nie ten czas...

12.09.08, 15:16
nie wiem jak zacząć... on poprostu jest moim zyciem, moją miłością ukochaną ..
ale ma żonę i dwójke dzieci. Wszystko co jest na świecie oddałabym by tylko
był przy mnie zawsze , lecz myśl o tym,że przeze mnie dzieci mogły by stracić
ojca rozrywa mi serce. On myślał o tym już, ale nie potrafiłabym z tym żyć on
pewnie też nie . I co z tym zrobić? Czy istnieje rozwiązanie ? Postanowiliśmy
przerwać wszystko,choć oboje w to wątpimy . Wiem jedno napewno, jest cudownym
człowiekiem,który mnie wiele nauczył dał tyle miłości,ciepła i zawsze będzie w
całej mnie...
    • marzeka1 Re: nie ten czas... 12.09.08, 17:29
      Skoro myśl o dzieciach "rozrywa ci serce", że pozostanę przy twojej stylistyce, to może po prostu nie bzykaj się z ich ojcem?
      • z08032008 Re: nie ten czas... 26.09.08, 13:36
        marzeka1 napisała:

        > Skoro myśl o dzieciach "rozrywa ci serce", że pozostanę przy twojej stylistyce,
        > to może po prostu nie bzykaj się z ich ojcem?
        Nie do konca tak to jest moja droga. Mielismy swoje 5 minut, a teraz gdy
        widujemy sie prawie co dzien jest tylko(pewnie ciezko wam w to uwierzyc)
        przytulanie,pocałunki,rozmawy i to wlasnie jest takie piękne... poprostu sex
        idzie na bok
        • magiczna_marta Re: nie ten czas... 26.09.08, 17:21
          @ z08032008- a może do bzykania znalazł już sobie następną...tralala
          • z08032008 Re: nie ten czas... 26.09.08, 17:37
            magiczna_marta napisała:

            > @ z08032008- a może do bzykania znalazł już sobie następną...tralala

            jesli nie ma Ciebie w poblizu to pewnie niesmile
            • magiczna_marta Re: nie ten czas... 26.09.08, 20:20
              > jesli nie ma Ciebie w poblizu to pewnie niesmile

              hehe, boisz się że Cię Misio kantem puszcza, ta Twoja zaraz, zaraz,
              jak to było "miłość jedyna ukochana" buhahahahaha

              racja, nowe łachy i wystawiaj się, może jakiś inny się trafi
              • procenty Re: nie ten czas... 26.09.08, 21:36
                magiczna_marta napisała:

                > > jesli nie ma Ciebie w poblizu to pewnie niesmile
                >
                > hehe, boisz się że Cię Misio kantem puszcza, ta Twoja zaraz, zaraz,
                > jak to było "miłość jedyna ukochana" buhahahahaha
                >
                > racja, nowe łachy i wystawiaj się, może jakiś inny się trafi
                >

                Hallo, chocbys nie wiem co wstawiala w tresc sygnaturek, to daje slowo, mowa o damach to daaaaaaaaalekieeeeeeeeee naduzycie.
                ups.
      • viola_2 Re: nie ten czas... 26.09.08, 19:39
        Biedactwo co ty teraz masz zrobić.

        Zal mnie naprawde ściska.

        Żałosna jesteś, puść sie z z innym to nie bedziesz miała problemu.

        Albo kup sobie cos nowego i na podryw, a może stworzysz nową lepsza
        rodzine jemu i jego dziciom.

        Stara a głupia wymiekam.

        Prośze nie piszcie ,ze jestem wulgara,ale na głupote ludzka czasem
        nie ma innej reakcji


        • z08032008 Re: nie ten czas... 26.09.08, 21:54
          viola_2 napisała:

          > Biedactwo co ty teraz masz zrobić.
          >
          > Zal mnie naprawde ściska.
          >
          > Żałosna jesteś, puść sie z z innym to nie bedziesz miała problemu.
          >
          > Albo kup sobie cos nowego i na podryw, a może stworzysz nową lepsza
          > rodzine jemu i jego dziciom.
          >
          > Stara a głupia wymiekam.
          >
          > Prośze nie piszcie ,ze jestem wulgara,ale na głupote ludzka czasem
          > nie ma innej reakcji
          >
          >
          piszesz o rzeczach o ,ktorych nie masz zielonego pojęcia. ,,stara a glupia"
          mozna wiedziec skad ci sie to wzieło? Ani Ty,ani matrta nie macie prawa tak
          pisac... wielkie damy od siedmiu bolesci....
          • magiczna_marta Re: nie ten czas... 26.09.08, 23:05
            nikt nie ma prawa pisać nic na biedne kochanice....och, prawie mi
            Cię szkoda
          • viola_2 Re: nie ten czas... 27.09.08, 16:35
            Masz racje o dawaniu dupy żonatym i o rozbijaniu rodziny nie mam
            pojęcia.

            Co do moich praw, to mam prawo wypowiedzi, sorki ,ale nie bede
            posieszac tu żadnej nałoznicy.

            Nie mieści mi sie w głowie jak mozna , a potem kochanki pisze ,że są
            nieszczęśliwe, co zrobić, jest dla mnie wszytskim.

            Prawda jest taka jak by to kochanka była dla niego wszystkim to
            wiedziałby co zrobic, dziwczyny jemu chodzi tylko o sex.

            Dodam jeszcze jak misio zaczyna sie bawic w dom z kochanka to i tak
            predzej czy później historua sie powtórzy. Prawdziwe życie to nie
            sielanka.
    • n.i.p.69 Re: nie ten czas... 12.09.08, 17:50
      "...Wiem jedno napewno, jest cudownym człowiekiem,który mnie wiele nauczył dał
      tyle miłości,ciepła.."
      ... wiem jedno na pewno, cudowny czlowiek, daje milość i cieplo swojej rodzinie
      i dzieciom a nie wdaje sie w jakieś blizej nie okreslone relacje oparte na
      prymitywnych zwierzęcych instynktach ( dobry czlowiek to nie tylko dobry
      kochanek ale także, a właściwie przede wszystkim!!!! dobry mąż i ojciec ...)
    • argo40 Re: nie ten czas... 12.09.08, 18:09
      Dziewczyno nie pomyślałas wczesniej, ze krzywdzisz jego żone i dzieci, czy na swiecie nie ma dla ciebie drugiej połówki - wolnej.???
    • ta Re: nie ten czas... 12.09.08, 22:11
      Wiem na pewno, że człowiek, który kłamie, nie jest "cudownym człowiekiem".
      Jesteś egzaltowaną, oszukiwaną kobietą. Trzeba czasu, byś to zrozumiała,
      niestety czasem zbyt dużo, na tyle dużo, że uda się wam rozwalić rodzinę...
      Ta_
    • prawidlowe-podejscie Re: nie ten czas... 12.09.08, 23:23

      z08032008 napisała:

      > nie wiem jak zacząć... on poprostu jest moim zyciem, moją miłością
      ukochaną ..
      > ale ma żonę i dwójke dzieci. Wszystko co jest na świecie oddałabym
      by tylko
      > był przy mnie zawsze , lecz myśl o tym,że przeze mnie dzieci mogły
      by stracić
      > ojca rozrywa mi serce. On myślał o tym już, ale nie potrafiłabym z
      tym żyć on
      > pewnie też nie . I co z tym zrobić? Czy istnieje rozwiązanie ?
      Postanowiliśmy
      > przerwać wszystko,choć oboje w to wątpimy . Wiem jedno napewno,
      jest cudownym
      > człowiekiem,który mnie wiele nauczył dał tyle miłości,ciepła i
      zawsze będzie w
      > całej mnie...

      hmmm jakby ci to powiedziec, zaraz obskocza cie stare dewoty
      tlumaczac tobie ze zle robisz, nie przejmuj sie tym, ot baw sie
      dobrze i uwazaj by nie wpasc glupio, bo stare dewoty wezma cie na
      jezyki

      powodzenia
    • koenigin Re: nie ten czas... 13.09.08, 09:59
      ty też możesz zostać jego żoną i miec z nim "waszą" dwójkę dzieci

      powodzenia
      • piatek_13-go Re: nie ten czas... 13.09.08, 11:01
        koenigin napisała:

        > ty też możesz zostać jego żoną i miec z nim "waszą" dwójkę dzieci
        >
        > powodzenia

        Coz za optymizm!
        Ciekjawe jak sie bedzie czula Pani po zdradzie przez tego cudownego czlowieka,
        gdy jez bedzie jego zona z "ich wspolna" dwojka dzieci smile
        • adela38 Re: nie ten czas... 13.09.08, 18:21
          Rozwodzac sie z zona nie musi porzucac dzieci...Niech policzy z olowkiem w reku
          ile czasu teraz z nimi spedza...Nie sadze by nie mogl podobnego czasu poswiecic
          im pozniej...alimenty tez moze placic...jak bys zechciala dzieci moglyby
          odwiedzac tez wasz dom...Poza tym policz ile czasu zajmie, gdy te dzieci zaczna
          doroslec...I co potem? Dzieci odejda, a on zostanie sam na sam z NIA...Wy
          mozecie miec tez WASZE dzieci...
          • z08032008 Re: nie ten czas... 13.09.08, 20:19
            masz racje z jednej strony, ale to juz nie bedzie rodzina i gdyby odszedl od
            nich pewnie było by mu tez cięzko a mimo chęci nie wiem czy dałabym rade go
            wesprzec choć próbowałabym z całych sił, lecz czy to wystarczy ? Nie wiem
            poprostu jak by to wygłądalo i to chyba mnie tak przeraza...
            • adela38 Re: nie ten czas... 13.09.08, 21:02
              Wiesz...zamiast myslec o nich mysl o sobie i waszym szczesciu...to jest dla was
              najwazniejsze...Dzieci ida zawsze w swiat, a my mamy tylko to jedno
              zycie...Troche zdrowego egoizmu nigdy nie zaszkodzi...Chyba, ze nie jestes pewna
              ze on to ta twoja polowka... Jesli jednak to on to walcz o swoje
              szczescie...wasze szczescie zarazem...I nie zapominaj, ze te dzieci maja swoja
              matke...Ty powinnas myslec przede wszystkim o wlasnych dzieciach...
              • magiczna_marta Re: nie ten czas... 13.09.08, 22:22
                @adela38- że przepraszam bardzo, co Ty nazywasz "zdrowym egoizmem"?
                zabieranie dzieciom ojca, robijanie ich rodziny...to dla Ciebie
                zdrowy egoizm? dla Ciebie argumentem jest to że mamy jedno życie,
                tak, mamy jedno, i dzieci też mają jedno! a nie 25!!!tak, dzieci
                mają matkę i mają OJCA!i ona nie ma prawa tego ojca im odbierać
                • anais_6 Re: nie ten czas... 13.09.08, 22:58
                  Zajmij się kobieto w końcu swoją rodziną! Mężem (może nie będzie
                  zdradzał) i dzieciakiem (chyba brakuje mu mamy, bo wciąż siedzi na
                  forum). Świata nie uzdrowisz!
                  • ijak2 Re: nie ten czas... 13.09.08, 23:17
                    a ja tu z czystym sumieniem przyznaje rację Marcie!
                    • organika Re: nie ten czas... 14.09.08, 01:50
                      ijak2 napisała:
                      > a ja tu z czystym sumieniem przyznaje rację Marcie!

                      Przyznajesz rację kobietce, która sama kiedyś postawiła ultimatum
                      żonatemu facetowi, ojcu małego synka? Gdyby wtedy wybrał ją a nie
                      rodzinę (a chyba tego oczekiwała, skoro kazała mu wybierać) to
                      zrobiłaby to co dzisiaj ją taaaak obrzydza - odebrałaby ojca małemu
                      chłopcu. I niech mi ktoś powie, że punkt widzenia nie zależy od
                      punktu siedzenia - jako kochanka sama ostrzyła sobie ząbki na
                      żonatego i dzieciatego, a teraz jak jej własny mąż jej doprawił
                      poroże - proszę jaka święta i pełna wzniosłych ideałów z niej osoba:-
                      D
                      Nienawidzę takiej obłudy.
                      • magiczna_marta Re: nie ten czas... 14.09.08, 08:16
                        @organika- proszę bardzo, masz jeden argument, z resztą podważyć go
                        można w 10 słowach, to jest wg Ciebie dyskusja? z resztą nie
                        rozmawiamy tutaj o mnie tylko o sytuacji jak to pięknie zostało
                        nazwane "zdrowego" (uśmiać się można) egoizmu...
                      • ijak2 Re: nie ten czas... 14.09.08, 09:40
                        przyznałam Marcie racje w tej konkretnej wypowiedzi.
                        jej biografia nie ma tu nic do rzeczy
                    • anais_6 Re: nie ten czas... 14.09.08, 18:45
                      ijak2 napisała:

                      > a ja tu z czystym sumieniem przyznaje rację Marcie!

                      Czy mamy prawo oceniać? Żadna z nas nie wie, w jakiej się znajdzie
                      sytuacji? I te slogany o zabieraniu ojca dzieciom... Lepiej być
                      kochającym i szczęśliwym ojcem "dochodzącym", czy żyć w pełnej
                      rodzinie, gdzie o miłości dawno nikt nie słyszał?
                  • z08032008 Re: nie ten czas... 14.09.08, 11:36
                    anais_6 napisała:

                    > Zajmij się kobieto w końcu swoją rodziną! Mężem (może nie będzie
                    > zdradzał) i dzieciakiem (chyba brakuje mu mamy, bo wciąż siedzi na
                    > forum). Świata nie uzdrowisz!
                    yyy ... nie mam własnej rodziny. A co siedzenia na forum,nie powinno Ci to
                    przeszkadzac
                    • anais_6 Re: nie ten czas... 14.09.08, 18:46
                      z08032008 napisała:

                      > yyy ... nie mam własnej rodziny. A co siedzenia na forum,nie
                      powinno Ci to przeszkadzac

                      Nie pisałam przecież do Ciebie.
                      • magiczna_marta Re: nie ten czas... 15.09.08, 06:57
                        rozwód w sytuacji kiedy 2 ludzi się nie dogaduje i się rozchodzi to
                        coś zupełnie innego niż rozwód kiedy 3 osoba "pomaga" jednemu z
                        małżonków w decyzji. Gdyby facetowi było naprawdę źle w domu to
                        spakowałby swoje bambetle i poszedł szukać swojego szczęścia, a w
                        sytuacji jaką przedstawia autorka tematu facet chyba nadal mieszka z
                        tą "pakudną" żoną która go nie rozumie, gryzie poduszkę i tęskni do
                        kochaneczki, a przynajmniej tak jej mówi żeby się przy nim kręciła i
                        dalej nęciła? Bo jakoś chyba mi umknął fragment o tym że się facet z
                        domu wyprowadził żeby być fair w stosunku do "swojej" pani...
                • malgoszac Re: nie ten czas... 14.09.08, 15:08
                  > mają matkę i mają OJCA!i ona nie ma prawa tego ojca im odbierać

                  uwielbiam takie stwierdzenia
                  taaaaak zaknebluje go, wsadzi do worka i wyniesie im z domu!!!
                  ojciec zawsze bedzie ojcem dla dzieci, ale niekoniecznie jest
                  uwiazany jak pies do ich matki
                  jesli chce zyc z inna kobieta - to jego decyzja - i jest to znacznie
                  uczciwsze, niz posiadanie na raz i zony i kochanki i skladanie im
                  sprzecznych obietnic.
                • adela38 Re: nie ten czas... 14.09.08, 17:48
                  magiczna_marta napisała:

                  > @adela38- że przepraszam bardzo, co Ty nazywasz "zdrowym egoizmem"?
                  > zabieranie dzieciom ojca, robijanie ich rodziny...to dla Ciebie
                  > zdrowy egoizm? dla Ciebie argumentem jest to że mamy jedno życie,
                  > tak, mamy jedno, i dzieci też mają jedno! a nie 25!!!tak, dzieci
                  > mają matkę i mają OJCA!i ona nie ma prawa tego ojca im odbierać

                  A kto im ojca odbiera? Chyba jesli to matka jesli nastawia dzieci przeciwko
                  ojcu.Ojciec sam z wlasnej woli kocha inna kobiete i nie jest rzecza, ktora ktos
                  komus zabiera...Moze byc ojcem mieszkajacym oddzielnie...Pytanie tylko czy on ja
                  naprawde kocha, czy moze tylko sie zabawia...Bo bardzo mozliwe, ze tylko sobie
                  gebe wyciera troska o dzieci, a chodzi mu o nie branie konsekwencji za kobiete,
                  ktora ewentualnie zbalamucil...I w sytuacji niewiadomej najlepsze jest
                  odkrycie/sprawdzenie kart- spytanie zony jak sprawa wyglada...Bo ewentualnie
                  zona tez ma prawo i obowiazek wiedziec co jest grane... czy to im wygodnie czy
                  tez nie...
    • koenigin Re: nie ten czas... 14.09.08, 11:16
      a czy moglabyś zdradzic w jakim wieku sa te dzieci ?

      bo wiesz ojcem sie jest zawsze, nawet po rozwodzie, musi wspomagac
      je finansowo do czasu gdy sie uczą, ma prawo do odwiedzin itp. takie
      jest prawo RP, którego nikt jemu nie zabierze!

      nie jestem ani żoną (jeszcze) ani kochanką (na szczęście), ale wiesz
      za dużo sie napatrzyłam na związki które istnieją "dla dobra dzieci"

      ps. nie bierz pod uwage zdania magicznej_marty, wiekszość
      forumowicow nie traktuje jej powaznie smile jak poczytasz forum
      dowiesz sie dlaczego smile
      • z08032008 Re: nie ten czas... 14.09.08, 11:41
        koenigin napisała:

        > a czy moglabyś zdradzic w jakim wieku sa te dzieci ?
        >
        > bo wiesz ojcem sie jest zawsze, nawet po rozwodzie, musi wspomagac
        > je finansowo do czasu gdy sie uczą, ma prawo do odwiedzin itp. takie
        > jest prawo RP, którego nikt jemu nie zabierze!
        >
        > nie jestem ani żoną (jeszcze) ani kochanką (na szczęście), ale wiesz
        > za dużo sie napatrzyłam na związki które istnieją "dla dobra dzieci"
        >
        > ps. nie bierz pod uwage zdania magicznej_marty, wiekszość
        > forumowicow nie traktuje jej powaznie smile jak poczytasz forum
        > dowiesz sie dlaczego smile

        Są malutkie a co do ma do rzeczy? Masz racje,ale jak dzieciaki to zniosą ,ze
        tato sie wyprowadza ,nie widze tego... co do magicznej marty dziewczyna chyba
        chce sie dowartosciowac sądząc po jej wypowiedzachwink
        • koenigin Re: nie ten czas... 14.09.08, 12:03
          Jesli dzieci sa malutkie to mysle,ze gorzej to zniosą niz np.
          nastolatek, który i tak za pare lat "wyfrunie z domu".

          Tylko wiesz, to ze facet kocha inna kobiete nie oznacza ze przestaje
          kochac swoje dzieci. Poprostu twoj facet bedzie musial im
          wytlumaczyc, ze zawsze bedzie ich tatą, bedzie pomagać, ze zawsze na
          niego mogą liczyc itp. No i mysle ze z jego pomoca Ciebie także
          mogłyby polubić.

          Ale tak jak mowilam, ojcem bedzie zawsze, to zawsze bedą jego dzieci
          i nikt mu tego nie odbierze, stoi za tym prawo . Jeśli matka dzieci
          bedzie uniemożliwiać mu wizyty łamie to prawo.
          • malgoszac Re: nie ten czas... 14.09.08, 14:52
            Dzieci teraz do wszystkiego sie przystosuja.
            Lepszy szczesliwy ojciec co drugi dzien niz nerwowa atmosfera i brak
            milosci miedzy rodzicami kazdego dnia.
            • a_p4 Re: nie ten czas... 14.09.08, 16:01
              brak miłości między rodzicami to za mało powiedziane. kłótnie kilka razy na dzień, najpierw o pierdy, a potem jak się sprawa zaostrza dochodzi do rywalizacji o uznanie dziecka, wykorzystywanie jego uczuć do poparcia strony, której akurat na tym zależy.
              śmiać mi się chce, że rodzice mówią: ono tego na szczęście nie widzi, bo kłócimy się jak śpi albo jest w drugim pokoju.
              efekt jest taki, że dziecko spędza czas z jednym albo z drugim rodzicem. od wielkiego dzwona z obojgiem, bo czasem trzeba zachować pozory, ale wspólnie wyjścia w 90% kończą sie kłótnią. ale pewnie, dziecko tego nie widzi.
              nie ma co zwalać na ojca czy matke. oboje są tchórzami, oboje próbują ukryć przed sobą, że i tak żyją jak w separacji.
              oboje popełniają wielki błąd spędzając w ten sposób każdy kolejny dzień.
              nie ma czegoś takiego jak utrzymanie małżeństwa dla dobra dziecka. małżeństwo to nie jest relacja rodzic-dziecko, czyli miłość bezwarunkowa. tam miłość ma prawo wygasnąć, i jeśli tak się stało to znaczy że koniec. dawna miłość przeradza sie w nienawisć, bo nagle każde z nich musi przebywać w tym samym pomieszczeniu z osobą której nie trawią. tak jest w każdym związku, który podzieliły problemy których nie dało się rozwiązać lub miłość wygasła i pozostał niesmak.
              niech mi ktoś pokaże dziecko, które jest szczęśliwe w takim domu, nie ch mi ktoś pokaże dziecko, które nie jest "inne" bo wychowuje się w wśród dorosłych ktorzy całą energię poświęcają na przepychanki.

              pojawia się egoizm, który objawia się tym, że żadne z nich nie potrafi usiąść i przemyśleć w jaki sposób stworzyć dwa osobne, ale szczęśliwe domy dla tego dziecka, ponieważ każde z nich skupia się na krzywdzie, którą wyrządza mu/jej druga strona.
              brak w tym wszystkim dojrzałości i wyniesienia się ponad to wszystko po to, żeby dotrzeć do takiego rozwiązania, które faktycznie zapewni dziecku lepsze dzieciństwo.
              • a_p4 Re: nie ten czas... 14.09.08, 16:08
                i jeszcze jedno.
                niech rodzice odpowiedzą sobie na pytanie:
                w jakim stopniu względy o których piszę poniżej wpływają na decyzję o nie podjęciu decyzji o rozwodzie:
                1. bo co powie rodzina
                2. bo jak ja sobie poradzę z pieniędzmi jak on/ona odejdzie. Mimo, że dalszy ciąg składa się z nadal takiej samej sumy pieniędzy, bo ten kto odchodzi otrzymuje zasądzone alimenty.
                3. bo będę się nazywać "rozwodnik" lub "rozwódka"
                4. bo będę miał/a mniej czasu dla siebie wychowując samotnie dziecko
                5. bo kto mnie zechce po 30-stce po rozwodzie.

                To nie jest wyssane z palca.
                Czy w chociaż jednym z tych punktów pojawia się pytanie o dobro dziecka ? Czy może o własne.
                • gosia.goya Re: nie ten czas... 14.09.08, 16:36
                  a-p4 piekne ,madre i bardzo dojrzałe posty.ot cała prawda. ja mam 40
                  lat i jestem kilka miesięcy po rozwodzie. nie bałam się tego ,ze
                  nikt mnie już nie zechce,nie bałam się ,że nie poradzę sobie
                  finansowo bo złapałam nastepny etat i jest ok,nie bałam się co powie
                  rodzina i ludzie ,a mieszkam wśród bardzo małej społecznosci,mam
                  gdzies ststus rozwódki..nawet mi się podoba,mam dziecko i
                  najważniejszy był dla mnie jego spokój,normalny zdrowy rozwój,co
                  było niemozliwe w atmosferze nienawisci,chorej zazdrości ,wiecznych
                  kłótni,dla mnie to jest chory układ.
                  • a_p4 Re: nie ten czas... 14.09.08, 16:53
                    nie bałam się ,że nie poradzę sobie
                    > finansowo bo złapałam nastepny etat i jest ok

                    właśnie o to chodzi. analogiczna sytuacja - czy pozwolić dojrzewającemu (18-20lat) dziecku usamodzielnic się, wyprowadzić, wynająć mieszkanie, nawet jeśli to będzie 20m2, nawet jeśli przez rok będzie wcinać pasztet.
                    czy prowadzic za ręke, prać jego rzeczy, podawać cukier do herbaty.

                    dojrzali ludzie podejmują dojrzałe decyzje, bo potrafią ustanowić hierarchię, bo potrafią myśleć perspektywicznie a nie tylko przez własny punkt widzenia i biorąc pod uwagę dzień dzisiejszy.

                    ale gdy ktoś zdecyduje się na ten krok - by zakończyć nieudane małżeństwo, czy pozwolic się dziecku usamodzielnić, po roku, dwóch myśli sobie - trzeba było tak od razu, to miało sens. Ludzie w sytuacjach kryzysowych sobie radzą, każdy ma instynkt samozachowawczy, wystarczy tylko podjąć dobrą decyzję i wyważyć - czy lepszy obecny marazm czy lepszy krok w nieznane ale przynajmniej z szansą na inne, lepsze możliwości.

                    może trochę zboczyłam z tematu, ale krew mnie zalewa na najazd na "kochanki", krew mnie zalewa na żony cierpiące zwalające winę na kochanki i serce sie ściska z żalu, bo znam kilkoro małych dzieci które są zbyt dorosłe jak na swój wiek, bo wokół mają problemy rodziców, i zbyt wcześnie doświadczają dorosłego życia.
                    a rodzice nadal swoje.. robimy to dla dobra dziecka.
    • kachna79 Re: nie ten czas... 15.09.08, 08:32
      W zasadzie sama widzisz, że cała to sytuacja jest nienormalna.
      Czy przez Ciebie dzieci tracą ojca? Nie, stracą poczucie
      bezpieczeństwa, pewność, że na ojca mogą liczyć (nie oszukujmy się,
      nie zawsze bedzie przy nich, gdy będą go potrzebować) i chyba
      najważniejsze: z czasem zrozumieją, że ich ojciec jest oszustem
      (oszukiwał matkę), który nie dotrzymuje słowa, a konkretnie
      przysięgi.
      Natomiast co do jakości małżeństwa Twojego kochanka: po pierwsze
      wiesz tyle ile on chce Ci powiedzieć. Poza tym może nie będziesz
      główną przyczyną rozwodu, ale to przez Ciebie facet nie będzie się
      starał naprawić relacji z żoną.
      Tak naprawdę jesteś ofiarą oszusta tak jak jego rodzina. Ty jeszcze
      możesz się z tego wyplątać bez szwanku - Jego żona i dzieci już nie.
      • last.wings Re: nie ten czas... 07.10.08, 13:58
        drogie kochanki. pomijacie w swoich dywagacjach jeden istotny fakt.
        rozwod rodzicow jest ZAWSZE dla dziecka traumatycznym przezyciem. wiec blagam, zastanowcie sie zanim napiszecie o "zdrowym egoizmie"...
        • adela38 Re: nie ten czas... 07.10.08, 20:49
          Czasem rozwod rodzicow jest dla dziecka ULGA...gdy poprzedzaja go klotnie,
          awantury czy zimna obojetnosc lub wrecz wrogosc rodzicow wobec siebie...
          • kachna79 Re: nie ten czas... 08.10.08, 07:15
            > Czasem

            czasem to zbyt żadko żeby potraktować to jako wytłumaczenie.
        • freevolna Re: nie ten czas... 08.10.08, 10:11
          last.wings napisała:

          > drogie kochanki. pomijacie w swoich dywagacjach jeden istotny
          fakt.
          > rozwod rodzicow jest ZAWSZE dla dziecka traumatycznym przezyciem.
          wiec blagam,
          > zastanowcie sie zanim napiszecie o "zdrowym egoizmie"...

          hmmm... traumatycznym przezyciem dla dziecka moze (powtarzam moze)
          byc rowniez fakt, ze ojciec zdradzal matke, ze ojciec i matka sie
          nie kochali tylko byli razem "dla dobra dziecka" ... nie wiem czy
          tego nie powinny napadajace na kochanki zony brac pod uwage.
          Nie zdajemy sobie sprawy jak dzieci chlona najmniejesze
          nieporozumienia pomiedzy rodzicami. Wydaje mi sie, ze trwanie
          w "chorym malzenstwie" jest bardziej egoistyczne.

          ps. zazdroszcze Ci tej pewnosci co do slowa ZAWSZE - prowadzilas
          jakies badania w tej kwestii?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja