enith
28.07.10, 03:36
Spotkała mnie dziś w ogrodzie przykra (początkowo) niespodzianka. Rozwijając wąż ogrodowy prawie nadepnęłam na zwłoki zagryzionego dzikiego królika. Już miałam z obrzydzeniem przekazać brudną robotę pozbycia się zwłok mężowi, gdy martwy królik się poruszył. Nie, nie ożył. To pani ze zdjęcia postanowiła upolowaną zdobycz zaciągnąć do swej nory, a ja najwyraźniej ją na powyższym przyłapałam. Stałam więc obok malutkiej łasiczki ciągnącej wielkiego królika i przyglądałam sie jej robocie z dobry kwadrans. Pani się w końcu zdenerwowała widownią (dołączył do mnie mąż z aparatem fotograficznym) i zwinęła się bez zdobyczy, porzucając ją na środku mojej ogrodowej ścieżki. Z krzaków na nas nakrzyczała, a potem cicho sza. Odeszliśmy z mężem na pół godziny, a łasiczka w tym czasie cichutko przytupała i zabrała zwłoki ze sobą. Bogu dzięki, bo nie miałam za bardzo pomysłu co zrobić z trupkiem.
Fajnie jest mieszkać w lesie :)