koniec - jak to wyglada?

30.04.09, 22:08
po dwoch latach romansu i wielu nieskutecznych probach skonczenia tego ukladu przeze mnie, gdy on prosil mnie, zebysmy dalej sie spotykali, wczoraj powiedzial (a raczej napisal na gg): 'moja kobieta ma powazne podejrzenia. musimy przestac' i tyle...
wiem, ze to musialo sie kiedys skonczyc i w ostatecznym rozrachunku to dobrze sie stalo, ale nie moge zrozumiec, dlaczego tak bezdusznie skonczyl ze mna. czuje sie jak smiec....
a jak to u Was bylo? moze to normalny sposob u facetow, a ja nie wiadomo dlaczego oczekiwalam jakies wytlumaczenia, pozegnania....

    • prosta-kobieta56 Re: koniec - jak to wyglada? 30.04.09, 23:33
      Co by Ci tu napisac?zadawalas sie z draniem bylas zabawka naiwna glupia a on sie super bawil.To tyle.
      • kicia76-0 Re: koniec - jak to wyglada? 30.04.09, 23:41
        Napisalas "moja kobieta" to nie byla jego zona?
        • velvetbelly Re: koniec - jak to wyglada? 01.05.09, 08:04
          nie - nie maja formalnego papierka, ale zyja jak malzenstwo, od wielu lat, poza tym wspolne dziecko, wspolne mieszkanie, kredyty, itp...

          nie szukam pocieszenia, bo kiedys stac sie to musialo, tylko o forme
          inni tez tak sie rozstaja ze swoimi kochankami? oczywiscie nie mozna ogolniac, ale ciekawi mnie to
          teraz wiem, ze bylam zabawka - bawil sie mna i nie dawal odejsc, a gdy tylko pojawilo sie zagrozenie, pospiesznie rzucil w kat
          niewazne... i nigdy, przenigdy wiecej...
    • gladys_g Re: koniec - jak to wyglada? 01.05.09, 09:45
      taki lajf, c'nie. przykre, ale jakoś niekoniecznie niespodziewane.
    • filoz_off_ka Re: koniec - jak to wyglada? 01.05.09, 10:25
      "...prawdziwego mężczyznę poznasz po tym jak kończy,nie jak
      zaczyna..."

      • black-gemma Re: koniec - jak to wyglada? 01.05.09, 13:18
        Mój mówił ze mnie kocha każdego dnia, chciał mieć ze mną dziecko (ja nie jestem
        naiwna i potrzebowałam formalnych dowodów)i wystarczyła jedna kłótnia i jeden
        dzien i wrócił do tej okropnej wstrętnej baby jak miał w zwyczaju mówić i
        alleluja chwała mu za to smile
        Pamiętaj w takich sytuacjach dziś jesteś jego kotkiem a jutro jest tak jakbyś
        nigdy nie istniała. Ale ja wtedy nie chciałam stałego związku, nie z nim więc
        jak dla mnie to zrobił mi tylko przysługę ze odszedł, w końcu oddał mi wolność i
        dziękuję mu za to. Ale jak wejdzie teraz na moje podwórko to poszczuje go psami,
        niech spada na drzewo i szuka sobie innej kobiety do murzyńskiej pracy-jesteś
        tylko kochanką, gorszą kategorią chociaż przepraszam ciesz się bo byłaś nią a
        teraz jesteś wolna smile
        • orlith Re: koniec - jak to wyglada? 02.05.09, 09:13
          Nieprzejmuj się, znam i takich co po prostu przestali się odzywać - co dla mnie jest już szczytem... Rozumiem - nie chcę, nie mogę tego dłużej ciągnąć to chociaż mówię o tym lub piszę (jak się boją mówić), a tak? na sms - cisza, telefonów nie odbiera, na gg nie odpowiada. To jest dopiero odwaga smile
        • deodyma Re: koniec - jak to wyglada? 08.06.09, 11:35
          black-gemma napisała:

          > Mój mówił ze mnie kocha każdego dnia, chciał mieć ze mną dziecko (ja nie jestem
          > naiwna i potrzebowałam formalnych dowodów)i wystarczyła jedna kłótnia i jeden
          > dzien i wrócił do tej okropnej wstrętnej baby jak miał w zwyczaju mówić i


          naprawde wierzylas w te glupoty, ktore Ci opowiadal???
          o swieta naiwnosci!
          znam przypadek, gdzie facet mial dwojke dzieci, z jego kobieta, ktora potem
          okazywalo sie, byla jego zona od 10 lat, zle sie ukladalo i mowil na nia " ta
          piedrolona"smile
          potem gdy panna mu sie nudzila, znajdowal sobie inna i tak jest do dzis dniasmile
          a ich dzieci maja 13-15 latbig_grin
      • elwirka.k Re: koniec - jak to wyglada? 16.10.09, 12:01
        a u mnie koniec byl dwa razy z tym samym facetem . Pierwszym razem ja
        zakonczyłam znajomość bo juz nie mogłam tego znieść, ale po jakimś czasie
        wróciłam do niego, ale teraz jakos sie trzymam i mam nadzieję , że juz to sie
        nie powtórzy, bo on nie jest mnie wart .
    • eva-43 Re: koniec - jak to wyglada? 03.05.09, 19:21
      Po kilku latach trwania w roli kochanki i kilku(nieudanych) próbach
      zerwania w koncu mi sie powiodło.To ja go zostawiłam.Dwa lata
      temu.On do tej pory nie może w to do końca uwierzyć.Jak mi sie to
      udało ? I dlaczego nie wylewam wiader łez? Chyba
      nastapiło "zmęczenie materiału". Frustracja w pewnym momencie
      zaczęła przerastać moje uczucie do niego.Stopniowo coraz wyrażniej
      dostrzegałam ,że mój wspaniały, wyśniony,cudowny,slodki MIŚ jest
      zwykłym gnojkiem, który dba jedynie o swoją wygodę i moim kosztem
      wypełnia sobie seksualno-emocjonalne luki. Coż, za to olśnienie
      zapłaciłam sporym kawałem własnego życia. Ale jestem zadowolona bo
      wiele satysfakcji daje mi obserwowanie jak sie miota i duża frajde
      sprawiają mi wredno-złośliwe komentarze jakich mu nie szczędzę gdy
      mam taką okazję.
      • velvetbelly Re: koniec - jak to wyglada? 03.05.09, 20:43
        podziwiam i gratuluje wytrwalosci!
        moj poziom frustracji jeszcze nie byl az tak wysoki i pewnie dlatego nie bylam konsekwentna w podjetej przez siebie decyzji zakonczenia tego chorego ukladu
        a on bawil sie mna i podbudowywal sobie tym wlasne ego
        zaluje ze to nie ja go zostawilam, ech.... smile
        • eva-43 Re: koniec - jak to wyglada? 03.05.09, 21:58
          Rozumiem Cię.Na pewno lepiej byś sie teraz czuła. Obawiam sie
          jednak ,że będzie jeszcze próbował nakłonić Cię do reaktywacji gdy
          ryzyko minie. Przerabiałam to.Oni nie rezygnują póki mogą jescze coś
          ugrać dla siebie. A że grunt jest podatny - może mu się udać.
          Ja "poległam" 4 razy, to była masakra.
          • prawidlowe-podejscie Re: koniec - jak to wyglada? 04.05.09, 03:45

            eva-43 napisała:

            > Rozumiem Cię.Na pewno lepiej byś sie teraz czuła. Obawiam sie
            > jednak ,że będzie jeszcze próbował nakłonić Cię do reaktywacji gdy
            > ryzyko minie. Przerabiałam to.Oni nie rezygnują póki mogą jescze
            coś
            > ugrać dla siebie. A że grunt jest podatny - może mu się udać.
            > Ja "poległam" 4 razy, to była masakra.

            Ewo, polegalbys raz jeszcze, tylko on pewnie nie chce sie za to
            zabrac jak trzeba...
            mowisz minelo 2 lata... a nadal o nim myslisz...
            dwa lata!!! a Ty nadal starasz sie byc zlosliwa jak tylko mozesz
            (poprzedni post)
            dwa lata.... piszesz o tym posty na forum, aby udowodnic sama sobie
            ze to juz koniec....
            dwa lata... z kim teraz jestes?

            stosunki miedzy kobieta a mezczyzna bola strasznie a w szczegolnosci
            te w ktorych czasami trzeba sie rozstac bo nie umie znalezc sie lub
            nie mozna znalezc innego rozwiazania
            powodzenia w znalezieniu rozwiazania

            PS. czy Ty jestes z Gliwic?
            • eva-43 Re: koniec - jak to wyglada? 04.05.09, 17:49
              Ndal myslę ?? Może tak ,ale dlatego ,że nie moge sobie samej
              wybaczyc swojej bezdennej głupoty i wciąż zionę checią zemsty. To
              nie są pozytywne uczucia. Nie poległabym po prostu dlatego że juz
              go nie kochamsmile) A na takim forum odezwałam sie pierwszy raz
              (chociaż czasami tu bywałam jako czytacz) Jeden wniosek mi sie
              nasuwa: zonaci faceci którzy mają na boku kochanki są przerażająco
              banalnie podobni do siebie w swoich zachowaniach.
              Teraz jestem w niezłym zwiazku,ale mój men czasem cierpi za nie
              swoje winy. Wciąż boję sie ,że znowu dostanę jakiegoś kopa. A od
              Gliwic dzieli mnie prawie 300 kilometrów.
              • velvetbelly Re: koniec - jak to wyglada? 04.05.09, 20:29
                Oj, jak dobrze wiem o czym mowisz! U mnie zal miesza sie z zloscia na sama siebie - o zmarnowane lata, o rezygnacje z wlasnego zycia, zaniedbanie przyjaciol. Zadra pewnie pozostanie w sercu juz na zawsze, choc przeciez wcale mnie do tego nie zmuszal...

                Masz racje ze faceci majacy kochanki sa podobni do siebie, ale kochanki tez postepuja wg pewnego stereotypu. Historia latwa do przewidzenia juz od poczatku, a jednak ciagle sie powtarza....

                Zycze powodzenia w nowym zwiazku. Facet musi miec szczere zamiary, skoro zgadza sie dostawac 'nie za swoje winy'.
              • prawidlowe-podejscie Re: koniec - jak to wyglada? 06.05.09, 02:44
                eva-43 napisała:

                > Ndal myslę ?? Może tak ,ale dlatego ,że nie moge sobie samej
                > wybaczyc swojej bezdennej głupoty i wciąż zionę checią zemsty.

                byc moze dlatego ze w podswiadomosci nadal sa jakies uczucia? zemsta
                i nazwijmy to "rachunek sumienia" (bezdenna glupota), to czesc
                naszego rozliczania sie ze swoimi uczuciami

                > To
                > nie są pozytywne uczucia. Nie poległabym po prostu dlatego że juz
                > go nie kochamsmile)

                uwierz mi w jedno, po wylocie dostawalem te same maile ze juz mnie
                ktos nie kocha i nie chce mnie znac i tak dalej... az do mojego
                przylotu... dzis to juz historia, ale mialem takie nazwijmy to 4
                powroty
                czy Twoja historia jest inna? byc moze, czy zachowujemy sie podobnie
                w nich, pewnie tak,
                a dlaczego? bo jestesmy ludzmi i ciezko nam sie przyznac do tego ze
                nam na kims (lub czyms) zalezy... ze kochamy mimo ze ktos inny nie
                kocha... itd

                > A na takim forum odezwałam sie pierwszy raz
                > (chociaż czasami tu bywałam jako czytacz) Jeden wniosek mi sie
                > nasuwa: zonaci faceci którzy mają na boku kochanki są przerażająco
                > banalnie podobni do siebie w swoich zachowaniach.

                nie wiem czy sa podobni, bo to zalezy od tego jakie kryteria
                bierzemy pod uwage, Ty w tej chwili probujesz tlumaczyc sobie swoje
                poprzednie postepowanie, jesli Tobie to pomaga to super, ale jesli
                probujesz siebie oklamywac to uwierz mi odbije sie to tobie jak
                zepsute zarcie z biedronki...wink

                > Teraz jestem w niezłym zwiazku,

                zycze jak najlepiej, mam nadzieje ze sie Tobie uda,

                > ale mój men czasem cierpi za nie
                > swoje winy.

                pytanie jak dlugo on to wytrzyma? i czy napewno swoich gorzkich zali
                nie wylewasz na niego kochajac kogos innego?
                zastanow sie nad odpowiedzia, bo odpowiadasz sama sobie

                > Wciąż boję sie ,że znowu dostanę jakiegoś kopa.

                to moge Ci gwarantowac, tak skonstruowane jest nasze ludzkie zycie

                > A od Gliwic dzieli mnie prawie 300 kilometrów.

                ciesze sie ze to nie Ty jestes tamta Ewa..wink))
        • silmarwena Re: koniec - jak to wyglada? 04.06.09, 20:50
          otoz wlasnie...zalujesz ze nie ty go zostawilas...zwiazek z nim meczyl
          cie, probowalas skonczyc, ale ulegalas prosbom, a on?? ciach i po krzyku.
          Jak mogl?? A gdybys to ty skonczyla?? gdyby on nie prosil? gdyby proba
          zerwania wygladal tak: kotku, moj men cos podejrzewa...to koniec.Byloby ci
          latwiej... on by cierpial a nie ty. Dlatego nie lej lez i nie pytaj jak
          mogl. Uwolnil cie i basta.
    • ta Re: koniec - jak to wyglada? 04.05.09, 23:39
      Korona,daria i wam podobne, czytacie, co panie kochanki tutaj piszą wink?
      Jak widzicie, odebrały mi zajęcie big_grin
      Ta_

    • dori-dora Re: koniec - jak to wyglada? 05.05.09, 00:54
      bedę brutalnie szczera ale wydaje mi się, że (chociaż przecież nie znam szczegółów związku) facetowi zależało głównie na dobrym bzykanku ale bez konsekwencji w postaci porzucenia dotychczasowej partnerki (vide: jego reakcja na wieść o podejrzeniach partnerki), a poza tym facet wyczuł, że jesteś miękka w swojej decyzji zakończenia charakteru waszej znajomości. Ponieważ nic do Ciebie nie czuje zapewne (byłaś przede wszystkim obiektem i spełnieniem jego żądz) to zapewne też nie ma wyrzutów co do zakończenia waszej znajomości albo przerwania na jakiś czas. Facet po prostu potraktował waszą znajomość jak układ oparty na dawaniu sobie satysfakcji seksualnej i tyle, bez żadnych głębszych uczućsmilea to że nalegał żeby nie przerywać waszej znajomości to zapewne z faktu, że było mu fajnie z Tobą jako odskocznią od codziennoścismilewierz mi każdy facet tak masmile
      Bardzo dobrze Ciebie rozumiem bo my kobiety niestety jesteśmy skonstruowane w inny sposób niż mężczyźni: przywiązujemy się, seks łączymy z uczuciem i wydaje nam się, że również mężczyźni postrzegają świat tak jak i mysmile
      No cóż trzymaj się, z biegiem czasu pewnie zapomniszsmilenie przejmuj się już facetem bo nie warto. mam nadzieje że nie uraziłam ale tak sądzę jak wyżej (trochę wyrażam swój pogląd z autopsji). pozdrawiam
      • velvetbelly Re: koniec - jak to wyglada? 05.05.09, 18:55
        szczere do bolu, ale prawdziwe
        szkoda ze dociera to dopiero po fakcie...
        dziekuje za ten kubel zimnej wody na glowe smile to mimo wszystko pomaga!
        • meizi Re: koniec - jak to wyglada? 22.05.09, 07:09
          jak czytam te wszystkie teksty to trochę się dziwię:
          najpierw decydujecie się być kochankami, a później wylewacie żale, że
          facet rezygnuje z takiego związku i pałacie zemstą. trochę to nienormalne. może
          lepiej nie być kochanką a przyjaciółką?
          • silmarwena Re: koniec - jak to wyglada? 04.06.09, 21:05
            hm... przyjaciolka?? chyba naduzywasz tego okreslenia. Przyjazn to zwiazek
            budowany dlugo,wspolnym wysilkiem i w sposob zrownowazony. Nie da sie byc
            przyjacielem bardziej niz ta druga strona. A romans?? Przeciez nikt nie planuje
            ze to bedzie trwalo latami, ze sie pokocha kogos, kto tylko chce seksu, ze
            bedzie sie chcialo z tym kims byc. I potajemnie liczylo na wzajemnosc. Moze
            wstepujac w zwiazek z kims majacym zone- stala partnerke, warto pomyslec jak
            same czulybysmy sie jako zdradzane zony??
    • i_vovin Re: koniec - jak to wyglada? 29.05.09, 15:10
      Jak facet chce mieć przygodę na boku to bedzie sie ukrywal przed
      zona i jak grozi wpadka to podwinie ogon. Jak komu mało sexu - to
      niech bedzie przygodą na boku i sie nie dziwi, że taki koniec.
      Akurat dla mnie taki gość to raczej fajans...

      Jak facetowi naprawde w domu bardzo nie pasuje, a widoków na naprawe
      nie ma i poszukał kogos lepszego to w najgorszym razie po 1,5 roku
      spakuje walizki i wymieni kobitke na znaleziony - oby lepszy model.
      Takie zycie.

      A dla mnie jak kto tkwi w zawieszeniu 10 lat jedna dupa na dwóch
      koniach to palant i pierdoła. Dotyczy to Pań i Panów.
      Miłość nie wybiera , mozna i w pierdole sie zakochac tylko po co?

      Lepiej iść do terapeuty i powiedzieć: ciagle zakochuje sie w
      pierdołach. Może pomoże.

      • pietrucha8014 Re: koniec - jak to wyglada? 30.05.09, 10:49
        niestety w wiekszosci przypadkow tak to wyglada Kochanka, bez ktorej mezczyzna,
        jak sam deklaruje, nie jest w stanie zyc, i kiedy ona chce odejsc nie pozwala
        jej na to, w mgnieniu oka staje sie nikim jezeli tylko pojawia sie zagrozenie ze
        narzeczona, partnerka, zona cos podejrzewa.
        Sama przez to przeszlam, probowalalm to skonczyc ale to nie jest latwe, kiedy
        ten zajety mezczyzna jest twoja jedyna radoscia w zyciu- i dobrze o tym wie - i
        nie pozwala tobie odejsc.
        Koniec natomiast przyszedl niespodziewanie, w zasadzie nie wiem kiedy bo mi nie
        oznajmil, nie raczyl wyjasnic takze dlaczego nie chce mnie widziec. Tak po
        prostu z dnia na dzien. Na moje pytanie dlaczego uzyskalam odpowiedz, ze to jego
        prywatne zycie i mam sie nie wtracac.
        I ja nie mam zalu dla niego o ten koniec, bo wiedzialam, ze predzej czy pozniej
        to nastapi, ale fakt ze potraktowal mnie w ten sposob boli niesamowicie.
        Jedyne co dal mi ten zwiazek, to poczucie ze jestem zalosna, ze nie potrafilam
        powiedziec zajetemu facetowni nie i naiwna, ze wierzylam ze dla niego cos znacze.
        Dodam,ze znalismy sie 4 lata a nasz romans trwal 6 m-cy
        Juz troszke czasu minelo, a ja ni potrafie do konca sobie z tym poradzic. Boli
        to , ze ktos dla ciebie bardzo wazny, po prostu bawil sie toba.


        • ta Re: koniec - jak to wyglada? 30.05.09, 23:45
          pietrucha8014 napisała:

          > Koniec natomiast przyszedl niespodziewanie, w zasadzie nie wiem
          kiedy bo mi nie
          > oznajmil, nie raczyl wyjasnic takze dlaczego nie chce mnie
          widziec. Tak po
          > prostu z dnia na dzien. Na moje pytanie dlaczego uzyskalam
          odpowiedz, ze to jeg
          > o
          > prywatne zycie i mam sie nie wtracac.

          Bardzo prawidłowo, pan prawdopodobnie miał nie pierwszy już romans i
          opracowaną technikę pozbycia się zużytej kochanki.Całkiem słusznie
          polecił ci trzymać się z dala od swojego prywatnego życia. Pokazał
          ci twoje miejsce i brak szacunku. Szanuj się sama, potem wymagaj
          sacunku od innych.

          > I ja nie mam zalu dla niego o ten koniec, bo wiedzialam, ze
          predzej czy poznie
          > j
          > to nastapi, ale fakt ze potraktowal mnie w ten sposob boli
          niesamowicie.

          Jak ten pan traktował swoją zonę wdając się w relację z tobą ani
          chwili cię w czasie romansu nie martwiło, prawda? Skąd brałaś
          przekonanie,że skoro żonę traktował podle, to ciebie powinien
          inaczej?

          > Jedyne co dal mi ten zwiazek, to poczucie ze jestem zalosna, ze
          nie potrafilam
          > powiedziec zajetemu facetowni nie i naiwna, ze wierzylam ze dla
          niego cos znacz
          > e.

          Powiel te wnioski i wklejaj częściej na forum, bo gdy tak oceniam
          romanse spotyka mnie tutaj ostra krytyka smile
          Coś tam dla niego znaczyłaś, z pewnością jednak nie to, co byś sobie
          życzyła ...

          > Dodam,ze znalismy sie 4 lata a nasz romans trwal 6 m-cy
          > Juz troszke czasu minelo, a ja ni potrafie do konca sobie z tym
          poradzic. Boli
          > to , ze ktos dla ciebie bardzo wazny, po prostu bawil sie toba.
          >

          Teraz wobrazić sobie potrafisz uczucia zranionej żony, której to
          uczuciami bawiliście się oboje? Ciebie boli? Niech!
          Ta_

          • silmarwena Re: koniec - jak to wyglada? 04.06.09, 21:28
            Ta... mam wrazenie ze stoisz po drugiej stronie barykady... w okopach
            Trojcy Świetej, czyli wsrod skrzywdzonych zon. Rozumiem Twoj zal i
            gniew...ale jak dlugo nim ziejesz, tak dlugo on niszczy ciebie. Moze
            czas bys cos zrobila ze swoim zyciem?? Np. terapia, albo rozwod i terapia??
            Zadne slubu i przysiegi nie gwarantuja nam wiernosci. Zupelnie nie pojmuje
            dlaczego jak tepe kretynki w to wierzymy. Zamiast bajek z zakonczeniem ''i
            zyli dlugo i szczesliwie'' warto poczytac o biologii zwiazkow homo sapiens.
            • ta Re: koniec - jak to wyglada? 06.06.09, 00:23
              silmarwena napisała:

              > Ta... mam wrazenie [...]

              Zgadza się, masz wrażenie, dodam , że nie odzwierciedla ono stanu faktycznego big_grin
              Ta_
              • dori-dora Re: koniec - jak to wyglada? 07.06.09, 14:29
                ciekawa jestem ta jakie byś miała poglądy w państwie islamskim gdybyś była
                którąś z kolei żoną?smile))ciekawa jestem czy też tak zapiekle broniłabyś koncepcji
                poligamicznego związkuwinkBTW nie zbaczaj z tematu wątku bo nie ty jesteś tutaj
                głównym centrum zainteresowania, a autorka wątku pyta się o rade osoby, które
                miały podobną jak ona sytuację a nie osoby, które mogą w tych kwestiach tylko
                teoretyzować w sposób namolnie moralizatorski. Cenniejsze są uwago od osób,
                które były w podobnych sytuacjach jak autorka wątkuwink
                • ta Re: koniec - jak to wyglada? 07.06.09, 23:38
                  dori-dora napisała:

                  > ciekawa jestem ta jakie byś miała poglądy w państwie islamskim gdybyś była
                  > którąś z kolei żoną?smile))ciekawa jestem czy też tak zapiekle broniłabyś koncepcj
                  > i
                  > poligamicznego związkuwinkBTW nie zbaczaj z tematu wątku [...]

                  Wtrącasz się pomiędzy wódkę i zakąskę niepotrzebnie( odpowiedziałam na post
                  kierowany bezpośrednio do mnie).

                  Twoje pytanie powyżej cytowane skierowane do mnie o to jakbym żyła, gdybym była
                  dziadkiem, jest oczywiście jak najbardziej w temacie wątku wink.
                  Jak cie swędzi, to się podrap, niekoniecznie musisz pisać teksty do Tej smile
                  Ta_

                  P.S. Nie bronię "świętości " związków, bronię uczciwości w związkach. Wystarczy
                  czytać ze zrozumieniem, może trzeba kilkukrotnie i wolniej wink
                  • dori-dora Re: koniec - jak to wyglada? 08.06.09, 00:17
                    Nie bronię "świętości " związków, bronię uczciwości w związkach. Wystarczy
                    > czytać ze zrozumieniem, może trzeba kilkukrotnie i wolniej wink
                    - ależ broń sobie tej uczciwości w związkach (zwłaszcza swoim) ale te twoje
                    posty są dobre do forum : mężatki, małżeństwa a nie kochanki bo tu nie ma mowy o
                    problemach w małżeństwie. tzn. pisać możesz sobie gdzie chcesz ale jaki jest
                    sens takiej "krucjaty" umoralniającej?przecież i tak to co napiszesz nie ma
                    wpływu na czyjeś postępowanie. A jest jeszcze forum mężczyźni tam jest dobrze
                    zajrzeć, żeby umoralnić panówsmile))to oni przecież lecą na babkismile)
                    • ta Re: koniec - jak to wyglada? 10.06.09, 00:14
                      > Jak cie swędzi, to się podrap, niekoniecznie musisz pisać teksty do Tej smile
                      > Ta_

                      Musisz kilka razy i wolniej, jestem pomocna wink
                      Ta_
                      • dori-dora Re: koniec - jak to wyglada? 10.06.09, 01:38
                        rzeczywiście nie muszę do ciebie pisaćsmile)))trochę tylko śmieszą mnie teksty
                        wielkiej teoretyczki bo rozumiem jeżeli ktoś pisze z autopsji ale takie paplanie
                        nie poparte doświadczeniem żadnym?nie ma chyba sensu tym bardziej, że nie działa!
      • silmarwena Re: koniec - jak to wyglada? 04.06.09, 21:19
        brawo!!! nie przypadkiem zakochujemy sie w pierdolach, swiniach, czy
        skrzywdzonych misiaczkach. Polecam ksiazke Robin Norwood, Kobiety, ktore
        kochaja za mocno. Na zachete wklejam wstep (fragment) do tej ksiazki...

        Jeżeli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli z bliskimi
        przyjaciółmi rozmawiamy głównie o nim, o jego prob­lemach, jego myślach, jego
        uczuciach; jeżeli prawie każda nasza wypowiedź rozpoczyna się słowem „on",
        kochamy za bardzo.
        Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego
        usposobienia, wybuchów złości kładąc wszystko na karb nieszczęśliwego
        dzieciństwa; jeżeli staramy się być terapeutą, kochamy za bardzo.
        Jeżeli w trakcie lektury jakiegoś poradnika zakreślamy ustępy, które mogą okazać
        się mu przydatne, kochamy za bardzo.
        Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy, że
        zechciałby się dla nas zmienić, gdybyśmy tylko były dość atrakcyjne i czułe,
        kochamy za bardzo.
        Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonal­ną, a nawet
        nasze zdrowie i bezpieczeństwo, kochamy z pewnością za bardzo.
        Choć bolesne i rozczarowujące, kochanie za bardzo jest udziałem tylu kobiet, że
        niemal uwierzyłyśmy, iż tak właśnie musi wyglądać intymny układ z mężczyzną.
        Większość z nas kochała za bardzo przynajmniej raz w życiu, a dla wielu stało
        się to powracającym wątkiem w biografii. Części z nas obsesja na tle partnera i
        wzajemnych stosunków wręcz uniemożliwia normalne funkcjonowanie,
        W niniejszej książce przypatrzymy się bacznie przyczynom, dla których masa
        kobiet — szukając kogoś, kto by je kochał — zdaje się nieuchronnie trafiać na
        partnerów zimnych i szkodliwych. Postarajmy się wyjaśnić, dlaczego wiedząc już,
        że związek nie zaspokaja naszych potrzeb, nie potrafimy położyć mu kresu.
        Pokażemy również, jak miłość przeradza się w miłość przesadną, gdy partner
        okazuje się nieodpowiedni, obojętny lub nieprzystępny, a my nie umiemy się z nim
        pożegnać, ponieważ tym bardziej nas do niego ciągnie. Zrozumiemy wówczas, jak
        nasza potrzeba miłości, nasza tęsknota za miłością, a wreszcie sama miłość staje
        się nałogiem.

        mam nadzieje, ze kilka z was poczuje sie zaciekawiona tym wstepem.
        • czaplabezzurawia Re: koniec - jak to wyglada? 04.06.09, 21:41
          To ja od siebie mogę polecić do poczytania kiążkę dra Howarda M. Halperna "Uzależnienie od partnera". Dotyczy ogólnie toksycznych związków, ale cały jeden rozdział poświęcony jest związkom kochanka-żonaty i kochanek-mężatka. I ogólnie sporo mądrych rzeczy na temat związków i miłości.

          Mi troszkę pomogło.
        • mola1971 Re: koniec - jak to wyglada? 04.06.09, 21:42
          Czytałam tą książkę i również polecam. Dała mi dużo do myślenia i bardzo dużo w
          moim podejściu do innych ludzi (nie tylko mężczyzn, ale również dzieci,
          rodziców, współpracowników etc.) zmieniła. A kobietom, które po lekturze tej
          książki nadal wdają się w różne chore emocjonalnie związki czy inne relacje
          między;udzkie polecam... ponowną lekturę tej książki. I tak aż to skutku wink

          Polecam również:
          merlin.pl/Toksyczne-zwiazki-Anatomia-i-terapia-wspoluzaleznienia_Pia-Mellody/browse/product/1,630897.html
    • inesitaa Re: koniec - jak to wyglada? 21.06.09, 09:34
      Lepiej by było jakby skamlał i błagał o wybaczenie? Tłumaczył
      godzinami i wydzwaniał? Łatwiej? To jak zrywanie plastra - wybrał
      najdoskonalszą metodę z mozliwych. Pozdrawiam
    • inesitaa Re: koniec - jak to wyglada? 21.06.09, 09:49
      O popatrz, tuz obok był post dziewczyny, której facet nie umiał tak
      ot radosnie i entuzjastycznie porzucić:
      forum.gazeta.pl/forum/w,30835,96528080,96528080,kazdy_ma_swoja
      _historie_mam_i_ja_.html
    • kochzona Re: koniec - jak to wyglada? 04.08.09, 11:24
      a co? lepiej byłoby , gdyby postapił tak z żoną???????
      Nie pomyślałaś co z nią, to los dał Ci odpowiedż.
      Kto igra z ogniem musi sie poparzyć , tylko dlaczego cierpią
      niewinni?????
    • monalissaa Re: koniec - jak to wyglada? 04.08.09, 17:07
      Moj szanowny kochanek na trzy dni wczesniej mi sie oswiadczyl, bedac
      zonytym a wlasciwie w trakcie rozwodu, jak mowil. No wiec,
      jako "narzeczona", tak, tak z pierscionkem w szufladzie,
      spowodowalam, ze ten radosny dla nas fakt zareczyn dotarl do jego
      zony. I zrobilo sie mniej wesolo. Najpierw on sie wsciekl, ze niby
      chcial jej powiedziec "potem". Po czym, tego nie sprecyzowal. Potem
      dzwonila ona wyzywajac mnie od dziwek ( jakbym to ja sie
      oswiadczyla), opowiadajac mi o wymyslonych romasach wlasnego meza,
      po czym, po kilku dniach dzwonila znowu, zeby te romanse odwolac. I
      tak troche trwalo. Potem nastapila cisza a potem szanowny pan zaczal
      odkrecac tym razem umie. Dzis dziekuje Bogu, ze mnie wtedy moj
      zonaty narzeczony rzucil. Taki palant w nim siedzial, ze o lepszego
      trudno. Kiedys by i tak wylazlo, ale mnie ominela ta "przyjemnosc"
      • ta Re: koniec - jak to wyglada? 05.08.09, 22:07
        monalissaa napisała:

        > Moj szanowny kochanek na trzy dni wczesniej mi sie oswiadczyl, bedac
        > zonytym a wlasciwie w trakcie rozwodu, jak mowil. No wiec,
        > jako "narzeczona", tak, tak z pierscionkem w szufladzie,
        > spowodowalam, ze ten radosny dla nas fakt zareczyn dotarl do jego
        > zony

        Jak można zaręczać się z żonatym? Ot, durak, jak mawiano w stronach rodzinnych big_grin
        Ta_
        • monalissaa Re: koniec - jak to wyglada? 15.08.09, 16:42
          Ot, durak, jak mawiano w stronach rodzinnych
          ........................
          Tym jednym zdaniem wyjasnilas wszystko "ta". W moich stronach
          rodzinnych nie znano tego powiedzenia. U nas mawiano: "chocbys
          chlopu nogi do kolan obcial, to mu i tak sloma z kaloszy wylezie"
          Predzej, czy pozniej, "ta", predzej czy pozniej....
          Monalissaa

          • ta "zaręczyć się" z żonatym kochankiem 16.08.09, 12:23
            Monalissaa, a jak mówiono w twoich stronach na zamężne panie, które "zaręczały
            się" z żonatymi kochankami? Sądzę, że tak samo, jak i w moich ;D
            Ta_
            P.S. Pierścionek oddałaś już żonie kochanka, wszak z ich majątku wspólnego był
            zakupiony? Pamiętaj, że jesteś dłużnikiem żony swojego kochanka ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja