początek

28.03.09, 09:34
Mam romans z żonatym i starszym ode mnie o 22 lata mężczyzną. Nie
będę pisała, ze jest nam razem cudownie. Nie jest. Nie jesteśmy
razem. Po prostu wypełniamy sobie nawzajem pewne luki, ale bez
zobowiązań. Nie mogę już jednak wytrzymać utrzymywania tego w
tajemnicy. Nie wiem, jak możecie godzić się na bycie w cieniu przez
tyle czasu? Ja chciałabym wszystkim wykrzyczeć wręcz, że mam cudowny
seks! I dobrego człowieka, gotowego zawsze nieść pomoc gdy tego
potrzebuję...
A nie byłoby tego wszystkiego... Byłam szczęśliwą mężatką przez 2
lata. Potem mój mąż zaczął mnie zdradzać, gdy byłam w ciąży. Przez
1,5 roku próbowałam Mu wybaczyć, próbowałam nauczyć się z NIm żyć od
nowa, zapomnieć o tym co zrobił. Wylizałam się, a potem
dowiedziałam, że to wszystko g... prawda, bo Jego romans kwitnie w
najlepsze. Zostawiłam Go, zabrałam dziecko i wyprowadziłam się. I
poznałam Jego. Pomógł, bardzo dużo pomógł, chociaż do głowy mi nie
przyszło, że moglibyśmy potem robić to wszystko co zrobiliśmy.

Nie, nie mszczę się. Nie chcę innej kobiecie urządzać takiego
piekła, jakie sama przeszłam. Nie chcę burzyć Jego poukładanego
świata. Nasze kontakty są zresztą już teraz bardzo sporadyczne.
I wiem, że powinnam to skończyć, ale jest we mnie jedna myśl "to i
tak nie przetrwa więc korzystaj póki możesz".

Czuję się kobietą, czuję się atrakcyjna. Czuję się piękna. To mi
daje On. Wszystkiego tego od dawna nie czułam przy mężu. Przy Nim
czułam się gorsza od Jego kochanki, gorsza od Niego... We wszystkim
mni ciągle wyręczał, poprawiał.
A On patrzy na mnie z wielkim zachwytem i pragnieniem. Lubię
przeglądać się w Jego oczach. Szkoda tylko, że jest cudzym mężem.
A może podświadomie takiego wybrałam? Może celowo, żeby się nie
wiązać? Bo przecież związku nie chcę. Miałam jeden i dziękuję. Nie
wierz już w to.

Pozdrawiam,
o-f
    • ta Re: początek 28.03.09, 10:26
      only-fem napisała:

      > Mam romans z żonatym i starszym ode mnie o 22 lata mężczyzną.[...]
      > Nie mogę już jednak wytrzymać utrzymywania tego w
      > tajemnicy. Nie wiem, jak możecie godzić się na bycie w cieniu przez
      > tyle czasu? Ja chciałabym wszystkim wykrzyczeć wręcz, że mam cudowny
      > seks! I dobrego człowieka, gotowego zawsze nieść pomoc gdy tego
      > potrzebuję...

      Wykrzycz, oczywiście, że wykrzycz,
      niech cię usłyszą, bo historia niebanalna i piękna jest wink)))
      Ta_
      • only-fem Re: początek 28.03.09, 16:47
        Ta, wiem, że banalna wink Wiem, że zwykła.
        I wiem, że krzyczeć nie mogę.

        Niestety takich historii jest pełno. Sama niedawno byłam po drugiej
        stronie - tej zdradzanej. Tyle że mój mąż posunął się dalej -
        zakochał się i wszystko co budowaliśmy rozwalił.

        Wiem, że mój romans, który w sumie się nie zaczyna, a kończy to
        tylko odpowiedź na to co mnie spotkało. Zgadzam się, że odpowiedź
        niemoralna. I zgadzam się, że mogłam poświęcić się szydełkowaniu na
        przykład, zamiast wchodzić w taki układ. A jeśli już koniecznie
        musiałam być z kimś, to powinien być wolny.

        Ja to wszystko wiem.
        Tylko że rozum swoje, a oprócz tego cała zamieniam się w pragnienie
        gdy Go widzę. Bo nie w zakochanie. Obudził we mnie tyle emocji, o
        których istnieniu zapomniałam, lub nie wiedziałam. Fajne to jest.
        I może faktycznie pusta jestem, może głupia.
        Nie mówię, że nie robię nic złego, nie próbuję tego usprawiedliwiać.
        Wiem, że mimo wszystko powinnam myśleć o bezsensie tego układu. I
        tak myślę, gdy Go nie ma. A wystarczy, że mijam Go przelotem...
        Zapominam być twarda i rzeczowa.

        Oczywiście nie jest mi wcale tak super w tym układzie. Mimo, że nie
        wyobrażam sobie wspólnej przyszłości z kimkolwiek.

        I cały czas zastanawiam się, jak kochanka mojego męża mogła tkwić w
        czymś takim przez 1,5 roku? Żyć w cieniu, ze świadomością, że przy
        mnie zasypia, przy mnie się budzi... Nie rozumiem.

        Nie wiem, zapewne Ty, prawidlowe-podejscie i byc może jeszcze kilka
        innych osób nazwie mnie dziwką, szmatą czy czym tam jeszcze.
        Ja sama bym siebie tak nazwała jeszcze 2 miesiące temu. A teraz?
        Teraz wiem, że jest to dla mnie lekarstwem, że pozwala mi inaczej
        spojrzeć na życie.

        Bo On nie obiecuje, nie deklaruje miłości, z żoną układa Mu się
        dobrze i Ją kocha. Nie chce rozwalać tego co ma.
        I paradoks jest taki, że mi to imponuje, sama nie rozumiem dlaczego.
        • ta Re: początek 29.03.09, 16:38
          only-fem napisała:

          > Wiem, że mój romans, który w sumie się nie zaczyna, a kończy to
          > tylko odpowiedź na to co mnie spotkało.

          Usprawiedliwienie. To, że ktoś wyrządził ci zło, ty nie musisz odpowiadać
          czynieniem zła. Poza tym twój mąż zrobił krzywdę tobie, ty robisz krzywdę innej,
          obcej kobiecie i sobie. Co to za "odpowiedź" ???
          Nie widzę wokół siebie, by porzucane kobiety wchodziły nagminnie w romanse z
          żonatymi.

          >I zgadzam się, że mogłam poświęcić się szydełkowaniu na
          > przykład, zamiast wchodzić w taki układ. A jeśli już koniecznie
          > musiałam być z kimś, to powinien być wolny.

          Radził ci ktoś szydełkowanie? To nie była dobra rada wink. W stanie opisanym przez
          ciebie trzeba szukać zajęć realizowanych wśród ludzi i z ludźmi. Dobrze jest nie
          rzucać się łakomie w następne związki lub "związki".

          > I może faktycznie pusta jestem, może głupia.

          ...

          > Nie mówię, że nie robię nic złego, nie próbuję tego usprawiedliwiać.

          Próbujesz, nie wychodzi.

          > I cały czas zastanawiam się, jak kochanka mojego męża mogła tkwić w
          > czymś takim przez 1,5 roku? Żyć w cieniu, ze świadomością, że przy
          > mnie zasypia, przy mnie się budzi... Nie rozumiem.

          A ja nie rozumiem, że nie rozumieszsmile
          Wpakowałaś się w taki sam układ, jak kochanka twojego męża.
          Twój kochanek także zasypia i budzi się przy swojej żonie ( bo chyba nie
          wierzysz w banialuki, że "ona go nie rozumie i dawno ze sobą nie śpią").
          Prawdopodobnie w kochance twojego męża buzowały takie same uczucia do niego, jak
          w tobie do kochanka. Kto, jak kto, ale ty powinnaś to jak najbardziej zrozumieć wink

          > Nie wiem, zapewne Ty, prawidlowe-podejscie i byc może jeszcze kilka
          > innych osób nazwie mnie dziwką, szmatą czy czym tam jeszcze.

          Nie znasz tego forum. Zestawienie mnie i tzw "prawidłowego" to absolutna
          nieznajomość naszych poglądów i formuły pisania.
          Jesteśmy najdalej od siebie, jak tylko jest to możliwe oraz nigdy nie używam
          epitetów, które wg ciebie mogłabym zastosować.Tzw "prawidłowe-podejście" jest
          piewcą takich, jak twój układów.

          > Bo On nie obiecuje, nie deklaruje miłości, z żoną układa Mu się
          > dobrze i Ją kocha. Nie chce rozwalać tego co ma.
          > I paradoks jest taki, że mi to imponuje, sama nie rozumiem
          > dlaczego.

          Psychoterapeuta konieczny, serio, bez złośliwości
          Ta_
          • ta Re: początek 29.03.09, 19:32
            Podoba mi się szczerość z jaką piszesz, twój brak cynizmu, nawet pewna naiwność
            smile.Po raz pierwszy tutaj spotykam się z pokorą kochanki wobec własnych przewin i
            ten brak buty nastraja do ciebie pozytywnie, choć win nie oddala !smile

            Jesteś zapewne młodą osobą, jak wynika z fragmentów przedstawionego życiorysu,
            skrzywdzoną przez męża, zawiedzioną, zagubioną.

            Mężczyzna, który się tobą "zaopiekował" w trudnych chwilach, trafił w dziesiątkę
            ze swoimi potrzebami, niewykluczone, że na takie kobiety polował. Kobieta
            porzucona, oszukana, zawiedziona jest bardzo łatwym "łupem", niewiele trzeba by
            okazaną pomocą i delikatnością zdobyć jej wdzięczność i ... wdzięki.

            On tobie opiekę i oparcie, ty jemu nowe wyzwania ( mężczyźni to lubią )oboje
            sobie nawzajem nowe doznania. Tyle, że to ma krótkie nogi z krzywdą rodziny w
            tle. Ty, do kolekcji mężczyzn niewartych szacunku, jak twój zdradzający mąż,
            dokładasz następnego oszusta. Rzeczywiście możesz mieć dość następnych związków...
            Nie rób sobie takiej krzywdy, by pozbawiać się prawa do szczęśliwego związku z
            panem wolnym i odpowiedzialnym.
            Powodzenia i dobrych wyborów
            Ta_

            • only-fem Re: początek 29.03.09, 23:21
              >Usprawiedliwienie. To, że ktoś wyrządził ci zło, ty nie musisz
              >odpowiadać czynieniem zła. Poza tym twój mąż zrobił krzywdę tobie,
              >ty robisz krzywdę innej, obcej kobiecie i sobie. Co to
              >za "odpowiedź" ???

              Jaka to odpowiedź? Mężczyzna żonaty daje mi gwarancję dyskrecji, a
              jeszcze nie jestem po rozwodzie. To nie ja zostałam porzucona,
              odeszłam od mężczyzny, który mnie zdradzał... Ale połamana
              emocjonalnie, z poczuciem pustki i przegranej. Tym bardziej, że o
              ten związek walczyłam przez 1,5 roku od Jego pierwszej zdrady,
              chociaż cały czas czułam Jej obecność... On pomógł mi się uwolnić od
              przeszłości, od siedzenia i załamywania rąk. Nie tylko przez łóżko.
              Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że mąż usilnie próbuje do
              mnie wrócić, a ja dzięki kochankowi (chociaż z nim o tym nie
              rozmawiam) znajduję w sobie siłę, żeby patrzeć na męża z dystansu...

              >Radził ci ktoś szydełkowanie? To nie była dobra rada . W stanie
              >opisanym przez
              >ciebie trzeba szukać zajęć realizowanych wśród ludzi i z ludźmi.
              >Dobrze jest nie rzucać się łakomie w następne związki
              >lub "związki".

              Pracuję z ludźmi, wśród ludzi, ta praca daje mi bardzo dużo
              satysfakcji. Zajmuję się dzieckiem. Zmieniłam otoczenie, mieszkam w
              wynajętym mieszkaniu w kamienicy, pełno młodych ludzi tutaj
              poznałam. Odżyłam również dzięki nim. Ten mój "związek" dobiega
              końca, nie chcę takiego układu na dłuższą metę. Nie rzuciłam się na
              Niego, to On wszystko zaczął, chociaż nie twierdzę, że tego nie
              chciałam. Wzięłam lekarstwo i powinnam się wycofać, ale to trudne,
              nie sądziłam, że aż tak.


              >A ja nie rozumiem, że nie rozumiesz
              >Wpakowałaś się w taki sam układ, jak kochanka twojego męża.
              >Twój kochanek także zasypia i budzi się przy swojej żonie ( bo
              >chyba nie
              >wierzysz w banialuki, że "ona go nie rozumie i dawno ze sobą nie
              >śpią").
              >Prawdopodobnie w kochance twojego męża buzowały takie same uczucia
              >do niego, jak w tobie do kochanka. Kto, jak kto, ale ty powinnaś to
              >jak najbardziej zrozumieć

              No właśnie nie rozumiem! Jestem kochanką od miesiąca i mam dosyć!
              Ale mój kochanek nie zapewnia mnie o miłości do mnie, mówi, że kocha
              żonę. Ma 3 dzieci, z nieba nie spadły. A kochanka mojego męża
              słyszała ciągle, że jest jedyną, ale jakoś nie dostrzegała, że ten
              jedyny z rodziny nie potrafi zrezygnować. Jest i inny żonaty facet,
              który się wokół mnie kręci, o niebo przystojniejszy i przede
              wszystkim młodszy, ale mierzi mnie gdy słyszę, że Mu się z żoną nie
              układa i trzymam Go na dystans.

              >Nie znasz tego forum. Zestawienie mnie i tzw "prawidłowego" to
              >absolutna
              >nieznajomość naszych poglądów i formuły pisania.

              No tak, skoro kochanką jestem od niedawna to i forum znam krótko wink
              Bardzo więc przepraszam... Podubiłam się w nickach wink

              >Psychoterapeuta konieczny, serio, bez złośliwości

              Rozmawiałam i nie uwierzysz co usłyszałam... Że ten układ jest dla
              mnie dobry, o ile się nie zakochałam i nie zamierzam tego ciągnąć
              latami. Że w tej sytuacji, a jakiej się znalazłam to jest zrozumiałe
              postępowanie i leczące mnie z doła. Ale uprzedziła, że może okazać
              się również niszczące, jeśli się zaangażuję.

              >Podoba mi się szczerość z jaką piszesz, twój brak cynizmu, nawet
              >pewna naiwność.

              Nie pierwszy raz słyszę, że jestem naiwna, może dzięki temu mam
              szansę jeszcze jakoś się wylizać, oczyścić i zacząć od nowa. Zawsze
              miałam jasne poglądy, nigdy nie zdradzałam i brzydziłam się tym,
              nigdy też nie spotykałam się z facetem, który miał chociażby
              dziewczynę. Może nie straciłam jeszcze resztek niewinności i z
              czasem się naprostuję wink

              >Jesteś zapewne młodą osobą, jak wynika z fragmentów przedstawionego
              >życiorysu,
              >skrzywdzoną przez męża, zawiedzioną, zagubioną.

              Wszystkie 4 punkty się zgadzają. Zawiódł mnie na całej linii. Nie o
              takim życiu marzyłam. Miał być jeden po grób i nic z tego nie
              zostało. I masz rację, że się pogubiłam w tym wszystkim, bo
              faktycznie sama nie wiem czego chcę i rzeczywiście cieszę się z tego
              swojego romansu, martwię nim, nie usprawiedliwiam, a próbuję...

              >Mężczyzna, który się tobą "zaopiekował" w trudnych chwilach, trafił
              >w dziesiątkę
              >ze swoimi potrzebami, niewykluczone, że na takie kobiety polował.
              >Kobieta porzucona, oszukana, zawiedziona jest bardzo
              >łatwym "łupem", niewiele trzeba by okazaną pomocą i delikatnością
              >zdobyć jej wdzięczność i ... wdzięki.
              >On tobie opiekę i oparcie, ty jemu nowe wyzwania ( mężczyźni to
              >lubią )oboje
              >sobie nawzajem nowe doznania. Tyle, że to ma krótkie nogi z krzywdą
              >rodziny w
              >tle. Ty, do kolekcji mężczyzn niewartych szacunku, jak twój
              >zdradzający mąż,
              >dokładasz następnego oszusta. Rzeczywiście możesz mieć dość
              >następnych związków...
              >Nie rób sobie takiej krzywdy, by pozbawiać się prawa do
              >szczęśliwego związku z
              >panem wolnym i odpowiedzialnym.
              >Powodzenia i dobrych wyborów
              Za życzenia dziękuję smile z innymi rzeczami też masz zapewne rację smile
              Ale chcącemu nie dzieje się krzywda smile Nie rozdzieram szat, że mnie
              wykorzystał. Zrobił to bo ja też tego chciałam. Stałam się częścią
              jakiegoś układu, który nie jest dobry. Nie potrafię dostrzec krzywdy
              rodziny... On i tak z tą rodziną jest tylko w niedziele, poza tym
              pracuje w innym mieście i tutaj mieszka, w soboty wieczorem jedzie
              do domu, w poniedziałek rano wraca do pracy. Nie dzwonię do Niego,
              ani On do mnie gdy jest z rodziną. Oboje jesteśmy ostrożni. Zdaję
              sobie sprawę, że On ma więcej do stracenia i brak tych kontaktów z
              Jego strony nie dziwi nikogo wink Ale ja ich nie potrzebuję. Nie
              potrzebuję mężczyzny do związku. Naprawdę nie teraz. Ten układ do
              pewnego momentu jest dobry, chociaż już zaczyna mnie trochę męczyć...

              Nie pozbawiam się prawa do związku z mężczyzną wolnym. Ale teraz i
              tak sama nie jestem wolna. Zresztą, i tak moje kontakty z żonatym
              nie są częste, miesiąc temu było dużo, ale teraz już coraz mniej i
              rzadziej. Pewnie z czasem On straci zainteresowani tym co już
              zdobył, a i ja powoli odsuwam się od Niego.

              Tylko że naprawdę najgorzej jest gdy Go widzę... Wtedy zapominam
              gdzie zostawiłam rozum...
              • n.i.p.69 Re: początek 30.03.09, 09:20
                >Psychoterapeuta konieczny, serio, bez złośliwości

                Rozmawiałam i nie uwierzysz co usłyszałam... Że ten układ jest dla
                mnie dobry, o ile się nie zakochałam i nie zamierzam tego ciągnąć
                latami. Że w tej sytuacji, a jakiej się znalazłam to jest zrozumiałe
                postępowanie i leczące mnie z doła. Ale uprzedziła, że może okazać
                się również niszczące, jeśli się zaangażuję.

                ...... prosze podaj mi namiary tego "terapeuty", chetnie zamieniłbym z nim kilka
                słów, bo jak żyje nie słyszałem jeszcze takich bzdur, dla swojego dobra unikaj
                tego imbecyla Pozdr....
        • prawidlowe-podejscie Re: początek 18.04.09, 03:36
          no prosze, siedze sobie cicho a tu mnie wywoluja do tablicy.....

          only-fem napisała:

          > Ta, wiem, że banalna wink Wiem, że zwykła.
          > I wiem, że krzyczeć nie mogę.

          hmmm... kazda historia jest inna, kazda "jedyna" dla przezywajacych,
          kazda jest wspaniala i trudna, w kazdej trzeba umiec sie znalezc, i
          trzeba docenic partnera i to co bylo ustalone na poczatku...
          nie zalecam krzykow, najlepiej przezywac swoje zycie intymnie, aby
          nikt z buciorami nie wchodzil...
          ciesz sie ze masz historie...

          >
          > Niestety takich historii jest pełno. Sama niedawno byłam po
          drugiej
          > stronie - tej zdradzanej. Tyle że mój mąż posunął się dalej -
          > zakochał się i wszystko co budowaliśmy rozwalił.

          zle na to patrzysz, przezylas swoja czesc czyjegos romansu, czy
          bylas zdradzana? byc moze a byc moze nie... to wszystko zalezy od
          tego jak sie patrzy na zycie
          maz odszedl, no napewno jest to przyzycie, ale to jest czasami czesc
          naszej historii, wazne aby z tego nie robic histerii
          nie maz rozwalil ale oboje cos rozwaliliscie
          tak pewno jest podobnych historii

          >
          > Wiem, że mój romans, który w sumie się nie zaczyna, a kończy to
          > tylko odpowiedź na to co mnie spotkało. Zgadzam się, że odpowiedź
          > niemoralna. I zgadzam się, że mogłam poświęcić się szydełkowaniu
          na
          > przykład, zamiast wchodzić w taki układ. A jeśli już koniecznie
          > musiałam być z kimś, to powinien być wolny.

          Twoj romans to czesc Twoje historii, Twojego zycia, chcesz to
          nazywac romansem ok...
          w zyciu nie spotyka Cie cos za cos, w zyciu podejmuje sie decyzje, i
          tymi decyzjami sie zyje, to byla Twoj i jego decyzja swiadoma, i
          wtedy dla Was najlepsza, w pewnym momencie chcialas wiecej...
          nie ma zasad ze ktos musi byc wolny, w zyciu nie mozna takich rzeczy
          zaplanowac, wybacz ale zyjac nie mozna miec wyrzutow sumienia za
          chwile szczesliwe, a jesli nie sa one szczesliwe to po co to robisz?
          sama odpowiedz sobie na to pytanie

          >
          > Ja to wszystko wiem.

          nie wiesz, inaczej nie pisalabys tego co piszesz, Ty chcesz uslyszec
          na forum cos co Ciebie usprawiedliwi... ale tu nie ma
          usprawidliwienia od zycia... Twoje decyzje sa dla Ciebie, i maja byc
          dla Ciebie najlepsze

          > Tylko że rozum swoje, a oprócz tego cała zamieniam się w
          pragnienie
          > gdy Go widzę. Bo nie w zakochanie. Obudził we mnie tyle emocji, o
          > których istnieniu zapomniałam, lub nie wiedziałam. Fajne to jest.

          rozumem trzeba umiec sie poslugiwac, a nad emocjami panowac...
          jest fajnie wiec z tego korzystaj, chyba ze wiesz cos o nastepnym
          zyciu ktore Tobie bedzie dane...


          > I może faktycznie pusta jestem, może głupia.

          nic podobnego, jestes TYLKO CZLOWIEKIEM

          > Nie mówię, że nie robię nic złego, nie próbuję tego
          usprawiedliwiać.
          > Wiem, że mimo wszystko powinnam myśleć o bezsensie tego układu. I
          > tak myślę, gdy Go nie ma. A wystarczy, że mijam Go przelotem...
          > Zapominam być twarda i rzeczowa.

          uwierz mi nie robisz nic zlego, jestes zauroczona, potrzebowalas
          dobrego i czulego slowa, dotyku, pieszczot, kogos kto wyslucha,
          kogos z kim mozna miec sex... potrzebowalas mezczyzny, on nim dla
          Ciebie jest, szanuj to co masz jesli to sie Tobie podoba

          >
          > Oczywiście nie jest mi wcale tak super w tym układzie. Mimo, że
          nie
          > wyobrażam sobie wspólnej przyszłości z kimkolwiek.

          korzystaj... ucz sie brac z zycia to co potrzebujesz, reszta
          przyjdzie z czasem

          >
          > I cały czas zastanawiam się, jak kochanka mojego męża mogła tkwić
          w
          > czymś takim przez 1,5 roku? Żyć w cieniu, ze świadomością, że przy
          > mnie zasypia, przy mnie się budzi... Nie rozumiem.

          a kto powiedzial ze Ty masz wszystko rozumiec?
          jest duzo rzeczy niezrozumialych dla ludzi, mysl o sobie a nie o
          kims kto teraz sypia z Twoim bylym mezem, mysl o sobie....

          >
          > Nie wiem, zapewne Ty, prawidlowe-podejscie i byc może jeszcze
          kilka
          > innych osób nazwie mnie dziwką, szmatą czy czym tam jeszcze.

          wiesz, chyba malo czytasz to forum, ja mam diametralnie rozne
          poglady z "ta",
          NIE JESTES DZIWKA ANI SZMATA, jestes kobieta ktora chce przezyc
          swoje zycie jak najlepiej, tak jak umie i jak jej jest w danym
          momencie dane
          nie przejmuj sie idiotycznymi wpisami ktore Ciebie mogla w jakis
          sposob potepiac

          > Ja sama bym siebie tak nazwała jeszcze 2 miesiące temu. A teraz?

          a teraz dojrzalas aby zrozumiec wiecej

          > Teraz wiem, że jest to dla mnie lekarstwem, że pozwala mi inaczej
          > spojrzeć na życie.

          to sie nazywa doswiadczenie sloneczko...wink

          >
          > Bo On nie obiecuje, nie deklaruje miłości, z żoną układa Mu się
          > dobrze i Ją kocha. Nie chce rozwalać tego co ma.
          > I paradoks jest taki, że mi to imponuje, sama nie rozumiem
          dlaczego.

          bo masz kogos kto mowi Tobie tak jak jest, zycie w kolorach zycia,
          bo ten ktos potrafi byc przyjacielem i kochankiem, widzem sluchaczem
          i doradca...
          BO ON JEST....
          zyj sobie spokojnie i nie zadreczaj sie glupimi pytaniami, nie
          zwracaj uwagi na takie osoby jak "ta" czy 'nip' czy inna "magicznie-
          niedorozwinieta", to nieudacznicy zyciowi
    • n.i.p.69 Re: początek 30.03.09, 09:08
      "...Czuję się kobietą, czuję się atrakcyjna. Czuję się piękna. To mi
      daje On. Wszystkiego tego od dawna nie czułam przy mężu...."

      .....niestety Twoje odczucia sa jedynie efektem potrzeby potwierdzenia swojej
      atrakcyjnosci, w ktorą to potrzebe zwyczajnie wpisał sie Twój obecny kochanek i
      podobnie jak Twój puszczalski maż nie byl(nie jest!) wyznacznikiem Twojej
      wartosci tak samo nie jesteŚ bardziej atrakcyjna dzieki kochankowi.... jestes
      jaka jaesteś a najwaazniejsze, być wartosciowym czlowiekiem przed własnym
      sumieniem wtedy nie trzeba oczekiwać słodkich kłamstw od swojego partnera....
      powtórze jeszcze raz
      >>>>NIKT NIE JEST WYZNACZNIKIEM WARTOŚCI DRUGIEGO CZŁOWIEKA !!!<<<


      P.S. spójrz z dystansem na swojego kochanka, a przekonasz sie, ze niczym nie
      różni sie od Twojego byłego, jesli jeszcze zdobędziesz sie na odrobine
      samokrytyki to zobaczysz, ze stałaś sie identyczna jak jego panienka .
      • only-fem Re: początek 30.03.09, 11:16
        > P.S. spójrz z dystansem na swojego kochanka, a przekonasz sie, ze
        niczym nie
        > różni sie od Twojego byłego, jesli jeszcze zdobędziesz sie na
        odrobine
        > samokrytyki to zobaczysz, ze stałaś sie identyczna jak jego
        panienka .

        Gdy odzyskuję dystans to widzę, że ciągnięcie tego nie ma sensu.
        A jeśli chodzi o porównanie mnie i tej panienki to się nie zgodzę.
        Ja nie rządam od kochanka, żeby zostawił rodzinę, nawet mi to do
        głowy nie przyszło! I nie zgodzę się również z tym, że mój mąż i
        kochanek są tacy sami. Nie są. Mąż się zakochał, kochanek chce
        seksu. Nie wiem która postawa jest lepsza.

        > .....niestety Twoje odczucia sa jedynie efektem potrzeby
        potwierdzenia swojej
        > atrakcyjnosci, w ktorą to potrzebe zwyczajnie wpisał sie Twój
        obecny kochanek i
        > podobnie jak Twój puszczalski maż nie byl(nie jest!) wyznacznikiem
        Twojej
        > wartosci tak samo nie jesteŚ bardziej atrakcyjna dzieki
        kochankowi.... jestes
        > jaka jaesteś a najwaazniejsze, być wartosciowym czlowiekiem przed
        własnym
        > sumieniem wtedy nie trzeba oczekiwać słodkich kłamstw od swojego
        partnera....
        > powtórze jeszcze raz
        > >>>>NIKT NIE JEST WYZNACZNIKIEM WARTOŚCI DRUGIEGO CZŁOWIEKA !!!

        nie oczekiwałam słodkich kłamstw. Ale przez 1,5 roku byłam obarczana
        winą za to, że mąż mnie zdradza. Wmawiał mi to On, wmawiał mi to
        Jego tatuś. Ciągle słyszę, że nam się nie układało przeze mnie, że
        to przeze mnie zdradził bo przy mnie nie potrafił czuć bliskości. Że
        mam schudnąć, że powinnam bardziej o Niego dbać, że jestem nie taką
        matką, że nie tak gotuję, jak On lubi, mam nie ten kolor włosów, za
        słaby albo za mocny makijaż, nie tak prasuję i mam głupią pracę
        (zresztą każda jedna moja praca była głupia i bezsensowna). Wszystko
        było we mnie nie tak. Nie chciał się ze mną kochać, nie próbował
        rozmawiać, oddalał. Zamiast pojechać z nami na spacer wolał siedzieć
        przed kompem i grać. Zawsze wszystko było nie tak.
        Skąd mam niby wziąć poczucie własnej wartości? Skąd? Dlatego ta
        terapeutka powiedziała, że to jest zrozumiałe i że nagle sama z
        siebie nie poczuję się silna.

        Ta sytuacja jest bardziej złożona... Mogłam olać wszystko i robić to
        samo co teraz 1,5 roku temu. Ale walczyłam o małżeństwo,mimo że to
        było bardzo trudne, a życie po zdradzie nie jest już nigdy takie jak
        przed. Byłam w 4 miesiącu ciąży, miało być nowe życie. Miało być
        pięknie. Nic pięknie nie było. Gdy znajdywałam kolejne dowody Jego
        zdrady to za każdym razem słyszałam te same śpiewki - że coś sobie
        ubzdurałam, że wymyślam, że mogłabym łaskawie przestać w kółko o tym
        samym, że się nakręcam. On tylko jeden błąd popełnił, a ja taka
        wredna jestem. I niedobra. I w ogóle nie taka. A zapominał o jednym -
        że miałam rację, bo cały czas mnie zdradzał...

        A teraz jak jest? Od męża nadal słyszę, że jestem beznadziejna. Ileż
        można? Znowu jest gadanie o wszystkich moich przywarach. A gdy
        mówię, że w takim razie rozwiedźmy się i będzie miał spokój to NIE.
        On rozwodu nie chce, bo KOCHA mnie mimo wszystko. Szkoda tylko, że
        kompletnie ni potrafi tego okazać... On ma zadatki na przemocowca, o
        ile nim nie jest. Niszczy mnie, jak tylko potrafi. Usiłuje wzbudzić
        we mnie poczucie winy, że się wyprowadziłam. Zupełnie ni pamięta
        dlaczego to zrobiłam. Jest zazdrosny o to, że radzę sobie bez Niego
        i nie potrafi sobie z tym poradzić.

        Za to od kochanka słyszę, że jestem ósmym cudem świata. Że jestem
        niesamowita, że atrakcyjna. Od Niego słyszę, że mnie pragnie.
        Przychodzi i bierze. Rozbiera mnie wzrokiem. Szkoda, że nie jest
        wolny. Tak. Oczywiście. Ale chyba sama podświadomie takiego
        wybrałam.
        Jutro ma przyjść. Chyba to skończę. To co dobre już wzięłam, nie ma
        sensu ciągnąć tego dalej.

        Muszę oczyścić horyzont i pobyć sama.
        • n.i.p.69 Re: początek 31.03.09, 08:22
          Właśnie o tym mowię, najpierw mąz dewaluuje Twoja wartość, kochanek ją
          odbudowuje (zapewne w konkretnym celu!) a Ty(?)....co Ty o sobie myslisz? kogo
          widzisz? gruba wstretna beznadziejna babe, czy ósmy cud swiata... a jesli
          sadzisz tak jak Twój(pożal sie Boże!!!) terapeuta, to błagaj o pochwały ciekawe
          jak długo bedziesz w nie wierzyła i co bedziesz gotowa zrobić lub poświecić,
          zeby je usłyszeć

          ...powtarzam poraz kolejny "... nikt nie ma mocy sprawczej by decydować o naszej
          wartość!!!
          • only-fem Re: początek 31.03.09, 10:07
            trudno nie przyznać Ci racji. Rzeczywiście sama powinnam wiedzieć
            kim jestem i znaczyć coś dla siebie, a narazie swoją ocenę siebie
            opieram na tym co słyszę od innych, lub na tym co widzę w ich
            oczach.
        • n.i.p.69 Re: początek 31.03.09, 08:29
          .....chciałbym jeszcze dodać, że wykazywanie różnic pomiedzy Toba a kochanka
          Twojego męża lub pomiedzy nim a Twoim obecnym kochankiem,
          ..sa conajmiej smieszne, przeciaz nie mają znaczenia motywy, ale skutki!!! które
          bez wzgledu na swiadome załozenia czy cele, są w obu przypadkach identyczne,
          • only-fem Re: początek 31.03.09, 10:13
            a z tym jednak nie potrafię się zgodzić. Bo mimo wszystko zupełnie
            inne motywy, a za tym idą również inne skutki! Bo ja nie chcę
            rozbijać rodziny, nie chcę mieć Go dla siebie. Dobrze mi tak jak
            jest, chociaż oczywiście nie twierdzę, że to dobry układ. KOrzystny
            na pewno bardziej dla Niego niż dla mnie. Ale nie ma to znaczenia
            dopóki się na to godzę...
            • 8ma-rca Re: początek 02.04.09, 00:17
              only-fem napisała:

              > Bo mimo wszystko zupełnie inne motywy, a za tym idą również inne skutki! Bo ja nie chcę rozbijać rodziny, nie chcę mieć Go dla siebie.

              Nieprawda.
              Skutki są identyczne jak w każdym romansie. Oddajesz się facetowi, który jest kłamcą, który okłamuje całą swoją rodzinę, żeby sobie pobzykać na boku. Ty zamiast tego, widzisz tylko jego komplementy. Nie widzisz tego, że jest gościem którym byś się brzydziła, gdybyś nie miała do niego sentymentu. Nie zapominaj, że nie tylko o ciebie chodzi w tej zdradzie i to jak ty się czujesz.
              Robisz to z chłopem który dopasował sobie styl życia do własnych potrzeb. On naprawde nie jest z tobą dla ciebie, tylko dla siebie. I z najprostszej fizycznej przyczyny.

              > Dobrze mi tak jak jest, chociaż oczywiście nie twierdzę, że to dobry układ. KOrzystny na pewno bardziej dla Niego niż dla mnie. Ale nie ma to znaczenia dopóki się na to godzę...

              Godzisz się na to, żeby obcy facet zaspokajał się u ciebie w domu. Dlatego ten układ jest dla niego korzystny. Pewnie nie raz myślałaś o swoim mężu, że jest skur.. przez to że cie zdradzał. Więc właśnie stoisz po drugiej stronie, dajesz się wykorzystywać kolejnemu kłamcy, który jak wychodzi od ciebie to zapewniam cie, że nie pamięta co robił 5 minut temu, tylko myśli o przyjemnym uczuciu odprężenia.
              A jego żona cieszy się, że mąż wrócił w dobrym humorze.
              No naprawde, poszerz trochę pole zasięgu i zobaczysz ile jest konsekwencji.
              • toy.a Re: początek 02.04.09, 18:18
                Moja wypowiedź będzie na pewno subiektywna. Mój mąz znalazł sobie
                kochanke. W momencie kiedy to sie wydało zerwał znajomość. Nie będę
                opisywała przez co przeszłam, bo sama to znasz. Jesteśmy razem, po
                terapii małżeńskiej, do dzisiaj jak o tym myślę to mnie sciska. I
                chce Ci powiedziec, ze to kochanka została porzucona. Szantaz, sms,
                telefony, oczywiście z jej strony. Nie mówie, że Ty tak sie
                zachowasz. Ale kolejny raz mozesz zostac odrzucona. Poza tym pomyśl
                jak się czuje zona, a znasz to z autopsji. Nie zycze Ci źle, ale nie
                chce nawet zrozumiec motywów osób które wikłaja sie w romase. Jrżeli
                budujesz sobie nowe życie , to nie rób to kosztem innych. Wiem, ze
                to facet zdradza żone, ale to Ty jesteś tą trzecią.
                • only-fem Re: początek 02.04.09, 20:23
                  skończyłam z Nim we wtorek. I cisza smile
    • only-fem Re: początek 06.04.09, 14:33
      Romansu koniec, a mnie jakoś tęskno. Niby się nie zaangażowałam, ale
      brakuje mi Go.
      Pokręcona jestem.
      Ale silna. Nie dzwonię, nie piszę. On, zgodnie z przewidywaniami,
      też nie. Pobawił się i już, tak jak miało być. W końcu pakując się w
      tę relację miałam świadomość konsekwencji.
      Nie sądziłam tylko, że będę tęsknić...
      • toy.a Re: początek 14.04.09, 12:54
        Gratuluję decyzji jaką podjęłaś. Zrozumiełe że tęsknisz. Jasteś
        teraz sama, ale masz wolną przestrzeń wokół swojej osoby. Jest to
        przestrzeń potrzebna na poznanie kogoś nowego i wartościowego.
        Życze, aby to była wolna osoba a wtedy mozna budować przyszłość.
        Pozdrawiam
        • only-fem Re: początek 21.04.09, 13:00
          toy.a napisała:

          > Gratuluję decyzji jaką podjęłaś. Zrozumiełe że tęsknisz. Jasteś
          > teraz sama, ale masz wolną przestrzeń wokół swojej osoby. Jest to
          > przestrzeń potrzebna na poznanie kogoś nowego i wartościowego.
          > Życze, aby to była wolna osoba a wtedy mozna budować przyszłość.
          > Pozdrawiam

          Nie wypełniam na razie niczym tej przestrzeni. Czekam. On dzwonił
          kilka razy, ja też, rozmawialiśmy, ale nic poza tym. Złożyliśmy
          sobie życzenia świątecznie, On był z rodziną, ja ze swoją. Trochę
          się wyciszyłam i uspokoiłam.
          Brakuje mi seksu, rozmów, przytulania. Ale sprzątam, pracuję i
          zajmuję się sobą i dzieckiem.
          Jestem jeszcze przed rozwodem, droga do wolności u mnie raczej długa
          się zapowiada, więc tym bardziej nie powinnam teraz szukać takich
          odskoczni i wikłać się w historie bez przyszłości.
          Zapisałam się do psychologa.
          Samotność mnie bardzo męczy, za bardzo. Ale jakoś muszę sobie
          radzić.
          Faktycznie zaczęłam wpadać już w pułapkę własnych poczynań i myśleć,
          że każdy jeden facet zdradza, oszukuje i kręci. A tak nie jest.
Pełna wersja