micia78
11.06.09, 22:45
nie bede wyjatkowa w tym co opisze. bylam kochanka!!!
tyle , ze zostalam nia mimo wlasnej woli. na moje nieszczescie
jestem podobno wrazliwa osoba. minelo juz rowno rok od mojego
odejscia, a caly czas tkwie w tym myslami, wspomnieniami i
wiadomosciami od niego, nie moze podobno o mnie zapomniec.
poznalam go jako wolnego faceta, spotykalismy sie codziennie,
pracowal w moim miasteczku, a na stale mieszkal 60 km stad, znikal
na weekendy.
gdy zblizylismy sie do siebie i gdy okazalo sie, ze mamy wspolnych
znajomych wspomnial, ze "mial zone i dwie corki, zostawil jej dom,
ale ona nie chce dac mu rozwodu, ze sa pare lat w separacji". mial
mieszkac osobno, w innym miescie. byl facetem, ktory okazal mi
bardzo duzo czulosci, milosci, bardzo skromna osoba, co mi podobalo
sie. powinam zostawic go wtedy gdy mi to oznajmil, ale zakochalam
sie w nim. i tak to trwalo pare m-cy, znikal na weekendy, myslalam,
ze na spotkania z corkami, nie dzwonil wtedy, nawet wcale przez
weekendy, odpisywal po dlugim czasie na sms-y, tlumaczylam to
corkami. nawet podobalo mi sie to ze tak dba o kontakty z nimi.
ale zaczelo sie dziwnie dziac i zaczelam skladac w calosc te
historie. okazalo sie ze nie ma mnie nawet wpisanej w telef., tylko
moj numer-ukrywal mnie. ktoregos dnia napisala do mnie jego zona, ze
czepiam sie jej meza, ze sms-uje z jej mezem. zawsze jakos to
tlumaczyl. i tak ten " zwiazek" konczyl sie i na nowo zaczynal, gdy
tak bardzo tesknil i plakal po nocach. obwinialam sie, ze panikuje i
zle go oceniam. wyjechalam z kolezanka na wakacje, po powrocie, byl
piatek, spodziewalam sie, ze zostanie choc na pare godz. zeby
przywitac sie, ale nie zostal. meczylo mnie to strasznie, pozniej
opiekowal sie corkami gdy zona wyjechala na wycieczke szkolna, jest
nauczycielka. wrocila w piatek z wycieczki, znowu czekalam az
przyjedzie a tu nic. byla niedziela, pozny wieczor, cos mnie tknelo
i zadzwonilam na nr domowy, tego domu, ktory pozostawil zonie i
niestety odebral on.
od tamtego czasu nie widzielismy sie, chociaz pomieszkuje 200 m ode
mnie, nie chce go widziec.
nie bylo nawet sprawy o rozwod, a twierdzil ze juz ciagnie sie pare
lat. rozmawialismy na gg do marca, caly czas skamlal, ze mnie kocha,
ze zrobil to bo nie chcial mnie stracic. podobno nic go z zona nie
laczy. wymyslal rozne powody dla ktorych nie moze rozwiezc sie,
pozniej ze rozwiedzie sie. czesto bylam niemila, wrecz opryskliwa
dla niego, bylam w strasznym stanie psychicznym, nie chcialam zeby
pisal, zeby odzywal sie, ma to gdzies. 2 dni temu zostawil mi
wiadomosc, ze nadal myli o mnie tak samo mimo, ze minelo tyle czasu.
stalo sie ze mna cos dziwnego, stracilam poczucie wlasnej wartosci,
stalam sie malo pewna siebie, nie tylku w zwiazku z mezczyznami, ale
i w pracy. odbylam sesje z psychologiem, pomoglo ale chwilowo. wraca
nadal zal, nawet do siebie, ze to ciagnelam caly czas, ze dalalm
oszukac sie, ze bylam naiwna. wraca placz i lek przed przyszloscia.
a co jest najgorsze to wraca ta niepewnosc, ze moze go zle ocenilam,
wiem pomyslicie ale glupia, ale wszystko co z nim bylo zwiazane bylo
wielka niepewnoscia i domyslem i tak zostalo. czasem go tlumacze, ze
nie mial wyjscia, chcial bliskosci i ciepla.
psycholog twierdzi ze mna manipulowal. jestem tego swiadoma, ze
nadal mna kieruje w jakis sposob, wie, ze jestem wrazliwa osoba.
kiedys powiedzial mi, ze to ja chcialam w to wszystko wierzyc.
chcialabym zapomniec o tym, minelo rok od zwiazku, ktory trwal
lacznie pol roku, nie wiem jak z tym poradzic sobie.
pomozcie