justy.na80
04.06.08, 09:01
zdecydowalam sie tu napisac, bo nie mam z kim porozmawiac. Nie
szukam pocieszenia ani poparcia. Krytyki tez sie nie boje. Po prostu
chce pogadac.
Zycie mi sie posypalo, On mnie zostawil, wrocil do zony po 2 latach.
Jak to sie stalo,poczulam jakby serce mi peklo, rozsypalo sie na
milion kawalkow. Nie potrafie juz ich pozbierac. Uwiezcie mi,
odczuwam wrecz fizyczny bol tego rozstania. Ogarnal mnie marazm tak
bardzo, ze wszystko stracilo dla mnie sens. Nie umiem juz pracowac,
nie widze sensu sprzatania, gotowania.... Jestem w totalnym dole i
nie widze wyjscia.
Mamy dziecko. I tylko coreczka powstrzymuje mnie od glupich
zachowan. Ale nie wyobrazam sobie,jak to bedzie nadal wygladalo. Czy
bedzie chcial sie spotykac z dzieckiem? A jesli tak, to jak to ma
byc? Jak ja sie powinnam zachowac? Sytuacja mnie przerosla. Nie
radze sobie.
Pewnie ktoras z Was byla w podobnej sytuacji. Powiedzcie prosze skad
wzielyscie sile zeby sie z tym pogodzic, zeby przestac kochac?