myszka-blond
22.08.08, 21:48
Powiedzci mi, co byście zrobiły na moim miejscu.Mam taką sytuację.
Na moim osiedlu mieszka małżeństwo. Mają około 40-stki i są
rodzicami pięcioletniego chłopca. Nie znam ich jakoś dobrze. Ale z
tą kobietą czasem rozmawiam. Do rzeczy. Kiedyś ta sąsiadka, tak
całkiem bez powodu zaczęła mi opowiadać, jak wyglada ich małżeństwo.
Mąż, wojskowy całymi dniami jest w pracy, a po pracy nie wraca do
domu, tylko idzie gdzieś. To ,,gdzies'' zabrzmiało dość tajemniczo.
Ona nie ma juz z nim kontaktu, dzieckiem się nie interesuje. Dodam,
że są tu sami, nie mają w tym mieście żadnej rodziny i pomocy do
dziecka. Mówiła, że jest jej bardzo ciężko. Wyczułam, że szuka
kogoś, komu można powiedzieć. Pech chciał, że za miesiąc widziałam,
jak jej mąż idzie z inną kobietą za rękę. Poczułam się fatalnie.
Wczoraj znowu spotkałam sąsiadkę. I znowu mi mówi, ze jest coś nie
tak. Że była sama z dzieckiem na wakacjach, a jej mąż też był na
wakacjach, ale on nie jeździ z nią tylko z ,,kimś''. O Boże, nigdy
bym nie pomyślała, że coś takiego zrobię. Powiedziałam jej, że wiem
o tym, bo go widziałam. Podziękowała mi, ale była w szoku. Ponoć
nikt do tej pory go nie widział z tą kochanką, więc, jak się
wyraziła, teraz ma dowód. Wiecie co- nie spałam całą noc. Nie wiem,
czy jej pomogłam. Nie znam jej dobrze, ale wiedziałam, że ona i tak
wie, zatem jej powiedziałam.Nie umiałam poprostu inaczej, poprostu
postąpiłam zgodnie z kobiecą solidarnością. Jednak zaznaczyłam,że
więcej mnie nie interesuje ta sprawa i nie chce w tym uczestniczyć.
Powiedzcie mi, co byscie zrobiły na moim miejscu? Czy
postapiłybyście tak samo?Ja nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam.