ogolonenogi
19.08.08, 17:46
byłam kochanką. zakochani w sobie na zabój. oboje. po kilku
rozstaniach, on z wyrzutami wobec dzieci, doszliśmy do wniosku, że
nie chcemy żyć osobno, samymi jedynie dobrymi wspomnieniami.
teraz jesteśmy razem, żona jest już byłą żoną. dzieci znoszą
sytuację bardzo dobrze, była żona gorzej, rodzice jeszcze gorzej.
zawsze wspaniale się dogadywaliśmy, gdy jesteśmy razem, jesteśmy
szczęśliwi.
nie ma jednak nic za darmo, tak teraz myślę. wciąż przeżywam drogę,
która doprowadziła nas do bycia razem - rozstania, reakcje żony,
ludzi, ktorzy sie od nas odwrócili, wciąż trudno mi sie pogodzić z
tą przykrą historią naszego związku. najsmutniejsze jednak jest to,
że w całej tej historii poznałam tę część ludzkiej natury (w osobie
wtedy żony i jej krewnych), o której istnieniu nie chciałam nawet
wiedzieć. poznałam sytuacje i uczucia, które dawniej były mi obce -
chęć zemsty, nienawiść, rękoczyny. kiedy byłam po drugiej stronie
barykady jako zdradzana żona obce były mi takie uczucia. pogodziłam
sie z tym, że ktoś mnie nie chce po wielu latach bycia razem, nikogo
nie biłam, nie obrażałam, nie czułam nienawiści, tylko żal i
rozpacz, którą uleczył po prostu czas...a teraz - nie potrafię być
ponad to, co fundują mi ludzie. zaczynam czuć złość, nienawiść, smak
zemsty.
przecież nie po to chcieliśmy być razem, żeby zrobić komuś na złość,
dlaczego więc odczuwam satysfakcję ze swojego (w byłej żony
mniemaniu) "zwycięstwa". chorą satysfakcję. nie szczęście i poczucie
spełnienia.
historia być może lakonicznie opisana i dość zwięźle, ale była
rozciągnięta w czasie. jesteśmy już 'legalnie' razem rok, a rózne
negatywne uczucia wciąż mną targają. czy to są te cholerne wyrzuty
sumienia? czy można mieć wyrzuty sumienia wobec kogoś, kto
obrzydliwie Cię 'pomścił'(wynajmując ludzi od 'brudnej roboty', na
szczescie partaczy...) za krzywdy które mu się wyrządziło?