Dodaj do ulubionych

Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków

21.01.09, 10:39
Tak wiele emocji wzbudza aktualnie maluszek m.m. i przede wszystkim niepokoju,
czy mama opiekuje się nim należycie. Wzruszająca jest ta nagła dbałość o dobro
dzieci wink

Czy którakolwiek kochanka czy kochanek zastanawiają się nad losem dzieci
pozostawionych w domu przez swoich misiów/misiaczki ?
Czy mogą wyobrazić sobie łzy i niepokój dziecka, gdy zaplątany w romanse
rodzic nie wywiązuje się z obietnic danych maluchom i nie poświęca im czasu ?

Może temu tematowi poświęcicie czas wojujący o "dobro" dziecka m.marty?
Ta_
Obserwuj wątek
          • n.i.p.69 Re: żartujesz 21.01.09, 12:46
            Dla Twojej informacji!.... jak można sobie myśleć, że facet o podwójnej
            moralności może być dobrym ojcem?...(.. może co najwyżej opiekunem! a to są dwie
            zasadniczo różne rzeczy i prośba nie obrażaj więcej ojców!;_0)
        • n.i.p.69 Re: żartujesz 21.01.09, 12:43
          ... a ja sądzę, że ma przerost!.... bo nikt przy zdrowych zmysłach nie mówiłby
          takich idiotyzmów!.... a trzeba przuznać, że robi to z przkonaniem, więc braku
          wyobraźni chyba nie można Jej zarzucić smile
      • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 21.01.09, 17:38
        blondyneczka69 napisała:

        >[...] Misiaczek jako rodzic sprawdza się w 100% więc nie mam sobie co
        >wyobrażać łez i niepokoju jego dzieci.

        Skąd wiesz, ze sprawdza się jako rodzic w 100% ?
        Pytałaś jego dzieci ? Zamontowana jest kamera i podsłuch w jego domu?

        W czasie kiedy jest z tobą nie jest z dziećmi. Czas, obecność i uwagę, którą
        jest winien swojej rodzinie, w tym swoim dzieciom, daje tobie.
        O finansach także warto wspomnieć, wszak prezenty, upominki, wyjazdy, kolacyjki,
        hotele i inne uciechy kosztują i uszczuplają budżet domowy. Być może ( a nawet
        na pewno ) okrajany jest budżet przeznaczony na rekreację rodziny i kształcenie
        dzieci, ale
        przede wszystkim czas przeznaczony na kontakt z dziećmi i budowanie z nimi
        relacji jest bezpowrotnie stracony.

        Jeśli nie wyobrażasz sobie, co te dzieci tracą, to niewykluczone, że same ci
        kiedyś o tym powiedzą i to nie będzie przyjemne.
        Ta_
        • wanilinowa Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 21.01.09, 18:56
          ta napisała:

          > blondyneczka69 napisała:
          >
          > >[...] Misiaczek jako rodzic sprawdza się w 100% więc nie mam sobie co
          > >wyobrażać łez i niepokoju jego dzieci.
          >
          > Skąd wiesz, ze sprawdza się jako rodzic w 100% ?
          > Pytałaś jego dzieci ? Zamontowana jest kamera i podsłuch w jego domu?
          >
          > W czasie kiedy jest z tobą nie jest z dziećmi. Czas, obecność i uwagę, którą
          > jest winien swojej rodzinie, w tym swoim dzieciom, daje tobie.
          > O finansach także warto wspomnieć, wszak prezenty, upominki, wyjazdy, kolacyjki
          > ,
          > hotele i inne uciechy kosztują i uszczuplają budżet domowy. Być może ( a nawet
          > na pewno ) okrajany jest budżet przeznaczony na rekreację rodziny i kształcenie
          > dzieci, ale
          > przede wszystkim czas przeznaczony na kontakt z dziećmi i budowanie z nimi
          > relacji jest bezpowrotnie stracony.
          >
          > Jeśli nie wyobrażasz sobie, co te dzieci tracą, to niewykluczone, że same ci
          > kiedyś o tym powiedzą i to nie będzie przyjemne.
          > Ta_


          ...a w innym wątku napiszesz: co was obchodzi życie marty, zajmijcie się swoimsmile
          • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 21.01.09, 19:20
            Wanilinowa, wieszczysz?

            Staram się trzymać tematów tego forum. Uważam, że prymitywne kąsanie m.m.
            wplątując w to wygląd jej dziecka jest nie na temat, po prostu.

            Zaś zaniedbywanie dzieci przez kochanki/kochanków na skutek ich romansowania
            mieści się jak najbardziej w tematyce forum "Kochanki".

            Masz coś do powiedzenia na TEN temat ?
            Ta_
            • wanilinowa Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 21.01.09, 19:39
              prymitywne kąsanie zawsze jest nie na temat. jak pisałam wcześniej, marta
              dostaje to co sama daje (zresztą podoba jej się to, więc nie zabieraj jej
              przyjemności i nie broń jej)

              > Zaś zaniedbywanie dzieci przez kochanki/kochanków na skutek ich romansowania
              > mieści się jak najbardziej w tematyce forum "Kochanki".
              >

              winę za zaniedbywane dzieci ponoszą tylko i wyłącznie ich rodzice.
              chyba że kochanka gwałci misiaczka i przywiązuje go w piwnicy żeby nie wrócił do
              nich na kolację.
                • nianiao Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 07:25
                  Mogę ci powiedzieć z własnego doświadczenia, co traci dziecko "wspaniałego
                  ojca", który ma romans.
                  O czasie, pieniądzach etc nie będę wspominać, bo już to ktoś napisał.
                  Napiszę ci po pierwsze o jakości tego czasu.
                  A ta jest, wierz mi, kiepska.
                  Bo tatuś będąc z dzieckiem myślami bujał przy tej drugiej. Nie był w stanie się
                  emocjonalnie na dziecku skoncentrowac, tak jak maluch tego potrzebuje. I nie
                  oszukujmy się, dzieci takie rzeczy wyczuwają. Takie odsunięcie, własną
                  nieważność czy mniej-wazność w oczach rodzica.
                  Dalej - tatuś kombinujący na boku to tatuś drażliwy. Nie stać go zwyczajnie na
                  cierpliwość dla dziecka, w naszym przypadku zwłaszcza dla młodszego, które
                  bardzo go potrzebowało.
                  Następnie tatuś-zdrajca, to tatuś dokonujący karkołomnych wewnętrznych wygibasów
                  moralnych. Kiepski przykład dla małego, prawda? Jak wyjaśnić dziecku, ze nalezy
                  mówić pradę, skoro się łaga w każdej minucie, na przykład.
                  I wreszcie tatuś-bzykacz nie jest najlepszym mężem. Co dziecko odczuwa, nawet
                  jezeli dorośli usiłują je chronić. A dziecko nawet jeżeli nie rozumie i nie umie
                  nazwać, to wyczuwa negatywne napięcia między rodzicami, wyczuwa zły stosunek do
                  mamy, czasem usiłuje ją bronić. I tak, moja droga, nawet te kochanki które
                  szczerze mówią, że nie mają zamiaru rozbijać rodziny swojego kochanka
                  przyczyniają się do zjazdu w dół jakości tej rodziny. A jak możesz łatwo
                  wywnioskować z liczby romansów które nie kończa się rozwodem niewiernego, wiele
                  z tych rodzin trwa. Tyle ze są bardziej zbrukane, połamane, okaleczone.
                  Więć choć nie mam złudzeń, że to, co piszę tu ja i osoby w podobnej sytuajci
                  zmieni postępowanie kobiet, które uprawiają z żonatymi drugie życie, to
                  chciałabym kochankom jasno powiedzieć, że oszukują się wierząc, że nie niszczą
                  spokoju, bezpieczeństwa i szczęścia dzieci zdrajcy.
                  • blondyneczka69 Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 08:56
                    a jeśli mamusia też ma kogoś? to mimo wszystko zawsze będzie mamusią? i ona
                    będzie potrafiła emocjonalnie się skoncentrować? nie będzie drażliwa dlatego że
                    ma kochanka bo jest mamusią a nie tatusiem? a jak mamusia w perfidny sposób
                    okłamuje tatusia przy dzieciach?pewnie dla ich dobra...a jeśli tatuś-bzykacz
                    nigdy nie byl dobrym mężem,bo tak naprawdę ma żonę z którą od początku łączy go
                    tylko dziecko i dla dziecka trwają oboje w tej beznadziejności?
                  • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 08:57
                    > Więć choć nie mam złudzeń, że to, co piszę tu ja i osoby w podobnej sytuajci
                    > zmieni postępowanie kobiet, które uprawiają z żonatymi drugie życie, to
                    > chciałabym kochankom jasno powiedzieć, że oszukują się wierząc, że nie niszczą
                    > spokoju, bezpieczeństwa i szczęścia dzieci zdrajcy.

                    A to nie mężowie niszczą spokój domu? Obca kobieta niczego nie obiecywała. Jej
                    obchodzić nie musisz, ba! Ona nawet nie musi wiedzieć o istnieniu żony.
                    Jeśli mężczyzna decyduje się na romans, to ma jakieś powody. To on decyduje się
                    zaryzykować, bo czegoś brak, coś nie działa jak powinno. Może warto się zagłębić
                    w ten temat? To problem między partnerami/rodzicami. I oni powinni go
                    rozwiązywać, nie szukając usprawiedliwień w osobach trzecich i nie apelując do
                    nich. Obcy ludzie nic nie muszą. To bliscy nas zawodzą.
              • ciezka_cholera Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 09:18
                wanilinowa napisała:

                > winę za zaniedbywane dzieci ponoszą tylko i wyłącznie ich rodzice.
                > chyba że kochanka gwałci misiaczka i przywiązuje go w piwnicy żeby nie wrócił d
                > o
                > nich na kolację.
                >

                Blondyneczka nie napisala uczciwie, ze nic jej nie obchodzi tamta rodzina,
                wlaczajac w to dzieci - twierdzi zas, ze jej kochanek jest doskonalym rodzicem,
                co jest wysoce nieprawdopodobne z przyczyn, ktore zostaly juz napisane. I
                jakkolwiek przyznaje Ci racje, ze to ojciec (wiarolomny rodzic) powinien przede
                wszystkim zatroszczyc sie o dobro swoich dzieci, to ja osobiscie nie chcialabym
                byc przyczyna, dla ktorej ktos krzywdzi swoje dzieci.
                Idac krok dalej: skoro kochance (na razie jednej, zobaczymy, co napisza w tym
                watku inne panie) tak trudno sie zdobyc na poziom cynizmu pozwalajacy spokojnie
                stwierdzic, ze nie czuje sie zle z tym, ze jest przyczyna, dla ktorej ktos
                zaniedbuje swoje dzieci, tylko dokonuje nieudolnej racjonalizacji, to mozemy
                uznac, ze 1) wcale sie z tym dobrze nie czuje albo 2) jest jej to obojetne, ale
                sie wstydzi, czyli uwaza, ze powinna sie zle z tym czuc.
                W tym kontekscie, kochanki wypowiadajace sie na temat macierzynskiech powinnosci
                Magicznej cechuje (moim zdaniem) bardzo wysoki poziom hipokryzji (ale przeciez
                wiele kochanek bronilo Magicznej i jej prawa do dysponowania wlasnym czasem).
              • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 23.01.09, 16:46
                wanilinowa napisała:

                > winę za zaniedbywane dzieci ponoszą tylko i wyłącznie ich rodzice.

                O tym właśnie m.inn. piszemy smile
                O sytuacji, kiedy jeden z rodziców jest kochankiem.
                O czasie,uwadze, obecności, środkach finansowych jakie kradnie swojemu dziecku
                rodzic-kochanek urzędując rekreacyjnie na boku.
                I o tym /tej trzecim/trzeciej, który/a ma to głęboko.

                Wypowiedziałaś się, że tej/tego trzeciego nie musi to obchodzić, ale co sądzisz
                o rodzicu-kochanku ?

                Ta_


        • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 08:46
          Idąc tym tropem, można stwierdzić, ze każde działanie nienakierowane na dzieci
          to zabieranie czasu, który można z nimi spędzić. Zatem - zamiast być z dziećmi
          rodzice chodzą do pracy. Zamiast być z dziećmi uprawiają jakieś hobby. Zamiast
          być z dzieckiem śpią. Zamiast być z dzieckiem są z kochankiem/kochanką. Zamiast
          być z dzieckiem spotykają się ze znajomymi.
          Rodzice, poza tą rolą społeczną, pełnią tez kilka innych. To też niszczy
          dzieciństwosmile?
          Nie można popadać w przesadę i idealizować. Bywają rodzice całe dnie siedzący w
          domu z dziećmi, a mimo to nie poświęcający im grama uwagi.

          Wychodzę z założenia, że niezależnie od tego jakie zobowiązania, czy zajęcia ma
          rodzić, to czas na bycie z dzieckiem znajdzie. Oczywiście jeśli traktuje
          posiadanie potomstwa poważnie.
          • ciezka_cholera Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 10:10
            daria_nowak napisała:

            > Idąc tym tropem, można stwierdzić, ze każde działanie nienakierowane na dzieci
            > to zabieranie czasu, który można z nimi spędzić.

            Coz, Dario, moim zdaniem dokladnie tak jest. I jest to kwestia wyborow
            indywidualnych rodzicow. Niektore z dzialan sa niezbedne dla prawidlowego
            funkcjonowania czlowieka - zgodnie z piramida potrzeb Maslowa potrzeba milosci i
            przynaleznosci jest dopiero na trzecim poziomie, potrzeba bezpiecznstwa na
            drugim (trudno zapewnic poczucie bezpieczenstwa dzieciom w dysfunkcyjnej
            rodzinie), zas na pierwszym sa potrzeby fizjologiczne (w tym seks). Trudno wiec
            uznac, ze potrzeba snu, odpoczynku, czasu poswieconego na jedzenie konkuruje z
            potrzebami dzieci. Praca miesci sie zas w poziomie pierwszym (zapewnia srodki do
            zycia), ale tez i w czwartym i piatym. I znowu, nie mozemy uznac, ze praca
            majaca na celu zapewnienie srodkow do zycia konkuruje z potrzebami dzieci (bo
            zaspokaja pierwszy i drugi poziom ich potrzeb), ale jesli rodzine na to stac, to
            praca jednego z rodzicow moze okazac sie juz tylko potrzeba szacunku i
            samorealizacji (i tu juz powstaje pytanie, co jest dla konkretnego rodzica
            wazniejsze czas spedzony z dziecmi, czy praca zawodowa - troszke mam maniere
            delikatnego sugerowania, ze to pierwsze powinno miec priorytet, ale wcale tak
            nie uwazam, niespelniona osoba w domu nie bedzie dobrym i szczesliwym rodzicem).
            Troche mi czasu brakuje na rozwiniecie tematu, chodzi o to, ze bycie z kochanka
            jest wyborem. Czas spedzony z kochanka uszczupla czas spedzony z dziecmi itd (to
            wszystko juz napisaly zony powyzej). Ale, ano wlasnie zawsze jest jakies ale,
            jesli np zona/maz nie czuje sie zobowiazana zaspokajac swojej i malzonka/ki
            fizjologicznej potrzeby seksu, to racjonalizujac, nalezaloby sie liczyc, ze
            maz/zona poszuka zaspokojenia tych poza zwiazkiem. To samo dotyczy jeszcze paru
            innych potrzeb. Innymi slowy, oceniajac poziom rodzicielstwa nie da sie pominac
            roli obojga rodzicow, rowniez w tworzeniu trwalej i satysfakcjonujacej wiezi
            miedzy nimi. Splycam temat bardzo, ale nie mam teraz czasu.
            pozdrawiam
            • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 11:57
              Nie można zawężać roli człowieka do spełniania funkcji rodzica. Właśnie z tytułu
              gradacji potrzeb, o której piszesz. Stan idealny, to rodzina, z chcianym
              dzieckiem, więzią emocjonalną, ze środkami do życia, rodzicami spełniającymi się
              w zakresie który jest dla nich ważny, etc.
              Stan idealny jednak zazwyczaj odbiega od rzeczywistego. I nie ma tu znaczenia,
              czy któreś z rodziców ma kochanka/kochankę, bo to skutek, a nie przyczyna
              rozpadu więzi, ewentualnego zaniedbywania rodziny, w tym dzieci.
              Jeśli rodzic jest odpowiedzialny potrafi zachować więź z dzieckiem. I wychodzi
              mu to o wiele lepiej, niż w domu, w którym rodzice tylko się kłócą, mają wieczne
              pretensje i z którego uciekają. Bo większość nie ucieka ‘przed dzieckiem’, ale
              przed partnerem.

              Mówiąc o czasie, jaki komuś może być odbierany sądzę, że raczej to ‘czas
              zakontraktowanego partnera’, a nie potomków. I nie twierdzę, że rozkład rodziny
              robi dzieciom dobrze. Twierdzę jedynie, że to sprawa między dwojgiem dorosłych
              ludzi, a mieszanie w to osób trzecich to pomyłka i usprawiedliwianie się.
              Wszystko jedno w czyim wykonaniu oczywiście - jeśli ojciec/matka tłumaczą się
              absorbującym kochankiem/kochanką (nawet przed sobą) to sam siebie okłamują, bo
              to im się nie chce.
              • ciezka_cholera Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 14:28
                daria_nowak napisała:

                > Nie można zawężać roli człowieka do spełniania funkcji rodzica.

                Jezeli oceniam jakim ktos jest rodzicem, to biore pod uwage tylko jak spelnia te
                funkcje. Czyli zawezam wlasnie, tylko na potrzebe tej oceny. Tak samo jak
                oceniajac czyjes umiejetnosci malarskie, nie wnikam, czy ta osoba dobrze jezdzi
                konno, co wcale nie oznacza, ze uwazam, ze tylko talent malarski stanowi o
                wartosci czlowieka wink

                Wg mnie na dobre rodzicielstwo sklada sie dbanie o relacje z dzieckiem
                (poswiecanie mu czasu i uwagi, dbanie o jego rozwoj emocjonalny, fizyczny,
                intelektualny, stwarzanie mu zaplecza finansowego, na miare swoich mozliwosci
                itd) - mozna powiedziec, ze jest to w duzym stopniu zalezne od pojedynczego
                rodzica. Druga strona rodzicielstwa jest dbanie by dziecko wyrastalo w
                komfortowych rodzinnych warunkach - czyli dbanie o relacje miedzy malzonkami. I
                to juz nietety nie jest zalezne od jednej strony. Tzn mimo najlepszych checi
                jednego z rodzicow, przy kompletnym braku zaangazowania drugiego, szanse
                powodzenia sa niewielkie.

                Zalozmy hipotetycznie, dla potrzeb naszej dyskusji, ze miedzy malzonkami
                nastapil tzw calkowity rozklad wiezi. W tym miejscu rozjezdza sie moja ocena
                miedzy 'dobrym mezem' a 'dobrym ojcem'. Uwazam, ze tzw dobry maz po upewnieniu
                sie o calkowitym rozkladzie wiezi miedzy nim a zona (i po probach reanimacji
                tychze), powinien od niej odejsc (uczciwosc wobec zony!), a dopiero pozniej
                wiazac sie z kims innym. Przy ocenie rodzicielstwa element ten uwazam za mniej
                istotny. Teoretycznie jestem w stanie sobie wyobrazic funkcjonowanie rodziny,
                jako wspolnoty sluzacej wychowaniu dzieci (a co za tym idzie potrzeby
                seksualno-uczuciowe zaspokajane sa poza malzenstwem). Ale wydaje mi sie to, z
                psychologicznego punktu widzenia, malo prawdopodobne. Raczej zafunduje sie
                dzieciom przyklad relacji nie tylko zimnej ale tez wrogiej - nie upieram sie
                przy tym jednak.

                Wezmy teraz przyklad kolejny, zalozmy hipotetycznie, ze w malzenstwie zle sie
                dzieje, jest kryzys (mniejszy lub wiekszy). Wtedy niezaleznie od tego, kto
                bardziej przyczynil sie do powstania kryzysu, dobry rodzic powinien skupic sie
                na probach naprawy malzenstwa i na dzieciach, a nie inwestowac swoj czas i
                energie w zwiazek z kochanka (ktory to przyczynia sie tylko do poglebienia
                kryzysu). Z tego punktu widzenia rodzic nieuwiklany w romans bedzie zawsze
                lepszym rodzicem od tego uwiklanego (jesli startowali z tego samego pulapu).

                I teraz chcialam przejsc do meritum - jest niezwykle trudne odroznienie kryzysu
                od trwalego rozkladu wiezi - nawet dla osob bezposrednio zaangazowanych, a co
                mowic o osobach postronnych, znajacych tylko jednostronna nieobiektywna relacje.
                Kazda kochanka powinna miec tego swiadomosc, jak i tego, ze jej obecnosc jest
                takze dla ewentualnej poprawy stosunkow (i co sie z tym wiaze szczesciem dzieci)
                nieobojetna. A co z ta swiadomoscia zrobi to juz zalezy od jej wrazliwosci,
                stopnia zaangazowania i zaufania do kochanka.
                pozdr
                • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 15:06
                  > Uwazam, ze tzw dobry maz po upewnieniu
                  > sie o calkowitym rozkladzie wiezi miedzy nim a zona (i po probach reanimacji
                  > tychze), powinien od niej odejsc (uczciwosc wobec zony!)

                  Tak byłoby uczciwie.
                  Gorzej, gdy związek to współuzaleznienie. Gdy żona grozi samobójstwem jeśli mąż
                  odejdzie (a nawet dokonuje nieskutecznej próby), informuje dzieci, ze tatuś je
                  opuszcza, bo ich nie kocha. Woli status quo i rolę żony przy mężu na pokaz.
                  Z tym, że tu odchodzę od ogółu do szczegółu - czyli faktycznej, znanej mi sytuacji.

                  > nastapil tzw calkowity rozklad wiezi. W tym miejscu rozjezdza sie moja ocena
                  > miedzy 'dobrym mezem' a 'dobrym ojcem'.

                  Mnie też. Ale to patrzenie na problem z pozycji przyjmowania do wiadomości
                  faktów i różnych sytuacji, a nie potępianie w czambuł. Przy prezentowanej przez
                  sporą część piszących tu osób postawie - kochanka to zło, które uwiodło dobrego
                  męża i ojca, a teraz na siłę odciąga go od rodziny... niestety trudno przyjąć
                  taki wniosek.

                  Prawda jest taka, ze rodzina utrzymywana na pokaz może wyrządzić więcej krzywdy
                  dziecku, niż jej rozpad. Uczy ich braku uczuć, konieczności kontrolowania
                  partnera, prania brudów w domu i po cichu, godzenia się na mierność i uznawania
                  jej za normę.
                  Ale to juz kwestia dojrzałości partnerów.

                  > Kazda kochanka powinna miec tego swiadomosc, jak i tego, ze jej obecnosc jest
                  > takze dla ewentualnej poprawy stosunkow (i co sie z tym wiaze szczesciem dzieci
                  > )

                  Ja wychodzę z założenia, ze dojrzali ludzie znają swoje pragnienia. I nawet
                  jeśli wymaga to czasu, potrafią je zdefiniować.
                  W efekcie uważam też, ze kochanka będąca pokłosiem problemów, a nie ich
                  przyczyną, ma być może wpływ na istnienie (czy jakość) związku małżeńskiego
                  swego kochanka, ale nie na jego więź z dziećmi. Nowa partnerka to nie "rozwód z
                  dziećmi".
                  • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 16:31
                    daria_nowak napisała:

                    > Gorzej, gdy związek to współuzaleznienie. Gdy żona grozi >samobójstwem jeśli
                    mąż odejdzie (a nawet dokonuje nieskutecznej >próby), informuje dzieci, ze tatuś
                    je opuszcza, bo ich nie kocha.

                    Nie znasz wybiegów kochanek, by miś nie spotykał się z dziećmi, a tym samym , w
                    jakimś stopniu z ich matką ? Kochanki także szantażują emocjonalnie, także grożą
                    samobójstwem (a nawet dokonują nieskutecznych prób). Bywa, że informują dzieci,
                    iż są one dla taty wyłącznie obciążeniem finansowym i tak naprawdę ich los jest
                    tacie najzupełniej obojętny, oraz, że dopiero następny potomek, którego rzeczona
                    kochanka jest/będzie matką wzbudza w misiaczku prawdziwe uczucia ojcowskie? Nie
                    wiesz, co szykują kochanki dzieciom, gdy te odwiedzają ojca? Ile szykan,
                    upokorzeń serwowanych ze słodką miną?
                    Jesteś bywalczynią forów GW.
                    Możesz znaleźć takie, gdzie wyczyny kochanek/macoch są opisane.
                    To wszystko serwują swoim dzieciom ci, którzy "mają prawo do szczęścia"- SWOJEGO.
                    Ta_
                    • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 17:16
                      Czy w którymkolwiek miejscu pisałam, ze żadna kochanka nie stosuje szantażu
                      emocjonalnego oraz całej wspomnianej reszty?

                      Pisałam o konkretnej sytuacji, nie twierdząc, ze to jedyna prawdziwa.
                      Wciąż powtarzam, ze sytuacje bywają różne. To Ty masz zawsze rację i jedyną
                      wizję krwiożerczych kochanek i świętych żon.


                      To wszystko serwują swoim dzieciom ci, którzy "mają prawo do szczęścia"- SWOJEGO
                      I wciąż je mają.
                      Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w moich postach pisze o ludziach dojrzałych,
                      odpowiedzialnych, mających więź z dzieckiem. Nie o tych, którzy są jak
                      chorągiewka, a dziecko to dla nich kamień u nogi.
                      Mądrzy rodzice nie uzależniają miłości do dziecka od poziomu zażyłości
                      emocjonalnej z jego matką.
                      • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 20:16
                        daria_nowak napisała:

                        > Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w moich postach pisze o ludziach dojrzałych,
                        > odpowiedzialnych, mających więź z dzieckiem. Nie o tych, którzy są jak
                        > chorągiewka, a dziecko to dla nich kamień u nogi.

                        A ty nie chcesz zauważyć, że piszesz o wybranej grupie ludzi.
                        Ośmielam się twierdzić, że dość wąskiej. Zwłaszcza, że mężczyźni dojrzali i
                        odpowiedzialni nie wikłają się w romanse , gdy są w związkach małżeńskich. Ci
                        romansujący to takie "chorągiewki" właśnie. Zdaje się, że dojrzałość i
                        odpowiedzialność rozumiemy znacząco inaczej.

                        > Mądrzy rodzice nie uzależniają miłości do dziecka od poziomu >zażyłości
                        > emocjonalnej z jego matką.

                        My nie mówimy o wybranej grupie "mądrych". My rozmawiamy tutaj o życiu, w którym
                        tych wzorcowych jest zdecydowanie mniej.

                        >To Ty masz zawsze rację i jedyną
                        > wizję krwiożerczych kochanek i świętych żon.

                        Mylisz się i imputujesz. Bywają różne, jedno je łączy - czynią zło innym i
                        sobie. Niektóre mają odwagę sie do tego przyznać, inne idą w zaparte.
                        Ta_
                        • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 23:26
                          Nie wiem juz jak z Toba rozmawiać MmaRacjo. Wiesz zawsze najlepiej, kompleksowo
                          i w pełni. Fakt, ze czytasz wybiórczo, przyjęłam juz do wiadomosci, wciąż jednak
                          przeszkadza mi PiSowska logika, którą stosujesz, ale do rzeczy.

                          > > Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w moich postach pisze o ludziach dojrzałych

                          Dojrzałość nie gwarantuje sukcesu w związku.


                          > Ośmielam się twierdzić, że dość wąskiej. Zwłaszcza, że mężczyźni dojrzali i
                          > odpowiedzialni nie wikłają się w romanse , gdy są w związkach małżeńskich.

                          Ludzie dojrzali mają wady. Jak każdy. Mają też wzloty i upadki. Mają też
                          szczęście lub nie. Zdarza się też, ze nie układa im się w życiu tak jakby
                          chcieli. Dojrzałość to ukształtowanie pod względem umysłowym i emocjonalnym (a
                          nie poświecenie na ołtarzu dobra partnera). W tym ponoszenie odpowiedzialności.
                          Odpowiedzialność za dziecko nie musi być związana z utrzymywaniem fikcyjnego
                          związku i męczeniem się w imię podziwu ludzi o ograniczonych umysłach.
                          Rodzic odpowiedzialny nie traktuje dziecka jako przedłużenia byłego partnera.
                          Dziecko to oddzielna jakość.Związek lub jego koniec nie skreśla dziecka.
                          Oczywiście u ludzi dojrzałych.

                          > >To Ty masz zawsze rację i jedyną
                          > > wizję krwiożerczych kochanek i świętych żon.
                          >
                          > Mylisz się i imputujesz.
                          Potwierdzasz to każdym postem...

                          Zbyt mocno trzymasz się swojej historii. Dla Ciebie rozpad związku (jak wynika z
                          Twojego kolejnego postu) jest równoznaczny z porzuceniem kobiety przez męża.
                          Dojrzałość, to trwanie w czymś, co uwiera, w imię dobra partnera i jakiejś
                          chorej uczciwości. Odpowiedzialne zaś czynisz osoby trzecie -
                          kochanki/kochanków. Co jest skutkiem, co przyczyną?
                          Rozumiem, ze masz złe doświadczenia życiowe i trudno Ci od nich odejść przy
                          interpretacji cudzych wypowiedzi, ale może jednak warto? Tak żeby coś zrozumieć?
                          A nie tylko Wiedzieć?
                          Nie sądzisz MamRacjo?
                          • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 23.01.09, 12:58
                            daria_nowak napisała:

                            > Nie wiem juz jak z Toba rozmawiać MmaRacjo.

                            Nie ma przymusu, możesz ignorować smile

                            > przeszkadza mi PiSowska logika, którą stosujesz, ale do rzeczy.

                            Jeszcze dodaj, że przeszkadzają ci, oraz wszystkiemu są winni żydzi i cykliści a
                            będzie pole do dyskusji.

                            --------------------------------------------------------------------
                            Daria: > > > Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w moich postach pisze o >ludziach
                            dojrzałych

                            Dariasuspicious Dojrzałość nie gwarantuje sukcesu w związku.
                            --------------------------------------------------------------------

                            To co wyżej majstersztyksmile Daria cytuje samą siebie i z sama sobą polemizuje. Brawo!


                            > Ludzie dojrzali mają wady. Jak każdy. Mają też wzloty i upadki. >Mają też
                            szczęście lub nie. Zdarza się też, ze nie układa im się w >życiu tak jakby chcieli.

                            Zgoda. Dojrzałość jednak to definiowanie się poprzez radzenie sobie z
                            przeciwnościami i niepowodzeniami. Nie uważam za dojrzałość szukanie kochanków
                            jako plastra na bolączki.

                            >Dojrzałość to ukształtowanie pod względem >umysłowym i emocjonalnym >cryinga nie
                            poświecenie na ołtarzu dobra partnera). W tym ponoszenie >odpowiedzialności.

                            Jakie gładkie piękne formułki smile Tak, tak, a gdzie praktyka?
                            Odpowiedzialnie, to z klasą i szacunkiem rozstać się z partnerem po podjęciu
                            wszystkich dostępnych metod i prób leczenia związku, nie oszukując go w trakcie
                            trwania kryzysu. To jest odpowiedzialność i godność. W nowe związki wchodzić z
                            czystym kontem.

                            Nigdy nie twierdziłam, że związki powinny być na zawsze i nierozerwalne, gdzie
                            męczeńsko znosi się swoją znienawidzoną obecność. Jeśli jest tak, że partnerzy
                            nie są w żaden sposób zdolni żyć razem, kulturalne rozstanie ( zawsze bolesne
                            dla obu stron) jest wyjściem jedynym. To jednak powinna być decyzja DWOJGA ludzi
                            bezpośrednio zaangażowanych ( małżonków). Kule i plastry w postaci
                            kochanek/kochanków uważam za wstrętne, nieuczciwe, niegodne.


                            > Rodzic odpowiedzialny nie traktuje dziecka jako przedłużenia >byłego partnera.

                            Powtórzę, nie uważam ludzi wikłających się w romanse za ludzi odpowiedzialnych.
                            Nieodpowiedzialny partner jest nieodpowiedzialnym człowiekiem, w tym
                            nieodpowiedzialnym rodzicem.
                            Rozmydlasz sprawę celowo, wdając się w ogólne dywagacje.
                            Ja wskazuję na krzywdę dzieci, których rodzice zamiast próbować ratować rodzinę
                            w kryzysie, w tym prawo i dobro dziecka, by się w niej wychowywać, montują sobie
                            na boku relaksacyjne związki intymne.
                            [Zdolność do montowania takich relacji posiadają niektórzy osobnicy zawsze,
                            nawet gdy małżeństwo funkcjonuje całkiem OK ]

                            > Dziecko to oddzielna jakość.Związek lub jego koniec nie skreśla
                            >dziecka.Oczywiście u ludzi dojrzałych.

                            Oczywiście, u ludzi dojrzałych, nie kochanków/kochanek

                            > Rozumiem, ze masz złe doświadczenia życiowe i trudno Ci od nich >odejść przy
                            interpretacji cudzych wypowiedzi, ale może jednak >warto? Tak żeby coś zrozumieć
                            > ?

                            Nie możesz rozumieć, bo nie znasz moich doświadczeń życiowych, nie prowadzę
                            blogu, nie mam exhibicjonistycznych potrzeb.
                            Tobie, pisząc per analogiam, trudno odejść od doświadczeń seryjnej kochanki
                            żonatych mężczyzn, rozpaczliwie racjonalizującej swoje pomysły na życie.

                            > Nie sądzisz MamRacjo?

                            Sądzę, co uważam, a mój nick:
                            Ta_
                            • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 23.01.09, 13:08
                              MamRacjo
                              Nie zrozumiałaś kochana, ale wytłumaczę bowiem cierpliwa jestem.

                              Pisałam o dojrzałych. Nie zrozumiałaś tego, ze fakt dojrzałości nie jest
                              jednoznaczny z udanym i trwałym związkiem, zatem rozwinęłam. To się nazywa
                              'wytłumaczenie' - rozwinęłam, zeby było Ci łatwiejsmile

                              Fakt, ze nie przyjmujesz czegoś do wiadomości, to nie mój problem
                              Nie oczekuję, że będziesz rozumiała wszystkie pojęcia słownikowo, ale nie
                              dodawanie ideologii do prostego słowa, jak choćby "odpowiedzialność" to dobry
                              początek.

                              > trwania kryzysu. To jest odpowiedzialność i godność. W nowe związki wchodzić z
                              > czystym kontem.

                              w jednym z postów napisałam, ze tak byłoby najuczciwiej. Zatem gdzie tu polemika
                              ze mną? Fakt, taka sytuacja byłaby najlepsza? I co? I nic, bo rzeczywistość - swoje.

                              > Rozmydlasz sprawę celowo, wdając się w ogólne dywagacje.

                              Tak, jasnesmile Bo stwierdzam, ze rodzicem jest się dla dziecka, a partnerem dla
                              małżonka. I niezależnie od relacji z małżonkiem, o dziecko należy dbać. To
                              właśnie zaciemnianie sytuacji. Takie specjalnie pokrętnesmile
              • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 15:50
                daria_nowak napisała:

                > I nie twierdzę, że rozkład rodziny
                > robi dzieciom dobrze. Twierdzę jedynie, że to sprawa między >dwojgiem
                dorosłych ludzi, a mieszanie w to osób trzecich to pomyłka >i usprawiedliwianie się.

                Gdybyś jeszcze tak praktykowała, jak piszesz !
                Mieszanie się osób trzecich ( kochanek/kochanków) miedzy dwoje dorosłych ludzi (
                małżonków), którzy przeżywają kryzys ( kochanki diagnozują ten stan a'priori
                jako "rozkład rodziny") jest zaiste pomyłką i usprawiedliwianiem się (m.inn.
                darii-n)

                Dario, gdyby przyłożyć to, co powtarzasz na tym forum jak mantry, do twojego
                życia* wynikałoby, że twoja mama nie potrafiła dać twojemu ojcu szczęścia,
                prawdopodobnie ma jakieś poważne dysfunkcje i braki, szczególnie w sferze
                intymnej/emocjonalnej. Wobec tego tatuś mający tzw "prawo do szczęścia" więc i
                satysfakcjonującego życia erotycznego słusznie pozostawił ją wraz z dwojgiem
                dzieci i związał się z kochanką, która dała mu syna.
                W rezultacie ty cieszysz się szczęściem swoich rodziców, szczęściem drugiej
                partnerki swojego ojca i uwielbiasz przyrodniego brata, który przykuł uwagę
                twojego taty, gdy ty byłaś łaknącą obecności ojca nastolatką.
                Uprzesz się, że te przeżycia nie mają najmniejszego wpływu na twoją wyjątkową
                niechęć, wręcz antypatię żywioną do dzieci, której dajesz wyraz pisząc liczne
                napastliwe posty na forach m.inn. "Forum bezdzietnych z wyboru", "Nie lubię
                dzieci"? Nie mają także wpływu na nietrafiony wybór ścieżki zawodowej, albowiem
                skąd pomysł studiowania pedagogiki przy tak olbrzymiej niechęci do dzieci?
                Twoje chaotyczne życie erotyczne, twoje nietrafione wybory partnerów,
                autodestrukcyjne wiązanie się z żonatymi kochankami także nie mają żadnego
                związku z tym, że tatuś "miał prawo" być szczęśliwym, a pewna obca pani mu w tym
                chętnie pomogła?
                Sądzę, że gdyby tatuś okiełznał nieco swój egoizm, nie musiałabyś iść w jego ślady.
                Ta_

                * dane publikowane na blogu darii, do którego podaje linka w swojej sygnaturce


                • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 17:11
                  > Dario, gdyby przyłożyć to, co powtarzasz na tym forum jak mantry, do twojego
                  > życia* wynikałoby, że twoja mama nie potrafiła dać twojemu ojcu szczęścia,
                  > prawdopodobnie ma jakieś

                  Czytasz, czytasz i niewiele Ci z tego przychodzismile
                  Moi rodzice rozstali się w pełnej zgodzie. Ani tatuś nie zostawił mamusi, ani
                  mamusia tatusiasmile Fakt jest prosty - ojciec chciał wywrzeć presję na matce
                  strasząc ja rozwodem (powody do wiadomości redakcjiwink), a ona nie lubi być
                  straszona, więc napisała pozew. I obojgu to wyszło na zdrowie. Do dziś, gdy
                  ojciec wpada na chwilę (która zdarza się, ze trwa 10 godzinsmile) rozmawiają jak
                  dobrzy przyjaciele. To matka mu pomogła, gdy miał zawał, a jego żona była w
                  delegacji. To ja latałam po szpitalu z jego rzeczamismile

                  Nie mam rodzeństwa, poza przyrodnimsmile

                  > satysfakcjonującego życia erotycznego słusznie pozostawił ją wraz z dwojgiem
                  > dzieci i związał się z kochanką, która dała mu syna.
                  Projekcja? Nie każda kobieta jest zostawiana...

                  > W rezultacie ty cieszysz się szczęściem swoich rodziców, szczęściem drugiej
                  > partnerki swojego ojca i uwielbiasz przyrodniego brata, który przykuł uwagę
                  > twojego taty, gdy ty byłaś łaknącą obecności ojca nastolatką.

                  Cieszę się szczęściem rodziców i wolę, zeby byli oddzielnie, a nie w klatce
                  nieudanego małżeństwa. Bratu współczuję, bo jestem mu stawiana za wzór. Aż
                  dziwię się, ze jeszcze na mnie nie plujewink

                  > dzieci"? Nie mają także wpływu na nietrafiony wybór ścieżki zawodowej, albowiem
                  > skąd pomysł studiowania pedagogiki

                  Wybacz, ale trzeba być ignorantem żeby utożsamiać pedagogikę z wychowywaniem dzieci.
                  Dodam tylko, ze moją pasją jest andragogika i promocja zdrowia... Doucz się
                  zanim zaczniesz diagnozować innychsmile

                  > Sądzę, że gdyby tatuś okiełznał nieco swój egoizm, nie musiałabyś iść w jego śl
                  > ady.
                  a ja sadzę, ze moi rodzice stanowiliby parę nieszczęśliwych ludzi. Cóż, jakby Ci
                  to powiedzieć... ja ich znam. A Ty masz 'wizję'wink
                  • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 22:43
                    daria_nowak napisała:

                    > Moi rodzice rozstali się w pełnej zgodzie. Ani tatuś nie zostawił mamusi, ani
                    > mamusia tatusiasmile Fakt jest prosty - ojciec chciał wywrzeć presję na matce
                    > strasząc ja rozwodem (powody do wiadomości redakcjiwink), a ona nie lubi być
                    > straszona, więc napisała pozew.

                    Nie inaczej wyobrażałam sobie pełną zgodę w rodzinie !

                    Ładny kit ci nawciskali. Nie znam sądu, który orzekłby rozwód z takiej
                    banalnej/dziecinnej przyczyny, jak "szantażowanie" kogoś pozwem o rozwód. Muszą
                    być poważne przesłanki, by rozwód orzec, w tym przede wszystkim wygaśnięcie
                    wszelkich więzi - emocjonalnej fizycznej i finansowej. Szczególnie ostrożne były
                    sądy kilkanaście lat temu, to obecnie orzekają rozwody łatwiej i szybciej,
                    niemniej przesłanki jw muszą być udokumentowane.

                    > To ja latałam po szpitalu z jego rzeczamismile

                    To akurat chyba normalne smile, przecież nie twój tato po zawale.

                    > Nie mam rodzeństwa, poza przyrodnimsmile

                    Siostrę wymyśliłaś dla podbarwienia narracji ?

                    > Projekcja? Nie każda kobieta jest zostawiana...

                    Nie, nie projekcja, ale blogu pisać nie zamierzam smile
                    Twój rodzic najpierw mamę szantażował, a potem dał się z ulgą rozwieść.Tutaj o
                    pozostawianiu kogokolwiek nie ma mowy. To było rozstanie przyjaciół wink

                    > Bratu współczuję, bo jestem mu stawiana za wzór. Aż
                    > dziwię się, ze jeszcze na mnie nie plujewink

                    Czy nauczysz brata, jak zdradzać swoje partnerki?
                    Jesteś pewna, że nie napluje?

                    > Wybacz, ale trzeba być ignorantem żeby utożsamiać pedagogikę z >wychowywaniem
                    dzieci.
                    > Dodam tylko, ze moją pasją jest andragogika i promocja zdrowia...

                    Póki co, z pasją wygłaszasz sądy na temat wychowywania dzieci ( na forach
                    wskazanych przeze mnie wcześniej). Na tym także dawałaś dobre rady mamom
                    powołując się na swoje zawodowe pedagogiczne przygotowanie.
                    Andragogika to subdyscyplina pedagogiki ogólnej. By ją zgłębiać najpierw trzeba
                    przejść jakże uciążliwy dla kogoś nienawidzącego dzieci proces przyswojenia
                    wiedzy z zakresu pedagogiki ogólnej (w tym większość materiału z zakresu oświaty
                    dzieci).

                    >Doucz się
                    > zanim zaczniesz diagnozować innychsmile

                    Douczam się z pokorą całe życie, każdemu polecam.
                    Diagnoza postawiona dawno, na podstawie m.inn.twoich wynurzeń na blogu:
                    Borderline Personality Disorder, czyli BPD a po polsku Pograniczne Zaburzenie
                    Osobowości

                    Ta_



                    • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 23:15
                      Jesteś taka głupia, czy udajesz? Manipulację masz opanowaną, ale niestety tym
                      razem jesteś rozbrajająca, a nie przekonującasmile

                      > Ładny kit ci nawciskali. Nie znam sądu, który orzekłby rozwód z takiej
                      > banalnej/dziecinnej przyczyny, jak "szantażowanie" kogoś pozwem o rozwód

                      Ponownie polecam kurs czytania ze zrozumieniem. Nie podałam podstaw orzeczenia
                      rozwodowego, a jedynie powód decyzji, jaką podjęła Rodzicielka. Rozwód został
                      orzeczony z tytułu niezgodności charakterów. Z pewnością w szale twórczym kiedyś
                      popełnię wpis na ten temat - dedykowany specjalnie Tobie.

                      > To akurat chyba normalne smile, przecież nie twój tato po zawale.
                      Oczywiście, ze normalne. Podobnie jak szereg innych relacji w rodzinach niepełnych.

                      > Siostrę wymyśliłaś dla podbarwienia narracji ?
                      ??? Nie dysponuję rodzoną ani przyrodnią siostrą. Pod dostatkiem mam
                      ciotecznych. Ta, czytaj , nie imaginuj. Znów będziesz mnie musiała przepraszać,
                      jak kiedyś za ponoć skasowany post... Waż słowa, bo wychodzisz na ignoranta,
                      który sam nie wie o czym pisze.

                      > Nie, nie projekcja, ale blogu pisać nie zamierzam smile
                      a szkoda. Lubię fikcję pisaną z pasjąsmile

                      > Czy nauczysz brata, jak zdradzać swoje partnerki?
                      Spadasz poniżej poziomu parteru. Poczytaj wątki w których nawołujesz do szeroko
                      pojętej kultury dyskusji? Czyżby nerwy ci przy mnie puszczały? Nie wpisuję się w
                      Twoje teorie i stąd irytacja?

                      > wskazanych przeze mnie wcześniej). Na tym także dawałaś dobre rady mamom
                      > powołując się na swoje zawodowe pedagogiczne przygotowanie.

                      albowiem takowe posiadam.
                      A ty wciąż nie rozumiesz, ze pedagogika to nie jest wychowywanie dzieci? Wstyd,
                      taka duża dziewczynka...

                      > Douczam się z pokorą całe życie, każdemu polecam.
                      > Diagnoza postawiona dawno, na podstawie m.inn.twoich wynurzeń na blogu:
                      > Borderline Personality Disorder, czyli BPD a po polsku Pograniczne Zaburzenie
                      > Osobowośc

                      Po postach nie widaćsmile
                      Diagnoza forumowasmile! Gratuluję odwagi. Kocham domorosłych psychologów, którzy po
                      kilkudziesięciu tekstach znają cała prawdęsmile. Szkoda, ze nie o sobie. Zastanów
                      się dlaczego przenosisz swoje doświadczenia na 'interpretację' moich wypowiedzi.
                      Może przyniesie Ci to ulgę. I nie jestem tu złośliwa. Mówię zupełnie poważnie i
                      bez jadu.
                      • ta Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 23.01.09, 13:34
                        daria_nowak napisała:

                        > Jesteś taka głupia, czy udajesz?

                        Jestem taka, jak widać. Nie umiem udawać.

                        >Waż słowa, bo wychodzisz na >ignoranta, który sam nie wie o czym pisze.

                        Pisałaś o siostrze, nie dodałaś "ciotecznej". Waż słowa, nie będzie przekłamań.

                        > Spadasz poniżej poziomu parteru. Poczytaj wątki w których >nawołujesz do
                        szeroko pojętej kultury dyskusji? Czyżby nerwy ci >przy mnie puszczały? Nie
                        wpisuję się w Twoje teorie i stąd irytacja?

                        Piszesz, że jesteś stawiana bratu za wzór. Pytam zatem, czy przekażesz mu także
                        sposób traktowania partnerów ( notoryczne zdradzanie)i seryjne wdawanie się w
                        romanse z czyimiś małżonkami.
                        Słowem, czy przekażesz mu, jako wzór, kanon zachowań w relacjach partnerskich.
                        To ciebie zirytowało moje pytanie, ja niespodziewanie spokojny człek jestem smile

                        > A ty wciąż nie rozumiesz, ze pedagogika to nie jest wychowywanie >dzieci?
                        Wstyd, taka duża dziewczynka...

                        A ty nie rozumiesz, że "oświata" ( celowo przeze mnie użyty skrót, by nie
                        wprowadzać więcej definicji do nudnawej dyskusji) to nie tylko wychowywanie.
                        Wstyd, pani pedagog!

                        > Diagnoza forumowasmile! Gratuluję odwagi. Kocham domorosłych >psychologów, którzy po
                        > kilkudziesięciu tekstach znają cała prawdęsmile.

                        Do tego nie trzeba odwagi, wiedza wystarczy.
                        Nie musisz kochać psychologów, by korzystać z ich porad.
                        W przypadku BPD jest to warunek konieczny, by egzystować nie raniąc siebie i
                        ludzi obok.

                        > dlaczego przenosisz swoje doświadczenia na 'interpretację' moich wypowiedzi

                        Nie znasz moich doświadczeń, nie wiesz, co i dokąd "przenoszę".
                        O swoich doświadczeniach piszesz (blog) szczerze, radośnie i obficie.
                        Nie sądzę, by słusznie, ale to twój problem.
                        Ta_

                        • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 23.01.09, 13:49
                          MamRacjo
                          Rozumiem, ze lubisz wdawać się w pyskówki z ludźmi, którzy maja odmienne zdanie.
                          Kazdy a swoje hobbysmile
                          > Pisałaś o siostrze, nie dodałaś "ciotecznej". Waż słowa, nie będzie przekłamań.
                          Czytaj ze zrozumieniem.

                          > A ty nie rozumiesz, że "oświata" ( celowo przeze mnie użyty skrót, by nie
                          > wprowadzać więcej definicji do nudnawej dyskusji) to nie tylko wychowywanie.

                          pedagogika
                          nauka o celach i metodach wychowania i kształcenia

                          Nauka. Nie czynność w postaci wychowania. Nie system działań. Wiedza. Dyscyplina
                          badawcza. Dziedzina wiedzy. Rozumiesz?


                          > Do tego nie trzeba odwagi, wiedza wystarczy.
                          Nie - z wiedzy trzeba jeszcze umieć korzystać i znać jej ograniczenia.
                          Domorosły psycholog moze mieć głębokie przekonanie o trafności 'diagnoz'
                          forumowych. Poważny specjalista moze się tylko z tego obśmiaćsmile


                          > Nie znasz moich doświadczeń, nie wiesz, co i dokąd "przenoszę".

                          Co nie co w necie się produkowałaś. Wszystkiego nie chciało mi się czytać. Dla
                          ogólnego obrazu (nie diagnozy, tak głupich pomysłów nie miewam) wystarczy. Może
                          piszesz więcej niż sądzisz?


                          > O swoich doświadczeniach piszesz (blog) szczerze, radośnie i obficie.
                          > Nie sądzę, by słusznie, ale to twój problem.
                          I z dużą przyjemnością. Na szczęście musu czytania nie ma. A twoje sądy są dla
                          mnie warte... Cóż, kiedyś już komuś tu pisałeś jak wysoko cenisz jego sądzę -
                          powiedzmy, ze w tym przypadku - mam toczka w toczkę - tak samosmile

                          W oczekiwaniu na kontynuację
                          z pozdrowieniami dla MamRacjismile
                          Daria
    • fam.me Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 21.01.09, 16:09

      Pewna samotna matka- kochanka, bardzo zaniedbywała swoje dziecko.
      Przyjmowała facetów domu , a ten czas jej dziecko spędzało u kolegów lub na
      osiedlowej świetlicy. Zamiast gotować obiady dawała pieniądze na fast foody,
      kiedy dziecko miało egzamin ona siedziała pod drzwiami i oknami kochanka.
      Syn zaniedbany wychowawczo, intelektualnie, z polipami w nosie ,otyły.
      Zgroza!!
    • magda_751 Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 21.01.09, 19:57
      Byłam w 2 miesiącu ciąży gdy mój mąż zmienił prace i poznał babsztyla
      moja ciąża od początku była zagrożona,musialam leżec w łóżku,kilka razy byłam w
      szpitalu,nikomu nie życze tak samotneji, smutnej ciąży...
      niestety nie udało mi się jej donosicsmile
      nie twierdze że to tylko wina babsztyla która jakby nie było reprezentuje
      kobiety zastanawiam się tylko jak druga kobieta wiedząc ze jej kochanek będzie
      niedługo miał dziecko ciągnie to dalej,nie bacząc na nic bo i widzi tylko czubek
      własnego nosa
      moje dziecko zapłaciło wysoką cene więc moje pytanie Kochanki może zanim hormony
      zaczną wam wariowac spójrzcie na rodzine swojego kochanka dzieci zawsze cierpią
      nie da się tego uniknąc czy to dziecko jest juz na świecie czy (tak jak w moim
      przypadku)jego pojawienie na świecie psuje wam szyki
      • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 08:53
        Nic tylko pogratulować męża...
        Zafundował Ci samotną i smutną ciążę...

        Był taki wątek o tym, ze nie istnieje rozbijanie małżeństw. Skojarzył mi się, bo
        z nieznanych przyczyn apelujesz do kobiet, ale nie wspominasz o winowajcy. To
        nie kochanka Cie olała, tylko partner. A to świadczy dobitnie o nim, nie o
        reszcie świata.
    • fam.me najwazniejsze pytanie 22.01.09, 08:58
      Jak od kochanic można wymagać empatii wobec dzieci kochanka, kiedy one same nie
      potrafią zająć się własnymi dziećmi , zaniedbują je, dają zły przykład ?
      Jak powiedział poeta " rozum maleje, kiedy d*a szaleje".
      • ciezka_cholera Re: najwazniejsze pytanie 22.01.09, 09:34
        fam.me napisała:

        > Jak od kochanic można wymagać empatii wobec dzieci kochanka, kiedy one same nie
        > potrafią zająć się własnymi dziećmi , zaniedbują je, dają zły przykład ?
        > Jak powiedział poeta " rozum maleje, kiedy d*a szaleje".

        Jakies zrodlo danych moze przytoczysz? Cos poza wyzej wymienionym pojedynczym
        przykladem o zerowej wartosci statystycznej i niewielkiej wiarygodnosci?
        Z wielkim trudem powstrzymuje sie od komentarza na temat twojego rozumu (a tym
        samym dupy, zgodnie z przytoczona przez ciebie sentencja).
        • fam.me Re: najwazniejsze pytanie 22.01.09, 12:08
          zaniedbywanie własnych dzieci przez kochanice to powszechne zjawisko.
          Osoba , która nie przestrzega norm moralnych, dla której ważniejszy jest cudzy
          mąż i własne potrzeby fizjologiczne, nie ma w sobie cienia refleksji nad tym, ze
          swym postępowaniem krzywdzi nie tylko cudze ale przede wszystkim własne potomstwo.
          Poeta powiedział " są matki i są suki ".
            • daria_nowak Re: najwazniejsze pytanie 23.01.09, 10:57
              Czyli Twoim zdaniem to pojęcia równoznaczne? Dobry ojciec = wierny partner? A
              nie bierzesz pod uwagę faktu, ze partnerem jest się dla żony/męża, a ojcem dla
              dziecka? Więź z dzieckiem i partnerem to sprawy bliskie, ale rozłączne. Uczucie
              do matki dziecka nie określa uczucia do dziecka. To dopiero byłoby chore.
              Czy nie można być również dobrym, rozwiedzionym rodzicem?
              • n.i.p.69 Re: najwazniejsze pytanie 23.01.09, 11:53
                .. jak zwykle uprzaszczasz i próbujesz wcisnac mi autorstwo swoich teorii wink bo
                z mojej wypowiedzi, że zdradzający facet czy kobieta nie może być dobrym ojcem
                czy matką, w żaden sposób nie wynika, że partner wierny jest automatycznie
                dobrym rodzicem, kompletna bzdura i dlatego nie bedę ciagnł dalej tego wątku i
                zwracam twoja uwagę! że należy jeszcze rozróżnić małżeństwa rozwiedione od
                partnerów prowadzących podwójne życie, tym pierwszym często nalezy się (choć nie
                zawsze!)szacunek, ci drudzy to zwyczajni kłamcy i tchórze.Pozdr....
                  • n.i.p.69 Re: najwazniejsze pytanie 23.01.09, 16:07
                    Gdyby mój rozmówca nie był nastawiony drapieżniesmile, to poprzestałby na pytaniu
                    i nie sugerowałby(teraz dobrze?) Swojej nadinterpretacji jako odpowiedzi na owe
                    pytanie(....nie zawsze agresja kierowana jest wprost! ale jednoczesnie mam cichą
                    nadzieje, że czasem Cię wkurzam! smile

                    ..... dla wyjasnienia, nie ma nic złego w złości , czy agresji, pod warunkiem,
                    że jest konstruktywna i dobrze adresowana.........czasem trzeba się porządnie
                    wkurzyć! żeby "ruszyć z miejsca"(?) Pozdr...
          • ciezka_cholera Re: najwazniejsze pytanie 23.01.09, 14:55
            fam.me napisała:

            > zaniedbywanie własnych dzieci przez kochanice to powszechne zjawisko.
            > Osoba , która nie przestrzega norm moralnych, dla której ważniejszy jest cudzy
            > mąż i własne potrzeby fizjologiczne,

            www.wprost.pl/ar/102445/Glod-potepienia/?O=102445&pg=2
            Moze zechcesz sie zapoznac, do czego jest w stanie doprowadzic niezaspokojenie
            potrzeby fizjologicznej przedstawicieli gatunku homo sapiens. Proponuje tez,
            zanim nam tu oznajmisz, ze jestes od nich lepsza, pozyc przez 2 lata na opisanej
            diecie. Po tym eksperymencie chetnie uslysze, ze nadal uwazasz, ze piramida
            potrzeb powinna byc skonstruowana wg odwrotnego klucza.
            • ta Re: najwazniejsze pytanie 23.01.09, 16:21
              Ależ ciężka_cholero !

              fam.me miała na myśli popęd seksualny i potrzeby w zakresie seksualności, a ty
              wytaczasz armaty o kanibaliźmie z powodu głodu !
              Bez "amorów" wink żyć się da, choć nie przeczę, że jakość tego życia może ( ale
              nie musi) być gorsza.
              Ta_
              • ciezka_cholera Re: najwazniejsze pytanie 23.01.09, 20:25
                Hej ho! Ta, doprawdy jak ty sie dopatrzylas sladu mysli w wypowiedziach fam.me,
                ja tam sie dopatruje jedynie emocji.

                Przeanalizuje wiec od poczatku ten dialog:
                fam.me:
                >>Jak od kochanic można wymagać empatii wobec dzieci kochanka, kiedy one same nie
                potrafią zająć się własnymi dziećmi , zaniedbują je, dają zły przykład ?
                Jak powiedział poeta " rozum maleje, kiedy d*a szaleje".<<

                Kochanica - w tym kontekscie rozumiem kobieta sypiajaca z zonatym. Zakladam
                wiec, ze niekoniecznie mezatka, moze byc samotna. W jaki sposob kobieta nie
                bedaca w zwiazku, sypiajac z zonatym mezczyzna szkodzi swoim dzieciom
                (powiedzmy, ze je ma)? Jesli zalozymy, ze taka kobieta ma prawo do zycia
                erotycznego, to jakie to ma znaczenie (z punktu widzenia dobra jej dzieci) czy
                sypia z zonatym, kawalerem, rozwodnikiem, czy spedza czas w kinie, lub na kawie.
                Rozumiem, jesli fam.me by apelowala do sumienia takiej kobiety - cos w stylu -
                "jak mozesz, sama majac dzieci, narazac inne dzieci na cierpienie, perspektywe
                rozstania rodzicow" itd. ale ona woli pisac jakies brednie o nieumiejetnosci
                zajecia sie dziecmi, zaniedbywaniu ich, zlym przykladzie ...

                Na prosbe o zrodlo danych fam.me serwuje:
                >>zaniedbywanie własnych dzieci przez kochanice to powszechne zjawisko. <<

                Olaboga, czyli powinnam to przyjac za aksjomat?

                Dalej:
                >>Osoba , która nie przestrzega norm moralnych, dla której ważniejszy jest cudzy
                mąż i własne potrzeby fizjologiczne, nie ma w sobie cienia refleksji nad tym, ze
                swym postępowaniem krzywdzi nie tylko cudze ale przede wszystkim własne potomstwo.
                Poeta powiedział " są matki i są suki ". <<

                Podany przeze mnie link jest tylko dowodem (niestety bardzo smutnym) na to, ze w
                skali potrzeb fizjologia goruje nad uczuciami wyzszymi. Tak jak brak pozywienia
                jest trudniejszy do zniesienia niz brak seksu, tak i krzywda dziecka jest
                nieporownywalna. Wiec sugestia, ze osoby, ktorych hierarchia potrzeb jest zgodna
                z piramida Maslowa, nie moga byc dobrymi rodzicami, jest co najmniej glupia.
                • ta Re: najwazniejsze pytanie 23.01.09, 23:07
                  Na szczęście odbywają się procesy socjalizacji potrzeb i nie działamy
                  prymitywnie jak pitekantropy ( homo, nomen-omen, erectus), przynajmniej
                  większość z nas, mam nadzieję.

                  Socjalizacja potrzeby seksualnej opiera się na podporządkowaniu wzorców
                  zachowania seksualnego społecznej hierarchii wartości.

                  Nie znam badań statystycznych ( o ile były robione)na powyższy temat,
                  intuicyjnie zaledwie mogę sądzić, że dobro dziecka w tej hierarchii stoi wysoko
                  i pozycji tej nie zagraża potrzeba zaspokojenia popędu płciowego.

                  Przy okazji-ciekawym jest założenie plączące się nieuprawnienie po tym wątku, że
                  popęd płciowy wiarołomny może zaspokoić wyłącznie w układzie z kochanką.
                  Misiaczki korzystają obficie z "praw małżeńskich", tylko kochanki wolą sądzić,
                  że jest inaczej.
                  Ta_


                • fam.me cięzka cholero 24.01.09, 09:34
                  ciężko rozumujesz.
                  W moich wypowiedziach są tylko gołe fakty, które jak widać kochanicom trudno
                  zrozumieć.
                  Oczywiście , ze kochanica to kobieta sypiająca z zonatym i moze to być mężatka,
                  rozwódka, samotna dzieciata, wdowa.
                  Dzieciata kochanica ma prawo do zycia erotycznego, tylko niech swoją potrzebę
                  fizjologiczną nie zaspokaja kosztem swoich dzieci.
                  A jak to się dzieje, potrzeba tylko trochę wyobraźni np.

                  * samotna przyjmuje kochanka w swoim domu i co robi z dziećmi, kiedy wujek
                  przyszedł poseksić - wyrzuca za drzwi - no oczywiście nazywa się to wysłaniem na
                  podwórko lub do kolegi, aby się pobawiło poza domem.
                  * co robi kochanica, kiedy kochanek akurat teraz ma czas, a wtedy ona ma
                  wywiadówke w szkole lub trzeba z dzieckiem posiedzieć przy odrabianiu lekcji ,
                  leci na randkę, bo "rozum maleje, gdy d*pa szaleje".
                  * czy matka moze dobrze i odpowiedzialnie zająć się potomstwem, kiedy rozum
                  zajęty jest emocjami związanymi z kochankiem, który nie chce się rozwodzić lub
                  nie ma czasu wtedy ,kiedy ona go potrzebuje.

                  * a rozbijanie swojego małzeństwa i pozbawianie dzieci zycia w pełnej rodzinie,
                  bo ona ma "prawo do zaspokajania erotycznego" na boku.

                  * a co czują dzieci, kiedy mamusia sprowadza do domu "wujka", cała szkoła, całe
                  osiedle o tym wie i dzieci wołaja: twoja "matka to puszczalska", albo rodzice
                  zakazują bawić sie z dziećmi "tej q*y".
                  • daria_nowak Re: cięzka cholero 24.01.09, 10:14
                    > Dzieciata kochanica ma prawo do zycia erotycznego, tylko niech swoją potrzebę
                    > fizjologiczną nie zaspokaja kosztem swoich dzieci.
                    Czy kochanka zaspokaja potrzebę życia erotycznego KOSZTEM swoich dzieci?

                    To, co napisałaś jest z gruntu fałszywe. Zwykła manipulacja. To zdanie można
                    odnieść do rodziców, którzy swoje dzieci traktują jak zło konieczne, nie mają
                    potrzeby opieki nad nimi, nie są zainteresowani ich rozwojem, potrzebami, itp.
                    Ale to nie kwestia posiadania kochanka/kochanki. To kwestia stosunku do dziecka
                    jako takiego.
                    Rodzic może mieć swoją pasję (choćby wspinaczka wysokogórska), w związku z którą
                    będzie spędzał dużo czasu poza domem i bez dziecka. Może na pasję pożytkować
                    ogromne sumy. Może być zajęty emocjami i sobą w związku z wyprawą na
                    Kilimandzaro. I wtedy jest ok?
                    Ale jeśli spędza pewną część swojego czasu - choćby tą na delegacji, z
                    kochankiem/kochanką, to już z pewnością implikuje to zaniedbanie? Wszystko
                    zależy od człowieka, jego zaangażowania w sprawy dziecka i w miłość do niego.

                    > * a co czują dzieci, kiedy mamusia sprowadza do domu "wujka", cała szkoła, całe
                    > osiedle o tym wie i dzieci wołaja: twoja "matka to puszczalska", albo rodzice
                    > zakazują bawić sie z dziećmi "tej q*y".

                    Nie znam ani jednej osoby uprawiającej z premedytacją seks na oczach swoich
                    dzieci. Nie znam też żadnej osoby, która gzi się z kim popadnie. Na szczęście
                    nie znam też ludzi, którzy wtykają nos w nie swoje sprawy i wiedzą najlepiej jak
                    inni powinni żyć. W dużych miastach ludzie nie żyją życiem innych. Może w
                    grajdołach, z dużym bezrobociem, a przez to wysokim poziomem zawiści (uwaga!
                    skrót myślowy,) tak jest. Na szczęście w grajdołach bywam tylko urlopowo.


                    MamRacja wspomniała o moim bywaniu na forach, w tym dotyczących dzieci. Przebija
                    z nich jedno. Gros ludzi zamiast wychowywać dzieci, obecnie je hoduje,
                    pozwalając na wszystko, w imię czegoś, co niektórzy zwą na swoje potrzeby
                    'bezstresowym wychowaniem'. I to jest problemem. Bo w efekcie dzieci te są
                    nieprzystosowane do życia w społeczeństwie, nie znają norm, zachowań, podstaw
                    kultury, nie mają wytyczonych granic. To wypaczenie leseferyzmu przyniosło
                    opłakane skutki.
                    • fam.me dario nowak 24.01.09, 11:09
                      nerwy ci puściły, cóż prawda w oczy kole.

                      Oczywiście nikt nie uprawia z premedytacja seksu na oczach dzieci, dlatego
                      dzieci kochanic wychowują się na ulicy, bo w domu nie ma dla nich miejsca , bo
                      przeszkadzają w sex schadzkach z zonatymi.
                      • daria_nowak Re: dario nowak 24.01.09, 13:59
                        Nerwy? No akurat nie tusmile
                        W oczy kole jedynie Twój brak logiki.

                        Dzieci różnych ludzi wychowują się na ulicy. Akurat kochanek bym w to nie mieszała.
                        Choć jak Cię czytam, to dochodzę do wniosku, że niektóre dzieci lepiej, żeby
                        wychowała ulica, niż pełni agresji i nienawiści rodzice, którzy potrafią nauczyć
                        jedynie nietolerancji i niechęci. Należy mieć tylko nadzieję, że wywrzeszczysz
                        się na forum...
                      • procenty Re: dario nowak 24.01.09, 14:03
                        fam.me napisała:

                        > nerwy ci puściły, cóż prawda w oczy kole.
                        > Oczywiście nikt nie uprawia z premedytacja seksu na oczach dzieci, dlatego dzieci kochanic wychowują się na ulicy, bo w domu nie ma dla nich miejsca , bo przeszkadzają w sex schadzkach z zonatymi.

                        Przepraszam fam.me to zaslepienie czy jakas jednostka chorobowa, nakazuje Ci takie glupoty pisac?
                        • fam.me Re: dario nowak 24.01.09, 14:17
                          wiem kochanice, ze przykro wam czytac o sobie bolesna prawdę.
                          Bycie kochanicą jest szczególną jednostką chorobową, która nie tylko dotyczy
                          samej zarażonej, ale i jej najbliższych.

                          Takie kobiety łatwo ulegają nałogom : alkoholizm, uzależnienie od leków, kawy,
                          papierosów, tak jak od niedobrego związku z zajętym męzczyzną, od wiecznego
                          bycia ta drugą, bez zadnych nadziei i szans.
                          • procenty fam.me 24.01.09, 17:16
                            Biednas Ty, ale za cholere mi Ciebie nie zal...
                            Zarazasz nienawiscia....
                            A takich glupot, jakie tu tworzysz to dawno nie czytalam.....

                          • daria_nowak Re: dario nowak 24.01.09, 23:27
                            Wiem, pełna jadu Fam.me, trudno przyjąć do wiadomości, ze świat nie jest taki,
                            jakim go sobie wyobraziłaś.
                            Mylisz chyba kochanki z marginesem społecznym i rodzinami dysfunkcyjnymi. Ale to
                            zwykły brak wiedzy, więc można Ci wybaczyćwink
                            • fam.me Re: dario nowak 25.01.09, 09:01
                              daria_nowak napisała:

                              > Mylisz chyba kochanki z marginesem społecznym i rodzinami dysfunkcyjnymi.



                              Niestety dario, nie mylę się , bo kochanki własnie to margines społeczny i
                              patologiczny.

                              Marginesem społecznym nazywamy to co nie mieści się w ogólnie pojętych normach
                              społecznych i to tyczy się kochanic.
                              Patologią jest ich szkodzące zachowanie, moralnie nie przyjęte, społecznie nie
                              akceptowane, potępiane.
                              • daria_nowak Wstyd 25.01.09, 10:11
                                nie znać znaczenia podstawowych pojęć. Niektórzy się ich uczą już w
                                dzieciństwie... Widać nie miałaś możliwości i stąd teraz posługujesz się swoim
                                prywatnym znaczeniem słów, które wprowadza tylko zamieszanie.
                                Nie chce mi się przytaczać ksiażek wartych do przeczytania w tym temacie, bo
                                widzę, ze lubisz krótkie konkretne formy. Polecam pomoc googla.
                                W razie, gdyby to stanowiło problem tu masz przystępne informacje:
                                Margines społeczny:
                                www.encyklopedia.servis.pl/wiki/Margines_spo%C5%82eczny
                                Rodzina dysfunkcyjna:
                                www.sciaga.pl/tekst/53259-54-rozwoj_osobowosci_dziecka_w_rodzinie_dysfunkcyjnej
                                • korona.1 Re: Wstyd 25.01.09, 11:00
                                  Dario, szkoda slow. Daj sobie spokoj. Przeciez widzisz, ze to osoba
                                  chora psychicznie, porzucona pewnie przez meza, ktory poszedl w sina
                                  dal z inna kobieta. Nie dziwiloby mnie to wcale. Jesli ktos siega po
                                  argument, ze dzieci kochanek biagaja po ulicy w czasie, kiedy ich
                                  matka..., albo probuje udowodnic, ze kochanki "pozbywaja" sie dzieci
                                  kochankow w sposob drastyczny, to przemawia przez niego ogromna
                                  zlosc i bezsilnosc. Popatrz, za oknem swieci slonce, jest piekna
                                  niedziela, zycie jest piekne. Wycisz posty fam.me i ta i miej
                                  radosny dzien. Mnie jest takich oredowniczek cnoty malzenskiej po
                                  prostu zal. Co im w zyciu zostalo?
                                  Dario, nie kazdy moze byc kochany.
                                  Pozdrawiam serdecznie.
                                  Korona.
                                  • daria_nowak Re: Wstyd 25.01.09, 15:22
                                    Niestety, nie mogę jej wrzucić na ingnora. W końcu admin musi trzymać rękę na
                                    pulsie, a w jej przypadku sporo postów trzeba ciąć...
                                    Ale masz racjęsmile Za oknem pięknie, aż nie chciało mi się wracać do domusmile
                      • korona.1 A w Afryce dzieci umeraja z glodu 24.01.09, 14:18
                        i moze bys tam skierowala swoja troske o maloletnie, cudze dzeici,
                        co? Zastanawiam sie od poczatku tej dyskusji, co sklania kobiety
                        ponoc zadowolone z zycia, nie zdradzone i nie kochanki, do
                        marnowania energii, sily i czasu na troske o dzieci mezczyzn
                        bedacych kochankami innych, najczesciej wolnych kobiet? Co sklania
                        taka fam.me, czy inna szczesliwa kobiete kobiete do sledzenia tego
                        forum, do troski o dzieci miedzy inymi, mojego kochanka tez. Czy nie
                        byloby lepiej zajac sie dziecmi naprawde tej pomocy potrzebujacymi?
                        Z wypowieduzi fam.me az bije nienawiscia do kochanek, nazywanych
                        przez nia kochanicami. Dlaczego? Dlaczego wypisuje takie bzdury, jak
                        ten post powyzej. Smutne doswiadczenie zyciowe? jesli czyjkoliwk maz
                        ma kochanke i uprawia z nia seks w tym czasie, jak dzieci tejze sa
                        na ulicy, to jest palantem i kim jest zonica ( jak kochanica) tego
                        pana? Prymitywne to jakos bez konca. Sa mezczyzni, kochankowie,
                        ktorzy ze wzgledu wlasnie na dzieci nie odchodza do kochanek, bo
                        kochanki wcale tego nie chca. I sa matki, ktore bedace w zwiazkach
                        malzenskich zaniedbuja dzieci, bo takie juz sa. Dobrze by bylo, zeby
                        Panie, ktorym tak dobro cudzych dzieci na sercu lezy, poszukaly
                        takiego forum, albo zalozyly nowe i tam wyzywaly swoje
                        niezaspokojone uczucia macierzynskie. Dzieci mojego kochanka maja
                        sie dobrze.
                        • fam.me Re: A w Afryce dzieci umeraja z glodu 24.01.09, 14:33
                          a g* mnie obchodzą dzieci kochanic , tak jak g* obchodzą je dzieci kochanka.
                          Pokazuję tylko powszechne zjawisko, z tej drugiej strony, bo większość skupiła
                          się na dzieciach kochanka, zapominając, ze kochanice tez mają dzieci, które
                          krzywdzą.

                          "Dzieci twojego kochanka mają się dobrze" - to zapewne zasługa ich mądrej matki,
                          która nie puszcza się na boki.
                        • ta Re: A w Afryce dzieci umeraja z glodu 31.01.09, 00:23
                          korona.1 napisała:

                          >Wycisz posty fam.me i ta i miej
                          >radosny dzien. Mnie jest takich oredowniczek cnoty malzenskiej po
                          >prostu zal. Co im w zyciu zostalo?
                          >Dario, nie kazdy moze byc kochany.

                          >Dobrze by bylo, zeby
                          > Panie, ktorym tak dobro cudzych dzieci na sercu lezy, poszukaly
                          > takiego forum, albo zalozyly nowe i tam wyzywaly swoje
                          > niezaspokojone uczucia macierzynskie.

                          Chciałaś ukłuć i pudła smile

                          Po pierwsze pudło: jestem orędownikiem dobrego smaku i przyzwoitych obyczajów,
                          przede wszystkim zaś uczciwości. Bycie kochanką/kochankiem jest nieuczciwe,
                          wstrętne i wulgarne, oraz estetycznie paskudne. To moje zdanie, ty masz odmienne
                          o 180 st. Nie wiem, co ty rozumiesz pod pojęciem cnoty małżeńskiej, ja takiego
                          terminu nie używam. Jeśli jednak znasz pojęcie "cnota", to jest nadzieja, że z
                          czasem podstawy z zakresu etyki i filozofii pojmiesz.

                          Po drugie pudło:
                          wprawdzie ci to ni choroby nie pasuje, jestem w szczęśliwym związku. Nie muszę
                          go ukrywać, chować się po mysich dziurach i czekać na misia, by wykradł się od
                          małżonki. Nigdy nie gustowałam w wyrobach czekoladopodobnych smile

                          Po trzecie pudło:
                          mam super dzieci big_grin, w ciemno mogę ci powiedzieć, że marzysz o takich smile.
                          Wikłając się w idiotyczne "związki" z zajętymi misiami odsuwasz od siebie tę
                          niewiarygodną frajdę, jaką jest posiadanie udanego potomstwa.

                          Nie znosisz mnie, bo musiałaś przełknąć parę słów prawdy, bo musiałaś zmierzyć
                          się z emocjami, jakie wywołały moje teksty.
                          Nadal nie rozumiesz, że to ty jesteś swoim własnym wrogiem.
                          Zdecydowanie łatwiej jest wycelować palec w "tą".

                          Ta_


                          • ta Różnica bez różnicy 05.02.09, 12:49
                            "Mam nadzieję, że moje dzieci nie odczują żadnej różnicy. To rozstanie z żoną, a
                            nie z dziećmi. Choć zdaję sobie sprawę, że przechodzą obecnie przez piekło" K.
                            Marcinkiewicz
            • n.i.p.69 Re: najwazniejsze pytanie 26.01.09, 08:22
              ...."ciężka cholero"... Twój przykład, to zwyczajna manipulacja!
              ... w innych wypowiedziach krytykujesz "fam" za "bezmyślnie-emocjonalny"
              stosunek, sama wytaczając "działo emocjonalne" chyba najcięższego kalibru, bo
              mam wrażenie, że nic nie chwyta za sarce, bardziej niż głodne czy chore dziecko.
              Oczywistym jest, że zaspokojenie potrzeb fizjologicznych dzieci, to podstawowy
              obowiązek rodziców, bez którego spełnienia, nawet nie można mówić o innych
              potrzebach a ich lista jest znacznie dłuższa, dlatego żeby zasłużyć na
              miano"dobrego ojca(rodzica)" nie wystarczy dac jeść, trzeba spełnic jeszcze
              wiele "obowiazków" a jednym z najważniejszych jest zaspokojenie potrzeb
              emocjonalnych. Dzisiaj problemem społecznym nie jest przytacany przez Ciebie
              głód, lecz własnie pokolenie/a zaniedbywane emocjonalnie(gdyby nie to, nie
              mielibyśmy nawet o czym teraz dyskutować(?))
              .....ostatnio pojawiło się nowe pokolenie "eurosierot".... a przecież zgodnie z
              Twoja teorią nie powinno to stanowić dla nas zadnego problemu, przecież te
              dzieci mają co jesć(?)wink
    • marga77 Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 22.01.09, 10:51
      ja jednego w tych wszystkich dyskusjach nie rozumie, przede wszystkim gdyby moj
      facet znalazl sobie kochanke, zastanowilabym sie nad soba, nie wyobrazam sobie
      faceta (kobiety tez, ktory jest szczesliwy w zwizaku i szuka przygod, to bylby
      kliniczny przypadek, w ktorym udalabym sie do lekarza, zeby sprawdzil czy nie
      mam cos z glowa, wiazac sie z psychicznie chorym
      • ta.druga2 ta... 23.01.09, 00:53
        Jesteś bardzo radykalna, czasami wręcz agresywna.Dojrzałosć, o
        której pisze daria, to widzenie świata i ludzi w różnych barwach,
        nie tylko białym i czarnym, ale także wielu odcieniach szarości.
        Kochanki są różne,żony są rózne, a także ojcowie sa różni. Byłam
        zdradzaną żoną, byłam kochanką, teraz jestem szczęsliwą żoną mojego
        kochanka.Wiesz ja doskonale rozumiem wszystkie zdradzane żony, które
        tutaj plują jadem, sama nią byłam jakieś dziesięć lat temu. Zdrada
        była dla mnie szokiem, oczywiście kochanki mojego męża nie nazwałam
        jak kurwa, dziwka i szmata.Potem był rozwód i nowy etap mojego życia
        jako matki samotnie wychowującej dziecko. I wiesz do jakich wniosków
        doszłam, kiedy już osiągnęłam względną stabilizację emocjonalną.
        Otóż część winy za kochankę poniosłam ja i absolutnie ja. Dlatego,
        że na kilka lat przed jej pojawieniem sie w naszym zyciu, w naszym
        małzeństwie była pustka, nie było w nim nic, zadnych uczuć, emocji,
        sexu.A mnie brakowało odwagi, żeby przeciąć ten toksyczny związek,
        który mnie niszczył.No bo jak to? Co powiedzą znajomi? Rodzina? A
        córeczka taka malutka...Więc własciwie kochanka mojego męża pomogła
        mi, choć to może zabrzmi dziwnie. Pomogła mi podjąc decyzję, do
        której ja sama nie byłam w stanie dojrzeć i pewnie, gdyby nie ona,
        tkwiłabym w tym gównie pod tytułem małżeństwo do dzisiaj, brała
        garściami antydepresanty i miała poczucie uciekającego życia. Zdrada
        była dla mnie kroplą goryczy, która przelała cały kielich. I nigdy
        tej decyzji nie żałowałam. Kochanka mojego męża, wbrew Twoim opiniom
        absolutnie nie odciągała mojego męża od dziecka, jako ojciec był w
        porządku.Spotykał się z nią w takich godzinach, kiedy mała jeszcze
        wtedy córeczka spała. Więc jest bzdurą to co piszesz, ze kochanki
        wszystkie odciągają dzieci od ojców. Demamagogia i populizm. Będąc
        już kochanką swojego obecnego męża, nie czyniłam nic złego jego
        dzieciom, bo spotykaliśmy się, kiedy M. był w delagcji, czyli chciał
        nie chciał z nimi nie był. To ex zona mojego męża zrobiła dwóm
        młodszym chłopcom pranie mózgu w czasie rozowodu, ze ojciec już ich
        nie kocha, nie chce, a ja i mój bachor( czytaj moja córka) ograbi
        ich ze wszystkiego. Mój M. jest bardzo dobrym ojcem, lepszym od
        mojego exa, choc i jemu nie mogę nic zarzucić, bo jak umie tak się
        troszczy. M. płaci sam z własnej nieprzymuszonej woli dosyć duże
        pieniadze na chłopców, oprócz tego ma dobry z nimi kontakt, zabiera
        na wakacje, zakupy. Mnie na pewno nie kochają ale stosunki są
        poprawne. Moja córka ma przyrodzniego brata, syna exa i jego
        kochanki i jest w nim absolutnie zakochana. Spotyka sie z małym,
        kupuje mu prezenty i rozpuszcza jak przystało na duża siostrę( jest
        między nimi szesnaście lat różnicy) Ja z chłopakami M mam niezły
        kontakt, najstarszy nawet mnie lubi. Nie mówię, że to wszystko
        przyszło prosto, łatwo i lekko, po po drodze było mnóstwo emocji
        moich, mojej córki, synów M, mojego ex, jego kochanki itd. Tyle
        tylko, że ja mam na tyle szczęścia w życiu, że trafiam na mądrych
        ludzi. Taką mądrą osobą okazała się ta kurwa i szmata, jak ją
        wcześniej nazywałam, czyli kochanka mojego męża. Może nie
        zaprzyjaźniłabym się z nią, ale jest mądra, bo moja osienastoletnia
        córka chetnie jedzie do ojca, exkochanki i małego braciszka.
        Trafiłam na mądrego kochanka, który swoim dzieciom, przez ułamek
        sekundy nie pozwolił pomyśleć, że ich porzuci. Nie mówie, że
        stanowimy jedną wielką kochająca się rodzine, bo są zgrzyty,
        zwłaszcza ze strony exzony mojego M. Może kiedyś jej to minie. Ale
        widzisz Ta w tym bardzo skomplikowanym układzie trafili na siebie
        ludzie dojrzali.Mój ex i jego obecna żona, a była kochanka,mój
        obecny mąz, jego nastarszy syn i ja, wyzuta z wszelkich zasad
        moralnych była kochankasmile)) Wiec Ta zamiast pluc jadem na wszystkie
        kochanki, zastanów się choc chwile i pomyśl, ze w zyciu jest sto
        albo i więcej odcieni szarości.
        • ta Re: ta... 23.01.09, 14:06
          ta.druga2 napisała:

          > Tyle tylko, że ja mam na tyle szczęścia w życiu, że trafiam na >mądrych
          > ludzi. Taką mądrą osobą okazała się ta kurwa i szmata, jak ją
          > wcześniej nazywałam, czyli kochanka mojego męża.

          Twierdzisz, że trafiłaś na mądrych ludzi i to jest twoje szczęście.
          Tak, jak piszesz zdarza się rzadko i jest to tylko twoje osobiste doświadczenie.
          Dziękuję ci, że poświęciłaś tutaj trochę czasusmile

          >Wiec Ta zamiast pluc jadem na wszystkie kochanki

          Oto demagogia i populizm smile Mówię wprost, co myślę, ale...nie ubliżam, nie
          obrażam wulgarnościami, nie "pluję jadem". Przyprawiasz mi gębę. Mam jasno
          określony i znany stosunek do wiarołomnych oszustów, jakimi są zdradzający
          małżonkowie ( obu płci),i jak powinno się odbyć rozstanie małżonków, gdy wspólne
          pożycie nie jest już możliwe. Mam także ugruntowane przekonanie, że w życiu
          dwojga ludzi, jakkolwiek by nie było ono trudne, dopóki są razem, nie ma miejsca
          na romanse.
          Nigdy i nigdzie, czy to w sieci, czy w życiu realnym nie nazwałam kochanek
          "k-wami" i "szmatami", jak to zdarzyło się tobie, do czego w swoim poście się
          przyznajesz. Przeciwnie, skłonna jestem im współczuć, zachowując swoje o nich
          zdanie.

          Tak więc polemizując z twoimi słowami o "pluciu jadem" zawiadamiam, że szarości
          uwielbiam, ale na sobie i w szafie smile
          Ta_
    • daria_nowak Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 23.01.09, 14:09
      Reasumując, nie ważne, ze mąż ma dziecko gdzieś, ze jego życie i rozwój powiewa
      mu kalafiorem. Winna jest kochanka, bo go z pewnością odciąga od potomkawink
      Prawdziwego ojca nie odciągnie się od dzieci. Nie mówiąc już o tym, ze wcale nie
      jest to nadrzędnym celem każdej kochanki. Ale tak wygodnie mieć wymówkę, że ona
      zła, a nie, ze wybrało się na ojca dziecka nieodpowiedzialnego rozpłodowcasmile
      Echsmile Jak to fajnie tak upraszczać sobie życie: Trąci bezmyślnością i
      wygodnictwem...
    • fam.me Re: Zaniedbywane dzieci kochanek/kochanków 24.01.09, 14:49
      powszechnym zjawiskiem stało się zabijanie dzieci konkubiny przez konkubenta -
      taka wysoką cenę płacą dzieci kochanic - cenę życia.
      Tak jak w świecie zwierząt, samiec pozbywa się nieswojego potomstwa.

      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6198195,Zmarla_dziewczynka_pobita_przez_opiekuna.html
    • seku-nda magiczna napisała 24.01.09, 15:16
      Coz
      Doba ma 24h z tego co pamietam
      8h sen (mniej wiecej)
      1h przygotowanie obiadu
      0.5h przygotowanie sniadania i kolacji
      1h posilki (wlasne plus karmienie starszego syna)
      3h karmienie mlodszego syna (8x0.5h z tym ze 2 karmienia przypadaja
      na pore nocna kiedy to przysypiam, dlatego wpisalam 3h a nie 4h na
      karmienia)
      1,5h spacer
      1h kapanie dzieci
      1h sprzatanie
      1h higiena (prysznice, siku ect)
      0.5h czytanie ksiazki dziecku przed snem
      0,5h zmienianie pieluch
      RAZEM 19h
      zostaje 5h na zabawy z dziecmi i inne rzeczy np godzina czy dwie
      siedzenia na forum- kilka razy po kilka- kilkanascie minut
      ups, jednak sie da...?
      kwestia organizacji i robienia wszystkiego na bierzaco i nie trzeba
      pozniej zmywac dwie godziny albo pol dnia sprzatac, na wszystko
      mozna znalesc czas
      mozna sobie posiedziec kwadrans przy sniadaniu przed kompem albo
      kiedy obaj chlopcy spia, ojej i wasza spiskowa teoria dziejow pada
      na ryj

      -------------------
      Magicznej mąż nie zdradza a też zaniedbuje żonę w połogu i dzieci. Czytając jej
      wypowiedzi mąż szczęśliwej zony nie robi nic w domu!!


      • magiczna_marta Re: magiczna napisała 25.01.09, 19:43
        > Magicznej mąż nie zdradza a też zaniedbuje żonę w połogu i dzieci.
        Czytając jej
        > wypowiedzi mąż szczęśliwej zony nie robi nic w domu!!

        jesli w Twoim domu robi sie tylko te rzeczy ktore wypisalam to
        gratuluje (i raczej nie zaryzykowalabym przekroczyc jego progu)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka