historia stara jak zycie

03.06.08, 22:26
i jak swiat
On ma swoja rodzine, a ja mam swoja.
On mowi, ze z zona sie nie dogaduje, ze nie kocha, ze nie sypia, ja
wiem, ze moje malzenstwo to 'nie jest to'
spotkalismy sie ponownie po 4 latach, i takze tym razem znow
zaiskrzylo. Jestesmy teraz starsi, bardziej doswiadczeni, inaczej
patrzymy na wiele spraw. Od poczatku zalozylismy, ze bedziemy ze
soba tylko dla seksu i przyjemnosci z niego. I tak minelo kilka
miesiecy. Krotkie spotkania w trakcie jakims cudem wyrwanych godzin
tylko po to, zeby sie kochac, gdzie tylko mozna bylo i jak sie dalo -
super!
Ale pozniej juz to nie wystarczalo, chcielismy swojej bliskosci,
drobnych gestow, wspolnych obiadow, razem spedzonych nocy, czy
chociazby pocalunkow przed wyjsciem do pracy. Okazalo sie, ze oboje
sie bardzo zaangazowalismy. A ja na pewno ZA bardzo. Niestety,
nadszedl nieuchronnie ten moment, kiedy trzeba bylo podjac decyzje
CO DALEJ. I podjelismy - znaczy On zadecydowal, ze jedynym wyjsciem
jest zakonczyc to wszystko 'poki nie jest za pozno'.
Tylko, ze dla mnie niestety juz jest. Nie radze sobie z tym. Nie
wiem, nie umiem tego spokojnie przezyc. Chodze smutna, placze jak
nikt nie widzi. Chce go spowrotem. Nie wiem co robic...
    • serenna Re: historia stara jak zycie 04.06.08, 12:02
      fajnie się wygadać komuś kto zrozumie i POCIESZY. ale potem, no cóż, nie zawsze jest tak jak facet mówi.. że mu źle, że żóna zła, itd. pewne sytuacje go przygniotły i chciał się wyżalić, a jak się pogodzili to wrócił do żóny. Gdyby jej nie kochał, zostawiłby ją. Mój m jakoś nie może mnie zostawić, a chyba już niejedno takie właśnie serce złamał a ja go nie trzymam, heh, śmieszne to wszystko. Życie..
      • malgoszac Re: historia stara jak zycie 04.06.08, 15:54
        a ja mysle ze faceci zdradzajacy zony wcale ich nie kochaja -
        zostaja z nimi dla czystej wygody.
        np. moj bardzo dobry znajomy aktywny 'kochanek' twierdzi, ze pomimo
        licznych skokow w bok i romamsow nie zostawia zony, bo ja juz tyle
        lat wyprobowal i wie, ze niezaleznie od tego jak zlym bedzie mezem,
        kochankiem i ojcem, ona od niego nie odejdzie (uzaleznienie
        psychiczne/emocjonalne i finansowe) wiec to jest tak jakby jego
        polisa na starosc... dla mnie bomba... az mi sie niedobrze zrobilo
        jak to uslyszalam...
    • zezez Re: historia stara jak zycie 04.06.08, 13:52
      a ty mu wierzyłaś, jak każda głupia pinda.]
      Chcieć go to sobie mozesz, wazne jest to co on chce.
      Co masz robić?
      udław sie własną głupota.
      • malgoszac Re: historia stara jak zycie 04.06.08, 15:54
        zezez napisał:

        > a ty mu wierzyłaś, jak każda głupia pinda.]
        > Chcieć go to sobie mozesz, wazne jest to co on chce.
        > Co masz robić?
        > udław sie własną głupota.

        a Ty masz zeza zezez??
    • cremebrulee Re: historia stara jak zycie 28.06.08, 16:17
      stenka5,
      Glowa do gury. Zapedzilas sie za daleko. Stop stop stop. Zawracaj.
      Zaakceptuj decyzje twego ukochanego kochanka. Nie masz wyjscia.
      Podstawy waszego zwiazku, a Twojego uczucia nie byly zbyt chwalebne.
      Musisz wiec poniesc tego konsekwencje. Jedynym pocieszeniem moga byc
      upojne wspomnienia z przesaczonych erotyzmem spotkan. Mysl o tym
      wszystkim nie przez pryzmat straty, ale doswiadczen, kture mimo
      wszystko warto bylo przezyc chocby po to zeby sie przekonac, ze
      zyjesz!!!! Bylo - minelo. Wszystko mija. Zrub cos pozytywnego ze
      swoim zyciem.
      Moze czas zeby zrobic przeglad Twojego zwiazku malzenskiego????
      Jezeli to nie to??? Twoje cierpienie... minie i glowa do gury!
      Ciekawe czy juz teraz czujesz sie lepiej????
      • woman-in-love najgorsza jest nadzieja 28.06.08, 17:39
        w głębi duszy żyje niedobita nadzieja, że coś się stanie - i dostaniesz swojego
        ukochanego.
        A mężczyżni są (niestety) wygodniccy, egoistyczni, cyniczni, interesowni,
        leniwi, wewnętrznie niestabilni, niedojrzali, niepoważni, przebiegli, labilni,
        tchórzliwi, niezdecydowani, chłodni uczuciowo. Czy o czymś zapomniałam?
        • stenka5 Re: najgorsza jest nadzieja 30.06.08, 01:11
          sa jeszcze tac, co nie maja serca i sa bezduszni.

          nie jest mi wcale lepiej, ale staram sie byc silna.
          malzenstwo mi sie rozpadlo, ale to byl tylko pretekst, aby dokonalo
          sie to, co nieuniknione.
          jesten tak bardzo nieszczesliwa, ze az boli - fizycznie.
          dziewczyny, jesli decydujecie sie zostac kochanka (tak z uczucia) to
          przygotujcie sie od rzu,m ze to WY (a nie nikt inny) bedziecie
          cierpiec. Naprawde bardzo....
          dzieki za slowa otuchy
          • ona_ona_30 Re: najgorsza jest nadzieja 16.07.08, 00:32
            Stenka, dzięki za ostrzeżenie. Dla mnie jeszcze nie jest za późno
            (kto by pomyślał, że kiedykolwiek będę miała taki problem!sad
            Powiedziałam "nie", ale mam nadzieję, że on nie będzie nalegał i się
            ze mną kontaktował, bo nie wiem, czy sił mi starczy... Beznadziejna
            jestem, Boże! jaka ja jestem beznadziejna!...............
            • z08032008 Re: najgorsza jest nadzieja 16.09.08, 18:27
              ona_ona_30 napisała:

              > Stenka, dzięki za ostrzeżenie. Dla mnie jeszcze nie jest za późno
              > (kto by pomyślał, że kiedykolwiek będę miała taki problem!sad
              > Powiedziałam "nie", ale mam nadzieję, że on nie będzie nalegał i się
              > ze mną kontaktował, bo nie wiem, czy sił mi starczy... Beznadziejna
              > jestem, Boże! jaka ja jestem beznadziejna!...............

              najgorzej załować czegos do konca zycia....
    • jesabele6 Re: historia stara jak zycie 16.07.08, 01:30
      czas twoim najlepszym przyjacielem-pozwol mu dzialac,
      czekaj...
    • z08032008 Re: historia stara jak zycie 16.09.08, 18:21
      mam podobną sytuacje,kilka dni temu zdecydowalismy to zakonczyc... z tym ,ze dla
      nas obojga jest zapoznocrying ale trzeba tak zrobic dla dzieci... to ciezkie..
      wątpie,ze postanowienie to zaskutkuje,bo on caly czas dzwoni i obawiam sie,ze
      nie bedziemy mogli bez siebie ..... zycie bez niego doprowadza mnie do szalenstwa
    • anija77 Re: historia stara jak zycie 16.09.08, 22:37
      stenka5 jak długo juz się z Tobą kontaktował?
      Widzisz, ja tez taka decyzje podjęłam jak on, tyle ze mi sił brakło i pękłam po
      miesiącu...rozumiem Cię bardzo dobrze..myslę że gdyby on nie odpowiedział na mój
      sygnał to byłabym teraz szczęśliwsza!
    • prawidlowe-podejscie Re: historia stara jak zycie 17.09.08, 00:07
      stenka5 napisała:

      > i jak swiat
      > On ma swoja rodzine, a ja mam swoja.
      > On mowi, ze z zona sie nie dogaduje, ze nie kocha, ze nie sypia,
      ja
      > wiem, ze moje malzenstwo to 'nie jest to'

      bla bla bla, chcial miec z toba sex wiec zamiast powiedziec prawde
      nawciskal tobie niezlego kitu

      > spotkalismy sie ponownie po 4 latach, i takze tym razem znow
      > zaiskrzylo.

      chodzi nadal o sex, mowie to o mezczyznie

      > Jestesmy teraz starsi, bardziej doswiadczeni, inaczej
      > patrzymy na wiele spraw.

      co nie znaczy ze nie chodzi o sex

      > Od poczatku zalozylismy, ze bedziemy ze
      > soba tylko dla seksu i przyjemnosci z niego.

      ooo widzisz madrze mowisz, ale idzmy dalej

      > I tak minelo kilka
      > miesiecy. Krotkie spotkania w trakcie jakims cudem wyrwanych
      godzin
      > tylko po to, zeby sie kochac, gdzie tylko mozna bylo i jak sie
      dalo -
      > super!
      > Ale pozniej juz to nie wystarczalo, chcielismy swojej bliskosci,
      > drobnych gestow, wspolnych obiadow, razem spedzonych nocy, czy
      > chociazby pocalunkow przed wyjsciem do pracy. Okazalo sie, ze
      oboje
      > sie bardzo zaangazowalismy.

      podstawowy blad, mial byc sex (poczytaj siebie wyzej). a TY zaraz o
      zaangazowaniu

      > A ja na pewno ZA bardzo. Niestety,
      > nadszedl nieuchronnie ten moment, kiedy trzeba bylo podjac decyzje
      > CO DALEJ. I podjelismy - znaczy On zadecydowal, ze jedynym
      wyjsciem
      > jest zakonczyc to wszystko 'poki nie jest za pozno'.

      jak mowilem od poczatku gosc wiedzial ze to chodzi o sex, wie nadal
      co robi, i dlatego ON ZDECYDOWAL ze to koniec, TY moglabys
      narozrabiac zbytnio wiec gosc pomyslal za CIEBIE

      > Tylko, ze dla mnie niestety juz jest. Nie radze sobie z tym. Nie
      > wiem, nie umiem tego spokojnie przezyc. Chodze smutna, placze jak
      > nikt nie widzi. Chce go spowrotem. Nie wiem co robic...

      sama chcialas sexu, wiec o co tobie chodzi? wez sie w garsc i
      zacznij myslec i zyc, masz rodzine, jak nie chcesz tego rozbijac to
      sie otrzasnij z tego amoku, byl dobry sex i juz.

      sorry za prawdy oczywiste
Inne wątki na temat:
Pełna wersja