Mój mąż zakochał sie

04.02.09, 22:06
jesteśmy małeżeństwem prawie 10 lat, mamy 7letnią córkę. Prawie od
początku wiedziaąłm, że wychodzę za mąż bez miłości, po toksycznym
ziwązku myślałam, że nie musze kochać, wystarczy że będę kochana, bo
tego mi brakowało.

Jakoś to życie się toczyło, choć wciąż czułam, ze tak być nie
powinno, że skoro nie kocham męża to ani jemu ani mnie nie jest
dopbrze w tym małżeństwie. Pochodze z rozbitej rodziny, mam
popaprane życie emocjopnalne i nierówno pod sufitem. WWierzę, że nie
jestem żłym człowiekiem, ale wiele złego jednak wyrządziłam. Komu?
Mężowi, który mnie zwyczajnie kochał i wierzył, że może być dobrze.
A ja nie pozwalałam mu zapomnieć, że nie odwzajemniam jego uczucia i
że rozstanie jest tylko kwestią czasu aż podejmę decyzję.
Raz nawet ją podjęłam, byliśmy osobno przez pół roku - nigdy
wczesniej nie mieliśmy ze sobą takiego kontaktu, nie rozmawiało nam
się tak dobrze jak wtedy - jak poznał kogoś i zaczął się spotykać,
trzepnęło mnie tak mocno, że pomyślałam oho, skoro jestem tak
zazdrosna to może jednak go kocham, tylko o tym nie wiedziałam?
Wróciłam wtedy do niego z wiarą, że będzie dobrze.

Nie było zbyt długo, wróćiło do normy i znowu, on zył w upokorzeniu
i pogardzie do samego siebie a ja w żalu za jakąś mrzonką,
zapatrzona we własne nieszczęście, a slepa na jego cierpienia.

Pół rokutemu postanowiłam się od niego wyprowadzić i wrócić z córką
do rodzinnego miasta, ale bez rozstawania się znim, pomyślałam, że
odległość nas zabije albo wzmocni, zawsze to jakiś ruch.
Przyzwyczaiłam się do myśli, że on po prostu jest elementem mojego
zycia i jak do nas dołączy z czasem (ze względu na pracę na razie
nie mógł) to jakoś pociągniemy ten wspólny wózek.

No i 2 tygodnie temu on przyjedża i informuje mnie, że się zakochał
i chce rozwodu jak najszybciej. W pierwszym odruchu poczułam ulgę i
nawet mu pogratulowałam.
A potem się zaczęło. Czuję złość, żal i ból, jestem zazdrosna o to
jak o niej mówi, jak się uśmiecha na dźwięk smsa, jak wiele marzen i
nadziei z nią wiąże. I gubięsię, bo część tcyh uczuć rozponaję z
poprzedniego razu, to taki pies ogrodnika połączony z obawą, że mnie
się to już nie przytrafi, jednak 35 facet po rowodzie to cenniejszy
kąsek na rynku niż jego była żona z dzieckiem. Zaczęłam nawet
myśleć, że potrzebuję terapii, zaczęłam chodzić do psychologa, może
mi pomoże poukładać sobie w głowie, bo popieprzone mam tam równo.

A mój mąż jest zakochany. Wiąże z tą dziewczyną mnóstwo planó,
strasznie się boi, żeby ona się nie rozmyśliła, więc usuwa jej spod
nóg wszelkie przeszkody (czyli mnie oraz naszą córkę) Trafia mnie
najjasniejszy szlaq jak widzę co z nim się stało. Jest na
endorfinowym haju i wywraca nasze życie do góry kołami.

znają się, uwaga - niespełna 2 miesiące. Ona mieszka 600 km od niego
więc widują się tylko w weekendy i to nie wszystko, bo on przyjeżdża
do córki.

nie wiem właściwie po co tu piszę, czego od Was oczekuję. Po prostu
muszę to wywalić z siebie, bo sama się pogubiłam w emocjach, z
jednej strony zycze mu szczęścia, bo na nie zasługuje, jest
porządnym facetem a ze mną miał ciężkie lata, z drugiej - mam ochotę
zrobić coś, żeby tę laskę wystraszyć. On mnie wtedy znienawidzi,
wiem, ale kij, nie będę ja szczęsliwa, nie będzie i on.

już wiecie, czemu taki nick sobie załozyłam. Psycholożka mi
powiedziałą, że mnóstwo we mnie eogizmu. Staram się pracowac nad
tym, ale czasem nie wychodzi.

a dobra, kończę. piszcie co myślicie o sytuacji, może będę umiała
dzięki temu spojrzeć na nią z boku.
    • procenty Re: Mój mąż zakochał sie 04.02.09, 22:36
      Po co powielasz watki?
      Malo Ci jeszcze odpowiedzi?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=90366384
      • procenty Re: Mój mąż zakochał sie 04.02.09, 22:40
        O, nie zauwazylam, ze to "inny" nick....a wklejanie i podszywanie sie jest idiotyzmem do kwadratu....
Pełna wersja