co sie porobilo....

22.11.08, 10:54
Moj dlugoletni zonaty przyjaciel, kochanek poprosil mnie wczoraj o
powazna rozmowe. Mowil, ze juz dlugo nosil sie z tym zamiarem, ale w
obliczu trudnosci, jakie mialam w firmie poczekal do wczoraj. No
wiec moj zonaty kochanek odchodzi od zony! Przed swietami!! Ponoc
juz dluzej nie moze tak zyc w klamstwie i wogole. A ja nie chce!!
Ponoc ta ich rozmowa ma sie odbyc dzisiaj. Przekonywalam ile sil,
zeby tego nie robil, bo ja nie mam zamiaru sie z nim wiazac no i tam
jest dwoje dzieci. On mowi, ze z dziecmi sie nie rozwiedzie, tylko z
zona. Zona ponoc czuje pismo nosem i jest ponad wszelka zwyczajnosc
mila i wogole. Moze to go wlasnie do decyzji skolonilo? No bo co
innego? Caly czas szlo gladko, bylo cudownie. Jego rodzina i ja
zylismy obok siebie i ani oni mi nie przeszkadzali, ani ja im. Pisze
tu, bo wiem, ze jego zona czyta to forum, choc pisze juz mniej. Co
ja mam zrobic? Jak naklonic kochanka, zeby zonie nic nie mowil i nie
odchodzil od niej?
    • malgoszac Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 11:43
      co go bedziesz przekonywac? postaw sprawe jasno, ze nawet jak sie wyprowadzi to
      mozecie co najwyzej pozostac kochankami - jesli zle mu z zona i chce odejsc to
      tylko jego sprawa - nie przejmuj odpowiedzialnosci za jego zycie!
      wazne zeby tylko nie mial zludzen, ze sie z nim na serio zwiazesz
      powodzenia!
    • a_p4 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 11:59
      skoro chce od niej odejść to nie nakłaniaj go żeby tego nie robił. jeśli było źle, to jest to jedyny sposób (wbrew pozorom dla nich obojga), żeby uratować resztę życia.
      wspieraj go w tej decyzji, a kwestię waszego związku musicie obgadać osobnym torem.
      no i musisz być szczera i powiedzieć mu, jeśli nie planujesz się z nim związać po jego rozwodzie.

      • korona.1 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 13:05
        Dziekuje za odpowiedzi. To, ze ja chce nadal mieszkac sama i byc
        wolna jest mu jasne od samego poczatku. Jemu tez ten fakt pasowal,
        bo (ponoc) zyli z zona dla dzieci razem i bylo OK. Nigdy nie bylo
        trudnosci, zeby ze mna spedzal czas, duzo razem przebywalismy,
        wyjezdzalismy, ale kazdy mial osobny dom i osobne sprawy. Wydawalo
        mi sie, ze taki uklad jest dla wszystkich stron jasny i akceptowany.
        Od jakiegos czasu jednak, jak mi mowil, zona zaczela "robic
        podchody". a to koszulka, a to drapanie po karku i slowne aluzje.
        Ponoc to sie zrobilo dla niego nieprzyjemne i chce zonie powiedziec
        prawde. Gdyby chcial odejsc bez mojego w tym powodu, to Ok, nie moja
        rzecz. Ale on chce powiedziec, ze odchodzi, bo ma inna, czyli mnie.
        I tu zaczyna sie problem. Cos czuje, ze bedzie awantura, ktorej ja
        wcale nie chce. A bylo tak dobrze. Pozdrawiam.
        • malgoszac Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 13:46
          dasz rade smile
          nie przejmuj sie i rob swoje!
        • ta Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 14:40
          korona.1 napisała:

          >[...](kochanek) chce zonie powiedziec
          > prawde. Gdyby chcial odejsc bez mojego w tym powodu, to Ok, nie moja
          > rzecz. Ale on chce powiedziec, ze odchodzi, bo ma inna, czyli mnie.
          > I tu zaczyna sie problem. Cos czuje, ze bedzie awantura, ktorej ja
          > wcale nie chce. A bylo tak dobrze. Pozdrawiam.

          Oj, kłopociki na horyzoncie wink ?
          Od pokoleń te same...
          Cudowne jest to forum, chyba zmienię zdanie i zacznę być orędownikiem jego
          rozwoju wink
          Mamy przegląd konfiguracji i stadiów romansów z żonatymi do klasycznego i
          nieuchronnego wielkiego "BUM" na końcu.
          Także bum z użyciem siatki na zakupy , na przykład big_grin
          Uważaj, zranione ego małżonki może wybuchnąć z siłą tsunami.
          Tego się boisz...już nie myślisz, że "było warto" i zaczyna uwierać cię
          wychwalany dotąd status kochanki ?
          Ta_



          • ta Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 14:52
            P.S. piszesz tutaj, by , jak nadmieniasz, żona twojego kochanka (jakoby tutaj
            zaglądająca) przeczytała twoje wyznanie?
            Czego od niej oczekujesz?
            Tego, by jej gniew był mniejszy, gdy dowie się, że ty nie chcesz jej męża na
            stałe? Oj,zaczynasz się gubić i plątać, to już nie strach, to panika...
            Milutkiego weekendu (jakoś tak pozdrawiają się tutaj kochanki wink )
            Ta_
            • korona.1 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 15:43
              "ta"- wiesz co, rzeczywiscie panika mnie ogarnia szalona. Nie z tego
              powodu, ze malzonka mnie kwasem solnym obleje, ale z tego powodu, ze
              mi sie jakies meskie cialo w lazience bedzie platalo w godzinach,
              kiedy to ta lazienka jest tylko moja. To tylko tak, dla wyjasnienia.
              Ale moze nie bedzie az tak zle. Moze nic sie nie zmieni? Moze ja
              polubie to meskie cialo w lazience o kazdej porze dnia? Pozyjemy-
              zobaczymy. A ty "ta" wyjdz na swieze powietrze i przewietrz troche i
              umysl i cialo. Sciskam!
      • piatek_13-go OHO!!! Dziewczyny! ( Żony) 22.11.08, 20:13
        No to kazda z nas jest dzisiaj potencjalna kandydatka na rozstanie. Ciekawe
        tylko ktora?tongue_out

        Jakbym to byla ja to dam znacwink
    • onderun_100 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 13:52
      Dlaczego mam wrażenie, że korona chce się popisać???

      Korona, przecież nie powinno cię zupełnie obchodzić czy powie zonie,
      że kogoś ma, czy nie.
      Nie ruszało cię bycie kochanką cudzego męża, to nie powinno i to.
      Przecież z imienia i nazwiska cię nie przedstawi. A jeśli nawet to
      co?
      oj, naciągany ten problem moralny.

      ja przecież też kochanką jestem i też nie chcę żeby mojemu coś
      takiego do głowy przyszło. Mimo, ze wyprowadzony od zony jest.
      • magiczna_marta Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 14:00
        Korona się boi żony swojego przydupasa, boi się jak każda kochanka.
        • onderun_100 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 17:58
          Mylisz się. Nie każda się boi.
          Nawet nie pomyślałam żeby się jej bać.
          Ja w sytuacji Korony bałabym się, że misiowi się odwidział status
          kochanka. A zachciało domku rodzinnego nr "kolejny".
          Codziennośc z moim misiem mnie nie interesuje. Z postu Korony tak
          wynika.
          Marto, naprawdę część kochanek ani mysli "odbierać" męża i tatę. -
          do nich i ja należę.
      • korona.1 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 15:37
        Imieniem i nazwiskiem przedstawie sie ja sama, jakby co. Czego mam
        sie niby bac? Problemu moralnego w odneisieniu do zony nie mam
        zadnego. Mam inny problem. Przeciez nie wywale kochanego czlowieka
        na zimny bruk, tylko dlatego, ze nie chcialam z nim mieszkac, jesli
        odejdzie ze swojego domu. Oczywiscie, ze moj dom, bedzie jego domem
        az nie znajdzie innego. Ja chcialabym go raczej przekonac, zeby Z
        MOJEGO powodu nie odchodzil od zony. Jesli naprawde uwaza, ze go to
        denerwije, ze nie chce wiecej, to niech odchodzi. Powinien byl to
        dawno zrobic. Moze ja sie troche boje, ze na mnie spadna obowiazki,
        ktorych podjac nie mam ochoty? To wszystko stalo sie tak nagle, ze
        nie poukladalam sobie jeszcze wszystkiego. Dziekuje za odpowiedzi.
        • zawsze.pitu.pitu Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 16:10
          co za obłuda!!!!! sorry ale niedobrze mi się robi.
          • magiczna_marta Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 16:40
            @korona- tia, tatuś się ucieszy że w końcu chłopa złapałaś big_grin
            a tak w ogóle to poprawiłaś mi humor, jeszcze muszę jechać odebrać
            prezent dla syna i zrobić deser na jutro dla dzieciaków a nic mi się
            już nie chciało jednak głupoty przez Ciebie wypisywane tak mnie
            rozśmieszyły że energii nabrałam
            • daria_nowak Re: co sie porobilo.... 23.11.08, 16:31
              A mnie zastanawia jedno. Czy "złapanie chłopa" to sposób na określenie jakości
              kobiety Twoim zdaniem? Bo tak trochę to zabrzmiało
        • ciezka_cholera Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 17:47
          wspolczuje braku asertywnosci, bardzo bym nie chciala czuc sie przymuszona
          mieszkac z facetem, tylko dlatego, ze nie ma on sie gdzie podziac. proponuje
          zapisac sie na jakis szybki kurs rozwoju wspomnianej cechy i odmowic mu po
          prostu mozliwosci zakwaterowania sie w twoim lokum. i po problemie.
        • onderun_100 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 18:01
          ooo Korona, przepraszam, niedoczytałam.
          Rozumiem. Ja też nie mam ochoty na obowiązki codzienności.
          Dziękuję, przerabiałąm. Żaden miód smile)))
          • nn-1-6 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 18:10
            no witaj w klubie , tyle ze mój juz zostawił dom , i chce byc ze
            mną ,jakies fatum czy co? dla piszących na forum .
            • korona.1 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 21:50
              Czytalam twoj post i przykro mi. Ty nie chcesz, zeby Twoja rodzina
              sie rozleciala a ja nie chce, zeby tamta rodzina sie rozleciala. I
              jesli bede zmuszona, to zerwe ten romans. Fakt, jestem egoistka, ale
              nie chce, zeby tamte dzieci mialy smutne swieta. Po prostu nie chce.
              Trzymaj sie, sama musisz wiedziec, co jest Ci drozsze.
              • ta Re: co sie porobilo.... 23.11.08, 00:30
                Zawsze twierdziłam, że najlepszym czyśćcem dla kochanków jest spokojne "oddanie"
                małżonka kochance.Misio w próbie ognia dojrzy wszystkie zalety kochanki ( w tym
                jej chęć do ponoszenia trudów życia codziennego), ta zaś będzie uciekała od
                niego jak od ognia.
                Niech się zabawiają smile To naprawdę najlepsze postępowanie.
                W tym czasie można spokojnie zająć się swoim życiem.

                Jednak znam przypadek, że małżonka dodała do tej sytuacji niezłą porcję tzw
                "jazdy", m.inn. załatwiła kochance wykop z bardzo dobrej pracy i inne słodkości,
                czego nie wiem, czy życzyć koronie, czy nie ( bo może swojej pracy nie lubi wink )
                ta_
                • ciezka_cholera Re: co sie porobilo.... 23.11.08, 11:21
                  ta napisała:
                  >
                  > Jednak znam przypadek, że małżonka dodała do tej sytuacji niezłą porcję tzw
                  > "jazdy", m.inn. załatwiła kochance wykop z bardzo dobrej pracy i inne słodkości

                  w jaki sposob mozna kochance maza zalatwic "wykop z bardzo dobrej pracy"? z tego
                  co wiem, kodeks pracy nie przewiduje mozliwosci rozwiazania z pracownikiem umowy
                  o prace z powodu jego zlego prowadzenia sie, ale moze sie myle? skoro uczciwie
                  sie nie da, to rozumiem, ze pani porzucona zona musiala uknuc jakas intryge, mam
                  racje? pierwsza mysl, ktora przebiega mi przez glowe, to ze nie chcialabym miec
                  zony intrygantki, czyli zaczynam rozumiec jej meza. druga mysla jest zdziwienie,
                  ze ludzie akceptuja mieszanie sfery publicznej, jaka jest praca, z prywatna,
                  jaka jest niewatpliwie okolicznosc sypiania z kimkolwiek. jest to
                  charakterystyczne dla systemow totalitarnych i baaardzo niebezpieczne. zdarza
                  sie to w rejonach o b. wysokiej stopie bezrobocia i jest bardzo ponizajace.
                  jak jestem zona, wiec potencjalnie moge byc zdradzona i porzucona zona, tak
                  takie postepowanie budzi we mnie sprzeciw i pogarde.
                  • ta Re: co sie porobilo.... 23.11.08, 19:50
                    ciezka_cholera napisała:

                    > w jaki sposob mozna kochance maza zalatwic "wykop z bardzo dobrej >pracy"?

                    Można smile, bywają konieczne restrukturyzacje z likwidacją stanowisk, nieprawdaż
                    smile? Cóż jest jedna "intryga" wobec lat kłamstw , oszustw, krętactw małżonka i
                    kochanki ? Pryszcz!

                    >druga mysla jest zdziwienie
                    >ze ludzie akceptuja mieszanie sfery publicznej, jaka jest praca, z
                    >prywatna,jaka jest niewatpliwie okolicznosc sypiania z kimkolwiek. >jest to
                    charakterystyczne dla systemow totalitarnych

                    Ciężko się mylisz cholero smile W żadnym z państw o dobrej i mocno uguntowanej
                    demokracji nie przemknie się na wysokie stanowiska państwowe i inne ważne
                    funkcje ktoś o tzw zepsutej reputacji.
                    Przez wyborców będzie wyciągnięta każda kochanka, każdy romans, każde
                    niepoprawne zachowanie w sferze obyczajowej i skierowane przeciw kandydatowi
                    jako zarzut bardzo ciężkiego kalibru.

                    To właśnie w systemach totalitarnych moralność pada, jak muchy, dlatego w
                    systemach post, jak np u nas, możliwe było panowanie Samoobrony z wszystkimi
                    tego drastycznymi konsekwencjami ( także w sferze obyczajowej)

                    > jak jestem zona, wiec potencjalnie moge byc zdradzona i porzucona >zona, tak
                    takie postepowanie budzi we mnie sprzeciw i pogarde.

                    Jak będziesz zdradzona i porzucona, może przestanie wink ?
                    Ta_
                    • ciezka_cholera Re: co sie porobilo.... 24.11.08, 12:33
                      ta napisała:

                      > Ciężko się mylisz cholero smile W żadnym z państw o dobrej i mocno uguntowanej
                      > demokracji nie przemknie się na wysokie stanowiska państwowe i inne ważne
                      > funkcje ktoś o tzw zepsutej reputacji.
                      > Przez wyborców będzie wyciągnięta każda kochanka, każdy romans, każde
                      > niepoprawne zachowanie w sferze obyczajowej i skierowane przeciw kandydatowi
                      > jako zarzut bardzo ciężkiego kalibru.
                      >
                      > To właśnie w systemach totalitarnych moralność pada, jak muchy, dlatego w
                      > systemach post, jak np u nas, możliwe było panowanie Samoobrony z wszystkimi
                      > tego drastycznymi konsekwencjami ( także w sferze obyczajowej)
                      >

                      otoz to co opisalas powyzej dotyczy wylacznie stanowisk zwiazanych z polityka.
                      polityka zas nieodlacznie wiaze sie ze sfera wartosci. zauwaz, ze wyborca ma
                      prawo oceniac postawe moralna kandydata i kierowac sie ta ocena przy
                      podejmowaniu decyzji o glosowaniu na niego lub nie. jesli zas ma prawo do oceny,
                      to jak najbardziej sluszne jest, gdy bazuje na prawdziwych i pelnych danych.
                      jesli wiec wspomniana przez Ciebie zona upublicznila romans swojego meza,
                      przyczyniajac sie do zniszczenia kariery politycznej kochanki meza, to nie
                      postapila, moim zdaniem, w zadnym wypadku nagannie.

                      jesli jednak rozwazamy sytuacje, kiedy kochanka stracila stanowisko zupelnie
                      niepowiazane z polityka i sprawowaniem wladzy, to niestety sytuacjia wyglada
                      zupelnie inaczej. pierwsza roznica wynika z litery prawa. skoro pracodawca nie
                      moze zwolnic pracownicy dlatego, ze w jego mniemaniu, sypia ona nie z tym z kim
                      powinna, to jasne jest, ze musi to zrobic omijajac prawo. jesli zaakceptujemy
                      fakt, ze tak sie stalo i nie budzi on w nas sprzeciwu, oznacza to, dajemy
                      pracodawcom przyzwolenie na zwalnianie pracownikow tylko na podstawie ich oceny
                      moralnej. podkreslam, ze owa ocena moralna jest subiektywna ocena poszczegolnego
                      pracodawcy. wiec jesli jeden ma prawo zwolnic pracownice, bo ma zonatego
                      kochanka, drugi moze dociekac, czy jego pracownica nie bzyka sie z mezem analnie
                      (bo w jego odczuciu bedzie to podstawa do zwolnienia), trzeci zas wiedzac, ze
                      moze wskazac pracownicy z kim nie moze uprawiac seksu, droga domniemania uzna,
                      ze moze jej tez wskazac z kim powinna seks uprawiac... we mnie taka perspektywa
                      budzi odraze i jedynym sposobem na unikniecie tego typu wynaturzen jest
                      absolutne rozdzielenie intymnego zycia pracownikow od mozliwosci utraty pracy.

                      analogia do systemow totalitarnych jest dosc prosta: w tych systemach sprawujacy
                      wladze ma calkowita kontrole nad obywatelem - nad jego zyciem intymnym, nad tym
                      co powie do zony przy kolacji. ta drabinka wladzy prowadzi az na sam dol do
                      stosunkow pracodawca/pracownik. nie ma takiej plaszczyzny zycia w systemie
                      totalitarnym, ktorej nie pokrywala by kontrola aparatu wladzy. nie ma to nic
                      wspolnego prawdziwym strzezeniem moralnosci, wprost przeciwnie, trudno sobie
                      wyobrazic warunki bardziej sprzyjajace degeneracji i utraty wiezi
                      miedzyludzkich. Solzenicyn w Archipelagu wspomina m.in., ze metoda donosow
                      poslugiwalo sie w celu zemsty mnosto zdradzonych mezow/zon, kochankom zas
                      grozila perspektywa o wiele straszniejsza niz utrata dobrej pracy... po prostu
                      nagmninne bylo uzywanie tej broni w rozgrywkach personalnych wszelkiej masci.

                      pozdrawiam
                      • ta Re: co sie porobilo.... 24.11.08, 13:01
                        ciezka_cholera napisała :

                        > otoz to co opisalas powyzej dotyczy wylacznie stanowisk zwiazanych z polityka.
                        > polityka zas nieodlacznie wiaze sie ze sfera wartosci. zauwaz, ze >wyborca ma
                        prawo oceniac postawe moralna kandydata i kierowac sie >ta ocena przy
                        podejmowaniu decyzji o glosowaniu na niego lub nie.

                        Przyznajesz zatem, że posiadanie kochanki, romanse należą w odczuciu społecznym
                        do zachowań nagannych, wiążących się z naruszaniem sfer wartości i świadczących
                        o niegodnej postawie moralnej człowieka.
                        Może go to zasadnie wykluczać z piastowania urzędów i stanowisk związanych z
                        zaufaniem społecznym.

                        [ale]Na własnym zaś podwórku, taki człowiek jest pożądanym materiałem na
                        partnera/męża i wara wszystkim, którzy odważą się go nazwać krętaczem i
                        oszustem, a romanse złem?

                        Wspomniana przeze mnie żona postąpiła, jak postąpiła, nie stwierdziłam nigdzie,
                        że postąpiłabym tak samo i, że to było słuszne. Niemniej rozumiem jej pobudki.
                        Oboje kochankowie pełnili zadania związane z zaufaniem społecznym, dodatkowo
                        małżonek przez lata kreował się na niepokalanego i wyrocznię katolickiej moralności.

                        Podałam ten przykład, by uprzytomnić kochankom, że za kochankiem stoi jeszcze
                        żona, kobieta mająca swoje układy, znajomości, rodzinę i te koneksje może
                        wykorzystać przeciw kochance. Upokorzona kobieta nie musi "wymierzać kary" sama,
                        może to za nią zrobić ktoś z przyjaciół lub rodziny i to niekoniecznie od razu.
                        Podobno zemsta jest daniem, które smakuje najlepiej na zimno.

                        Dzielę się tym, co wiem. Może warto, żeby kochanki także wiedziały, jakie mogą
                        być konsekwencje zjadania torcików wink

                        Bardzo dziękuję za post, z przyjemnością go przeczytałam. Lubię merytoryczną,
                        spokojna dyskusję. Zgadzam się z dalszą częścią twojego postu (z małymi
                        zastrzeżeniami smile)
                        Pozdr
                        Ta_
                        • ciezka_cholera Re: co sie porobilo.... 24.11.08, 13:53
                          ta napisała:
                          > Przyznajesz zatem, że posiadanie kochanki, romanse należą w odczuciu społecznym
                          > do zachowań nagannych, wiążących się z naruszaniem sfer wartości i świadczących
                          > o niegodnej postawie moralnej człowieka.

                          przyznaje. jest to tez moja osobista opinia.

                          > Może go to zasadnie wykluczać z piastowania urzędów i stanowisk związanych z
                          > zaufaniem społecznym.

                          jezeli te stanowiska pochodza z wyborow - tak, jezeli z nadania - nie. wybory sa
                          gwarantem obiektywizmu.

                          > [ale]Na własnym zaś podwórku, taki człowiek jest pożądanym materiałem na
                          > partnera/męża i wara wszystkim, którzy odważą się go nazwać krętaczem i
                          > oszustem, a romanse złem?

                          nie, zona ma prawo mowic o romansie meza kazdemu, kto ma ochote tego sluchac.
                          nie oczekuje, ze zdradzona kobieta bedzie kryla i bronila wiarolomnego malzonka
                          i/lub jego kochanke. nie jest to jednak jednoznaczne z wplynieciem (nie wiem
                          jakimi metodami) na pracodawce, zeby zwolnil swoja pracownice (nie wiem na
                          jakiej podstawie) i ja tylko tego sie uczepilam smile.

                          > Wspomniana przeze mnie żona postąpiła, jak postąpiła, nie stwierdziłam nigdzie,
                          > że postąpiłabym tak samo i, że to było słuszne.

                          ja twierdze, ze bylo to niesluszne. ale bardziej mnie martwi, ze skuteczne.

                          >Niemniej rozumiem jej pobudki.

                          coz, dzialala w stanie silnego wzburzenia. gdyby ich oboje zastala w lozku i
                          zastrzelila stanowilo by to dla sadu okolicznosc lagodzaca. zrozumienie
                          niekoniecznie jest rownoznaczne z aprobata.

                          > Oboje kochankowie pełnili zadania związane z zaufaniem społecznym, dodatkowo
                          > małżonek przez lata kreował się na niepokalanego i wyrocznię katolickiej moraln
                          > ości.
                          >
                          > Podałam ten przykład, by uprzytomnić kochankom, że za kochankiem stoi jeszcze
                          > żona, kobieta mająca swoje układy, znajomości, rodzinę i te koneksje może
                          > wykorzystać przeciw kochance. Upokorzona kobieta nie musi "wymierzać kary" sama
                          > ,
                          > może to za nią zrobić ktoś z przyjaciół lub rodziny i to niekoniecznie od razu.
                          > Podobno zemsta jest daniem, które smakuje najlepiej na zimno.
                          >
                          > Dzielę się tym, co wiem. Może warto, żeby kochanki także wiedziały, jakie mogą
                          > być konsekwencje zjadania torcików wink

                          a pewnie, pewnie. swiadomosc miara doswiadczenia, jak mawial poeta wink

                          >
                          > Bardzo dziękuję za post, z przyjemnością go przeczytałam. Lubię merytoryczną,
                          > spokojna dyskusję. Zgadzam się z dalszą częścią twojego postu (z małymi
                          > zastrzeżeniami smile)

                          a ja wole merytoryczna, ale zajadla dyskusje wink

                          pozdrawiam
                        • daria_nowak Re: co sie porobilo.... 24.11.08, 14:52
                          > Podałam ten przykład, by uprzytomnić kochankom, że za kochankiem stoi jeszcze
                          > żona, kobieta mająca swoje układy, znajomości, rodzinę i te koneksje może
                          > wykorzystać przeciw kochance.

                          I vice versa, ale wiesz, brzydziłabym się kimś, kto do rozwiązywania tego typu
                          spraw brałby się w taki sposób...

                          Przy tym uważam, ze choć oczywiście wybory powszechne są najdoskonalszym
                          sposobem dokonywania 'odsiewu' w niedoskonałej demokracji, to jednak... No cóż,
                          załóżmy, ze obie wysoko cenimy Balcerowicza, załóżmy, ze ma on kochankę. I tak,
                          zrobiłabym wszystko, by miał on możliwości kierowania finansami Państwa. Bo na
                          jasność myśli i wiedzę merytoryczną nie wpływa fakt z kim, ani jak sypia...
                          Troszkę inaczej na to patrzę, gdy ktoś stara się być moralnym przewodnikiem, czy
                          wzorem dla konkretnej grupy, której zasady moralne mają się nijak do jego
                          postępowania. Hipokryzja...
                          • ta Re: co sie porobilo.... 25.11.08, 00:15
                            daria_nowak napisała:

                            > brzydziłabym się kimś, kto do rozwiązywania tego typu
                            > spraw brałby się w taki sposób...

                            Ale tymi, które przyczyniają się do rozpadu rodzin, dramatów, tragedii i
                            połamanych losów się nie brzydzisz.
                            Tymi, którzy sypiają z dwiema ( lub więcej) kobietami, także nie.
                            Wiarołomnymi oszustami i notorycznymi kłamcami nigdy w życiu.
                            Tych, którzy nie kochając , "używają" innych wyłącznie dla własnej rozrywki bez
                            zobowiązań, akceptujesz. Bywasz kochanką żonatych mężczyzn i nie znajdujesz w
                            tym nic gorszącego.
                            I masz kontakt z młodzieżą, bo jesteś pedagogiem.
                            Zgroza.
                            Ta_


                            • ta Re: co sie porobilo.... 25.11.08, 00:27
                              Wiesz dario, ja już wiem wszystko, co chciałam wiedzieć o kochankach.
                              Ta wiedza poraża.

                              Nie zajrzę tutaj nigdy więcej. Sądzę, że sporo osób się ucieszy.
                              Niech nie wypisują wyrazów radości z tego powodu, bo czytać tego nie będę,
                              szkoda ich czasu, mojego tym bardziej.
                              Ta_
                            • daria_nowak Re: co sie porobilo.... 25.11.08, 07:21
                              Aleś się uniosłasmile I jak zwykle przeczytałaś, to co wydawało Ci się, ze jest
                              napisane, widać to już siła wyższa i nie ma na to wpływu.
                              Właściwie to nawet mi Cię trochę szkoda, za to święte oburzenie i czarno biały
                              sposób widzenia świata - a nie mam tendencji do litowania się - już prędzej do
                              współczuciasmile
                              Ale masz rację, fakt, ze odchodzisz stąd w aurze dramatyzmu nie zrobił na mnie
                              najmniejszego wrażeniasmile
                              Paaasmile
            • onderun_100 Re: co sie porobilo.... 23.11.08, 07:30
              Fatum, nie fatum. Z takim obrotem rzeczy należało się jednak liczyć.
              Ryzyko sytuacyjne. Jak się pakuję w cos takiego, to muszę założyć,
              że bezproblemowo nie będzie. To moja odpowiedzialność za wybory,
              których dokonuję. A konsekwencje mnie nie zaskakują chociaż czasem
              bywają nieprzyjemne.
          • ciezka_cholera Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 18:30
            a ja uwazam, ze Twoja diagnoza w pierwszym poscie byla trafna. jakos nie
            dowierzam w niezadowolenie Korony z obrotu zdarzen. nie dlatego, ze wydaje mi
            sie nieprawdopodobne niechcenie chlopa na stale, tylko dlatego, ze jej
            argumentacja jest zupelnie niekonsekwentna:
            1) pisze o zamiarze swojego kochanka na forum, ktore jak twierdzi czyta jego
            zona - wydaje mi sie malo prawdopodobne, by kochanka, ktorej zalezy na dyskrecji
            i utrzymaniu statusu quo, postapila w ten sposob,
            2) jesli rzeczywiscie ustalili z kochankiem regoly romansu, to nieciekawym typem
            jest facet, ktory szantazuje emocjonalnie kochanke (nie ma sie gdzie podziac
            biedactwo), zeby u niej zamieszkac,
            3) punkt drugi nie ma zadnego uzasadnienia - jezeli chlopa nie stac na wynajem,
            najglupsza rzecza, ktora moze zrobic jest zamieszkanie z kochanka przed
            orzeczeniem rozwodu. moze go to kosztowac o wiele wiecej. jezeli zas stac go na
            wynajem, to po co ma zamieszkac z kobieta, ktora sobie tego nie zyczy.
            i w zwiazku z powyzszym, uwazam, ze Korona chciala sie tylko pochwalic, ze jej
            kochanek zrywa z zona z jej powodu (czyli operujac tutejsza nomenklatura -
            wygrala walke o misia).
            • korona.1 Re: co sie porobilo.... 22.11.08, 21:41
              Ciezka_cholero, nie rob sobie kawalow z powaznej sytuacji. Jak ja
              bym sie chciala chwalic, to poszlabym z ta radosna nowina na jakies
              forum Pt "wygralam chlopa", czy cos podobnego. No niestety,
              sytuacja jest powazna i chwalic sie nie mam czym. Owszem, gdybym o
              misia walczyla i wygrala, to bym mogla sie po brzuszku glaskac, ale
              ja nie stawaalam do zadnych zawodow, rozumiesz?Ciagle jeszcze
              wierze, ze do ostatecznosci nie dojdzie. Do ostatecznosci, tzn nie
              zostane postawiona przed wyborem.
              Jutro jest nowy dzien i zobaczymy.
    • prawidlowe-podejscie Re: co sie porobilo.... 24.11.08, 18:13
      korona.1 napisała:

      > Moj dlugoletni zonaty przyjaciel, kochanek poprosil mnie wczoraj o
      > powazna rozmowe. Mowil, ze juz dlugo nosil sie z tym zamiarem, ale
      w
      > obliczu trudnosci, jakie mialam w firmie poczekal do wczoraj. No
      > wiec moj zonaty kochanek odchodzi od zony!

      dobra rada pomysl nad mozliwymi przyczynami tego czynu, dlaczego
      akurat teraz dlaczego wogole,
      jesli jasno okreslilas wasz zwiazek to co go sklonilo do tego kroku?
      moze to wyrachowanie, moze inne przyczyny, pomysl zanim zrobisz
      jakis ruch

      > Przed swietami!! Ponoc
      > juz dluzej nie moze tak zyc w klamstwie i wogole. A ja nie chce!!

      eeee slowa slowa slowa, wyrazy cisna sie do glowy... pamietasz to?
      (Maanam)
      Słowa, słowa, słowa, słowa
      Wyrazy cisną się do głowy
      Słowa, słowa, słowa, słowa
      Ze wszystkich stron zachęcający szept

      Ha, ha, ha....

      Myślę, myślę, myślę, myślę
      Idę ulicą i dziwię się że idę
      Myślę, myślę, myślę, myślę
      Ze wszystkich stron zachęcający szept

      jest powod dla ktorego ktos sie godzil przez jakis czas byc w
      ukladzie a teraz nagle, mu to nie odpowiada,
      ja nie znam was na tyle aby doradzac, poprostu nad tym wszystkim sie
      zastanow,
      pomysl o jednym jests niezalezna (tez finansowo) osoba....

      > Ponoc ta ich rozmowa ma sie odbyc dzisiaj. Przekonywalam ile sil,
      > zeby tego nie robil, bo ja nie mam zamiaru sie z nim wiazac no i
      tam
      > jest dwoje dzieci. On mowi, ze z dziecmi sie nie rozwiedzie, tylko
      z
      > zona.

      on ma racje z dziecmi sie nie rozwodzi, ale mezczyzna ktory tak
      skwitowal sprawe dzieci wydaje mi sie lekko hmmmm czy ja wiem?
      pomysl porozmawiaj... cos jest nie tak nie wiem co

      > Zona ponoc czuje pismo nosem i jest ponad wszelka zwyczajnosc
      > mila i wogole. Moze to go wlasnie do decyzji skolonilo? No bo co
      > innego?

      zbyt duzo rzeczy sie nie klei, ktos kto zyje w wygodnym ukladzie
      gdzie ma DWIE kobiety, rodzine, dzieci, i poukladane w sumie zycie,
      nie rzuca sie w nieznane .... ale to tylko moja opinia...

      > Caly czas szlo gladko, bylo cudownie. Jego rodzina i ja
      > zylismy obok siebie i ani oni mi nie przeszkadzali, ani ja im.

      mysle ze nie wiesz wszystkiego, mysle ze wiele rzeczy bylo
      pomijanych i koloryzowanych, tu cos nie gra...


      > Pisze
      > tu, bo wiem, ze jego zona czyta to forum, choc pisze juz mniej. Co
      > ja mam zrobic? Jak naklonic kochanka, zeby zonie nic nie mowil i
      nie
      > odchodzil od niej?

      jesli maz ma dobry uklad a wyglada na to ze mial z Toba swietny
      uklad to nie trzeba kochanka naklaniac na zmiany decyzji bo on
      niczego zmieniac nie bedzie chcial, mezczyzna lubi znane mu uklady,
      i nie lubi diametralnych zmian,
      popatrz teraz bedzie z Toba codziennie, a wiec zamiast zony i
      kochanki bedzie mial tylko jedna kobiete, jak bylo w jednym domu cos
      nie tak szedl do drugiego, itd... teraz bedzie odkryty na wszystkich
      frontach
      moja rada uwazaj i pogadaj z gosciem...
      powodzenia
      • karatena Re: co sie porobilo.... 25.11.08, 21:21
        Dobry wieczor. Po chwilowej nieobecnosci na forum widze ze chyba
        faktycznie jakies fatum zawislo nad tymi z nas, dla ktorych
        uklad "kochankowie" jest optymalnym i nie chcemy zadnych zmian. Moj
        kochanek rowniez oswiadczyl mi kategorycznie, ze nie wystarczaja mu
        nasze spotkania, ze ma dosc hopokryzji w domu, i ze chce ze mna
        dzielic zycie. Problem polega na tym, ze ja nie chce z nim dzielic
        zycia. Nie tak sie umawialismy, a oboje jestesmy juz wiecej niz
        dorosli, wiec chyba mozna oczekiwac dotrzymywania umow w tym wieku.
        Jego propozycje uwazam za bardzo niedojrzala. Wrecz za przejaw
        kryzysu wieku sredniego. No coz; koncze ten romans.
    • korona.1 tamta rozmowa sie nie odbyla 26.11.08, 21:24
      Poniekad kamien spadl mi z serca. Jednak juz nie jest tak samo.
      Poprosilam o czas do polowy grudnia, bo potem mamy wyjechac na
      narty. Czy pojedziemy? Nie wiem.
      Pozdrawiam
Pełna wersja