luiza-w-ogrodzie
25.03.10, 05:46
W ostatnim numerze magazynu "Gardening Australia" spodobal mi sie felieton
Michaela McCoy, zatytulowany "Eyes on the Prize" (czyli ogolnie tlumaczac
"Patrz na nagrode"). Pozwolilam sobie luuuzno przetlumaczyc kilka paragrafow.
Tekst traktuje o tym aby nie myslec o ogrodzie jak o zbiorowisku problemow i
walce z nimi (co jest powodem wiekszosci wpisow na tym forum) ale skupic sie
na tym, po co nam ten ogrod jest potrzebny!
Oto co napisal Michael:
"Ogrodowe dyskusje z rodzaju "co jest nie tak z moja cytryna" wykreowaly
wrazenie, ze ogrodnictwo to wojna i ze znajomosc narzedzi ogrodniczej walki
gwarantuje sukces. Nastepstwem tego jest okreslenie ostatecznego celu: ogrod
bez szkodnikow i chwastow. Ale jest naprawde tak jest, wowczas wybetonowane
podworze byloby najwiekszym z mozliwych zwyciestwem. [...]
Wszyscy mamy wrogow, przeciwko ktorym uprawiamy ogrod, ale wrogowie ci nie
powinni definiowac naszych ogrodow albo ogrodnictwa. O wiele lepiej jest
oderwac oczy od wrogow i skierowac je na nagrode.
Wyjasnij sobie po co jest tobie ogrod i skup sie na tym. Zobaczysz, ze im
wieksza Twoja wizja, tym bardziej wrogowie sa mniej wazni. Nie chce aby moj
ogrod (lub moje zycie, skoro o tym mowimy) byl definiowany przez to, przeciwko
czemu istnieje ale raczej przez to, po co istnieje"
Pozdrawiam, zyczac pieknych wizji ogrodowych, niezaklocanych ciaglymi myslami
na temat kretow, nornic, stonki, plesni itd :o)
Luiza-w-Ogrodzie
Forum AUSTRALIA