Ja, Kochanka

22.05.09, 11:03
Myślę że piszę tego posta dlatego że nie mam z kim o tym pogadać, ...

Od pół roku jestem kochanką. Faceta którego znałam już wcześniej.
Zbieg wydarzeń..i okazało się iż oboje myślimy o sobie to samo,
podobamy się sobie, super się dogadujemy, mamy takie samo poczucie
humoru, apetyt na sex.

Oboje mamy rodziny. Wydawało się że szczęśliwe. Ale okazało się że
po tym jak się zbliżyliśmy do siebie to małzonkowie zeszli na drugi
plan.
Nie mamy siebie dosyć...aż okazuje się że się w sobie
zakochujemy..albo inaczej: uświadamiamy sobie że czuliśmy to przez
cały czas, odkąd się poznaliśmy.

Szkoda tylko że to wszystko stało się tak późno...

Oboje mamy powody żeby tak poprostu nie poprosić o rozwody...troszkę
czekamy żeby się to wszystko wydało, bo wtedy napewno będzie rozwód.

Nie naciskamy na tą całą sytuację, nie wiemy jak to będzie: czy
będziemy razem czy nie, jest nam dobrze ze sobą i to jest
najważniejsze.

Cały czas wzbiera w nas to że musimy się sobą dzielić i to może być
decydującym czynnikiem rozwiązania tej sytuacji..in plus..

L.

    • prosta-kobieta56 Re: Ja, Kochanka 22.05.09, 20:27
      Watpie czy starczy Wam odwagi odejsc od malzonkow.Dzis tak myslicie ale nie macie juz teraz odwagi a dalej bedzie coraz mniej.
      • lily.y Re: Ja, Kochanka 23.05.09, 15:03
        Tak, wiem.

        Odwaga, brakuje nam jej......
        • i_vovin Re: Ja, Kochanka 29.05.09, 14:53
          eeee... zakochać sie w tchórzu!
          żal... sad
    • marecki225 Re: Ja, Kochanka 23.05.09, 19:19
      Tobie brakuje odwagi, zaś jemu brakuje chęci, bo Ty jesteś tylko zabawką ale o
      tym przekonasz się za jakiś czas kiedy zostaniesz wymieniona na inny model, lub
      zostawiona kiedy mąż dowie się prawdy i podejmie właściwe kroki,wtedy temu
      drugiemu przestaniesz być potrzebna.
      • lily.y Re: Ja, Kochanka 24.05.09, 21:31
        Może...a może to on jest dla mnie zabawką...??
        Czym różni się postępowanie kobiety od mężczyzny - tak tego oceniać
        chyba nie można.

        Czerpiemy z tego związku taką sama przyjemność...
        Ani ja ani on nie namawiamy się na pozostawienie rodzin..i czujemy
        to samo: gdyby udało się wymazać z pamięci to co było przed nami, to
        pozostaje tylko miłość bez żadnego ale. Gdybym nie była tego pewna
        to nie miało by to sensu. Ale chyba na tym polega miłość -
        zaślepienie jest nieodzowne. A zdobywanie zaufania to długotrwały
        proces. Naiwnym było by myślenie że ufam mu bezgranicznie ale w to
        uczucie wierzę.
        • marecki225 Re: Ja, Kochanka 24.05.09, 21:42
          to pozwól mężowi także przeżywać przyjemność ze związku z inną osobą nie kręcisz
          na boku bo Tobie się należy, daj mu szansę na miłość, no tak ale ty musisz mieć
          koło ratunkowe na wypadek wpadki...
          • prosta-kobieta56 Re: Ja, Kochanka 24.05.09, 21:54
            Oj marecki223-ciety jezyk masz-zaraz pozwol mezowi tez krecic na boku,a kto mu broni?niech kreci.Niestety takie zycie zawsze tak bylo jest i bedzie i ty tego nie zmienisz.Byly zdrady rozwody i beda kazdy popelnia swoje bledy i odpowiada za nie.
        • ta Re: Ja, Kochanka 25.05.09, 13:54
          lily.y napisała:

          > Może...a może to on jest dla mnie zabawką...??

          No tak, człowiek-zabawka... Znudzicie się oboje, albowiem wcale
          prawdopodobne, że jesteś taką sama zabawką dla niego i przeniesiecie
          się do innych piaskownic. Pozostaną zgliszcza i popiół po
          rodzinie/rodzinach, nawet tego nie zauważycie.


          > Czerpiemy z tego związku taką sama przyjemność...

          Relacja kochanek-kochanka nie jest związkiem, choć milej dla uszu
          kochanków brzmi

          > Ani ja ani on nie namawiamy się na pozostawienie rodzin...

          Bo rodzina to fajna rzecz, nieprawdaż? Można czerpać profity, gdy
          niezorientowany i oszukiwany współmałożnek dostarcza potrzebnych wam
          dóbr

          >A zdobywanie zaufania to długotrwały
          > proces. Naiwnym było by myślenie że ufam mu bezgranicznie ale w to
          > uczucie wierzę.

          Będziesz ufała człowiekowi,o którym od samego startu wiesz, że jest
          kłamcą, oszustem, krętaczem? Człowiekowi, który wiązał się z żoną z
          intencją stworzenia trwałego związku ( na ogół takie są podstawy
          zawierania małżeństw smile ) i który tę kobietę na twoich oczach i z
          twoim udziałem oszukuje? Ufasz sobie?
          Ta_
          • lily.y Re: Ja, Kochanka 25.05.09, 14:52
            Gdybym nie ufała jemu albo sobie to nie miało by to sensu.

            A jeśli chodzi o to czy nie boję się "krętacza, kłamcy, oszusta"?..

            Boję się tak samo jak mężatka która mówi że jej mąż na pewno by JEJ
            nie zdradził. Przecież ją o tym zapewnia co dziennie...............

            Mój facet może już nigdy nie zdradzić a jej będzie to robił cały
            czas a ona będzie żyła w błogiej nieświadomości.....to nie ma
            znaczenia...
            Ja np nie wiem czy mój mąż mnie nie zdradza? Jest taka możliwość.
            • marecki225 Re: Ja, Kochanka 25.05.09, 15:55
              Twój facet? a od kiedy on jest Twój? on jest wasz Twój i swojej żony, a jak
              chcesz żeby był Twój to rozwiedź się z mężem i po krzyku, ale nie zrobisz tego
              bo jesteś zbyt wygodna (swoją drogą jak tak zależy Tobie na rodzinie - bo skoro
              z nim nie jesteś to czyli musi zależeć w jakiś sposób, to pobieraj opłaty za
              seks i przy okazji rodzina się wzbogaci...bo w końcu jesteś dla tego pana trochę
              jak prostytutka tylko że Ty dajesz za darmo bo u niej musiałby płacić i
              znajomość z Tobą bardziej się mu opłaca).

              i jeszcze jedno kochasz go? odejdź od męża, planujesz z nim życie? odejdź od
              męża i daj mu możliwość znajomości z kimś innym, kimś kto będzie potrafił
              uszanować drugą osobę a wy się bawcie w swoim wielokącie (bo to że Ty jak i on
              po krótkim czasie związku byście sami zaczęli się zdradzać jest pewne...)
            • ta Re: Ja, Kochanka 25.05.09, 17:11
              Ty już wiesz, że to oszust. Jego żona może i ma prawo wierzyć, że
              jej mąż nie robi z gęby cholewy i że jest jej wierny. Żona, gdy się
              dowie, straci zaufanie, ty znając te fakty zaufanie budujesz,
              różnica zasadnicza. Nie widzisz tego?
              Ta_
              • ta Re: Ja, Kochanka 25.05.09, 17:13
                Dlaczego w tytule wątku piszesz Ja, Kochanka , rzeczoną kochankę z
                wielkiej litery?
                Ta_
                • lily.y Re: Ja, Kochanka 25.05.09, 21:55
                  Nawiązalam do tytułu forum...mam wrażenie że osoby odpisujące mają
                  większy problem niż ja - nie będę tego nazywać.

                  Myślałam że może uda mi się z kimś rzeczowo pogadać ale teksty
                  o "prostytutkach" i jakieś insynuacje na temat dużych liter
                  sprowadzają tą "dyskusję" poniżej poziomu...przykre ale są i tacy
                  ludzie.

                  Każdy związek ma swoje barwy, w kilku słowach nie da się ich oddać
                  tak aby osoby prawdopodobnie wcześniej zranione lub z jakimś planem
                  krucjaty nie rzucily się na Kochanke jak na swoją ofiarę.

                  My "znamy się" od 6miesięcy i dojrzewamy do naszego "związku" -
                  poznajemy się.
                  Naprawdę nie wiemy czy będziemy chcieli być razem, a rodziny nie są
                  w żadnym stopniu naszym "zabezpieczeniem".
                  Nie boję się samotności. Jeżeli przyjdzie mi się rozstać z męzem i
                  zostanę sama trudno. A tego co się teraz dzieje napewno nie będę
                  żałować,...
                  • marecki225 Re: Ja, Kochanka 25.05.09, 22:24
                    lily.y napisała:

                    > My "znamy się" od 6miesięcy i dojrzewamy do naszego "związku"

                    czy z mężem kiedy dojrzewaliście do waszego związku Ty tkwiłaś przy okazji w
                    innym związku? czy Ty wogóle wiesz co to znaczy związek? chyba nie, dla Ciebie
                    związek to przeskoczenie z kwiatka na kwiatek, tu się zabawię jak nie wyjdzie
                    cóż trudno będę dalej z mężem, a jak by wyszło to cóż tylko przeskoczę
                    oficjalnie do innego łóżka, jak Ty dojrzewasz niby do związku skoro z tym panem
                    nie mieszkasz? skoro z nim nie żyjesz jak normalna para tylko kryjecie się po
                    kątach i w taki sposób się poznajecie?
                    piszesz że osoby piszące negatywnie o Tobie mają problem, ale to Ty masz problem
                    ze sobą kobieto!
                    daj mężowi także szansę na poznanie kogoś innego już teraz a nie wtedy kiedy wy
                    się lepiej poznacie i zdecydujecie na coś, tym sposobem on się starzeje i nic z
                    tego nie ma a Ty tylko się bawisz i próbujesz sobie budować drugie życie, mu
                    życie zabierając...
                    • lily.y Re: Ja, Kochanka 26.05.09, 10:27
                      Na szczęście w swoim mniemaniu masz rację. to jest najważniejsze.

                      Zbawca.
                      • lancelotta żer dla sępów 26.05.09, 14:32

                        Tak, nie bylo nowych dramatow, trzeba bylo zabrac sie za Lily.
                        Jak chcecie miec dalej pozywke, zeby leczyc frustracje,
                        przystopujcie sępy.Ktos nabierze zaufania i sie zwierzy.
                        W miedzyczasie proponuje wizyte u dobrego psychologa, pozmoze
                        szybciej niz wylewanie jadu na nieznane kobiety.

                        Czlowiek nie staje sie wlasnoscia poprzez slub.Szczesliwe mezatki
                        nie zdradzaja,Marecki...moze nie byles idealem?
          • lu_bella Re: Ja, Kochanka 27.05.09, 09:38
            ta napisała:

            > lily.y napisała:
            >
            > > Może...a może to on jest dla mnie zabawką...??
            >
            > No tak, człowiek-zabawka... Znudzicie się oboje, albowiem wcale
            > prawdopodobne, że jesteś taką sama zabawką dla niego i przeniesiecie
            > się do innych piaskownic. Pozostaną zgliszcza i popiół po
            > rodzinie/rodzinach, nawet tego nie zauważycie.


            Może by tak zastanowić się co jest powodem desperacji takich ludzi, że pomimo tego, że znają konsekwencje pchają się w taki układ ??
            >
            >
            > > Czerpiemy z tego związku taką sama przyjemność...
            >
            > Relacja kochanek-kochanka nie jest związkiem, choć milej dla uszu
            > kochanków brzmi

            A czy małżeństwo zawsze jest związkiem ?? Często to tylko instytucja, a o związku nie ma mowy sad
            >
            > > Ani ja ani on nie namawiamy się na pozostawienie rodzin...
            >
            > Bo rodzina to fajna rzecz, nieprawdaż? Można czerpać profity, gdy
            > niezorientowany i oszukiwany współmałożnek dostarcza potrzebnych wam
            > dóbr

            No nie uncertain Znowu średniowiecze sad
            Dlaczego robisz z kobiety pasożyta ? Dlaczego wychodzisz z założenia, że czerpie profity ?? Przecież liczy się jej praca- zawodowa, prowadzenie domu, wychowywanie dzieci. Może ( może) to jej mąż ogranicza się do pracy zawodowej a resztę traktuje jak przydział z urzędu ??

            >
            > >A zdobywanie zaufania to długotrwały
            > > proces. Naiwnym było by myślenie że ufam mu bezgranicznie ale w to
            > > uczucie wierzę.
            >
            > Będziesz ufała człowiekowi,o którym od samego startu wiesz, że jest
            > kłamcą, oszustem, krętaczem? Człowiekowi, który wiązał się z żoną z
            > intencją stworzenia trwałego związku ( na ogół takie są podstawy
            > zawierania małżeństw smile )

            Niestety w życiu zakładamy same optymistyczne rozwiązania, a dopiero później proza życia weryfikuje wszystko sad jest to przykre, ale dotyczy nie tylko małżeństwa sad

            • ta Re: Ja, Kochanka 27.05.09, 14:28
              Profity małżeńskie to nie tylko wsparcie ekonomiczne i dotyczy to
              zarówno panów-żonatych kochanków jak i pan-zamężnych kochanek.
              Profity to korzyści- od finasów, przez prestiż, poczucie
              bezpieczeństwa, wszelkie inne wygody i co tylko danemu człowiekowi
              do poczucie komfortu potrzeba. Jeśli uważasz, że profitem małżenstwa
              jest wyłącznie zabezpieczenie finansowe kobiety, to kto tu trącił
              sredniowieczem uncertain?
              Mam wrażenie, że podpis Ta_ pod postem powoduje u ciebie wystąpienie
              odruchu polemicznego bez wzgledu na jego treść, i to zapomniawszy o
              uważnym czytaniu ze zrozumieniem.
              Ta_
              • lu_bella Re: Ja, Kochanka 27.05.09, 22:12
                ta napisała:


                > Mam wrażenie, że podpis Ta_ pod postem powoduje u ciebie wystąpienie
                > odruchu polemicznego bez wzgledu na jego treść, i to zapomniawszy o
                > uważnym czytaniu ze zrozumieniem.
                > Ta_

                Podpis Ta_ powoduje, że wiem iż znowu przeczytam post przesycony jadem, złośliwością i osądzaniem ludzi sad ale nie dziwi mnie, że Ty to odbierasz inaczej...........sad twoje wywyższanie się mnie, fakt trochę irytuje, ale bardziej śmieszy, a momentami wzbudza litość........ojjjj jakaś Ty nieszczęśliwa.

                P.S. I nie pisz już jaka to Ty szczęśliwa jesteś bo i tak podobnie jak większość forumek nie uwierzę big_grin
                I obiecuję, że dalej będę pracowała nad swoją silna wolą i pomijała twoje posty wink
                • ta Re: Ja, Kochanka 29.05.09, 02:51
                  Po jakie licho mam ciebie przekonywać, że jestem szczęśliwa?
                  Moje szczęścia, moje radości.Z twoją życiową postawą prawdopodobnie
                  nigdy ci znane nie będą.
                  Cytowałam już tutaj pewnego pana o niewyszukanym poczuciu humoru,
                  dla ciebie powtórzę: " jedni lubią pomarańcze, drudzy, jak im nogi
                  śmierdzą" Poza tym rodzajem dowcipu pan patrzył na życie podobnie,
                  jak ty i obecnie nie wącha pomarańczy...

                  I litości, nie staraj się wciągać mnie w dyskusje, gdyż nie mogę
                  pozbyć się uczucia, że pisząc robię ci krzywdę, nic bowiem zrozumieć
                  nie potrafisz sad
                  Ta_
        • inesitaa Re: Ja, Kochanka 21.06.09, 10:16
          Związek, z którego czerpie się samą przyjemność to taki quasi-
          związek. Każdy facet w kapciach wygląda tak samo i jak nie zamyka
          drzwi toalety traci masę uroku. A zaślepienie jest nieodzowne w
          zauroczeniu w miłości więcej potrzeba trzeźwej oceny sytuacji.
    • asdaa do ta, marecki i im podobnych 26.05.09, 20:55
      proponuję żebyście sobie , moi drodzy, forum, na którym będziecie wyżywać się do
      woli na niewiernych żonach, zdradliwych mężach i ich kochankach płci obojga. To,
      na którym za wszelką cenę chcecie się wylaszczyć , ma tytuł: "Kochanki" i z cała
      pewnością nie macie na nim czego szukać. Wy jesteście piękni, wspaniali i bez
      skazy ]smile, a tu piszą ludzie dla których życie nie jest czarno-białe, jak byście
      tego chcieli.
      • mola1971 Re: do ta, marecki i im podobnych 26.05.09, 22:01
        Od jakiegoś czasu bezczelnie sobie podczytuję to forum i właśnie miałam
        zaproponować to samo co asdaa smile Zwłaszcza, że sama jestem (byłam) po obu
        stronach lustra. Byłam kiedyś (wielokrotnie) zdradzaną żoną, ale nigdy nie
        przyszło mi do głowy by wyżywać się na kochance mojego męża bo to on a nie ona
        miał wobec mnie zobowiązania i jakiekolwiek żale mogłam mieć tylko i wyłącznie
        do niego. Ona była dla mnie a ja dla niej zupełnie obcą kobietą. Teraz jestem po
        drugiej stronie... Jestem kochanką. Ale pocieszę Cię marecki - ja zrobiłam
        właśnie tak jak sugerujesz. Niedługo po pojawieniu się w moim życiu J rozstałam
        się z mężem po 17 latach toksycznego małżeństwa i zostałam sama z trójką
        nastoletnich dzieci. A zrobiłam to bo nie umiem prowadzić podwójnego życia. I
        nie żałuje bo tak jest lepiej dla wszystkich. Mój ex właśnie wije sobie gniazdko
        ze swoją ostatnią kochanką, dzieci są zadowolone bo wreszcie mają w domu spokój
        i zadowoloną z życia matkę a ja jestem zadowolona z odzyskanego 'singlostwa'. J
        ma bardzo skomplikowaną sytuację rodzinną i nie liczę na to, że zostawi dla mnie
        żonę. Jak więc widać świat zdecydowanie nie jest czarno - biały smile
        • n.i.p.69 Re: do ta, marecki i im podobnych 01.06.09, 09:43
          ... po takim tekscie to niestety ale z wielkim żalem! opuszczę to forum...(..
          dobre co?, normalnie "złote usta")pozdrawiam odrealnionych puszczalskich ...!!!


          .....czy możesz wytłumaczyć, jesteś kochanka a nie "umiesz prowadzić podwójnego
          zycia".... do cholery! jak Ty to robisz???
          • mola1971 Re: do ta, marecki i im podobnych 01.06.09, 10:58
            To jest bardzo proste. Wystarczy czytać ze zrozumieniem zamiast
            obrażać (się i innych). W moim życiu jest tylko JEDEN mężczyzna
            (kochanek, który jest również moją pierwszą i największą miłością
            odnalezioną po 20 latach) więc wniosek z tego taki, że prowadzę
            życie pojedyńcze a nie podwójne. Podwójne życie prowadziłabym
            gdybym oszukiwała męża i nadal z nim była i jednocześnie spotykała
            się z innym mężczyzną. A ja tak nie umiem. Podwójne życie prowadzi
            mój kochanek (bo w jego życiu są DWIE kobiety), ale to jest dorosły
            mężczyzna a nie dziecko i ja odpowiadać mogę tylko za siebie a nie
            za niego.
            • n.i.p.69 Re: do ta, marecki i im podobnych 02.06.09, 08:59
              ...uwazasz, że oklamywac mozna tylko męża? albo, że fakt iż nigdy go nie
              kochalaś a jednak z nim byląs nie swiadczy o dwulicowości(?) ....okolicznośc, ze
              masz "gdzieś' moralnośc swojego obecnego oblubienca (kochasz go tak bardzo, ze
              nie ineresuje Cie co czuje i że musi cierpieć stojac w roz-kroku) świadczy
              dobitie o sile tego uczucia i Twoim zaangażowaniu, ujme to tak, osoby
              Twojego/waszego pokroju sa genialne w tłumaczeniu ..głównie sobie!!!
              • asdaa Re: do ta, marecki i im podobnych 02.06.09, 14:38
                nie mam męża więc siłą rzeczy nie mam kogo okłamywać. Mój partner jest
                człowiekiem dorosłym (czytaj: rozumnym) i odpowiada sam za swoje czyny.
                Tyle.
                • n.i.p.69 Re: do ta, marecki i im podobnych 03.06.09, 06:26
                  asdaa napisała:

                  > nie mam męża więc siłą rzeczy nie mam kogo okłamywać.

                  ...a co mówisz na ten temat swoim znajomym/rodzinie,(chyba, że jesteś aż tak
                  samotna! że nikogo to nie interesuje, wtedy Twoja postawa byłaby nawet
                  zrozumialasmile)....albo jak się zachowujesz w obecności zony kochasia ???

                  > Mój partner jest człowiekiem dorosłym (czytaj: rozumnym)

                  ..... no w takie brednie to nawet Ty chyba nie uwierzysz, bo jesli tak to
                  zwyczajnie brakuje Ci "dorosłości"
                  .... a co do odpowiedzialności, to w tym właśnie jest problem, że bojac sie
                  odpowiedzialności nie możecie sie zdecydować/okreslić taka juz jest natura
                  puszczalskich nie mylić z natura ludzką!!!
Pełna wersja