Zdechlaki ze sklepu :)

26.03.10, 09:45
Po raz kolejny przekonałam się, że pięknie wyglądające,ale sztucznie
nadmuchane wspomagaczami rosliny ze sklepów ogrodniczych przegrywają z mniej
okazałymi, ale wyhodowanymi naturalnie.
Rok temu kupiłam w ogrodniczym piekne sadzonki lawendy, wspaniale urosła i
zakwitła. Jednocześnie posiałam z nasion i dokupiłam tez od pana Smala (kto
zna, ten wie). Wszystkie, nawet kilkumiesięczne siewki, zostawiłam na zimę na
zewnątrz, odpowiednio zabezpieczone. I co?
Przepiękne krzaczki ze sklepu są suche i jeszcze nie zaczęły odbijac, obawiam
się, ze będę musiała je wykopac, bo nie wyglądają na żywe. Sadzonki od pana
Smala tez wyschły, ale mają już masę nowych listków. Nawet ubiegłoroczne
siewki zaczynają rosnąć i mają się dobrze.
Żeby uprzedzić sugestie: wszystkie krzaczki były tej samej odmiany.
Lepsza natura niż masowa produkcja ze sklepu :)
    • gabula777 Re: Zdechlaki ze sklepu :) 26.03.10, 12:41
      Bardzo trudno jest 'przestawić' jakąkolwiek roślinę (również pokojową) z uprawy
      produkcyjnej do warunków domowych/ogrodowych i najlepiej kupować w miarę
      możliwości jak najmłodsze sadzonki, ale to trudne gdyż producenci takich nie
      oferują, bo klientela chce wyrośnięte i najlepiej kwitnące.Lawenda (i inne
      krzewinki) im młodsze tym lepiej zimują, dlatego twoje siewki schowane dodatkowo
      pod śniegiem przezimowały, a tamte uschły.
      • effi007 Re: Zdechlaki ze sklepu :) 26.03.10, 19:18
        Fakt pozostaje faktem, że często gęsto najlepiej rosną rosliny
        rozmnozone w warunkach własnego parapetu lub ogrodu czy z nasion czy
        sadzonek.
    • cereusfoto Re: Zdechlaki ze sklepu :) 29.03.10, 11:46
      Ja bym nie generalizowała. Swego czasu kupiłam "trochę" roślin i to
      w marketach typu Carrefour, które pięknie rosną (żylistek, dereń,
      róże,astry i sama nie pamiętam co jeszcze ) nie mówiąc o marketach
      typu Castorama, Leroy, OBI, Praktiker - nie pamiętam aby coś
      mi "zdechło". Tak więc może miałaś pecha?
      • deerzet Markety a s-markety (i targowica) 29.03.10, 13:00
        Może stan roślin zależy od rodzaju sklepu?
        Te większe wdrażają dobre wzorce przenosząc zielone zakątki na
        zewnątrz stref galeriowych, nawet tam ustawiony zimna wiosną namiot
        jest lepszy niż wnętrze blaszaka. Latem pod chmurką ustawić
        dadstawkę z cieniówką nie jest trudno.
        Jest zwykle tam oddelegowany pracownik, może i nawet znający się na
        tym i owym.

        Wewnątrz sklepu supermarketopodobnego jeśli widzimy tam
        dozorującego na stałe sadzonki pracownika to znaczy, że widzimy
        miraż.
        Ów miraż szybko awansuje i zanika w nim miłość do zieleniny

        W środku takich sklepów rzadko ujrzeć można, prócz może pierwszego
        dnia po przyjęciu zielonego towaru do sprzedaży, nieprzesuszone
        sadzonki, donice niepodwiędniętych kwiatów, chętne do skiełkowania
        cebulki. Producent robi co może, daje torebki dziurkowane i mości je
        trocinkami, opatula korzenie, dodaje instrukcje w uniwersalnym
        języku ideogramów - miewa nadzieję, że sprzedawca wie co to woda, że
        zada jej na czas. A widziałem nie raz te pieknie pokrępowane bonzai
        z pogubionymi z suszy wszystkimi liśćmi, strach zwrócić na to uwagę
        sprzedawcy, bo go nie ma...

        Ze dwa dni temu znów mnie zmroził widok klienta na targowisku pod
        chmurką, niosącego jakieś drzewko z totalnie przesuszonymi
        korzenimi. Zapewne "swieżo kupione". Po posadzeniu już nie strzeli w
        pąki.

        To nieduży warunek: opatulić temu drzewku korzenie b. dużą torbą
        foliową, wymościć kawałkiem gazety, ręcznika papierowego i nalać tam
        kubek wody. Może wtedy przeżyje ta sadzonka kilkukwadransową podróż
        w nieklimatyzowanej kabinie samochodu latem i postój w korkach
        drogowych ...

        Są więc i sprzedawcy - i sprzedawcy. Kupujący i kupujący.
Pełna wersja