Dodaj do ulubionych

rozbijanie małżeństw nie istnieje

26.09.08, 08:21
Czytam to forum od pewnego czasu i wciąż te same pyskówki....
Kobiety obrzucają błotem inne kobiety, obwiniając je o rozkład swojego
małżeństwa...
Jestem w średnim wieku, sama sporo przeżyłam, byłam zdradzana i od pewnego
czasu sama zdradzam.
Jestem więc i żoną i kochanką....

Kiedy byłam młoda i dowiedziałam się o zdradzie męża jakoś nie przyszło mi
głowy obwiniać drugą stronę o to co się stało.
I wciąż jednakowo śmieszy mnie ta wiara zdradzonych żon, że gdyby nie "ta
kobieta" to ich mężuś byłby wierny i nadal kochał swoją żonę.
Tymczasem zdrada tak naprawdę nie zdarza się w dobrych związkach, ale w takich
które się rozsypały tylko tego pozornie nie widać.
Z samego faktu, że małżeństwo trwa, nie wynika że jest to dobre małżeństwo.
Po prostu panowie tak mają, że odchodzą dopiero wtedy, kiedy czeka na nich
inne przytulne gniazdko. Zaden facet nie odejdzie w próżnie, choćby mu było
nie wiadomo jak źle - są na to zbyt wygodni.
Jeśli inna kobieta "ukradła" wam męża, to znaczy że on od dawna był na gotowy,
ale nie chciało mu się wyprowadzać i samemu sobie gotować, sprzątać itp.
Zadna laska nie jest w stanie "rozbić" kochającego sie małżeństwa.
A jeżeli małżeństwo istnieje tylko na papierze,a ludzie są ze sobą z obowiązku
to zawsze jest niebezpieczeństwo że ktoś zechce zaspokoić deficyt uczuć albo
seksu poza domem.
W większości przypadków mężowie jednak nie odchodzą ale zdradzają na boku i
liczą na to się uda.
A ich żony są przekonane, że facet został perfidnie uwiedziony i samemu by mu
to do głowy nie przyszło...
Pytanie do żon:
Czy takie myślenie oznacza, że zdradziłybyście z pierwszy lepszym facetem,
który by się koło was zakręcił?
Czy wy same jesteście wierne tylko dlatego, że nikt was nie chce?

I dlatego właśnie uważacie, że jedynym powodem wierności jest (lub powinien
być) brak okazji?



Obserwuj wątek
    • n.i.p.69 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 26.09.08, 11:23
      A co ze zwiazkami w kryzysie?
      Chyba każdy przez to przechodził....nie raz!!! i każdemu wydawało sie, że to juz
      koniec i w ogóle .....i czy ktoś "trzeci" pakując się z butami nie rozpieprza
      takiego zwiazku??? moim zdanie tak! i to z premedytacją, małżeństwo jest
      nietykalne dopóki samo, bez "pomocy" nie zdecyduje sie na koniec!!! bo nikt nie
      ma prawa ich osadzać lub za nich decydować czy chociazby pomagać w decyzji a
      jesli tak to bierze również na siebie odpowiedzialnośc za jego rozpad.
      • nawrocona5 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 26.09.08, 11:49
        A kto to jest "małżeństwo"?
        Bo ja myślałam że składa się z dwojga ludzi...
        I najczęściej jedno z nich decyduje o tym, że to koniec. Takie decyzje rzadko
        podejmuje kolektyw...
        Jeżeli związek jest w kryzysie, to nawet jeśli dojdzie do zdrady zdarza się że
        związek trwa dalej. A dzieje się tak wtedy, kiedy osoba zdradzająca uświadamia
        sobie, że nie chce stracić tego co ma.
        I żadna kochanka nie namówi wtedy do odejścia choćby wyszła z siebie.
        I co ma oznaczać to bezsensowne określenie "pakuje się z butami"?
        Wraca stara śpiewka, że ta trzecia uwiodła, zgwałciła, wykorzystała chwile słabości?
        Oj kobiety, kobiety. Mężczyźni mają jednak w zyciu dobrze. Cały ocean babskiej
        naiwności przed nimi, jak tu się w nim rozkosznie nie taplać?


        • magiczna_marta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 26.09.08, 13:47
          taki malutki szczegół, n.i.p. to facet...

          > Bo ja myślałam że składa się z dwojga ludzi...
          widzisz, i tu jest sedno sprawy, nie ma tam miejsca dla
          kochanki...dwie osoby, trzy to już tłok

          >I co ma oznaczać to bezsensowne określenie "pakuje się z butami"?

          No właśnie to że małżeństwo to dwie osoby, i jak dopóki to
          małżeństwo się samo nie rozpadnie nikt nie ma prawa wchodzić w
          relacje między małżonkami

          > Wraca stara śpiewka, że ta trzecia uwiodła, zgwałciła,
          wykorzystała chwile słab
          > ości?
          Nie, do tanga trzeba dwojga, a gdyby kochanki nie było, to i nie
          byłoby zdrady, gdyby nie brakowało chętnych pań/panów to osoby
          żyjące w małżeństwie najpierw by je zakończyły zanim zaczęłyby coś
          nowego.

          >Cały ocean babskiej
          > naiwności przed nimi, jak tu się w nim rozkosznie nie taplać?

          To zdanie powinno być skoerowane zdecydowanie do kochanek, bo żona
          zła, niedobra a ona jedyna, wspaniała, bez wad, czyż nie? Nie mówię
          że żony są kryształowo czyste ale pojęcie oceanu naiwności
          zdecydowanie bardziej pasuje do osoby kochanki. Tak, tak, zaraz
          padną słowa, że kochanka spotyka się dla sexu, ale kobieta zazwyczaj
          żeby pójść z facetem do łóżka musi żywić do niego uczucia, facet
          zazwyczaj potrzebuje jedynie kawałka dziury żeby zaspokoić popęd,
          przykre, wulgarne? Może, niestety, bardzo prawdziwe.
          • viola_2 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 26.09.08, 15:48
            Ok zgadzam sie w 100 % z osobą rozpoczynająca wątek.

            Jednak staram sie zrozumiec i żony i kochanki, to naturalne ,że zona
            szuka winy, bo gdyby nie było wolnych kobiet to misio nie miałby
            kogo bzykać.Jednocześnie staram sie zrozumiec kochanki,że
            potrzebowały pewnej sfery życia, kórej nie miały, i niewazne czy on
            oszukał, czy świadomie weszły w relacje z żonatym,.

            Nie można miec pretencji do ludzi,że zaspokająja swoje różne
            potrzeby, bo jak sami tego nie zrobimy to nikt nie zrobi.

            Ale jest tez moralnosc, i gdybym sie rozpisła, to zaprzeczyłabym
            poprzednim zdaniom.

            Konkluzja życie nie jest czarne albo białe tylko wiele barw ma.

            Ciekawa jestem co odpowiedziałabym na takiego posta za 20 lat.

            • nawrocona5 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 26.09.08, 16:17
              Wiesz ja też rozumiem i żony i kochanki.
              Ale wkurza mnie fakt, że kobiety skaczą sobie do oczu z powodu facetów i
              wymyślają dla nich usprawiedliwienia.
              Kochanka zawsze będzie się litowac nad faciem, że nieszczęśliwy niekochany
              zaniedbany, krzywda mu się dzieje i zasługuje na odrobinę szczęścia.
              Żona oczywiście uwierzy w to, że on w żaden sposób nie zainicjował zdrady tylko
              został uwiedziony.
              A oni korzystają i dobrze się bawią.
              Tu właśnie jest problem z zaspokajaniem potrzeb.
              Bo facet w takim układzie ma zaspokojone swoje potrzeby - ma od tego az dwie
              kobiety.
              Ale dziewczyna która się z nim wiąże już nie, bo ona potrzebuje nie tylko
              miłości czułości i seksu ale także związku i wsparcia. I gdyby żonaty facet na
              dzień dobry deklarował "nie licz na mnie, bo nigdy się nie rozwiodę" to chyba
              byłoby o wiele mniej chętnych na taki układ.
              Ale faceci na ogół oszukują na samym początku, twierdząc że ich małżeństwo
              dobiega kresu i spotkali wreszcie jedyną i prawdziwą miłość. I w ten właśnie
              sposób "wkręcają" wolne atrakcyjne dziewczyny w wieczne czekanie. A dziewczynie
              trudno się wyrwać, bo skąd ma wiedzieć co tak naprawdę dzieje się w jego domu i
              na ile ukochany kłamie, bo mu tak wygodnie.

              Nie ma co się łudzić, że gdyby nie było chętnych wolnych kobiet to misio nie
              miałby kogo bzykać. Bzykałby mężatki, co oczywiście byłoby dużo korzystniejsze
              dla żon bo rzadziej groziłoby rozwodem.
              • seku-nda Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 27.09.08, 07:03
                nawrocona5 napisała:

                > Nie ma co się łudzić, że gdyby nie było chętnych wolnych kobiet to misio nie
                > miałby kogo bzykać. Bzykałby mężatki, co oczywiście byłoby dużo korzystniejsze
                > dla żon bo rzadziej groziłoby rozwodem.

                hmm.... czyżby zdrada z mężatką była rozgrzeszeniem???
                Czyżby facet mógł zdradzać z mężatką bo to nie grozi rozwodem?

                Wiec małżeństwo to fikcja!!
                • nawrocona5 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 27.09.08, 09:31
                  Ja nie wspominałam nic o rozgrzeszeniusmile
                  Miałam na mysli to, że jak ktos chce bzykać na boku, to widac ma do tego
                  motywację i obiekt do bzykania zawsze sobie znajdzie.
                  A jest to skierowane głownie do tych żon, które uważają, że gdyby niezamężne
                  kobiety przestały polować na ich mężów, to ci ostatni wiedliby cnotliwe
                  małżeńskie życie.

                  A co do małżeństwa to faktycznie wiele małżeństw jest fikcją - i to niezaleznie
                  od tego czy ktoś w tym związku zdradza czy nie.Ale to już osobny temat...
                  • seku-nda Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 27.09.08, 09:40
                    nawrocona5 napisała:

                    > A jest to skierowane głownie do tych żon,
                    > które uważają, że gdyby niezamężne kobiety przestały
                    > polować na ich mężów, to ci ostatni wiedliby
                    > cnotliwe małżeńskie życie.

                    Żony potrafią tylko oskarżać kochanki jaki to ich "Misio" biedny, uwiedziony,
                    zgwałcony. A przecież on taki dobry mąż! hi hi hi
                    A Misio bezkarnie skacze z kwiatka na kwiatek, robiąc idiotkę z zony ... ze
                    został przez kochankę uwiedziony!!
                    • lolitka_1234 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 15.12.08, 10:25
                      Czy naprawdę myślisz że kochankowie/i nie są niczemu winni?
                      Nie jestem ani mężatka ani kochanką, ale moja koleżanka została zdradzona przez męża, maja 2 wspaniałych dzieci.. Jak myślisz przez co dzieci teraz przechodzą? Każdy tu pisze o swoich uczuciach, nienawiści itp.. Zastanówmy się chwilę nad dziećmi...
                  • korona.1 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 27.09.08, 09:42
                    Jedna taka tu pisala, czy moze kilka z tych zdradzonych, ze jakby nie bylo z
                    kim, to by ich Misiu nie zdradzil. ktos wyzej powiedzial, ze sa w malzenstwie
                    kryzysy i kochanki to wykorzystuja. ja nie wiem, czy bedacy w kryzysie
                    malzenskim Misiu wysyla fluidy pt"jestem chetny, bo mam kryzys", czy sami o tym
                    opowiadaja i to chetnie? Z kad inna kobieta moze wiedziec, ze Misiu w kryzysie,
                    jak nie od niego samego? Niektore malzenstwa sa w stalym kryzysie, tylko czemu w
                    takim wypadku kryzysowa zona nie zdradza, tylko maz? Bo zona NIE CHCE zdradzac,
                    A maz wrecz przeciwnie.
                    A potem wroci skulony, postara sie o ciaze zony, uziemni kobiete kompletnie i
                    pofrunie dalej. Bo znowu ma kryzys.
                    A ciezarna zona bedzie wykrzykiwac, jaka to ona szczesliwa, bo moze akurat
                    kochanka to przeczyta. Moze i prezczyta razem z niewiernym mezem po udanym
                    sexie, Ot, zycie!
        • n.i.p.69 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 29.09.08, 13:55
          "..Bo ja myślałam że składa się z dwojga ludzi...
          I najczęściej jedno z nich decyduje o tym, że to koniec. Takie decyzje rzadko
          podejmuje kolektyw..."
          ...... no wlaśnie z dwojga a nie z trojga!!!więc siłą rzeczy, decyzja o
          rozpadzie małżeństwa jest ważna dopiero, kiedy oboje tak zdecydują, jednostronna
          decyzja to jakiś kompletny absurd!!!... i moze służyć jedynie jako przynęta i
          mydlenia oczy puszczalskich panienek(czyt; kochanek/kochankow)
      • 37justysia Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 30.09.08, 20:35
        Troche to smieszne bo jak mozna pchac sie w czyjes zycie z butami jesli ktos nie da nam na to przyzwolenia nie mozna zrobic nic na sile bo to sie nazywa gwalt nie inaczej.Co do tego ma kryzys albo doradzanie?kazdy ma wolna wole i nie wazna czy ma kryzys czy nie.
    • piatek_13-go Autorko wątku 27.09.08, 22:36
      Jak wyjasnisz to ze mialam duzo, naprawde duzo okazji zeby zdradzic swojego meza
      i nie zrobilam tego, no jak to nazwiesz?
      Chodzi mi o to ze to ktos trzeci probowal wejsc z buciorami w moje zycie
      malzenskie, tak probowal rozwalic moja rodzine! nie ja szukalam wrazen, tylko
      osoby trzecie sie wpierniczaly.
      dziwne...
      • adela38 Re: Autorko wątku 28.09.08, 09:37
        Ale wlasnie sama potwierdzasz, ze jak nie chcialas zdradzac, to zadna trzecia
        osoba nie byla w stanie ciebie do tego naklonic...Zawsze sa osoby trzecie, swiat
        nie jest idealny, zlo istnieje, ale to my sami decydujemy o tym co robimy i jaka
        jest jakosc naszego zwiazku, a nie osoby trzecie...
      • nawrocona5 Re: Autorko wątku 28.09.08, 09:38
        Jak wyjasnię? Ano tak, że skoro ty nie dałaś się uwieść to znaczy że każdy mąż
        może zachować się dokładnie tak samo.Albo ktoś jest lojalny i zależy mu na
        związku albo nie - i kryteria oceny tego są jednakowe dla obu płci.
        A gdybyś ty zdradziła swojego męża a on się o tym dowiedział, na pewno nie byłby
        tak głupi,żeby winę zwalać na rywala.
        Mężczyzna zdradzony powie "a to dziwka zdradziła mnie"
        Kobieta najczęściej niestety mówi "a to dziwka, uwiodła go"

        Jeśli kobieta zamiast opiekowac się dzieckiem pójdzie na balangę to każdy uzna
        ją za degeneratkę - i słusznie
        Jeśli robi to facet - żonka mówi "koledzy są winni bo go namówili"

        I tak to się ciągnie w każdej dziedzinie zycia - bierzecie sobie na kark chłopów
        na których w ogóle nie można polegać a potem oczekujecie od całego świata że
        będzie współodpowiedzialny za to co on robi. I winny zawsze jest KTOS.





        • prawidlowe-podejscie Re: Autorko wątku 28.09.08, 10:10

          nawrocona5 napisała:

          > Jak wyjasnię? Ano tak, że skoro ty nie dałaś się uwieść to znaczy
          że każdy mąż
          > może zachować się dokładnie tak samo.Albo ktoś jest lojalny i
          zależy mu na
          > związku albo nie - i kryteria oceny tego są jednakowe dla obu
          płci.
          > A gdybyś ty zdradziła swojego męża a on się o tym dowiedział, na
          pewno nie byłb
          > y
          > tak głupi,żeby winę zwalać na rywala.
          > Mężczyzna zdradzony powie "a to dziwka zdradziła mnie"
          > Kobieta najczęściej niestety mówi "a to dziwka, uwiodła go"
          >
          > Jeśli kobieta zamiast opiekowac się dzieckiem pójdzie na balangę
          to każdy uzna
          > ją za degeneratkę - i słusznie
          > Jeśli robi to facet - żonka mówi "koledzy są winni bo go namówili"
          >
          > I tak to się ciągnie w każdej dziedzinie zycia - bierzecie sobie
          na kark chłopó
          > w
          > na których w ogóle nie można polegać a potem oczekujecie od całego
          świata że
          > będzie współodpowiedzialny za to co on robi. I winny zawsze jest
          KTOS.

          znaczy swiat bez dziwek by nie istnial... no i dobrze

          ehhh... wakacje w Polsce w toku, sex na wysokim poziomie...
          i o to wlasnie chodzi,
          przestancie dorabiac teorie do wszystkiego, bo czasami jest to nie
          tyle smieszne ale zalosne.

          * panie nauczycielki w Polsce sa poprostu niesamowite
        • korona.1 Re: Autorko wątku 28.09.08, 11:03
          bierzecie sobie na kark chłopów na których w ogóle nie można
          polegać a potem oczekujecie od całego świata że
          będzie współodpowiedzialny za to co on robi.
          ..........................................
          Dokladnie tak jest!! A jak chlop zdradzi i pojdzie w maliny, to i
          tak ma do czego wrocic, bo przeciez zona go nie wywali na zbity
          pysk, wrecz przeciwnie!! Pojdzie sie leczyc z funduszu zdrowia, bo
          chlop forse na dziwki przehulal a ona od niego cos podlapala.Na
          glupote nie ma lekarstwa.
          • woman-in-love wchodzenie z butami 28.09.08, 13:41
            Jeśli małżeństwo jest zdrowe, nie wpuści nikogo z butami, ani nawet
            bez butów; to powiedzenie - dotyczy raczej np teściów uzurpujacych
            sobie prawo do wszechwiedzy na temat młodej rodziny, a potem w
            oparciu o nią - wtrącanie się i zatruwanie życia dobrymi radami.
            Często stanowi to wstęp do poszukania sobie terenu bezpiecznego od
            rodzinnych napięć - początkowo w formie niewinnej "przyjażni" a
            potem - ....znamy ciąg dalszy. Wna "tej trzecie" jest minimalna w
            porównaniu z autorami małżeńskiego piekiełka. czesto taka osoba
            wrecz ratuje stadło przed rozpadem i totalnym kanałem.
    • piatek_13-go nawrocona 28.09.08, 13:52
      Dobrze,ale sama pisalas ze to mezowie szukaja sami wrazen, ze to nie wina tych
      trzecich itd.
      Ja wrazen nie szukalam,same sie znajdywaly i probowaly skusic. i to ci, co
      probowali mnie skusic sa kurwami itd.
      wychodzi na to ze gdy maz zdradzi,mimo ze nie szuka, no ale pojdzie za dupa bo
      sie wypiela to on bedzie kutasem. a ona? ta,ktora sprowokowala to kim jest?
          • magiczna_marta Re: nawrocona 29.09.08, 07:56
            Bo dla Ciebie odpowiedzią będzie to co chcesz usłyszeć i co
            się "mieści" w Twojej podświadomości, przykro mi, moje słowa do
            Ciebie nie trafiają, albo jesteś tak prymitywną istotą, albo jesteś
            po prostu bezmózgowcem.
            • nawrocona5 piatek 13go 29.09.08, 16:29
              Facet który próbuje poderwać kobietę jest po prostu normalnym facetem a nie
              kurwą - jak określiłaś.
              A facet który zdradza nie jest "kutasem bo poszedł za dupą, która się wypięła"
              Ale określenia jakich używasz mówią bardzo wiele o twoim podejsciu do seksu i do
              relacji damsko-męskich
              Jeśli ty tez jesteś zdradzaną żoną,to nie należy dziwić się twojemu mężczyźnie.
              Bo to chyba nie na potrzeby tego forum stałaś się tak ordynarna i agresywna ale
              pewnie byłaś taka wcześniej.
              • piatek_13-go Re: piatek 13go 30.09.08, 16:18
                nawrocona5 napisała:

                > Facet który próbuje poderwać kobietę jest po prostu normalnym facetem a nie
                > kurwą - jak określiłaś.

                Zaraz zaraz- nieraz padlo tu takwowe stwierdzenie ze facet ktory zdradza zone to
                taki,sraki i owaki,.Podrywal mnie nieraz zonaty, ale oczywiscie nie jest ani
                kutasem ani ku..wa. Co za hipokryzja...

                > A facet który zdradza nie jest "kutasem bo poszedł za dupą, która się wypięła"
                > Ale określenia jakich używasz mówią bardzo wiele o twoim podejsciu do seksu i d
                > o
                > relacji damsko-męskich


                Tak? dziwne... rozwin to stwierdzeniesmile


                > Jeśli ty tez jesteś zdradzaną żoną,to nie należy dziwić się twojemu mężczyźnie.

                Musze cie rozczarowacwink nie jestem zdradzana zona, ani kochanka.
                > Bo to chyba nie na potrzeby tego forum stałaś się tak ordynarna i agresywna ale
                > pewnie byłaś taka wcześniej.

                I tu sie mylisz- na potrzeby forum nazwalam rzeczy po imieniusmile

                A nawet jesli (powiedzmy) jakas tam zona jest ordynarna. Czy to powod do zdrady?
                Czy zadna kochanka nigdy nie bluzga?
                Tak tak, 100% damysmile

                Pozdrawiam.
    • nianiao Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 21.10.08, 07:24
      Nie masz racji, no nie masz.
      A nie masz, bo dzielisz stadła na dwa tylko rodzaje: dobre, którym
      nic i nikt nie zaszkodzi, i te, które już właściwie nie istnieją,
      tyle, że tego nie widać z wierzchu. I to jest błąd, który całe twoje
      rozumowanie przekreśla już na wstępie.
      Bo poza związkami, w których AKTUALNIE jest totalnie super, i
      związkami, w których brak już i miłości, i przyjaźni, i wspólnoty
      jest jeszcze cała gama innych sytuacji. Są kryzysy, jest rutyna, są
      urazy, brak porozumienia, choroby, bezrobocie i mnóstwo innych
      czynników, które osłabiają małżeństwo, ale wcale go nie zabijają.
      I fakt, trzecia osoba w związek będący w fazie SUPER nie wejdzie
      prawie nigdy. A związek będący już tylko pozorami, zapewne i bez
      ingerencji uwodziciela/lki by się rozleciał. Ale w całym tym środku
      (a jak może wiesz że statystyki, środek zawsze jest najbardziej
      liczny), sytuacja jest całkiem, całkiem inna. Tu kochanka ma pewne
      szanse związek rozwalić, także taki związek, ktory miałby szansę na
      odrodzenie i odbudowę, ale tę szansę usiłuje się mu odebrać.
      I to jest moim zdaniem parszywe postępowanie.
      Nie wynika z tego, że ja zdrajców płci obojga rozgrzeszam.
      Przeciwnie. Oni są winni podwójnie. Można określić to tak:
      zdradzający mąż/żona jest jak złodziej, w pełni świadomie łamie daną
      przysięgę i łamie też normę społeczną. A kochanek... jest jak paser.
      Sam nie kradnie, skąd, ale korzysta z tego, że kradnie ktoś inny. I
      też jest wobec ofiary winny moralnie, i też jest na to paragraf.
      I wiesz co? O ile faktem jest, że złodziej zawsze może się trafić w
      życiu, o tyle faktem też jest, że bez paserów kradzieży byłoby mniej.
    • diablica1987 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 10.12.08, 17:43
      Tak czytam te wasze opinie i dochodzę do wniosku,że skoro tak bardzo naskakuje
      się na kobietę romansującą z żonatym to opiszę wam jedną historię.

      Znam faceta który dla wielu kobiet jest ideałem(wiem co piszę mam sprawdzone
      infowink) Od 10lat jest żonaty. Ma dwoje dzieci. Jednak gdyby nie te dzieci to
      tego związku już dawno by nie było. Żona rozlicza go z każdej minuty, z każdego
      odebranego telefonu czy smsa. Ostatnio zaczęła mu wmawiać, że on ją na pewno
      zdradza. Mimo iż ten facet miał ku temu dużo okazji jednak nigdy nie skoczył w
      bok. Zakazuje mu kontaktu ze wszystkimi. Traktuje go jak swoją własność.
      Ubezwłasnowolnia go wręcz. I taki facet co ma zrobić? skoro jego żona leje go po
      pysku i wmawia mu, że na pewno ma kochankę? Zaraz po prostu znajdzie sobie
      kochankę,żeby chociaż wiedzieć o co w domu ciągle afery...

      Może niech każda "przykładna żonka", której to uwiedziono męża zastanowi się czy
      faktycznie winna jest kochanka? Czy ona nie dała mężowi powodu do tego by
      skoczył w bok? By szukał, wsparcia, rozmowy, zainteresowania u innej? W
      większości przypadków bodźcem motywującym faceta do skoku w bok jest brak
      zrozumienia ze strony żony. Mąż to nie przedmiot. Nie można nim rządzić.
      • n.i.p.69 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 10.12.08, 17:58
        Ale nie rozumiem, czemu ma słuzyć jakiś trudny do zweryfikowania i zapewne
        subiektywnie opisany przypadek, dla mnie powyzsza sytuacja może byc przykładem
        zwiazku sadomasochistycznego, w ktorym korzysci czerpia obydwie strony, dla
        innych moze być dowodem na istnienie diabła................tylko dalej nie wiem
        co to ma wnieś do dyskusji?
        • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 14.12.08, 13:14
          nianiao napisała:

          > Ależ to proste... Jeżeli facetowi jest źle w związku i nie może tego
          > naprawi, bo wszelkie próby zawodzą, powinien ten związek uczciwie
          > zakończyć.
          > Natomiast fakt posiadania wrednego współmałżonka nie usprawiedliwia
          > zdrady. Zwyczajnie.

          Naniu o, to jest bardzo proste,aż dziw, że aż tak.
          Teraz usłyszysz, że świat jest szary i zdziwisz się dla ilu osób ten kolor jest
          najpiękniejszy...
          Pzdr,
          Ta_ w czerwonym smile
          • onderun_100 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 14.12.08, 17:34
            Diablico, jakem kochanka żonatego jednak i sama jeszcze w
            małżeństwie.- no kurczę nie lubię wybielania na siłę! Toż to obłuda.
            Straszna.Winan i jestem ja, ze z zonatzm sie prowadzam i on, ze za
            mezatke si wzial.
            PEwnie, ze gdyby moj maz o mnie dbal a ja o niego tak jak tego oboje
            potrzebowalismy, to bokow by nie bylo. Odpowiedzialni jestesmy rowno
            cala 4 za kryzysy. Ale za zdrade to juz nasza 2 tylko - kochankowie,
            zeby bylo jasne.
            • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 15.12.08, 01:14
              onderun_100, niezwykłe jest, że za zdradę winisz kochanków, sama kochanką będąc.
              Mało która z pań kochanek jest zdolna to przyznać.

              Powszechnym jest obwinianie wszystkich wokół, by usprawiedliwić siebie i
              zdradzającego "misia". Jesteś tutaj wyjątkiem.

              Ta_
                • ta_kura_domowa Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 15.12.08, 12:11
                  Sądzę,że kobieta, z którą zdradził mnie mąż albo nie wiedziała,że ja
                  wogóle istnieję (mąż jeździł na delegacje 400km od miejsca
                  zamieszkania),a nawet jeśli wiedziała to tyle,że on jest biedny
                  pokrzywdzony i potrzebuje ciepła i zrozumienia.
                  Jako,że uważam męża za przystojnego,a na pewno inteligentnego to
                  wcale sie nie dziwię,że kobieta uwierzyła w to co mówił.Czyż nie
                  jest tak,że jednak mamy w sobie coś co każe nam pomagać
                  biednym,słabym i opuszczonym?

                  Podsumowując-dlaczego miałabym mieć pretensje do tej kobiety?Za
                  naiwność?Bez sensu.
                  Doklądnie tak jak napisano w tym temacie -nie białe,nie czarne,ale w
                  wielu barwach.
                          • magiczna_marta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 15.12.08, 14:45
                            @Kura- a myślałaś o tym co będzie jak Twój mąż się dowie?

                            wiesz co, tak sobie myślę że skoro Ty nie potrafiłaś zaakceptować
                            faktu że stało się to co się stało i przejść z tym do porządku
                            dziennego i po prostu żyć dalej tylko znalazłaś sobie faceta na "jak
                            mi się zachce" to może lepiej się było rozejść
                            ja zaakceptowałam to co się stało w naszej przeszłości, wiem że jej
                            nie zmienie, ale nie zamierzam zdradzać męża, gdybym mu nie
                            wybaczyła to bym się po prostu rozwiodła, ale nigdy mi nawet przez
                            myśl nie przeszło żeby się "odwdzięczyć" tym samym
                      • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 21.12.08, 18:16
                        hmm.... od dwóch tygodni jestem kochanką.Zawsze najeżdżałam na "te
                        kurwy", krytykowałam, mówiłam że ja sobie nie wyobrażam bycia z
                        żonatym facetem.Teraz już wiem, że nie należy się wymądrzać dopóki
                        samemu czegoś się nie przerobi,że nie należy krytykować ludzi za
                        nic, gdyż człowiek nie wie jak sam by się zachował w danej sytuacji
                        i co mu życie przyniesie. Mnie życie dało nauczkę, a zawsze miałam
                        tyle do powiedzenia na temat kurew.... Nie będę się usprawiedliwiać-
                        jestem kurwą, nie wystarczyło mi sił by się oprzeć. NIGDY NIE MÓW
                        NIGDY
                          • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 24.12.08, 09:00
                            Tak myślisz ta? Ten post jest dla tych, które tak głośno krzyczą, że
                            nigdy kurwami nie zostaną. ja też głośno krzyczałam, dałabym sobie
                            ręce i nogi uciąć, że nigdy, że niema nawet takiej możliwości. to
                            taka troszkę przestroga, żeby się nie wypowiadać jeżeli czegoś się
                            nie doświadczyło.
                            • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 25.12.08, 16:56
                              1maktyl napisała:

                              > Tak myślisz ta? Ten post jest dla tych, które tak głośno krzyczą, >że nigdy
                              kurwami nie zostaną.

                              W tym poście informujesz, że TY zostałaś. Krzyczałaś i zostałaś.
                              Inne krzyczą i ...nie zostaną. Inne bez krzyku zrobią jedno lub drugie. Bo to,
                              droga pani nie od krzyku zależy, tylko od wpojonych i kultywowanych norm oraz
                              szacunku do siebie samej.

                              > To
                              > taka troszkę przestroga, żeby się nie wypowiadać jeżeli czegoś się
                              > nie doświadczyło.

                              Wg ciebie wszystkie powinnyśmy kochankami zostać, by część z nas mogła
                              stwierdzić, że nigdy nimi nie zostanie wink ?
                              Ta_
                              • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 27.12.08, 12:43
                                Myślę i teraz już to wiem, że żadna kobieta nie może powiedzieć"ja
                                nigdy kurwą nie zostanę" i być w stu procentach tego pewna.Sorry ta,
                                ale pewnie się kiedyś o tym przekonasz i nie ważne jakie zasady i
                                wartości masz wpojone. Mój świat wartości i zasad legł po
                                trzydziestu latach funkcjonowania.


                                • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 27.12.08, 23:09
                                  1maktyl napisała:

                                  > Myślę i teraz już to wiem, że żadna kobieta nie może powiedzieć"ja
                                  > nigdy kurwą nie zostanę" i być w stu procentach tego pewna.

                                  Wiesz wyłącznie to, że TY zostałaś kochanką, mimo, że sądziłaś, że to nigdy nie
                                  nastąpi. Nic nie wiesz, co postanowi zrobić ze swoim życiem inna osoba.

                                  >Sorry ta,
                                  > ale pewnie się kiedyś o tym przekonasz i nie ważne jakie zasady i
                                  > wartości masz wpojone. Mój świat wartości i zasad legł po
                                  > trzydziestu latach funkcjonowania.

                                  Niezwykle ważne jest, jakie zasady mam wpojone. Dzięki temu wiem, że kochanką
                                  żonatego jak nie zostałam, tak i nie zostanę. Zapewne w grupie jest łatwiej
                                  radzić sobie z problemem i przeganiać ew.wyrzuty sumienia, stąd chciałabyś
                                  wierzyć, że każda kobieta ulega takim pokusom, jak ty. Zapewniam cię, że nie każda.
                                  Ta_
                                      • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 28.12.08, 18:35
                                        Jeszcze raz napiszę NIGDY NIE MÓW NIGDY.To nie jest
                                        usprawiedliwianie się, to tylko obserwacja życia-rozejrzyjcie się.
                                        Nad swoimi zachowaniami panuje każdy, do momentu kiedy przestaje nad
                                        nimi panować i wtedy ocenianie innych nie przychodzi już tak łatwo.
                                        • n.i.p.69 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 28.12.08, 19:17
                                          Owszem to moze jest "obserwacja zycia" ale subiektywna i tylko malego
                                          skrawka.(... jesli przestajemy panowć nad swoim zyciem, to jest to objaw, ktory
                                          powinien nas sprowokowac do szuakania przyczyn tego stanu, a nie szukania
                                          "metod" przystosowania sie do niego, choc to fakt, że do bólu mozna się
                                          przyzwyczaić,to czy na pewno o to chodzi(?)
                                        • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 29.12.08, 00:29
                                          Pomiędzy pojawiającym się zauroczeniem, fascynacją, pociągiem seksualnym,
                                          wreszcie zakochaniem a skonsumowaniem zachwytu w b. intymnej relacji pozostaje
                                          dość czasu, by powiedzieć "nie". Jeśli wpojone są zasady, czerwone światełko
                                          zaświeca się na tyle prędko, by uniknąć wszelkich komplikacji.

                                          Jak już wielokrotnie pisałam, zakochać się w obiekcie niedostępnym zdarza się,
                                          ale niekoniecznie trzeba brnąć dalej. Miłość, którą ktoś w nas wzbudził nie może
                                          obracać przeciw tej osobie, jego życiu, jego rodzinie ( bo zdrada, romans tak
                                          się kończą). Nie wszystko czego zapragniemy musimy dostać, nie wszystko będzie
                                          nasze, nie wszystkie marzenia się spełniają.

                                          Cytowane "nigdy nie mów nigdy" brzmi spektakularnie i jest bałamutnie
                                          "intelektualne". To bzdura.
                                          Z całą mocą twierdzę, że znam ludzi, którzy NIGDY nie sprzeniewierzyli się temu
                                          w co wierzyli.
                                          Ta_
                                          • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 29.12.08, 18:50

                                            > Miłość, którą ktoś w nas wzbudził nie może
                                            > obracać przeciw tej osobie, jego życiu, jego rodzinie ( bo zdrada,
                                            romans tak się kończą).

                                            Dla formalności.Siedem lat robił wszystko żeby ze mną być, więc to
                                            nie moja miłość obróciła się przeciwko niemu, jego życiu i jego
                                            rodzinie. Przestańcie usprawiedliwiać "niewinnych ,biednych"facetów.
                                            • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 30.12.08, 00:06
                                              1maktyl napisała:

                                              > Dla formalności.Siedem lat robił wszystko żeby ze mną być, więc to
                                              > nie moja miłość obróciła się przeciwko niemu, jego życiu i jego
                                              > rodzinie[...]

                                              Przez siedem lat (?) robił "wszystko" ( co to znaczy?), żeby z tobą SYPIAĆ, żeby
                                              zrobić z ciebie swoją kochankę. To są fakty.
                                              One obracają się przeciw jego rodzinie, jego i twojemu życiu.
                                              Nigdzie nie usprawiedliwiam takich panów, ale protestuję, gdy usprawiedliwiać
                                              się chcą kochanki.
                                              Ta_
                                              • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 30.12.08, 19:57
                                                A czy ja się usprawiedliwiam?? A zdobywał Cię ta kiedyś facet
                                                którego Ty nie chciałaś? jeżeli tak to będziesz wiedziała co robił
                                                przez siedem lat, jeżeli nie, to nawet jak Ci wytłumaczę nie
                                                będziesz wiedziała. Masz jak najbardziej prawo protestować gdy
                                                kochanki chcą się usprawiedliwiać, ale protestować,a oceniać to dwie
                                                rózne rzeczy. Oceniać drugiego człowieka akurat nikt nie ma prawa,
                                                no chyba że ktoś jest chodzącym ideałem. I być może ktoś z Twoich
                                                idealnych znajomych też się nikomu nie pochwalił, bo mu liche
                                                sumienie podpowiadało, że to złe.
                                                • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 31.12.08, 00:11
                                                  1maktyl napisała:

                                                  > A zdobywał Cię ta kiedyś facet
                                                  > którego Ty nie chciałaś?

                                                  Różni próbowali wink
                                                  Jeśli jednak nie byłam skłonna bliżej się z danym delikwentem zaznajamiać,
                                                  otrzymywał tę informację na tyle klarowną i stanowczą, że nie było opcji , by
                                                  tracił swój czas.
                                                  Jeśli obecny twój kochanek "zdobywał" cię, jak piszesz, przez 7 lat, to
                                                  prawdopodobnie przez te lata flirtowałaś z nim, dając mu przyzwolenie na
                                                  "zdobywanie". Gdybyś go rzeczywiście nie chciała, toby cię nie miał, zakładam,
                                                  że gwałtu nie było.

                                                  "Zrobić wszystko" przez pana żonatego, to kulturalnie rozstać się z ( niekochaną
                                                  już - skoro pojawia się kochanka) żoną, zabezpieczyć przyszłość swoim dzieciom,
                                                  a potem ofiarować swoją osobę z całym dobrodziejstwem inwentarza kochance.

                                                  "Zrobić wszystko" w wypadku twojego kochanka to umizgi do ciebie uwieńczone
                                                  sukcesem i obdarzenie ciebie tytułem kochanki. Zaiste "wszystko" smile

                                                  Nie oceniam ciebie, sama to zrobiłaś dość drastycznie, ja posłużyłam się cytatem
                                                  oraz analizuję fakty przez ciebie podane.
                                                  Ta_


                                                  • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 31.12.08, 17:21
                                                    przez te siedem lat to było kumpelstwo,do niedawna też jeszcze
                                                    wierzyłam,że może istnieć czysta przyjażń między kobietą, a
                                                    mężczyzną. nie było żadnego flirtowania, umizgów.to było takie
                                                    zdobywanie małymi kroczkami, bez wyrażnych sygnałów. Szczęśliwego
                                                    Nowego Roku ta.
                                                  • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 31.12.08, 18:17
                                                    1maktyl napisała:

                                                    > przez te siedem lat to było kumpelstwo,do niedawna też jeszcze
                                                    > wierzyłam,że może istnieć czysta przyjażń między kobietą, a
                                                    > mężczyzną. nie było żadnego flirtowania, umizgów [...]

                                                    Trochę się plączesz, prawda? Prawdopodobnie nie umiesz stawiać granic.To było
                                                    kumpelstwo, czy też "zrobił wszystko", by ciebie zdobyć ? Albo kumpel, albo
                                                    zdobywca, albo nie rozumiem wink
                                                    Jeśli nie było flirtu i umizgów, to jak stałaś się jego kochanką? Hyc?

                                                    Eeee tam, myśleć nad tym nie będę, przede mną b. miła noc i umykam do
                                                    przygotowań big_grin.
                                                    Dobrego życzyłam na innym wątku, tobie także
                                                    Ta_
                                                    P.S. Przyjaźń między kobietą i mężczyzną bywa, o ile oboje potrafią wyznaczyć i
                                                    szanować granice. Całkiem fajna przyjaźń i na lata smile
    • ivy84 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 16.12.08, 08:56
      Podzielam poglądy autorki postusmile
      Małżeństwa sie nie rozbija, ona funkcjonują jak twór który albo żyje,
      umarła llub dopiero umiera. Pielęgnują go dwie osoby, które
      przynajmniej teoretycznie posiadają mózg. Więc jest to kwestia
      wyborów... jak zawsze.
      Moje małżeństwo sie rozpadło, myśle, że chcieliśmy tego oboje, ale to
      oczywiście ja musiałam podjąć kroki bo mojemu mężowi nie chciało sie
      ruszyć z domu, ani też znaleźć kochanki lub innej motywacji by
      odejść. Tak jest wygodniej przeciez, mieszkać w hotelu gdzie czasem
      można z kimś pogadać.
    • amona13 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 30.12.08, 11:38
      moje zdanie jest takie ze wyzywają się zdradzane żony i zdradzane kochanki ( bo
      jak nazwa powrót do zony , spanie w jednym łóżku ) te nieliczne , którym "udało
      się" doprowadzić do rozwodu i wziąć ślub z byłym kochankiem obecnie mężem tu
      nie wchodzą , siedzą cicho aby nie zapeszyć lub cieszą się swoim szczęściem -
      cokolwiek to znaczy
      • daria_nowak Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 31.12.08, 13:39
        Całkiem możliwe. Choć bywają tu kobiety, którym ich sytuacja nie spędza snu z
        powiek. Nie czekają na rozwód, ani nie wywierają presji, ale one raczej nie będą
        'się wyzywać', raczej będą chciały podyskutować. I tylko niektórym trudno to
        zrozumieć, bo mają wizję kochanki dokładnie taką, o jakiej pisze Ta.
        • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 31.12.08, 13:54
          daria_nowak napisała:
          > I tylko niektórym trudno to
          > zrozumieć, bo mają wizję kochanki dokładnie taką, o jakiej pisze >Ta.

          Ktoś ma wizje wink ?
          Zbieram fakty i porządkuję je dla potrzeb własnych .
          Tyle wiem o tobie, ile zamieszczasz w sieci (za dużo, moim zdaniem). Stąd wiem
          jaki "profil" kochanek reprezentujesz. Roboczo nazwany w moim katalogu: "cyniczny".
          Dla pań z innych półek mam więcej współczucia smile
          Ta_
          • daria_nowak Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 01.01.09, 11:38
            Ale ja nie oczekuję Twojego współczuciasmile
            Od dyskutanta natomiast oczekuję wyjścia poza schemat, słuchania drugiej osoby,
            wyciągania wniosków na bieżąco, a nie tkwienia w jednym , bo raz a 'dobrze'
            sobie wymyślił, bieżącej weryfikacji danych. Nie wychodzi ci to za cholerę.
        • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 02.01.09, 13:43
          1maktyl napisała:

          > Ty jesteś młoda, ale jest takie bardzo stare powiedzenie, że świat
          > kręci się wokół dwóch rzeczy-dupy i garnka

          Zależy czyj świat, może twój i tego, co niczego poza tą 'mądrością" wymyślić nie
          umiał ( bo jego świat właśnie kręcił si" wokół d.py i garnka, co implikowało
          powyższe).
          Ta_
          • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 02.01.09, 17:38
            To nie ja to wymyśliłam, ani też nie On. Tak zawsze mawiała babcia
            mojej kolezanki. Pomyśl ta, czy rzeczywiście tak nie jest, ale
            poanalizuj troszkę, ja wiem, że to wymaga uruchomienia głębszych
            stref mózgu, ale dasz radę. Z tego co widzę, to oczywiście umiesz
            czytać, ale z dogłębną analizą zachowań ludzkich niestety dobrze nie
            jest. Świat był, jest i będzie "brudny".
            • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 03.01.09, 01:23
              1maktyl napisała:

              > To nie ja to wymyśliłam, ani też nie On. Tak zawsze mawiała babcia
              > mojej kolezanki.

              Jeśli babcia twojej koleżanki tak mawiała, to wymiękam wink, prawda to być musi !

              >Pomyśl ta, czy rzeczywiście tak nie jest, ale
              > poanalizuj troszkę, ja wiem, że to wymaga uruchomienia głębszych
              > stref mózgu, ale dasz radę.

              Przeceniasz mnie, nie dam rady big_grin

              >Z tego co widzę, to oczywiście umiesz
              > czytać, ale z dogłębną analizą zachowań ludzkich niestety dobrze >nie jest.

              Co do czytania, to nie widzisz, jak bardzo się trudzę, to składanie liter i
              sylab mnie przerasta sad
              Co do mojego braku zdolności analizy zachowań ludzkich dlaczego zaraz "niestety" ?
              Dzięki temu, że nie daję rady, twoje sądy i zachowania mogą zdawać się na tym
              tle mądrzejszymi smile

              >Świat był, jest i będzie "brudny".

              Świat był, jest i będzie piękny,to twoje podwórko jest brudne
              Ta_

              P.S.
              1)Przeanalizowałaś już, czy twój kochanek "zrobił wszystko" i "zdobywał ciebie"
              przez 7 lat, czy też był przez ten czas twoim kumplem ?
              2) Czy szanujesz swojego kochanka-oszusta tak bardzo, że piszesz o nim z dużej
              litery? A jeśli tak, to czy można wiedzieć za co?
              • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 03.01.09, 20:25
                Za co szanuję....Zdobywał, czy był kumplem...... Wiesz ta, nie dasz
                rady tego zrozumieć-zbyt trudne jak na posiadaną przez Ciebie wiedzę
                książkową. "głębszych stref mózgu" było przenośnią, dlatego
                napisałam, że umiesz czytać, ale nie umiesz wczytywać się w tekst.
                • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 03.01.09, 21:19
                  1maktyl napisała:

                  > Za co szanuję....Zdobywał, czy był kumplem...... Wiesz ta, nie dasz
                  > rady tego zrozumieć

                  Ja być może nie daję rady, to pryszcz, ale to, że ty masz taki bałagan, to
                  poważny twój problem (jeśli, jak widać nie potrafisz odróżnić relacji
                  kumplowskich od podchodów zainteresowanego mężczyzny )
                  Jeśli z kumplem skaczesz do łóżka, to nie przyprawiaj temu incydentowi historii,
                  że pan "walczył" o ciebie kilka lat. Przypuszczam, że jest ci z takim myśleniem
                  łatwiej, niż uświadomić sobie, że dla pana był to tylko łatwy seks.

                  >zbyt trudne jak na posiadaną przez Ciebie wiedzę
                  > książkową.

                  Cóż ty o mnie wiesz wink? ech!

                  >"głębszych stref mózgu" było przenośnią, dlatego
                  > napisałam, że umiesz czytać, ale nie umiesz wczytywać się w tekst.

                  Skoro tak napisałaś , to tak musi być, nie polemizuję ! wink

                  Pozwól, że zachęcę cię do opisywania zalet bycia kochanką kumpla, oraz
                  przedstawienia nam, za co tak szanujesz swojego kochanka, kłamcę i oszusta, że
                  nabożnie piszesz o nim "On" z dużej litery?
                  Ja nie zrozumiem na pewno, ale może innym się uda.
                  Ta_
                  • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 04.01.09, 12:36
                    Wybacz ta, ale forum dla mnie nie jest miejscem do opisywanaia
                    związku(zalety bycia kochanką, za co szanuję).Ale wiesz czytajac
                    Ciebie przypomina mi się co ja mówiłam jeszcze niedawno na temat
                    kochanek i tych kłamców, oszustów itd, no normalnie jakbym słyszała
                    siebiesmile. Nie będę Cię przekonywać,że możesz kiedyś mówić inaczej-
                    życie pokaże... i zpewniam Cię, ze łatwy seks to to nie jestsmile Wiesz
                    ile trzeba się nakombinować, żeby wogóle byłsmile







                    • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 04.01.09, 13:14
                      1maktyl napisała:

                      > Wybacz ta, ale forum dla mnie nie jest miejscem do opisywanaia
                      > związku(zalety bycia kochanką, za co szanuję).

                      Przyszłaś poinformować , ze jesteś kochanką, mimo, że nie sądziłaś nigdy, że tak
                      się stanie. Odniosłam wrażenie, że masz z tym problem, że w jakiś sposób
                      przeszkadza ci ta sytuacja, nie czujesz się w roli kochanki najlepiej. Mimo, że
                      na początku jakoby nie szukałaś dla siebie usprawiedliwienia, to w istocie tak było.
                      Pisałaś , że pan "zdobywał cię", zrobił dla bycia z tobą "wszystko".
                      Zamotałaś się w tych wyznaniach, bo przyznasz sama, że kobieta dojrzała powinna
                      wiedzieć gdzie jest granica pomiędzy kumplowaniem się, a uwodzeniem. Zirytowały
                      cię moje pytania.
                      W sumie ciesze się, że miałyśmy okazję porozmawiać, mimo, że stosowałaś uniki i
                      nie chciałaś być szczera.
                      Skoro tu wracasz, myślisz nad sprawą, to dobrze.

                      >i zpewniam Cię, ze łatwy seks to to nie jestsmile Wiesz
                      > ile trzeba się nakombinować, żeby wogóle byłsmile

                      On kombinuje jak oszukać żonę i to jest w tej chwili jego problem.
                      Jak już pokombinuje, to z tobą ma z górki i o tym myślę pisząc "łatwy seks".
                      Schody zaczną się dla ciebie, jak sprawa wypłynie.
                      Tego, jaki to jest wtedy bal na cztery fajerki, żadna z kochanek ci nie powie,
                      bo to bardzo, bardzo niemiłe są przejścia i wolą nie pamiętać smile
                      Możesz wycofać się, moźesz brnąć dalej, twoje wybory, twoje łzy.
                      On nie jest wart dużego "O", to uświadom sobie na starcie.
                      Ta_



                      Ale wiesz czytajac
                      > Ciebie przypomina mi się co ja mówiłam jeszcze niedawno na temat
                      > kochanek i tych kłamców, oszustów itd, no normalnie jakbym słyszała
                      > siebiesmile. Nie będę Cię przekonywać,że możesz kiedyś mówić inaczej-
                      > życie pokaże... i zpewniam Cię, ze łatwy seks to to nie jestsmile Wiesz
                      > ile trzeba się nakombinować, żeby wogóle byłsmile
                      • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 04.01.09, 17:30
                        A która kobieta czuję się dobrze z tym, że została kochanką?? Wiem
                        co się dzieje jak sprawa wypłynie-troszkę juz jestem na tym świecie
                        i widzialam rózne rzeczy.... Jest wart dużego "O"-dla mnie, gdyż ja
                        go nie oceniam-nikt mi takiego prawa nie dał, poza tym żeby oceniać
                        innych trzeba być samemu bez skazy, a ja taka nie jestem, więc każdy
                        człowiek u mnie zasługuje na to, żeby go tytułować dużą literą.
                        • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 04.01.09, 21:20
                          1maktyl napisała:

                          > A która kobieta czuję się dobrze z tym, że została kochanką??

                          Gdybyś była tutaj dłużej i poczytała zamieszczane posty dowiedziałabyś się, że
                          status kochanki wielu nie przeszkadza, przeciwnie - jest sposobem na życie łatwe
                          i przyjemne. Panie przedstawiały liczne, płynące z takiej sytuacji "korzyści".
                          Znajdź w wyszukiwarce posty pań: korona.1, daria_nowak, nn-1-6.
                          Te panie, dwie wolne, jedna zamężna, nie widzą w byciu kochanką niczego
                          zdrożnego, lecz sama frajdę ( no, troszkę się nn pokićkało, ale dawno nie
                          pisała, co u niej).
                          Także moje obserwacje w realu potwierdzają, że są kobiety, którym bycie
                          kochankami w niczym nie przeszkadza, a w dobrym samopoczuciu najmniej.

                          Szacunek się buduje, szacunek można stracić. Ty sanujesz wszystkich, jako istoty
                          ludzkie, niezależnie od ich czynów. Ja mam inaczej.
                          Dla mnie twój kochanek na duże "O" nie zasługuje. Szczęśliwie nie jest to mój
                          kochanek i mój problem smile
                          Ta_
                      • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 04.01.09, 21:39
                        ta napisała:
                        > Schody zaczną się dla ciebie, jak sprawa wypłynie.
                        > Tego, jaki to jest wtedy bal na cztery fajerki, żadna z kochanek
                        ci nie powie,
                        > bo to bardzo, bardzo niemiłe są przejścia i wolą nie pamiętać smile

                        Gdy sprawa wypłynie, albo przestanę być kochanką z innych powodów,
                        czeka mnie zmiana mieszkania , zmiana pracy i jeszcze parę innych
                        rzeczy, gdyż opcji odbicia go żonie nie biorę pod uwagę. Nie
                        wszystkie kobiety są naiwne, że wszystko będzie pięknie. Ja zapłacę
                        za to bardzo wysoką cenę i zdawałam sobie sprawę z tego zanim
                        poszłam z nim do łóżka,więc żadna z byłych kochanek nie musi mnie
                        uświadamiać co się będzie działo i co mnie czeka. Ja podejmuję
                        decyzje świadomie i wbrew pozorom myślę. Świadomie podjęlam decyzję
                        o skrzywdzeniu innej kobiety i będę ponosić tego konsekwencje,
                          • 1maktyl Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 04.01.09, 22:15
                            > Krew mrozi się w żyłach sad
                            Nadal twierdzisz, że świat jest piękny? Więc jakim cudem ten świat
                            zamieszkują takie osoby jak ja i wiele innych mojego pokroju. Skąd
                            tyle wojen, śmierci i cierpienia niewinnych ludzi. Swiat nie jest
                            piękny, ale Ty jeszcze tego nie widzisz, albo nie chcesz zobaczyć
                            jak jest naprawdę. Też byłam taka mądra, dopóki nie zaczęłam na
                            własnej skórze odczówać tego "piękna". Wystarczy popatrzeć jak przez
                            rok, w nadludzkim cierpieniu umiera ktoś kogo bardzo kochasz.Ja to
                            przerobiłam i nie życzę Tobie aż takich doświadczeń, żebyś mogła
                            zobaczyć jaki ten świat jest naprawdę.
                            • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 04.01.09, 23:35
                              Walisz z grubych rur niepotrzebnie i mijasz się z tematem.
                              Skoro jednak sięgasz po taki wątek, proszę : na moich rękach w ogromnych
                              cierpieniach umierała moja ukochana Mama.
                              Widziałam więcej cierpień od przeciętnego człowieka.
                              Mam sporo doświadczenia, nie muszę podpierać się teorią, wszystko o czym piszę
                              jest do bólu prawdziwe, nie muszę konfabulować, by uwiarygodnić to, co znam.
                              Swój mikroświat zapaskudzasz sama, dokładając się do jego globalnego zapaskudzania.
                              Zmroziło mnie to, że wiedząc, iż ranisz inną kobietę, masz to gdzieś.
                              Zmroziła mnie twoja bezwzględność i egoizm, ale potwierdzają one to, co już o
                              kochankach wiem. Aby zostać kochanką trzeba mieć pewne predyspozycje m.inn. brak
                              empatii.
                              Sądzę, że powiedziałyśmy już sobie wszystko, co tutaj można.
                              Po twoim ostatnim wyznaniu straciłam ochotę na rozmowy z tobą.

                              Jeśli zechcesz, podaj na maila info, gdy wysypie się twój romans.
                              Nie omieszkaj dodać, czy żona tego pana cierpiała bardzo, czy ogromnie.
                              Ta_
                              • n.i.p.69 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 05.01.09, 10:02
                                To dość charakterystyczne...."kochanki" i osoby tego pokroju są przekonane o
                                swojej wyjatkowości, zarówno w odniesieniu do swojej osoby, jak też do tego co
                                przezyły, stąd oczekują "specjalnego" traktowania siebie jak też w "specjalny"
                                sposób traktują innych ludzi. Pozdr...


            • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 03.01.09, 01:36
              1maktyl napisała:

              > poanalizuj troszkę, ja wiem, że to wymaga uruchomienia głębszych
              > stref mózgu, ale dasz radę.

              Anatomicznie rzecz ujmując analiza, jako proces myślowy angażuje korę mózgową,
              która leży na powierzchni mózgu. Głębsze strefy mózgu ( z grubsza) odpowiadają
              za czynności znacznie prostsze i odruchowe.

              Tak więc ty uruchamiaj sobie dowolnie wybrane obszary według swoich potrzeb, ale
              przy szykowaniu złośliwości wobec interlokutora radzę uruchamiać te
              powierzchowne. Wynik będzie lepszy big_grin
              Ta_
              • amona13 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 03.01.09, 16:16
                czytam rożne Twoje wypowiedzi , które zamykają sie w jednym ale używanie
                specjalnie wyszukanych wyrazów ( obcojęzycznych ) gdy mamy gamę swoich
                zamienników to dla mnie przerost formy nad treścią a definicję , każdy może
                ściągnąć z netu smile
                • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 03.01.09, 21:53
                  amona13 napisała:

                  > używanie
                  > specjalnie wyszukanych wyrazów ( obcojęzycznych ) gdy mamy gamę >swoich
                  zamienników to dla mnie przerost formy nad treścią a definicję >każdy może
                  ściągnąć z netu smile

                  Postulujesz wymazanie z mowy polskiej wyrazów obcojęzycznych?
                  Dlaczego zatem użyłaś słowa "gama", "forma" i "definicja" wink ?
                  I jak, to co dalej, ma się do tematu wątku ?
                  Ta_
                    • ta Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 04.01.09, 21:02
                      amona13 napisała:

                      > podkreśliłam wyszukanych obcojęzycznych ( kłania sie klasa I-III gdy >uczono
                      czytania ze zrozumieniem)

                      Skąd u ciebie pewność, że ja te klasy ukończyłam smile?

                      >a Twoje odpowiedzi na posty to określiłabym jako
                      > wypociny domorosłego psychologa - może je poczytaj zanim napiszesz na forum

                      Twoja opinia, masz do niej prawo. Tylko wyjaśnij dlaczego moja osobę i moje
                      wypociny wzięłaś na cel ? Nie podoba się, nie czytaj i nie analizuj. To takie
                      proste.
                      Jeśli tutaj się znalazłaś zajmij się tematami tego forum. Ataki personalne na
                      mnie nie przyniosą zamierzonego skutku. Nie zmienię swoich poglądów, nie
                      przestanę pisać i dotknąć mnie nie sposób smile

                      Miej odwagę przedstawić swoje poglądy na tematy tutaj poruszane i poddać je
                      osądowi i krytyce.
                      Jesteś przekonana, że wszyscy będą klaskać ?
                      Pozdr
                      Ta_
                      • amona13 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 11.01.09, 13:18
                        przeczytam większość Twoich wypowiedzi i doszłam do wniosku , ze zajmujesz sie
                        głowinie ocenianiem innych , nie dyskutuje na w/w tematy gdyż wchodzę na forum
                        aby moc przeanalizować zachowania ludzi w rożnych specyficznych sytuacjach np.
                        kochanki , macochy - fakt , ze tam wypowiedzi są dużo bardziej szokujące
        • n.i.p.69 Re: rozbijanie małżeństw nie istnieje 02.01.09, 18:49
          "świat kreci się wokół dupy i garnka"..... ale co to oznacza Twoim zdaniem?
          ...właściwie to sie zgadzam z tym twierdzeniem ale ono nie jest żadnym
          wyjasnieniem lecz tylko stwierdzeniem faktu, według mnie, każdy niech pilnuje
          swojej dupy i swojego garnka, a bedzie OK!...
      • dziwnie_jest autorka (niestety) ma rację 02.01.09, 09:40
        Oj jak chciałoby sie zdjąc winę z kogoś kogo jeszcze sie kocha no
        nie?
        Bo wtedy nie trzeba otwierać oczu smile))

        Moja kumpela kiedyś spotkała pannę której bardzo spodobał się jej
        mąż (nie wiedziała początkowo że facet żonaty). Kiedy sie
        dowiedziała, że ma do czynienia z żoną tego atrakcyjnego gościa
        rzuciła jej tekstem:
        - Ja zawsze dostaję to czego chcę.

        Na co usłyszała spokojna odpowiedź:
        - No to próbuj smile


        Myslę że to jest kwintesencja wszystkiego.

        Człowiek jest istotą obdarzona wolną wolą i nie możemy mu tego
        prawa odbierać. Owszem możemy zrezygnować ze związku jeśli wybierze
        kogoś innego a nie nas, ale trzymac na siłę przy sobie. Po co?

        Chyba po to żeby jeszcze bardziej chciał się wyrwać smile)))
        • onderun_100 Re: autorka (niestety) ma rację 02.01.09, 19:12
          Można i tak, idąc oczywiście na łatwiznę.
          Zapewniam panie kochanki (w tym siebie smile))))) ),że niezmiernie
          rzadko żóna trzyma "na siłę". Zdarzają się takie przypadki, wiem smile
          ale to ekstremum.
          Zwyczajnie facetom czasem się nie chce zmieniać lokum zameldowania a
          kochankom powiedzą to, co te chcą usłszeć (a to już nie moje własne
          doświadczenia, tylko z oopowieści niewiernych mężczyzn..., jako ,że
          fajna babka jestem to kumpli mam wieeeeelu- kumpli piszę, nie
          kochanków czy partnerów, zwirerzajacych się czasem).
          Albo, zupewłnie zresztą słusznie, zależy im na dzieciach BARDZIEJ
          niż na kochankach, które wtedy słyszą zazwyczaj: jak odejdę to żona
          odetnie mnie od dzieci, nigdy ich więcej nie będę miał tyle, ile by
          było dla NICH dobre... itp. Parę innych tekstów mogę zainteresowanym
          podrzucić. Jako gotowce.
          Stąd pewnie i mój "cynizm" - że jak kochanek to wyłącznie w celach
          przyjemności a nie uczuć. smile
          Zakładam, że małżeństwo było wynikiem miłości a nie innych
          okoliczności - bo jednak moi kumple byli zakochani mocno w babkach,
          które poślubili.
          • lonely.stoner Re: autorka (niestety) ma rację 07.01.09, 18:46
            ja nie spalam z zadnym zonatym, ale z facetami zajetymi. Zaden nie
            mial zadnych skrupolow wobec swojej partnerki, pierwszy nawet sie
            smial ze dorobil jej takie rogi ze wyladowala w szpitalu ( bo on
            wspanialomyslni o wszystkim jej powiedzial i dziewczyna wyladowala w
            szpitalu z jakas zapascia czy czyms). Nie wiem po co to robil>?
            uklad byl jasny miedzy nami, tylko seks i zadne tam pierdoly i
            ceregiele uczuciowe...tacy faceci sa...aha, jak sie poznalismy to
            nawet sie nie przyznal ze kogos ma.
            mnie tezraz zdradzil chlopak, ale nie moglabym przebaczyc tego ze
            sie calowal z inna kobieta, ze mial wzwod jak na nia patrzyl i ze
            myslal o seksie z nia...to chyba najgorsze. Rozstalam sie z nim jak
            tylko sie wydalo...
            sama nigdy nie zdradzalam i mam nadzieje ze tego nie zrobie.
            • n.i.p.69 Re: autorka (niestety) ma rację 09.01.09, 18:06
              ....chyba zapominasz, że to z kim sie zadajesz, swiadczy o Tobie(?) nie mówiac,
              ze gdyby nie było paserów, nie byłoby też złodziei.

              ..... i nie kazdy facet jest taki jak myślisz, miałaś pecha(?) lub przyciągasz
              do siebie taki typ. (znasz powiedzenie "swój do swego ciagnie" a może bardziej
              pasuje "z kim przystajesz.....itd.)smile
                  • daria_nowak Re: autorka (niestety) ma rację 12.01.09, 10:36
                    Nie n.i.p.69. Własnie w tym rzecz, ze nie. Ale i tak tego nie zrozumiesz.
                    Przyczynowo - skutkowość o której piszesz jest rodem z przedszkola. Gdyby Krzyś
                    nie miał łopatki, to Adaś by mu jej nie zabrał. Gdyby 'suki' nie dawały, to
                    misie by nie brały. Pozujesz na kogoś mądrego, oczytanego. A w takich momentach
                    wychodzą ograniczone horyzonty i zaściankowy typ myślenia.
                    Na forum "Kochanki", kochanek to coś normalnego. O tym tu piszemy, wiesz?smile
                    • n.i.p.69 Re: autorka (niestety) ma rację 12.01.09, 11:58
                      Dario, prosze nie wrabiaj mnie w autorstwo Twoich wypaczonych teorii, to był
                      Twój ciąg "logiczny", że gdyby nie było własnosci to nie byłoby kradziezy,
                      owszem logiczne ale tak jak wczesniej napisałaś absurdalne, bo każdy dorosły!
                      człowiek wie, ze prawo własnosci istniej, co wiecej jest to naturalne prawo
                      kazdego z nas i stanowi jeden z filarów naszej cywilizacji, dlatego wystąpienie
                      przeciw, jest naruszaniem zasad parzadku publicznego i chyba ogolnie potepiane.
                      .... i zgodzisz sie chyba że zjawisko zdrady jest rownież społecznie niepożądane
                      i szkodliwe, ale jednoczesnie uznajesz ją za coś powszechnego i normalnego, wiec
                      jak rozumiem, powinno być bezkrytycznie akceptowane.... to postepując zgodnie z
                      tą(Twoją!) "logiką" powinnismy uznać za norme również inne zjawiska powszechnie
                      występujace na przyklad jak rzeczone kradzieże, rozboje, gwałty, pedofilię, czy
                      zapewne w niektorych społecznosciach kanibalizm

                      ".....Na forum "Kochanki", kochanek to coś normalnego. O tym tu piszemy,
                      wiesz?smile..."
                      ....rany a ja myslałem, że w realu tez wystepuja, dzieki za info.... fajnie, że
                      spotyka sie "ich" tylko na forum...... nawet ne myslałem ze jestem taki
                      ograniczony!!!wink i zasciankowy.
                      • daria_nowak Re: autorka (niestety) ma rację 12.01.09, 14:49
                        Tych, które wyśmiewały Twoje:
                        n.i.p.69 napisał:

                        > ....chyba zapominasz, że to z kim sie zadajesz, swiadczy o Tobie
                        (?) nie mówiac,
                        > ze gdyby nie było paserów, nie byłoby też złodziei.
                        ?

                        Nie muszę Cię wrabiać, sam się popisujeszsmile
                        Zjawisko zdrady jest tak powszechne, ze w myśl niedawno omawianej teorii od
                        której trafiliśmy do 'definicji' normalności, właściwie należałoby ją tam wpisaćsmile

                        I to nie moja teoria, ale pokłosie rozmowy o normie i 'każdym' w teorii społecznej.

                        Bezkrytycyzm akceptacji, to nie to samo, co bezkrytyczne potępienie. A mam
                        wielokrotnie wrażenie, ze nie rozpatrujesz przyczyn, tylko potępiasz skutek - w
                        czambuł i bezmyślnie.

                        Wytłumaczenie gdzie powszechnie mówi się o kochankach zdawało się być niezbędne
                        w związku z Twoją wypowiedzią. Faktycznie, moze czasem musisz sobie przypomnieć
                        gdzie jesteś i o czym rozmawiasz jeśli dziwi cię poruszany tu zakres tematów.
                        • n.i.p.69 Re: autorka (niestety) ma rację 13.01.09, 08:38
                          Dario, szkoda dyskusji, jak zwykle bedziesz wmawiać, że białe jest czarne i
                          odwrotnie, moje stwierdzenie o paserstwie jest powszechnie znanym i używanym
                          można rzec "przyslowiem" natomiast Twój wywód o prawie wlasności jest pozbawioną
                          racjonalnych podstaw bzdurą, a kolejnym przykładem braku logicznego myślenia,
                          jest stwierdaenie o "bezkrytycznym potepianiu" ... dziecko drogie! " potepianie
                          jest samo w sobie krytyką!!!! smile......
                          • daria_nowak Re: autorka (niestety) ma rację 13.01.09, 13:08
                            Szkoda, bo zamiast rozmawiać bawimy się w przepychanki.
                            Sam napisałeś:
                            "według mnie, każdy niech pilnuje
                            swojej dupy i swojego garnka, a bedzie OK!..."

                            Tylko z nieznanych przyczyn pilnujesz cudzych dupsmile
                            Powszechnie używane przysłowie może być dennie głupie. To powtarzający je
                            powinni myśleć krytycznie i używać nie z powszechności, ale z racji jakości
                            przekazu.

                            Bezkrytycyzm- "brak zdolności do krytycznej oceny zjawisk"
                            Krytycyzm - zdolność rozsądnej i pozbawionej emocji oceny otaczających zjawisk i
                            ludzi, a także własnego postępowania
                            Potępić - "uznać coś za złe lub kogoś winnym czegoś"
                            Bezkrytycznie potępić - bezmyślnie uznać za złe.
                            Z tym dzieckiem to chciałeś mnie obrazić? Czy o co chodzi?
                            • n.i.p.69 Re: autorka (niestety) ma rację 14.01.09, 10:36
                              Jeśli rzeczywiscie każdy pilnowałby swojej dupy i garnka, to nie musiałbym
                              korzystać z przysługujących mi praw "wolnosć slowa" i "prawa do obrony" ... jak
                              zwykle mylisz przyczynę ze skutkiem, akcja wywołuje reakcje - napewno to znasz.

                              ....ale generalnie poniosło mnie trochę, w poprzednim poście, przepraszam!
                              .... wracajac do tematu, niestety nie widzę zadnych okoliczności łagodzących dla
                              zdrady czy wchodzenia w nieformalne zwiazki z osobami bedącymi w innym związku.
                              Napisałaś, ze nie wnikam w przyczyny, sorry ale gdybyś czytała uważnie moje
                              wpisy zauważyłabyś, że piszę o przyczynach praktycznie w kazdym poście,
                              natomiast Ty zatrzymujesz swoja analize przyczyn na "pretekstach" do zdrady, bo
                              fakt, że ktoś jest rozczarowany partnerem, lub zakochał sie w kimś "zajetym",
                              lub realizuje swoje "potrzeby!".....to są to tylko!!! PRE-TEKS-TY .. coś
                              przecież musi
                              powodować, że mamy potrzeby i oczekiwania takie a nie inne, chyba się z tym
                              zgadzasz? ...i to właśnie są prawdziwe przyczyny, które niestety leżą w
                              głębokich pokładach naszej nieswiadomości!.... z kolei ona ma decydujacy wpływ
                              na podejmowane przez Nas! życiowe decyzje, jeśli chcesz się przekonać fundnij
                              Sobie psychoterapie piszę to bez żadnych złośliwosci, prawda jest taka, ze w
                              zasadzie
                              wszyscy mamy jakieś mniejsze lub większe problemy emocjonalne a jedynie
                              profesjonalna psychoterapia daje nam wgląd do przyczyn co umozliwia kontrole nad
                              własnym zyciem i swiadome podejmowanie decyzji)...Pozdr...



                              • daria_nowak Re: autorka (niestety) ma rację 14.01.09, 16:22
                                Nie ma sprawy, nie ma za co przepraszać, w końcu w ramach dyskusji czasem
                                człowiek napisze skrót myślowy i wyjdzie 'trochę w bok'.
                                A co do przyczyn. Ook. Faktycznie upatrujesz je w deficytach emocjonalnych,
                                problemach osobowościowych, kwestiach tak wewnętrznych, że nieuświadomionych.
                                Tyle, ze ja nie do końca się z tym zgodzę (choć w sporej części tak!!!).
                                Większość owych pretekstów widzę jako ostatni gwóźdź do trumny - czyli to, co
                                człowieka popycha do samej zdrady. A u podstaw potrzeby posiadania pretekstów
                                leży wychowanie, lęk, poczucie odpowiedzialności - łączące się w zamknięte koło
                                z poczuciem winy. I pewnie dziesiątki innych, które powodują, ze niektórzy
                                pomimo permanentnego niezaspokojenia potrzeb decydują się pójść na łatwiznę,
                                szumnie nazywając to 'niekrzywdzeniem'.
                                Tyle rozdzieliłabym tu przyczyny zdrady partnerów, od przyczyn wiązania się w
                                taki układ osób wolnych.
                                • n.i.p.69 Re: autorka (niestety) ma rację 19.01.09, 09:18
                                  Cześć!...wychodzi na to, że w zasadzie uważamy podobnie(Ty nawet ładniej to
                                  ujęłaśsmile).... ale niestety nie moge zgodzic sie z Toba co do roli
                                  "nieswiadomosci' napisalaś>>>"tak wewnętrznych, że nieuświadomionych".....
                                  uważam, ze brak owej świadomości nie umniejsza jej wpływu na nasze życie,
                                  przecież nie musimy wiedzieć o istnieniu niezbednych dla zycia organów, żeby
                                  pozostawały niezbedne, ale wiedza o nich pozwala nam dbać o ich stan lub w porę
                                  wykryć nieprawidłowości w ich dzialaniu, druga rzecz, że "wiedza! jako taka nie
                                  leczy!!!!"..........
                                  ........myslę, że najlepszym dowodem siły "nieświadomości" sa choroby
                                  psychosomatyczne, na pozór raczej trudno skojarzyć chociażby anoreksje z relacją
                                  z matką, utratę wzroku na przykład z wykorzystaniem seksualnym, czy nowotwór z
                                  niską samoocena, (napisałem to oczywiscie bardzo duzym uproszczeniu i w skrócie,
                                  więc proszę się nie czepiaćsmile).... więc pomyśl(?) jeśli nasza psychika może nas
                                  unicestwić!... to dlaczego nie miałaby, wpływac niekorzystnie na nasze codzienne
                                  lub co gorsza! życiowe decyzje?
                                  .....


                                  >>>"....Tyle rozdzieliłabym tu przyczyny zdrady partnerów, od przyczyn wiązania
                                  się w taki układ osób wolnych...."
                                  ....... oczywiście, że przyczyny mogą być różne, ale wspólnym mianownikiem jest
                                  niezdolność do tworzenia zdrowych relacji interpersonalnych. Pozdr...
              • lonely.stoner do n.i.p.69 11.01.09, 17:24
                n.i.p.69 napisał:

                > ....chyba zapominasz, że to z kim sie zadajesz, swiadczy o Tobie
                (?) nie mówiac,
                > ze gdyby nie było paserów, nie byłoby też złodziei.
                >
                > ..... i nie kazdy facet jest taki jak myślisz, miałaś pecha(?) lub
                przyciągasz
                > do siebie taki typ. (znasz powiedzenie "swój do swego ciagnie" a
                może bardziej
                > pasuje "z kim przystajesz.....itd.)smile

                widze ze znowu trzeba tlumaczyc jak jakiemus idiocie - napisalam o
                takich facetach, bo o takich jest watek, nie bede przeciez pisac tu
                o takich co dbaja o sowje partnerki, nie zdradzaja ich i kochaja -
                nie sadzisz???nie napisalam ze WSZYSCY faceci tacy sa albo wszyscy
                ktorych znam,ale ci ktorzy zdradzaja sa tacy wlasnie.
                a co do tych madrosci ludowych rodem z konopi (swoj do swego
                ciagnie - kto z kim przestaje ) no to doprawdy, wypadaloby by
                stwierdzic ze partnerka takiego typa jest w taki mrazie podobnie
                zdemoralizowana co i on...

                ja ma tylko pytanie dlaczego na tym forum pisza osoby ktore maja
                jakies problemy z uzywaniem mozgu?? juz mnie zaczyna to irytowac.

                • n.i.p.69 Re: do n.i.p.69 12.01.09, 09:53
                  Po pierwsze nie musisz nic nikmu tłumaczyć, co najwyzej sobie(?)... ale
                  najprawdopodobniej masz racje pisząc, że jego partnerka ma zblizoną problematykę
                  co on, jednak o ile o osobach nieswiadomie pozostajacych w toksycznym zwiazku
                  mozna powiedziec, ze są 'emocjonalnie zaburzone' to juz o osobie która w taki
                  zwiazek wchodzi z pełna swiadomoscia, mozna rzeczywiscie i z całą pewnością
                  powiedzieć, ze jest zdemoralizowana! wink

                  .... i mam takie pytanie, dlaczego na tym forum pisza osoby, które maja problemy
                  z wyrażeniem swoich mysli?(... czyżby problem z używaniem mózgu?)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka