przemoaj5
14.03.10, 13:37
Z ogródka babci Pelagii, rzecz jasna. Babcia miała piękny ogród i to
ona zaraziła mnie miłością do kwiatów i zieleni. Ale zakładać ogrody
za pieniądze? To w ogóle kiedyś była abstrakcja. Razu pewnego, nad
jeziorem Bodeńskim, w pięknym niemieckim Lindau nie mogliśmy wyjść z
podziwu, że każdy dom wygląda jak dom dla lalek, przed willą stoi
nowy, drogi samochód a wokół domu bajeczny ogród. Jak z obrazka.
Rozmawialiśmy z jednym tubylcem i bardzo się dziwiliśmy, że bogaci –
tym samym pewnie zapracowani – Bawarczycy mają czas na pielęgnację
ogrodu, aby wyglądał jak przed kasynem w Monte Carlo. Niemiec
również się zdziwił. „Bo przecież każdy tu wynajmuje firmę do
ogrodu, która za niego to robi…” - Skoro można zarabiać na tym, co
się lubi, to czemu nie? Tylko, że w Polsce usługi ogrodnicze
kojarzyły się wówczas z niczym. Nie było szkółek, czasopism,
Internetu, systemów nawadniających. Nasiona traw czy kwiatów
dostępne były w sklepach dla rolników a zioła – w aptece. Ogrody
toskańskie kojarzyły się z czymś na południu a angielskie – z
nielegalną pracą w nich i to nie kojarzyły się dobrze, bo często
taka praca kończyła się pierwszą w życiu podróżą samolotem na koszt
Królowej i zakazem wjazdu do Zjednoczonego Królestwa. I jak tu
sprzedawać coś, co kojarzy się z niczym lub wręcz źle? A przecież na
Akademii Ekonomicznej wtłaczano nam do głowy, że marka się liczy,
marka rozpoznawalna, znana i uznana. - Hmm …Eureka! „Pana Tadeusza”
czytał każdy. Do epopei narodowej odwoływać się może również każdy,
czyli i my. Postaci niezwykłych było tam bez liku. Telimena
kojarzyła się co prawda z XIII księgą, ale Zosia z ogródkiem.
Staropolskim. Skoro zespół pałacowo – parkowy w wielkopolskim
Śmiłowie przyciąga turystów do zwiedzania muzeum Adama Mickiewicza
właśnie zosinym ogródkiem a Soplicowo kojarzy się z przydrożnym
zajazdem oferującym chleb ze smalcem i pyszne pierogi, to dlaczego
ogród według formuły DiO nie ma być obiektem westchnień milionów
wielkopolskich kobiet, ich mężów i rodzin. - I tak powstał pomysł na
ogród „DiO”. Tylko jak jedyne źródło inspiracji – ogród babci,
założony w 1970 roku i pielęgnowany do 1990, nazwać ogrodem zgodnym
z formułą DiO? Może „Ogród polski, współczesny”? Niekoniecznie… Jak
z polskiego zrobić stare? Zabałaganić? Wysiać chwasty? Nadać przaśny
charakter? Nigdzie nie natrafiliśmy na definicję słowa DiO, która
nie odnosiłaby się do starego, zacofanego i drewnianego. Udaliśmy
się zatem w kilka podróży w Polsce i na Litwie. Na Litwie, bo tam,
wbrew pozorom, jest wiele takich miejsc, o których można powiedzieć,
że są zgodne z formułą DiO. Między Poznaniem i Sejnami oraz na
trasie: Druskienniki, Kowno, Kłajpeda, Palanga widzieliśmy wiele
pięknych ogrodów, ogródków restauracyjnych, klombów, rabat i rond. -
Zauważyliśmy, że królują na nich malwy, ostróżki, dalie, nasturcje.
Ogród wg formuły DiO to ogród kwitnący, prosty, nieprzeładowany, bez
baroku. - Ogrody DiO od zawsze dobrze nam się sprzedawały, ale nie
reagowali na nie entuzjazmem młodzi, wykształceni, kosmopolityczni
Poznaniacy, którzy chcieli czegoś innego, bardziej europejskiego. My
natomiast baliśmy się ogrodów francuskich, włoskich czy angielskich,
bo nie chcieliśmy zakładać czegoś, co się zna tylko z nazwy. Każdy z
nas bowiem, kto choć raz zasmakował kuchni włoskiej we Włoszech,
zżyma się, gdy w restauracji „włoskiej” w Polsce musi spożywać
rozgotowany makaron z pieprzem, bez ziół a sałatka jest na bazie
kapusty pekińskiej (a nie sałaty) z olejem kujawskim udającym oliwę
z oliwek piątego tłoczenia. Nie chcieliśmy być taką właśnie
jadłodajnią, z której klienci wychodzą raz na zawsze mrucząc pod
nosem: „oni się tak znają na kuchni włoskiej, jak ja na fizyce
kwantowej”. (Nie dotyczy fizyków o specjalności: fizyka kwantowa). -
Postanowiliśmy zatem poszukać kolejnych inspiracji. W oparciu o
cztery świata strony. Wschód Europy od razu odpuściliśmy, uznawszy,
że tam lepiej zakładać ogrody, niż się nimi inspirować. Może i wielu
chciałoby mieć park z Peterhofu – letniej rezydencji carów z czasów,
gdy stolica była w Sankt Petersburgu, ale aktualnie wśród naszych
potencjalnych, oszczędnych poznańskich klientów nie było oligarchy
rosyjskiego. - Gdy mówiliśmy o szukaniu inspiracji na północy
Europy, w Szwecji, Norwegii, Danii, patrzono na nas ze zdziwieniem i
zainteresowaniem (w przypadku osób kulturalnych) bądź uśmieszkiem
(…). Czyż jednak Skandynawia to nie natura? Nie ekologia? Nie ma tam
zieleni, krystalicznie czystej wody? Ludzie nie mają ogrodów? O nie!
Pojechaliśmy więc do Szwecji, Norwegii i Danii. Przyroda jest
piękna, w maju pada krystalicznie czysty grad, odmian roślin jest
więcej niż tylko kilka, z dodatkiem w nazwie: „syberyjski”. Nawet
przywieźliśmy cały bagażnik sadzonek i zasadziliśmy w swoim
ogrodzie. Cóż jednak … Żadna nie przetrwała upalnego, polskiego
lata. Ale nie wzięliśmy rozwodu ze Skandynawią! - Na zachodzie
wybraliśmy Wielką Brytanię (wizyta w Wersalu pod Paryżem zakończyła
się megadołem psychicznym i zacytowaniem powiedzenia o motyce i
księżycu) a na południu: Chorwację, Włochy i Hiszpanię. -
Krótkotrwały pobyt w Chorwacji nastroił nas optymistycznie, ponieważ
uznaliśmy, że po kilku latach intensywnego rozwoju, na pewno
Chorwacja stanie się dla nas rynkiem zbytu. - Andaluzja (południe
Hiszpanii, Costa del Sol) okazała się jednym wielkim placem budowy,
spalonym przez słońce, z wielką ilością gajów oliwnych. Jedyny
ogród, jaki widzieliśmy, to bratki, nagietki, róże nawadniane z
namaszczeniem w Alhambrze - dawnej twierdzy mauretańskich kalifów,
najpiękniejszym zabytku arabskiego budownictwa w Europie,
składającego się z pałacu oraz letniej rezydencji z pięknymi
ogrodami oraz z samych ogrodów znajdujących się na całym wzgórzu. -
Również nie był to ogród, który można zaprojektować i sprzedać w
Poznaniu. - Punktem przełomowym stały się dwa wyjazdy do Włoch.
Czytelnik może się zdziwić, że poznańska firma, dla swoich klientów
..... zapraszam na www.ogrodidom.eu
Przemysław Jakubowski