egaheer82
25.05.04, 19:20
... w pewnym krakowskim centrum ogrodniczym. Studenckie. Praca dająca sporo
satysfakcji, bo człowiek się naprawdę dużo uczy, ale czasem to mi po prostu
ręce opadają. Zawsze mi się wydawało, że to fajna praca, okazuje się że
owszem, ale baaardzo ciężka. I muszę się z kimś podzielić przeżyciami. Padło
na Was:)
Najlepszy tekst, jaki dotyczczas usłyszałam, przy poletku z magnoliami:
-Patrz, jakie fajne!!! Co to? Orchidee?
-Eee nieee. Piwonie jakieś.
Tak z luźnych przemyśleń: podejrzewam, że genetyk, który wyhoduje pnącego
iglaka, zostanie milionerem:)
Opiekuję się bylinami i pnaczami, i nie wiem jak to jest, ale klienci się na
mnie często tak jakoś obrażają. Bo oni chcą pnącze które będzie szybko rosło,
kwitło przez pół roku, a było zielone przez cały. I mają pretensje do mnie,
kiedy mówię że czegos takiego to raczej nie ma... Zagryzają usta i odchodzą
nie dziękując, pewnie szukać w innych miejscach.
Poza tym niektórym strasznie się nie chce nie tylko czytać etykietek, ale
nawet uważniej oglądać obrazków! I potem mówią odkrywczym tonem: 'a myślałem,
że winobluszcz nie kwitnie!' (na dolnej stronie jest zdjęcie liści zielonych,
na górnej takich jesiennych, czeronych. Moim zdaniem naprawdę nie wyglądają
jak kwiaty).
Zupełnie mnie rozwalił pan, który chciał kupić wiciokrzewy, posadzić je co 15
cm, a potem część wyciąć. I pani, która na 3 m. muru nabyła 10 klematisów.
Chciała 20, ale moja koleżanka dała radę ją przekonać.
I jeszcze notoryczne pytanie: 'czy ta bylina jest wieloletnia?' Najlepsza była
pani awanturująca się o 'te byliny jednoroczne, co miały wczoraj przyjechać'.
I klienci, którzy mówią np. 'miałem w zeszłym roku takiego czerwonego kwiatka,
kwitł cały rok, nie pamiętam jak się nazywał, jakie miał listki, wysokość,
itd, chcę takiego samego:)
A w ogóle to najbardziej lubię maniaków, z którymi mogę pogadać o naszej
wspólnej pasji. Tylko oni się na ogół spieszą do swoich ogrodów. A ja nie mam
czasu na mój:(
Pozdrawiam ciepło
egaheer