jagodkajagodka
26.05.08, 17:54
Witajcie.
Od jakiegoś czasu zerkam na wątki na tym forum...zerkam, no bo - cóż, znacie,
to posłuchajcie.
Po jakimś pół roku dość luźnego związku z mężczyzną sporo ode mnie starszym
okazało się, że jestem tą drugą. Było to 9 miesięcy temu.
Historia banalna. On - mężczyzna po przejściach stracił ze dwa lata temu głowę
dla młodej kobiety. Szkopuł w tym,że ona miała faceta - i powiedziała, że nie
zrezygnuje z tego związku. Tak więc mój nieszczęsny luby zgodził się na taki
układ - on, ona i jej facet, bo też niewiele mógł zaoferować dziewczynie...A
co najlepsze - jej chłopak też się na to zgodził! Ale pojawiłam się ja. Nie
wiedziałam o niczym. Rozpoczęło się nasze szaleństwo - seksualno-intelektualne
- tak bym to określiła. I było nadzwyczajnie. Tyle, że okazało się, że on
kogoś miał... miałam być, zdaje się, ucieczką, ale zabrnęło to za daleko.
Facet nie umie podjąć decyzji. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że z tamtą
kobietą łączą go interesy i czuje się odpowiedzialny za to, że jej namieszał w
życiu. Od 9 miesięcy nie skutkuje nic - ani prośby, ani groźby...rozstawaliśmy
się już ze 4 razy, za każdym razem wracaliśmy do siebie roznamiętnieni.
Zrobił ze mnie bez mojej wiedzy tą drugą. Nigdy bym się na to nie zgodziła,
gdybym wiedziała. Rzuciłabym go dawno, gdyby nie był, tym kim jest dla mnie -
kochankiem, mentorem, przyjacielem i namiastką ojca. Walczyłam, czekałam,
stawiałam ultimatum, odpuszczałam - przez 9 mies. Ale teraz, po kolejnej
potwornej rozmowie z nim ciemność widzę. Czy ja mam jeszcze prawo walczyć?
Jego ukochana o niczym nie wie...czas mija, zdrowie mi wysiadło, nie umiem
odciąć się od niego - dopóki nie poznam czym byłoby "normalne" życie u jego
boku. Ale co ja mogę zrobić?