lellapolella
06.04.10, 15:07
...czyli co nowego na różanym froncie. Ech, chyba się będę bardziej żalić niż
radzić:) W święta wybraliśmy się na miejsce, gdzie , aż do czasu wejścia
wyzwolicieli zza wschodniej granicy, stał przepiękny pałac. Po w/w nie zostało
nic, nawet jak na tutejsze zwyczaje, żadnych ruin, ot, tarasowy układ wzgórza
i resztki schodów. Ponieważ natura jednak jest silniejsza od międzynarodowych
animozji, znalazłam miejsce, w którym musiał być ogród różany i pobrałam
stamtąd gałązki do ukorzenienia(niewykluczone, że również z odbijających
podkładek, chociaż z pewnością nie była to canina)Cała happy wracam do
domu i co widzę? Mamy gościa, który zaparkował prosto na mojej ukochanej
Ghislaine de Feligonde. No, szlag mnie trafił iście świąteczny...
Znów pobrałam gałązki do ukorzenienia i zastanawiam się, czy to możliwe, aby
skończyło się na drobnych połamaniach? Róża była posadzona trochę w dołku i
okryta dość grubo jedliną, która chyba zasprężynowała, gdy sunęły po
niej opony.