nowy_nik
23.03.10, 14:05
zasadziłam rok temu srebrne sosny na działce, małe 50cm sadzonki. Ładnie się
przyjęły, wypuściły nowe pędy, rosły. No i jacyś pi%!k@?!g&*#!!! ostatnio
połamali mi te drzewka. Jedno ma odłamany wierzchołek w 1/3 wysokości, trzy
inne mają złamane wierzchołki też na wysokości 1/2- 1/3 drzewka ale ułamane są
do połowy pnia, czyli rozszczepiony pień, wierzchołek zwisa na bok ale trzyma
się jeszcze na drugiej połowie ścięgien drewna. Opatrzyłam biedactwa liściem
babki lancetowatej (:) akurat rosła obok) , podwiązałam wierzchołki powrósłami
skręconymi z suchej trawy (nie miałam ze sobą żadnych narzędzi).
I tak się zastanawiam co zrobić gdy tam będę za kilka dni znowu.
Czy da się uratować te drzewka, np smarując jakimś preparatem i wiążąc
sznurkiem nadłamane pnie?
Czy jest sens tak ratować?
Czy najrozsądniej będzie odciąć ułamane wierzchołki do końca by drzewo się nie
męczyło i nie wydatkowało energii na "ranę" i czekać że może wypuści inny
wierzchołek zastępczy?
Jak myślicie?