mirabelll
26.03.08, 23:44
Jak to jest, że skoro odkryjecie zdradę i jest to dla Was cos tak okrutnego to nie potraficie odejść? Tylko obarczać winą kochanki? Przecież nie jesteście w związku z kochanką tylko z mężem i to jego powinnyście piętnować. Macie zero ikry, bo jest Wam tak wygodnie, on Was utrzymuje, nie wracacie do pustego domu ale i tak jesteście bezsilne że jedyne co możecie to pisać jaką ona jest kurwą. Jesteście beznadziejne. Nie wyobrażam sobie życia z kimś z kim jestem nieszczęśliwa. I nie wyobrażam sobie żeby winą za to obarczać osoby trzecie. Jak mi coś nie pasuje to odchodzę, nie ma sensu żyć w takim związku. I nie mówcie mi że są dzieci dlatego jesteście bo to gówno prawda. Dzieci dorosną i sie wyprowadzą a Wy nadal będziecie tkwić w tym pseudozwiązku. Zmarnujecie sobie życie. Nie rozumiem żon, które tak bardzo walczą o to żeby facet z nimi został kiedy ewidentnie puszcza sie na lewo i prawo. Myślicie, że się zmieni? Gówno prawda. Nie zmieni się nigdy dopóki nie spotka osoby której nie będzie musiał zdradzać, która dostarczy mu tego czego potrzebuje. Dlaczego nie macie tyle ikry żeby powiedzieć koniec? Bo Wam jest wygodnie? boicie się co powie rodzina? Boicie się samotności? Tak bardzo go kochacie? Jaki macie powód do tego żeby być nieszczęśliwą? Masochizm?
Mój problem to seks, a jeśli nawet nie - to seks przesłania ten problem