a ja mam praktyki...

25.05.04, 19:20
... w pewnym krakowskim centrum ogrodniczym. Studenckie. Praca dająca sporo
satysfakcji, bo człowiek się naprawdę dużo uczy, ale czasem to mi po prostu
ręce opadają. Zawsze mi się wydawało, że to fajna praca, okazuje się że
owszem, ale baaardzo ciężka. I muszę się z kimś podzielić przeżyciami. Padło
na Was:)

Najlepszy tekst, jaki dotyczczas usłyszałam, przy poletku z magnoliami:
-Patrz, jakie fajne!!! Co to? Orchidee?
-Eee nieee. Piwonie jakieś.

Tak z luźnych przemyśleń: podejrzewam, że genetyk, który wyhoduje pnącego
iglaka, zostanie milionerem:)

Opiekuję się bylinami i pnaczami, i nie wiem jak to jest, ale klienci się na
mnie często tak jakoś obrażają. Bo oni chcą pnącze które będzie szybko rosło,
kwitło przez pół roku, a było zielone przez cały. I mają pretensje do mnie,
kiedy mówię że czegos takiego to raczej nie ma... Zagryzają usta i odchodzą
nie dziękując, pewnie szukać w innych miejscach.
Poza tym niektórym strasznie się nie chce nie tylko czytać etykietek, ale
nawet uważniej oglądać obrazków! I potem mówią odkrywczym tonem: 'a myślałem,
że winobluszcz nie kwitnie!' (na dolnej stronie jest zdjęcie liści zielonych,
na górnej takich jesiennych, czeronych. Moim zdaniem naprawdę nie wyglądają
jak kwiaty).
Zupełnie mnie rozwalił pan, który chciał kupić wiciokrzewy, posadzić je co 15
cm, a potem część wyciąć. I pani, która na 3 m. muru nabyła 10 klematisów.
Chciała 20, ale moja koleżanka dała radę ją przekonać.
I jeszcze notoryczne pytanie: 'czy ta bylina jest wieloletnia?' Najlepsza była
pani awanturująca się o 'te byliny jednoroczne, co miały wczoraj przyjechać'.
I klienci, którzy mówią np. 'miałem w zeszłym roku takiego czerwonego kwiatka,
kwitł cały rok, nie pamiętam jak się nazywał, jakie miał listki, wysokość,
itd, chcę takiego samego:)

A w ogóle to najbardziej lubię maniaków, z którymi mogę pogadać o naszej
wspólnej pasji. Tylko oni się na ogół spieszą do swoich ogrodów. A ja nie mam
czasu na mój:(
Pozdrawiam ciepło
egaheer
    • venus22 Re: a ja mam praktyki... 26.05.04, 05:00
      Ale sie usmialam..
      masz fajna prace!!
      co do wiecznie zielonych pnaczy jest taka odmiana klematisa C. Armandii i C.
      Cartmani ktore sa wiecznie zielone ale nieodporne na mroz.
      Prosze o wiecej historyjek z pracy :)
      Venus
      • grau Re: a ja mam praktyki... 26.05.04, 06:18
        Beda z Ciebie Ludzie Praktykantko
        juz sa :)))
        pozdrawiam
        wytrwalosci

        sz.
    • jamyszka Re: a ja mam praktyki... 26.05.04, 08:08
      egaheer82 napisała:

      > ... w pewnym krakowskim centrum ogrodniczym.
      > ...
      > A w ogóle to najbardziej lubię maniaków, z którymi mogę pogadać o naszej
      > wspólnej pasji. Tylko oni się na ogół spieszą do swoich ogrodów. A ja nie mam
      > czasu na mój:(
      > Pozdrawiam ciepło
      > egaheer
      Witam :))
      Jak jestem na zakupach "ogrodniczych", często też się zagaduję. To miło
      słyszeć, że nie jest to "upierdliwe" dla "adwersarza" :))
      A ludkami, którzy nie znają nazwy, nie przejmuj się:> Nawet starzy działkowcy,
      są ignorantami w tej dziedzinie. Im jest wszystko jedno jak się nazywa dana
      roślina, byleby była piękna:))
      Pozdrawiam i życzę miłej pracy na praktyce:))
      JM

    • kasiacha Re: a ja mam praktyki... 26.05.04, 11:19
      A gdzież Ty kobieto praktykujesz w tym Krakowie? Ja ostatnio byłam w Polanie na
      Rydla i na pytanie o to, jakie pomidory pan sprzedaje, usłyszała: czewrone;)
      Bardzo śmieszne, ale czy do gruntu, pod folię czy szkło, a tym bardziej jak to
      odmiana to już "ogrodnik" nie wiedział. Wiem, że wielu klientów nie ma pojęcia,
      co kupuje, ale ogrodnik powinien wiedzieć, co sprzedaje, z zawodowego szacunku
      dla siebie. Jak słyszę niezmienną odpoweidź na pytanie o stanowisko dla danej
      roślinki: wszędzie będzie pięknie rosnąć, to mi ręce opadają. Ogrodnictwo to
      sztuka, a nie tylko "biznes". Jeśli trafiam na ogrodnika-maniaka, zawsze coś od
      niego wynoszę, choć sadzić już nie mam gdzie. Powodzenia na praktykach i nie
      tylko. Kasiacha
      • jack9 Re: a ja mam praktyki... 26.05.04, 22:09
        Dzis podsłuchane:
        Pani pyta "dziadka ogrodnika" - działkowca z wieloletnią praktyką
        - Co to za piekny kwiat?
        - Mongolia.
        - Jak ?
        - Mongolia... z Mongolii...
        a potem szereg "fachowych info" o tym jak przycinać i co robić z tą Mongolią -
        magnolią

        Generalanie widzę że szczególnie wiosną na roślinach zna się każdy ... a mówić
        dziadkom ogrodnikom co "działkę mam od 30 lat" że jednak coś nie tak - nie
        radzę...;)
      • egaheer82 Re: a ja mam praktyki... 27.05.04, 20:30
        Dzięki wszystkim za dobre słowa i wsparcie moralne:)
        Kasiacho, pomidory to nam przywozi taki sympatyczny pan. Czasem mają karteczkę z
        odmianą, a czasem zapomni włożyć i nie wiadomo, czy to Krakus czy Paw, a ja ich
        naprawdę nie odróżniam. Ale wiem, że są czerwone i niekoktailowe, a wszystko co
        dostajemy nadaje sie do gruntu, przynajmniej tak mi mówili:) A gdzie? W
        najfajniejszym centrum ogrodniczym w Krakowie:) Żółto-czerwono- zielone logo:)

        To jeszcze parę anegdotek:)

        Kojarzycie wierzbę "Hakuro-Nishiki", taką z biało-różowymi listkami? Więc
        notorycznie słyszę pytania o taką wierzbę, co kwitnie na różowo. Jestem
        cierpliwa i tłumaczę, że wierzba kwitnie baziami, a to są listki. Chwila namysłu
        i pytanie: 'ale te różowe kwiatki to ona ma cały czas, tak?" Koleżanka mi
        opowiadała, jak minął ją klient, w pędzie pogłaskał wierzbę, wykrzyknął 'O jaki
        piękny jałowiec!" i pobiegł dalej:)

        Kilka razy zdarzyło mi się pokazywać tuje, między innymi te złociste,
        'Aurescens' 'Sunkist' itp, ludzie z troską kręcili głową i pytali: "ale takie
        żółte to po zimie? Czy one usychają? To im przejdzie?" i jak nie cieroię
        iglaków, to ich broniłam:)

        Gdybyście na stanowisku z bylinami zauważyli coś poziomkopodobnego, to by Was
        tknęło, prawda? A kilka razy mi sie zdarzało odrywać od wykonywanej pracy i
        lecieć tłumaczyć, że to jest pięciornik (przecież ma zupełnie srebrne liście!)
        albo poziomkówka (jest podpisana!). A nie zawsze byłam i mogłam ostrzegać. Więc
        się chyba zdziwią...

        A parę dni temu pani prosiła o zimozielone kwitnące pnącze (tradycyjnie:)) które
        by jej oplotło płot. Więc powiedziałam (tradycyjnie:)) że albo kwitnące, albo
        zimozielone. Pani wycelowała we mnie palec i zapytała triumfalnie: "A barwinek??"

        W ogóle ostatnio się nieco zdołowałam, bo przechodziło dwóch "byznesmenów", i
        jeden do drugiego, patrząc na mnie, powiedział: 'Patrz Jendrek, trza sie było
        uczyć, to byś teraz plewił". Strasznie mi się zrobiło przykro:(

        A teraz przerywam praktyki tutaj i od poniedziałku zaczynam plewienie 70
        hektarów sadu AR pod Krakowem, za dniówkę 5 zł (a wydawało mi się, że mało
        zarabiam!), co nie wystarczy mi chyba nawet na dojazd. I to się nazywa, że nas
        uczą pożytecznych rzeczy i przejdziemy przez wszystkie dziedziny ogrodnictwa:( I
        juz się nie mogę doczekać powrotu, a to za 5 tygodni:(

        Pozdrawiam serdecznie
        egaheer
        • joasia72 Re: a ja mam praktyki... 13.08.04, 16:54
          Witam, jak tam Twoje praktyki? Napisz jeszcze coś fajnego.
          Chociaż Tobie to pewnie wszystko się przewraca w środku.
          U mnie nie ma prawdziwych szkółek czy centrów ogrodniczych, nic nie podpisane i
          pani musi za mną łazić i odpowiadać: jaka odmiana, gdzie rośnie, jak kwitnie
          itp. Szkoda, że tak daleko mam do Krakowa. A w jednej "szkółce", która tylko
          sprzedaje z doniczek a nic nie uprawia sama, na pytanie jaka to brzoza
          usłyszałam "mandżurska".
          Pozdrawiam
          Joanna
          • venus22 Re: a ja mam praktyki... 13.08.04, 21:33
            Ja tez chcialabym dalszy ciag1 please, please.......
            Venus
          • egaheer82 Re: a ja mam praktyki... 18.08.04, 20:47
            Witam!
            Niestety, moi drodzy, muszę Was rozczarować... Przerwałam jakis czas temu
            praktykę w centrum, a zaczęłam obowiązkowe 5 tygodni na rzecz uczelni. A tam juz
            nie było zupełnie nic śmiesznego...
            Więc praktyka na uczelni to podobno dla naszego dobra. I podobno czegoś się w
            tym czasie uczymy. I podobno (tak mowil 'Gazecie' dziekan) sa po to, zebysmy
            przeszli przez _wszystkie_ dzialy ogrodnictwa, niezaleznie od wybranej
            specjalizacji ('wybrana' specjalizacja szalenie mnie ubawila). Jest to totalna
            bzdura i fikcja. Po prostu potrzebuja taniej sily roboczej, bo inaczej by sobie
            zupelnie nie dali rady z utrzymaniem bodajze 70 ha sadu pod Krakowem.
            I tak mamy szczescie - w zeszlym roku zarabialo sie 5 zl dziennie. Po artykule w
            'Gazecie' (w ktorym wladze uczelni mowily o 8pln/dzien - nie wiem skad to
            wzieli) stawka wzrosla dwukrotnie. W zwiazku z tym nie musialam doplacac za
            bilety (przy starej placy - musialabym dodawac 2zl/dzien). Ale i tak wstawanie
            dzien w dzien w okolicach 6.00 rano, zeby na pewno zdazyc na autobus strefowy -
            jedna jedyna linia, co 1.5 godziny, a jesli sie mialo pecha i nie zdazylo na
            8.00, trzeba bylo odrabiac dzien. Gdybym byla spoza
            Krakowa, dostalabym darmowy akademik, moglabym robic kwadrans spaceru i jechac
            tam tylko tym jednym, ostatecznym autobusem, a tak musialam dojezdzac 2
            autobusami na przystanek strefy. Bezsens...
            Co do uczenia sie, poznawania roznych dzialow - az mi sie smiac chce...
            Przeruywanie zawiazkow, wyrywanie ostow siegajacych do pasa, wykopywanie szyjek
            korzeniowych drzewek
            (czasem byly na glebokosci 30 cm!), najbardziej mi sie chyba podobalo ciecie - z
            kolezanka mialam szczescie, zamiast do ostow poszlysmy przycinac jablonki, przez
            tydzien, przynajmniej sie czegos dowiedzialysmy o odmianie. A, i raz zbieralysmy
            cczeresnie. To bylo dobre:)
            Wiec generalnie 'nauka' zalezy od terminu. Ci z lutego i marca ucza sie obslugi
            sekatora i wspinaczki w sniegu i wietrze. Ci z maja ucza sie plewic. Ci z
            wrzesnia -zbierac jablka. Natomiast z dzialami ogrodnictwa sprawa tez wyglada
            'smiesznie' - jak ktos jest z sadownictwa, siedzi caly czas w sadzie, a inne
            specjalizacje odbebniaja tydzien na swojej katedrze. I tyle.
            A jak juz skonczylam, okazalo sie ze w centrum nie ma klientow, i oni by mnie
            bardzo chetnie zatrudnili, ale nie maja za co. A ja... odczulam ulge, chociaz
            tesknilam za nimi strasznie przez te tygodnie. Bo to oznaczalo, ze jednak bede
            miala wakacje. Ze moge odpoczac i wyspac sie... i zrobic cos dla swojego ogrodu.
            Musze przyznac, ze strasznie jestem rozgoryczona organizacja nauki na tej
            uczelni... Juz przydzial specjalizacji to jest totalny absurd, a teraz jeszcze
            to. Rozumiem idee praktyk. Tylko to chyba jedyny kierunek, gdzie one trwaja pol
            roku! I to jeszcze czlowiek sobie zalatwia cos fajnego, a potem to musi
            przerywac i isc odrabiac 'panszczyzne', i to za grosze. I nawet mu rekawic nie
            zapewniaja... Ja rozumiem ze uczelnia jest biedna, ale niech przynajmniej nie
            opowiadaja takich bzdur powaznej gazecie! (artykul bodajze w lutym tego roku,
            krakowski dodatek GW)
            W sumie mam lekkie wyrzuty sumienia, ze czesc papierow bede miala podpisane 'na
            lewo'. Ale tylko lekkie - sa ludzie, ktorzy wszystko maja tylko na papierze. A
            poza tym od polowy wrzesnia mam cwiczenia terenowe. A 2 tygodnie wakacji to by
            troche malo bylo - w koncu jestesmy na studiach...
            Przepraszam, ze zamiast kolejnej dawki smiesznych anegdotek dostaliscie taka
            wielgachna porcje zlosci goryczy. Ale to sie tak samo napisalo...
            Obiecuje, ze niedlugo pojde odwiedzic kolezanke z centrum i zapytam, co tam
            klienci ostatnio ciekawego wymyslili:)
            pozdrawiam serdecznie (jesli ktos dotarl az tutaj:))
            egaheer
            • egaheer82 Re: a ja mam praktyki... 19.08.04, 12:24
              Przypomnialam sobie smiesznostke z ostatniego dnia pracy... Przyszla pani,
              strasznie radosna, rozentuzjazmowana- widac ze ogrodniczka od niedawna, taka
              pelna energii:) i wyrzucila z siebie z usmiechem: 'Dzien dobry, ja chcialam
              obejrzec zywotniki!'. No wiec z kolega zapytalismy, o jakie chodzi, bo ich jest
              duzo - kolorow, pokrojow, wysokosci. A ona, uszczesliwiona, powiedziala: 'No
              tak, bo ja wiem, sa rozne kolory, zolte i czerwone...' Po krotkiej chwili
              konsternacji i wzajemnych wyjasnien, okazalo sie ze chodzi o ogniki:) Swoja
              droga, uwielbia(la)m takich klientow, co od niedawna maja ogrod i sa pelni
              takiej niezwyklej, dziciecej niemalze radosci tworzenia i sadzenia:)
              pozdrawiam
              egaheer
            • mjot1 Masz prawo 19.08.04, 19:52
              Tak Egaher masz prawo i powinnaś dawać wyraz swego niezadowolenia.
              No, bo ponoć komuny już nie ma a „wynalazek” praktyk w niezmiennym wydaniu ma
              się nadal jak najlepiej.
              Sama idea praktyk jest w sumie wynalazkiem niegłupim, ale wdrażaniem tej idei w
              życie zajęły się jakieś pomylone umysły.
              Praktykantów wysyła się to tu to tam. Ot by problem mieć z głowy. Nikt nie miał
              i nie ma pomysłu. Więc przyszły konstruktor „maszyn latających” sprząta wióry
              spod tokarki ustawianej kluczem francuskim.
              Tak było zawsze! Tylko, że kiedyś ci młodzi ludzie nie musieli za czyjąś
              głupotę płacić. A dziś?
              Tym jakże modnym ostatnio „inwestowaniem” w wykształcenie doprowadziliśmy już
              do tego, że by pracować trzeba płacić pracodawcy.
              Ludzie, dokąd my zmierzamy?!
              Przecież to jest chore! To jakaś makabryczna paranoja! Czy tylko ja to widzę?
              A prawda jest przecie oczywista. Najmniej podatnym na zmiany jest umysł! To
              właśnie intelekt najtrudniej zmienić! I im ów intelekt „mądrzejszy” tym mniej
              reformowalny. Dotyczy to tak jednostki jak i „zbiorowego rozumu narodu”, czyli
              naszego „świata nauki”.
              Czy coś na naszych uczelniach w ogóle się dzieje? No czasem tak, gdy któryś
              wielki się pomyli i popełni plagiat.
              Marnowanie młodzieńczego zapału, otwartości umysłu to chyba nasza wizytówka?
              Nasz znak szczególny!
              Czy reforma szkolnictwa a już wyższego w szczególności jest w ogóle u nas
              możliwa?
              Kto i kogo ma zreformować?
              Siedzą owi wielcy za „swymi” katedrami i opasani wianuszkiem tytułów naukowych
              rozróżnianych jedynie we własnym gronie narzekają na brak funduszy. A jedyne
              wyjście z owej matni niemożności, jakie znaleźli to zwiększyć przerób. Oto mamy
              mistrzów, którzy nie są w stanie zapamiętać z dnia na dzień imion swoich
              uczniów. A produkcja idzie na akord i hurtowo!

              Najniższe ukłony!
              Bezradny M.J.
    • cobaea Re: a ja mam praktyki... 14.08.04, 21:23
      Ja tez poprosze o ciag dalszy:) Tez chcialabym popracowac w takim centrum,
      serio, mimo tych "dziwnych" czasami klientow.

      A swoja droga to tez mam ubaw, jak laduje czasem w naszych wroclawskich
      centrach ogrodniczych. Wszystkie rosliny na wszystkie stanowiska sie nadaja,
      jak mowie pani, ze sprzedaja roslinki z mszycami, to mi wmawia, ze to nie
      mszyce, maczlika myla z maczniakiem, verbena pnaca, a raczej ta z tych plozaco-
      zwisajacych, okazuje sie byc stojaca i tysiac innych historii.
      Nie twierdze, ze sie znam na ogrodnictwie, bo marna mam wiedze, chociaz od
      jakiegos czasu jestem maniakiem wrecz i gdybym mogla, to bym obsadzila balkony
      moich sasiadow i codziennie latala i patrzyla, jak im rosliny rosna...A glupie
      pytania? no coz, pewnie tez bym zadala, ale za to z checia dalabym sie
      zaprowadzic na wlasciwa droge, gdyby ktos tylko chcial ze mna pogadac.

      Venus, pamietasz, jak pytalam kiedys o kobee? Qrcze, w szoku jestem, kwitnie
      juz od dawna i jest tak piekna, ze mi dech w piersiach zapiera:)
    • jerzy.wozniak Re: a ja mam praktyki... 16.08.04, 19:31
      A ja się wcale nie uśmiałem, tylko zrobiło mi się smutno, bo to jeszcze jeden
      dowód na to że szkolnictwo u nas jest nie tylko do dupy ale nawet więcej. Boć
      ja o bylinach jednorocznych i czymś tam jeszcze nie nauczyłem się na wykładach
      w Niemczech tylko w szkole średniej na lekcjach botaniki. A ponieważ socjalizm
      dał wszystkim lub prawie wszystkim maturę, to jeśli również inne wiadomości są
      tak samo utrwalone jak te z botaniki, to nic dziwnego że prawie wszystko to co
      jest w sklepach jest już produkowane za granicą.
      A tobie współczuję bo nie ma nic gorszego jak mieć do czynienia z polskim
      chamowatym klientem.
      Może tylko te nieliczne rodzynki pełne uśmiechu i kultury, o których piszesz,
      są lepiej widoczne i bardziej je doceniamy w tym natłoku chamowatości u głupoty.
      Jurek
      • piasia a ja to znam z praktyki... 16.08.04, 20:23
        Chcecie jeszcze takich historyjek? To proszę:

        Podstawowe pytanie zadawane przez klientów kupujących rośliny doniczkowe
        brzmi: "jak często to się podlewa". Odpowiadam "wtedy, gdy ma sucho, ziemia
        musi lekko przeschnąć, nie może być cały czas mokra". Klient słucha, słucha,
        kiwa głową i pyta "to jak często?" Nie dociera tłumaczenie, że zimą ziemia
        przesycha wolniej, latem szybciej, że wszystko zalezy od warunków w mieszkaniu.
        Klient żąda odpowiedzi dokładnej, typu "raz dziennie szklankę wody o szóstej
        rano na podstawkę".
        Roślina idealna to taka, która kwitnie przez cały rok, ma ozdobne liście,
        wytrzymuje całkowitą ciemność, może stac na telewizorze przy kaloryferze i nie
        wymaga podlewania, o zasilaniu i zraszaniu nie wspomnę. Informacja o tym, że
        kaladium na zimę zamiera i zostaje tylko kłącze, które trzeba przesadzić do
        świeżej ziemi wczesną wiosną odstrasza mniej więcej połowę potencjalnych
        nabywców...

        W ziemi, w ktorej rosły sprzedawane przeze mnie rośliny, były kuleczki
        styropianu - dla rozluźnienia gleby i lepszego przewietrzania. Wyjaśniłam to
        klientowi. Posłuchał, pomyślał, poszedł. Wrócił po kwadransie "to pani mówi, że
        to jest po to żeby parę ciągło?"

        Tu ukłon w stronę Ślązaków. Miałam raz przyjemność sprzedawać rośliny w Parku
        Kultury i Wypoczynku - były targi kwiatowe. Rozmowa z każdym klientem to była
        czysta przyjemność. Podchodzi starszy pan "czy ze storczyków są tylko
        falenopsisy?", podchodza dwie starsze panie "czy ta roślina to jest kolumnea
        czy eszenantus, bo nie możemy rozpoznać", podchodzi chłopak z dziewczyną za
        rękę - "czy ma pani więcej tych echinopsisów?"
        Ludzie, mało mi oczy nie wyszły!
        • venus22 Re: a ja to znam z praktyki... 16.08.04, 23:55
          Kobea naprawde jest przepiekna- widzialam u ogrodnika bo moja jeszcze nie
          kwitnie (moze jeszcze zdazy) wiec nie dziwie sie ze ci dech zapiera, Cobeo!
          moje gratulacje z tak wspanialego osiagniecia!

          Piasiu - ale mnie ubawilas! :D

          Jurku- zgadzam sie z toba- jest za malo wyszkolonych ludzi.
          ja wszystko zwalam na komune. To sa jej skutki...
          Venus
          • mwm Re: a ja to znam z praktyki... 18.08.04, 15:26
            Komuny nie bronie, ale to wlasnie w tamtych czasach chodzilam z moja Babunia po
            lakach i uczylam sie nazywac rosliny po imieniu... To nie tylko kwestia nauki
            wyniesionej ze szkol w czasach komuny, ale wiedzy przekazywanej z pokolenia na
            pokolenie, umiejetnosci zainteresowania juz dziecka przyroda. Jak to dzisiaj
            wyglada? Dzieci wola gry na komputerze, Rodzice filmy na DVD. Rodzice nie
            wiedza, co rosnie im po oknem, wiec skad u dzieci chocby minimalna wiedza o
            tym, co kwitnie na lace? Jesli ktos nie ma pasji przyrodniczej, to lepiej
            bedzie sie znal na technicznych nowinkach, niz na ogrodkowych problemach...
            • venus22 Re: a ja to znam z praktyki... 18.08.04, 19:54
              No to tez prawda - ja rowniez wychowywalam sie w komunie ale zawsze zwracalam
              uwage na ortografie i poprawne nazewnictwo, wiec tez wiedzialam rozne rzeczy :)

              Ale glownie chodzi mi o to ze podczas gdy zachod sie rozwijal, my jednak
              bylismy do tylu pod wieloma wzgledami...
              To teraz pokutuje w roznej formie..

              Jesli chodzi o DVD i dzieci na komputerach- no coz swiat sie zmienia... w
              dlaszym ciagu ktos kto chce, dowie sie naz roslin itd.
              dawiej dzieci strugaly drewienka kozikiem, potem mialy nakrecane samochodziki,
              potem plyty i adapter, teraz DVD i komorki :)

              To tylko technika sie zmienia wokol nas - sami ludzie, nie bardzo....

              No i chyba jeszcze to ze skupiska ludzkie - miasta, miasteczka sa coraz
              wieksze. Kiedys czlek szedl ulica i polowa to bylo pole.
              jak bylam mala to pamietam jak pasly sie krowy na moim osiedlu :))'
              Duzo ludzi przybylo ze wsi, mieli wiedze, potem nastepne pokolenia coraz
              bardziej "urbanizowaly" sie..
              Nazwy roslinek szly w niepamiec, a i samych roslinek ile wyginelo...

              ech, rozgadalam sie..

              Venus

              • pauli7 Re: a ja to znam z praktyki... 18.08.04, 22:09
                Ja was moze na biezaco zaopatrywac w takie wesole historyjki - mam swoj sklepik
                z roslinkami, wiec i wypowiedzi klientow niemalo... A teraz sie zaczyna nowy
                sezon, wiec wesolo bedzie...:)
                Oczywiscie pnace, zimozielone i kwitnace tez wszyscy chca (jest jedna taka
                Lonicera, nawet czasem zdarza jej sie przezyc w nasze zimy;)), tez wszyscy sie
                martwia o moje zolkniete tuje (Sunkist;)) i inne wspomniane juz wczesniej.

                No to na poczatek moje ulubione pytanko, dodam, ze zadane wczesna wiosna, kiedy
                to pojawily sie dopiero paczki na roslinach -"Prosze pani, a czy to w juz tym
                roku bedzie mialo liscie?". Najpierw myslalam, ze sie przeslyszalam i chodzi o
                kwiaty, ale nie:)
                A wogole to bardzo czesto spotykam sie z niezrozumialym chamstwem... Ja
                rozumiem, ze wygladam mlodo (zwlaszcza ze w pracy mam na sobie dzinsy, adidasy
                i czapke z daszkiem) i nie mam wypisane na czole, ze jestem po wlasciwych
                studiach i cale zycie jestem przy roslinach, ale ludzie potrafia np zmierzyc
                mnie od gory do dolu pogardliwym wzrokiem i rzucic "phi! a co tez pani moze
                wogole wiedzic..." (na moje pytanie, czy moze pomoc...)
                czasem jak juz sie solidnie wkurze do niezle im dogryzam:))

                Jutro ciag dalszy zabawnych wypowiedzi:)
                pzdr
                • mwm Re: wiecej empatii! 19.08.04, 15:22
                  No wlasnie Venus - o to chodzi. Nie kazdy z nas zna sie na roslinach, bo nie
                  kazdy w rownej mierze tej pasji poswieca swoj czas. Czesc z nas jest tylko
                  amatorami i to poczatkujacymi. Inni trafili na to forum bo maja jakies problemy
                  z jedna roslinka, a tak w ogole w tym temacie sa zupelnie zieloni! I trzeba to
                  uszanowac! Nie mozna wiec nasmiewac sie od razu z naszej (polskiej) indolencji
                  w sprawach przyrodniczych. Jak czytam watki o paniusi, ktora nie zna sie na
                  roslinach i pyta naiwniutko, czy wyrosna jej listki, to wcale nie jestem pewna,
                  czy ta paniusia jest glupiutka, czy obsluga zbyt zadufana w sobie i niezdolna
                  do empatii. Moze to brak cierpliwosci do beznadziejnych (czasami) klientow? A
                  moze tej paniusi trzeba milo i bez uprzedzen wszystko wytlumaczyc od podstaw i
                  wzbudzic w niej ciekawosc do roslinnego swiata? Czasami rece opadaja w
                  niektorych szkolkach, ogrodniczych sklepach, czy duzych hipermarketach. Rzadko
                  kiedy mozna trafic na obsluge, ktora chetnie dzieli sie wiedza, ma dar
                  tlumaczenia i potrafi mowic o tym interesujaco. Zazwyczaj zbywa sie klienta
                  zdawkowymi, encyklopedycznymi informacjami i koniec.
                  Bronie klientow (tych przyglupow), bo pewnie sama czesto zadaje niemadre (w
                  opinii znawcow tematu) pytania.
                  Niedouczenie to inna sprawa, ale przeciez nie mozna byc douczonym w kazdej
                  dziedzinie!!!!
                  Pozdrowienia - malgosia
                  • pauli7 Re: wiecej empatii! 19.08.04, 18:14
                    mwm, do mnie wiele osob przychodzi wlasnie dlatego, ze wiedza, ze ze mna mozna
                    pogadac o roslinkach i nie tylko;); i wychodze z zalozenia, ze po to ja wiem,
                    zeby moi klienci nie musieli sie uczyc, tylko mogli przyjsc i zadawac pytania -
                    nawet te glupie; ale nic na to nie poradze, ze sa one czasem bardzo zabawne;)
                    to, ze czyjes pytanie tutaj cytuje i wspolnie sie nad nim usmiechamy (wcale nie
                    zlosliwie) nie oznacza, ze smieje sie klientowi w twarz

                    natomiast nie trzeba miec zadnej specjalistycznej wiedzy by miec swiadomosc, ze
                    liscie to co roku rosna, prawda? to jest raczej nie dowod niewiedzy a
                    bezmyslnosci...
                    a wsciekam sie tylko na chamow (na szczescie jakos za duzo ich nie bywa, ale
                    jednak...)
                    pozdrowionka
                    • zuzanna6 Re: wiecej empatii! 19.08.04, 18:39
                      Witajcie. Pozdrawiam. Pieknie piszecie o roslinkach. Pozazdrościć wiedzy i
                      doświadczenia. Moja wiedza mieści sie na miejskim balkoniku - metr na metr. No
                      ale piekne pelargonie zawsze mam i posadziłam jedno drzewko, a właściwie krzew -
                      mam tuje w doniczce. I radze sobie z moim ogrodkiem, ale ostatnio ktoś mi
                      powiedzial, ze wlaściwie tuja nie jest zdrowa dla czlowieka.....hm....moze
                      tylko ladnie wyglada, ożywia betonowy ogrodek, a nie powinna być na
                      balkonie...I jeszcze do tego me zmartwienie narasta, gdyż od kilku dni mam moją
                      tuje w domu, bo jest remontowana elewacja budyku....zaszkodzi mi moja tuja? Co
                      tym sądzicie? :(
                      • amadyn Do Zuzanny 19.08.04, 20:30
                        Witam.
                        Thuja jest szkodliwa tylko wtedy gdy ją zjesz. I nie słuchaj głupich gadek o
                        szkodliwości roślin, bo to tylko przesądy i niewiedza.
                        amadyn
                  • egaheer82 Re: wiecej empatii! 19.08.04, 18:39
                    Hej, ale ja sie wcale nie smieje zlosliwie z tej niewiedzy, o ile klienci nie sa
                    chamscy to wiekszosc 'bohaterow' historyjek byla urocza:) Sama tez nie wiem
                    wszystkiego i jeszcze dluuugo nie bede wiedziec. Jesli bylo widac, ze sie ktos
                    interesuje, to rozmawialam, tlumaczylam, wyjasnialam jak umialam najlepiej. Bylo
                    to dla mnie ciezkie, bo jestem z natury przeokropnie niesmiala i wyjakanie
                    jednego zdania strasznie duzo mnie kosztuje - ale staralam sie. Niektorym nie ma
                    sensu rozwiajac tlumaczenia, bo oni wiedza lepiej - i trudno. Mowilam wiec
                    tylko, ze tak, wiem o jaka wierzbe chodzi, to nie sa kwiaty, tylko liscie,
                    prosze ze mna', i na pytanie 'ale czy te kwiaty jej zostana na caly rok?"
                    odpowiadalam z westchnieniem i usmiechem, ze tak.
                    Niewiedza i smieszne pytania wywoluja u mnie usmiech, ale taki 'niewinny', bez
                    straszliwej zlosliwosci. Zlosliwa owszem, jestem, jako zodiakalny Skorpion mam
                    prawo - ale tylko w stosunku do osob, ktore znam i wiem ze nie poczuja sie
                    skrzywdzone. A empatii mam az za duzo:)
                    pozdrawiam
                    egaheer
                    • joasia72 Re: wiecej empatii! 19.08.04, 20:36
                      Witam, dopiero od jesieni tamtego roku zainteresowałam się ogrodem, właściwie
                      moich rodziców ale mieszkamy w jednym domu. Im się już nie chce, pozwolili więc
                      wyrzucić zapuszczony warzywniak , wyrośnięte resztki malin itp. Od jesieni
                      czytam, czytam i jeszcze raz czytam. Internet, wszelkie pożyczone, kupione
                      książki i prasę na temat ogrodów. I mam problem „bo wszyscy wiedzą lepiej” :
                      ta brzoza ci tu nie urośnie, a w ogóle to cię oszukali to wcale nie brzoza,
                      a co to za pokrzywy (tawułki), a czego kupujesz w szkółkach, centrach itp.
                      „Pan Kazio” ma na rynku jeszcze ładniejsze, o zachciało się jej, to ci nie
                      wyjdzie, tamto się nie uda . I tak w kółko znajomi, znajomi rodziców (bo
                      starszy wie lepiej), sąsiedzi. Jak mówię, że czytałam, pytałam w szkółce, jest
                      napisane na etykiecie to się obrażają, bo „się wymądrzam”. Też staram się
                      odpowiadać spokojnie albo uciekam. Ale często jestem w środku „cholernie”
                      zdenerwowana i nie mam siły tłumaczyć i odpowiadać. Dlaczego ludzie są tacy
                      zawistni, tacy zazdrośni o czyjeś zainteresowania?
                      Na razie mruczę sobie, że ja wam jeszcze pokażę, jak będzie cudnie.
                      Wygadałam się, od razu lepiej.
                      Czy macie podobne problemy?
                      Joanna

                      • zuzanna6 Re: wiecej empatii! 19.08.04, 21:20
                        joasia72 napisała:

                        > Na razie mruczę sobie, że ja wam jeszcze pokażę, jak będzie cudnie.

                        To zabrzmiało jak w ksiązce Grocholi. Tak trzymaj! Rób swoje! I czytaj
                        Grochole, takie czytadło, ale tez jest jest o determinacji w ogródku przy
                        domku.....
                        >
                        >
                        • joasia72 Re: wiecej empatii! 20.08.04, 08:30
                          dzięki Zuzanno, faktycznie czytam Grocholę, chyba się udziela.
                          Pozdrawiam
                          Joanna
      • zuzanna6 Re: a ja mam praktyki... 19.08.04, 21:14
        Wiesz Jerzy, a mnie sie wydaje, ze my wszyscy Polacy mamy receptę na lepszą
        Polskę, ale nikt nie wie jak to ztobić....najgorsze jest to ,że na tych których
        głosujemy tez nie wiedzą...
        Zdziwiłam sie, że na tak miłym wątku o ogrodach, o roslinkach....znajdę tyle
        polityki....
        My Polacy mamy niezwykłą umiejetność przechodzenia z tematu nawet o
        najmniejszej stokrotce - do polityki.
        To, że nie umiem biologii to tylko moje lenistwo i skierowanie zainteresowań w
        innym kierunku. Biologia jest bardzo trudna i chyle czoła przed wszystkimi
        sprzedawcami roslinek, bo sama należę do tych nieznosnych klientow, ktorym
        paprotka kiedyś pomyliła sie z palemką. I te wszystkie tutaj opowiesci są
        śmieszne i przesymaptyczne. To co z tą juką? A drzewko to, czy krzew?
        • zuzanna6 Re: a ja mam praktyki... 19.08.04, 21:24
          Sorry, no sami widzicie, nie z juką tylko tują. Kurde, chyba to tuja.....
          • piasia Re: a ja mam praktyki... 24.08.04, 18:19
            Tak jak napisał Amadyn - tuja Ci zaszkodzi jeśli ją zjesz.
            Swego czasu też musiałam rękami i nogami bronić przepieknej chińskiej róży,
            czyli hibiskusa, bo połowa zalogi w pracy upierała się, że ta roslina jest
            straszliwie szkodliwa i sama jej obecność w pokoju spowoduje, że wszyscy
            powymieramy (no, to, że powymieramy to akurat prawda).

            Pracowałam też w kwiaciarni, w której szefowa ciągle mnie rugała za niepodlane
            rośliny "No czy pani nie widzi, że to żółknie?!!!!!! Prosze to natychmiast
            podlać!!!" Owo "TO" co żółkło to były tuje odm. Aureospicata, cisy Aurea i
            jałowce z jakimś "Gold" w nazwie - nie pamiętam dokładnie. W każdym razie były
            to żółte odmiany iglaków. Co ja się natłumaczyłam, że on takie są, bo taka ich
            uroda. Nie pomagało. I musiałam szukac złotego środka pomiędzy wymaganiami
            szefowej, a wymaganiami rosliny. Bo podlewałam, podlewałam, a one ciągle były
            żółte....
            Tak na marginesie - rośliny, które mają za sucho, wcale nie żółkną, tylko
            najpierw szarzeją. Ale to się trzeba troszkę przyjrzeć.
            • zuzanna6 Re: a ja mam praktyki... 24.08.04, 18:52
              Dzięki. Juz jestem spokojna. Dbam o moją sliczną tuję i czekam, by ci wspaniali
              mężczyźni, na swych wspaniałych rusztowaniach skończyli swój remont nieznośny i
              moje drzewko wróci na balkon. Mam nadzieje, ze zima ich nie zasatanie, choc
              czarno to widze..... :(
              • venus22 Re: a ja mam praktyki... 25.08.04, 00:12
                Powiedz ze gold to angielsku zloto, bo tak jest i gold uzywa sie takze do
                okreslenia tego koloru.
                (Bo w angielskim nie ma odmiany przez przypadki)

                Ja rowniez kiedys nasluchalam sie glupot o rozy chinskiej! I dlatego wywalilam
                ja na balkon przez co szlag ja trafil, a ja okropnie zaluje!

                Venus
Inne wątki na temat:
Pełna wersja