na przerwanie swojego długotrwałego cierpienia upatrują w samobójstwie.
                                                    Nikt tutaj nie mówi, że trzeba się wziąć w garść lub stać się silnym. No bo jak to rozumieć, co to tak na prawdę znaczy? Łzy płyną i będą płynęły. Pamięci się nie da wykasować i wspomnienia dobre, czy złe pozostają z nami na zawsze. Od czasu do czasu te przykre wracają z mniejszą, czy większą siłą. Ale można starać się skierować nasze myśli na inne tory, w inną stronę. Otworzyć spowrotem nasze oczy i umysł na świat, na ludzi i szukać swojej nowej ścieżki w życiu z czasem zyskując spokój i szczęście i od czasu do czasu uronić łzę oddając się wspomnieniom, które już tak nie bolą.
    • katalonja Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego określe 10.11.21, 11:28
      Przeczytałam cały Twój post i myślę, że chyba tak musiało się zdarzyć. Człowiek nie może żyć w zawieszeniu i niepewności jutra przez długi czas. Bo to daje destabilizację emocjonalną i poczucie nieszczęścia. Tak mogła czuć się Marysia. Nikt z Was nie podjął ważnej decyzji co do bycia razem, a taką decyzję należy rozważyć dość szybko (myślę, że po około dwóch latach znajomości, kiedy można już dużo powiedzieć o drugim człowieku i być przekonanym również co do własnych uczuć wobec niego). Z tego względu ten Wasz układ był skazany na porażkę. Tak myślę. No bo ile czasu można się "bujać"?
      Analizując Twoją sytuację, myślę, że w małżeństwie też nie jesteś szczęśliwy i że unieszczesliwiasz kolejną kobietę, będąc z nią " uczuciowo" na pół gwizdka. Pewnie za jakiś czas pozbierasz się po śmierci Marysi, ale z żoną pewnie niewiele Ciebie już połączy. Być może odnalazłbyś się kiedyś, gdy już będziesz gotowy, w zupełnie nowym związku. Trudno powiedzieć, czego tak naprawdę szukasz i potrzebujesz. Każdy, kto ma jakieś wewnętrzne niezaspokojone potrzeby, będzie poszukiwał ukojenia na zewnątrz, w innych ramionach.

      To takie moje przemyślenia - kochanki, która od 3,5 roku jest w takim szarpanym układzie, ale która próbuje się z tego wydostać. Odchodzę, po raz kolejny, od mojego kochanka, bo nie zamierzam czekać i żyć tylko niespełnionymi marzeniami.
      Powiem Ci jeszcze, że właśnie od dłuższego czasu prześladowała mnie myśl o jego śmierci (też jest chory od kilku lat, ale nie chciał podjąć się leczenia). Pomyślałam, że nie zniosłabym tego psychicznie i wywarłam na nim presję odnośnie pokonania choroby. Podjął się tego. Cieszę się, bo jestem spokojniejsza. Ale jednocześnie postanowiłam odejść. Zostawiam za sobą ten bałagan emocjonalny. Ten wieczny chaos w głowie i milion moich pytań, bez odpowiedzi z jego strony. Czas poukładać pewne sprawy. I zacząć żyć normalnie.
      Jestem na początku drogi, więc bardzo mi ciężko. Nie wiem, czy sobie poradzę, ale chcę spróbować.
      Tobie Krzysztofie życzę powodzenia, mam nadzieję, że pozbierasz się szybko i podejmiesz inne ważne decyzje w swoim życiu, tak żeby nikogo nie ranić.
      • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.11.21, 13:07
        Bardzo dziękuje za wczerpujące odpowiedzi drogie Panie.
        Naprawdę nie zdajecie sobie sprawy jak wasze wypowiedzi są dla mnie pomocne i ważne.
        Ja już nawet nie wiem co mam opisać więcej sytuacja jest znana i teraz ode mnie zależy co dalej.
        Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję smile
        Katalonja, 3- mamuśka i Nida napiszcie czasem co tam u Was bo jak czytałem niektóre posty urywają się po paru miesiącach i nie wiadomo jak dalej potoczyły się losy ludzkie...
        Ja ze swojej strony od czasu do czasu coś napiszę ale zupełnie z innej postaram się lepszej strony smile
        • katalonja Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.11.21, 15:33
          U mnie wewnętrzna degrengolada i chaos myślowy, bo z jednej strony chciałabym być z kochankiem (on namawia i przekonuje do tego), a z drugiej strony ta forma jest już dla mnie nie do przyjęcia. On jest bierny i niedecyzyjny, dlatego powiedziałam mu, że odchodzę, chociaż on to zupełnie ignoruje. Dzwoni, ale ja nie odbieram telefonów i nie odpowiadam na smsy. Zbieram się, żeby go zupełnie zablokować, ale nie mam w sobie jeszcze tyle siły. Proszę każdą komórkę mojego ciała, aby wspierała mnie i dała mi tę siłę. Pragnę normalności.
          Tobie też życzę siły.
          • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 10.11.21, 16:49
            Niestety ale ciężkie to jest znam to z własnego doświadczenia. Ja nie chcę Cię do niczego namawiać ale musisz coś z tym zrobić. Na moim przykładzie widać, że nie dokonanie wyboru bycia z jedną bądź drugą było błędem. Teraz doszła jeszcze śmierć Marysi, której nie brałem pod uwagę i bardzo cierpię. Nie rozwiązało to wcale sytuacji może na tą chwilę. Pisząc cały ten post chciałem się wyżalić i trochę przestrzec aby ktoś nie popełniał błędów takich jak Ja. Stare przysłowie mówi mądry Polak po szkodzie. Jeśli go kochasz to postaw ultimatum albo Ty albo Żona. Daj trochę czasu i jak nic z tym nie zrobi wiesz sama co zrobić. To wszystko jest bardzo ciężkie bo przywiązujemy się do ludzi i jakoś później przychodzi się do porządku dziennego, że ma się dwie żony 😐.
            Do mnie co raz bardziej dociera jak bardzo narozrabiałem skrzywdziłem dwie rodziny i mam trochę żal do Marysi, że sobie poszła i mnie zostawiła z tym wszystkim. Myślę o tym czy jest taka moc, że ona prosiła się o to, że nie doczeka się nigdy bycia razem już tylko we dwoje i chciała odejść. Rodzą się w człowieku takie myśli dlaczego ona a nie Ja czy coś komuś zrobiła złego, że musiała zejść z tego świata czy jednak ten z góry usłyszał jej prośby i je spełnił - tego nie wiem i nigdy się dowiem niestety.
            • katalonja Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 11.11.21, 00:03
              Być może poddała się na jakimś etapie, uznała, że straciła sens. Chociaż nie wydaje mi się, bo gdyby poprosiła Ciebie o to, abyś jednak był z nią, to pewnie byś to zrobił. Odszedłbyś od żony dla niej. Może też uznała, że skoro jest poważnie chora, to nie będzie egoistką, która wyrwie Ciebie z domu, a potem i tak odejdzie z tego świata, zostawiajac Ciebie zupełnie już samego, bez niej i bez rodziny. Poza tym, niektóre choroby onkologiczne są, jak wiadomo, trudne do leczenia i zbyt późne wdrożenie postępowania medycznego niestety przynosi słaby skutek. Więc myślę, że cała ta sytuacja była gdzieś jednak na pewnym etapie nie do uniknięcia😕
              Co do mnie, to powiem tyle, że oczywiście stawiałam dwukrotnie ultimatum mojemu kochankowi, ale on na tyle manipulował, że w konsekwencji dawałam mu się jakoś przegadać. Oczywiście obiecywał wiele i do tej pory to robi. Może nie ma złych intencji, może boi się podjąć kroki, ale myślę, że już nie mam cierpliwości, aby dłużej czekać na jakaś decyzję. Pomyślałam, że definitywnie odejdę od niego. Od kilku dni trwam w tym postanowieniu. Trzymaj za mnie kciuki, żebym nie odpuściła. A ja za Ciebie, żebyś osiągnął spokój wewnętrzny.
              • 3-mamuska Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 11.11.21, 00:46
                Brawo za postawę zrobiłaś coś bardzo dobrego dla siebie.
                Teraz będziesz przechodzić etap żałoby po utracie kogoś ,może nie tak silna jak po śmierci ale jednak.

                Mam nadzieje ze wytrwasz w postanowieniu bo jesteś warta więcej niż on ci oferuje.
                Zawsze możesz go postraszyć ze doniesiesz żonie jeśli nie da ci spokoju. Powinno go wyhamować.
                Ale rada taka nigdy nie łam danego słowa, nie stawiaj ultimatum jeśli nie jesteś w stanie go dotrzymać i groźby tez tylko wtedy kiedy będziesz pewna ze w razie w je spełnisz. Powodzenia.
                • katalonja Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 11.11.21, 11:19
                  Dziękuję za te słowa otuchy. Są bardzo ważne dla kogoś, kto zmaga się z demonami. Nie ma prostych rozwiązań i braku konsekwencji pewnych posunięć. Zawsze płaci się jakąś cenę. Ważne, żeby dostrzec, że można życie zmienić na lepsze, ale trzeba mieć pewność, że to, co jest tu i teraz nie daje nam satysfakcji, a wręcz podcina skrzydła. Jeśli uzna się, że związek nas dołuje, niszczy od środka i czujemy gdzieś w splocie słonecznym, że nie mamy szans na lepszą zmianę, to trzeba powiedzieć dość. Chociaż to cholernie trudne, arcy trudne.
                  Mamuśka, jesteś dobrym duchem tego forum, widzę po wpisach. Tłumaczysz rzeczy niby oczywiste, a jednak niedostrzegalne przez wielu. Ja też musiałam się obudzić z letargu. Jeszcze raz dzięki
                    • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 11.11.21, 19:11
                      Przyznasz Katalonia, że po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja i przychodzi do porządku dziennego i jakoś to leci. Ja cały czas nie mogę się z tym pogodzić dlaczego tak musiało się to skończyć dlaczego w tak drastyczny sposób. Jest mi bardzo ciężko i bardzo mi jej brakuje. Czy mogę żyć z myślą, że kiedy przyjdzie mój czas będę miał szansę z nią porozmawiać po tamtej stronie? Jak myślicie ? Jest to możliwe? Łapie się na tym aby już nie myśleć, że mogę do niej zadzownic bo już jej nie ma. Myślę będę żył wspomnieniami ale one są cały czas bardziej zamazane.
                      • katalonja Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 12.11.21, 15:27
                        Na pewno jeszcze to potrwa jakiś czas. Myślę, że do człowieka musi dotrzeć ta smutna prawda, że już nic w tym kierunku nie da się zrobić, taka absolutna bezsilność. I może właśnie wtedy rozpocznie się czas uzdrawiania, godzenia się ze stratą i patrzenia do przodu, tam, gdzie dawno nie sięgało się. Przyjdzie dla Ciebie taki moment na pewno. Pytanie, jak chciałbyś żyć w przyszłości, jakie cele założysz sobie w głowie. Nie wiem, czy uda Ci się od nowa z żoną normalnie, w poczuciu miłości funkcjonować. Przemyśl to. Pomyśl sam czego pragniesz, wtedy może będziesz mógł szybciej stanąć na nogi.
                        Ja też zmagam się. Dopiero niecały tydzień, ale dla mnie to długo. Najdłuższy tydzień świata. Zastanawiam się, jak będę funkcjonować bez niego. Staram się wyobrazić to sobie i siebie za pół roku. Czy będę tęsknić? Na pewno. Ale też staram się zamknąć w środku ten rozdział mojego życia, chociaż zajmie mi to dużo czasu, tak podejrzewam. Teraz chodzę po ścianach i mam kłopoty ze snem, ale myślę
                        • katalonja Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 12.11.21, 15:35
                          że teraz to normalne, i że jakoś to ustabilizuje wewnętrznie. Jutro idę popływać na basen, muszę starać się złapać dystans i zacząć skupiać uwagę na moich sprawach. Mojemu kochankowi oddałam całą siebie, mój czas, często kosztem mnie samej, oddałam całą masę atencji. Zmarnował to, w pewien sposób olał. Dlatego teraz czas na moje sprawy, tym razem bez jego udziału.
                          Tobie też Krzysztofie życzę dystansu, złapania oddechu, wyjścia myślami do przodu. To jest możliwe, zarówno w Twoim, jak i w moim przypadku. Potrzebujemy po prostu czasu.
                          • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 15.11.21, 10:17
                            Witam. Cóż mógłbym dodać więcej niż tutaj już napisałem i usłyszałem od Was drogie Panie.
                            Postaram się jakoś z innej beczki opisać to jak jeszcze nie pisałem. W swoim życiu nie miałem dużo kobiet można policzyć je wszystkie na palcach jednej ręki i te wszystkie kobiety włącznie z Żoną ale oprócz Marysi pojawiły się same. Nie musiałem o nie zabiegać i jakoś strasznie się starać tak jakoś wyszło. W przeciwieństwie do Marysi było inaczej nie ma czegoś takiego jaki miłość od pierwszego wejrzenia ale zauroczenie już tak. Ja sięgam pamięcią przy pierwszym spotkaniu coś zaiskrzyło.
                            Wiedziałem, że jestem na straconej pozycji z racji swojego statusu ale pomyślałem spróbuje i nic nie będę ukrywał chyba nie ma nic złego w wypiciu kawy. Różnica wieku była spora ale tylko w liczbach nigdy nie dało się odczuć aż tak tego bardzo. Nie mogę tak dokładnie wszystkiego opisywać bo chciałbym coś zostawić dla siebie 😊 W momencie poznania kończyła związek i jeszcze jakiś Pan który był wiadomo do jakich celów próbował się umawiać plus ja. Naprawdę sporo musiałem się natrudzić aż przyszedł ten moment, że odpuszczam bo ile można dzwonić prosić ktoś nie odbiera.
                            Wtedy nastąpił zwrot akcji Marysia zaczęła dzwonić, rozmawiać dała temu wszystkiemu szansę myślę, że podchodziła do tego w formie zabawy jakiejś przygody, która szybko się skończy z małolatem ☹ Niestety ale tutaj wyszło inaczej wybuchła namiętność, zrozumienie i wszystkie te aspekty które dzieją się między mężczyzną i kobietą a później miłość. Obiecaliśmy sobie jedno, że jak nasze drogi się rozejdą to zawsze będziemy w kontakcie nie odwrócimy się od siebie bo skoro łączy nas takie wielkie uczucie i jakoś nie możemy go zrealizować to miejmy świadomość co się z nami dzieje. Jak człowiek pomyśli dzisiaj nad tym wszystkim to jest mi bardzo przykro i mam żal do losu, Boga i wszystkich w około, że jej już z nami nie ma. Dlaczego tak musiało się stać? Nie było innych rozwiązań nie mogła odejść i być z kimś innym może ktoś inny przypilnował i dalej żyła by w śród nas.
                            Mam też dużo pretensji do siebie bo nie przypilnowałem tego ale w sumie to nawet nie widziałem jaka jest sytuacja ale też czemu mi o tym i nikomu nie powiedziała. Ciężko uwierzyć, że covid19 pobudza komórki rakowe i po nim dzieją się takie rzeczy. Jak wracam pamięcią do 15.11.2020 to jeszcze wszystko było dobrze, Marysia żyła pracowało i jakoś szliśmy z tym wszystkim do przodu. A dzisiaj co nie ma jej a ja nadal nie mogę się pogodzić z jej śmiercią. Straciłem najbliższą osobę mojemu sercu, spowiednika, przyjaciela wyjątkową osobę. Wszystko i o wszystkim rozmawiałem z nią a teraz jak coś się dzieje to z kim mam porozmawiać nie mam z kim bo tylko ona mnie rozumiała i jest mi bardzo ciężko pogodzić się z jej odejściem. Czytając wpisy ludzi piszą żyj wspomnieniami ale te wspomnienia robią się co raz bardziej ulotne, zamazane bo niby pomyślę a zaraz z tyłu głowy ale jej już nie ma. Ogarnia mnie wtedy przerażający strach, ból i smutek. Jak sobie poradzę w przyszłości w której jej już nie będzie za rok, dwa, trzy ciężkie to jest. Czuje się w tym strasznie osamotniony, opuszczony bo może to głupie, że chciałbym jej powiedzieć jak właśnie się czuje teraz przez tą sytuację a jej nie ma. Człowiek chciałby nawet na chwilę o tym nie myśleć ale zaraz samo jakoś na głowę wchodzi i nie można o tym przestać myśleć. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i zawsze jak co roku tuż przed Świętami spotykaliśmy się i spacerowaliśmy przy iluminacji świetlnej co mam zrobić w tym roku pójść tam sam? Iść i myśleć, że jest tam obok mnie jakby nigdy nic to bardzo ciężkie. Są ciężkie dni, dwa, trzy i przychodzi taki moment myślę jutro będzie lepiej i widzę światełko w tunelu przychodzi ten dzień mam czymś zajętą głowę i cieszę się tym, że jednak można jakoś egzystować ale zaraz przychodzi samo na głowę myślenie, że jej nie ma i znowu ten beznadziejny stan. Katalonia pisała o przyszłości o której też myślę pod kątem swojej rodziny. Córka i Żona nie są winne i nie zasłużyły na takie traktowanie. Patrząc z góry z lotu ptaka myślę o sobie jako o beznadziejnym człowieku który na własne życzenie skomplikował sobie życie skrzywdził swoim postępowaniem wiele osób a teraz szuka odpowiedzi na które pewnie nigdy nie znajdzie. Po co to wszystko skoro parę lat było jak było a teraz pozostał ból i zastanawianie się co będzie dalej. Dlaczego musiało się skończyć tak a nie inaczej czy mam to interpretować jak przestrogę aby nigdy więcej nawet nie pomyśleć o wchodzeniu w takie relacje. Czy Bóg patrzy z góry i wie to był grzech musisz swoje wycierpieć i wtedy staniesz się lepszym człowiekiem dla siebie i swoich bliskich?
                            Katalonia tobie życzę wytrwałości w postanowieniu bo to o czym piszesz przerabiałem z kilka razy i Marysia tak samo ale znowu jakoś po kilku miesiącach spotykaliśmy nadal. W zeszłym roku byłem chory na covid i nie widzieliśmy się chyba z dwa miesiące i było bardzo źle myślałem, ze to koniec ponieważ nie chciałem żadnej pomocy od niej. Jakoś tak telefon do telefonu i znowu wszystko szło dalej. Może wtedy należało odpuścić i teraz byłoby łatwiej do tego podejść. Zapewne było błędem nie rozmawianie o śmierci i przygotowanie się do tego w pewnym stopniu ale przecież każdy chce aby ukochana osoba była z nami zawsze.
                                • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 18.11.21, 19:13
                                  Może to głupie co teraz napiszę ale jakoś mi tak przykro, że nawet nikt z rodziny od Marysi nie zadzwoni do mnie i pogada. Ja nie chcę się narzucać byłem des tygodnie temu i rozmawiałem ale byłoby mi miło gdyby telefony działały w drugą stronę... Być może znają prawdę albo się dowiedzieli nie wiem. Myślę też, że każdy przeżywa na swój sposób tylko niektórzy nie zdają sobie sprawy jaką radość wywołają telefonem u mnie. Nie chcę wychodzić na snoba ale gdzieś jakoś wewnętrznie szukam tego kontaktu z nimi - poprostu się martwię, ciekaw jestem jak sobie radzą itp. to chyba normalne. Sam nie chcę dzwonić byłem rozmawiałem oferowałem pomóc ale nic na siłę.
                                  • 3-mamuska Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 18.11.21, 19:42
                                    Myśle ze nie byliście aż tak blisko aby oni mieli powód do częstego kontaktu z tobą.
                                    Wiem ze rozmowa z nimi bycie z nimi powoduje ze czujesz się bliżej Marysi ze masz obok kogoś kto rozumie twoje uczucia i je podziela.
                                    Jednak weź pod uwagę ze oni maja prawa do przegania po swojemu a ty po swojemu.
                                    No i jak mówię nie byliście blisko nie jesteście rodziną. Musisz uzbroić się w cierpliwość. Czasem sam zadzwoń ale nie narzucają się.
                                    • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 18.11.21, 19:48
                                      Dzięki, że mnie rozumiesz. Ja będąc tam na miejscu mówiłem, że mam nadzieję, że śmierć Marysi nie spowoduje końca znajomości. Byłoby mi lepiej jakby do mnie zadzwonili ale zbyt dużo od nich wymagam być może znają, prawdę poznali i nie chcą. Może nie podobał im się koniec jej odejścia jak mnie nie było. Sam nie wiem takie to jakieś pojeb... sam człowiek szuka sobie rozkminek. Takie emocje mną targają
                                    • katalonja Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 20.11.21, 08:07
                                      Myślę, że rana po stracie ukochanej osoby jest tak głęboka, że pragniesz ukojenia w ramionach rodziny (Marysi). I to jest normalne, zupełnie zrozumiałe. I tylko sam widzisz absurd całej sytuacji, że właściwie Marysia była dla Ciebie jak prawdziwa, kochana żona, tyle, że...., no właśnie. I tu jest problem. Formalnie była zakazana dla Ciebie, a Ty dla niej. Smutne.

                                      Ja też już powiedziałam sobie, że dość takiego układu, że miłość jest dwuosobowa, a nie trzy lub cztero. Przestałam sama siebie oszukiwać i zwodzić jego obietnicami bez pokrycia. Albo w prawo, albo w lewo. Zawsze mówię, że nie można być trochę w ciąży, a trochę nie.
                              • katalonja Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 20.11.21, 07:53
                                Przepraszam, że nie pisałam kilka dni, ale nadmiar obowiązków mnie dopadł.
                                Tak, trzymam się, chociaż bardzo mi ciężko. W ciągu dnia mam kilka mocnych huśtawek emocjonalnych - od nienawiści do kochanka i myślenia, że nic nie jest wart, cwaniak pieprzony i kłamca, po straszną, wręcz ekstremalną tęsknotę oraz zastanawianie się, co u niego, co robi, czy myśli o mnie. Potrafię mieć wtedy przez kilka godzin przyspieszone tętno i trzęsące się dłonie, jakbym na jakimś głodzie narkotykowym czy alkoholowym była i miała efekt odstawienia. Smutne i ciężkie do wytrzymania. W nocy, pomimo zmęczenia, też słabo śpię.
                                Zblokowałam "Mariana" (tak go tu nazwę) w komunikatorze i nie odbieram od niego telefonów, bo ustawiłam odrzucanie połączeń. Ale zwykłe smsy jeszcze widzę, przychodzą trzy razy dziennie. Czytam je i nie odpisuję. Chciałabym , żeby jak najszybciej przyszedł moment, w którym będzie mi obojętne, co u Mariana, jak się czuje. Kiedy przestanę wreszcie kompulsuwnie myśleć o nim. Ale to pewnie jeszcze długa droga. Powiem Wam, że najgorsze jest chyba to dołujące uczucie samotności i jakiegoś opuszczenia. Rozumiem Ciebie Krzysztof, wiem, co możesz przeżywać...
                                Mam nadzieję, że Ty też odczujesz jakiś spokój wewnętrzny w końcu i pójdziesz do przodu. Ja zajęłam się przyziemnymi sprawami, żeby zdusić tęsknotę. Pomaga minimalnie. Ryczę po kątach, ale trzymam się.
                                • arek_librant Re: Śmierć "kochanki" choć nie lubię tego 22.11.21, 12:02
                                  Zadzwoniłem i porozmawiałem chwilę z mamą Marysi strasznie jest im ciężko aż w głosie przyjedź Krzysiek i nas odwiedź. Słyszę i widzę, że przed nimi ciężki okres zbliżających się Świąt naprawdę bardzo im współczuje. Dobija mnie to, że co raz mniej mam zapamiętanych wspomnieć i na całą sytuację patrzę inaczej niż na początku w sumie to nawet nie wiem jak mam to opisać. Jakieś wkurzenie, bezradność, że tak musiało być ale z drugiej strony dlaczego tak i tak w kółko. Przed świętami pojadę na grób Marysi podjadę na herbatę do rodziców. Zastanawiam się czy nie zapytać czy mogę sobie skopiować nasze zdjęcia z telefonu bo ja nie mam żadnego wszystko usunąłem tylko czy to jest dobry pomysł aby to dalej to przeżywać.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka