klamerkaa
17.05.09, 07:42
No i też tu się znalazłam. Mogłam to przewidzieć. Starszy o 13 lat
mężczyzna. Żona i dziecko. I ja w tym bagienku. Gdzieś między
popołudniową kawą a zachodem słońca... Wiedziałam, że to nie wypali.
I broniłam się jak tylko mogłam przed uczuciem. Nie chciałam
romansu. Nie miałam zamiaru okradać żony z męża, a dziecka z ojca. A
on taki cierpliwy. Przychodził i pytał. Nie zrażały go odmowy. Nie
zniechęcał się. Pozwolił uwierzyć, że jestem kimś na kogo czekał
całe życie. I odszedł pod nie przemawiającym do mnie pretekstem, gdy
już w to uwierzyłam.
Czekam z telefonem w ręku. Może zadzwoni? Nasłuchuję pukania do
drzwi. Może przyjdzie? Cisza! Jaka straszna cisza!!!
I umieram z tęsknoty. I z bólu. I ze wstydu za własną naiwność. I z
miłości umieram. Bo go kocham...