nawrocona5
26.09.08, 08:21
Czytam to forum od pewnego czasu i wciąż te same pyskówki....
Kobiety obrzucają błotem inne kobiety, obwiniając je o rozkład swojego
małżeństwa...
Jestem w średnim wieku, sama sporo przeżyłam, byłam zdradzana i od pewnego
czasu sama zdradzam.
Jestem więc i żoną i kochanką....
Kiedy byłam młoda i dowiedziałam się o zdradzie męża jakoś nie przyszło mi
głowy obwiniać drugą stronę o to co się stało.
I wciąż jednakowo śmieszy mnie ta wiara zdradzonych żon, że gdyby nie "ta
kobieta" to ich mężuś byłby wierny i nadal kochał swoją żonę.
Tymczasem zdrada tak naprawdę nie zdarza się w dobrych związkach, ale w takich
które się rozsypały tylko tego pozornie nie widać.
Z samego faktu, że małżeństwo trwa, nie wynika że jest to dobre małżeństwo.
Po prostu panowie tak mają, że odchodzą dopiero wtedy, kiedy czeka na nich
inne przytulne gniazdko. Zaden facet nie odejdzie w próżnie, choćby mu było
nie wiadomo jak źle - są na to zbyt wygodni.
Jeśli inna kobieta "ukradła" wam męża, to znaczy że on od dawna był na gotowy,
ale nie chciało mu się wyprowadzać i samemu sobie gotować, sprzątać itp.
Zadna laska nie jest w stanie "rozbić" kochającego sie małżeństwa.
A jeżeli małżeństwo istnieje tylko na papierze,a ludzie są ze sobą z obowiązku
to zawsze jest niebezpieczeństwo że ktoś zechce zaspokoić deficyt uczuć albo
seksu poza domem.
W większości przypadków mężowie jednak nie odchodzą ale zdradzają na boku i
liczą na to się uda.
A ich żony są przekonane, że facet został perfidnie uwiedziony i samemu by mu
to do głowy nie przyszło...
Pytanie do żon:
Czy takie myślenie oznacza, że zdradziłybyście z pierwszy lepszym facetem,
który by się koło was zakręcił?
Czy wy same jesteście wierne tylko dlatego, że nikt was nie chce?
I dlatego właśnie uważacie, że jedynym powodem wierności jest (lub powinien
być) brak okazji?