Pytanie do żon...

03.11.07, 09:04
Czy byłabyś w stanie uwierzyć,że Twój mąż został do zdrady zmuszony? Poznał
złą kobietę, szantażowała go,że Ci powie...i biedny misio, by ratować
szczęście rodziny musiał ulec kochance...znam taką historie...gdy wszystko sie
wydało,maż tak wytłumaczył żonie roczny romans,rok kłamstw i podwójne życie...

Co Wy na to?

PS.
Żona uwierzyła w te historie...i można powiedzieć, że teraz głaszcze męża po
główce, ze taki był biedny i tak sie rok poświęcał dla rodziny...i dobrze, że
sie wydało,to jego męki sie skończyły...
On sam nie przewidywał,że taka wersja przejdzie...Myślał,że trzeba będzie sie
pakować...a jednak...udało sie...

Wiec romansuje sobie dalej ...
    • ona-on Re: Pytanie do żon... 03.11.07, 09:24
      Od dawna zastanawiam się dlaczego kobieta wiedząc, że jest zdradzana nie kopnie
      faceta w tyłek tylko cierpi i dalej z nim żyje.
      Jak można dzielić łóżko z mężczyzną, który uprawia sex gdzieś na boku?!!!!!!!
      I dlaczego na miłość boską kobiety podobnie jak faceci zasłaniają się dziećmi
      oby tylko nie podejmować decyzji?
      Dla dobra dziecka będziemy razem, będziemy dalej się okłamywać, udawać a dzieci
      głuche, ślepe, niedorozwinięte nie widzą że ich rodzina to czysta farsa!
      Podobno szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci.
      Jak to się ma do życia w kłamstwie, obłudzie i niestety w cierpieniu. Dlaczego
      zostajecie z osobą, która was poniżyła i zniszczyła poczucie własnej wartości.
      Dlaczego bo nie rozumiem?!!!!!!!!!!!!!!
      Strach, pieniądze,...........................

      Wasi mężowie są dranie a wy jedynie oskarżacie kochanki jakie one są be.............
      • javelinn Re: Pytanie do żon... 04.11.07, 22:41
        JEŚLI CHODZI O PIERWSZY POST.
        NIGDY BYM W TO NIE UWIERZYLA!!!!!
        JEDNAK MYŚLĘ, ŻE JEGO ŻONIE BYŁO ŁATWIEJ PRZYJĄĆ TAKIE KŁAMSTWO NIŻ
        PRAWDZIWĄ WERSJĘ, GDYŻ PEWNIE DAŻY GO OLBRZYMIĄ MIŁOŚCIĄ.

        JEŚLI CHODZI O 2-GI POST.
        KOBIETY BOJĄ SIĘ SAMOTNOŚCI (ZWLASZCZA TE STARSZE).TO ONE ZOSTAJĄ Z
        DZIEĆMI DBAJA O TO BY TEN TLACY SIE OGIEN DOMOWEGO OGNISKA NIEZGASŁ.
        ROZWÓD TO DESTRUKCYJNY PROCES, KTORY DEZORGANIZUJE ŻYCIE W KAZDY
        MOŻLIWY SPOSOB I PRZYSPARZA WIELU CIERPIEN.CZĘSTO JEST WALKĄ O
        DZIECI I WSPOLNY MAJATEK,PUBLICZNYM WYCIĄGANIEM TZW "BRUDÓW" NA
        ŚWIATŁO DZIENNE ( A TO DLA WIELU OSÓB JEST OŚMIESZAJĄCE I PONIŻAJĄCE)
        CZĘSTO TEŻ NIE CHCĄ DLA JEDNEGO WYBRYKU MĘŻA CZY ŻONY, NISZCZYĆ TEGO
        NA CO OBOJE PRACOWALI CAŁE ŻYCIE.
        • luna-es Re: Pytanie do żon... 04.11.07, 22:59
          i tojest strasznie glupie! mysle ze jakby kazda zdradzona kobieta
          przez szacunek do samej siebie kopnela niewiernego meza w dupe to by
          sie oduczyli! same sa sobie winne! wybaczaja a oni sie czuja
          bezkarni! jesli mnie spotka kiedys cos takiego to nie zawaham sie
          nawet przez chwile niezaleznie od sily uczucia! Kopne i zamkne drzwi
          na zawsze! dla mnie zdrada mimo ze jestem na tym forum bo naleze do
          grona tych "bedusznych kobiet" zwanych powszechnie (patrz tytul
          forumsmile) jest czyms potwornym! nie mozna zrobic drugiej osobie nic
          gorszego! tak zawiesc i ponizyc... dla mnie to jest po prostu
          straszne! a te zony wierza w idiotyczne historie i wola zyc w chorym
          zwiazku niz dopuscic do tego zeby ktos obcy sie dowiedzial!
          chore!!!!! jak mozna w ogole spac ze swoim mezem ze swiadomoscia ze
          urywal sie czasem z domu zeby bzykac inna?!! no jak??!!!
          • luna-es Re: Pytanie do żon... 06.11.07, 20:52
            i co nie ma tu zadnej biednej,zdardzonej,oszukiwanej zony ktora
            odpowiedzialaby na to pytanie? dziwne...
            • margot50 Re: Pytanie do żon... 19.12.07, 11:09
              Wezwana do tablicy, nie do konca taka zona o jakiej tu piszecie.
              Jak sie dowiedzialam o zdradzie kazalam mu sie pakowac.
              Trwalo rok zanim sie wyprowadzil /nie potrafil zerwac z kochanka/.
              Po roku wrocil z prosba o wybaczenie, nie potrafilam, czulam takie
              obrzydzenie do wiarolomcy ze nie moglam sie przelamac. Widzialam jak
              perfekcyjnie potrafil klamac i nie mialam za grosz zaufania ze nie
              zafunduje mi powtorki z rozrywki!
              Wszystko zalezy jak kobieta postrzega siebie, mnie duma nie
              pozwolila na tolerowanie zdrady, a poczucie krzywdy jakie mi
              wyrzadzil pozostalo, pozdrawiam, M
              ps, kochanka wiedziala ze jest zonaty ale uwazala ze to nie jej
              sprawa. Mam nadzieje ze kiedys to bedzie tez "jej" sprawa,
              krzwdzenie innych zawsze zostaje ukarane.Nie wiem jak to sie dzieje
              ale sie dzieje, pomyslcie o tym, pa
              • luna-es Re: Pytanie do żon... 19.12.07, 23:47
                takie juz nasze podejscie... ja tez wiedzialam i tez uwazalam i
                uwazam ze to nie moja sprawa. jesli on moze zyc z czyms takim to
                czemu ja mam sie przejmowac kims kogo nigdy nie widzialam na oczy...
                • exit.ka Re: Pytanie do żon... 07.08.08, 13:30
                  luna-es napisała:

                  > takie juz nasze podejscie... ja tez wiedzialam i tez uwazalam i
                  > uwazam ze to nie moja sprawa. jesli on moze zyc z czyms takim to
                  > czemu ja mam sie przejmowac kims kogo nigdy nie widzialam na
                  oczy...

                  no to sama sobie odpowiedziałaś na swoje pytania smile
                  może to działa w obie strony... tzn. dlaczego żona ma się przejmować
                  kochanką? kimś kogo nigdy nie widziała na oczy?
                  • vanilla_sky7 Re: Pytanie do żon... 20.08.08, 17:46

                    exit.ka bardzo trafne pytanie big_grinDD
            • maminka-2 Re: Pytanie do żon... 15.08.08, 08:04
              wiesz co niunia, nie jestem zdradzana i mam nadzieję, że nie będę, ale ci
              odpowiem: taka kochanica tylko marzy o tym, żeby zona "kopnęła w dupę"
              zdrajcę-skurwysynka. i dlatego nie dałabym rozwodu - no way. chcesz byc tą
              trzecią, głupią frajerką bzykaną na boku przez żonatego - proszę bardzo. ale
              żoną nie bedzieszbig_grinDDD
              • meguni Re: Pytanie do żon... 15.08.08, 17:12
                a od kiedy to w Pl małżonkowi "daje" się rozwód..?
                • velda Re: Pytanie do żon... 15.08.08, 20:16
                  a od kiedy to w Pl małżonkowi "daje" się rozwód..?

                  No jak,przeciez na wsi zawsze "daje sie rozwod" smile
          • vocativa Re: Pytanie do żon... 18.12.07, 22:45
            luna-es napisała:

            dla mnie zdrada mimo ze jestem na tym forum bo naleze do
            > grona tych "bedusznych kobiet" zwanych powszechnie (patrz tytul
            > forumsmile) jest czyms potwornym! nie mozna zrobic drugiej osobie nic
            > gorszego! tak zawiesc i ponizyc... dla mnie to jest po prostu
            > straszne!
            Luna-es,ja co prawda nie jestem zdradzoną żoną,ale szczęśliwą
            narzeczoną.Wiem,że to nie moja sprawa ale ciekawi mnie jedna
            rzecz:skoro uważasz,że zdrada to coś "strasznego,potwornego i
            najgorszą rzecz jaką można zrobić drugiej osobie" to czemu
            przykładasz do tego swoją rękę??
            Pozdrawiam Cię serdecznie i naprawdę nie mam na celu Cię obrazić
            tylko zaintrygował mnie Twój postsmile
            • luna-es Re: Pytanie do żon... 19.12.07, 23:58
              nawet gdybys chciala mnie obrazic to na tym forum nie byloby to dla
              mnie niczym nowymsmile pytanie sluszne, sama je sobie czesto zadaje. u
              mnie to byl wielki przypadek, wszystko dzialo sie szybko i nie bylo
              czasu na myslenie. Nie czuje sie winna ani tego nie zaluje bo jak
              moglabym zalowac tego ze poznalam tak pieknego(nie o sam wyglad tu
              chodzi) czlowieka? i chociaz zaraz pewnie ktos napisze ze co to za
              piekny czlowiek jesli robi cos takiego, dla mnie piekny jest i takim
              pozostanie.
              a tego ze jestes szczesliwie zareczona chociaz to nie ladnie, bardzo
              Ci zazdroszcze smile i zycze duuuuzo szczescia, wytrwalosci i wiary!
              pozdrawiam!
              • maminka-2 Re: Pytanie do żon... 15.08.08, 07:59
                luna-es napisała:

                > nawet gdybys chciala mnie obrazic to na tym forum nie byloby to dla
                > mnie niczym nowymsmile pytanie sluszne, sama je sobie czesto zadaje. u
                > mnie to byl wielki przypadek, wszystko dzialo sie szybko i nie bylo
                > czasu na myslenie. Nie czuje sie winna ani tego nie zaluje bo jak
                > moglabym zalowac tego ze poznalam tak pieknego(nie o sam wyglad tu
                > chodzi) czlowieka? i chociaz zaraz pewnie ktos napisze ze co to za
                > piekny czlowiek jesli robi cos takiego, dla mnie piekny jest i takim
                > pozostanie.
                > a tego ze jestes szczesliwie zareczona chociaz to nie ladnie, bardzo
                > Ci zazdroszcze smile i zycze duuuuzo szczescia, wytrwalosci i wiary!
                > pozdrawiam!


                no ta to nie dość, że szmata to jeszcze durna do kwadratu. lala, bzyka cię
                skurwiel i oszust a nie żaden "piękny"!
          • porzeczkazielona Re: Pytanie do żon... 05.02.08, 14:43
            pomyśl o tym może że jak już się z tobą pobzyka to jednak wrac do
            tej oropnej, głupiej żony i z nią CIEBIE zdradza, czyż nie? bo
            przecież chyba nie wierzysz że "wcale ze soba nie śpią"????
            • luna-es Re: Pytanie do żon... 05.02.08, 23:38
              nie wiem czy to bylo do mnie czy nie, ale odpowiem. To ze wrca nie
              jest dla mnie niczym nowym, to ze z nia spi tez nie i na pewno nie
              odbieram tego jako zdrady bo jesli ktos w takim ukladzie jest
              zdradzany to tylko ona. Poza tym dlaczego od razu glupiej i
              okropnej?? Nie uwazam tak ani ja ani za pewne on!
          • hesia3 Re: Pytanie do żon... 22.07.08, 19:08
            A czy wy czuje się się zdradzane? No przecież facet wychodzi od was
            i włazi do łóżka żony smile a potem was okłamuje, że z żoną od dawna
            już nie śpią i że żona go nie rozumie wink a wy łykacie to i czujecie
            się takie super. I dlaczego nie tupniecie nogą i nie powiecie albo
            się rozwiedziesz albo won! Jesteście z tej samej gliny, a jedyna
            róznica to ta, że to my wlazłyśmy do ich łóżek pierwsze. Oczywiście,
            że żona nie uwierzyła, to on jest głupi, że tak myśli. To jest jej
            strategia, żeby wybrnąć z sytuacji. Znam żonę, która wychowuje
            dziecko męża, bo kochanka zrzekła się opieki nad dzieckiem. Żal mi
            kochanek, bez domu, dzieci, własnego poczucia wartości i do tego
            zdradzane z brzydszymi kobietami. Być zdradzoną z piękną kobietą no
            cóż taki los, być zdradzaną z brzydszą tragedia.
            • kachna501gazeta.pl Re: Pytanie do żon... 22.07.08, 19:40
              A może kochanki nie potrzebują litości, przecież to, co robią jest ich wyborem,
              sposobem na życie. Może czasem ciężko to zrozumieć, ale są kobiety, którym rola
              kochanki odpowiada, wolą luźny związek niż pełne zobowiązań małżeństwo. Nie
              piszę o sobie, ja nie sprawdziłam się w roli kochanki, na początku jak
              nastolatka (!) myślałam, że w imię miłości jestem w stanie znieść taki układ (on
              w końcu taki nieszczęśliwy...), potem przyszła drażliwość, niespełnienie złość,
              parę jeszcze innych bolączek i w końcu choroba- dzwonił, owszem, jak tylko
              znalazł chwilę podczas rodzinnych wczasów..
            • daria_nowak Re: Pytanie do żon... 12.08.08, 16:21
              > A czy wy czuje się się zdradzane?

              Wchodząc w jakiś układ, człowiek decyduje się lub nie. To kwestia świadomej decyzji.
              Nie należę do osób łatwowiernych i nie wierzę w żadne 'wcale ze sobą nie śpią'.
              Różnica polega na tym, ze kochanka decyduje się na coś (bądź nie), a żona jest
              zdradzana.

              I dlaczego nie tupniecie nogą i nie powiecie albo
              > się rozwiedziesz albo won!

              Matko kochana! A na co mi facet na stałe? Do opierania skarpetekwink? Ja tam
              podziękuję!

              > dziecko męża, bo kochanka zrzekła się opieki nad dzieckiem. Żal mi
              > kochanek, bez domu, dzieci, własnego poczucia wartości i do tego
              > zdradzane z brzydszymi kobietami.

              Czemu żal?
              Mam mieszkanie, dzieci mieć nie chcę, poczucie własnej wartości mam w normie, a
              żona mojego kochanka jest bardzo ładną kobietąsmile
              • kaja07.pl Re: Pytanie do żon... 12.08.08, 22:25
                "Matko kochana!A na co mi facet na stałe?Do opierania skarpetek?"
                No najlepiej liczyć na gotowe! Niech żona martwi się o
                pranie,prasowanie,gotowanie!Niech będzie sprzątaczką,martwi się o
                dzieci, zdrowie męża,pilnuje rachunków.A ty samą śmietankę spijasz!
                I jakie są twoje obowiązki? Tyłkiem zakęcić i nogi rozłożyć jak on
                sobie o tobie przypomni...Ciekawa perspektywa...
                A z takimi poglądami"na co mi facet na satałe" długo nie da się żyć.
                Ciesz się bo jesteś młoda ale za jakiś czas to ty możesz spędzać
                wieczory w domu a jedynym towarzyszem będzie wyleniały kot.
                • daria_nowak Re: Pytanie do żon... 14.08.08, 16:40
                  Żaden z moich kotów nie jest wyleniałysmile
                  Stwierdzenie 'liczyć na gotowe' jest śmieszne. Ja układam sobie życie, tak jak
                  ja chcę. Czyli, zwyczajnie nie zamierzam zmieniać tego co działa dobrze.
                  Jeśli żona nie chce sprzątać, prać, gotować, itd. to czemuż to robi? Imperatyw?
                  Trzeba było inaczej rozłożyć zadania w domu, a nie teraz pojękiwać, jak to
                  strasznie strasznie.
                  Moje obowiązki względem niego? Żadne! I tak już zostanie. Wszystko co jest
                  między nami jest dobrowolne i bez presji. I co więcej, nie działa zasada 'jak on
                  chce'. Nie uznaję opisywanego przez ciebie schematu - ona (żona - w domu,
                  kochanka - w seksie) musi, bo on sobie życzy. To jakieś pomylenie pojęć.
                  Z takimi poglądami żyję już dość długo i wciąż są niezmienne. Co więcej - z
                  każdym dniem po raz kolejny odkrywam ich słuszność - dla mnie oczywiście. Jeśli
                  ktoś ma potrzebę posiadania rodziny, dzieci, to niestety - taki sposób życia nie
                  będzie mu odpowiadał.
                  Dość często spędzam wieczory w domu. I nie stanowi to dla mnie kary - wręcz
                  przyjemność. Wielokrotnie wymiguję sie od spotkań towarzyskich, zeby mieć trochę
                  spokoju u siebie. To też niedopuszczalne? Albo dziwne?

                  A abstrahując od odpowiedzi na sam post, w tym, co napisałaś zauważyłam, ze
                  deprecjonujesz rolę kobiet. Albo biedna, pokrzywdzona sprzątaczka, albo
                  rozkładanie nóg na zawołanie. Do tego mężczyzna jako sposób na co? Na wolny
                  czas? Jako niezbędne dopełnienie kobiety, bo bez niego... nudno?
                  Ja widzę to zupełnie inaczej. Przede wszystkim związek, to nie kierat, tylko
                  umowa między dwojgiem ludzi, którzy chcą spędzać ze sobą czas. Obowiązki zaś to
                  nie obciążenie tylko jednej strony. Po drugie kobieta nie jest dla mnie
                  narzędziem - ani do zaspokajania potrzeb, ani do darmowej obsługi. Podobnie
                  mężczyzna nie jest narzędziem do umilania samotnych wieczorów.
                  Przy takim podejściu, od razu przypomina mi się pewna scenka, którą opisałam tu:
                  czarownicazla.blox.pl/2007/09/Bylam-i-widzialam.html
                  • magisterona Re: Pytanie do żon... 14.08.08, 17:20
                    Dość często spędzam wieczory w domu. I nie stanowi to dla mnie kary -
                    wręcz
                    przyjemność.

                    Wita somsiadko,ja jestem tak rozrywana.....Pieprzysz jak
                    polamana.Caly Twoj wpis to pretensjonala poza.
                    • daria_nowak Re: Pytanie do żon... 14.08.08, 17:52
                      Kłania się czytanie ze zrozumieniem. Nigdzie nie piszę, ze jestem rozrywanasmile
                      Piszę tylko, że czasem odmawiam spotkania na rzecz siedzenia w domu. Bo
                      zwyczajnie to lubię. Nadinterpretacja - to chyba twoje drugie imię, jeśli
                      pokusić się o głęboką i naukową interpretację osoby poi przeczytaniu jednego,
                      czy kilku postów.
                      A tak na marginesie - właśnie w ten sposób wychodzą kompleksy. Nie na bazie tego
                      co samemu się mówi, ale na bazie tego, co myślimy, że mówią do nas inni.
                      Następnym razem sugeruję trzymania się tekstu, a nie fantazjowania.
                • anais_6 Re: Pytanie do żon... 20.08.08, 19:16
                  kaja07.pl napisała:


                  > No najlepiej liczyć na gotowe! Niech żona martwi się o
                  pranie,prasowanie,gotowanie!Niech będzie sprzątaczką,martwi się o
                  dzieci, zdrowie męża,pilnuje rachunków.A ty samą śmietankę spijasz!

                  A dlaczego kochanka miałabym się tym przejmować? Niech zdradzana
                  żona pomyśli, jaką rolę spełnia w związku, w którym jej mąż ją
                  zdradza...


                  > Ciesz się bo jesteś młoda ale za jakiś czas to ty możesz spędzać
                  wieczory w domu a jedynym towarzyszem będzie wyleniały kot.

                  Lepszy kot, nawet wyleniały, niż mąż prowadzący podwójne życie...
      • john_lennon Re: Pytanie do żon... 07.08.08, 19:57
        jak można uprawiac sex tylko z jednym partnerem? to wbrew naturze
        mężczyzny jak i kobiety....inaczej nie byłoby romansów na boku
      • inkaem Re: Pytanie do żon... 08.08.08, 08:02
        A dlaczego Wy-kochanki wiedząc, że jesteście tylko seksualną
        zachcianką godzicie się na poniżające traktowanie? Albo jesteś
        infantylna albo tak bardzo chcesz wierzyć w to, że sypialnia
        małżeńska została zamknieta na wieki... To, niestety, mit, wymyślony
        na użytek "tych drugich", i działający od tylu lat!
        Mam prośbę: przeczytaj jeszcze raz swój post i zastanów się czy nie
        dotyczy on także tych "drugich"??? Ale chyba Wy-kochanki wiecie, że
        na małżeństwo zwykle szans z "tym żonatym" to raczej nie macie!
        Osobiście uważam, że zdrada powinna zakończyć zwiazek. Koniec,
        kropka. Niemożliwym - dla mnie - wydaje się pozostanie z osobą,
        która w tak obrzydliwy sposób nadużyła czyjeś zaufanie - w tym
        wypadku bardzo bliskiego człowieka...
        A tak na marginesie - ileż jadu w Twym poście! Jaka
        nienawiść "bucha" do zdradzanych żon. Może uspskoisz się gdy
        skierujesz ten jad na inne tory - tam gdzie jego miejsce - ku
        temu "ukochanemu" draniowi?
      • fajniutka11 Re: Pytanie do żon... 12.08.08, 22:01
        Od dawna zastanawiam się dlaczego kobieta wiedząc, że jest zdradzana
        nie kopnie
        faceta w tyłek tylko cierpi i dalej z nim żyje.

        Tak sobie myślę,że nie robią tego aby nie ułatwiać życia kochance!!!
        Ja się zastanawiam dlaczego kochanki(może nie wszystkie),nie
        potrafią same zmobilizować faceta do tego żeby odszedł od żony tylko
        czekają aż żona sobie odpuści?

        Dla dobra dziecka będziemy razem, będziemy dalej się okłamywać,
        udawać a dzieci
        > głuche, ślepe, niedorozwinięte nie widzą że ich rodzina to czysta
        farsa!

        A czy okłamywanie się dla własnego dobra jest lepsze niż okłamywanie
        się dla dobra dzieci?

        Potrafię zrozumieć,że żony robią wszystko by rodzina była nadal
        rodziną, ale nie rozumiem kochanek,które oszukują się przez wiele
        lat,że kiedyś to one zostaną szczęśliwymi żonami tych panów!
        Wytłumacz mi co jest gorsze.
        Czy jesteś pewna,że facet wracając do domu szczerze mówi żonie,że
        nie jest z nią szczęśliwy itd.?
        Ja jestem przekonana,że 90% facetów wyznaje żonie, to co parę godzin
        wcześniej wciskali kochance!
        Uważasz,że nie sypiają ze swoimi żonami?
        Sypiają i czasem robią to zaraz po powrocie od kochanki!!!

        Dlaczego kochanki uprawiają sex z facetami,którzy święta,wakacje
        itp. spędzają z żonami?
        Przecież większość czasu ten facet jest z żoną,razem kupują nowy
        telewizor do domu,razem planują wczasy i mają to samo nazwisko!!!
        Do czasu rozwodu są rodziną!!!
        Może nie jest to szczęśliwa rodzina,ale jednak!!!
        • anais_6 Re: Pytanie do żon... 20.08.08, 19:25
          fajniutka11 napisała:

          > Od dawna zastanawiam się dlaczego kobieta wiedząc, że jest
          zdradzana nie kopnie faceta w tyłek tylko cierpi i dalej z nim żyje.

          Wielu jest tak wygodniej, niektóre nie pracują, są niesamodzielne i
          nie wyobrażają sobie życia nawet bez "takiego" męża.


          > Ja się zastanawiam dlaczego kochanki(może nie wszystkie),nie
          potrafią same zmobilizować faceta do tego żeby odszedł od żony tylko
          czekają aż żona sobie odpuści?

          Może nie wszystkie marzą, aby być żoną po żonie...?

          > Potrafię zrozumieć,że żony robią wszystko by rodzina była nadal
          rodziną, ale nie rozumiem kochanek,które oszukują się przez wiele
          lat,że kiedyś to one zostaną szczęśliwymi żonami tych panów!

          Są kobiety, które nie szukają stałych związków...

          > Ja jestem przekonana,że 90% facetów wyznaje żonie, to co parę
          godzin wcześniej wciskali kochance! Uważasz,że nie sypiają ze swoimi
          żonami? Sypiają i czasem robią to zaraz po powrocie od kochanki!!!

          Co do tego nie ma wątpliwości.... Ale jeśli są panowie, którym
          odpowiada takie rozdwojenie jaźni, to ich problem.
      • maminka-2 Re: Pytanie do żon... 15.08.08, 07:57
        ona-on napisała:

        > Od dawna zastanawiam się dlaczego kobieta wiedząc, że jest zdradzana nie kopnie
        > faceta w tyłek tylko cierpi i dalej z nim żyje.
        > Jak można dzielić łóżko z mężczyzną, który uprawia sex gdzieś na boku?!!!!!!!
        > I dlaczego na miłość boską kobiety podobnie jak faceci zasłaniają się dziećmi
        > oby tylko nie podejmować decyzji?
        > Dla dobra dziecka będziemy razem, będziemy dalej się okłamywać, udawać a dzieci
        > głuche, ślepe, niedorozwinięte nie widzą że ich rodzina to czysta farsa!
        >

        a ty pewnie kochanica bezdzietna? też mi się zawsze wydawało, że kobiety, które
        tkwią w nieudanych związkach (z pijakami, damskimi bokserami,
        bzykaczami_na_boku) to idiotki. ale punkt widzenia zmienia się w zależności od
        punktu siedzenia, jak wiadomo. tera mam dzieci i zapewniam cię, że to nie byłoby
        takie hop-siup zabrac się i odejśc i bynajmniej nie chodzi mi o sprawy
        materialne. myślisz, ze zburzenie bezpiecznego świata dziecka to pestka?
        zwlaszcza 2-3-4latka, który nie rozumie, co to zdrada, a ojca kocha
        nieprzytomnie i chce miec go an co dzień, a nie tylko w weekendy w towarzystwie
        nie daj boże nowej "cioci"? kobieta może także po prostu kochać takiego
        skurwiela i liczyć, że oprzytomnieje. łatwiej trzymac rękę na pulsie mieszkając
        z nim niż nie, logiczne chyba.

        generalnie jak czytam to forum (a jestem żoną niezdradzanąsmile to tracę wiarę w
        kobieca solidarnoć. dla mnie zawsze facet zajęty to było absolutne tabu i
        goniłam takich kolesi gdzie pieprz rośnie. nie mogłabym sobie spojrzeć w oczy w
        lustrze, wiedząc, że daję dupy palantowi, który krzywdzi inna kobietę, a może i
        dzieci.
        no ale są ludzie i taborety i niektórym babom to nie przeszkadza. ba, zostają
        bohaterkami tabloidów, jak się wezmą za jakiegoś vip-a (smoktunowicz albo ta
        brzydka dziumdzia od pazury).
      • aga-kosa Re: Pytanie do żon... 21.08.08, 11:50
        proponuję stary dowcip
        spotykają się trzy rozwódki Amerykanka , Rosjanka z ZSRR, Polka
        -pytanie do Amerykanki:dlaczego się rozwiodłaś?>
        0n mnie zdradził pierwszy raz -zabrałam firmę ,drugi-dom,trzeci- co będę z
        bankrutem żyła
        Rosjanka jak pierwszy raz poskarżyłam się w komitecie zakładowym,drugi u
        sekretarza rajkoma ,trzeci nie będę z bezpartyjnym żyła .A Polka-on mnie
        zdradził raz -ja go dwa
        on mnie drugi raz ja go cztery.
        -No coś ty taki fajny układ-
        -a co, miałam przez durnego chłopa k...ą zostać
        a
      • myfanawy Re: Pytanie do żon... 21.08.08, 15:14
        > Od dawna zastanawiam się dlaczego kobieta wiedząc, że jest zdradzana > nie
        kopnie faceta w tyłek tylko cierpi i dalej z nim żyje.

        Po po pierwsze trudno jest przestac kochac drugiego czlowieka z dnia na dzien,
        zwykle po chwili rozpaczy przychodzi nadzieja, ze da sie cos jeszcze uratowac,
        wybaczyc. Po drugie wiele kobiet ma tendencje do obwiniania sie za to, ze maz
        znalazl kochanke i ciesza sie ze w ogole ich nie zostawil (takie sa
        "beznadziejne"). Po trzecie, jezeli kobieta ma male dziecko, nie zarabia - to
        zwyczajnie nie ma co ze soba zrobic - spakuje walizke, wezmie dwulatka pod pache
        i .... ? Po czwarte (i wydaje mi sie, ze jest to przypadek opisany na poczatku
        tego watku), wiele rzeczy mozna wyprzec, udawac nieswiadoma, naiwna po to zeby
        nie stanac przed koniecznoscia podejmowania decyzji, ktore sa KOSZMARNIE
        trudnymi decyzjami. I po ostatnie wiele kobiet wierzy, ze mezowi zalezy, ze
        kocha, ale trafil na podstepna suke, ktora wykorzystala jego chwile slabosci.

        Mozna sie teraz na te panie irytowac, ale takie postawy nie biora sie z sufitu i
        czesciowo mozna je tez uzasadnic pewna koniecznoscia. Nie kazdego psychicznie i
        materialnei stac sie na uniesienie duma - lepiej uwierzyc, ze bylo, minelo.
    • 18_lipcowa1 Re: Pytanie do żon... 07.11.07, 18:46
      ona-on napisała:

      > Czy byłabyś w stanie uwierzyć,że Twój mąż został do zdrady
      zmuszony? Poznał
      > złą kobietę, szantażowała go,że Ci powie...i biedny misio, by
      ratować
      > szczęście rodziny musiał ulec kochance...znam taką historie...gdy
      wszystko sie
      > wydało,maż tak wytłumaczył żonie roczny romans,rok kłamstw i
      podwójne życie...



      toc one wlasnie tak mysla...
      >
      > Co Wy na to?
      >
      > PS.
      > Żona uwierzyła w te historie...i można powiedzieć, że teraz
      głaszcze męża po
      > główce, ze taki był biedny i tak sie rok poświęcał dla rodziny...i
      dobrze, że
      > sie wydało,to jego męki sie skończyły...
      > On sam nie przewidywał,że taka wersja przejdzie...Myślał,że trzeba
      będzie sie
      > pakować...a jednak...udało sie...
      >

      glupia
      • zawsze.malina06 Re: Pytanie do żon... 02.01.08, 11:47
        Nie dałabym wiary, uważam że jeśli chodzi o zdradę to winne są dwie osoby mąż
        który zdradza i kochanka.
        • brydzia5 Re: Pytanie do żon... 12.01.08, 22:26
          jstem zona.. nie wiem, co bym zrobila, gdyby mnie zdradzil... Jestm
          kochanka... Wiem, ze jest ta pierwsza... Nie mam niczego na
          usprawiedliwienie... Kocham...
          • dobrypartner Re: Pytanie do żon... 14.02.08, 12:18
            Hmm...Zadziwiająca jesteś Brydziu. Rzekłbyś istota nie skażona, takze rozumem,
            sumieniem, uczuciem....Faceci lubia takie nieskomplikowane istotki. Prosta w w
            obsłudze...
            • magiczna_marta Re: Pytanie do żon... 13.07.08, 23:36
              Mnie ciekawi to jak kochanka może znieść że jej misio wraca od niej
              do żony, kładzie się z nią do łóżka, z nią się kocha, ją rano całuje
              na dzień dobry, jej robi śniadanie, ja odwozi do pracy a jak ma
              chwilę czasu i ochotę to napisze do kochanki smsa...
              • kiddo5 Re: Pytanie do żon... 15.07.08, 21:45
                Jak jest zaduzony w swojej kochance to pewnie nie kocha sie z zona tylko ja
                posuwa, z pewnosia nie caluje jej na dzien dobry i nie wydaje mi sie zeby tak
                ochoczo robil jej sniadanie, choc pewnie odwozi do pracy. teraz jestem zareczona
                i zakochana, ale bylam w zwiazku w ktorym to ja przyprawialam rogi, kolo w pelni
                sobie na to zasluzyl!
                • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 17.07.08, 07:44
                  "..ale bylam w zwiazku w ktorym to ja przyprawialam rogi, kolo w pelni sobie na
                  to zasluzyl!"
                  ....nie zasłóżył sobie tylko znalazłaś okazje żeby sobie skoczyć w bok, normalny
                  człowiek nie puszcza się tylko dlatego, że ma "niedobrego" partnera czy
                  partnerkę, inaczej mówiąc zdrowy człowiek nie wartościuje swoich norm moralnych
                  według postępowanie innych osób a te osoby nie są wyznacznikiem naszej wartości,
                  zasaday albo się ma! albo nie ma!
              • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 17.07.08, 07:34
                Osoby zdradzajace to ludzie z deficytami emocjonalnymi i brakiem poczucia
                wlasnej wartosci, kochanki(kochasie) maja poczucie, że prawdziwe uczucie im sie
                nie nalezy i że prawo do szcześcia muszą "wykrasć" w przeciwnym wypadku nigdy go
                nie doswiadczą, bycie drugim(gorszym!) jest dla nich naturalnym stanem
                nieswiadomosci (najcześciej wyniesionym z dziecinstwa)tak na prawde takimi
                zachowaniami najbardziej upadlaja samych siebie i dlatego i tym konteksie
                powinnismy im raczej współczuć
                • kiddo5 Re: Pytanie do żon... 17.07.08, 23:35
                  Z moim poczuciem wartosci w szystko w porzadku, a nawet lepiej. jak mowie ze
                  zasluzyl, to zasluzyl. czasami ewakuacja ze zwiazku jest prosta: bicie, hazard,
                  brak zainteresowania dziecmi i takie tam casami jednak trudno jednak przyznac
                  przed soba ze zwiazek zdycha. gdyby swiat krecil sie wedlug twoich prostych
                  zasad nie rozwinelyby sie zadne nauki spoleczne, baaa nawet niektore
                  przyrodnicze nie pewnie by nie istnialy. a co ja ci bede gadac, poczytaj sobie
                  forum brak seksu w malzenstwie zeby sprawdzic jakie pieklo popycha ludzi do...
                  zdrady. nie kazdy rzniecie innego pana/pani mozesz wytlumaczyc chucia, wlasniwie
                  wsrod zdradzajacych sexoholicy to zdecydowana mniejszsc.
                  To you I'm an atheist; to God, I'm the Loyal Opposition
                  • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 18.07.08, 07:35
                    Nie chce mi sie zbytnio rozpisywać, dlatego postaram sie krótko, każdy w miarę
                    normalny człowiek nie pakuje się w patologiczne związki, niestety bardzo często
                    tak sie zdarza bo ludzie dobieraja się według swoich deficytów emocjonalnych. W
                    konsekwencj taka para może sobie funkcjonować i taplać się w "swoim błotku"
                    chocby i do końca zycia utwierdzając sie wzajemnie w swoich zaburzeniach, ale
                    często zdarza się iż jeden z partnerow zauwaza, chorobe (najczęsciej tylko u
                    partnera/ki!) i zaczyna "być nieszczęśliwy/a" ... to jest moment kluczowy! bo ma
                    wiedzę(ale wiedza nie leczy!) w tej sytuacji ma wybór
                    >>>>> moze podjąć próbę naprawy zwiazku!
                    >>>>> może zwinać manatki (co w niektórych sytuacjach jest tchórzostwem i
                    zwyczajna ucieczką od odpowiedzialnośći, ale jest rozwiazaniem najmniej bolesnym
                    i na płaszczyźnie świadomej jeszcze rozsądnym )
                    >>>>> ale moze również(co zdarza sie najczęściej!) wystapić w roli sędziego i
                    kata a przy okazji dać upust swojemu ego .....oczywiście pod płaszczykiek uwitej
                    na tę okazje teorii o złym męży(żonie).... ale pozostaje pytanie
                    ....czy mamy prawo łamać normy i zasady, tylko dlatego, że wcześniej zrobil to
                    ktoś inny????(...myslę, żę odpowieź, to kwestia sumienia każdego z nas)
                    Pozdrawiam! i przepraszam bo mo oczywiscie mogę sie mylić.
              • zoeczka Re: Pytanie do żon... 21.07.08, 11:39
                .......Ja jestem zona i matka -Moj maz szuka przygod - ....flirtu ...zabawy
                ......sexu i tym podobne >
                Zawsze uwazalam ze wina zdrady lezy po stronie partnera ktory sie jej dopuscil
                -nie winie kobiet ...kochanek itd.
                wiem co to znaczy dowiedziec sie ze jest sie zdradzonym .... ze ukochana osoba
                swoja intymnosc dzieli z inna kobieta ....wiem jakie to uczucie kiedy swiat -tak
                poukladany wali sie na glowe -a ty czujesz sie tak beznadziejnie nieszvzesliwa
                zla wsciekla z frustrowana .......i bezsilna.
                z taka ironia pisala pani ze -dziwi sie jak kobiety zdradzane wybaczaja mezom
                -ja mam 2 letnia i 2 miesieczna corke -niewyobrazam sobie odebrac im -prawo do
                wychowywania sie w pelnej rodzinie .
                to nie zaslona -raczj zadna z nas nie jest masochistka -i niechce zyc w takich
                torturach -ale ma sie to swiadomosc -ze dziecku trzeba zapewnic --dom -a dom to
                nie 4 sciany -lecz ludzie ktorzy ten dom tworza - i pomimo ze bardzo cierpie ,
                uczucia nienawisci , zlosci na palanta -ktory jedyne co zrobil -to zniszczyl
                moja wiare -w uczciwych ludzi -i zniszczyl moj i moich dzieci bezpieczny dom
                .... to juz nic do niego nieczuje -niepotrafie .I z calego serca zycze wam -aby
                wasz zwiazek -nieokazal sie tak bolesny -i oby panie takiego zycia niemusialy
                nigdy zaznac
                • kachna501gazeta.pl Re: Pytanie do żon... 21.07.08, 16:30
                  Myślisz, że dajesz dzieciom szczęśliwy dom? Dzieciaki wyczuwają nieszczęście
                  matki szybciej jak może Ci się wydawać. Z pewnością ciężko jest zacząć żyć od
                  nowa mając wspólne mieszkanie i dzieci, ale to Twoje bezcenne życie i w imię
                  czego masz sobie je marnować? Nie mogę zrozumieć twojej postawy, skoro czujesz
                  do niego nienawiść i nie ma szans na zmianę, zrób coś. Przecież rozwód to nie
                  koniec świata, byłyby alimenty, może szansę na zachowanie mieszkania. Najgorsze
                  są początki, może poznałabyś jeszcze uczciwego człowieka. Życzę więcej wiary w
                  siebie...
                  • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 21.07.08, 17:18
                    Jesli ktoś myśli tylko o sobie, to pewnie bez problemu moze sie tak zachować,
                    ktoś taki może też bez wyrzutów rozbijać rodziny!
                    (... przestan kachna myśleć tylko o sobie i wszystich mierzyć swoja miarą !!!)
                    • kachna501gazeta.pl Re: Pytanie do żon... 21.07.08, 18:02
                      Nikogo nie mierzę swoją miarą, doradziłam kobiecie,co może byłoby dla niej i dla
                      dzieci lepsze. Zaakceptuj wreszcie to, że różnimy się od siebie, ja nie stawiam
                      ślepo na "świętość" małżeństwa, bo myślę, że jeśli kobieta cierpi, jest
                      oszukiwana i nieszczęśliwa, to razem z nią przechodzą to dzieci ma prawo sama
                      decydować o życiu swoim i swoich dzieci. Myślę, że każdy powinien mieć prawo do
                      udanego życia. Może i dla ciebie pomiatanie kobietą przez męża jest normalne w
                      imię "świętości" małżeństwa. Jeżeli dokładnie czytałaś jej post nie powinnaś
                      mieć wątpliwości, co do tego, że żyje w wielkim upokorzeniu. Czy jeśli kobieta
                      jest np. bita, jeżeli mąż jest alkoholikiem lub notorycznie zdradza etc. to
                      trzeba tkwić w takim piekle w imię "świętości" małżeństwa? Ja ciebie nie oceniam
                      i potrafię rozmawiać z żonami i kochankami, ty maniakalnie narzucasz swoje
                      poglądy i zarzucasz mi np. wyssane z palca rozbijanie rodziny albo egoizm.
                      Wydawajmy opinie, ale powstrzymajmy sie od sądów, które chyba nie należą do
                      naszych kompetencji.
                      A co ty doradziłabyś "zoeczce"?
                      • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 21.07.08, 18:27
                        "....A co ty doradziłabyś "zoeczce"? ..."
                        ....ja nic bym nie doradzil, bo nie czuje się tak OMNIPOTENTNY !!!!
                        (..kachna i nie myl pojeć, ja Cie nie oceniam!!!!...wyrazam tylko swoja opinie
                        ma temat Twoich pogladów, a gdybysmy sie nie różnili pogladami to nie mielibysmy
                        o czym dyskutować. I jeszcze jedno, na małżeństwo sie nie STAWIA! ( to nie koń
                        wyscigowy)... tylko w małżeństwo sie ANGAŻUJE!!!! ....i to jest chyba podstawowa
                        rożnica między nami Pozdr....
                        • kachna501gazeta.pl Re: Pytanie do żon... 21.07.08, 18:41
                          A napisałam coś o "stawianiu"? Po to ludzie piszą na forum i dzielą się swoimi
                          doświadczeniami, żeby poczytać opinie innych, bo to czasem może pomóc.
                          Przeczytanie wiadomości, skierowanej specjalnie do ciebie, do mnie etc. daje
                          poczucie tego, że nie jesteśmy sami, że możemy liczyć na wsparcie. Trochę na
                          zasadzie transakcji, ja dokonam emocjonalnego ekshibicjonizmu, ty pomyślisz, co
                          zrobiłbyś na moim miejscu.
                          Angażujmy się w małżeństwo póki czujemy wzajemność, w przeciwnym razie skazujemy
                          się na męki, nie sądzisz?
                          Nigdy nie dopasowałabym twoich wypowiedzi do faceta, byłam przekonana , że
                          rozmawiam z kobietą.
                          • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 23.07.08, 17:54

                            "...Angażujmy się w małżeństwo póki czujemy wzajemność, w przeciwnym razie
                            skazujem..." i niestety nie sadzę, że w małżeństwo należy sie angazować póki
                            "jest dobrze"....co więcej sądze, że takie myslenie jest przyczyną większosci
                            małżęńskich problemów, bo w kazdym małżeństwie wcześniej czy później pojawia sie
                            kryzys i poczucie braku wzajemnosci, osamotnienia rozczarowania i dlatego
                            zgodnie z Twoja definicja kazde małżeństwo byloby z góry skazane na niepowodzenie.

                            ".. ja nie STAWIAM ślepo na "świętość" małżeństwa..." to odnośnie stawiania
                            (...nie powinienem moze tego komentować ale taka deklaracja, jak dla mnie
                            swiadczy o znacznym wyrachowaniu) Pozdr...
                            • kachna501gazeta.pl Re: Pytanie do żon... 23.07.08, 18:15
                              ok, nip69 czasem kobiety w moim wieku stają się może nieco wyrachowane, ale
                              odczuwam u ciebie duża niechęć do pań w ogóle. Nic nie wiem o twoim przypadku,
                              ale domyślam się, że się rozwodzisz..(?) mężczyzna w okresie dwóch lat po
                              rozwodzie staje się najdelikatniej mówiąc trudny, po upłynięciu 2 lat, staje się
                              wspanialszy niż kiedykolwiekwink
                              • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 23.07.08, 19:15
                                Nie jestem ani rozwodnikiem ani w trakcie, jesli chodzi o kobiety to odczuwam
                                "niechęć" do tych którzy pakują sie w cudze zwiazki bez wzgledu na plęć
                                (wina zdradzajacych jest bezsprzeczna i poza wszelką dyskusja!)
                                .....jeśli to ma Ci cos ulatwic, to moja "niecheć" ma pewnie przyczynę w tym, iż
                                kilka lat temu przeszedłem w zwiazku bardzo powazny kryzys, wywolany posrednio
                                przez "kobiete" (o ile mozna ja tak nazwac)
                                ... a z tymi mężczyznami po 2latach to chyba troche uogólniłaś(?) smile)
                                • kachna501gazeta.pl Re: Pytanie do żon... 24.07.08, 18:18
                                  Nie uogólniłam, jest to teoria, która sprawdza się w 99% przypadków wśród
                                  mężczyzn po rozwodzie, po upłynięciu mniej więcej okresu 2 lat facet wychodzi z
                                  kryzysu i zaczyna sobie budować życie na nowo, bogatszy już o te gorsze
                                  doświadczenia staje się bardzo wartościowym partnerem, bo zna już melancholię
                                  małżeństwa, umie sobie z nią radzić ( w końcu 2 trudne dla niego i innych lata
                                  poświęcił na przemyślenia) i przede wszystkim zrobi wszystko, żeby znów nie
                                  ponieść porażki. Może to trochę zaskakujące, ale kobieta dożo lżej przechodzi
                                  rozwód.
                                  Pamiętaj, że kobiety i mężczyźni różnią się bardzo jeśli chodzi o budowę mózgu,
                                  dlatego ciężko ci na pewno zrozumieć kobiety (ze wzajemnością), ale choć
                                  postaraj się zrozumieć, że im też jest jest ciężko, kobiety (mówię o tych
                                  niewyrachowanych) tkwią w takich związkach, bo najczęściej są zapewniane o tym,
                                  że nadejdzie zmiana i będą miały szansę na normalne życie, może to naiwne, ale
                                  kobiety wierzą.., faceci z tego korzystają. Twój kryzys już minął?Potrafisz znów
                                  zaufać kobiecie? Myślę, że wciąż coś cię jeszcze gryzie.. pozdr.
                                  • rek888 Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 12:07
                                    On mnie zdradza !!!! Co ona w nim widzi ? I lista ocen:taki jak on`
                                    Taka miernota,lysy i podtluscialy.W lozku zupelne zero,zadnego z
                                    niego nie ma pozytku.....Itp ,itd.Dobrze ,gdy wyliczanka nie ma
                                    miejsca publicznie ,co czesto sie zdarza a konczy sie zawsze:a ktora
                                    by takiego lamage chciala.Okazuje sie ,ze ten zupelny ciapciak ma
                                    kochanke i to o niebo ladniejsza od zony,kochanke ,ktora caluje mu
                                    raczki i nozki.Dla ktorej jest idealem mezczyzny itp. I co? A moze
                                    popatrzy na siebie?Postara sie znalezc u siebie jakies powody ,dla
                                    ktorych maz ja olal?A moze nie cenimy tego co mamy,az stracimy?
                                    • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 12:46
                                      Zawsze łatwiej jest byc "księciem" dla "obcej".... trudniej, być soba przy
                                      "swojej"(...a kochanki maja z zasady małe wymagania!!!)
                                      • velda Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 13:45
                                        "(...a kochanki maja z zasady małe wymagania!!!)

                                        Bzdura ! Kochanka ma duzo wieksze wymagania.Tylko glupia toleruje
                                        to ,na co zgadza sie zona.Nie po to jest kochanka !
                                        • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 14:50
                                          jasne,że tak!..... tylko czy Ty sama wierzysz w to co napisalaś?(...chyba,że
                                          masz na myśli tylko wymagania(potrzeby!) seksualne?)
                                          • velda Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 16:36
                                            jasne,że tak!..... tylko czy Ty sama wierzysz w to co napisalaś?
                                            (...chyba,że
                                            masz na myśli tylko wymagania(potrzeby!) seksualne?)

                                            Te wymagania,sa tylko czescia z listy wymagan.Zgodze sie z tym,ze
                                            kazda ma inne "wymagania"Jedna chce dostawac kwiaty 3 X w
                                            tygodniu,inna zas, by byla bita bez pozostawiania siniakow(co
                                            powiedza kolezanki w pracy)Niezbadana jest dusza kobiety i jej
                                            wymagania..amen
                                            • n.i.p.69 Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 18:40
                                              ...... kochanka oczekuje od swojego kochasia, jedynie potwierdzenia, że nie
                                              zasługuje na prawdziwą miłość!!!.... a Ci(siłą rzeczy!) świetnie sprawdzaja sie
                                              w tej roli Pozdr...
                                            • inka-1live Re: Pytanie do żon... 07.08.08, 22:48
                                              wiesz ta lista jest bardzo krociutka bo jej praktycznie nie ma sex
                                              kasa i brak zobowiazan (niby?)
                • yrene Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 15:31
                  > .......Ja jestem zona i matka -Moj maz szuka przygod - ....flirtu ...zabawy
                  ......sexu i tym podobne >
                  Moj tez. zdradzil mnie kiedy dziecko mialo kilka miesiecy, ja zmeczona
                  karmieniem, a u niego w pracy czarujaca sexowna kolezanka. Ale nie jestem
                  glupia, zorientowalam sie sama po 2 miesiacach. Gdyby to byl sam sex... ale on
                  sie zakochal ze wzajemnoscia. ot leciala na niego a on sie nie bronil.
                  Kiedy sie dowiedzialam, poinformowalam o tym wszystkich jego znajomych i cala
                  jego rodzine. to byla moja zemsta. Coz jak sie cos robi to trzeba ponosic
                  konsekwencje.
                  A potem nie wyopbrazalam sobie zycia bez niego. Trwalo rok, ale pogodzilismy
                  sie. wybral dom i rodzine. Tamta dziewczyna zostala zwolniona z pracy. On
                  lepiej zrozumial mnie, a ja jego. Bylo to strasznie bolesne i pewnie zawsze bede
                  go troche podejrzewac ale teraz jest slodko i cudownie. udalo nam sie.
                  • magisterona Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 16:56
                    sie. wybral dom i rodzine. Tamta dziewczyna zostala zwolniona z
                    pracy. On
                    > lepiej zrozumial mnie, a ja jego. Bylo to strasznie bolesne i
                    pewnie zawsze bed
                    > e
                    > go troche podejrzewac ale teraz jest slodko i cudownie. udalo nam
                    sie.

                    No widzisz jak pomaga.Polatac z jezorem po miescie i do pracy
                    meza.Obgadac go przed jego rodzina-rodzine najczesciej to g..obchodzi
                    I masz chlopa w domu.I kochanke wydre jedna z roboty wywalili !
                    Dobrze jej tak! I jak znam chlopow ,to o nastepnej nie dowiesz sie
                    tak predko lub wcale. jak to ma wygladac" Ty zrozumialas jego a on
                    ciebie" ?Co zrozumialas ,ze cie zdradzil i ,ze kawal szui z niego-
                    zona sie zajmuje dzieckiem a on na boki skacze? Czy zrozumialas ,ze
                    ciezko zyc samotnej matce?A co on zrozumial? Ze ma glupia babe i
                    moze robic co chce.I co wam sie udalo? Nic sie nie udalo-mialas
                    chlopa swinie i dalej tego samego masz-tyle ,ze juz swinie z
                    nauczka.Mozna zone zdradzac,tylko dyskretnie!Radze Ci,podejrzewaj go
                    nie "troszke" ale niedowierzaj zupelnie.I tak masz przesr..e
                    malzenstwo.takie typy tak to maja i sie nie zmienia-masz to jak w
                    banku !
          • aishka_a Re: Pytanie do żon... 20.08.08, 22:21
            Byłam kochanka zanim zostałam żoną. Słyszałam różne teksty, w które
            żony "wierzyły". gdyby mnie M zdradzał? Chyba rozwiązałby mi ręce.
            Zażądałabym rozwodu, bezwzględnie!!!
    • sexiwoman Re: Pytanie do żon... 06.08.08, 23:08
      Powinien dostać solidnego kopa od obu pań

      kobietakobiecie.blox.pl/html
      • ola a moze jest całkiem inaczej? 07.08.08, 13:46

        skąd to przekonanie, ze żona jest biedna, głupia i oszukiwana?
        Rozumiem, ze kochanki uważaja, że w postaci swojego misia złapały
        boga za nogi, ale może z perspektywy żony, która z "misiem" juz 30
        lat sie wozi, wygląda to zupełnie inaczej.
        Może juz od dawna go nie kocha, nie chce z nim sypiać, ale chce mieć
        spokój i popłacone rachunki.
        I w głębi dziekuje opaczności za tą smarkulę, dzięki której tak
        rzadko męża widuje, i zrobi wszystko, żeby wyszumiał się poza domem,
        ale rozwodu nie chce...
        • maminka-2 Re: a moze jest całkiem inaczej? 15.08.08, 08:01
          ola napisała:

          >
          > skąd to przekonanie, ze żona jest biedna, głupia i oszukiwana?
          > Rozumiem, ze kochanki uważaja, że w postaci swojego misia złapały
          > boga za nogi, ale może z perspektywy żony, która z "misiem" juz 30
          > lat sie wozi, wygląda to zupełnie inaczej.
          > Może juz od dawna go nie kocha, nie chce z nim sypiać, ale chce mieć
          > spokój i popłacone rachunki.
          > I w głębi dziekuje opaczności za tą smarkulę, dzięki której tak
          > rzadko męża widuje, i zrobi wszystko, żeby wyszumiał się poza domem,
          > ale rozwodu nie chce...


          hehe, dobre.
          prawda jest taka, że jak facet sie nie rozwodzi to dlatego, że NIE CHCE a nie z
          powodu jakichś straszliwych przeszkód. ma i to, i to, czyż to nie najwygodniejsze?
      • milla_0 Re: Pytanie do żon... 08.08.08, 10:06
        Łatwo się mówi...dac kopa i już.Wydało się dwa miesiące temu,choć
        czułam to od początku.Znając faceta ponad dwadziescia lat nietrudno
        zauważyć zmiany w zachowaniu.Czułam,cierpiałam..on oczywiscie robił
        ze mnie wariata.I przyszedł dzień,gdy powiedział do mnie jej
        imieniem.Wyobrazacie sobie co poczułam.Wszystko było jasne.Jego
        reakcja?Padł z płaczem na kolana prosząc o wybaczenie...on CHCIAŁ
        TYLKO SPRÓBOWAĆ !Powiem szczerze świat mi się zawalił,tym
        bardziej,że jestem z tych co to ...przede wszystkim
        rodzina,obowiązkowo codziennie obiadek na stole,moje potrzeby na
        szarym końcu(mój wybór).Jego romans trwał ok.roku.Strasznie mnie to
        boli...cierpię.Tym bardziej,że w naszym związku to ja zawsze
        wykonywłam czarną robotę.Znosiłam przez 12 lat jego nałóg
        alkoholowy,jego lekkie podejście do życia.Po prostu go kochałam....a
        miłosć jak mówią ślepa jest.Chyba jest w tym sporo racji.Teraz mam
        ochotę zwymiotować samą siebie.Odejść? Bez namysłu bym to
        uczyniła,ale....No własnie ale ...łączą nas wspólne
        zobowiązania,kredyty.Mamy troje dzieci.Nie będę opisywac
        szczegółów,ale teraz jest to niemożliwe.Nie wyobrażam sobie dalszego
        życia z nim.Nie mogę uwierzyć,że jestem z tym czlowiekiem 25 lat...i
        tak naprawdę go nie znam.Jego obecnosc,dotyk napawa mnie
        wstrętem,obrzydzeniem.Nie rozumiem facetów....Lubię konkretnych
        ludzi i jasne sytuacje.Minęło,znużyło,więc trzeba zdobyć się na
        szczerość i jasno o tym powiedzieć.Tym bardziej,że zawsze byłam
        tolerancyjna dla jego zainteresowań.Zawsze byłam zdania,że nie wolno
        zabierac nikomu wolności.I chyba za bardzo mu ten łancuch
        popuściłam,ale to już nieistotne.Co do tej trzeciej,nawet nie wiem
        kim jest...bardzo dzielnie ją chroni...mówi,że jej się to
        należy...zaj...nieprawdaż?Aja? No cóż...cierpię,to straszszsznie
        boli.Jedno wiem napewno...nigdy mu tego nie zapomnę...nigdy.Zawiódł
        na całej linii.Pozdrawiam wszystkie kochanki....
        • velda Re: Pytanie do żon... 08.08.08, 13:29
          Inkaem i Milla,wpisy swiadczace o autentyzmie-nie tak wiele na forum
          • inka-1live Re: Do veldy 08.08.08, 19:49
            Ze co proszę?
    • jowita771 Re: Pytanie do żon... 11.08.08, 18:58
      Nie wierzę, że zona to łyknęła. Myślę, że jest jej wygodnie być żoną i tak
      wybrała. Może względy ekonomiczne? A może wie, że gdyby wyrzuciła męża, to
      kochanka przyjmie go z otwartymi ramionami i nie chce jej dać tej satysfakcji?
    • info-tw Re: Pytanie do żon... 12.08.08, 21:15
      Byłabym w stanie w taką historię uwierzyć, bo i takie barany chodzą po świecie
      ale nigdy nie byłabym w stanie związać się z takim niedorajdą.
    • mmena Re: Pytanie do żon... 13.08.08, 10:45
      Nie bylabym w stanie uwierzyc w to. Jesli ktos mu przystawil pistolet do skroni
      i zmusil do zdrady to powinien zawiadomic policje. A ze kochanka go
      szantazowala? A niby czym mialaby go szantazowac? Tym, ze sie z nia przespal? A
      jak doszlo do tego, ze poszedl z nia do lozka? Szantazowala go czyms innym?
      Nie wierze w to aby ktorakolwiek z zon mogla w taka bzdure uwierzyc. Uwazam, ze
      jesli zostala z mezem, ktory ja zdradzil to zrobila to z innych powodow.
    • emikaa :(((( 14.08.08, 14:56
      Ja to bym powiedziala tej zonie ze klamal i zeby otworzyla oczy,
      naprawde czasem kobiety tak kochaja ze nie widza tego co kazdy
      zwykly czlowiek by dostrzegl... dlatego zona zazwyczaj ostatnia sie
      dowiaduje, ale z drugiej strony czy z facetami jest az tak zle? Czy
      naprawde tak czesto zdradzaja?
      • n.i.p.69 Re: :(((( 14.08.08, 20:07
        Mysle, że nie wiecej od kobiet.
        • daria_nowak Re: :(((( 15.08.08, 08:55
          babyonline.pl/rodzice_konflikty_i_problemy_artykul,3734,0.html
          Sporo informacji o wynikach różnych badań, z którymi trudno się spierać. Część
          będąca domniemywaniem - już dyskusyjna.
          • jamajczyk24 Re: :(((( 15.08.08, 23:09
            według mnie facet który jest zmuszany do zdrady z szefową przykladowo to
            powinien powiedzieć o tym żonie od razu gdy ta szefowa do niego zaczyna się
            przywalać w tedy dobra żona powinna być pod porą a dzisiejsza technika pozwala
            bez problemu udowodnić kto kogo do czego zmusza
            • magisterona Re: :(((( 16.08.08, 12:35
              jamajczyk,a nie masz ty zbyt wybujalej fantazji i za malo lat na te
              forum?
              • jamajczyk24 Re: :(((( 18.09.08, 23:41
                droga Magi chodziło mi o to ze można nagrać rozmowę dyktafonem jak szefowa
                zalotnie zwraca się do danego faceta teraz dyktafon w komórce to praktycznie
                standard można by i nagrać filmik choć to było by trudniejsze bo szefowa by się
                zorientowała że jest filmowana. Podsumowując jeśli facetowi zaczyna się wydawać
                że jego szefowa zaczyna go bajerować i sytuacja sie powtórzyła np.2-3razy to za
                następnym razem facet powinien próbować nagrywać rozmowy z szefową swoja komóra
                a następnie pokazać żonie by porozmawiać o tym.
    • prawidlowe-podejscie Re: Pytanie do żon... 21.08.08, 00:40
      ona-on napisała:

      > Czy byłabyś w stanie uwierzyć,że Twój mąż został do zdrady
      zmuszony? Poznał
      > złą kobietę, szantażowała go,że Ci powie...i biedny misio, by
      ratować
      > szczęście rodziny musiał ulec kochance...znam taką historie...gdy
      wszystko sie
      > wydało,maż tak wytłumaczył żonie roczny romans,rok kłamstw i
      podwójne życie...
      >
      > Co Wy na to?
      >
      > PS.
      > Żona uwierzyła w te historie...i można powiedzieć, że teraz
      głaszcze męża po
      > główce, ze taki był biedny i tak sie rok poświęcał dla rodziny...i
      dobrze, że
      > sie wydało,to jego męki sie skończyły...
      > On sam nie przewidywał,że taka wersja przejdzie...Myślał,że trzeba
      będzie sie
      > pakować...a jednak...udało sie...
      >
      > Wiec romansuje sobie dalej ...

      no jak mu sie udalo wytlumaczyc to swietnie, ale w te historie to
      nie uwierze, bo to komedia nieziemska
      kazde tlumaczenie jest dobre jak zainteresowana strona bedzie
      zadowolona z tego wytlumaczenia, lub bedzie dobrze udawala ze jest
      zadowolona z tlumaczenia

    • kekoa2 Re: Pytanie do żon... 27.08.08, 15:02
      każdy wierzy w to co chce wierzyc,a naiwność zakochanej babay a już żony to
      himalaje naiwności.są kobiety co sie oszukują nawet w trakcie romansu męża i
      każdą biedną nawet wymowke akceptują,bo wiadomo że faceci zdradzają ale nie ich
      misio.przeważnie żona dowiaduje sie ostatnia bo wierzy tylko w to co sama
      zobaczy,a niekiedy jak zobaczy to umysł jej wypiera najgorsze do tego stopnia że
      sa w stanie dla dobra swojego uwierzyc nawet w najbardziej egzotyczne wymówki.
      • inka-1live Re: Pytanie do żon... 27.08.08, 20:29
        I tu akurat przyznam ci 1000% racji
Pełna wersja