korona.1
22.11.08, 10:54
Moj dlugoletni zonaty przyjaciel, kochanek poprosil mnie wczoraj o
powazna rozmowe. Mowil, ze juz dlugo nosil sie z tym zamiarem, ale w
obliczu trudnosci, jakie mialam w firmie poczekal do wczoraj. No
wiec moj zonaty kochanek odchodzi od zony! Przed swietami!! Ponoc
juz dluzej nie moze tak zyc w klamstwie i wogole. A ja nie chce!!
Ponoc ta ich rozmowa ma sie odbyc dzisiaj. Przekonywalam ile sil,
zeby tego nie robil, bo ja nie mam zamiaru sie z nim wiazac no i tam
jest dwoje dzieci. On mowi, ze z dziecmi sie nie rozwiedzie, tylko z
zona. Zona ponoc czuje pismo nosem i jest ponad wszelka zwyczajnosc
mila i wogole. Moze to go wlasnie do decyzji skolonilo? No bo co
innego? Caly czas szlo gladko, bylo cudownie. Jego rodzina i ja
zylismy obok siebie i ani oni mi nie przeszkadzali, ani ja im. Pisze
tu, bo wiem, ze jego zona czyta to forum, choc pisze juz mniej. Co
ja mam zrobic? Jak naklonic kochanka, zeby zonie nic nie mowil i nie
odchodzil od niej?