kropka 16.04.04, 11:31 Zakwitła dalia. W pudle w piwnicy. Czerwona. Następne sa na dobrej drodze do kwitnienia. I po czorta ogrody, nawozy i cała robota? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
cytryniec Re: i po co mi ogród? 16.04.04, 16:35 Jakto po co? Żeby ludzie mieli ci czego zazdraszczać :) Bo to miłe przecież. Odpowiedz Link Zgłoś
linka9 Re: i po co mi ogród? 17.04.04, 17:05 kropka napisała: > Zakwitła dalia. > W pudle w piwnicy. > Czerwona. > Następne sa na dobrej drodze do kwitnienia. > I po czorta ogrody, nawozy i cała robota? To już wiem dlaczego nie chciały mi kwitnąć w ubiegłym roku! Niepotrzebnie wyciagnęłam je z pudła w piwnicy! Odpowiedz Link Zgłoś
citisus Re: i po co mi ogród? 17.04.04, 22:20 A mi zaczeła datura wyrastać w ciemnym garażu. Blade i rachityczne listki. Za zimno by wystawić na dwór a trudno wstawić duże drzewko do pokoju. Odpowiedz Link Zgłoś
pieskuba Re: i po co mi ogród? 18.04.04, 08:40 Po to, żeby usiąść i napić się kawy w letni poranek :o) Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Kropko myśl Twa przednią jest. 18.04.04, 10:39 Wiedziałem, że Kropka coś knuje! Kropko jesteś na dobrej drodze... Kontynuuj! No bo czyż obszar jakiś staje się ogrodem jedynie wówczas, gdy traktując go ogniem, żelazem czy inną chemią wymordujemy wszystko, co od lat tam żyło i ponasadzamy organizmy zalecane przez obowiązujące „trenda” i wg jedynie słusznych schematów? Czy warunkiem koniecznym jest owa symboliczna róża pospołu z iglakiem i rabatką by obszar jakiś zyskał zaszczytne miano ogrodu? A jeśliby pozostawić ów spłacheć ziemi samej sobie? To co? Przestępstwem to będzie? Pomyślcie rzucić to wszystko na żywioł... Ot zasiąść gdzieś w kąciku w cieniu z kuflem i śledzić jak roślinność walczy ze sobą o przetrwanie jak toczy bój na śmierć i życie... Tam przy płocie gdzie nasz milusiński ma ścieżkę patrolową Wielki Ogrodnik nic sadził nie będzie. Tu gdzie my raczymy swoją szlachetną osobą przebywać częściej On (Ogrodnik) zasieje roślinność niską. Tam gdzie z rzadka bywamy (a takich miejsc jest wspaniała większość) roślinność będzie odpowiednio wyższa. Itd. itd... Powstanie układ logiczny, naturalny, niezwykle dynamiczny i pełen wszelakich form życia. Czy estetyczny? A cóż to takiego ta estetyka? Najniższe ukłony! Dopadnięty przez jakiegoś wirusa, więc bredzący (chyba?) M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
mali_na Re: i po co mi ogród? 18.04.04, 10:54 Oj Mjocie, Ty to byś zawsze warkocze koniom rozplatał. Ja mam ogród 300m kw. (Amadyn nazwał go większym tarasem). Z trzech stron sąsiedzi i z czwartej dom. Jak sobie wyobrażasz walkę natury na takim skrawku? Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Re: i po co mi ogród? 18.04.04, 11:35 Wiesz Mali_no... Ja tak jedynie plotę trzy po trzy... Zrozum jak człek chory to i marudzi. A jak ten człek w dodatku jest płci brzydszej toż to już pełnia nieszczęścia! Ale myślę, że nawet i u Ciebie znalazłoby się maleńkie miejsce dla mniszka? Hi hi hi... A swoją drogą w każdej grupie zawsze znajdzie się taki jeden, co będzie mieszał. Czemuż tym kimś nie miałbym być ja właśnie? PS Przestało padać! Przeciera się! Chyba zaświeci słoneczko! Najniższe ukłony! Nadal zrzędzący M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
mali_na Re: i po co mi ogród? 18.04.04, 11:51 mjot1 napisał: > Wiesz Mali_no... Ja tak jedynie plotę trzy po trzy... > Zrozum jak człek chory to i marudzi. Nie mam nic przeciw.Choć zwalanie na karby wirusa uważam za niesłuszne. Obserwuję Twoje specyficzne podejście do tematu zwierzęta, czy rośliny od dłuższego czasu.Specyficzne? Nie wiem, czy dobrze się wyraziłam. Rzadkie, bo robimy wiele rzeczy nie zastanawiając sie nad ich sensem. Ty szykasz tego sensu choć czasami wydaje mi się, że szukasz drugiego dna, tam gdzie go nie ma. A może po prostu ja go nie widzę? Zastanawialiśmy się rok temu nad sensem kociego życia na sznurku. Do tej pory temat jest dla mnie gorący, targaja mną wątpliwości i wyrzuty sumienia. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Dywagacje... 18.04.04, 12:53 O! A ja już zapomniałem. Wiesz ot tak czasem rzucam słowa na wiatr. To przecie nic nie kosztuje... Ja pewnie tego „wirusa” mam już na stałe...? Kot ten symbol wolności na sznurku... Zachwycanie się roślinką genetycznie tak pokaleczoną, że właściwszym byłoby współczucie, jeśli nie normalna złość na oprawcę. Ja wiem, że wszystko ma sens jednak jeśli wchodzi w to człowiek to wówczas natychmiast mam poważne wątpliwości. I to jest pewnie owo drugie dno...? Dno, które nie dość, że dziurawe to jeszcze zupełnie przeźroczyste! Więc jak go dostrzec? W dywagacjach mych idzie jedynie o to by wszystko, co czynimy czynić z rozmysłem. Ot np. nie sadźmy jodełki tuż pod balkonem (bo taka piękna i malutka) jedynie po to by po kilku latach ja ściąć. Nie dajmy omamić się „miłośnikom zwierząt” i nie bierzmy zwierzaka ze schroniska w nagłym przypływie „dobrych” uczuć. Bo ten „dobry” uczynek może okazać się tragedią dla bogu ducha winnej istoty. Jeśli już włazimy w prawa natury to czyńmy to w ostateczności i przynajmniej spróbujmy pamiętać, że to „coś” to żywa istota a nie zabawka. Przynajmniej postarajmy się postawić siebie na miejscu tej drugiej strony. Nie kierujmy się odruchami. Pewnie to wszystko, co wypisuję to jakieś takie... chore? Ale rozumiecie... Wirus! PS Słoneczko zaświeciło! Jest pięknie! Najniższe ukłony! No strasznie ględzący M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
mali_na Re: Dywagacje... 18.04.04, 16:42 Nie można jednak przesadzać. Do krzyżówek genetyczych doprowadza od milionów lat sama natura. Bo czy krzyżówki nowych roślin powstałe przez samoistne zapylenie są naganne? Nie mamy na nie wpływu.Zobacz, miliony lat temu istniał zupełnie odmienny świat roślin. Czy szczepienie nowych odmian róż jest złe?.A to też przecież krzyżówka genetyczna. mjot1 napisał: ... nie bierzmy zwierzaka ze schroniska w nagłym przypływie „dobrych” uczuć. Bo ten „dobry” uczynek może > okazać się tragedią dla bogu ducha winnej istoty Mjocie, lepiej ją zostawić w schronisku gdzie po upływie jakiegoś czasu zostanie uśpione? Świat jest pokręcony i czasami nie widzę wyjścia z różnych problemów. Po prostu nie wiem co lepsze. Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Re: Dywagacje... 18.04.04, 20:07 „...lepiej ją zostawić w schronisku gdzie po upływie jakiegoś czasu zostanie uśpione?” Hmmm... Tak Mali_no życie nie jest proste. To droga pełna zakrętów, wyboi i cierni. A jeśli wczytać się tak dokładniej w te moje różne dywagacje to nie trudno odkryć, że są to monologi samoluba. Ja dość pokrętnie, lecz jednak wyraźnie piszę by o własny tyłek dbać. Gdy napominam by nie kierować się chwilowym uczuciem to tylko dlatego że prędzej czy później przyjdzie nam za to zapłacić. A że w tej zapłacie przy okazji może znaleźć się nie zawinione cierpienie zwierzaka to tym bardziej boli. A i dla zwierzaka często lepszym wybawieniem okazać się może śmierć niż porażająca nieodpowiedzialność człowieka. A co do zabawy człowieka w stwórcę to sądzę, że moje zdanie znasz... Jak tak rozejrzę się wokół na te osiągi ludzkości to... Niech już lepiej czyni to sama natura. Ale chyba powlokłem Cię gdzieś w boczną ciemną uliczkę, którą tylko my podążamy i która ani chybi ślepą jest. Więc może lepiej zawróćmy...? Najniższe ukłony! Próbujący powrócić na prostą M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
mali_na Re: Dywagacje... 19.04.04, 07:56 Zawracajmy, bo jak nad tym wszystkim zastanawiam się w dołku, poniżej żeber coś mnie ściska. Odpowiedz Link Zgłoś
kropka Re: zawracam zatem :) 19.04.04, 13:38 Mjocie, u mnie Ci dostatek takich dzikich zakątków, w których natura może walczyć sama z sobą. Swoje 1000 metrów podzieliłam sprawiedliwie pomiędzy własne zachcianki i żywioł. Zgadnij, kto naogół zwycięża? Z drugiej strony - a ja to co? Nie jestem naturalna? Nie należy mi się? W tym roku będziemy musiały zawrzeć przymierze we wspólnej walce - z psem. W pojedynkę nie damy rady. Pies odmówił przebywania w domu, więc zamówiłam budę. Stolarz spojrzał na wymiary i wyjaśnił, że krowy trzyma się w oborze, a nie w budzie. Narazie cieszę się kwitnącą dalią, bo jak posadzę ją w ogrodzie, to długo nie pokwitnie. Krowopies ją zeżre ino mig. Nie chce ktoś 5-miesięcznego szczeniaczka? Odpowiedz Link Zgłoś