madziaknoemi
18.04.09, 21:56
Witajcie
Jak to dobrze,ze trafiłam na to forum. To przykre ale jednocześnie
pocieszające,że nie tylko ja jestem w takiej sytuacja.
Mój romans trwa stosunkowo krotko jakieś 4 miesiące, jest to osoba z która
pracuję- tam prawie wszyscy się domyślają,ze coś nas łączy- nie da się ukryć
spojrzeń,wychodzenia na obiad itd. On jest żonaty od 10 lat ma dwójkę dzieci w
tym jedno 2-miesięczne.Ja jestem w trakcie rozwodu jedno dziecko. Miałam dużo
związków w swoim życiu,więc mam porównanie i wiem,że nigdy z nikim nie łączyło
mnie nic tak jak wyjątkowego jak z nim-nigdy tak nie kochałam,nigdy tak dobrze
się z kimś nie rozumiałam się bez słów, nigdy na nikogo tak nie patrzyłam etc.
Rozmawialiśmy już o tym co będzie dalej- on chce odejść od żony, jestem niby
najważniejszą osobą w jego życiu i czuje to samo to co ja -zakochał sie bez
pamięci. jednak nie do konća ufam mu-,że odejdzie. jest dużo za i duzo
przeciw. w tygodniu jest ok,widzimy sie w pracy,przed nią i po niej, ale kiedy
przychodzi sobota i niedziela-"umieram" zminimalizowany kontakt smsowy, brak
dzwonienia,rzadko kiedy się widzimy- włącza się tryb rodzina....nie mam sił
wtedy na nic,najchętniej leżałabym pod kołdrą z butelką wina-jednak mam
dziecko muszę jakoś funkcjonować jest mi cholernie ciężko,boli mnie to tak jak
nigdy nic innego-a przeszłam w swoim zyciu wiele.Warto dodać,że jest to osoba
publiczna, pokazujemy się na niektórych imprezach razem-całujemy się ,świata
poza so bą nie widzimy- jednak jego żona się jeszcze nie dowiedziała i nie
chcę aby się dowiedział bo przy ewentualny rozwodzie wyciągnie konsekwencje.
Dałam mu deadline do końca czerwca-albo wtedy będzie początek albo koniec.
wczoraj powiedział mi,że jego deadline jest,krótszy do końca maja,ze on dłużej
tak nie wytrzyma,ze jedyne czego pragnie to kłaść i budzić się przy mnie być
ze mną bez tego całego kombinowania, knucia po prostu być...ale nie jestem do
tego przekonana, zwłaszcza w weekendy..wariuje. Jak myślicie co zrobi, co ja
powinnam zrobić oczywiście poczekać co najmniej do czerwca. ale psychicznie
już wysiadam....