Dodaj do ulubionych

potrzebuje wsparcia to koniec

20.11.08, 20:21
dzis zerwałam z kochankiem , było nam cudownie , ale to koniec ,
chciał i był zdecydowany zostawić żone i dziecko .
Chciał mnie mieć na wyłączność , ale ja rodziny nie zostawie wiec to
koniec , jestem teraz wrakiem , wyć mi sie chce
Obserwuj wątek
        • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 21.11.08, 13:32
          Strasznie uprzedmiotawiasz mężczyzn. Przecież to dorośli, decyzyjni ludzie, a
          nie zabawki w rękach kobiet. Zdaje się, że za bardzo chcesz wszystkim kierować,
          w tym mężczyznami i czujesz się nieswojo, gdy coś wymyka się spod Twojej
          kontroli. Bo inaczej trudno wytłumaczyć takie podejście do człowieka - mężczyzny
          - męża.
          • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 21.11.08, 17:15
            hej dziewczyny jakoś zleciał ten dzien , ale teraz jest wieczór i
            myśli wracają , cały czas tęsknie za nim , on pisze i chciał
            zadzwonic ale nie odbieram i nie czytam .
            Dzis moja przyjaciółka postanowiła ze idziemy zaszaleć , szczerze to
            nie mam ochoty i siły ale uparła sie , moze i dobrze mi to zrobi .
            pozdrawiam
            • magiczna_marta Re: potrzebuje wsparcia to koniec 21.11.08, 17:47
              po co jesteś ze swoim mężem skoro go nie kochasz?
              bo argument dzieci jakoś do mnie nie przemawia bo nie ma jakiegoś
              obowiązku żeby być mężem mamy żeby być ojcem dziecka
              dla mnie to co robiłaś było pójściem na łatwiznę, a może boisz się
              że on jednak nie będzie takim księciem z bajki jeśli zdecydujesz się
              na życie z nim jakim jest teraz na kilka godzin w miesiącu?
      • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 08:39
        ta napisała:

        > I po cóż ci był ten zamęt kobito ?!
        > Teraz masz już z górki, ale po kamieniach...
        > Ta_
        Ta_ nie masz dzien dobroci czy co?
        nie zwyzywałaś mnie ,tak mam po kamieniach i jestem strasznie
        poobijana , napewno w duchu mySlisz ze dobrze mi tak .
        • magiczna_marta Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 08:53
          @nn-1-6- wiesz co, mam dla Ciebie rozwiązanie, daj mężowi poczytać
          forum, ułatwi Ci podjęcie decyzji jak Cię spakuje i na kopach
          wyniesie ze swojego domu, będziesz miała prostą drogę do swojej
          miłości, pytanie tylko czy on z obietnic zostawienia żony wtedy się
          wywiąże.
          • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 12:04
            czy ty marto ambicji nie masz ? ja traktuje cie jak powietrze , juz
            kolejny raz ignoruje twoje posty skierowane do mnie , nie każda
            kobieta jest na garnuszku u męza , i nic swojego nie mam , ja jestem
            aktywana zawodowo i moge spokojnie sie utrzymać i dzieci nie licząc
            co mi mąż skapnie z wypłaty 30 -tego , a kochanek wyprowadził sie z
            domu , ale ty nie rozumiesz bo twoje puste myślenie ogranicza sie do
            siedzenia na kompie i tłumienia kompleksów na tym forum ,żegnam
            • karina_online Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 12:26
              Jestem w sumie to byłam w podobnej sytuacji. Bardzo długo się
              wachałam ze względu na dzieci. Ale w końcu do mnie dotarło, że moje
              dzieci nie będą szczęśliwe patrząc na załamaną matkę. W tej chwili
              jestem w trakcie rozwodu, mam niezłe jazdy z byłym, ale nie żałuje
              wcześniej podjętej decyzji. Dzieci kontaktują się z ojcem i są
              szczęśliwe. Myślę,że powinnaś dobrze się zastanowić czego chcesz,
              żebyś za jakiś czas nie doszła do wniosku, że żle wybrałaś.
        • ta Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 14:23
          nn-1-6 napisała:

          > Ta_ nie masz dzien dobroci czy co?
          > nie zwyzywałaś mnie ,tak mam po kamieniach i jestem strasznie
          > poobijana , napewno w duchu mySlisz ze dobrze mi tak .

          Dyskutuj uczciwie, proszę smile Nie sugeruj, że kogoś tu "wyzywam". Nigdy tak nie
          robię, tutaj także. W duchu myślę sobie to samo, co i głośno nie obawiam się
          powiedzieć. Moją opinię na temat robienia złego fermentu w swojej i cudzej
          rodzinie znasz, jeśli czytasz posty tego forum.

          Nie myślę "dobrze JEJ tak" , myślę "dobrze,że tak się stało, choć byłoby
          zdecydowanie lepiej, gdyby nie wydarzyło się wcale".
          Pozdrawiam, życzę wytrwałości
          Ta_
          • woman-in-love Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 14:45
            moje zdanie nie poprze decyzji zniszczenia milości. Jeśli poważnie kochasz
            czlowieka, to dlaczego nie chcesz dzielić z nim zycia? Dzieci dorosna i odejdą
            prędzej niz myślisz.
            Mam wrażenie, że romans był dla ciebie czyms w rodzaju zabawnej odskoczni, a dla
            Twojego kochanka czymś poważnym.
            • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 18:06
              juz podjełam decyzje , musze tak zrobić moj mązjest bardzo dobrym
              ojcem , tak jest prawda .
              dla mnie od kiedy pjawiły sie dzieci są one całym światem ja moge
              cierpieć ale nie one nigdy na to nie pozwole i dlaczego jego dzieci
              mają cieprieć , było nam dobrze w takim układzie i wiedział od
              początku ze dzieci są numer 1 w moim życiu .
              tez sie zaangażowałam inaczej bym nie cierpiała jak teraz .
              same mi łzy lecą pisać nie moge , przepraszam
                • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 19:09
                  woman-in-love napisała:

                  > przecież, kiedy wchodziłas w ten romans wiedziałaś, że oboje macie
                  dzieci - i ż
                  > e
                  > to ślepa uliczka. Więc - ....?
                  wiec od początku wiedzia jaki jest układ , miało byc miło i
                  namiętnie ale bez rozbijania rodzin , tak to miało wyglądać
                  • piatek_13-go Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 20:00
                    nn-1-6 napisała:


                    > wiec od początku wiedzia jaki jest układ , miało byc miło i
                    > namiętnie ale bez rozbijania rodzin , tak to miało wyglądać

                    Kochanie, zawsze, powtarzam, zawsze(!) trzeba liczyc sie z tym, ze wchodzac w
                    romans z zonatym/ mezatka istnieje opcja " rozwalenia malzenstwa.
                    • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 22.11.08, 23:37
                      piatek_13-go napisała:

                      > nn-1-6 napisała:
                      >
                      >
                      > > wiec od początku wiedzia jaki jest układ , miało byc miło i
                      > > namiętnie ale bez rozbijania rodzin , tak to miało wyglądać
                      > tak masz racje ale u nas układ byl jasny , dzieci to świętośc ,
                      ich to ma niedotykać , myslałam ze on jest dojrzały do takiego układu
                      > Kochanie, zawsze, powtarzam, zawsze(!) trzeba liczyc sie z tym, ze
                      wchodzac w
                      > romans z zonatym/ mezatka istnieje opcja " rozwalenia malzenstwa.
                    • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 23.11.08, 08:37
                      kolejna noc za mną , nadal tęsknie , dzieci dają mi siłe , dzis
                      spałam nawet 4 godziny do poprzednich nocy jest rekordem .
                      MySlałam ze tego nigdy nie powiem ale dobrze sie stało , ze zerwalam
                      tą zanjomość bo to nie był odpowieni facet do takiego układu .
                      pozdrawiam
                      • 37justysia Re: potrzebuje wsparcia to koniec 23.11.08, 10:54
                        Witaj.Piszesz ze cierpisz ze kolejna noc za toba ze dobrze zrobilas ze dzieci to swietosc?ok.to powiedz mi jedno dlaczego mialas kochanka?dlaczego namacilas mu w glowie?skoro dzieci to swietosc to kochaj ich ojca stworz im dom pelen milosci i ciepla ucz okazywania sobie tego.Wiedzialas od poczatku ze sa najwazniejsze to po co ci ten kochanek byl?masz meza ojca swoich dzieci kochaj go i zyj z nim.Wdalas sie w romans z czystego egoizmu i co teraz cierpisz bo kochanek okazal sie prawdziwym mezczyzna?pa cierp cialo jak sie chcialo.
                        • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 23.11.08, 12:01
                          justysiu, czasem po prostu NIE DA się kochać ojca dzieci. TERAZ się
                          nie da. Kiedyś i owszem. Teraz nie. Stąd kochanek. A czasem jest
                          tak, że kocha się ojca ale nie dostaje się przez lata tego, co
                          potrzeba i też kochanek sta. itd...
                          A czasemczłowiek chce "pożyć". A definicji "pożyć" jest tak wiele
                          jak wielu ludzi.
                          Nie jestem zwolenniczką konsekwencji do śmierci. Po prostu jedni z
                          nas wybierają tak inni siak.
                          A kłopoty są zawsze. I w małżeństwa bez kochanków/-ek i w tych z
                          nimi. Paradoksalnie, kochanek/-anka czasem pomaga "przetrwać"
                          najgorsze w małżeństwie. Piszę czasem, nie ZAWSZE.
                          Wszystko jest kwestią wyboru. I ponoszenia konsekwencji takich
                          wyborów.
                          • 37justysia Re: potrzebuje wsparcia to koniec 23.11.08, 12:22
                            Tak dobrze napisalas zgodze sie z toba w zyciu bywa roznie jestem akurat ta kobieta ktora nie dostala od meza tego czego oczekiwalam.D uzo przezylam i tez mam kochanka i dzieci i on ma zone i dzieci ale od poczatku wiem ze nie bede chowac glowy w piasek ze kocham tego czlowieka i chociaz dzieci sa wazne to poniose konsekwencje swoich wyborow i nie odwroce sie od niego bo na takie szczescie czekalam cale zycie.Wiem ze czasem bywa tak ze nie kocha sie ojca swoich dzieci z takich czy innych powodow ale jesli jest juz tak ze sie spotkalo kogos i pokochalo to jak mozna miec dylemat to albo zostaje z mezem nawet jak go nie kocham ale udaje ze jest ok.bo dzieci albo mowie otwarcie mezowi jak jest albo odchodze.Mysle ze wlasnie maz dlatego ze jest ojcem naszych dzieci zasluguje na jesli sie go nie kocha to na uczciwosc i prawde.Mysle ze jesli decydujemy sie zostac z mezem nie z milosci ale ze wzgledu na dzieci to trzeba wziasc odpowiedzialnosc za te decyzje i dac mezowi i dzieciom dom pelen milosci i zapomiec o swoich potrzebach bolu i cierpieniu skoro dzieci to priorytet.Troche chaotycznie to napisalam tak trudne to wszystko i tyle kazdy niestety musi sam podejmowac swoje decyzje popelniac swoje bledy i ponosic ich konsekwencje i doradzanie tu za wiele nie pomorze co najwyzej ulzy.
                      • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 23.11.08, 16:40
                        Szczerze? To wszystko jest dla mnie jakieś naciągane. Dobro dzieci jako wartość
                        najwyższa? Nie ma dobra dzieci w oderwaniu od dobra każdego rodzica z osobna i
                        razem. Takie 'poświęcanie", to wybacz - banał. Chcesz usłyszeć, ze jesteś dobrą
                        matką? Tego nie liczy się poprzez wielkość podjętych wyrzeczeń. Dzieci dorosną,
                        wyjdą z domu, a Ty któregoś dnia zostaniesz sama, z człowiekiem, którego nie
                        kochasz(?) i ze świadomości, ze komuś ważnemu pozwoliłaś odejść.
                        Śmieszą mnie kobiety, które robią ach i och z poświęcenia dla dzieci... Ani to
                        mądre, ani godne podziwu. Każdy człowiek ma prawo być szczęśliwym. A dzieci
                        doskonale wyczuwają, ze coś jest nie tak. I wierz mi, widywałam to nie raz -
                        konsekwencje takich poświęceń, ponoszą właśnie one... Tak samo śmieszą mnie
                        tatusiowi, którzy trwają w rodzinie, dla dobra dzieci. Pic na wodę i kłamstwo.
                        • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 23.11.08, 17:07
                          witam , faktycznie moze to ze rezygnuje ze związku z nim to błąd i
                          lepiej by było gdyby był inny powód niz dzieci ale w moim przypadku
                          tak jest , i nie jest tez tak ze mąż jest mi obojętny bo to dobry
                          człwowiek , co do kochanka to kocham go i ok ale niestety miał byc
                          jak pyszny deser w życiu a nie przewracać mój i swój świat do góry
                          nogami .
                          • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 07:48
                            Zatem powiedz otwarcie, ze robisz to z wygody, bo mąż nie jest Ci obojętny, nie
                            zasłaniaj się miłością do dzieci.
                            Dzieci za jakiś czas będą miały własne życia, a Ty ewentualne żale będziesz
                            podświadomie miała właśnie do nich. Popatrz na matki polki - które
                            niejednokrotnie, po lata wypominają wszystkim, ze tyle poświęciły, a teraz...
                            Człowiek nie jest tylko matką, żoną, czy kochanką. Człowiek to istota społeczna
                            i tak trzeba siebie postrzegać, nie jednobiegunowo.
                            Jeśli Twoja decyzja wynika z dobra SWOJEGO, a w dalszej kolejności reszty - ok.
                            Jeśli to jednak wielkie poświęcenie dla czyjegoś dobra - to błąd. Nie dlatego,
                            ze nie zostaniesz z kochankiem, ale dlatego, ze Twoje decyzje maja kruche
                            podstawy. Przenosisz odpowiedzialność za swoje decyzje z siebie - na kogoś - w
                            tym przypadku dzieci. Zrób, to co dobre dla Ciebie. Najbliżsi zaś, zwłaszcza
                            małe dzieci, doskonale wyczuwają wszelką sztuczność.
                            • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 23.11.08, 18:18
                              napewno moj mąz nie jest mi obojętny i napewno boje sie codziennosci
                              z kochankiem ze względu i tu znów będe momotematyczna na dzieci ,
                              jakos nie jestem w stanie uwierzyć ze kochanek będzie trakował moje
                              dzieci równo ze swoimi , jak będa wyglądac np świeta , a ponad to po
                              co komplikowac sobie życie było nam dobrze tak jak bylo . A kochanka
                              kocham to wiem napewno i jest mi drogi . pozdrawiam
                            • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 09:53
                              Oczywiście, że może i tak być! Sama napisała, że miał być pysznym
                              deserem a nie przewracać życie do góry nogami. I być może autorka
                              wątku kocha męża.
                              Nie śmiałabym oceniać tego, co ONA czuje. Mogę tylko przypuszczać,
                              ze sama nie wie co dokładnie i do kogo czuje. A to przeciez jest
                              ludzkie. Wątpliwości. Wazne, by mieć świadomosć, że wszystko, co
                              robię robię dla SIEBIE, nie dla kogoś. To i uczciwsze i lepiej
                              rokuje na przyszłość.
                              Trzymam kciuki.
                        • ta Re: potrzebuje wsparcia to koniec 23.11.08, 19:32
                          daria_nowak napisała:

                          > Śmieszą mnie kobiety, które robią ach i och z poświęcenia dla >dzieci... Ani to
                          > mądre, ani godne podziwu.

                          Pojechałaś po bandzie, daria, to smutne, a twój komentarz po prostu szkodliwy.
                          Kobieta narobiła w swoim życiu głupot, chce się z tego wykaraskać, mniej lub
                          więcej zrozumiała, ale jest szansa na odbudowanie dobrych relacji w obu
                          rodzinach, a ty wpychasz ją z powrotem w zamęt i mało ciekawe perspektywy.

                          Poza tym, co najważniejsze, nie masz dzieci i nie chciałaś, jak pisałaś
                          świadomie ich mieć. Cóż zatem wiesz o szczególnych relacjach łączących matkę z
                          dzieckiem i co upoważnia cię do tak autorytatywnych twierdzeń?

                          >Każdy człowiek ma prawo być szczęśliwym.

                          Tak, także, a może przede wszystkim małe dzieci, które w niczym nie zawiniły, że
                          ich mamusie i tatusiowie chcieli jeść "torciki na deserki".
                          nn ocknęła się,podkreśla, że mąż jest jej bliski, nie sadzę by była aż tak
                          cyniczna, by wychodzić za mąż z wyrachowania i płodzić z mężem dzieci bez
                          uczucia. Jest duża szansa, że, gdy wyzbiera się z zerwania z kochankiem, może
                          odbudować prawidłowe, szczere i pełne miłości relacje z mężem i uratować swoją
                          rodzinę.

                          Kochanek wyzbiera się szybciej, niż nn myśli i albo da szansę swojej rodzinie,
                          albo odejdzie. To jego sprawa, nie nn , aczkolwiek znacznie się do tego
                          przyłożyła i sprawą jej sumienia będzie, co z tym zrobi.

                          >Pic na wodę i kłamstwo.

                          Wybacz, ale to twoje słowa dario, zasługują na taka ocenę sad
                          Ta_
                          • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 07:15
                            To odpowiem ja smile mająca dzieci. Mnie też śmieszą, co więcej, wiem,
                            że taka postawa jest SZKODLIWA dla dzieci. Lepiej żeby mama
                            przyznała, ze tego męża chce dla SIEBIE! I nie ma w takiej postawie
                            niczego złego. Tak, jako kochanka przyznaję rację żonom - jeśli
                            chcecie uratować małżeństwo po zdradzie - to jest ok. (znak kilka
                            naprawdę szczęśliwych związków po zdradzie, wybaczeniu ale i
                            wielkiej pracy nad sobą i związkiem)
                            Poza tym, wystarczająco długo żyję na świecie, by wiedzieć, że
                            ludzie zdradzają z róznych powodów. Najrzadszym, niestety, wg moich
                            obserwacji, jest nie-kochanie-małżonka. Trzeba spojrzeć prosto w
                            oczy prawdzie. Tak bywa. Nie piszę, że zawsze, ale mam przekonanie,
                            że bardzo czesto.
                            Cóż, jako kochanka, mam świadomość, że mój misio może mieć po prostu
                            dosyć małżeńskiej rutyny, nie wie, że ludzie wiążą się z określonym
                            typem ludzi, dojrzewają, zmieniają się, potrzebują nowych bodźców...
                            Tak, jak zony powinny pamietać, że mąż może po jakimś czasie "nie
                            gustować" w ich typie kobiety, tak kochanki powinny pamiętać, że
                            misio może z nimi romasować mówiąc o wielkiej miłości i kochać
                            jednocześnie żonę. Ani jako żona, ani jako kochanka nie chciałąbym
                            być w takiej sytuacji...
                            Zdaję sobie sprawę, że to niepopularny pogląd, ale z wiekiem,
                            wierzcie mi, dostrzega się, że życie nie jest czarno-białe.
                            i last but not least:
                            Nie ma wzoru na utrzymanie małżeństwa, jak i nie ma na odejście
                            kochanka/-i od małżonka/-i. Najczęściej są to sprzyjające zbiegi
                            okoliczności, na które mamy bardzo średni wpływ.
                            pozdrawiam oba fronty.
                          • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 07:42
                            > świadomie ich mieć. Cóż zatem wiesz o szczególnych relacjach łączących matkę z
                            > dzieckiem i co upoważnia cię do tak autorytatywnych twierdzeń?

                            Moja matka jest rozwódką. Wiem jak w świecie dziecka wygląda świat, nawet
                            chwilowo utrzymywany dla jego dobra.
                            Moja najbliższa koleżanka z pracy, przez długi czas utrzymywała status quo dla
                            dobra dzieci. Skończyło się długą psychoterapią... dla jej starszego syna. Moja
                            przyjaciółka była dzieckiem fikcyjnego związku. Związek, który nie istniał,
                            rozpadł się na dobre, gdy miała 17 lat. Teraz jest problem, bo ojciec
                            prawdopodobnie nie będzie na jej ślubie. Matka nie chce go widzieć na oczy.
                            Fakt, ze jestem człowiekiem, który uważnie obserwuje świat wokół uprawnia mnie
                            do sądów.
                            Dodatkowo zaś zawód - jestem pedagogiem. Mam spore pojęcie na temat utrzymywania
                            'niby-rodzin' i konsekwencji jakie ponoszą dzieci.
                            • ta Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 11:41
                              dario, podajesz przykłady złych małżeństw, utrzymywanych fikcyjnie związków, w
                              których dzieci czuły się źle. Ilustrujesz swoje argumenty złymi przykładami.

                              W małżeństwie nn , z jej relacji nie działo się źle, kochanek pojawił się dla
                              "uatrakcyjnienia" codziennej rutyny, sama nazywa to "torcikiem na deser". Pisze,
                              że mąż nie jest jej obojętny, że jest wspaniałym ojcem, dzieci są z nim związane
                              i prawdopodobnie bardzo dba o rodzinę. nn , jak już pisałam, wyszła za mąż
                              płodziła z nim dzieci, chciałabym wierzyć- z miłości.

                              Zrobiła błąd, z nudów, z głupoty, z braku dobrych wzorców.
                              Teraz zbiera żniwo nieodpowiedzialnego postępowania, ma zamęt w głowie,
                              najprawdopodobniej w relacjach w rodzinie. Niewykluczone,a nawet całkiem
                              prawdopodobne, że małżonek wie o romansie, co pociąga za sobą dalsze komplikacje.
                              Kobieta chce wrócić do rodziny i zerwać romans.
                              Moim zdaniem, to dobra decyzja.
                              Moim zdaniem, ma szansę żyć dobrze, wcale się "nie poświęcając".
                              Pseudo romantyczne mrzonki o miłości do kochanka miną szybciej, niż się spodziewa.

                              Moim zdaniem, kobiety, jak ty, dario, które świadomie zrezygnowały z zakładania
                              rodziny, bo dla nich nie stanowi ona wartości, nie powinny radzić osobom takim
                              jak nn.
                              Nie powinny także wykonywać zawodu pedagoga.
                              Ta_



                              • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 14:27
                                A moim zdaniem, każdy moze wnieść coś do dyskusji, bo nie ma jedynych i świętych
                                rozwiązań. Święte są tylko krowy i racje w mniemaniu niektórych.

                                Przykład mojej rodziny, jak i rodziny przyjaciółki - to zupełnie nie to, co
                                piszesz. I co z tego, ze rodzice zachowywali się normalnie, gdy nie było między
                                nimi prawdziwej czułości. To właśnie mnie zastanawiało. Jako szkrab nie
                                rozumiałam dlaczego śpią oddzielnie, a ich czułości są sztywne. Chyba nie
                                doceniasz dzieci. Nie było kłótni, burd, ani tego, co jak sądzę określiłabyś
                                mianem patologii. Był chłód, ale nie ostentacyjny. Wiesz, co mam na myśli?
                                Wyjście za mąż - to nie koniec świata.
                                Prawda jest taka, ze gro romansów wynika z braków. Deficyt uczuć,
                                zainteresowania, rozwój, który poszedł w innych kierunkach...
                                Autorka wątku wciąż pisze o dzieciach. To jest jej główny argument - a z punktu
                                widzenia nauki - wsio rawno - psychologii, socjologii, czy pedagogiki - to
                                bezsens. I dopiero to może prowadzić do poważnych skutków.
                                A może zbiera żniwo znalezienia czegoś, czego jej - człowiekowi (nie matce)-
                                brakowało?
                                Ani ja, ani Ty - nie wiemy. I nie ma tu prawd uniwersalnych.
                                Autorka musi to przegryźć sama. Zdiagnozować co było prawdziwą przyczyną jej
                                skoku w bok i MIŁOŚCI. I przestać zasłaniać się dziećmi w podejmowaniu decyzji.
                                Bo jak napisałam wcześniej - to przenoszenie odpowiedzialności.
                                Nie problem w tym jak postąpi. To jej życie. Problem w tym, kto w końcu poniesie
                                konsekwencje. Jeśli ona - ok. Natomiast jeśli to dzieci - jako jedyny powód
                                trzymania związku - to juz nie ok.
                                  • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 19:03
                                    Moje życie z męzem to nie jest piekło a do tego bardzo go szanuje
                                    czy kocham ? sama niewiem napwno jest to rodzaj jakiegoś pozytywnego
                                    uczucia , decydując sie na założenie rodziny i planowanych dzieci
                                    nie brałam pod uwage ze kiedyś będe miec kochanka , a jak juz sie
                                    zdrzyło i to sądze ze poraz pierwszy i ostatni choc niewiadomo ci
                                    życie przyniesie i wcale nie zasłaniam sie dziećmi , bo tworzymy
                                    normalną rodzine nie ma kłotni a dzieci nie żyją w piekle naszej
                                    rodziny , Spie z męzem , razem spedzamy czas i dzieci nigdy nie
                                    odczuły tego ze mam kochanka a problem nastąpił z jego strony bo
                                    chciał wszystko skąplikować i po co ?
                                    Fakt kocham go ale nie bardziej niz dzieci .
                                    A czy chce to zrobic dla siebie napewno nie , bo stał sie częscią
                                    mojego życia i bardzo tęsknie .
                                    • 37justysia Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 20:38
                                      Wiem ze w zyciu bywa roznie i wiem ze pogubilas sie w nim bo poczytaj co piszesz?zaprzeczasz sama sobie-kochasz kochanka tesknisz ale nie chcesz z nim byc bo maz nie jest obojetny spisz z nim no fakt ze jednoczesnie sypiasz z tym drugim ale to pewnie szczegol spedzasz z mezem wolny czas ogolnie jestescie udana rodzina.To prosze powiedz mi skad sie wzial ten kochanek?jakie uczucia czujesz do meza skoro potrafisz go zdradzac?oklamywac?co to za szczesliwa rodzina jest?mysle ze przeginasz w jednym ze kochanek z tego co widze kocha cie naprawde bo chce zaryzykowac dla ciebie a Ty jestes zla bo to miala byc zabawa.Czy nie wydaje Ci sie ze jestes dziecinna?zabawilas sie a teraz ja robi sie smrut Ty dajesz noge.Do tego piszesz ze szanujesz meza?winna mu bylas milosc wiernosc i uczciwosc malzenska pomysl co zachowalas z tej przysiegi?i gdzie tu szacunek?sory za ostra wypowiedz ale takie mam zdanie a co Ty myslisz to juz Twoja sprawa.
                                    • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 24.11.08, 21:36
                                      nn, ja myslę, że boisz się zaryzykować wszystko dla tego gościa.
                                      Bo Ty, zupełnie jak ja, chcesz mieć ciacho i je jednocześnie zjeść.
                                      A tak się długoterminowo nie da.
                                      A teraz faktycznie skomplikowana sprawa.
                                      Drugą rzeczą jaka mi się nasuwa to - żona postawiła sprawę jasno:
                                      albo ja albo ona, a kochanek chce być z Tobą bo wydaje mu się, że
                                      fajną atmosferę waszych spotkań można na stałe przenieśc na
                                      codzienność.
                                      A tak też się nie da.
                                      Ty to wiesz, ale czy on?

                                      Podonie jak Prawidłowemu, coś mi tu brzydko pachnie. zalozenie, ze
                                      sprawa sie nie rypnjie faktycznie bylo dziecinnada.
                                      wspolczuje. powaznie.

                                      sobie troche tez.
                                      • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 25.11.08, 09:38
                                        witam , szanuje wasze opinie i napewno nie będę sztrzelać fochów ,
                                        czasami bywa i tak ze świeże spojrzenie jest potrzebne , po to
                                        napisałam na tym forum .
                                        pytacie skąd kochanek w moim życiu , dla odskoczni i chwil
                                        uniesienia których czasami brak nawet w najlepszych długoletnich
                                        związkach , tylko jedni trwają w tym i czekają na cud a inni tak jak
                                        ja mają romanse , co lepsze ? , niewiem co do przysiegi to pozostało
                                        mi ze zostane z nim do śmierci .
                                        widzisz ja wiem ze kazdy związek z czasem i problemiami dnia
                                        codziennego miodem nie płynie , dlatego uważam ze kochanek powinien
                                        zostac kochankiem ale to moje zdanie .
                                        pozdrawiam .
                                              • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 26.11.08, 20:36
                                                hej , widzisz tez tego nie rozumiem , odezwał sie w niz zew
                                                założenia ze mną rodziny i coraz cieżej znosił tego drugiego czyli
                                                męza , szanuje twoją opinie i myśli co chcesz ale naprawde mam lekki
                                                zament w głowie co innego gdybym wiedziała ze nasz związek zmierza
                                                do czegoś innego niz tylko wzajemne uczucia i potajemne spotkania .
                                                • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 26.11.08, 23:59
                                                  Doskonale Cię rozumiem - sam byłem w podobnej sytuacji ponad rok
                                                  temu. Wiesz co jest najgorsze ? Jeżeli go kochasz to przez całe
                                                  życie będziesz się zastanawiać co byłoby lepsze. Bo miłości nie da
                                                  się wyłączyć. Nie da się zagłuszyć. Będziesz musiala z tą miłością
                                                  żyć. Oststnio gdzieś słyszałem, że miłość to niepokój w sercu, o
                                                  którym nie mówisz nikomu. I nie wierz w to, że czas leczy rany -
                                                  leczy jeżeli nie kochałaś prawdziwie. Jeżeli to jest ten jedyny to
                                                  już nigdy w życiu tak nie pokochasz i całe życie będziesz właśnie
                                                  jego kochała. Wiem to ponieważ żyje z taką miłością każdego dnia.
                                                  • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 09:05
                                                    Niektórzy nazwą to, nie "miłością" a zadręczaniem się.
                                                    Dodając, że to niedojrzałe. Dojrzałość polega wg niektórych m.in. na
                                                    tym, że AKCEPTUJE się stan, na który nie ma się wpływu.
                                                    10ten, mnoże być tak, ze po prostu idealizujesz wyobrażenie nt tego,
                                                    jak mogłoby być Wam gdybyście byli razem. Nie masz obiektywnego
                                                    oglądu sytuacji. NIE MA miłości idealnych pomiędzy ludźmi.
                                                    I proszę, nie oceniaj tych, którzy jakośc w podobnej sytuacji się
                                                    odnaleźli - że nie kochali prawdziwie. Bo to trąci melodramatem.

                                                    Spokoju serca życzę. smile
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 10:02
                                                    Nie chciałem oceniać i nie oceniam nikogo. Na pewno w tym co czuje
                                                    jest trochę idealizmu. Czy nie ma miłości idealnych ? Moim zdaniem
                                                    nie ma związków idealnych ale miłość idealna istnieje (czego
                                                    przykłady mam we własnej rodzinie).

                                                    Co do obiektywizmu to po tak długim czasie (w sumie to już kilka
                                                    lat) mogę powiedzieć, że jestem tak obiektywny jak bardzo obiektywny
                                                    może być ktoś kto mówi o sobie.

                                                    Akceptacja i spokój serca to dwie różne rzeczy - jestem na tyle
                                                    dojrzały aby akceptować ten stan (inaczej nie mógłbym tak żyć) ale
                                                    też jestem na tyle dojrzały aby siebie samego nie oszukiwać.

                                                    Jeżeli chodzi o odnajdywanie się - trochę poczytałem na tym i na
                                                    podobnych forach - jeżeli słysze, że osoba "porzucona" przez
                                                    żonatego/zamężną (bardzo często z dziećmi) próbuje mu zaszkodzić,
                                                    próbuje wszelkich środków aby zdyskredytować go w oczach
                                                    współpracowników, wreszcie życzy jego dzieciom jak najgorzej to czy
                                                    możemy mówić o miłości ? Na pewno nie. Możemy mówić o zauroczeniu,
                                                    obsesji ale nie o uczuciu, w którym chcemy aby ta druga strona była
                                                    po prostu szczęśliwa.

                                                    Życze nn-1-6 aby nie musiała przez to wszystko przechodzić
                                                    jednocześnie kochając tą osobę. Bo, niestety, uczuć się kontrolować
                                                    nie da. I aby, jak to nazywasz, nie "zadręczała się" wybierając
                                                    pomiędzy swoim szczęściem a szczęściem najbliższych.
                                                  • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 10:58
                                                    witam , piszesz dokładnie to samo co mówi mój kochanek ,że bede
                                                    załowac do końca życie i ze on będzie mnie kochał nawet jak nie bede
                                                    z nim , ze jestem jego prawidziwą miłoscią , wybór był by tylko
                                                    jeden gdyby nie dzieci , ale mam je i bardzo kocham napewno bardziej
                                                    niz kochanka .
                                                    Odchodząc od męza zrobiłam bym im niezły zamęt w życiu , zmiana
                                                    mieszkania a nawet szkoły , i mam to zrobic w imie miłosci ,
                                                    czystego egoizmu .
                                                    masz racje nad uczuciami nie da sie panować i byc moze będe go
                                                    kochac do końca życia ale trudno życie to sztuka wyborow .
                                                    Moze spróbuje poskleiać moje zycie z męzem , które nie jest złe
                                                    nawet teraz.
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 11:33
                                                    Niestety, Twój kochanek ma racje. W moim przypadku też wybór byłby
                                                    jeden.

                                                    W tym wszystkim piękne jest to, że zarówno Tobie jak i mi
                                                    przytrafiło się to co wielu ludziom w życiu się nie zdarza -
                                                    odnaleźliśmy drugie połówki.

                                                    Mam nadzieję, że Ci się uda zamknąć tą miłość w sobie tak abyś
                                                    potrafiła żyć.
                                                  • woman-in-love Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 12:11
                                                    Miłośc jest wielką siłą. I nie ,ma potrzeby jej zamykać. Jakie to "nieszczęście"
                                                    zmiana szkoły" Albo mieszkania? Dzieci nie rozwodzą się z ojcem. Mogą utrzymywać
                                                    kontakty, może nawet lepsze. nie chodzi mi tutaj o osoby zamieszanie w tę
                                                    sytuację, ale o hierarchię wartości. Zmiana partnera spowodowana autentycznym i
                                                    obopólnym uczuciem jest w moim pojęciu jaknajbardziej moralna i niczego nie
                                                    niszczy. Wybór starego małżeństwa to po prostu sprzeniewierzenie uczucia.
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 12:53
                                                    Zazdroszcze Wam (kobietom) takich możliwości dokonywania wyborów.
                                                    Mężczyzna stojący przed takim wyborem musi jeszcze brać pod uwagę
                                                    uprawomocnioną w naszym wspaniałym państwie możliwość całkowitego
                                                    odseparowania dzieci od niego (w skrajnych przypadkach do uzyskania
                                                    przez dzieci pełnoletności - choć to już bardzo ciężko wdrożyć w
                                                    życie, ponieważ w wieku 12-15 lat dzieci już często same o sobie
                                                    stanowią).
                                                  • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 13:04
                                                    co prawda, to prawda. Całkowite odseparowanie ojca od dzieci jest
                                                    możłiwe. Jako zemsta porzuconej żony.
                                                    Częstokroć (wcale nie tak rzadko) separacja następuje przy cichym
                                                    przyzwoleniu taty. Bo albo nie chce dzieciom mącić w głowie, albo
                                                    chce się tak przypodobać nowej miłości, że prawie zrywa wszelkie
                                                    kontakty. Można poczytać na forum macochy. Aż się włos jeży na
                                                    głowie.

                                                    Chwalę Boga, za to, że ojciec moich dzieci to G E N I A L N Y
                                                    ojciec!!!!!!!
                                                    Mąz nieszczególny, ale ojciec!!!! fantastyczny. I tego obrazu żadna
                                                    nowa miłość mi nie zmieni smile))))
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 13:57
                                                    Ojców, którzy z własnej woli (bo przypodobanie się miłości jest
                                                    wyrazem własnej woli) zrywają kontakty z własnymi dziećmi nie
                                                    rozumiem zupełnie. No ale fakt jest faktem, że się to zdarza (i to,
                                                    jak zauważyłaś, nie tak rzadko).
                                                  • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 13:16
                                                    Rany, no faktycznie, taka krzywda, ze nic tylko się pochlastać - zmiana szkoły,
                                                    albo mieszkania! Jakież to by było okrutne!wink
                                                    Szanuję to co czujesz, szanuję Twoje wybory, ale pomyśl nad argumentacją - bo
                                                    taka jest juz nie banalna, ale wręcz śmieszna.
                                                  • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 13:50
                                                    daria ja tez szanuje twoją opinie mam nadzieje ze Cie uraze ty co
                                                    napisze bo nie taki mam cel ,nie masz dzieci wiec naprawde nie
                                                    rozumiesz ze boje sie o dzieci , powiedz sama pracujesz jako pedagog
                                                    mój starszy syn chodzi do 1 klasy szkoły podstaowej w klasie ma
                                                    kolegów , przyjażnie i panią którą lubi , fundując mu takie
                                                    przeniesienie nie uwazasz ze moze (wiem nie musi) ale moze sie to
                                                    negatywnie odbic na jego nauce i stanie emocjonalnym , bedzie
                                                    narżony na docinki ze strony dzieci , nie mam gwarancji ze mąż nie
                                                    bedzie chcial zatrzymac dzieci , bo tego niewiem , przepraszam za
                                                    błędy ale pisze z małdszym synkiem na kolanach , postawic ich dalsze
                                                    życie pod zankiem zapytania to nie jest żałosny arumient , jak
                                                    myślisz . pozdrawiam
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 15:24
                                                    Poruszyłaś tu bardzo ważną kwestie - "nie mam gwarancji, że mąż nie
                                                    będzie chciał zatrzymać dzieci" - właśnie przede wszsytkim
                                                    to "zapobiega" odejściom żon/mężów w takich sytuacjach.

                                                    Jeżeli chodzi o dzieci i zmianę szkoły to zgadzam się z
                                                    Woman_in_love oraz Darią (choć może nie wyrażając tego tak mocnymi
                                                    słowami), że zmiana szkoły w perspektywie wielu lat życia w
                                                    małżeństwie, w którym tak naprawdę żyć się nie chce nie jest
                                                    przeszkodą. Dzieci o wiele lepiej zniosą rozwód, zmianę szkoły niż
                                                    to, że jest w Tobie coś co jest ciągłym zagrożeniem dla rodziny.
                                                    Dzieciaki mają szósty zmysł i wyczują Twój smutek choćbyś nie wiem
                                                    jak go maskowała.
                                                  • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 16:17
                                                    ale ja nie jestem pogrązona w smutku z powodu mojego byc w
                                                    rodzinie , dodgaduje sie z męzem , nie kłócimy sie , mamy wspólny
                                                    jezyk naprawde ,takze moje dzieci nie czują dyskomfortu z tego
                                                    powodu .Ale przyznajcie ze zmiana szkoły to nie jest obojętne dla
                                                    dziecka na początku jego edukacji.
                                                  • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 16:38
                                                    nie ma tezchłodu między nami , duzo czasu i tak spedzamy osobno maz
                                                    czesto wyjezdza takze zawsze jest o czxym porozmawiac , nie żyjemy
                                                    jak pies z kotem , ale masz racje moja wielka wada to brak
                                                    zdecydowania .tylko widzisz jak musze myślec na przód , jestem
                                                    niezależna od męza finansowo mamy wspólną firme , mogła bym sobie
                                                    bez przeszkód ułozyc zycie od nowa ale decyzja nie jest łatwa i
                                                    wymaga analizy i czasu >
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 16:46
                                                    Czas - tego masz aż w nadmiarze i go wykorzystaj. Twój kochanek
                                                    (przepraszam, że go tak nazywam ale tak go nazywałaś więc używam
                                                    tego stwierdzenia), jeżeli naprawdę Cię kocha to na pewno poczeka.
                                                    Spokojnie sobie przeanalizuj wszystkie za i przeciw. Jesteś w tej
                                                    dobrej sytuacji, że naprawdę masz dwa wyjścia. I nie przejmuj się
                                                    tym co słyszysz na tym forum - ludzie tu mają dużo dobrej woli,
                                                    często mówią o swoim życiu, czasem o tym co im się wydaje, lecz na
                                                    pewno to co mówią nie powinno być podstawą Twojej decyzji a jedynie
                                                    jakimś wkładem w przemyślenia, które Cię doprowadzą do decyzji.
                                                    Decyzji, która nie jest decyzją łatwą i może być decyzją niosącą za
                                                    sobą spore konsekwnecje (jakokolwiek by nie była).
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 19:14
                                                    Skoro jestes pedagogiem to na pewno wiesz, ze dla dziecka najwazniejszym co ma w zyciu to poczucie bezpieczenstwa. Rodzina jest filarem tego poczucia. Szkola stanowi drugi najwazniejszy jego skladnik. W sytuacji, kiedy filar sie sypie (rodzina sie rozpada) dziecko zostaje z drugim oparciem jakim jest szkola, znajomi. Tak wiec odebranie i tego dziecku nie jest dla niego obojetne.
                                                  • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 20:20
                                                    Jako pedagog wiem również, ze poczucie bezpieczeństwa odnajduje się nie tylko w
                                                    powtarzalnych czynnościach i miejscach, a w najbliższych. Inaczej, wszystkie
                                                    dzieci rozwodzących się rodziców stanowiłyby kupki nieszczęścia, a regres ich
                                                    rozwoju byłby porażający i widoczny gołym okiem. Wiem pzrede wszystkim, ze to od
                                                    rodziców i wsparcia jakie dziecku udzielą, od tego na ile potrafią przekazać
                                                    swojemu dziecku miłość i oddanie, a także poczucie pewności, ze zmiana nie jest
                                                    jego 'winą', zależy jak zmiana wpłynie na dziecko. Dlatego mówi, ze nie można
                                                    fetyszyzować tego jak straszne krzywdy uczyni się dziecku. Poza tym uważam
                                                    również, ze nie żyje się tylko i wyłącznie dla potomstwa, ale w pierwszej
                                                    kolejności dla siebie. Bez naszego szczęścia, spokoju, poczucia spełnienia, nie
                                                    będzie szczęścia dziecka, bo to system naczyń połączonych.
                                                  • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 21:17
                                                    DArio, wszystko to prawda. smile Tylko optyka baaaardzo się zmienia,
                                                    jak się ma WŁASNE dzieci...

                                                    Piszę to jako osoba, dla której nawet teraz związek jest
                                                    najważniejszy. Dzieci sa ogromnie ważne, ale jednak mniej ważne niż
                                                    ja sama - jako osoba dla siebie samej. (zdaję sobie sprawę z tego,
                                                    że to raczej niepopularny pogląd, nie mylic z egoizmem i narcyzmem)
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 22:31
                                                    Oczywistym jest, że bardzo wiele zależy od tego w jaki sposób
                                                    przeprowadzi się dzieci przez rozwód. Lecz nie jest on obojętny,
                                                    powiem więcej - zawsze źle wpływa na dziecko. Traci ono grunt pod
                                                    nogami i odbudowa tego jest bardzo skomplikowana i niewielu rodziców
                                                    potrafi tego dokonać.

                                                    Nie mówiłem, że straszną krzywdę uczyni się dziecku lecz, że rozwód
                                                    nie jest dla niego obojętny. Wszystko zależy od przypadku.

                                                    Niestety muszę się z Tobą zgodzić w sprawie systemu naczyć
                                                    połączonych. Dzieciaki mają szósty zmysł jeżeli chodzi o to co się
                                                    dzieje z ich rodzicami.
                                                  • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 28.11.08, 10:40
                                                    Zapominasz tylko o jednym. Wszystkie bodźce, które na nas działają wywołują
                                                    stres. Wszystkie, co do jednego wpływają na nas. Najczęściej mobilizująco -
                                                    dzięki pewnym wyuczonym systemom zachowań, dzięki wsparciu (oczywiście
                                                    upraszczam). Stresem jest pójście do przedszkola, szkoły, na zajęcia dodatkowe.
                                                    Stresem jest śmierć członka rodziny. Stresem jest poważne zadanie służbowe. To
                                                    stres jest motorem naszych działań. Jeśli ma się dzieci, to trzeba uczyć je
                                                    radzić sobie ze stresem, a nie eliminować go z ich środowiska.
                                                    Spora liczba rodziców, uważa, ze jeśli posprząta świat, to dziecko będzie
                                                    szczęśliwsze. Tylko, ze to nie jest prawdą. Dziecko prędzej, czy później stanie
                                                    przed sytuacjami, które rodzic usiłował 'wyczyścić' z jego życia dla dziwacznie
                                                    pojętego dobra. I tylko nie będzie znało mechanizmów, którymi ma się posłużyć,
                                                    by stres go nie złamał.
                                                    Jeśli zaś takie sprzątanie odbywa się kosztem rodzica to pytanie jest dość
                                                    proste - komu on chce zrobić dobrze? Tylko sobie, dając poczucie, jaki jest
                                                    dobry i kochający.
                                                  • ciezka_cholera Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 16:42
                                                    niniejszy moralitet dedykuje nn-1-6 i ten10:
                                                    jesli jestescie w swoich zwiazkach tylko przez wzglad na dzieci, to czy w
                                                    momencie uzyskania przez dzieci samodzielnosci zamierzacie sie rozwiesc?
                                                    chwycicie za telefon i zadzwonicie do kochanka/ki z informacja, ze jestescie juz
                                                    wolni i gotowi na rozpoczecie nowego wspanialego zwiazku (wszak taka idealna
                                                    milosc chyba nie sczeznie przez 20 lat)? czy wasi malzonkowie sa swiadomi
                                                    terminalnego charakteru waszych zwiazkow?
                                                    jesli odpowiedz na moje pytania brzmi "nie", to jak uzasadnicie kontynuacje tych
                                                    malzenstw? bedziecie razem z litosci? z braku laku?

                                                    w moim odczuciu wasza postawa bardzo krzywdzi waszych partnerow. coz, bardzo nie
                                                    chcialabym dzielic przez pol zycia loza i stolu z tak falszywym manipulatorem.
                                                    rozumiem, ze mozna zdradzic, byc zauroczonym kochanka/kiem, romans zaspokaja
                                                    inne potrzeby niz malzenstwo, ale nie rozumiem, jak mozna kreowac sie na
                                                    cierpietnika wracajac na lono rodziny i twierdzic, ze jest to z waszej strony
                                                    poswiecenie. czy nie uwazacie, ze wasi malzonkowie zasluguja na zwiazek z kims,
                                                    kto najzwyczajniej w swiecie chce z nimi byc?
                                                  • nn-1-6 Re: 10ten - pomililam nick niezamierzeni n/t 27.11.08, 16:57
                                                    ja nie twierdze ze poswięcam sie dla dzieci , bo to żadne
                                                    poswiecenie jestem ich matką i to raczej naturalne ze pragne ich
                                                    dobra i mysle o ich przyszłosci ze do sprawy podchodze ostrożnie i
                                                    ze rozważam wszystkie za i przeciw , co do męza to naprawde ze sobą
                                                    krzywdy nie mamy , jezeli teraz nie odejde to juz nigdy nie wplątam
                                                    sie w romans wiec moze mąz woli zebym teraz została , jest takie
                                                    powiedzenie czego oczy nie widzą tego sercu nie żal .
                                                    co do ucciwość to w takich sprawach raczej jej brak i faktycznie
                                                    mało to etyczne ale cóz stało sie , czy załuje nie za nic bym nie
                                                    oddała wspólnych chwil razem żadnej minuty .
                                                  • daria_nowak Re: 10ten - pomililam nick niezamierzeni n/t 27.11.08, 18:02
                                                    Patrząc z boku i bez znieczulenia:
                                                    Sama nie wiesz czego chcesz.
                                                    Zasłaniasz się względnym spokojem, letniością uczuć wręcz, stawiając je kontra
                                                    wielkiej miłości.
                                                    W tym wszystkim matkopolkujesz, jakby średnio szczęśliwa matka miała być lepszą
                                                    matką od kobiety szczęśliwej, zakochanej, spełnionej.
                                                    Boisz się decyzji.
                                                    Ja wiem, ze to nie jest proste i stajesz przed pytaniem, czy przewrócić całe
                                                    życie do góry nogami, ale nie zasklepiaj się w pojęciach letnich, nawet jeśli są
                                                    wygodne. Życie jest nam dane tylko raz. To jak je przeżyjemy, to nasza
                                                    odpowiedzialność. A miłość nadaje wszystkiemu sens.
                                                  • ciezka_cholera Re: 10ten - pomililam nick niezamierzeni n/t 27.11.08, 18:13
                                                    daria_nowak napisała:

                                                    > Patrząc z boku i bez znieczulenia:
                                                    > Sama nie wiesz czego chcesz.
                                                    > Zasłaniasz się względnym spokojem, letniością uczuć wręcz, stawiając je kontra
                                                    > wielkiej miłości.
                                                    > W tym wszystkim matkopolkujesz, jakby średnio szczęśliwa matka miała być lepszą
                                                    > matką od kobiety szczęśliwej, zakochanej, spełnionej.
                                                    > Boisz się decyzji.
                                                    > Ja wiem, ze to nie jest proste i stajesz przed pytaniem, czy przewrócić całe
                                                    > życie do góry nogami, ale nie zasklepiaj się w pojęciach letnich, nawet jeśli s
                                                    > ą
                                                    > wygodne. Życie jest nam dane tylko raz. To jak je przeżyjemy, to nasza
                                                    > odpowiedzialność. A miłość nadaje wszystkiemu sens.

                                                    Dario,
                                                    moze byc tez tak, ze uczucie do meza, choc nie tak gorace, jest glebsze i
                                                    trwalsze, niz zauroczenie kochankiem. wiekszosc z nas przeszla w zyciu przez
                                                    etap zakochania, bardzo mocno napedzany chemicznie przez nasz organizm i ma
                                                    swiadomosc, ze jest to relatywnie krotkie stadium milosci (jakkolwiek bardzo
                                                    fajne smile). mozesz oczywiscie miec racje, wie to tylko autorka watku, a moze
                                                    nawet ona nie wie na pewno, ale nie epatowalabym za bardzo ta wielka miloscia
                                                    (bo tez i nie za bardzo wierze w taka bezinteresowna poswietliwosc istoty
                                                    ludzkiej w obliczu tej mitycznej wielkiej milosci - ale moze sie nie znam).
                                                  • ciezka_cholera Re: 10ten - pomililam nick niezamierzeni n/t 27.11.08, 18:04
                                                    nn-1-6 napisała:

                                                    > ja nie twierdze ze poswięcam sie dla dzieci , bo to żadne
                                                    > poswiecenie jestem ich matką i to raczej naturalne ze pragne ich
                                                    > dobra i mysle o ich przyszłosci ze do sprawy podchodze ostrożnie i
                                                    > ze rozważam wszystkie za i przeciw

                                                    tez jestem matka i wiem, ze spedzenie zycia z kims, kogo sie nie chce, jest
                                                    wielkim poswieceniem.

                                                    co do męza to naprawde ze sobą
                                                    > krzywdy nie mamy , jezeli teraz nie odejde to juz nigdy nie wplątam
                                                    > sie w romans wiec moze mąz woli zebym teraz została , jest takie
                                                    > powiedzenie czego oczy nie widzą tego sercu nie żal .

                                                    coz, wydaje mi sie, ze wracasz do meza, ze wzgledu na siebie. i oby tak bylo, bo
                                                    najlepszy i najlepiej rokujacy powod, zeby z kims byc to chciec tego (moim zdaniem).

                                                    > co do ucciwość to w takich sprawach raczej jej brak i faktycznie
                                                    > mało to etyczne ale cóz stało sie , czy załuje nie za nic bym nie
                                                    > oddała wspólnych chwil razem żadnej minuty .

                                                    rozdzielmy dwie kwestie:
                                                    romans - nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem, stalo sie i juz. (btw: czy nie
                                                    zalowalabys zadnej minuty spedzonej z kochankiem, jesli sprawa by wyszla na jaw?
                                                    z jednej strony brak rozterek, z drugiej brak alternatywy).
                                                    bycie z kims tylko w celu wspolnego wychowywania dzieci (podczas, gdy ta osoba
                                                    uwaza, ze ma u boku kochajacego malzonka).

                                                    w moim odczucia ta druga kwestia jest zdecydowanie bardziej mierzaca niz
                                                    pierwsza, ale czy w twoim wypadku rzeczywiscie ma miejsce?
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 17:06
                                                    Gdyby wszystko było uczciwe to to forum by nie istniało. Nigdy nie
                                                    powiedziałem, że ze mnie anioł bo gdybym takim był to bym nie musiał
                                                    dokonywać takich a nie innych wyborów. Poza tym nie wiem jak
                                                    definiujesz słowo poświęcenie - dla mnie możliwość bycia przy moich
                                                    dzieciach jest wyborem a nie poświęceniem. A, że to co jest we mnie
                                                    boli jak diabli to jest konsekwencja moich wyborów. Lecz nigdy nie
                                                    żałowałem i nie oddałbym czasu spędzonego z Nią, rozmów z Nią, Jej
                                                    widoku, dotyku, niczego.

                                                    Poza tym czasem naprawdę wyboru nie ma ale o tym już pisałem.
                                                  • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 21:12
                                                    10ten, pozwolę sobie pociągnąć myś z poprzednich moich postów.
                                                    Jeśli pozwolisz opiszę Ci, jak ja widze Twoje postepowanie,
                                                    oczywiscie przy założeniu, że wiem tylko tyle, ile napisałeś tutaj.
                                                    Otóż imo nie wybrałeś dobra dzieci, tylko SWOJE. Dla Ciebie stałą
                                                    obecnosć dzieci w Twoim domu była ważniejsza niż tamta kobieta.
                                                    Tak, po prostu.
                                                    Nie oceniam. Ale tak widzę to, co napisałeś.
                                                    Zastanawia mnie dlaczego Ciebie tak boli. Przecież jako dojrzały
                                                    człowiek, wiesz, że nie można mieć wszystkiego. I jeśli nie ma w
                                                    Tobie prawdziwej akceptacji tego stanu, to będzie bolało.

                                                    p.s. to, że nie żałujesz czasu, dotyku ...etc to raczej norma a nie
                                                    cecha szczególna i wyjątkowa. Dopiero dałbyś krzywe śwaidectwo o
                                                    sobie, gdybyś jeszcze eks-kochankę "sponiewierał" złą pamięcią.
                                                    A z tym, że czasem nie ma wyboru to nieprawda. Czasem, nie ma dla
                                                    ciebie DOBREGO wyboru. A to jest różnica.

                                                    pozdrawiam sennie.
                                                    onderun
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 27.11.08, 22:21
                                                    Tak jak pisałem wcześniej nie chodzi o stałą obecność dzieci w domu
                                                    lecz o obecność dzieci w życiu w ogóle. To wielka różnica, która
                                                    zmienia wszystko. Polecam poczytanie forum dla rozwodników, którzy
                                                    latami walczą o jakiekolwiek prawo do zobaczenia dziecka. W Polsce
                                                    mamy takie a nie inne sądownictwo i dopóki takie będzie dopóty ta
                                                    sama decyzja podejmowana przez kobietę i przez mężczyznę tak
                                                    naprawdę będzie skrajnie różną decyzją.

                                                    Nad uczuciami nie można zapanować. Nie da się powiedzieć sercu, że
                                                    tak musi być. Dlatego boli, dlatego myśli się o tym kogo się kocha w
                                                    każdej jednej chwili ...

                                                    Podtrzymuje moje stwierdzenie, że czasami nie ma wyboru. I
                                                    podtrzymuje to co powiedziałem wcześniej a mianowicie, że kobiety
                                                    mają zdecydowanie łatwiej stając na rozstaju dróg.

                                                    pozdrawiam
                                                    ten
                                                  • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 28.11.08, 08:06
                                                    10ten, uparcie sie tłumaczysz. Po co?
                                                    Jak zwał, tak zwał. Finał taki, że DZIECI były ważniejsze. I tyle, a
                                                    z jakich powodów to jest wtórne. ONE były ważniejsze niż ONA.
                                                    To był Twój wybór. Trochę chyba też JEJ, skoro piszesz, że jest
                                                    szczęśliwa. A Ciebie, zdaje się boli, że nie roztkliwiamy się nad
                                                    martyrologią miłości, wskazujemy, że wszystko jest wyborem, a
                                                    konsekwencje zawsze trzeba ponosić. (no i rzecz kolejna, skoro ona
                                                    jest szczęśliwa, to może stroną dużo bardziej zaangażowaną byłeś Ty).
                                                    Żeby było gorzej dorzucę jeszcze to: jeśli jesteś z matką Twoich
                                                    dzieci wyłącznie dla nich, to robisz im podwójną krzywdę:
                                                    1) uczysz fałszu uczuciowego
                                                    2) wskazujesz wzorzec ZŁEGO związku, który one z dużym
                                                    prawdopodobieństwem powtórzą.
                                                    Warto?

                                                    p.s. To Ty nie możesz zapanować nad TYM uczuciem. Dorośli na ogól
                                                    umieją zapanować nad uczuciami (np złości, niechęci czy frustracji -
                                                    przecież jak Cię ktoś wkurzy to nie lecisz jak dziecko z pięściami,
                                                    tylko opanowujesz zdenerwowanie i sprawę załatwiasz inaczej (tak
                                                    zakładam)).
                                                    Nie obciążaj proszę dzieci za swoją decyzję. Takie odniosłam
                                                    wrażenie cyztając Twoje wypowiedzi: jestem taki nieszczęśliwy, ale
                                                    dla dzieci pozostanę z ich matką. bleeeeee, a matką jestem od
                                                    dobrych kilkunastu lat. Wielokrotną.

                                                    Autorka wątku ma jednak inną sytuację. Ona nie chce być z kochankiem
                                                    a z mężem nie jest jej źle.
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 28.11.08, 10:07
                                                    Onderun, mógłbym powiedzieć, że uparcie powtarzasz stereotypy, tylko
                                                    po co ? Nie tłumaczę się bo nie mam ku temu powodów. Po prostu
                                                    pokazuje inny punkt widzenia, inny niż jedyny słuszny w Twoim
                                                    mniemaniu.

                                                    Tak, dzieci są dla mnie ważniejsze. I nie rozumiem i nie zrozumiem
                                                    kogoś kto powie, myśli, że jego dzieci nie są dla niego
                                                    najważniejsze. Chociaż wiem, że tacy ludzie są.

                                                    O Jej szczęściu nie będę mówił - może kiedyś tu trafi, skojarzy i
                                                    sama się wypowie. Mam nadzieję tylko, ze tym razem naprawdę jest
                                                    szczęśliwa a przede wszystkim, że to co czuje i to co mówi, że czuje
                                                    jest tym samym.

                                                    Jeżeli chodzi o martyrologie miłości to nie chcę się nad nią
                                                    roztkliwiać i powiedziałem, że wszystko jest konsekwencją wyborów -
                                                    przejrzyj wcześniejsze moje wypowiedzi.

                                                    Byłem stroną dużo mocniej zaangażowaną. Powiem więcej - po tym
                                                    wszystkim co było, zaryzykuje stwierdzenie (pewności nie mam więc
                                                    mówię o ryzyku), że byłem jedyną zaangażowaną stroną (mówię o
                                                    miłości).

                                                    Zaproponuje Ci ćwiczenie - jak Twoje dzieci (z tego co piszesz
                                                    wynika, że masz dzieci) usną to wejdź do nich do pokoju, spójrz na
                                                    nie i pomyśl, że widzisz je po raz ostatni przynajmniej na kilka
                                                    lat. Że od tej chwili nie będziesz przy nich, że nie będziesz, kiedy
                                                    one Cię będą potrzebowały, nie będziesz miała z nimi żadnego
                                                    kontaktu, że najprawdopodobniej nie będziesz wiedziała nawet gdzie
                                                    przebywają. Dodaj sobie do tego jeszcze, że najpewniej w chwili,
                                                    kiedy one będa już w wieku, kiedy będą mogły o sobie stanowić nie
                                                    będą chciały Cię odnaleźć (i to nie z powodu tego co zrobiłeś ale
                                                    tego co będzie im naopowiadane przez całe ich życie). Na koniec
                                                    podsumuj to stwierdzeniem, że to wszystko wydarzy się nie być może
                                                    ale na pewno. I teraz odpowiedz sobie na pytanie czy warto i co jest
                                                    dla nich lepsze - to, że odejdziesz czy to, że zostaniesz.

                                                    Co do podwójnej krzywdy to też jest to kwestią wyboru. Ja decydując
                                                    się na zostanie zamknąłem wszystko w sobie (nie wyobrażam sobie abym
                                                    wybrał pozostanie i epatował smutkiem) i dla dzieci stanowimy
                                                    normalną rodzinę. Dzieci wyczują smutek w tobie ale nie wyczują jego
                                                    powodów. Tutaj korzystam z anonimowości i mogę o tym wszystkim
                                                    powiedzieć. Tylko i wyłącznie tutaj. Na zewnątrz nie mam do tego
                                                    prawa i o tym wiem.

                                                    Nigdy nie obciążyłem dzieci swoją decyzją (kolejny stereotyp w Twoim
                                                    głosie) - cały czas powtarzam, że to mój wybór i moje jego
                                                    konsekwencje. Poczytaj poprzednie wypowiedzi.

                                                    Czy autorka wątku ma inną sytuacje ? I tak i nie. Ma inną ponieważ
                                                    jest kobietą i dzięki temu ma prawdziwą możliwość wyboru. Nie ma
                                                    innej gdyż wybiera pomiędzy miłością a szczęściem swoich dzieci.
                                                  • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 28.11.08, 10:40
                                                    Ok, dotarło smile)))))))))))
                                                    Matką jestem, do pokoju wchodzę. Rozstałam się z m. ale oboje nie
                                                    utrudniamy sobie w kwestii dzieci. Oboje się dogadujemy. Kluczowe
                                                    jest "oboje".
                                                    Staram się jednak nie myśleć stereotypowo. To nie ułatwia życia.
                                                    Mbtw, może Ciebie boli to, że byłeś tą jedyną zaangazowaną stroną???
                                                    ale to chyba na inny wątek. smilepozdrawiam
                                                    odr
                                                  • 10ten Re: potrzebuje wsparcia to koniec 28.11.08, 14:20
                                                    Dokładnie to co napisałaś - kluczowe jest "oboje".

                                                    Nie, nie boli mnie to, że być może byłem jedyną zaangażowaną stroną -
                                                    bardzo długo nie przychodziło mi to do głowy. Ale to, tak jak
                                                    zauważyłaś, temat na ewentualny inny wątek.
                                                  • ciezka_cholera Re: potrzebuje wsparcia to koniec 28.11.08, 11:01
                                                    onderun_100 napisała:

                                                    > Żeby było gorzej dorzucę jeszcze to: jeśli jesteś z matką Twoich
                                                    > dzieci wyłącznie dla nich, to robisz im podwójną krzywdę:
                                                    > 1) uczysz fałszu uczuciowego
                                                    > 2) wskazujesz wzorzec ZŁEGO związku, który one z dużym
                                                    > prawdopodobieństwem powtórzą.
                                                    > Warto?

                                                    tu wyjatkowa sie z Toba nie zgodze, jesli 10ten slusznie zaklada, ze matka
                                                    dzieci uniemozliwialaby mu z nimi kontakt i serwowala im pranie mozgu w temacie
                                                    taty, to jest on ofiara paskudnego szantazu i wskazane przez Ciebie punkty
                                                    (sluszne z zasady, ale piszemy o sytuacji dosc wyjatkowej) sa po prostu
                                                    mniejszym zlem (dla niego i dla nich).
                                                  • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 28.11.08, 10:55
                                                    Teoria, jakoby trzeba było coś znać z autopsji, by mieć o tym pojęcie jest
                                                    bezpodstawna. Wielu rzecz nie widziałaś, nie czułaś, ale jako człowiek -
                                                    jednostka empatyczna, czy ciekawa świata, a do tego żyjąca w określonym systemie
                                                    społecznym - znasz je i rozumiesz.

                                                    I rozumiem Twój strach, ale sadzę, ze w dużej mierze jest on przeniesieniem
                                                    Twojego własnego. Wyolbrzymiasz rolę zmiany jako traumatycznego doświadczenia. A
                                                    jak juz pisałam, to rolą rodzica jest przygotowanie dziecka do zmiany i
                                                    nauczenie go radzenia sobie ze stresem. Sposób w jaki przedstawiasz swój
                                                    stosunek do dzieci powoduje, ze kreślisz je jako Twoje ograniczenia. Jako balast
                                                    (mimo całej miłości, o której piszesz), który nie pozwala ci na podejmowanie
                                                    decyzji, tylko je skrajnie determinuje. To tez nie jest prawdą. O ile,
                                                    faktycznie, mężczyzna w takiej sytuacji jest postawiony przed bardzo trudnym
                                                    dylematem, o tyle, z uwagi na nasz pokręcony system, kobieta juz nie.
                                                    Koszty emocjonalne, o których piszesz nie są tak wielkie, jak Ci się wydaje,
                                                    albo jakimi starasz je sobie przedstawić.
                                                    Na nauce moze negatywnie odbić się również śmierć pupila,
                                                    babci/dziadka/ulubionej sąsiadki, choroba ulubionej nauczycielki, wyjazd na
                                                    kolonię, trudne zadanie, nowy uczeń w klasie i tysiące innych rzeczy, które po
                                                    prostu pojawiają się w życiu. Rolą rodzica nie jest eliminowanie ich ze świata
                                                    dziecka, tylko przygotowywanie go do radzenia sobie z nimi.
                                                    Rozumiem, ze boisz się o dzieci. Nie rozumiem natomiast tego, ze jako cel
                                                    stawiasz sobie nie nauczenie radzenia sobie z sytuacją, a eliminowanie sytuacji
                                                    stresowych z życia dziecka.
                                                  • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 28.11.08, 13:22
                                                    Nie rozumiem natomiast tego, ze jako cel
                                                    > stawiasz sobie nie nauczenie radzenia sobie z sytuacją, a
                                                    eliminowanie sytuacji
                                                    > stresowych z życia dziecka.
                                                    BINGO. Podpowiem, że długoterminowo sie nie uda. Prorokuję: ZAWSZE
                                                    już będziesz nieszczęśliwy. Za chwilę dlatego, że dzieciaki
                                                    szczęśliwe nie będą...
                                                    tfu, żeby się proroctwo moje w ... obróciło, czyli nigdy nie
                                                    sprawdziło.

                                                    A mozliwa jest przecież sytuacja inna: oboje z żoną próbujecie
                                                    odbudować związek. Warunek konieczny i niezbędny OBOJE się bardzo
                                                    staracie. Bardzo, podpowiem (z doswiadczenia znajomych): przez parę
                                                    lat... może z pomoca specjalisty.albo i nie.
                                                  • nn-1-6 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 29.11.08, 13:48
                                                    dzieci dla mnie balastem nigdy nie były , co kwestii radzenia sobie
                                                    ze stresem u dzieci to fakt święta prawda ze rolą rodzica jest
                                                    nauczyć dziecko radzenia sobie ze stresem ale jeżeli to możliwe to
                                                    8 latkowi mozna zaoszczędzić takiego stresu jak rozwód oraz jego
                                                    konsekwencje , szczególnie ze jezeli dziecko w żaden sposób nie
                                                    odvczuwa ze w domu żle sie dzieje to nawet wg mnie należy ograniczyć
                                                    mu takie sensacje do zera , inną kwestią jest to ze dziecko dla
                                                    matki lub ojca zawsze jest ważniejsze od samego siebie a to nie jest
                                                    poświecenie , tylko oczywista oczywistość .
                                                    ja nie robie sobie tarczy z dzieci a jedynie wybieram mniejsze zło .
                                                  • daria_nowak Re: potrzebuje wsparcia to koniec 30.11.08, 11:59
                                                    Na wstępie, chcę zastrzec, ze nie chcę (już nie mówiąc o tym, ze to Twoja
                                                    autonomiczna decyzja, więc fizycznie nie mogęsmile)! w żaden sposób zasugerować Ci
                                                    wyboru. Nie wiem, w której sytuacji poczujesz się lepiej, w której będziesz żyła
                                                    komfortowo. Skupiam się jedynie na podanej argumentacji, więc nie daj boszzz,
                                                    nie myśl, ze któryś z Twoich wyborów w jakikolwiek sposób faworyzujęwink

                                                    Zaoszczędzenie stresu to jedno, a bycie zdeterminowaną do jedynej słusznej
                                                    decyzji to drugie. Życie ułożyło Ci się tak, a nie inaczej. Jesteś na pewnym
                                                    rozdrożu. I to Ty podejmujesz decyzje. Nie dla dzieci, nie dla kochanka, nie dla
                                                    męża. Dla siebie. Determinantem powinnaś być Ty. I życie, które masz przed sobą.
                                                    Mądre kobiety, a po Twoich wyważonych, mimo trudnej sytuacji odpowiedziach
                                                    wnoszę, ze należy Cię do takiego grona zaliczyć, zdają sobie sprawę z
                                                    konsekwencji swoich decyzji, ale zdają sobie również sprawę z tego, ze pewne
                                                    kwestie to decyzje na raz. Dzieci wyjdą z domu, założą własne rodziny. I fakt,
                                                    ze w tej chwili im bezpiecznie - to jedno. Fakt, ze Tobie jest średnio - to drugie.
                                                    Dzieci są ważniejsze w różnych sferach. Odbierzesz sobie od ust, żeby nakarmić?
                                                    Jasne. Staniesz w obronie, nawet wiedząc, ze nie masz szans z napastnikiem -
                                                    oczywiście! Zapożyczysz się na studia i będziesz mrówczo spłacać - pewnie! Ale
                                                    tym razem nie mówimy o 'rzucie na taśmę', tylko o całym Twoim życiu. Pewne
                                                    zmiany można przeprowadzać spokojnie, metodycznie, małym kosztem. Pamiętaj o
                                                    tym. To nie jest tak, ze dziecko jest nieodwracalnie krzywdzone rozwodem. Tak
                                                    robią tylko głupi rodzice, którzy w takiej sytuacji skupiają się wyłącznie na
                                                    sobie (przepychankach i zjednywaniu sobie dzieci). Dla dziecka to zmiana,
                                                    przewartościowanie. Ale sądzę, ze gdybyś naprawdę chciała umiałabyś zapanować
                                                    nad swoim i ich stresem. Załatwiłabyś to z klasą. Teraz tylko pytanie czego
                                                    chcesz dla SIEBIE?.
                                                  • daria_nowak Marto 01.12.08, 08:06
                                                    Nie znam człowieka, który myśli tylko o swoich 4 literachsmile Ani jednego. Znam za
                                                    to sporo takich, którym wymyślony, nieprawdziwy, za to głęboko wpojony chory
                                                    altruizm narobił kłopotów.
                                                    Znasz pojęcie ról społecznych? Z pewnością, zatem wiesz również jaki rodzaj
                                                    myślenia wpajano od wieków kobietom. Taki, w którym ich osoba, ich potrzeby są
                                                    wyrzucane na margines. Bo one mają być matkami i żonami. Wciąż do tego się nas
                                                    wychowuje. A później kurczowe trzymanie się spodni, jako jedynego określnika
                                                    kobiety. Stąd późniejsze współuzaleznienie i problemy osobowościowe. Bo nie we
                                                    wszystkim czują się 'wystarczająco' dobre. We wszystkim - czyli matkowaniu i
                                                    'żonowaniu'. Kobieta jest nie tylko macicą, nie tylko sprzątaczką i kucharką.
                                                    Jest przede wszystkim sobą. Póki podejmowanie najważniejszych decyzji w życiu
                                                    przez swój pryzmat, będzie nazywane chorym egoizmem, póty wciąż będziemy
                                                    zaściankiem europy.
                                                    Mamy takie same prawa i obowiązki. Czyli przede wszystkim dbanie o nas. Nas jako
                                                    takiej samej podstawy rodziny, czy związku, jak mężczyzna. Dzieci, tak jak
                                                    pisałam - są niezwykle ważne. Ale redukowanie się do roli ich matki, to krótka
                                                    ścieżka, ku zagubieniu własnej osobowości i zapomnieniu o tym, ze człowiek
                                                    permanentnie nieszczęśliwy jest nikim - tylko balastem dla najbliższych - bo tak
                                                    się czuje.
                                                    I nie myślenie o sobie, a czasem kurczowe trzymanie się jedynego słusznego
                                                    poglądu i wizji świata może być skrajnym egoizmem. Takie wypełnianie
                                                    kwestionariusza na najlepsze wyuczone życie. Mąż - jest (nie ważne jaki), dzieci
                                                    są, dom prowadzony (nie ważne jakim kosztem). Ślepe podporządkowywanie się
                                                    prostym, wyuczonym schematem bywa dużo bardziej obrzydliwe i głupie, niż zdrowy
                                                    egoizm.
                                                  • magiczna_marta Re: Marto 01.12.08, 09:43
                                                    Mylisz pojęcia zdrowy egoizm, a chory.
                                                    Osoba która myśli tylko o sobie, a taką postawę prezentujesz tak
                                                    samo Ty jak i Korona prezentuje w całej okazałości egoizm spaczony,
                                                    nie interesujesz się tym że Twoje postępowanie może być krzywdzące
                                                    dla kogoś, kogo personalnie nie znasz, wmawiasz sobie że to nie
                                                    Twoja sprawa.
                                                    Postawa jaką prezentuje autorka tematu jest zdecydowanie inna, ona
                                                    potrafi myśleć nie tylko o sobie, ale i o osobach trzecich, w tym
                                                    przypadku są to jej dzieci.
                                                  • daria_nowak Re: Marto 01.12.08, 18:24
                                                    Nie czytasz ze zrozumieniem, dałabym Ci nawet sensowny link, ale i tak
                                                    przeczytasz, to co Tobie się wydaje, ze jest napisane. Chyba, ze chcesz?
                                                    Patrzenie na problem z pozycji osób trzecich nie ma głębszego sensu. Ważne są
                                                    osoby dramatu, a nie publiczność. W decyzjach życiowych trzeba się kierować
                                                    logiką i własnym interesem, żeby nigdy nikogo nie czynić winnym naszych
                                                    niepowodzeń. Swoje sprawy życiowe rozgrywa się ze sobą.
                                                    A każdy musi przeżyć swoje życie samemu.
                                                    To o czym piszę do autorki wątku, nie świadczy o chorym egoizmie, a o podejściu
                                                    autonomicznym - o własnych decyzjach na temat własnej przyszłości. To takie
                                                    proste, więc nie rozumiem, czemu muszę Ci pisać drukowanymi literami, co autor
                                                    napisał.
                                                  • magiczna_marta Re: Marto 01.12.08, 18:36
                                                    Dałaś właśnie piękny popis tego że czytanie ze zrozumieniem nie jest
                                                    Twoją mocną stroną. Przeczytaj moje posty jeszcze kilka razy, może
                                                    do Ciebie dotrą w końcu oczywiste oczywistości...
                                                  • daria_nowak Re: Marto 01.12.08, 21:09
                                                    Marto, ktoś Cię nauczył, ze powinnaś afirmować poświęcenie. Nie altruizm, nie
                                                    zdrowy egoizm, ale poświęcenie właśnie. I fakt, ze nie potrafisz, lub nie chcesz
                                                    zrozumieć, ze na poświęceniu daleko się nie zajedzie, nie należy do moich
                                                    problemów. Są sprawy - te naprawdę życiowe, w których trzeba patrzeć przez
                                                    pryzmat swoich potrzeb i swojej przyszłości. Bo poświęceniem nie przeżyjesz
                                                    życia, tylko wypełnisz rubryczki w społeczno - średniowiecznym schemacie 'dobra
                                                    kobieta'. Dobry, to może być pies. Kobieta musi pamiętać (podobnie jak mężczyzna
                                                    oczywiście), ze w którymś momencie kończą się wizje swojego życia, a zaczyna się
                                                    życie.
                                                    Są granice bezmyślności. I dlatego radę autorce wątku przemyśleć sprawę
                                                    pamiętając o sobie.
                                                    Poczytaj jeszcze raz co do niej napisałam, moze tam otworzą Ci się oczy, bowiem
                                                    najwyraźniej moje posty do siebie traktujesz jak atak i nie patrzysz na nie
                                                    obiektywnie. W temacie altruizmu - poświęcenia-egoizmu jednak wrzucę Ci link,
                                                    moze wtedy zrozumiesz o czym mówię:
                                                    nicalbonic.blox.pl/2008/09/CZY-JESTES-EGOISTA.html
                                                  • woman-in-love Re: Marto 01.12.08, 22:26
                                                    pewnie do Marty to nie dotrze, a le tak to napisane, że wiele kobiet o otwartych
                                                    umysłach puknie sie w czoło - i może coś przestawi w swojej świadomości. Więc
                                                    nawet sztywna postawa marty na cos się przydaje: dzięki niej możemy czytać
                                                    znakomite wypowiedzi Darii wink
                                                  • daria_nowak Re: Marto 02.12.08, 08:02
                                                    Się zarumieniłam i mi głupiosmile
                                                    I zeby nie było, to co piszę, to wynik nauczki i to bolesnej, dokonanej na
                                                    własnym tyłkusmile
                                                    Też chciałam być 'idealna', gubiąc w tym siebie, sprowadzając moje potrzeby do
                                                    bycia przy kimś, zaspokajania potrzeb innych.
                                                    Poczytałam trochę mądrych książek, przemyślałam co nie co i stwierdziłam, ze
                                                    jeśli człowiek poświęca się (nawet z potrzeby własnej), to prędzej, czy później
                                                    wszyscy zaczynają wierzyć, ze po prostu to rola tej osoby. Że ona to wręcz lubi.
                                                    I zaczynają się schody, bo nie można przestać. Podporządkowujemy się
                                                    wyobrażeniom o nas. A czyja to wina? No właśnie... Dlatego kładę nacisk na
                                                    samoświadomość, na popełnianie własnych błędów, na dorabianie się własnych
                                                    osiągnięć i ponoszenie konsekwencji za jedne i drugie. Ludzie, którzy nas
                                                    kochają będą szczęśliwi, gdy my będziemy szczęśliwe. Inni nas tylko wykorzystują
                                                    i żerują na naszej potrzebie dbania. Z dziećmi jest trochę inaczej - ale to juz
                                                    pisałamsmile
                                                  • magiczna_marta Re: Marto 02.12.08, 08:16
                                                    oj biedna Dario, zastanów się jeszcze raz czy te książki które tak
                                                    pasjami czytałaś, a zapewne nadal czytasz, żeby utwierdzać się w
                                                    swoim chorym egoiźmie są warte cokolwiek więcej niż to co zrobił
                                                    Shrek na początku pierwszej części filmu o nim...
                                                  • daria_nowak Re: Marto 02.12.08, 18:53
                                                    Czytać warto. Warto też wyrabiać sobie własną opinię. To przydatne, słowo!
                                                    Jak widzę Ty jesteś raczej na bakier z czytaniem, nie skorzystałaś z linka, a
                                                    szkoda, moze byś zrozumiała o czym mówię. Jeśli byś się jednak skusiła na pracę
                                                    myślową, w szczególności polecam komentarzesmile
                                                  • onderun_100 Re: potrzebuje wsparcia to koniec 30.11.08, 17:51
                                                    nn, przemyślałam, 10ten, przemyślałam.
                                                    Tak się zastanawiam, ze chyba ja też bym tak postąpiła. Własciwie,
                                                    na pewno. Z małą różnicą, myśląc o dzieciach zrobiłabym to dla
                                                    naszego związku. Biorąc pod uwagę dzieci, wracamy do siebie i dla
                                                    siebie.
                                                    W sumie to tak widzę na dzisiaj.
                                                  • vivalissa Re: JAKIE WSPARCIE??? 18.01.09, 01:33
                                                    10ten mnie wywoływał mało subtelnie. Ten człowiek odezwał się do
                                                    mnie po roku milczenia, wysłał link do tego postu z prośbą:"
                                                    przeczytaj, pisałem to specjalnie dla ciebie...".
                                                    Pewnego dnia zaczął bombardować telefonami. Telefon za telefonem,
                                                    błagalne prośby i tłumaczenia: ,,gdybym mógł cofnąłbym czas, inna
                                                    byłaby moja decyzja rok temu...kocham cię ponad wszystko...
                                                    straciłem tyle czasu bez ciebie...mnie bez ciebie nie ma...ja nie
                                                    istnieje...chce być przy tobie cały i już nigdy, przysięgam, cię nie
                                                    skrzywdzę...nigdy więcej ci tego nie zrobię". Zgodziłam się na
                                                    pierwsze spotkanie i rozmawiałam z nim, a traktowałam je jak
                                                    ostateczne pożegnanie i wyjaśnienie sobie wszystkich zaległych
                                                    spraw, prosto w oczy, czego nie zrobiliśmy za pierwszym razem. Ale
                                                    przecież się nie da na zawołanie wyłączyć serca! Gdy go zobaczyłam,
                                                    nie liczyła się przeszłość, ważne było to co teraz i co z tym
                                                    zrobimy dalej. To co słyszałam brzmiało: przez rok pracy nad swoim
                                                    małżeństwem doszedł do wniosku, że faktycznie ono nie ma sensu i
                                                    warto zawalczyć o tę miłość. Przez klika pierwszych dni prócz
                                                    lawiny miłosnych wyznań, zasypał mnie tysiącem argumentów, dlaczego
                                                    musiał postąpić tak, a nie inaczej. Kilka pierwszych dni tkwiłam w
                                                    jakimś osłupieniu słuchając. Co usłyszałam? ,,Byłem ustawiany przez
                                                    prawnika i uświadamiany, co moja żona zamierza zrobić...zona brała
                                                    bilingi zarówno z mojego telefonu, jak i twojego, straszyła...
                                                    paszporty dzieci wywiezione... teściowa powiedziała, że w razie
                                                    czego zajmą się dziecmi... zona powiedziala,ze nigdy dzieci nie
                                                    zobacze na oczy... zgodziłem się na terapię małżeńską, ale to bez
                                                    sensu, kocham inną kobietę...chce być przy tobie każdego
                                                    dnia...nigdy o nikogo tak nie walczylem...bedziemy mieć dziecko...
                                                    wiem, ze się zawiodłaś, wiem że mi nie ufasz, ale błagam, daj nam
                                                    szanse..." Spotykał się ze mną przez miesiąc, jako człowiek który
                                                    musiał mieć rok, by odkryć, czego naprawdę chce. Zaczęłam,
                                                    próbowałam pociągnąć poważne rozmowy nt tego, jak to formalnie
                                                    rozwiązać sytuację, skoro faktycznie jest jak jest. Ten człowiek, to
                                                    fałszywy podły drań, który przyparty ostatecznie do muru, przyznał,
                                                    że UWAGA, niezależnie od tego czy jest ze mną blisko, czy daleko,
                                                    pod wpływem terapii uświadomił sobie, że z zazdrości jest skłonny
                                                    zrobić wszystko, że jest w stanie ,,zrobić coś mi, komuś, albo sobie
                                                    i pójść za to siedzieć"! Ten facet, nie potrafi dać mi ostatecznie
                                                    spokoju, szarpie mnie emocjonalnie, wykańcza, potwornie manipuluje i
                                                    doprowadza do stanu całkowitego załamania nerwowego. Ten facet robi
                                                    z ludźmi rzeczy, za które całkowicie nie ponosi odpowiedzialności!!!
                                                    Bawi się uczuciami, kiedy mu wygodnie, bierze telefon do ręki, łka
                                                    do słuchawki wyznając miłość, błagalnym tonem prosi o szansę, a gdy
                                                    mu tę szansę daję, się z seksundy na seksundę wycofuje, reaguje
                                                    potworną agresją, że jeśli ktokolwiek się dowie o moim faktycznym
                                                    istnieniu,, pojdzie ze mną na noże!" (mam nagrany fragment rozmowy i
                                                    całą masę świadków) Kiedy zaś tłumaczyłam, miał na to cały rok!!!,
                                                    by zajął się swoim malżeństwem, twierdzi, że jego małżeństwo i tak
                                                    nie przetrwa, że ma całkowitą świadomośc, że nie kocha kobiety z
                                                    którą jest! I jednoczesnie w tej samej rozmowie, kazał mi doczytać
                                                    końcówkę tego wątku!!!(post powyżej).Wrócił po tym, jak ja przez
                                                    cały rok się miotałam, nie byłam w stanie zrobić nic kompletnie więc
                                                    wyłam każdego dnia w głos, prztulając się do ścian w publicznych
                                                    toaletach. W tej chwili nie wiem co robić, co począć z tym, co się
                                                    przede wszystkim ze mną dzieje, ponieważ po takiej ilości całkowicie
                                                    sprzecznych informacji, straciłam grunt! Wczoraj, z dnia na dzień,
                                                    on sobie nagle uświadmia, że musimy całkowicie zerwać kontakt. OK.
                                                    Jak jednak zrozumieć, to trzymanie za ręce i zapewnianie, że jeśli
                                                    zgodzę się go wysłuchać, dać nam szanse, nigdy nie postąpi ze mną
                                                    jak poprzednio? Już w tej chwili uwierzę we wszystko, nawet w to,
                                                    że byłby zdolny do najgorszego. Obawiam się o swoją przyszłość, o
                                                    swoje życie, życie najbliższych i być może kogoś, z kim w jakiejś
                                                    przyszłości przyszłoby mi być moze się związać! Obawiam się, że ktoś
                                                    taki jak on, za kilka lat (DO CZEGO SAM SIĘ PRZYZNAŁ!!!)stanie w
                                                    drzwiach mojego domu, znów rzuci mi się do stóp z błagalnymi
                                                    prośbami i zechce bym podporządkowała moje zycie jemu, jeśli nie..
                                                    to co cytowałam. Niestey, moja sytuacja wygląda na tyle patowo, że
                                                    juz pomijając iż się rozsypałam emocjonalnie... nie dał żadnej
                                                    gwarancji, a wręcz przeciwnie! powiedział, że terapia na która
                                                    poszedł ma mu pozwolić dojść do ładu z uczuciami, ale jeśli potrafi
                                                    kochać, to na pewno kocha mnie, ponoć nawet zonie powiedział, na co
                                                    tamta się zgodziła, że jesli tak się stanie, sie rozejdą. Nie
                                                    zapewnił, że rozstając się ze mną ostatecznie, nie będzie znow
                                                    (działał w ten sposób przez rok!)robił kreciej roboty-analizowanie,
                                                    co gdzie i z kim. Pracuje i pracował w firmach telekomunikacyjnych,
                                                    świadczących jakieś tam usługi w obszrze IT, na wysokim stanowisku.
                                                    Wielokrotnie zdobywał numery telefonów do jakichkolwiek osób
                                                    kontaktujących się ze mną a wręcz do nich dzwonił!!! Ma możliwość
                                                    przechwytywania moich sms-ów, maili z jakiego komputera bym nie
                                                    pisała! W wirtualu moje życie może skasować a wręcz monitorować bez
                                                    najmniejszego problemu i wiem, że to robił, gdyż się wielokrotnie
                                                    przyznał i dał temu dowód! Ta historia jest gorsza w szczegółach i
                                                    posłuzyłaby za znokomity scenariusz filmu/thrillera, tylko w moim
                                                    odczuciu nie wiem, czy w którymś momencie nie stanie się to czyms
                                                    gorszym. Ten facet to, co czuję nazwał moją wewnętrzną walką samej
                                                    ze sobą, dla niego bowiem oczywiste jest, że gdybym kochała:,, to
                                                    bylibyśmy razem, ukryci przed całym światem”!
                                                    Nim wybiorę się faktycznie po poradę do jakiegoś wprawnego
                                                    psychologa, by się uodpornić, by nie ulegać już nigdy, piszę tu. A
                                                    jeszcze chcę napomknac, że ten facet na tym konkretnie wątku, miał
                                                    czelność wypowiadać się w moim imieniu i pisać, iż jest przekonany,
                                                    o tym, że był jedyną zaangażowaną osobą!
                                                  • ta Re: JAKIE WSPARCIE??? 18.01.09, 23:10
                                                    A jak się romans z żonatym zaczynało, to tak było cudownie wink,
                                                    nieprawdaż ?!
                                                    Gdybym wówczas powiedziała ci, co o tym myślę , okrzyknęłabyś mnie
                                                    moherowym babochłopem.
                                                    Wiesz już, że oszust jest oszustem ?
                                                    Dodatkowo masz jazdę, bo jest mocno niezrównoważony.
                                                    Nawarzyłaś piwa, pij. Smacznego.
                                                    Ta_
                                                  • vivalissa Re: JAKIE WSPARCIE??? 18.01.09, 23:34
                                                    Nie okrzyknełabym, bo zaczynałam ów romans i przez długi czas,w
                                                    zasadzie 10 bitych miesięcy dając się do niego (no, to sie podobno
                                                    romansem nie nazywało, ale miłością życia) wciągać i mając przy tym
                                                    poglądy typowego moherowego babochłopa. Nie było też cudownie, bo
                                                    wchodząc w coś podobnego, się przewartościowuje całe życie. Ale
                                                    zdrowa i solidna krytyka się przyda na przyszłość. Dzieki, odbiło
                                                    się a nawet ulało i potwornym zatruciem skończyło wink
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka