Dodaj do ulubionych

roundup a zwierzęta domowa

07.04.10, 11:47
Witam, za kilka dni jak troche deszcze sie uspokoja, mam zamiar
spryskac perze roundupem. jak dług na taki spryskany teren powinnam
nie wpuszczac zwierząt? mam kota i nie wiem jak bardzo i czy wogóle
to dla niego szkodliwe?
Obserwuj wątek
              • mjot1 Re: choroba szalonych rundupowców: rzut wiosenny? 07.04.10, 19:45
                Cel uświęca środki.
                Cóż zdziałałaby Matka Natura bez naszej dobroczyńców dłoni pomocnej?
                Toż dla Jej dobra każda broń dobra! byleby tylko skuteczną była.
                Tak jak w „gospodarce łowieckiej” odstrzał selekcyjny dla dobra
                eksterminowanych zwierząt oczywiście.
                Że bełkot to kompletny?
                Zważ jednak Dorotejo, że metoda ta prastara, twórczo przecie
                doskonalona i z wdziękiem stosowana po dziś dzień ;-)
                forum.gazeta.pl/forum/w,309,42672223,42739104,Oczywiscie_.html
                  • mjot1 ;-) 07.04.10, 20:15
                    yoma napisała:
                    > ... dawno cię nie było :)

                    Jakże to?
                    Toż na Forum ciągle trwam! duchem.
                    A duch zawżdy ponad cielesnością ;-)

                    Najniższe ukłony!
                    Damie należne z błyskiem w oku składając -elegancko wygły M.J.
                    • wieshniak Re: ;-) 07.04.10, 21:04
                      Widzę, że frakcja ekooszołomów trzyma się mocno.
                      Ciekaw jestem jak wytłumaczycie usuwanie chwastów z własnych grządek czy
                      rabatek. Toż to przeciw naturze jest niewątpliwie.
                      Wyrwać takiego mniszka z trawnika to jak ryczącego na rykowisku jelenia
                      odstrzelić lub afgańskie dziecko zbombardować.
                      Kraina absurdu.
                      • doroteja_z_brzozy frakcja - reaktywacja ;-) 07.04.10, 21:27
                        wieshniak: "Widzę, że frakcja ekooszołomów trzyma się mocno...
                        Ciekaw jestem jak wytłumaczycie usuwanie chwastów z własnych grządek
                        czy rabatek."
                        wytrąciła się paskudna frakcja! ;-)
                        już tłumaczę jak humbertoekoszołom usuwa: z własnych: siada
                        na stołeczku, "pazurki" lubo "haczka" w dłoń i sięrobi. z
                        niewłasnych: nie mam eksperiencji. ;-)
                        Czy wieshniak nie uważa, że to jednak lepiej być
                        humbertoekoszołomem
                        niźli moheroszołmenem? ;-)
                      • mjot1 Re: ;-) 07.04.10, 23:20
                        Hm... Mniszka powiadasz wyrwać? z trawnika
                        forum.gazeta.pl/forum/w,309,6032802,6032802,Mniszek.html
                      • yoma Re: ;-) 08.04.10, 00:09
                        > Ciekaw jestem jak wytłumaczycie usuwanie chwastów z własnych grządek czy
                        > rabatek.

                        Ja nie usuwam :)
                        --
                        Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
                • baran_zodiakalny Re: choroba szalonych rundupowców: rzut wiosenny? 07.04.10, 21:14
                  Gdybyż, ach gdybyż "ludzka ręka" , w większości, prymitywów w Kołach
                  Łowieckich zrzeszona nie napierdalała z breneki, czy kuli innej do
                  płowych, smutnooczętowych sarenek, nie miałbymci ja mnóstwa, ach
                  mnóstwa drzewek różnorakich, w pocie czoła, samotrzeć, sadzonych.
                  Braci kochana, od św. Hubertusa! Używajta sobie - do woli!
                  W dzisiejszym naszym biotopie polskim sarniątka urocze ni cholery do
                  niczego potrzebne nie są! Takoż dziki, jelenie, łosie i inne zająco-
                  króliki! Na pohybel i do gulaszu!
                  Przeto raz jeszcze Wam powiadam: chrońcie drzewka moje! ;-)
    • dar61 Randap a kocimiętoszenie 07.04.10, 22:55
      [Ja tu cichutko poradzę, może kłótnicy nie dosłyszą]

      Są koty i koty, Szanowna {Orangepeace}.
      - Jeśli Acanki podopieczny zwierz nie lubi się tarzać w chemii, nie
      wchodzi ciekawsko pod mazacz/ opryskiwacz/ kroplownik*;
      - jeśli Wam pogoda w upalną w kwietniu się zmienia, wchłanianiu tej
      trucizny przez zieloność sprzyja, umieralność przyspiesza;
      - jeśli przez dzień, dwa ów kot otrzyma dogębowo tabletki
      [rozgniecione i utytłane w smakołyku jakimś, rybnym sosiku czy
      paszteciku, oprószonym sproszkowaniem tabletki moździerznym] na
      odkłaczanie jego kiszek i nie będzie wypuszczany w ogród na popas -
      to nic mu nie grozi.
      Randap wakuole perzu wchłoną i zasymilują.
      A perzu mój kot i kotki nie zjadały, szukały mniej ostre krawędzią**

      **/ Wziąć jaki, z dzióbkiem, dozownik po leku, taki jak wkraplacz do
      oczu;
      napełnić wytworem monsanto fabryki;
      puścić kroplę lub dwie specyfiku na źdźbło, nierozcieńczając;
      odczekać 1,5-2 tygodnie;
      zamieranie zauważyć perzu;
      oszczędzić tak inne ziółka.
      Jeśli areał zaperzony duży - smarować w piękną pogodę, góra na 6
      godzin przed deszczem.

      Poczytać o dokonaniach f-my Monsan*o.
      Zdębieć.
      • effi007 Re: Randap a kocimiętoszenie 08.04.10, 07:21
        zawsze mnie zastawia, że zwolennicy wątpliwych dokonań firm
        chemicznych tak dokładnie obserwują terminy karencji na środkach
        chemicznych. a potem co? co się dzieje z taką substancją chemiczną?
        gdzie ona się podziewa? znika tak jakbyśmy jej nie użyli? dlatego że
        napisali na opakowaniu?
        .
        używanie określenia ekooszołomy wystawia tylko świadectwo
        używającemu. wszak chemia to nie kwestia wiary, ale nauka ścisła i
        szkodliwość pestycydów dla zdrowia jest udowodniona, a nie
        wymyślona.
        inną sprawą jest takie urządzenie świata przez tych, którzy na tym
        zarabiają, abyśmy chcieli wierzyć że musimy pryskać i używać chemii
        aby cokolwiek w ogrodzie czy na polu urosło.
        a naszym mądrym wyborem jest to, co dla nas jest lepsze, nie dla
        nich.
        Bo czy trochę perzu, czy mniszka będzie w ogrodzie - komu to
        zaszkodzi? a przeszkadza temu kto uległ indoktrynacji i reklamie.

        --
        www.nastrojowyogrod.pl/
        • wieshniak Re: Randap a kocimiętoszenie 08.04.10, 09:47
          effi007 napisała:
          > używanie określenia ekooszołomy wystawia tylko świadectwo
          > używającemu. wszak chemia to nie kwestia wiary, ale nauka ścisła i
          > szkodliwość pestycydów dla zdrowia jest udowodniona, a nie
          > wymyślona.

          Środki Ochrony Roślin stosowane zgodnie z instrukcją są nieszkodliwe dla
          konsumenta chronionych nimi roślin.
          • dar61 Randap a logika 08.04.10, 13:25
            {Wieshniak}:

            ... Środki Ochrony Roślin ...

            Dużoliterowy zapis tej nazwy dużo tłumaczy, Szanowny
            {Wieshniaku}... :)

            Biorąc na logikę, taki zapis to bezsens. Gdyby były to środki
            ochrony upraw
            , miałoby to sens [nazewniczy].
            A nie ma.

            Mały test dla {W.}:
            Gdzie w okolicach {Wieshniaka} można legalnie oddać, składować
            odpłatnie, opakowania po pestycydach?
            • wieshniak Re: Randap a logika 08.04.10, 21:29
              dar61 napisał:
              > Mały test dla {W.}:
              > Gdzie w okolicach {Wieshniaka} można legalnie oddać, składować
              > odpłatnie, opakowania po pestycydach?

              Nie jestem pewien czy to test dla mnie. W moim mieście odpady niebezpieczne
              lądują na wysypisku śmieci razem z pozostałymi.
              Jeśli ma się dowód zakupu sprzedający powinien przyjąć opakowania po ŚOR.
              • dar61 Śmieć a logika 08.04.10, 22:36
                Test zaliczam w połowie.
                Rzeczywiście stara ustawa z 2001 roku mówiła, że opakowania po
                pestycydach nie mogą trafić do śmieci, a muszą być przekazane tam,
                gdzie trafiają i świetlówki przepalone, i lekarstwa przeterminowane,
                opakowania po farbach itd...
                Że gminy nie mają dopiętych pod tym względem postępowań, to
                rzeczywiście nie moja czy Szanownego {W.} wina, ale nasza, jeśli się
                tego nie domagamy. Ja się domagałem, w urzędzie miasta rodzinnego
                atak osobiście na ten temat czyniłem, naczelnika
                osobiście "przygważdżałem" o to i o owo. I po aptekach ganiałem,
                doprosiłem się o pojemniki na zużyte baterie - może i dlatego, że
                kumpel mój bliski ma podobne jak ja ostre poglądy w tym dziele, a
                był w wydziale zieleni owego magistratu dość wpływowym biurokratą.

                Chemia:
                Grzecznie opakowania po pestycydach i fungicydach odniosłem do
                sklepu, kolekcjonując przedtem stamtąd paragony i karnie dopłacając
                zastawny narzut.
                Inna rzecz, że jakieś tam 'casarone' kupiłem ostatnio z 10 lat temu,
                przed wejściem nam miłościwie panującej, a odchodzącej od tygodnia w
                niebyt, ustawy. Nowej jeszcze nie studiowałem, jestem ciekaw jej
                szczegółów, jak skończy swą drogę legislacyjną.

                Mając nadzieję, że co najmniej rozmowę ze swym dzielnicowo-gminnym
                radnym Szanowny {W.} przeprowadzi i wrzucaniu opakowań po chemiiw
                swym mieście zaradzi

                pozdrawia
                Dar61
                • wieshniak Re: Śmieć a logika 08.04.10, 23:41
                  dar61 napisał:
                  > Mając nadzieję, że co najmniej rozmowę ze swym dzielnicowo-gminnym
                  > radnym Szanowny {W.} przeprowadzi i wrzucaniu opakowań po chemiiw
                  > swym mieście zaradzi

                  Tu potrzebny system i logistyka a nie donkiszoteria.
                  • dar61 Śmieć a upór. Plus opór 09.04.10, 00:07
                    Nie zgadzam się z {W.} o tyle, o ile mojej rodzinnej miejscowości
                    sam burmistrz nie zna się na przepisach. Trzeba było mu drogą dwóch
                    artykułów w lokalnej gazecie jego niekometencję śmieciową
                    udawadniać. A on miał i zasługi w dziwacznym trzymaniu
                    poposzpitalnych lidzkich ścinków na miejskim wysypisku w
                    niechłodzonym, jak kłamał, kontenerze, w aptecznych bzdurach, jakie
                    ppublicznie palnął.
                    Ktoś musi mu, i jemu podobnym, przepisy przypominać aktualne.
                    To, zdaje się, społeczeństwo obywatelskie nazywa, nie?

                    Zdaje się, że wprowadzenie w Polsce odpowiedzialności urzędnika za
                    jego błędnie podjęte decyzje i nieterminowość działań,
                    odpowiedzialności materialnej, ma swe opory i kontropory...
        • yoma Re: Randap a kocimiętoszenie 08.04.10, 10:27
          > Bo czy trochę perzu, czy mniszka będzie w ogrodzie - komu to
          > zaszkodzi? a przeszkadza temu kto uległ indoktrynacji i reklamie.

          Ponadto ogród to praca, to klęczenie i drapanie, i wyciąganie, i dopieszczanie,
          a nie polewanie wszystkiego napalmem :)

          W ogrodniczym niedawno bywszy, nadziałam się na panią, która żądała "czegoś na
          chwasty, na cały ogród, tak z 1500 mkw". - Rozumiem. Tak, żeby nic nie zostało?
          - upewnił się ogrodnik.
          --
          Lesiu zrób to!
          • doroteja_z_brzozy Re: Randap a kocimiętoszenie 08.04.10, 19:49
            yoma: "...nadziałam się na panią, która żądała "czegoś na
            chwasty, na cały ogród, tak z 1500 mkw". - Rozumiem. Tak, żeby nic
            nie zostało?"

            może to była wieshniakowa? (wieshniak, to tylko malusi żart, nie
            gniewasz się?) ;-))
        • podwarszawianka Re: Randap = glifosat 08.04.10, 15:31
          Nie jestem fanką stosowania śor (polecam książkę poniżej), ale akurat glifosat
          ulega szybko rozkładowi w glebie (prosta pochodna naturalnego aminokwasu
          glicyny), a jak ktoś ma większy obszar to ułatwia to pracę. Aktualnie większość
          najgorszych środków wyleciała z obrotu, bo UE robi porządki.
          Poza tym droga effi007 zastanawiałaś się kiedyś co się dzieje z substancjami
          chemicznymi z szamponu, żelu do mycia, farb do włosów itp. które są spłukiwane
          do kanalizacji? Podobnie jak śor ulegają szybciej lub wolniej biodegradacji (w
          oczyszczalni lub nie), przy czym w przypadku śor jest to znacznie lepiej
          udokumentowane i przebadane, bo takie są wymogi żeby dopuścić do używania.
          --
          "Silent Spring" ku przestrodze...
          • doroteja_z_brzozy Re: Randap = glifosat 08.04.10, 20:00
            podwarszawianka: "co się dzieje z substancjamichemicznymi z
            szamponu, żelu do mycia, farb do włosów itp. które są spłukiwane
            do kanalizacji? Podobnie jak śor ulegają szybciej lub wolniej
            biodegradacji (w oczyszczalni lub nie)"

            Podwarszawianko, właśnie dlatego, że hektolitry
            szamponożelów
            muszą spływać, po co spływać ma to, co nie musi? :-
            )
          • dar61 Ad a po co 08.04.10, 13:19
            A po co zaraz chemia?

            Można i wziąć specjalną, długowąską, do korzeni palowych łopatkę,
            podkopać tylko ów korzeń mniszka, nie demolując tak trawników. Byle
            konsekwentnie to czynić u siebie. Też i ... u sąsiada.
            Po roku, dwóch ma się pięknie zdegradowany do monokultury
            monocotyledones trawnik. Nic trudnego. Mam taki. Miłościwie
            koniczynie i mchom pozwalam tam żyć.
            Tak [nie] czyniąc z butli litrowej randapu, jaką kiedyś otrzymałem,
            w ca 1990 roku, mam nadal prawie pełny zapas.

            Są zamiast tej łopatki inne wynalazki. Takie wkręcane w trawnik
            naokoło korzeni mniszkowych dziryty rurkokształtne. Mam go. Nie
            używam.
            Są i długie, horpynowego modelu, śrubokręty ;)
            • mirzan Re: Ad a po co 08.04.10, 20:27
              dar61 napisał:



              > Można i wziąć specjalną, długowąską, do korzeni palowych łopatkę,
              > podkopać tylko ów korzeń mniszka, nie demolując tak trawników.

              Wyobraź sobie,ze ogrodnikowanie wcale nie kończy się na trawniku,a
              dopiero zaczyna.Mlecz na trawniku, to nie żaden problem,można go
              nawet spychem wyrwać.Problem ludzie mają z precyzyjnym usunięciem
              rośliny,która rośnia tam gdzie nie powinna.Nie używam pojęcia
              chwast,bo to nie jest żadna grupa roślin,tylko to co rośnie tam
              gdzie nie potrzeba.Nie wszędzie da się zastosować świdry i inne
              wynalazki,zresztą jak wynaleziono ten środek,to po co wynajdywać coś,
              co jest bardziej nieporęczne w stosowaniu.
              Jeszcze jedna uwaga,to nie żadne ekooszołomstwo.To zwyczajne
              arogancja i bezmyślność. Wyjaśniam dlaczego.Jeśli ktoś pyta,czy,
              albo jak zwalczyć to czy tamto,zaraz odezwie się ktoś kto lepiej
              wie,co jest dobre dla pytającego.Taki sobie autorytecik.I to właśnie
              jest arogancja.A bezmyślność,bo nie był,nie widział warunków,nie
              przeczytał o zakresie i sposobie stosowania,a poucza i straszy
              petającego.
              Coś mi sie wydaje,że czym młodszy[a] stażem ogrodniczym i wiekiem,
              to bardziej się mądrzy.Uprzejmie pozdrawiam.
              • wkrasnicki0 Re: Ad a po co 08.04.10, 21:09
                Pytający pyta ponieważ nie wie, ma wątpliwości etc. Jest taka fajna maksyma przydatna również w ogrodzie – przede wszystkim nie szkodzić. Żołnierz potrafi korzystać z karabinu i czasem musi go użyć. Lekarz wykrawa pacjentowi to czy owo (jeśli nie ma mniej drastycznego rozwiązania), ale wcześniej musi w tej dziedzinie posiąść rzetelną wiedzę. Rolnik broniąc swych dochodów pryska pole czymś tam, żeby utrzymać rodzinę przy życiu, jeśli jego zbiory są zagrożone. Ogrodnik posiadający ogród dlatego że lubi kontakt z przyrodą (jest taka opcja), nie musi (choć przecież może), strzelać kroić, pryskać bo to w rękach amatora może być niebezpieczne i w dodatku pozbawione sensu. Opryski to nie tylko likwidacja niechcianych roślin, rykoszety występują tu zawsze.
                Arogancją i bezmyślnością ma być namawianie do zaniechania chemii, natomiast skromnością i dobrodziejstwem przekonywanie do jej użycia.
                Oj wiek tu chyba nie ma nic do rzeczy, może rozsądek ma, ale ten na latach się nie zna. Mam 58 lat więc może strzelam sobie samobója. :-)
                • mirzan Re: Ad a po co 09.04.10, 20:08

                  > Arogancją i bezmyślnością ma być namawianie do zaniechania
                  chemii, natomiast s
                  > kromnością i dobrodziejstwem przekonywanie do jej użycia.
                  > Oj wiek tu chyba nie ma nic do rzeczy, może rozsądek ma, ale ten
                  na latach się
                  > nie zna. Mam 58 lat więc może strzelam sobie samobója. :-)

                  Arogancją i bezmyślnością jest wmądrzanie się,nie znając warunków,
                  straszenie bezinteresowne.Zbawiciel świata wolontariusz.Masz jeszcze
                  siedem lat do emerytury,sporo czasu na nabranie dystansu i
                  wystarczająca ilość czasu,aby nie bać się, że ktoś Cię otruje z
                  odległości kilkuset kilomertów.
                  Niedługo ludzie będą sie bać zadać pytanie,jak pozbyć się
                  perzu,kreta mszycy czy nornicy.Zanim pojawi się rzeczowa
                  odpowiedź,zawsze pierwszy wyskoczy forumowy terrorysta i postraszy.
                  A są fora,gdzie jest nawet dział o stosowaniu środków ochrony i nikt
                  Nie uważa nikogo za samobójcę czy truciciela.Nie bierz tego
                  wyłącznie do siebie,są nawet dziewczyny co proponują na kolanach
                  skubać chwasty.Ciekawe co by taka mądrala powiedziała,jakby ją
                  postawić wiosną na początku ścieżki,a tu jesień się zbliża,do końca
                  daleko,a z tyłu zarosło.
              • dar61 Metody i style w zazielenianiu 08.04.10, 23:11
                {Mirzan}:
                ... dar61 napisał ...

                Hmmm. Mam się bronić?
                Nie wiem, przed czym.

                Jesli ktoś tu pyta o metody zwalczania chemią tego czy innego
                grzyba, ziela chwastowego, czy owada, nie udaję znawcy.
                Mając sąsiada pszczelarza przez płot, chemii nauczonym unikać.
                Tu, w forum, też nie doradzam chemicznie, choć doświadczeń kilka w
                tym mam. I 'randap' na półce tkwi. Sąsiad tydzień temu nie chciał na
                kolana paść po swej stronie płota nad swym podagrycznikiem, tom mu
                o 'r.' wspomniał. I go użyczył, z kroplownikiem. Anim się zająknął,
                że mam i opryskiwacz ;)

                Mając hektary swych gruntów pod zieloną produkcją zarobkową, może i
                też bym chemizował, ale rozsądnie. Znam, co ból pleców przy robocie
                tam, bom i praktykował, i dorabiał, i pomagał w tym znajomym na
                hektarach gospodarzących.
                Znam też takich, co przed chemią uciekli, przynajmniej w
                zastosowaniu fungicydów, zastosowali na skalę przemysłową w
                produkcji szkółkarskiej ziołowe odkażanie gleby i opryski ziołowe,
                by mikoryzacji to sprzyjało. Na szkolenia jeździli, metody
                dopieścili.
                I to w czasie, kiedy było to eksperymentem w Polsce i dopiero potem
                zaowocowało takimi preparatami w sprzedaży. Dlatego czasem uzurpuję
                sobie prawo orzekania, że można, byle z wolna, po testach, i z
                ostrożna.

                W uprawach zaś pod folią i pod szkłem postępowanie bezchemiczne jest
                dość łatwe, jeśli ktoś chce i ma fundusze, by komuś za to dopłacić,
                jeśli samemu już się nie chce.

                Życie nas uczy, że żadne skrajności nie powinny się nam narzucać,
                nawet w ekologii naszego otoczenia.
                Ale jak kto zapomina, że nie jest ten nasz świat nam oddany na
                własność, ale jest dzierżawiony nam przez nasze dzieci i
                nienarodzone jeszcze wnuki, to sam sobie jest winien. Niech go
                atakują wszystkie alergie świata tego i tego z zaświatów.

                Na koniec: nie zaczynałem od trawnika. Założyłem go z musu pod swymi
                oknami, kiedy mi tam sąsiadów zgraja chciała parking uskuteczniać -
                5 m od naszej sypialni na wspólnym tam osiedlu. Cuda się działy, nie
                czas tu się skarżyć, choć byłoby z czego.

                Chciał ktoś porady o mniszku na trawniku - to miał. Nawet z mojej
                autopsji. Jam za młodu i chemię tam testował rodzicom swym, ale
                doszedłem do wniosku dość dawno, że można znaleźć inne metody.
                Pozostaję w uprawach zieloności przy metodach niechemicznych, póki
                zdrowie nie szwankuje. A jak zaszwankuje, to zostanę nadal, wynajmę
                i dopłacę.
                A wzmianki {Mirzanowej} co do wieku nie biorę do siebie.
                Choć może i mógłbym. Bom w tym "średniak".

                Zdrowia życzę

                Dar61

                ***

                Ale manifest wyszedł... Ale niech zostanie.
                • mirzan Re: Metody i style w zazielenianiu 09.04.10, 22:03
                  A jak zaszwankuje, to zostanę nadal, wynajmę
                  > i dopłacę.

                  Jak zdrowie zaszwankuje,to prawdopodobnie będziesz już emerytem, i
                  będzie Cię stać na piwo-jak kolega radził- w ogródku,a nie na
                  robotnika w dodatku z kwalifikacjami,który różę od jeżyny odróżni.
                  I wiesz,że lepiej autorytatywnie nie napastować używających
                  chemii,aby nie wyjść jak ci ekolodzy od klimatu-walczą z wytwarzaniem
                  dwutlenku węgla przez samochody,a okazuje się,że to nie CO2 tylko
                  metan z krowiego pierdnięcia.I wcale się nie ociepla tylko stygnie.
                  O wnuki i prawnuki też się nie trzeba martwić,rozlazą się po świecie,
                  a tu przyjdą jakieś niemce czy inne chińczyki szyickie i będzie na
                  nich zasadzka.
                  • wkrasnicki0 Re: Metody i style w zazielenianiu 09.04.10, 22:17
                    Aleś armaty wytoczył – "zbawiciel świata, wolontariusz" i to wszystko z ironią jeśli nie pogardą. Te słowa mają swoją wagę, więc szkoda że używa się ich tak pochopnie. Nie piszę że nie wolno. Mnie np. zniesmacza zbawiciel o nicku Lenin, choć podobno wolontariuszem był, a jakże. Zatem przyjmuję.
                    No ale do rzeczy, po pierwsze nie należę do ludzi strachliwych, więc nie troszcz się o moje lęki.
                    We wsi w której mam działkę pracuje jegomość starszy ode mnie. Emeryt, ogrodnik od dziesięcioleci, człowiek wielkiej pracowitości, co to "od skowronka do żaby" uwija się w ogrodzie jak mróweczka. Jego znakiem rozpoznawczym jest noszony na plecach plastikowy pojemnik, a przed nim lanca, którą regularnie opryskuje swoje dobra. Szczęśliwie nie jest moim bezpośrednim sąsiadem bo nie bylibyśmy sąsiadami dobrymi. Uczciwie należy przyznać, że jego praca (bo to nie tylko opryski) daje wyniki. Jabłka jak z folderu, śliwki imponującej wielkości, słoneczniki jak młyńskie koła – same sukcesy.
                    Otóż te sukcesy są niestety tylko wizualne. Niestety, bo to istotnie byłoby fajne wziąć taki preparat, popryskać i... pozamiatane.
                    Poznałem jego córki, kiedy potrzebowałem ich zgody na poprowadzenie przez ich teren do siebie kabla energetycznego. One to co ich ojciec produkuje na działce kupują w sklepie. Oczywiście nie mają pewności czy to nie jest dokładnie to samo, ale zakładają że może nie. Człowiek nie jest skąpy i rad by się podzielić tym co wyprodukował, niemniej chętnych na te produkty nie ma zbyt wielu.
                    Trochę "korzystają" na tym grzybiarze hojnie obdarowywani plonami.

                    Jakoś sobie ludzie radzili bez tych "cudownych" wspomagaczy w ogrodzie, w sporcie też choć istotnie wówczas atleci byli mniej wyrośnięci. Wyjątkiem byli sportowcy z NRD. No ale to przecież nie rośliny. ;-)
                    • mirzan Re: Metody i style w zazielenianiu 10.04.10, 08:42

                      > Jakoś sobie ludzie radzili bez tych "cudownych" wspomagaczy w
                      ogrodzie, w sporc
                      > ie też choć istotnie wówczas atleci byli mniej wyrośnięci.
                      Wyjątkiem byli sport
                      > owcy z NRD. No ale to przecież nie rośliny. ;-)

                      Bo mieli kozy do skubania chwastów,a to poniemiecki wynalazek.
                      Zresztą tow.Lenin,to też niemiecki wynalazek.[Ossendowski]
    • mjot1 Chwast 08.04.10, 19:56
      Właściwie to po kie licho takie „cóś” w ogóle istnieje?
      I ta złośliwa przewrotność natury powodująca, że chwast (prawie)
      każdy ziołem jest...
      Toż to obłuda w najczystszej postaci.
      forum.gazeta.pl/forum/w,309,22807841,23181026,Uspokajajaco_.html
      A jednak i ja zieloność dziewiczą dręczyć potrafię ;-)
      forum.gazeta.pl/forum/w,309,1973305,2039835,Re_Walka_z_chwastami_Dzien_Tryfidow_.html
      • doroteja_z_brzozy nieznośna (niektórym) lekkość bytu chwasta ;-) 08.04.10, 20:21
        mjot: "Właściwie to po kie licho takie „cóś” w ogóle istnieje?
        I ta złośliwa przewrotność natury powodująca, że chwast (prawie)
        każdy ziołem jest..."

        eMjotku, jesteś bratem naszem w Twej normalności
        niepowszedniej
        ! ;-))) (wybaczysz tę maluchną fraternizację?) ;-)
        oczywiście, że chwaścior ziołem jest najczęściej, a już pozbywanie
        się babek (plantagomajorowej i tej drugiej) straśne jest. babka
        wymiera podobnież!

        p.s. umościłeś się tam już wygodnie w tem lesie Twem? :-)





        • mjot1 Re: nieznośna (niektórym) lekkość bytu chwasta ; 08.04.10, 21:07
          doroteja_z_brzozy napisała:
          > p.s. umościłeś się tam już wygodnie w tem lesie Twem? :-)

          Wrosłem tu już i tkwię chyba na amen...
          wtapiając się w krajobraz niemalże mchem już porosłem ;-)
          A jeśliby ktokolwiek próbował mnie „ruszyć z posad” to dalibóg
          pochwyciwszy gałąź pierwszą lepszą precz pogonię.
          • wieshniak Re: nieznośna (niektórym) lekkość bytu chwasta ; 09.04.10, 11:39
            Nie przejmując się tym, jak daleko odeszliśmy od tematu, widzę, że okrutną
            odrazę szanownych forumowiczów budzi już sama myśl o spryskaniu perzu Roundupem
            . Niektórym kojarzy się ten zabieg z krwawą rzezią zwierząt łownych a nawet ze
            zbrodniami wojennymi.
            Dziwi mnie, że żadnego oporu nie wywołuje wyrywanie, podcinanie, wykręcanie czy
            inne tortury jakim zostaje poddawany przez Was sympatyczny skądinąd mniszek
            lekarski w celu usunięcia go z trawnika. Mało tego, odczuwam jakąś sadystyczna
            rozkosz w opisach tych praktyk.
            A przecież każdy przeciwnik chemii w ogrodzie i w ogóle powinien widzieć, że
            taki mniszek, gwiazdnica, żółtlica czy inne badziewie chce rosnąć, kwitnąć i się
            rozsiewać.
            Bądźcie konsekwentni. Oddajcie naturze swoje działki i ogrody, domy i ulice a
            sami pozbądźcie się materialnej otoczki i duchem swym krążcie nad ziemią w
            ciągłym zachwycie nad doskonałością natury.
            Wszak to człowiek jest jej największym zagrożeniem.
            • doroteja_z_brzozy Re: nieznośna lekkość logiki ;-) 09.04.10, 17:05
              wieshniak: "...pozbądźcie się materialnej otoczki i duchem swym
              krążcie nad ziemią w ciągłym zachwycie..."

              niektóre zęby są białe.
              wszystkie białe rzeczy są piękne.
              niektóre piękne rzeczy nie są zębami.
              ;-)
              popełniasz, wieshniak, błąd emfazy. ;-)))
            • mjot1 Re: ...lekkość bytu... 10.04.10, 12:22
              wieshniak napisał:
              > Wszak to człowiek jest jej największym zagrożeniem.

              Czyż można temu zaprzeczyć?
              Przejaskrawiam? Cóż... Czynię to celowo licząc, że co poniektórzy
              może jaskrawość dostrzec potrafią...
              Wielu nuworyszy po prostu robi sobie krzywdę „budując się” gdzieś
              tam pod lasem. Dziwią się potem niezwykłym odkryciem, że na świecie
              istnieją rośliny, owady, zwierzęta, ptaki...
              forum.gazeta.pl/forum/w,309,22807841,23079364,No_coz_.html
              Spoglądam na wyrastające jak grzyby po deszczu „hacjendy” otoczone
              ogrodami przecudnej wprost urody. Posiadłości te niczym odbitki z
              folderów zachwycają swym nieskazitelnym szlachetnym pięknem roślin i
              wybrukowanych ścieżek. I tylko jakoś życia tam brak...
              Czyż nie lepiej dla nich (i natury) byłoby pozostać za rogatkami
              grodów i na ścianie walnąć sobie fototapetę?
              Mnie ta plastikowa sztuczność po prostu razi, dlatego nie będąc
              (jeszcze!) pozbawionym wolności słowa wyrażam tu swą dezaprobatę.
              forum.gazeta.pl/forum/w,309,22807841,22807841,Czlowiek_istota_waleczna_.html
              Uważam, że gdzieś po drodze zatraciliśmy wiedzę podstawową znaną
              prymitywnym dzikusom.

              Najniższe ukłony!
              Cieszący się brakiem sąsiadów M.J.
              • doroteja_z_brzozy Re: ...lekkość bytu... 10.04.10, 16:48
                eMJot: "[...]Wszystko jest przepięknie zdegenerowane i potwornie
                okaleczone jakby było efektem działań jakiegoś szaleńca sadysty a
                źdźbła trawy jednakie jakby przez sito przepuszczone sterczą w
                więźbie dokładnie rozmierzonej."

                ukochanie ogrodu: przed paru laty snując wizję o kawałeczku natury
                pośród miasta kupiłam ogródek zwany działkowym: piękny, zarośnięty,
                z jabłonią starą i starą gruszą. kwiecień - wszystko zaczyna się
                zielenić. ale co to? sąsiad z prawej z wielkim sprayem począł
                odczyniać uroki, tfu... czynić obryzgi, sąsiadka z
                lewej to samo, niebo błękitne zasnuwa dym z "ogniska" sąsiada z
                naprzeciwka, który właśnie likwidował klombik w oponie. należało ją
                więc spalić, bo, o zgrozo, z wywożeniem śmieci w ogrodach
                działkowych nie jest dobrze. co i rusz sąsiadka wylatywała
                przed swoje ogrodzenie coby ścieżkę uwolnić od "mleczów", oczywiście
                rundupem.
                odechciało misie, nie wytrzymałam tam nawet jednego sezonu.
                kolejny przykład ukochania natury, tym razem made in ROD.
                • mirzan Re: ...lekkość bytu... 10.04.10, 18:50
                  doroteja_z_brzozy napisała:


                  > odechciało misie, nie wytrzymałam tam nawet jednego sezonu.
                  > kolejny przykład ukochania natury, tym razem made in ROD.

                  Niestety,ogród to od początku do końca sztuczny twór,zmajstrowany
                  przez człowieka,oczekiwanie,że to kawałek przyrody,to naiwność.Nie ma
                  żadnej ekologii czy czegoś w tym rodzaju,w ogródku.Nawet chodzenie
                  na kolanach,czy latanie na motyce,to już interwencja w środowisko.

                  • doroteja_z_brzozy Re: ...lekkość bytu... 10.04.10, 20:27
                    mirzan: "Nawet chodzenie na kolanach,czy latanie na motyce,to już
                    interwencja w środowisko."

                    Przyznasz jednak, że chodzenie na kolanach jest nieinwazyjną
                    interwencją. a latanie na motyce musi być ekscytujące. leciałeś
                    kiedyś? ;-)))
                    • dar61 Żadnego chodzenia! 10.04.10, 21:32
                      Wyskakując na dwa tygodnie swych wakacji, po ustawieniu automatyki
                      podlewania w namiocie z pomidorami, miałem swoje metody na mych
                      piaskach w ogrodzie na chwasty, zwane w niektórych kręgach ziołami.

                      Otóż pieliłem wszystko zioło, co niepotrzebne, a potem norkrosy i
                      pazury w dłoń.
                      Międzyrzędzia w uprawach spazurzone spulchnianiem głęboko, same
                      ścieżki tak samo - norkrosem, ale na jak najgłębszą głębokość.
                      To się nazywa przerywanie naturalnych kapilar w glebie,
                      zapobiegające kiełkowaniu chwastom. I to wszystko.
                      Jedyną przeszkodą w mej metodzie było załamanie pogody i opady
                      deszczu,ale jak zdążył człek wpaść w grządki po dwóch tygodniach, to
                      popielił, spulchnił, rzezi ziół owoc na kompost - i znów w Polskę.
                      Nawet mogłem po powrocie sprawdzić, od której strony na moje
                      spóźnione truskawki zachodzili sąsiedzi, bo w mym piaszczystym pyle
                      spulchnionym każdy bucik ...

                      Nie zapomnijmy, że wszystkie możliwe ścieżki ogrodowe są u nas
                      wyłożone brukiem, a w nim czasem w fugach popielić muszę, bo
                      sąsiedzi tych ogrodowych wspólnych ścieżek jakoś nie chcą pielić.
                      Jak i swych grządek... ;)

                      [w strefach ozdobników pozawarzywnikowych króluje wyściółka w 4
                      różnych wzorach].
                      • mirzan Re: Żadnego chodzenia! 10.04.10, 23:01
                        Kilkadziesiąt lat temu,łapałem w dłonie rączki takiego urządzenia
                        co wyglądało jak pług,z chłopem z tyłu,bez konia z przodu.Zasuwałem,
                        że tylko chmura kurzu zostawała za mną,wszystkie chwasty czy co tam
                        na dróżkach wyrosło,podcięte.A teraz jakiś taki leniwy się zrobiłem,
                        że jak popatrzę na to ustrojstwo,to już wszystko w człowieku boli.
                        Czy nie spotkałeć nigdy takiej ziemi,że ząbki norkrosa trzeba by
                        młotem wbijać? Dlatego,jak są różne warunki,to ludzie stosują różne
                        matody.Jeden siedzi w błocie,a ten co siedzi w piachu,radzi mu,aby
                        przestał się taplać ,bo radzącego zakurzy 500 km dalej i pod wiatr.
                        • dar61 Żadnego narzekania! 11.04.10, 00:30
                          Musi być równowaga w przyrodzie.
                          I jakaś korzyść z tych moich piasków ...

                          Ale współczucia dla gospodarzących na madach i glinie mam też
                          odpowiedni, {Mirzanie} zapas!

                          ---

                          10.04.2010 - 97x [']
                          • mirzan Re: Żadnego narzekania! 11.04.10, 09:30
                            dar61 napisał:

                            > Musi być równowaga w przyrodzie.
                            > I jakaś korzyść z tych moich piasków ...
                            >
                            > Ale współczucia dla gospodarzących na madach i glinie mam też
                            > odpowiedni, {Mirzanie} zapas!

                            Sprawa wygląda tak,nie chodzi o współczucie,ale o zrozumienie.Każdy
                            ma w ogrodzie takie miejsca,że ani tam podejść ,ani coś zrobić.A
                            trzeba coś zrobić,więc jeden herbicydem,inny ogniem wypali i jakoś
                            sobie radzi każdy jak może.Czasem spyta jak to zrobić aby było
                            dobrze.Nie należy go straszyć,czy coś wymyślać nie na temat.
                            Podałem jako przykład ścieżki.Zaraz pojewia się głos,motyką.Ani mi ta
                            ścieżka motyczona rozmiękczona do niczego nie potrzebna,ani tego
                            typu rada.Podaję jako przykład-pół kilometra za płotem-motyką.Trzeba
                            mieć nie pokolei w głowie,aby iść kilometr dookoła,przedzierać się
                            przez chaszcze na nieużytku i motyką wdłuż płota hakać.A ten ktoś
                            swoje,motyką.Jak w tym wierszu mistrza Adama"Golono Strzyżono".Albo
                            włazi do ogrodu podagrycznik od sasiada.I co,trzeba iść prosić,aby
                            był uprzejmy go zlikwidować,skoro ten sąsiad nie ma powodów zaglądać
                            w to miejsce nawet raz na parę lat? Niech każdy więc stosuje metody
                            jakie uważa za stosowne.A jeśli chce się podpowiedzieć coś nie
                            całkiem głupiego,to nalezy powiedzieć,aby dodał do środka
                            chwastobójczego siarczanu amonu,to zużyje środka mniej.I o to cały
                            czas chodziło.
                            • dar61 Ad żadnego doradzania 11.04.10, 11:30
                              Zawsze można jakiś konsensus osiągnąć w doradzaniu.
                              I wejść w sytuację sąsiada, postawić się w jego miejscu.
                              Choćby ów sąsiad moich rodziców, który cyzeluje ten swój zapłotowy
                              trawnik. Mogłem mu ten podagrycznik nie wskazywać, sam by mu na
                              środek jego pieszczocha zza jego żywopłotu wylazł.

                              Jednak ten sąsiad oczekuje zawsze mej pomocy, jeślim mu właśnie
                              tego inwajdera wypatrzył, to i ostrzegłem. Spytał - doradziłem
                              chemią zażyć zioło to, głęboko się korzeniące i wytrwałe.
                              Od naszej strony płotu widać je było lepiej, ot tyle.

                              Na stronę naszą nie przejdzie to zioło, bo jest podmurówka. Choć
                              stamtąd włazi szczwany szczawik :)
                              Kroplowanie tam tego chwastu jest jedyną możliwością, bo ciasno do
                              płota, nie wejdzie się.
                              Ciekawe, że sam ten zabieg byłby zbędny, gdyby ten żywopłot był
                              zaściółkowany czymkolwiek. U siebie nawet w naszą śnieguliczkę
                              nawaliłem korowiny. Jest święty tam spokój i do tego żółtodziobe
                              kosy tam w korze mają używanie :)

                              Co do ścieżek niepotrzebnych:
                              Mój, z kolei, ogrodowy sąsiad zażyczył sobie kategorycznie, bym
                              ścieżkę zapłotową przestał wreszcie pielić, trawę tam podkaszać, bo
                              tam, cyt.: "ciągle jacyś grzybiarze chodzą i nie wiadomo co mogą
                              zrobić..."
                              Mam się z nim spierać, że mnie i kilku sąsiadom się ta dróżka
                              przydaje do transportu co większych ładunków, ze tamtędy obornik
                              można dowieźć i opał do pocięcia?
                              Ten sąsiad jest z tych, co mi pod me drzwi garażowe, w dłuższą mą
                              zimową nieobecność w ferie, zwały śniegu spod swych garażowych drzwi
                              wywala i nie pomyśli o innych.
                              Poszedłem po rozum do głowy, z wywalonych przez tego sąsiada
                              wykładzin kuchennych ułożyłem szerokie na 1,5 metra podkłady,
                              kamieniami otoczakowymi wyrzędowałem, 10 cm trocin nasypałem i mam
                              swój dywan reprezentacyjny do wyjścia poza ogród. Nawet zimą tam mi
                              łatwo odśnieżyć. A sąsiada tego rodzina musi się w czas spacerów do
                              naszego lasu przedzierać dalej, za tą naszą 100 lat tam kiedyś
                              istniejącą ścieżką, przez śnieg kopny przedzierać. Chcą żyć sami,
                              niech sami sobie pomogą. Ale swój opał na moje tam posadzone lipy
                              młodociane ci sąsiedzi zwalają, ot, żal...

                              Patent ten wykładzinowania ścieżek nieczęsto używanych sprawdziłem
                              też zapłotowo, skąd tuż zza siatki nam z sąsiadką właziły różne
                              pokrzywy. Pas do zywopłotu, na pół metra, wykładziną za siatką sobie
                              i sąsiadce ogrodowej wyłożyłem, na to trociny. Kilka lat
                              spokoju mamy. Polecam.
                    • mirzan Re: ...lekkość bytu... 10.04.10, 23:04
                      doroteja_z_brzozy napisała:

                      > mirzan: "Nawet chodzenie na kolanach,czy latanie na motyce,to już
                      > interwencja w środowisko."
                      >
                      > Przyznasz jednak, że chodzenie na kolanach jest nieinwazyjną
                      > interwencją. a latanie na motyce musi być ekscytujące. leciałeś
                      > kiedyś? ;-)))
                      Nie,obserwowałem przelatujące,jak spieszyły udzielać rad,w sprawie
                      chemii ogrodniczej...
    • borysa Re: roundup a zwierzęta domowa 24.08.10, 09:29
      Przeczytałam cały wątek, ale odpowiedzi na pytanie nie znalazłam. Uprzedzając
      kolejnych forumowiczów o szkodliwości randapu (zgadzam się !) chcę zaznaczyć, że
      środkiem tym został potraktowany skwerek, na który wychodzą moje koty. Pan
      opryskiwacz, od którego dowiedziałam się, czym potraktował chwasty i który już
      zdążył zakupić w pobliskim sklepiku loda i z zapałem go zajadał, twierdzi, że to
      nieszkodliwy dla zwierząt środek, już po pół godzinie można wypuścic zwierzęta !
      Oczywiście nie wydaje mi się to prawdą, wujek gugiel skierował mnie do tego
      wątku. Czy ktoś może wie jaki jest okres rażenia ?
          • doroteja_z_brzozy Re: roundup a zwierzęta domowa 25.08.10, 12:19
            Borysa, fajnie, że nas wygooglałaś. :-)
            wtedy była wiosna i Mjot uznał tę naszą dyskusję za oznakę wiosenego
            ożywienia. a dziś? Jak wyglądają Wasze bezchwastewne zakątki
            rundupowcy i Wasze pełne ziela antyrundupowcy? ;-);-)
            Pozdrawiam serdecznie Mjota, Wkrasnickiego, Obróbkę
            ,Effi, Mirzana, Wieshniaka. Dara nie
            pozdrawiam, bo jesteśmy w stałym kontakcie na sąsiednim forumie
            . :-) :-)
            • yoma Re: roundup a zwierzęta domowa 25.08.10, 12:47
              > Wasze pełne ziela antyrundupowcy? ;-);-)

              No jak to jak? Zgodnie ze słowami mojej cioci, co przybywszy wykrzyknęła: Jak tu
              brzydko, wszystko zarośnięte!

              :D
              --
              Malwa to kij z kwiatkami i liśćmi, żadnych odnóg po drodze. (Leloop)
            • mirzan Re: roundup a zwierzęta domowa 25.08.10, 13:07
              doroteja_z_brzozy napisała:

              > Pozdrawiam serdecznie Mjota, Wkrasnickiego,
              Obróbkę
              >
              ,Effi, Mirzana, Wieshniaka. Dara nie
              > pozdrawiam, bo jesteśmy w stałym kontakcie na sąsiednim forumie
              >
              . :-) :-)

              Dzięki,miło mi,pozdrawiam również.Oraz przekazuję dobrą wiadomość,
              dla tych,którzy używają środków chwastobójczych.Znacznie tańszy od
              rondupu jest Rofosat.Takie samo stężenie substancji czynnej,działa
              może nawet skuteczniej,cena ok 20zł za litr.
              Jako ciekawostka- był kiedyś w skepach środek owadobójczy
              Bi58.Został wycofany,bo mało ekologiczny.Wprowadzono ekologiczny
              trochę bardziej,Bi58 Nowy.Ma tylko kilka % substancji czynnej więcej.
                • mirzan Re: roundup a zwierzęta domowa 25.08.10, 20:37
                  doroteja_z_brzozy napisała:

                  > Mirzan: "przekazuję dobrą wiadomość, dla tych,którzy używają
                  środków
                  > chwastobójczych"
                  >
                  > no tak, wziął i wykorzystał ;-)

                  Nie wziął,tylko kupił i wykorzystuje nadal.Miał wypić?
                  Nóżki konikom polnym kosiarką obcina się, a innych ekologicznie
                  dyskryminuje się....
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka