dahlska
18.02.08, 18:05
Przejrzalam co ciekawsze watki tego forum, i chcialabym poznac opinie osob
potepiajacych kochanki, wzglednie facetow majacych kochanki.
Z waszych opinii (w wiekszosci) wynika, ze kazde raz zawarte malzenstwo jest
ostateczne. To znaczy, ze nie ma z niego wyjscia, odwrotu. Klamka zapadla,
koniec, trzeba byc do konca zycia z ta wlasnie zona czy mezem. Wiekszosc z
was tak surowo podchodzi do tego tematu, ze odnosze wrazenie, ze nie
dopuszczacie w ogole do swiadomosci faktu, ze ktos byc moze mogl sie pomylic.
Wyzywacie kochanki od szmat, glupich zdzir, naiwnych trzpiotek, ktorym facet
czegos naobiecywal. Mowicie, ze romanse nie maja sensu, ze nie moga sie one
dla nikogo zakonczyc dobrze, ze zaden facet nie odejdzie dla kochanki od zony.
A przeciez kazdy z nas jest tylko czlowiekiem i moze okazac sie, ze ktos,
zawierajac malzenstwo, popelnil blad. Uwazam, ze mozliwe jest, ze ktos zakocha
sie po slubie w innej osobie. Mozliwe jest, ze wlasnie "ta trzecia" jest ta
wlasciwa. Dlaczego nie? Oczywiscie sa faceci, ktorym nie w glowach zostawianie
zon, dzieci, domu, ktorzy nie kochaja "tej trzeciej", chca ja na cos tam
naciagnac, chca odmiany, seksu bla bla bla i to nie podlega watpliwosci. Ale
sa tez przeciez takie malzenstwa, w ktorych faktycznie cos poszlo nie tak,
ktore byc moze zostaly zawarte zbyt szybko. I nalezy przeciez dopuscic do
swiadomosci fakt, ze ktos moze naprawde sie zakochac po slubie. I ktos moze
rozwiesc sie dla "tej trzeciej" i byc z nia szczesliwym. Owszem, pewnie tylko
znaczna mniejszosc romansow konczy sie w ten sposob. Ale mam wrazenie, ze
wiekszosc osob, potepiajacych na tym forum romanse/kochanki itd, za bardzo
generalizuje, nie dopuszcza mozliwosci rozwodu i tego, ze ktos naprawde moze
sie zakochac po tym jak "klamka zapadla". czy faktycznie trzeba tkwic w
malzenstwie w ktorym cos sie wypalilo, w ktorym nie ma uczuc? Dlaczego?
Dlaczego takie tkwienie jest lepsze niz rozwod?