ja też...

17.05.09, 07:42
No i też tu się znalazłam. Mogłam to przewidzieć. Starszy o 13 lat
mężczyzna. Żona i dziecko. I ja w tym bagienku. Gdzieś między
popołudniową kawą a zachodem słońca... Wiedziałam, że to nie wypali.
I broniłam się jak tylko mogłam przed uczuciem. Nie chciałam
romansu. Nie miałam zamiaru okradać żony z męża, a dziecka z ojca. A
on taki cierpliwy. Przychodził i pytał. Nie zrażały go odmowy. Nie
zniechęcał się. Pozwolił uwierzyć, że jestem kimś na kogo czekał
całe życie. I odszedł pod nie przemawiającym do mnie pretekstem, gdy
już w to uwierzyłam.
Czekam z telefonem w ręku. Może zadzwoni? Nasłuchuję pukania do
drzwi. Może przyjdzie? Cisza! Jaka straszna cisza!!!
I umieram z tęsknoty. I z bólu. I ze wstydu za własną naiwność. I z
miłości umieram. Bo go kocham...
    • fam.me [...] 17.05.09, 08:34
      Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
    • dori-dora Re: ja też... 17.05.09, 13:14
      ale ja nie rozumiem a czemu zaraz się zakochiwałaś?i umierasz z tęsknoty? nie
      mogłaś kochanka wykorzystać? jeszcze oprócz przyjemności miałabyś jakieś
      korzyści. Jak facet był namolny to trzeba było znaleźć okazje żebyś i Ty tez z
      tego miała jakieś korzyści. Nie wiem czemu wy dziewczyny takie głupie jesteście?
      Nie płakać, nie załamywać rąk nad dupkami tylko ICH WYKORZYSTAĆ na maksa!
      Kierujcie się w życiu rozumem a nie emocjami. Wtedy będziecie zadowolone.
      A swoją droga jak tak opierałaś się z tymi odmowami to jakbyś gościowi
      powiedziała:"SPIERd.....!" to chyba by to zrobił. Jakoś trudno mi znaleźć
      współczucie dla takich ślamazarnych kobitek!
      trzymaj się i na drugi raz jak trafisz na żonatego dupka to WYKORZYSTAJ GO!a
      potem kopnij w d...!
      • velvetbelly Re: ja też... 17.05.09, 20:17
        wiesz co - kobiecie schlebia to ze facet o nia zabiega pomimo trudnosci (w tym przypadku zona i dzieci), czuje sie wyjatkowa, zdobywana
        a gdy jeszcze trafi to w taki moment w jej zyciu, ze tego naprawde potrzebuje, to naprawde wystarczy chwila, zeby sie zadurzyc (nie mylic z miloscia, choc zadurzenie jest jeszcze gorsze w poczatkowym etapie)
        a facet zdobyl, zaliczyl, moze boi sie konsekwencji i zmyl sie, zeby przypadkiem nie zniszczyc swojego dotychczasowego zycia
        wiem z doswiadczenia o czym mowie, bo przezywam dokladnie to samo
        zniknal jakis miesiac temu, najgorszy byl pierwszy tydzien, bo caly czas mialam nadzieje, teraz jej juz nie mam - teraz mam fale zlosci, rozzalenia, tesknoty.... ale caly czas udalo mi sie nie probowac skontaktowac sie z nim

        i oczywiscie - mozna jak dori-dora probowac wykorzystac takiego faceta z zimna krwia, ale my myslimy emocjami, a oni penisem - tym bardziej ze jak rozumiem on jest sporo starszy a ty mloda i jeszcze nie uodporniona na takich balwanow...
        powodzenia smile trzymaj sie!
        najgorszy jest pierwszy tydzien, a potem dni zaczynaja biec coraz szybciej...
        • klamerkaa Re: ja też... 17.05.09, 23:18
          Sytuacja jest trochę inna - on powiedział żonie, że się we mnie
          zakochał. Wiem to, bo zaraz do mnie przybiegła miałcząc, żebym nie
          niszczyła jej życia.
          • dori-dora Re: ja też... 18.05.09, 00:28
            Sytuacja jest trochę inna - on powiedział żonie, że się we mnie
            > zakochał. Wiem to, bo zaraz do mnie przybiegła miaucząc, żebym nie
            > niszczyła jej życia.
            - o! wbrew temu co by się wydawało jesteś osobą z zasadami chociaż tak myślę, że
            w tej sytuacji w której się znalazłaś każdy jest w jakimś sposób pokrzywdzony:
            Ty bo kochasz ale nie chcesz rozbijać rodziny, żona bo za wszelką cenę chce mieć
            męża bo mają dziecko no i Twój wybranek, który jest rozdarty pomiędzy uczuciem a
            lojalnością. Najgorsze ze nie ma idealnego wyjścia z takiej sytuacji, ktoś
            zawsze zostanie skrzywdzony...Hm. W sumie Tobie się nie dziwię bo człowiek jest
            tylko człowiekiem a nie maszyną i ma uczucia.....A życie wbrew temu co piszą tu
            wszelkiej maści moralizatorki nie jest czarno-białe. Dlatego uważam, że lepiej
            mieć romans z facetem na jasnych zasadach lecz sama zdaje sobie niestety
            doskonale sprawę, że istnieje zbyt cienka linia pomiędzy takim sobie czystym
            układem a zakochaniem się.
            I co dajesz sobie jakos radę?
            • klamerkaa Re: ja też... 18.05.09, 09:28
              Jest ciężko. Bardzo bardzo. Duszę w sobie łzy. Nie mogę spać.
              Wypełniam czas głupotami. Żeby tylko nie myśleć. Choć przez chwilę.
              A żeby nie było mi zbyt łatwo zapomnieć, to na domiar złego -
              pracujemy razem. A co gorsze - on jest moim szefem. Wiem jak to
              wygląda. Sama na trzeźwo oceniam to podobnie. Tylko niestety -
              jestem jeszcze pod wpływem "upojenia" (czy jak to nazwać) Na
              szczęście możemy się unikać miesiącami. I myślę, że On będzie do
              tego dążył... Podejrzewam, że też nie jest mu łatwo.
              W jaką ja się wpakowałam patologię emocjonalną!!! Aż trudno
              uwierzyć!!! Pozdrawiam wszystkich. Paa
              • ta Re: ja też... 18.05.09, 12:49
                klamerkaa napisała:

                >[...] W jaką ja się wpakowałam patologię emocjonalną!!! Aż trudno
                > uwierzyć!!!

                Wystarczy za cały komentarz, z poprawką, że uwierzyć nietrudno
                Ta_
                • dori-dora Re: ja też... 18.05.09, 14:05
                  W jaką ja się wpakowałam patologię emocjonalną!!! Aż trudno
                  > > uwierzyć!!!
                  >
                  > Wystarczy za cały komentarz, z poprawką, że uwierzyć nietrudno
                  > Ta_

                  -ale ja podziwiam "klamerkę", że jednak nie myśli o sobie li tylko w całej tej
                  sytuacji ale nie chce komuś burzyć rodziny. a swoją drogą to facet jest sporo
                  winny bo...ale cóż jak wchodzą w grę emocje to jednak trudno kierować się
                  rozumem, zasadami słuszności etc. trzymaj się klamerka, myśl pozytywnie i jak
                  już z czasem zapomnisz to nie staraj się więcej pakować w tego typu sytuacje.
                  pozdrawiam ciepło
                  • ta Re: ja też... 18.05.09, 23:21
                    dori-dora napisała:

                    > -ale ja podziwiam "klamerkę", że jednak nie myśli o sobie li tylko w >całej tej
                    > sytuacji ale nie chce komuś burzyć rodziny.

                    No nie, ludzie, co z wami?
                    Jak ktoś nie chce komuś burzyć rodziny, to nie oferuje usług seksualnych "na
                    boku" jednemu z małżonków, to takie proste przecież jest.
                    Ta_
                    Nie chce burzyć i zostaje kochanką
                    • dori-dora Re: ja też... 24.05.09, 21:43
                      -ale ja podziwiam "klamerkę", że jednak nie myśli o sobie li tylko w >
                      > ;całej tej
                      > > sytuacji ale nie chce komuś burzyć rodziny.
                      >
                      > No nie, ludzie, co z wami?
                      > Jak ktoś nie chce komuś burzyć rodziny, to nie oferuje usług seksualnych "na
                      > boku" jednemu z małżonków, to takie proste przecież jest.
                      > Ta_
                      > Nie chce burzyć i zostaje kochanką

                      - nie przeczytałaś uważnie postu klamerki. Przecież pisała, że to facet ją
                      namawiał, a nie ona zaoferowała mu "usługi seksualne". I to facet miał gdzieś
                      swoją rodzinę, jeżeli złożył taką propozycję.
                      • ta Re: ja też... 25.05.09, 14:12
                        dori-dora napisała:
                        > - nie przeczytałaś uważnie postu klamerki. Przecież pisała, że to
                        facet ją
                        > namawiał, a nie ona zaoferowała mu "usługi seksualne". I to facet
                        miał gdzieś
                        > swoją rodzinę, jeżeli złożył taką propozycję.

                        Czytam bardzo uważnie smile
                        Facet nie składa propozycji seksualnych na oślep, w sklepie,
                        restauracji, spacerze i operze, chyba, że chamem jest i to napranym.
                        Składa takie propozycje, gdy zauważy zachetę ze strony kobiety. Nie
                        przekonasz mnie, że nagabywane są takimi propozycjami kobiety
                        nagminnie, oraz, że jeśli nawet tak się zdarzy, to obliguje je to do
                        zwrotnego OFIAROWANIA usług seksualnych, o które zostały poproszone.

                        Jeśli pan żonaty składa taką propozycję osobie trzeciej, to ma w
                        nosie lojalność i uczciwość wobec swojej żony, lub nie zna tych
                        pojęć,powiedzmy oględniema marny charakter, ale niekoniecznie
                        znaczy, że nie zależy mu na własnej rodzinie, po prostu nie
                        przewiduje skutków romansu, gdy ma na niego ochotę.
                        Ta_


                        • lu_bella Re: ja też... 27.05.09, 09:12
                          ta napisała:


                          >
                          > Czytam bardzo uważnie smile
                          > Facet nie składa propozycji seksualnych na oślep, w sklepie,
                          > restauracji, spacerze i operze, chyba, że chamem jest i to napranym.
                          > Składa takie propozycje, gdy zauważy zachetę ze strony kobiety.

                          Noooo średniowiecze ! surprised
                          Wg. tego rozumowania gwałciciel też jest zachęcany sad............żenada totalna sad


                          Nie
                          > przekonasz mnie, że nagabywane są takimi propozycjami kobiety
                          > nagminnie,

                          A może to zależy od atrakcyjności kobiety i Ty dlatego nie spotkałaś się z tym ? wink


                          oraz, że jeśli nawet tak się zdarzy, to obliguje je to do
                          > zwrotnego OFIAROWANIA usług seksualnych, o które zostały poproszone.
                          >
                          > Jeśli pan żonaty składa taką propozycję osobie trzeciej, to ma w
                          > nosie lojalność i uczciwość wobec swojej żony, lub nie zna tych
                          > pojęć,powiedzmy oględniema marny charakter, ale niekoniecznie
                          > znaczy, że nie zależy mu na własnej rodzinie, po prostu nie
                          > przewiduje skutków romansu, gdy ma na niego ochotę.
                          > Ta_

                          I w drugą stronę......Kobieta wdająca się w romans niekoniecznie chce rozwalać rodzinę i niekoniecznie musi przewidzieć skutki romansu uncertain
                          Czemu notorycznie usprawiedliwiasz czy chociażby tłumaczysz postępowanie facetów ?
                          Facet to tylko facet uncertain i ja to wiem, ale może w niektórych kobietach jest więcej pierwiastka męskiego niż Ty możesz zaakceptować.Zacznij i te kobiety tłumaczyć ( wiem że nie chwalisz, ale usprawiedliwiasz ) jak nieszczęsnych, zniewolonych chłopów uncertain
                          >
                          >
                          • dori-dora Re: ja też... 27.05.09, 11:29
                            lu_bella właśnie o to mi chodziło. o to usprawiedliwianie wieczne facetów i
                            traktowanie ich jak twory bez zwojów mózgowych. Składanie propozycji seksualnych
                            - gdyby ta miała w tym zakresie doświadczenie to by wiedziała, że takie historie
                            następują za zgodą obydwu stron i spontanicznie a nie na zasadzie jednostronnego
                            składania propozycji seksualnych. Nie usprawiedliwiam kochanek ale i kochanków
                            też. jak wskazuje historia klamerki to nie ona obiecywała komuś wierność i
                            miłość a facet. I nie ona powinna czuć się winna. A poza tym jeżeli nie zna się
                            żony faceta to wyobrażenie sprawiania komuś krzywdy jest tylko abstrakcją. Ta w
                            swoim rozumowaniu nie bierzesz pod uwagę faktu, że człowiek ma naturę
                            poligamiczną i zapewne każdy kto składa przysięgę małżeńską wierzy, że jej
                            dotrzyma ale niekiedy życie weryfikuje te wierzenia z takich czy innych względów
                            (kryzys małżeński, znudzenie, spowszednienie etc)
                            • ta Re: ja też... 27.05.09, 17:05
                              dori-dora napisała:

                              >jak wskazuje historia klamerki to nie ona obiecywała komuś
                              >wierność i
                              > miłość a facet. I nie ona powinna czuć się winna.

                              Pokrętna bzdura. Współudział w oszukiwaniu to wina w kategoriach
                              moralnych. Pewnie nie rozumiesz.

                              >A poza tym jeżeli nie zna się
                              > żony faceta to wyobrażenie sprawiania komuś krzywdy jest tylko
                              >abstrakcją.

                              Dla betonu emocjonalnego z pewnością.

                              Ta w
                              > swoim rozumowaniu nie bierzesz pod uwagę faktu, że człowiek ma
                              naturę
                              > poligamiczną i zapewne każdy kto składa przysięgę małżeńską
                              wierzy, że jej
                              > dotrzyma ale niekiedy życie weryfikuje te wierzenia z takich czy
                              >innych względów
                              > (kryzys małżeński, znudzenie, spowszednienie etc)

                              Dziwne, że o naturze człowieka jakoby poligamicznej ( podaj badania)
                              przekonują się co poniektórzy dopiero po zawarciu małżeństwa.
                              Ty uświadomiona wcześniej unikaj małżeństwa jak ognia wink lub bądź
                              wyrozumiała dla odkryć przyszłego małżonka.
                              Ta_



                              • lancelotta Re: ja też... 27.05.09, 19:44
                                Wspoludzial w oszustwie....itp.

                                Nikt tu nie pretenduje do miana swietej.Nie osadzaj, nikt nie ma
                                takiego prawa.
                                Zdradza sie wtedy, kiedy udaje sie milosc przed mężem,wmawia, ze
                                niczego w zwiazku nie brakuje.
                                Moze taka wystepna milosc, to jedyna szansa, zeby ktos
                                przytulil,troszczyl sie, interesowal. Moze daje sile i wiare w
                                siebie.Moze jest na chwile, ale te chwile to pelnia zycia, ktore sie
                                wspomina z czuloscia.
                                Nie rozumiesz? Wlasnie myslac o zonie i dzieciach nie żąda sie
                                wielkich deklaracji. To tez beton uczuciowy?
                                A po co zaczynac? To sie dzieje poza swiadomoscia, uniesienie,
                                zachwyt, jak narkotyk.
                                Ktos da medal, ze zachowa sie nikomu niepotrzebna wiernosc po grob?
                                Bo sie jest wlasnoscia obcego juz faceta, albo kobiety?
                                Ta_ , moze jestes istota gleboko moralna, ale nie ma ludzi
                                krysztalowych.

                                Powiedzialas wielokrotnie , ze to be. Starczy.
                                • ta Re: ja też... 27.05.09, 21:53
                                  lancelotta napisała:

                                  > Wspoludzial w oszustwie....itp.
                                  >
                                  > Nikt tu nie pretenduje do miana swietej.Nie osadzaj, nikt nie ma
                                  > takiego prawa.

                                  Komentuję to, co piszą inni, wyrażam swoje poglądy, nazywaj to
                                  sobie, jak chcesz.Ty zgodnie ze swoją filozofią nie masz prawa
                                  osądzać mnie, tak sądzę wink

                                  > Zdradza sie wtedy, kiedy udaje sie milosc przed mężem,wmawia, ze
                                  > niczego w zwiazku nie brakuje.

                                  Czyli u podstawy zdrady jest kłamstwo, tak, czy nie ?
                                  Po co oszukiwać współmałżonka? Nie ma miłości, są braki w związku,
                                  których nie da się/nie chce się naprawić, to zakończyć związek,
                                  pięknie podziękować i ruszyć w nową drogę. Po co dokładać do takiego
                                  pakietu jeszcze kolejne oszustwa. Nie twierdzę, że może kogoś trafić
                                  Amor, ale niechże będzie uczciwy wobec siebie i żony/męża.


                                  > Moze taka wystepna milosc, to jedyna szansa, zeby ktos
                                  > przytulil,troszczyl sie, interesowal. Moze daje sile i wiare w
                                  > siebie.Moze jest na chwile, ale te chwile to pelnia zycia, ktore
                                  >sie
                                  > wspomina z czuloscia.
                                  > Nie rozumiesz?

                                  Nie rozumiem smile Chwile, jak sam piszesz, nazywać "pełnią życia" ale-
                                  jakie życie, taka i jego pełnia...

                                  >Wlasnie myslac o zonie i dzieciach nie żąda sie
                                  > wielkich deklaracji. To tez beton uczuciowy?

                                  Owszem, beton nad betony.

                                  > A po co zaczynac? To sie dzieje poza swiadomoscia, uniesienie,
                                  > zachwyt, jak narkotyk.

                                  Tak, oczywiście smile Wiele osób nas w życiu zachwyci i uniesie, wobec
                                  tego romans usprawiedliwia się automatycznie, narkotyk, to narkotyk,
                                  jasne.

                                  > Ktos da medal, ze zachowa sie nikomu niepotrzebna wiernosc po grob?

                                  Jeśli wierność małzonkom zdaje się być niepotrzebna, to po co ślub i
                                  przysięgi małżeńskie? Żyjesz dla medali?

                                  > Bo sie jest wlasnoscia obcego juz faceta, albo kobiety?

                                  Nikt nie jest niczyją własnością i nie z tego względu należy być
                                  uczciwym wobec osoby, z którą się żyje i której składało się
                                  przyrzeczenie małżenskie. Co z człowiekiem, który łamie słowo dane w
                                  jednej z ważniejszych chwil w swoim życiu?

                                  > Ta_ , moze jestes istota gleboko moralna, ale nie ma ludzi
                                  > krysztalowych.

                                  smile ( ja nie wink

                                  > Powiedzialas wielokrotnie , ze to be. Starczy.

                                  Oczywiście posłucham big_grinDDD
                                  Ta_
                              • dori-dora Re: ja też... 28.05.09, 15:40
                                Dziwne, że o naturze człowieka jakoby poligamicznej ( podaj badania)
                                > przekonują się co poniektórzy dopiero po zawarciu małżeństwa.
                                > Ty uświadomiona wcześniej unikaj małżeństwa jak ognia wink lub bądź
                                > wyrozumiała dla odkryć przyszłego małżonka.

                                - portalwiedzy.onet.pl/4868,25297,1559063,1,czasopisma.html
                                odpowiedź co do monogamii.
                                • ta Re: ja też... 29.05.09, 02:37
                                  dori-dora napisała:

                                  > - portalwiedzy.onet.pl/4868,25297,1559063,1,czasopisma.html
                                  > odpowiedź co do monogamii

                                  Prosiłam o badania naukowe.Wypowiedź jednego pana z tytułem, który
                                  wywodzi postawy poligamiczne mierząc wielkość penisów i jąder
                                  gatunków małp jakoś mnie nie przekonuje wink no i nie spełnia wymogów
                                  opracowania naukowego. Naukawe to opracowanie jakieś jest i onet też
                                  nie źródło jakby wink

                                  Jeśli ktoś ma przekonanie o swojej poligamiczności niechże nie wiąże
                                  się węzłem małżeńskim, który to węzeł zakłada monogamię.
                                  Proste jak drut i uczciwe. Każdą partnerkę niechaj o swych
                                  przekonaniach poligamicznych na dzień dobry informuje i w porzo.
                                  Ta_
                          • ta Re: ja też... 27.05.09, 16:12
                            lu_bella napisała:

                            > A może to zależy od atrakcyjności kobiety i Ty dlatego nie
                            spotkałaś się z tym
                            > ? wink

                            Otwartym tekstem, bez sygnałów przyzwolenia nagabuje cham i
                            rzeczywiście chamów umiałam i umiem trzymać z daleka big_grin. Stosujących
                            takie chwyty, jak ty powyżej, w szczególności.

                            > Kobieta wdająca się w romans niekoniecznie chce rozwalać
                            > rodzinę i niekoniecznie musi przewidzieć skutki romansu uncertain

                            lu, szczerze, szkoda czasu na dyskusję z tobą, gdy nie czytasz
                            tekstów sad Ja piszę o mężczyźnie żonatym wdającym sie w romans,
                            który nie ma zamiaru odchodzić od swojej rodziny. Per analogiam
                            można napisać o zamężnej kobiecie, gdy wdaje się w romans
                            pozamałżenski. Nie usprawiedliwiam, OPISUJĘ.
                            Ty zaś piszesz o kochance wchodzącej z pupskiem do cudzej sypialni,
                            która jakoby nie chce rozbić rodziny tę sypialnię urządzającej.

                            Czytaj proszę uważnie, bo w ten sposób rozmawiamy ty o kozie, ja o
                            wozie, nie po raz pierwszy zresztą...chyba, że chodzi o robienie
                            zadymy, gdy brak argumentów.

                            > Czemu notorycznie usprawiedliwiasz czy chociażby tłumaczysz
                            postępowanie facetó
                            > w ?

                            Dyskusja, jak i życie powinna być uczciwa.
                            NIGDY i NIGDZIE nie usprawiedliwiam facetów, przeciwnie. Nie używam
                            wprawdzie epitetów, bo nie mam w zwyczaju, ale wielokrotnie i do
                            znudzenia przedstawiam jednoznacznie negatywną opinię o
                            zdradzających panach.

                            > Facet to tylko facet uncertain i ja to wiem, ale może w niektórych
                            kobietach jest więc
                            > ej pierwiastka męskiego niż Ty możesz zaakceptować.Zacznij i te
                            kobiety tłumacz
                            > yć ( wiem że nie chwalisz, ale usprawiedliwiasz ) jak
                            nieszczęsnych, zniewolony
                            > ch chłopów uncertain

                            I to samo, co powyżej smile Oczywiście, że nie musisz znać mojej tu
                            całej tzw twórczości, ale piszesz na temat moich sądów po prostu
                            bzdury.
                            Dla zapamietaniasmile
                            Ta_ twierdzi, ze tak znaczy tak , nie znaczy nie, kłamstwo jest
                            kłamstwem, a adrada zdradą, oszust i krętacz jest oszustem i
                            krętaczem niezależnie od jego płci i konfiguracji rodzinnych.
                            Ta_

                            • lu_bella Re: ja też... 27.05.09, 21:59
                              ta napisała:

                              > lu_bella napisała:
                              >
                              > > A może to zależy od atrakcyjności kobiety i Ty dlatego nie
                              > spotkałaś się z tym
                              > > ? wink
                              >
                              > Otwartym tekstem, bez sygnałów przyzwolenia nagabuje cham i
                              > rzeczywiście chamów umiałam i umiem trzymać z daleka big_grin. Stosujących
                              > takie chwyty, jak ty powyżej, w szczególności.


                              Moment.......kto i gdzie napisał, że facet w chamski sposób jej coś proponował
                              ?? Ja odniosłam wrażenie, ze znali się wcześniej.
                              >

                              >
                              > lu, szczerze, szkoda czasu na dyskusję z tobą, gdy nie czytasz
                              > tekstów sad Ja piszę o mężczyźnie żonatym wdającym sie w romans,
                              > który nie ma zamiaru odchodzić od swojej rodziny. Per analogiam
                              > można napisać o zamężnej kobiecie, gdy wdaje się w romans
                              > pozamałżenski. Nie usprawiedliwiam, OPISUJĘ.

                              Nie opisujesz tylko OCENIASz uncertain
                              > Ty zaś piszesz o kochance wchodzącej z pupskiem do cudzej sypialni,
                              > która jakoby nie chce rozbić rodziny tę sypialnię urządzającej.


                              Jakby cudzy tyłek rozwalał małżeństwa to by ich prawie nie było. Małżeństwo
                              zaczyna rozwalać się wcześniej - I TU JEST PROBLEM sad
                              >
                              > Czytaj proszę uważnie, bo w ten sposób rozmawiamy ty o kozie, ja o
                              > wozie, nie po raz pierwszy zresztą...chyba, że chodzi o robienie
                              > zadymy, gdy brak argumentów.

                              Ależ ja mam argumenty, których Ty nie potrafisz zrozumieć i tyle sad Nie chcę
                              bronic zdrady, ale próbuję tych ludzi zrozumieć, może nauczyć się czegoś, może
                              uchronić siebie i innych przed błędami . Niestety bywa i tak, że kochanka
                              zostaje żoną. czemu nie bierzesz pod uwagę, że ktoś popełnił błąd wcześniej ??
                              Że z sobie wiadomych przyczyn pobrał się z nieodpowiednia osobą ?? Ludzie którzy
                              się dobrali nie będą się zdradzać, a ich małżeństwo będzie trwałe. Ludzie którzy
                              zdradzają w jakimś sensie dalej szukają. czy ty naprawdę uważasz że rozbić
                              małżeństwo można tylko zdradą ?? czy nieszczęśliwe małżeństwa które żyją bez
                              zdrad to szczyt szczęścia ?? Niestety pewne rzeczy wychodzą w praniu i nikt nie
                              jest w stanie ich przewidzieć, a czasem powstrzymać.
                              >
                              >
                              >
                              > Dyskusja, jak i życie powinna być uczciwa.
                              > NIGDY i NIGDZIE nie usprawiedliwiam facetów, przeciwnie. Nie używam
                              > wprawdzie epitetów, bo nie mam w zwyczaju, ale wielokrotnie i do
                              > znudzenia przedstawiam jednoznacznie negatywną opinię o
                              > zdradzających panach.


                              Ooooo dość rzadko sad
                              >
                              Oczywiście, że nie musisz znać mojej tu
                              > całej tzw twórczości, ale piszesz na temat moich sądów po prostu
                              > bzdury.
                              > Dla zapamietaniasmile
                              > Ta_ twierdzi, ze tak znaczy tak , nie znaczy nie, kłamstwo jest
                              > kłamstwem, a adrada zdradą, oszust i krętacz jest oszustem i
                              > krętaczem niezależnie od jego płci i konfiguracji rodzinnych.
                              > Ta_
                              >
                              Ooooo Ta_ wyrocznia sad
                              Amen.
                              • ta Re: ja też... 29.05.09, 02:40
                                lu_bella, mój trud dla ciebie daremny, albowiem nie nadanżasz...big_grin
                                Ta_
                                • lu_bella Re: ja też... 29.05.09, 07:24

                                  ta napisała:

                                  > lu_bella, mój trud dla ciebie daremny, albowiem nie nadanżasz...big_grin
                                  > Ta_

                                  Słowo honoru, że miałam nie dawać wciągnąć się w dyskusję z Tobą, ale Twoja megalomania już nawet nie irytuje a wręcz.....tongue_out
                                  Napisz na jakim cudem mogę za Tobą nie nadążać skoro już przeszłam ten etap ??? Wiesz jaka to sztuka tolerować ludzi, jeśli nie zgadzasz się z tym co robią ??? Jaka sztuka nie poniżać nawet wtedy, gdy wiesz , że robią złe rzeczy ???
                                  NIE WIESZ ! I tym się różnimy i to Ty nie dorosłaś jeszcze do pewnego etapu..........hmmm możesz nigdy nie dorosnąć...... , ale to Twój problem.....
                                  Szastanie tekstami (w górnolotnym stylu ;P) rzadko odnosi odpowiedni skutek. To tak jak z rodzicami......lepsi, bo lepiej nauczą, są ci którzy potrafią zrozumieć i wytłumaczyć. Ci którzy tresują dzieci ( mają monopol na nieomylność i "przyzwolenie" na skuteczne metody ) w swoim mniemaniu osiągają sukces. Ale tylko w swoim sad Ja takich ludzi nie lubię, dlatego "lubię" z nimi dyskutować.
                                  A teraz jeszcze do innego wątku....nie obchodzi mnie twoje szczęście, ani ciut, ciut, ale czemu wyżywasz się na innych ?? Czemu nie bierzesz pod uwagę, że się możesz mylić, źle oceniać ???Znam podobne typy.............wybacz, ale ja jestem szczera ( ten typ).......ty szczera ??hmmm między szczerością a chamstwem jest cienka granica i przekroczyłaś ją dawno ( mój typ wink )

                                  • ta Re: ja też... 29.05.09, 16:07
                                    Lu, tyle pary w gwizdek smile i jeszcze bardziej z tyłu...
                                    Myśleć, myśleć, myśleć" autor: Kermit
                                    Ta_
                                    • lu_bella Re: ja też... 30.05.09, 16:13
                                      ta napisała:

                                      > Lu, tyle pary w gwizdek smile i jeszcze bardziej z tyłu...
                                      > Myśleć, myśleć, myśleć" autor: Kermit
                                      > Ta_

                                      Zwracam honor sad
                                      Masz rację sad ja za Tobą nie nadĄżam sad
                                      Ale najważniejsze, że Ty "nadANżasz " za sobą............tongue_out
                                      • ta Re: ja też... 30.05.09, 22:54
                                        Bido jedna, nadal nie nadanżasz wink)))))))))))))))))))))))
                                        Ta_
                                        • lu_bella Re: ja też... 31.05.09, 11:21
                                          ta napisała:

                                          > Bido jedna, nadal nie nadanżasz wink)))))))))))))))))))))))
                                          > Ta_
                                          Nie dość, że opowiadasz stare żarty ( o kochance ) to jeszcze sypiesz tekstami gówniarstwa. Uwielbiam jak babony sypią na forum pseudo luzackimi tekstami ;D no a jak się znajdzie osoba która pochwali to wręcz fruwają w powietrzu big_grin Super........fruwaj i odfruń sad
                                          Usiłujesz swoje wywindować na wierzch. I wiesz co ??
                                          Jesteś żałosna sad i cieszę się, że nie mam z Tobą do czynienia w ŻADNEJ sferze życia.
                                          Na pożegnanie big_grin ----->kropeczkens.wrzuta.pl/audio/6YBhYB8bVOk/hey_-_niekoniecznie_o_mezczyznie
                                          big_grin na na na na na na.............I to chyba Twój tekst, że nie jesteś kimś kto może mnie obrazić big_grin
                              • daria_nowak Re: ja też... 21.07.09, 10:56
                                Lu_bella

                                Przeczytałam wszystko, co popełniłaś, wykasowane i widoczne. Chylę czoło. Mądra
                                i fajna z Ciebie babka.
                                • ta Re: ja też... 21.07.09, 14:55
                                  Rzeczywiście, jeśli ty chylisz czoło, to należy posty lu_belli przywrócić, nic
                                  prostszego prawda?
                                  Niech widzą i ocenią także inni, aczkolwiek wykasowany spór ów niczego mądrego
                                  do wątku, moim zdaniem, nie wniósł smile
                                  Witaj po przerwie, mam nadzieję, że zdrowie dopisuje
                                  Ta_
                                  • ta Mowię i mam :) 21.07.09, 15:10
                                    Dzięki, wszystkie posty już są na miejscu.
                                    Trwam w przekonaniu, po ponownym ich przeczytaniu, że decyzja o skasowaniu była
                                    słuszna smilePosty były personalne, z adremem wink nic wspólnego nie miały.
                                    Ta_
                                    • daria_nowak Re: Mowię i mam :) 20.08.09, 14:04
                                      Nie przywracałam wykasowanych przez Ciebie postów, więc moze jakiś chwilowy
                                      błąd? Ale chylę dalejsmile
          • ta Re: ja też... 18.05.09, 23:41
            klamerkaa napisała:

            > Sytuacja jest trochę inna - on powiedział żonie, że się we mnie
            > zakochał. Wiem to, bo zaraz do mnie przybiegła miałcząc, żebym nie
            > niszczyła jej życia.

            Pominę patologiczny brak uczuć wyższych u piszącej powyższe słowa.

            Czy twój kochanek podał swojej żonie twoje dane personalne wraz z adresem? Czy
            przygotował wam basen z kisielem i będzie sprzedawał bilety ? Żałosny facio i
            takaż kochanka. Żona może i trochę pomiaUczy, póki nie dotrze do niej, że może
            pozbyć się trutnia smile
            Ta_
          • i_vovin Re: ja też... 03.06.09, 23:03
            do mnie przybiegła miałcząc, żebym nie niszczyła jej życia.


            no nie... żenada...jaki wstyd!
            Tylko można z taktem odwrócić wzrok, żeby nie być świadkiem takiego poniżenia...
    • aleksandra.waleria Re: ja też... 22.05.09, 13:18
      rozumiem Cię doskonale... i niestety nie napiszę póki co nic, co mogłoby
      podnieść Cię na duchu. być może sam fakt, że przeżyłam to samo, będzie jakimś
      wsparciem.
      też się przed tym broniłam. też prosiłam, by dał spokój, bo nie jestem typem
      dziewczyny, który szuka przygód. zawsze twierdziłam, że nigdy nie umiałabym
      zostać kochanką. teraz wiem, że taka ostrość poglądów może czasem zawieźć. mnie
      również pozwolił uwierzyć, że czekał na mnie całe życie. pytał, gdzie byłam
      przez te wszystkie lata. wyprowadził się z domu. sprzedali z żoną mieszkanie. i
      co? wrócił. bo nie może żyć bez dziecka. chcę wierzyć, że to było powodem. chcę
      wierzyć, że ten czas nie był stracony. że uczucie było prawdzie. ale czytam
      wypowiedzi na tym forum, czytam, co piszą gdzie indziej mężczyźni i nie wiem już
      sama, jak na to patrzeć...
      nie mam chęci wstać rano z łózka. obłędnie czytam to forum ukradkiem w
      pracy,szukając... chyba zrozumienia; bo trudno jest nosić w sercu ciężar,
      którego nawet najbliżsi nie potrafią zrozumieć. przecież sama sobie winna
      jestem.wiedziałam, jakie ma zobowiązania, świadomie weszłam w związek z żonatym
      mężczyzną. uwierzyłam mu. przez cały czas trwania tego cierpiałam i radowałam
      się na przemian. zamykałam za nim drzwi, gdy wracał na noc do domu i zwijałam
      się z bólu - co ja wyprawiam?! posłuchałam serca tak samo jak on (wciąż chcę w
      to wierzyć)...
      teraz nie umiem normalnie żyć. nie umiem zaakceptować rzeczywistości. i boję
      każdego wieczoru, że kiedyś nie wytrzymam i zadzwonię i poniżając się, będę
      błagać o spotkanie...
      piszesz, że umierasz z bólu... nie wiedziałam wcześniej, jak nazwać ten stan. ja
      czuję jakby ktoś wykroił cząstkę mnie i kazał wrócić do "normalności". piszesz,
      że nasłuchujesz pukania, ja nie rozstaję się z telefonem. gdy podjedzie auto pod
      okno, wyglądam, czy to nie on. gdy dzwoni, zaciskam pięści, by dać po sobie
      poznać drżenia głosu, żalu i bólu.
      i naprawdę nie mam już siły. chciałabym schować się gdzieś, gdzie nie trzeba żyć...
      • aleksandra.waleria Re: ja też... 22.05.09, 13:23
        aha. zapomniałam dodać. tez pracujemy razem. nie jest moim zwierzchnikiem
        wprawdzie, ale widujemy sie codziennie. i znów trafiłaś w sedno - patologia.
        emocjonalna patologia....

        jeszcze mam pytanie - wierzysz mu, że kocha? że zostaje przy rodzinie, bo tak
        powinien? ale chciałby być z Tobą? bo ja już powoli przestaje w to wierzyć...
        • mariaeva Re: ja też... 24.05.09, 21:56
          Bo oto niestety nie jest prawda
          to tylko wymowka dla niego samego
          nasze zludzenie a jego wytarcie sumienia
          nie kochal jesli zostal tam

          ci co kochaja chca byc z tymi ktorych kochaja
          • klamerkaa Re: ja też... 28.05.09, 23:22
            Ale się tu burza rozszalała!

            U mnie trochę ucichło. Może właśnie przed burzą. On wrócił, a ja mu
            uległam. Choć obiecywałam sobie, że tego nie zrobię! Ale serce
            głuche jest na głos rozsądku. I oporne na wszelkie racjonalne
            argumenty.

            Samozagłada? Jak myślicie?
            • dori-dora Re: ja też... 30.05.09, 08:49
              może nie samozagłada bo nie wiadomo jak to się wszystko potoczy i może będziecie
              razem ale ja jednak na miejscu żony tego twojego faceta wystąpiłabym o rozwód.
              Nie wybaczyłabym gościowi i jeszcze wystąpiła o wysokie alimenty. Bo mimo
              wszystko to jednak nie fair z jego strony, dlatego pisałam że jeżeli chodzi o
              Ciebie to mogę Cię zrozumieć ale facet wydaje się zwykłym dupkiem.
            • aleksandra.waleria Re: ja też... 03.06.09, 11:35
              powiedz, czy jesteś pewna jego powrotu? byłam w tej samej sytuacji. po tym co tu
              opisałam, znów wrócił do mnie; znaleźliśmy wspólne mieszkanie, mieliśmy je
              wynająć, wczoraj powiedział, że nie potrafi sie spakować i wyjść z domu...
              oszaleję...jak długo tak jeszcze będzie? co mam robić? jak się zachować? chcę
              być z nim i chcę trwać, gdy będzie wątpił - tak mnie o to prosił. jak można
              rezygnować z miłości? powiedział, że to ze mną chce spędzić resztę życia.. a gdy
              przychodzi ten moment, kiedy musi się spakować i wyjść z domu, to nie umie... co
              ja mam zrobić? niech ktoś mi powie, jak mam żyć?
              • klamerkaa Re: ja też... 03.06.09, 21:13
                Nie, nie jestem niczego pewna. Ale wszelkie moje wątpliwości staram
                się naiwnie rozstrzygać na jego korzyść. On wie, że ja nie będę
                czekała w nieskończoność, bo mnie ta cała sytuacja strasznie męczy.
                I jeśli nie podejmie stosownych kroków w najbliższym czasie, to ja
                nie godzę się na utrzymanie obecnego status quo. Mówi, że mnie
                kocha. I ja mu wierzę, bo narobił wokół siebie niezłego bigosu z
                powodu uczucia do mnie. Ale jednak - co wieczór wraca do domu i
                żony. I to mnie potwornie boli.
                • aleksandra.waleria Re: ja też... 04.06.09, 08:55
                  i znów to samo - G. narobił takiego bigosu, że teraz sama nie mogę uwierzyć, że
                  chce się w tym momencie wycofać. sprzedali mieszkanie. potem chciał wrócić, więc
                  wziął kredyt, by spłacić zaliczkę kupującego. teraz znów spłacił kredyt, bo
                  wrócił do mnie. wie cala jego rodzina, wiedzą znajomi. mieliśmy wynajęte
                  mieszkanie i plany na przyszły rok, by kupić własne, za dwa lata miało przyjść
                  dziecko. wszystko rzucił w kąt, bo... nie może patrzeć, jak jego żona i dziecko
                  nie dają sobie rady. powiedział, że jego miłość do mnie nie wystarczy mu, by
                  zagłuszyć sumienie... przyjeżdża do mnie, tłumaczy, denerwuje się, troszczy, a
                  potem wraca do niej. zastanawiam się, czy nie umówić się na spotkanie z jego
                  żoną, chciałabym wiedieć, co ona o tym wszystkim myśli.
                  nie mogę jeść, schudłam przeszło 10 kilo, on też wygląda strasznie, zapadnięta
                  twarz, smutne oczy, kilka kilogramów mniej.
                  nie wiem, co mam zrobić, by było dobrze... po prostu nie wiem.. on jest moim
                  brakującym elementem, nie potrafię pozwolić, by został w domu, w którym nie jest
                  szczęśliwy, tylko dlatego, że ma wyrzuty sumienia. nie rezygnuje sie przecież z
                  miłości...
                  • klamerkaa Re: ja też... 05.06.09, 21:16
                    Przerażające! Boję się, że u mnie będzie podobnie. Widzę chyba zbyt
                    dużo analogii. Jak masz ochotę pomarudzić sobie to pisz śmiało na
                    adres klamerkaa@gazeta.pl. Trzymam za Ciebie kciuki. Głowa do góry!
                    Pa
                    • aleksandra.waleria Re: ja też... 10.06.09, 15:28
                      kciuki chyba pomogły... wyprowadził się z domu. ale nie zamieszkamy razem. chcę,
                      żeby pobył sam, żeby poczuł, kogo mu bardziej brakuje. będę przy nim, ale nie
                      będę ani nocować, ani tym bardziej mieszkać u niego. u niego... to w sumie
                      nasze, wspólnie wybrane mieszkanie... boję się jednak, że po tylu zmianach, zaś
                      przyjdzie mu do głowy, że tam jest jego żona, sama z tym wszytskim... nie
                      podniosłabym się po raz kolejny.
                      jak u Ciebie?
                      • klamerkaa Re: ja też... 10.06.09, 19:48
                        Dobre posunięcie. Mam nadzieję, że wytrwasz w postanowieniu, choć
                        podejrzewam, że będzie Ci strasznie ciężko.
                        U mnie sytuacja jest rozwojowa. Wszystko zmierza w dobrym (z mojego
                        punktu widzenia) kierunku. Znaleźliśmy mieszkanie. On nie ma
                        rozwodu, więc biorę wszystko na siebie i trochę się tego obawiam
                        (nie daj Boże rozmyśli się w międzyczasie, a ja zostanę z kredytem
                        na 30 lat) Jest też moim pracodawcą, więc w razie rozstania nie będę
                        mogła tam dalej pracować. Wszystko stawiam na jedną kartę. Trochę
                        lekkomyślnie - trudno!
                        Pozdrawiam i czekam na rozwój wydarzeń u Ciebie. Napisz, jak coś się
                        zmieni. Trzymaj się ciepło.
                        • ta Re: ja też... 14.06.09, 00:18
                          klamerkaa napisała:

                          >[...]Trochę
                          >lekkomyślnie - trudno!

                          "Trochę"! wink
                          Ta_
    • ta Re: ja też... 29.05.09, 16:22
      lu, przeczytaj post pierwszy tego wątku. Dla ułatwienia wkleje ci go
      jeszcze raz. Klamerka napisała wszystko to, o czym ja klepię cały
      czas. To jej słowa, że tkwi "w bagienku", że miała świadomość iż
      romans "nie wypali", że kochanek odszedł pod byle pretekstem, a ona
      została z tym rozbita i nadająca się do terapii...

      Skup sie o dobra kobieto z sercem gołębim na pomocy klamerce, bo o
      to w tym wątku chodzi.

      Ja piszę w sposób taki, by ostrzec i zawrócić z drogi, mam
      podziękowania za moją tutaj "pracę", na pra
      wdę znajdują się tacy, co rozumieja moje intencje, czytają sarkazm i
      nie mają problemu z rozbiorem logicznym zdania.
      Załóż, że nam się nie układa i idź spokojnie swoją drogą, wszak
      widzisz, jak łagodnie póki co cię traktuję, nawet nie klapsem big_grin
      Ta_
      -------------------------------------------------------------------
      klamerkaa napisała:
      > No i też tu się znalazłam. Mogłam to przewidzieć. Starszy o 13 lat
      > mężczyzna. Żona i dziecko. I ja w tym bagienku. Gdzieś między
      > popołudniową kawą a zachodem słońca... Wiedziałam, że to nie
      wypali.
      > I broniłam się jak tylko mogłam przed uczuciem. Nie chciałam
      > romansu. Nie miałam zamiaru okradać żony z męża, a dziecka z ojca.
      A
      > on taki cierpliwy. Przychodził i pytał. Nie zrażały go odmowy. Nie
      > zniechęcał się. Pozwolił uwierzyć, że jestem kimś na kogo czekał
      > całe życie. I odszedł pod nie przemawiającym do mnie pretekstem,
      gdy
      > już w to uwierzyłam.
      > Czekam z telefonem w ręku. Może zadzwoni? Nasłuchuję pukania do
      > drzwi. Może przyjdzie? Cisza! Jaka straszna cisza!!!
      > I umieram z tęsknoty. I z bólu. I ze wstydu za własną naiwność. I
      z
      > miłości umieram. Bo go kocham...

      • lu_bella Re: ja też... 31.05.09, 18:41
        ta napisała:


        > Ja piszę w sposób taki, by ostrzec i zawrócić z drogi, mam
        > podziękowania za moją tutaj "pracę", na pra
        > wdę znajdują się tacy, co rozumieja moje intencje, czytają sarkazm i
        > nie mają problemu z rozbiorem logicznym zdania.
        > Załóż, że nam się nie układa i idź spokojnie swoją drogą, wszak
        > widzisz, jak łagodnie póki co cię traktuję, nawet nie klapsem big_grin
        > Ta_
        >

        oczy przecieram ze zdziwienia i NIE MOGĘ UWIERZYĆ surprised
        Ta_..................wiesz co ty mnie możesz ??? naskoczyć na........jak to mówił pan Turecki. ..................tongue_out
        A do zauważenia chamstwa i megalomanii w Twojej "pomocy",nie potrzebny jest rozbiór zdania, czy to logiczny czy gramatyczny sad
        Zastanawiam się nad analogią, że z paleniem papierosów najzacieklej walczą byli palacze. Hmmmm.............i to zapewne z własnego doświadczenie znasz te mechanizmy..........Nie oceniaj się tak srogo- każdy ma prawo do błędów big_grin
    • i_vovin Re: ja też... 03.06.09, 18:56
      No nie, czy chłop to litr mleka, że mozna go ukraść dziecku?
      Jak chce to i tak odejdzie.. po co sie tym przejmowac?
      Pilnuj siebie a facet niech pilnuje siebie. Dorosły jest, wie co
      robi. Nie mysl za niego i nie właź na coś za co ani nie jesteś
      odpowiedzialna ani masz wpływu.
      Bycie "tą drugą" jest ryzykowne, bo rzeczywiście wybrał żonę i ona
      jest na koniec dla niego ważniejsza, po prostu mu na niej zależy.
      To wszystko.
      Żadna kochanka na świecie nie ukradnie żadnego mężczyzny i nie jest
      odpowiedzialna za cierpienia żony.
      To jest ICH sprawa meża, żony i ich związku.
      I nie ma wpływu na to, że mąż wraca do żony, bo po prostu doszło do
      niego, że ona jest dla niego ładniejsza i bardziej mu odpowiada.
      To jest wyłącznie decyzja faceta! Żadna kochanka nie ma władzy nad
      związkiem : "jej kochanek - jego żona" i nie jest w stanie rozbić
      dobrego zwązku ani żadna żona nie ma władzy nad związkiem "jej maż -
      kochanka"




      • klamerkaa Re: ja też... 03.06.09, 21:14
        Słowa ukojenia dla mojego sumienia...
        • i_vovin Re: ja też... 03.06.09, 22:54
          byłam po "obu stronach barykady"
          Jako kochanka - czułam się średnio, kiedy on odszedł od swojej zony a ona
          zaczęła robić awantury - raczej mnie rozbawiło
          Jako zdradzana - też się czułam średnio, ale do głowy by mi nie przyszło uważać,
          że winna była kobieta. Teraz jest OK.
          Dzieci w takim wypadku zawsze żal. Dlatego Ci co je maja niech dobrze pomyślą.
          Ale ich RODZICE a nie ich kochanki!!!
          • i_vovin Re: ja też... 03.06.09, 23:00
            tak mi przyszło do głowy.
            Chyba każdy dorosły jest odpowiedzialny sam za siebie.
            Dbaj o siebie i to co dla Ciebie jest NAPRAWDĘ dobre i przynosi korzyść a nie
            przejmuj się innymi dorosłymi. Są DOROŚLI !

            • dori-dora Re: ja też... 04.07.09, 21:56
              klamerkaa i jak u Ciebie sytuacja się rozwinęła?bo z zainteresowaniem czytałam
              Twoją historię.
              • klamerkaa Re: ja też... 05.07.09, 21:44
                Wszystko toczy się galopującm tempem. Kupiliśmy mieszkanie. Bardzo
                pomógł nam w tym jego ojciec. Trochę nie rozumiem jego intencji, ale
                cieszę się, że nie cały świat jest przeciwko nam. Ja na razie
                zostanę tu, gdzie mieszkam. Chcę dać mu czas na uregulowanie swoich
                spraw rodzinnych (ROZWÓD) i mam nadzieję, że wytrwam w swoim
                postanowieniu. Jego syn już wie i przyjął to ze spokojem, więc
                wszystko jest na dobrej drodze. Żona stara się kopać pod nami dołki,
                ale w rezultacie działa tylko na naszą korzyść (nieświadomie
                przyspiesza pewne sprawy)To tyle w telegraficznym skrócie.
                • dori-dora Re: ja też... 06.07.09, 00:54
                  to gratuluję Ci!!!!przyznam, że ten twój pierwszy list był tak pięknie napisany
                  o miłości, że byłam pod wrażeniem.
                  Cieszę się na serio, że tak to się u Ciebie potoczyło.Pozdrawiam
                • n.i.p.69 Re: ja też... 06.07.09, 12:17
                  .... Twoje wątpliwości wobec intencji jego tatusia, sa uzasadnione (... cieszyć
                  sie nie masz z czego(?)).... ale to tylko naturalna konsekwencja/przyczyna
                  Waszej problematyki. powodzeniasmile
                • ta Re: ja też... 08.07.09, 22:39
                  klamerkaa napisała:

                  > Wszystko toczy się galopującm tempem. Kupiliśmy mieszkanie. Bardzo
                  > pomógł nam w tym jego ojciec. Trochę nie rozumiem jego intencji, ale
                  > cieszę się, że nie cały świat jest przeciwko nam. Ja na razie
                  > zostanę tu, gdzie mieszkam.

                  Kupiliście mieszkanie? Chwilę wcześniej pisałaś , że bierzesz to na swój kark i
                  boisz się, że zostaniesz z kredytem na 30 lat ?!
                  Tymczasem dobry Mikołaj pod postacią teścia żony twojego kochanka pomógł wam
                  (tobie?) w zakupie...

                  Mieszkanie zaś stoi puste, albowiem ty pozostajesz tam, gdzie dotąd i kochanek
                  także przy rodzinie póki co.


                  >Chcę dać mu czas na uregulowanie swoich
                  > spraw rodzinnych (ROZWÓD) i mam nadzieję, że wytrwam w swoim
                  > postanowieniu.

                  Nie ma to, jak szlachetne postanowienia...

                  >Jego syn już wie i przyjął to ze spokojem, więc
                  > wszystko jest na dobrej drodze. Żona stara się kopać pod nami >dołki, ale w
                  rezultacie działa tylko na naszą korzyść (nieświadomie
                  > przyspiesza pewne sprawy)To tyle w telegraficznym skrócie.

                  Pisz dalej , Łepkowska przy tobie wymięka smile
                  Ta_
                  • sarna72 no cóż... 13.07.09, 22:24
                    No cóż, ja specjalnie założyłam konto na gazecie , żeby móc napisać...
                    Jedno zdanie, w które wierzę - naprawdę i to należy drukiem napsać - a nie
                    'rozwód' NA CUDZYM NIESZCZęSCIU SZCZESCIA NIE ZBUDUJESZ !!!














                    E
                    • aneta-skarpeta Re: no cóż... 08.10.09, 15:20
                      sama jestem po rozwodzie ( powód- rozpasanie erotyczne mojego ex).
                      Traf chciał ze kochałam mocno i głupio, a to oznacza slepote
                      wsteczną i nie widziałam NIC, a to co widziałam przekręcałam, zeby
                      nie docierało do mnie, a mężowi było w to grajsmile

                      W końcu oprzytomniała, okazło sie, że fakt iz mnie zdradzał nie był
                      podyktowany tym jaka byłam zła i niedobra, tylko po prostu ten typ
                      tak ma

                      nigdy nie miała pretensji do jego kochanek, sam wybierał, sam
                      decydował, nikt go nie zmuszał

                      ale jako kobieta samotna w pewnym momecie, a poszukująca chadzałam
                      na randki, do kina i na kawę z mężczyznami
                      Jak sie okazywało przy blizszym poznaniu w wiekszości mieli zony,
                      małe dzieci....no ale oczywiście byli bardzooo biedni, bardzoooo
                      nieszczęśliwi i ich żony to było chodzace "piekło na ziemi". I tak
                      patrzyłam na tych gości i sobie myslałam , że pewnie ja też byłam
                      tak opisywana.smile

                      Nie bedę oceniać kobiet, które decyduja sie na role kochanki, bo
                      czasem serce nie sługa, ale ja bym za zonatego sie nie wzięła. Sama
                      uczuciowa baba jestem- zaraz bym sie zakochała, cierpiała- po co mi
                      to


                      jakby miał dzieci to bym zaśmiała mu się w twarz. Taki jest
                      nieszczęśliwy z żoną? to niech odejdzie. Jest z nia dla dobra
                      dzieci? to zamiast kitrac kochance niech zajmie sie nimi, bo chyba z
                      kochanka dla ich dobra nie jest

                      zresztą odważni są- kochanki sa różne, potrafią nieżle napsuc w
                      życiusmile
                • dori-dora Re: ja też... 12.08.09, 01:37
                  klamerkaa napisz jak teraz u Ciebie spawy wyglądają.
                  • klamerkaa Re: ja też... 30.08.09, 20:54
                    LANDRYNKOWO...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja