dziewczyna-szamana-04
02.10.08, 00:35
wielokrotnie w kontekście zdrady pojawia się temat solidarności
kobiet oraz tego, że tak naprawdę winić należy przede wszystkim
faceta.
stąd moje pytanie.
Konkretnie sytuacja wygląda tak, że on jest w związku ze swoją
kobietą od 9 lat.
Nie są małżeństwem, nie mają dzieci, nie mają domu, kredytu- no nic
z tych rzeczy.
Nasz romans nie trwał zbyt długo i nie został nawet skonsumowany.
A jednak wystarczająco długo by wieloktornie powiedział i napisał mi
że tamta kobieta go nie pociąga, że jej nie kocha, że nie jest dla
niego atrakcyjna. Wielokrotnie powiedział mi, że ma już 37 lat i
bardzo chce założyć rodzinę, mieć dzieci.
Chce też wrócić do swojego kraju (Australii) na stałe i jego
dziewczyna musiałaby zostawić wszystko: rodzinę, pracę, przyjaciół i
pojechać za nim.
On jest niepełnosprawny i choć teraz ta niepełnosprawność życia mu
zbytnio nie utrudnia to jest możliwe, że choroba się pogłębi i
będzie wymagał stałej opieki.
Wiem, że ona ma mnóstwo obaw związanych z przeniesieniem się do
Austalii na stałe właśnie z powodu odległości od rodziny, przyjaciół
i jego choroby.
Nasz romans zakończył się i nie ma perspektyw na nic więcej między
nami. A jednak on ciągle do mnie pisze dziwne maile. Że tęskni, że
jest mu tak źle.
Rozpisuje się na kilka stron na temat swojego związku, swojej
dziewczyny, że tak bardzo przytyła że go nie pociąga, że ona nie
chce jeszcze mieć dzieci a on już i to bardzo, że on nie wie czy ją
kocha, że nie jest z nią szczęśliwy.
Oczywiście dopuszczam opcję, że to takie tylko jego gadanie, które
wcale nie musi być prawdą. Choć nie wiem po co miałby to robić skoro
nasz romans się zakończył.
A z drugiej strony myślę sobie, że skoro gość do mnie wypisuje takie
rzeczy na kobietę, z którą zamierza wziąść ślub, mieć dzieci, zabrać
ją ze sobą do Austaralii... kurcze!
Jak ona by się czuła gdyby wiedziała, że on tak do mnie na nią
nadaje?
Ktoś mi podsunął właśnie myśl, żeby jej wysłać jednego z jego
maili.... nie wiem czy potrafię bo czułabym się chyba jak ostatnia
świnia. Poza tym obawiam się, że i on i ona mogliby to widzieć tylko
i wyłącznie jako zemstę z mojej strony.
Ale...
Ja do tej dziewczyny tak naprawdę nic nie mam. W zasadzie to
naprawdę jej współczuję, bo uważam, że to on zachował się jak
gnojek. Pogrywał sobie na dwa fronty, ja przynajmniej wiedziałam o
niej, ale ona nie ma pojęcia o mnie i nie ma pojęcia, że gość
obiecywał mi, że z nią zerwie.
Przez kilka tygodni zwodził i uwodził mnie, a od niej oczekuje
wyjazdu na drugi koniec świata, urodzenia mu dzieci i jeszcze opieki
jeśli jego choroba się pogłębi. Podczas gdy on nawet nie jest pewny
czy ją kocha!
Więc... powiedzieć jej czy nie?