daria_nowak
03.09.09, 10:27
Siedzi człowiek na zwolnieniu, telewizor coś brzdąka. Konkretne Pytanie na
śniadanie. A tam Pani psycholog – terapeutka. Szkoda, ze nie słyszałam od
początku, ale może, któraś z Was miała przyjemność i uzupełni. Pani psycholog
bowiem stwierdziła:
a) pełnimy różne role życiowe. To, że małżeństwo się rozstaje nie oznacza, że
kończy tym samym rolę ojca i matki.
b) to od rozstającej się pary zależy, czy dzieci przeżyją kryzys małżeński bez
czy z problemami.
Tu świętojebliwy pan Pospieszalski, wtrącił o amerykańskich badaniach, w
których stwierdzono, że dla dziecka rozwód rodziców może mieć wpływ silniejszy
niż śmierć jednego z rodziców. Tyle, że Pani psycholog zwróciła mu uwagę, na
późniejsze badania, z których wynika, że zależy to od dojrzałego zachowania
rodziców
c) po raz kolejny mądry człowiek stwierdził, że nie liczy się ilość, a jakość
spędzanego z dzieckiem czasu.
Na koniec wszystkim obecnym zadano przewodnie pytanie – „czy można budować
szczęście na nieszczęściu innych” (czemu mam wrażenie, że autorem tak
kretyńskiego pytania może być tylko Pan Pospieszalski?) i uzyskał szokującą
odpowiedź. Mianowicie, że życie układa różne scenariusze! No naprawdę… Trudno
uwierzyć, prawda

? I nie można podać jednoznacznej odpowiedzi, bo – w
skrócie, to zależy od okoliczności… Był też cytat z Kabaretu Starszych Panów

w ramach potwierdzenia ciągłości istnienia problemu.
Co więcej nikt z obecnych nie odżegnał się od budowania swojego szczęścia na
(ach, och!) „nieszczęściu innych", raczej wręcz odwrotnie, acz delikatnie.
Ponoć społeczeństwo też się nie odżegnuje. Zrobiono jakieś badania dotyczące
serialu M jak M, w którym to pojawiła się dama mająca rozbić małżeństwo
Mostowiaków. 90% badanych jest za rozbiciem. Szok.
Nie znam Mostowiaków, ale mnie te wyniki badań też trochę zaskoczyły,
zwłaszcza w świetle tutejszej prawomyślności panującej.