przeznaczenie?

29.06.08, 03:39
pewnie historii takich jest wiele,ale chcialabym uskyszec czyjes obiektywne
zdanie,no i posluchac Waszych doswiadczen

znamy sie juz kilka lat,choc tak przelotnie,to zawsze czulam ,ze jest moja
pokrewna dusza
i faktycznie -od kilku miesiecy jestesmy w ciaglym kontakcie
,ktory to on zaczal mimo moich protestow
rozumiemy sie bez slow
podobne rzeczy nas inspiruja
jestesmy niemal identyczni
takie same poglady na swiat,charakter,wrazliwosc ,sposob myslenia
razem tworzymy
wiem,ze podobałam sie mu wczesniej,ale nasze drogi zeszly sie dopiero
teraz...gdy juz ma zone ,
z jedej strony nie chce wdawac sie w ta relacje bojac sie cierpienia mojego i
innych
z drugiej ...boje sie ze strace milosc swojego zycia
...i co wy na to?
tylko błagam,nie piszczie ,ze gdyby byl mi przeznaczony to nie byloby takich
komplikacji i widocznie to nie on
dobrze wiem ze swiat nie jest czarno-bialy i nie wszystko jest tak jak byc powinno
...i co ja mam z tym zrobic???
    • jesabele6 Re: przeznaczenie? 29.06.08, 03:49
      aaa
      zeby jasniej nakreslic sytuacje:
      -nie maja dzieci,
      -znajomosc jest w 100%jego inicjatywa,ja nigdy nie odzywam sie pierwsza
      poczatkowo wogole nie odbieralam zadnych prob kontaktu od niego,ale tak dlugo
      probowal ze nie mog;lam tego zignorowac
      tak dlugo juz o mnie walczy,ze czuje ze musze wkoncu w ktoras strone to ukierunkowac
      -sama kiedys bylam zdradzona,wiec wiem jak to boli i potrafie sie postawic na
      jej miejscu...tylko serce nie sluga
      • woman-in-love Re: przeznaczenie? 30.06.08, 13:11
        miłe złego początki... a koniec.... żałosny....
      • justy.na80 Re: przeznaczenie? 30.06.08, 13:34
        wiedzac co teraz wiem, juz bym sie nie wplatala w taki uklad
        ale mi tez radzono, a nie sluchalam...

        musisz sama sie zdecydowac
    • kachna501gazeta.pl Re: przeznaczenie? 30.06.08, 13:33
      Jeśli nie mają dzieci to może rzeczywiście warto jest spróbować, ale musisz
      sprawdzić czego on tak naprawdę oczekuje, czy stałego związku z Tobą (co wiąże
      się z rozwodem) czy spotkań od czasu do czasu, jeśli tak, musisz zrezygnować.
      Nie warto się angażować, jeżeli jemu nie będzie zależało na stabilnym związku,
      pewnie nie chcesz być niczyją zabawką. I nie słuchaj bredni o tym, że jest
      lojalny i nie odejdzie od żony, albo ma zbyt dobre serce,żeby ją opuścić.
    • inka-1live Re: przeznaczenie? 01.07.08, 17:43
      Tak takich histori jest mnóstwo i kazda konczy sie podobnie dla
      kochanki czyli zle... On ma juz zone a ty jestes tylko odskocznia od
      codziennosci jak sobie palant pouzywa i mu sie znudzisz to podkuli
      ogon i wroci do zony a ty zostaniesz sama i to na własne zycze bo
      wchodzisz komus w zycie z bucikami i robisz to swiadomie i z
      premedytacja. ''Wiem ze podobałam...gdy ma juz zone" Własnie ma juz
      zone wiec potrzebuje kochanki a ty nia zostaniesz a potem bedziesz
      sie nad soba uzalac jak to kochasz i czekasz i czekasz a konca nie
      widac i cierpisz z miłosci do niego wtedy podziekuj samej
      sobie. ''Zło wyrzadzone drugiej osobie swiadomie o wraca podwojnie''
    • jesabele6 Re: przeznaczenie? 01.07.08, 21:11
      dziekuje Wam wszystkim za odpowiedz
      nawet nie wyobrazacie sobie jak cenne dla mnie sa Wasze słowa/doswiadzcenia
      dały mi troszke do myslenia
      -własnie chodzi mi o to co juz teraz wiecie,a czego nie wiedziałyscie
      zanim zdecydowałyscie sie na bycie ta druga,
      a najbardziej czy załujecie tego co przezyłyscie
      i czy wolałybyscie zamiast tych przezyc do konca zycia
      załowac ze nie sprobowałyscie,
      i zastanawiac sie co by bylo gdyby...

      wiem,ze łzy i cierpienie i tak sie pojawia
      cokolwiek bym nie zrobiła

      i nie do konca jest tak ,ze to ja wchodze z butami
      po prostu tak wyszło ,ze zaczelismy spedzac ze soba coraz wiecej czasu przy
      wspolnym projekcie artystycznym
      i cos sie narodziło miedzy nami

      gdy tylko poczulam,ze nasz kontakt robi sie zbyt bliski
      i zbyt czesty
      powiedzialam ,zeby go ograniczyl
      nie widywałam sie z nim,nie odbierałam telefonow,
      tylko ze on nadal dzwonił i dzwonił i dzwonił,
      az w koncu odebrałam ,
      jego zona wiedziala o kazdym naszym spotkaniu,telefonie,projekcie itd.
      i nie była temu przeciwna,nawet przychodziła czasem
      wiec nie mogłam sie tłumaczyc,ze nie odbieram bo ona moze miec mi za złe
      zaczeło brakowac mi wymowek,zeby odbierac prznajmniej co drugi telefon
      pozniej polubiłam te nasze rozmowy,spotkania itd...i udawałam,ze
      ,powoli tez za
      • jesabele6 Re: przeznaczenie? 01.07.08, 22:41
        cd...,ze sie nic nie dzieje,
        gdy sytuacja zrobiła sie taka,ze juz nie mozna było dłuzej udawac głupiej i
        ślepej-zaczełam sie bronic przed tym uczuciem i ...poległam

        na szczescie wyjechałam
        i teraz kontaktujemy sie tylko przez telefon,
        zanim doszło do czegos wiecej,

        za to bardzo intensywnie,rozmawiamy godzinami o wszystkim i o niczym
        mowimy sobie dzien dobry i dobranoc,
        pyta sie w co ma sie ubrac na rozmowe kwalifikacyjna,
        bukuje mi bilety na samolot,
        doradza jakie zasłonki mam kupic,
        opowiada jak załatwił sprawe reklamacji telefonu
        pisze do niego nawet gdy spoznie sie na tramwaj
        -słowem jakbysmi byli na codzien ze soba,
        pomijajac oczywiscie temat zony i wszystkiego co z nia zwiazane..tak jakby nie
        istniala

        nie rozmawiamy o przyszłosci,
        nie pytam co z zona,
        zyjemy z dnia na dzien
        ale wiem ze codzien jestesmy blizsi dnia ,w ktorym wszystko trzeba bedzie rozwiazac,
        o tyle łatwiej ze jestesmy daleko i teoretycznie zdrady nie ma...teoretycznie

        ...a myslalam ,ze takie historie zdarzaja sie tylko nastolatkom

        jeszcze mam klikla pytan...jak czujecie sie z tym ,ze jestescie ta druga i
        zawsze bedziecie,
        nawet gdy on odejdzie od niej ,to i tak zawsze bedzie ta swiadomosc,ze jednak to
        z nia stanal z milosci przed ołtarzem
        i jej przysiegał,
        i ze wasze szczescie to czyjes łzy


        a odnosnie tego,ze to co dajesz do Ciebie
        wraca-ja byłam kiedys ta pierwsza-zdradzona i teraz to ja staje w roli tej
        drugiej,choc dobrze wiem jak to jest byc zdradzona
        i gdy nagle okazuje sie ,ze całe WASZE zycie to kłamstwo,
        gdy wszystkie plany na przyszłosc legna w gruzach,a przeszłosc to iluzja,
        w sytuacji ,ze bałam sie ryzykowac i potem załowałam tez byłam...

        ...jakas tragikomedia zrobiła sie z mojego zycia...

        HELP
        • 4-metamorphosis Re: przeznaczenie? 07.07.08, 19:38
          glowa do gory kobieto,a nie mozesz jak facet...po prostu korzystac z
          chwili...i zyc dalej...a pozniej niech on cie lapie i szuka...
          naprawde ci dzisiejsi faceci sa gorsi od dzieci...ehhh..
    • jesabele6 Re: przeznaczenie? 16.07.08, 01:21
      nie potrafie i nie jest mi z tym zle,
      niebyłabym soba gdybym traktowała uczucia jak zabawe,
      moze taki jest wpolczesny swiat,ze patrzy tylko na to co na zewnatrz,
      uciekajac od tego co w srodku i od tego co naprwade wazne,
      nie zaluje ,ze licza sie dla mnie głebsze wartosci,
      nawet jesli jest z tym ciezej zyc-poza tym wiesz-ja nie mam juz nastu lat
      kiedys jako ta zdradzona,nie mialam pretensji do jego kochanki
      uwazalam,ze gdyby on nie chcial ona nic by nie wskurała
      wspolczulam jej nawet,bo byla w nim slepo zakochana
      -zrobilaby dla niego wszystko,choc nie byl tego wart
      nawet kiedy nie byl juz ze mna ,nie poszedl do niej

      teraz jako ta druga ,wiem,ze spora zaluga zdrady jest po stronie kochanki
      to ja, gdybym napradwe nie chciala rozbijac ich malzenstwa,
      nie przyzwolilabym na taka sytuacje
      i mimo ,ze na poczatku sie buntowalam,nie odbieralam tel. itd.
      po jakims czasie to ja ,swiadomie lub nie,
      zaczelam prowokowac sytuacje
      i to ja teraz nie pozwalam mu odejsc
      mialam z tego powodu wyrzuty sumienia,
      bo fakt -to zony maja racje,owszem facet ma swoj rozum i na niego spada
      odpowiedzialnosc,
      ale my kochanki mamy ogromna moc

      ale postanowilam,ze bede walczyla o to uczucie
      o niego
      i nie bede czula sie zle,jesli z nim bede
      zaluguje na to,zeby byc szczesliwa
      nie odpuszcze takiego uczucia tylko dlatego,ze tak nie wypada
      ,ze tak bedzie latwiej i prawidlowo

      jesli nie sprobuje do konca zycia bede zalowala,
      bycie matka milosierdzia nie uczyni mnie szczesliwa,
      robienie czegokolwiek wbrew sobie, najbardziej uniesczesliwi mnie
      owszem jest to egoistyczne,
      ale ja wlasnie zaczelam kochac siebie
      i szanowac swoje uczucia
      nie ponizac sie zawsze dla innych,
      nie rezygnowac ze wszystkiego kosztem siebie

      i bede z nim ,jesli on do konca zadecyduje ,ze nie chce z nia byc]
      a sadzac po tym,ze juz nie mieszkaja razem-to raczej nie chce

      • kachna79 Re: przeznaczenie? 16.07.08, 13:41
        Ile Ty masz lat? Nie pytam złośliwie - po prostu tak naiwnie piszesz
        o miłości, że mam wrażenie, że mam do czynienia z małą dziewczynką.
        Odpowiadając na pytanie o przeznaczenie: nie ma czegoś takiego jak
        przeznaczenie w miłości! Miłość, związek to odpowiedzialność,
        uczciwość, stała troska o to co nas łączy. "Motylki w brzuchu" to
        może być początek miłości (ale wcale nie musi). To jak pierwsze
        miłosne uniesienia się rozwinie zależy już od świadomej pracy dwojga
        ludzi. Dlatego nie tłumacz swojego postępowania miłością czy
        przeznaczeniem. Skoro koniecznie chcesz zniszczyć czyjś związek to
        nie wymyślaj metafizycznych tłumaczeń, tylko nazwij rzeczy po
        imieniu: niszczę czyjeś życie. Gdy to sobie uzmysłowisz i nadal
        będziesz brnąć w ten romans, to przynajmniej będziesz szczera sama
        ze sobą.
        • jesabele6 Re: przeznaczenie? 16.07.08, 21:00
          Bo to jest metafizyka,
          tak jak Ci pisałam na priv.-jesli w cos nie wierzysz nigdy CIe to nie spotka
          sprawdz jesli nie wierzysz mi,ze wiara czyni cuda
          to nie chodzi o motylki w brzuchu i zauroczenie
          to jest takie uczucie,ktore nie tylko motywuje mnie do zycia,
          tworzenia
          to jest takie uczucie,ktore sprawia,ze w kazdej zlej sytuacji wiem,ze bedzie dobrze
          ,ze moge liczyc na jego zrozumienie i wsparcie,ze czuje sie bezpieczna i rozumiana
          i wiem ,ze mam w nim przyjaciela i partnera
          czy to jest przeznaczenie-tego nie wiem,bo nie wiem czy cos takiego istnieje,ze
          jedna osoba jest przypisana komus na cale zycie,
          na teraz napewno on -na jak dlugo nie wiem
          wiem natomiast,ze nigdy nikt nie byl mi bliski tak jak on jest,
          nikt mnie lepiej nie rozumial i nie byl przy mnie w tak ciezkich chwilach
          mimo ,ze to moze brzmiec jak wyidealizowana historia-ja tak czuje i wierze w to
          nie niszcze czyjegos zycia-niszcze czyjs zwiazek,a to roznica
          byc moze on bylby z zona gdybym w jego zyciu nie pojawila sie ja
          jego zona napewno wierzy w przeznaczenie,dlatego mu tak ufa
          i nie czuje/czuła zagrozenia
          ja raczej nie
          z tego co czytam na forum,to zaprzecamy wszelkim historiom tu
          JEGO ZONA,jest o wiele bardziej atrakcyjną kobieta niz ja,(przynajmniej fizycznie)
          rewelacyjna zona-ja mu nigdy nie bede przynosic obiadkow do pracy
          prac,sprzatac i gotowac-ja uwazam podzial obowiazkow
          ogolnie wydaje mi sie lzejsza w zyciu-ja nietolerowalabym chocizaby t
          codzienych telefonow do innej kobiety,
          sama sie dziwie co mu tam nie pasowalo,bo wszyscy dookola uwazaja ich za idealne
          malzenstwo!!!
          a dla wszystkich rozgoryczonych zdradzonych zon,ktore pewnie sobie wyobrazaja ze
          go uwiodlam i dlatego-nie kochałam sie z nim jeszcze!!!!
          chociaz nie ukrywam,ze gdybym miala taka mozliwosc...( w tej chwili jest daleko)
          do tej pory przeszkadzala mi swiadomosc ,ze on po wrocilby do niej
          czulabym sie faktycznie jak sz...
          teraz z nia nie mieszka,
          przyznal sie gdy zapytalam czy to prawda
          podchodze do tego narazie ostroznie,bo jakos tak dziwnie wydaje mi sie nierealne
          ale juz nie mam skrupolow,ze jesttt jej mezem i nie wypada




          • kachna79 Re: przeznaczenie? 17.07.08, 08:04
            Z tym rozgraniczeniem na niszczenie związku, a nie życia to byłabym
            ostrożna, ale w tej kwestii kompetentne są zdradzane żony (ja do
            nich nie należę - na szczęście).
            Natomiast teraz widzę, że zupełnie inaczej rozumiemy słowo miłość.
            Tylko po co stosujesz takie wzniosłe określenia dla chwilowej
            miłostki? Przecież to tylko na razie, zobaczysz co dalej... Mniej
            patosu - więcej prawdy.
            • jesabele6 Re: przeznaczenie? 17.07.08, 21:32
              Wszystko zalezy od podejscia,jesli ktos swoje szczescie
              uzaleznia od zwiazku i jednego mezczyzny
              i przez reszte zycia tkwi w tym jednym martwym punkcie,to juz ja za to
              odpowiedzialnosci brac nie moge,
              (wiem jako ta zdradzona)
              czuje sie podle owszem-probuje sobie tlumaczyc,ze jest mloda jeszcze sobie kogos
              znajdzie,zeby nie czuc sie winna
              z drugiej strony,gdybym nie była egoistka i nie dbala
              o swoje uczucia-zranilabym siebie i czulabym sie jeszcze gorzej
              nie prosiłam sie o to uczucie,
              moglismy zaczac i skonczyc ten projekt-nie moja wina ,
              ze cos zaiskrzło,zapaliło sie wrecz

              wiecej prawdy-moja prawda jest własnie taka
              ja postrzegam swiat sercem i intuicja
              i tak wlasnie czuje ze to jest duuuzo wiecej niz zauroczenie
              choc wiem,bo dla mnie samej brzmi to jak tania harleqinowska historia
              (tylko bez happy endu),ze wydaje sie to tak nierealne
              i patetyczne wlasnie
              ,a czy to bedzie miłostka....byc moze,
              ale oczywiscie cenne sa dla mnie Twoje pragmatyczne uwagi
              sprowadzaja na ziemie-i o to wlasnie mi chodzilo,
              o inny punkt widzenia i doswiadzczenia innych
              gdy zaczynalam pisac na forum
              dzieki Kachna
              i Innym rowniez
      • kachna501gazeta.pl Re: przeznaczenie? 16.07.08, 16:06
        Nie zgadzam się z niektórymi opiniami, ze niszczysz komuś życie. Jeśli on nie
        chce być z żoną, to i tak z nią nie będzie. Bez względu na to czy pojawiłabyś
        się czy nie, on i tak pewnie zrezygnowałaby z małżeństwa. Gdyby naprawdę dobrze
        mu się żyło z żoną, nie zainteresowałby się Tobą. Dobrze, że nie mają dzieci.
        Twój przykład może przełamie w końcu stereotyp, że faceci szukają kochanki dla
        urozmaicenia seksualnego. Oby tylko nie zwlekał z rozwodem i oby naprawdę
        traktował cię poważnie.
        • ona_ona_30 Re: przeznaczenie? 16.07.08, 22:06
          Ja też się wyłamię... Jestem zdradzaną żoną - wiem dobrze, że mąż
          mnie zdradza i uwierzcie, nigdy, ale to nigdy nie winiłam za to
          kochanki/ukochanej czy jak ją nazwać. Winiłam ZAWSZE tylko i
          wyłącznie mojego męża - to on ślubował mi wierność, i to on jest mi
          to winien. Poza tym na tym świecie są miliony kobiet - czy mam go
          śledzić dzień w dzień i sprawdzać, czy aby z którąś nie nawiązał
          zbyt bliskich stosunków i interweniować? Nie. To jest JEGO
          powinność - to on powinien mieć świadomość, co
          przysięgał.Podejrzewam, że zdradzał mnie praktycznie od początku
          naszego małżenstwa, a dopiero teraz "zakochał się" na tyle, że nawet
          się nie kryje i ma nas (to znaczy mnie i dziecko) gdzieś. Teraz role
          się odwróciły - to ja spotkałam kogoś, kto ma żonę i dziecko. I
          pomimo, że doskonale wiem, co to znaczy być zdradzaną żoną i nie
          jestem JESZCZE tego kogoś kochanką i bardzo nie chciałabym nią być,
          mam wrażenie, że spotkałam swoje przeznaczenie... Pomimo, że mam
          zbyt duże hamulce i tzw. "kręgosłup moralny",żeby to ot, tak
          przyjąć, to czuję, jak grunt usuwa mi się pod nogami, jak dzwoni,
          jak wspaniale mi się z nim rozmawia i jak bardzo, ale to bardzo
          jesteśmy do siebie podobni... Nie, nic jeszcze złego nie zrobiłam i
          bronię się przed tym jak cholera, ale rozumiem, naprawdę rozumiem,
          co czuje autorka postu. Życie nie jest czarno-białe. Gdyby tak
          było,wszystkim nam żyło by się lepiej, ale to życie a nie bajka,
          gdzie dobro zawsze zwycięża zło i wszystko się dobrze kończy. Są
          również różne odcienie szarości i taki właśnie odcień szarości
          prezentuje post autorki. Ja Tobie życzę przede wszystkim jednego -
          podjęcia właściwej decyzji dla Ciebie - bo życie ma się jedno, a
          później - POWODZENIA!
    • organika Re: przeznaczenie? 17.07.08, 00:38
      Zdarza się że nieraz czujemy się z kimś innym jak jedność, to prawda.
      Jeśli on nie ma dzieci, to trochę inna sprawa - jakoś inaczej patrzę
      na romanse kiedy w rodzinie są małe dzieci- sama jestem matką i
      mocno uważam że miejsce ojca małych dzieci jest w domu, przy nich.
      Mój już ex-nielegalny też nie mia dzieci.
      Mówisz, że znasz jego żone - i jaka jest? Fajna? Miła?
      A jak długo są po ślubie?
    • zezez Re: przeznaczenie? 17.07.08, 09:29
      tak, to jest przeznaczenie, abyś została qrwą i szmaciła się z
      cudzym męzem.
    • zezez Re: przeznaczenie? 17.07.08, 09:32
      przypomnę tylko, ze qrestwo to charakter, osobowość.
      Jedni tak mają, na szczęście nie wszyscy.
      • jesabele6 Re: przeznaczenie? 17.07.08, 18:45
        czyli mowisz zezez ,zebym zanim z nim pojde do lozka poczekała na papierek
        rozwodowy?
        a separacja nie wystarczy?
    • jesabele6 Re: przeznaczenie? 17.07.08, 20:31
      jego zona-bardzo fajna,bardzo miła,przesympatyczna i baaaaaaaaaardzo atrakcyjna.
      Chociaz ja nie lubie takich osob-za duzo szumu i zbednego hałasu robi wkolo
      siebie.Przez otoczenie bardzo lubiana.
      Jako zona wydaje sie idealna-pierze ,sprzata ,gotuje,dba o dom,o siebie, o
      niego,bardzo odpowiedzialna i wyrozumiała.Kocha go chyba bezgranicznie i slepo.I
      wydaje mi sie ze wierzy,ze on ja tez.Tez tak myslalam.
      Sa po slubie 4 lata i tworza wydawałoby sie idealne małzenstwo.
      Az sie dziwie,co ona we mnie widzi i czego jej brakuje.
      Ja nigdy taka nie bede.

      Nie rozmawiałam z nim nigdy na temat problemow w jego malzenstwie,
      jedynie ostatnio ,gdy zapytałam sie czy to prawda,ze juz z nia nie mieszka
      -powiedzial,ze tak i ze chce byc ze mna.
      Ja wole ,zeby poczekal troche i sam stwierdził co tak naprawde czuje,
      on mowi,ze wyprowadzajac sie juz zadecydował i nie ma watpliwosci.
      Za to ja mam-nie wiem czy on wyprowadzil sie z wlasnej woli,
      czy ona z jakiegos powodu go wyrzucila
      i wogole nic nie wiem,co sie stało
      on nie chce na ten temat mowic.
      I szczerze to zastanawiam sie co on we mnie widzi,skoro ona byla taka idealna i
      wygladało na to,ze swietnie sie ze soba dogaduja.
      Nie zdradziła go napewno.
      Nie daja mi spokoju watpliwosci,ze skoro z nia tak postapil,ze zaczal cos ze mna
      w trakcie ich zwiazku,to czy nie okaze sie ,ze za jakis czas potraktuje mnie jak
      ja.W sumie to sie nawet na to nastawiam,
      ale wiem ,ze i tak bedzie warto dla tych kilku chwil.
      Caly czas mysle o tym jak ona musi sie teraz potwornie czuc,tak jak ja kiedys
      i naprawde bardzo jej wspolczuje tego bolu,rozczarowania i zaskoczenia.
      Nie wiem czy wie o mnie,a jesli wie to ile.Chcialabym,zeby okazalo sie ze z obu
      stron uczucie miedzy nimi poprostu wygasło.Byloby lepiej-latwiej wtedy nam
      wszystkim,albo zeby przynajmniej go zdradzila.
      Podle sie czuje.I jeszcze wiem,ze on musiał przezywac katorgi wewnetrzne,moze
      dlatego czasem sie tak dziwnie zachowywał

      Rozsadniej byloby faktycznie poczekac,ale najchetniej to juz wskoczylabym w
      samolot i pedziła do niego,wtulila sie w ramiona i juz tak została.
      Z drugiej strony,jak pomysle jak ja potraktował,to mi znika sprzed oczu jego
      pozytywny obraz.
      Moze ja na poczatku tez traktował jak mnie teraz.

      No dobrze,a jesli juz bedziemy razem to jak to bedzie,jak mam zyc ze
      swiadomoscia JEJi siebie jako osoby rozbijajacej malzenstwo?i jak to bedzie tak
      razem nacodzien?
      A jesli zniknie cała magia?
      Tysiace pytan,wyrzutow,watpliwosci -czekam na podpowiedzi,
      choc wiem ze sama musze to wszystko ulozyc

      i mimo wszystko nie moge sie doczekac kiedy wreszcie bedziemy razemsmile
      • kachna501gazeta.pl Re: przeznaczenie? 17.07.08, 21:16
        Myślę, że lepiej byłoby poczekać na rozwiązanie syt., wciąż jest żonaty, radzę
        poczekać na rozwód, bo może okazać się, że przechodzi chwilowy kryzys w
        małżeństwie. Powinnaś wiedzieć jak najwięcej, żeby móc racjonalnie ocenić
        sytuację, piszesz, że tak mało wiesz, przecież musicie rozmawiać.. Jeśli chodzi
        o magię, o której pisałaś, cóż, na szczęście dla ciebiesmile kończy się ona przy
        zakochaniu po kilku miesiącach, więc nie przywiązuj się do niej zbyt
        mocnosmile(zazwyczaj podejmowanie decyzji pod wpływem magii źle się kończywink
        Powinnaś w tej sytuacji wykazać się bardziej dojrzałym spojrzeniem na te sprawy.
        Radzę poczekaćsmile

        • jesabele6 Re: przeznaczenie? 17.07.08, 21:56
          na rozwod-wiem ze tak byłoby najlepiej,ale to trwa latami!!!!
          rozmawiamy-o wszystkim tylko nie o jego malzenstwie-
          on stwierdzil,ze nie chce mnie do tego mieszac,
          zebym nie czula sie winna,gorsza i zebym sie nie zadreczala,
          ze to jego problem,bo to on ma zobowiazania i on musi je rozwiazac,a nie ja
          a po przeczytaniu tego forum,zaczynam sie zastanawiac czy nie probuje w ten
          sposob mna manipulowac

          Kasiu,wiesz ile mam lat
          naprawde przezylam juz troszke tych zwiazkow,zazwyczaj mniej niz
          badziej udanych
          zauroczona byłam milion razy
          nie ryzykowałabym rozbicia czyjegos małzenstwa
          i bycia ta druga
          gdybym nie czuła i troche nie sprawdziła tego,ze po tej magii
          i szale zwiaznym z tesknota,przeciwnosciami i cala ta dramaturgia
          nie czekała na nas dojrzała miłosc
          i wspolna przyszłosc
          nie wiem czy dozgonna,
          ale mam nadzieje ze warta tych wszystkich łez

          mam nadzieje,ale i obawy tez
          • kachna79 Re: przeznaczenie? 18.07.08, 08:45
            Może uzyskanie rozwodu trochę potrwa, ale czy ten facet złożył pozew
            o rozwód? Jeśli to zrobił to znaczy, że rzeczywiście niewiele łączy
            go z Żoną. Natomiast jeśli jeszcze tego nie zrobił, to na co on
            czeka?!
          • kachna79 Re: przeznaczenie? 18.07.08, 08:47
            kachna79 i kachna501 t dwie różne osobysmile
    • kachna501gazeta.pl Re: przeznaczenie? 17.07.08, 22:16
      Jakoś nie trafiłam na informację o Twoim wiekusmile ale to nieważne, pewnie tak,
      jak ja jesteś w wieku balzakowskim (troszkę po 30). Jednak nadal będę upierać
      się nad tym, żebyś rozmawiała z nim, chęć wygadania się z jego strony będzie
      oznaczać uczciwość i szczerość.. Z drugiej strony wspomniałaś, że może warto
      czasem pocierpieć dla "tych chwil" może i warto, ja staram się tak doradzać,
      żeby było jak najmniej cierpieniasmile choć przyznam, że w sprawach miłosnych
      ludzie myślą irracjonalniesmile zatem napisałam już, co byłoby rozsądne, jesteś
      dorosła i najlepiej wiesz, co masz robić. Kochać i cierpieć rzecz ludzka-byle z
      rozsądkiemwink Życzę wytrwałości i pogody ducha.
      • jesabele6 Re: przeznaczenie? 19.07.08, 22:55
        bardzo dziekuje
        pomyliły mi sie cyferki przy Waszych nikach,
        jeszcze nie po 30 ale tuz przedsmile
        jakos specjalnie mi nie zalezy na tym rozwodzie
        po pierwsze to wazniejsze jest dla mnie,zeby on potrafił okreslic swoje
        uczucia-rozwod to tylko formalnosc,
        tym bardziej,ze jest dla nich za wczesnie na taka konfrontacje,
        szczegolnie dla niej-za duzo bolu jak na raz,moze niech lepiej
        (o ile cokolwiek w tej sytuacji moze byc dla niej lepiej) ochlonie i pouklada
        sobie to wszystko,
        oboje niech poukladaja,
        dam mu czas na to zeby sobie jeszcze kilkanascie razy wszystko
        przemyslał,nauczył sie byc sam
        i stwierdzil ,czego naprawde chce.
        I chociaz wolalabym byc z nim juz teraz natychmiast,
        to wole poczekac jeszcze moment,bo jakos sama tez nie moge jeszcze przyswoic tego
        ,ze mam zyc z facetem,ktory kocha dwie kobiety.
        On narazie nic nie mowi,ja nie naciskam,bo wiem,ze to dla niego tez nie jest
        latwa sytuacja,
        jak bedzie chcial powiedziec to sam powie,
        jak ma oklamac to i tak oklamie niezaleznie od tego czy teraz czy pozniej,
        poza tym przez telefon to ciezko rozmawiac na takie tematy
        ,za tydzien bedziemy razem przez 2 miesiace ,wiec bedzie sporo czasu na rozmowe
        i wyjasnienia
        chociaz nie wiem,czy do konca chce wiedziec wszystko na ich temat,
        dla mnie liczy sie to co miedzy nami
        moze lepiej niech nie bierze tego rozwodu-zawsze bedzie mial gdzie wrocic jak
        sie przekona,ze nie wszystkie kobiety piora ,sprzataja i gotuja na
        zawołanie,nie oczekujac nic w zamian
        i robia dobra mine do zlej gry,zeby tylko inni nie zauwazyli,ze cos miedzy nimi
        jest nie tak-bo chyba wlasnie na tym polegał obraz ich idealnego
        malzenstwa,ktory widzieli wszyscy dookoła
        (łacznie ze mna)
        dzieci na razie tez nie planuje z nim miec ,wiec jego rozwod nie jest mi do
        szczescia potrzebny

        Dziekuje Wam wszystkim,za rady i wsparcie
        i Wam rowniez zycze zdrowka,pogody ducha
        i swietego spokoju przy boku Ukochanegosmile

        a niektorym na ty forum-wiecej wyrozumiałosci,tolerancji
        szacunku do siebie ,innych i do tej szarosci
        pomiedzy czernia ,a biela

        • cassidy_zoom Re: przeznaczenie? 09.08.08, 10:58
          Nie wiąż się z tym facetem, proszę ...
          Jeśli nie chcesz przeżyć dramatu, nie rób tego.
          Wiem, co mówię, właśnie zostałam sama w ciąży po takim dwuletnim
          metafizycznym przeżyciu. Czułam dokładnie to, o czym piszesz w
          pierwszym poście, czułam, że to moja druga połówka, tylko
          odnaleziona trochę za późno. On podobno też ... Było "nieistniejące"
          małżeństwo, nasza wielka miłość, marzenia, wspólne plany, opiekował
          się mną, spędzał ze ną całe dnie, ona wiedziała ... I czekała ...
          I doczekala się, olał mnie w dniu, kiedy dowiedział się, że jestem w
          ciąży, że bedziemy mieli nasze upragnione dziecko ...
          Nie pchaj się w taki układ, łatwo zmarnować sobie życie ...
    • hesia3 Re: przeznaczenie? 09.08.08, 11:09
      przeczytaj "za karę?"
Inne wątki na temat:
Pełna wersja