kochana123
01.08.08, 10:28
I stało się to, co musiało się stać.
Odeszłam od swojego żonatego. Odeszłam, w sumie nawet nie wiem czy
to dobre określenie....Bo czy ja w ogóle z nim byłam? Z nim była i
jest jego żona.
Tyle razy starałam się to zakończyć. Aż udało się! A popchnęły mnie
do tego jego dzieci, ich zdjęcie. Dwie roześmiane buźki...Cudni.
Zbyt cudni, by ich ojciec miał oszukiwać i kraść czas przeznaczony
dla nich.
Jest mi trochę ciężko. Nie! Nie użalam się nad sobą. Byłam świadoma
tego, że musi się prędzej czy później zakończyć...Byłam świadoma
tego, że to ja jestem tą na dochodne, tą, która miała umilić czas.
Bo za pewno tak było. Tylko po co dałam się tak wmanewrować mojemu
własnemu sercu ?! Chyba jestem zbyt naiwna na tego typu przeżycia...
No nic. Co się stało, to się nie odstanie.
Tylko dlaczego skoro podjęłam decyzję o zakończeniu tego, wciąż
czekam na jego telefon? Cholera...
Chcę znów spojrzeć sobie w twarz i z uśmiecham rozpocząć nowy
dzień...Nowy dzień...Bez niego...