Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki

04.07.13, 21:22
Kupiłam wiosną Sanguisorba obtusa, tak stało na opakowaniu, w woreczku był korzeń na obrazku krwiściąg śliczny ozdobny na który polowałam od zeszłego roku. Centrum ogroidnicze z tradycjami, producent znany, żadna firma-krzak. No i zakwitło mi to i sprawa się wydała - to normalny, polny krwiściąg officinalis, zero wdzięku. Czuję się oszukana, ale to mało. Mogę wziąć, bo zachowałam, opakowanie i pójść do sklepu poskarżyć się, lecz ponieważ znam zasady handlu, zdaję sobie sprawę, że g. mi i innym klientom z tego wyjdzie. Mówiąc szczerze, szlag mnie trafia. Jutro wywalam chwasta, z którym wiązałam tyle nadziei gdzieś w plener, nad rzekę, tam gdzie jego kumple.
Jak się zbiorę w sobie, pójdę do tego sklepu i poproszę o nazwę producenta , bo część opakowania z nią odciełam i wyrzuciłam. Napiszę do gada list pełen braku szacunku. Póki co, tutaj idę wylewać żale.
    • pinkink3 Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 05.07.13, 05:02
      Upewnij sie, czy sklep nie daje gwarancji. Bo powinien.
      U mnie wszystkie ogrodnicze daja rok gwarancji, bez wzgledu na to, czy roslina padla od niewlasciwego traktowania, czy po 11 miesiacach przestala sie podobac...
      Zwracaja kase i przepraszaja.
      • szadoka Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 05.07.13, 15:00
        Ale ty Kochana w jakiejs innej rzeczywistosci zyjesz :)
        • pieskuba Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 05.07.13, 15:23
          Pinkink chodzi do góry nogami i się jej w głowie przewróciło :)
          • pinkink3 handel bez gwarancji? 05.07.13, 16:04
            Nogi mam na dole tak samo jak Wy. ;)

            Tutaj, gdzie jestem, ludzie wiedza, ze placac dobrymi pieniedzmi musisz dostac dobry towar. Takie jest prawo i logika. Czasem nawet jest przegiecie ale zwykle na korzysc kupujacego. Wiec moze troche mi sie nie poprzewracalo.;))

            Ale i w Polsce nie wydaje mi sie prawdopodobne, zeby nie mozna bylo odkrecic ewidentnej pomylki, ze nie powiem - oszustwa.
            Inna rzecz, ze moze to zabrac czas i nerwy i nie wiadomo, czy Ci sie chce, ale inaczej handel bedzie zawsze nabijal sie z klienta, jesli takie numery beda puszczane plazem.

            Przeciez Kocia napisala:Mogę wziąć, bo zachowałam, opakowanie i pójść do sklepu poskarżyć się, lecz ponieważ znam zasady handlu, zdaję sobie sprawę, że g. mi i innym klientom z tego wyjdzie.
            Czy napewno? Ja bym poszla. I sprobowala. Przeciez tzw. konsument musi miec jakies gwarancje od sprzedawcy.



            Dobrze by bylo miec tez kwit z zakupu.
      • roseanne Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 05.07.13, 16:01
        niby tak, ale nie do konca

        nie uwzgledniono reklamacji padnietej rozy - przemarzla, bo nie wiedzialam, ze w konkretnym miejscu jest nisza, gdzie wiecrj wody

        nie uwzgledniono, nie poradzono nic na odbarwienie hibiskusa,
        • pinkink3 klient -krolem 06.07.13, 21:36
          roseanne napisała:

          > niby tak, ale nie do konca...<

          Wyglada na to, ze u mnie rozwydrzenie konsumentu poszlo dalej niz w Twoim (Kanada?)kraju;))

          Tez o tym nie wiedzialam /nie pamietalam/ i nigdy nie korzystalam, az do chwili, kiedy jedno z dwoch drzewek herbacianych [Jubilee New ZealandTea Tree] mi padlo, podczas kiedy drugie bylo OK. A powiedzieli mi o tym ogrodnicy.
          Poszlam, oddali pieniadze bez niczego.

          Zaluje, ze nie robilam tak wczesniej , bo tyle namarnowanych roslin wywalilam...razem z pieniedzmi na nie wydanymi.

          W Australii, slyszalam, jest tez 1 rok gwarancji na kupione rosliny. Gdzies w sieci byla o tym mowa.
          Jak jest gdzie indziej, nie wiem, ale zawsze warto sie dowiedziec i nie byc taka gapa jak ja bylam. Wczesniej czy pozniej sklepy zaczna walczyc o klienta. W Polsce tez.
      • 5th_element Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 28.08.13, 08:02
        się podobać przestała i kasę oddają??? bosh to u nas by się działo.

        BTW u tego gościa nie kupujcie na All allegro.pl/show_user.php?uid=4719599. Kupiłam u niego milin, niby 2-letnie rośliny, a po sezonie musiałam wywalić, nic nie urosło z rachitycznego 20 cm kikutka.
    • budzik11 Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 05.07.13, 16:12
      Ja dwa lata próbowałam posiać lobelię. Pierwszego roku/razu miała być lobelia niebieska, wyrosła mi celozja pierzasta. Drugiego roku miała być lobelia mix kolor (biała, różowa i niebieska) - wyrosła tylko niebieska. Niby mogłabym reklamować, ale jak udowodnię, że akurat z tego opakowania wyrosło mi to, co wyrosło? Serio, takie rzeczy można reklamować i jest szansa na jakieś rozsądne rozwiązanie?
      • kocia_noga Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 05.07.13, 16:24
        O, mieszanki, zwłaszcza od Legutki to cały poemat.
        Ale sytuacja zmieniła się - dzisiaj rano zakwitł mi liowiec od tego samego producenta. Miał być wypasiony, pomarańczowy z czerwonymi plamkami i pełny. Otwarł się kwiat pospolitego burasda, jakich pełno po bylejakich ogródkach. To drugi zakup w tym samym centrum, tego samego dnia, od tego samego producenta. Kupiłam wtedy jeszcze dwa irysy , ale nie zakwitły tego roku, więc nie wiem, podejrzewam że jak się dowiem w przyszłym sezonie, to dostanę piany :(
        Tak sobie myślę, że taki producent liczy na to, że nabrani klienci albo pójdą do ze skargą do sklepu, a sklep w zasadzie ma małe możliwośći, albo odpuszczą sobie reklamacje, a zła sława będzie dotyczyć sklepu.
        Ja postanowiłam nie odpuścić. Pójdę do tego sklepu, opowiem i poradzę, żeby trzymali się od tego oszusta z daleka, bo będą tracić dobre imię i klientów.
        Oraz powiadomię kogo tylko się da, co to za producent i że oszukuje. Jak ktos się chce dowiedzieć, od kogo nie kupować, to wyślę dane na priw.
        Może jeszcze napiszę do tego juniora (bo to pan iksiński junior) że tak i tak , i że będę ostrzegała przed nim kogo się da, a może wytworzyć się o nim zła opinia, ponieważ liczę na to, że informacja pójdzie dalej w świat.
        -
        Sygnaturki brak do odwołania
        • szadoka Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 05.07.13, 20:23
          powodzenia :), trzymam kiuki zeby Ci sie udalo.
    • enith Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 07.07.13, 18:49
      Czytam żale kociej_nogi oraz innych forumowiczów uprawiających ogrody w Polsce i trafia mnie jasny szlag. Sama mieszkam w USA i tu każdy szanujący się handlarz roślinami daje roczną gwarancję na drzewa i krzewy oraz od miesięcznej do półrocznej gwarancję na byliny. NIGDY też nie zdarzyło się, że kupiłam lilie np. czerwone, a wyrosły żółte, a wierzcie mi, kupuję rośliny w ilościach niemal hurtowych przez okrągły rok. Tu po prostu walczy się o klienta i wie, że zadowolony klient będzie regularnie wracał i jeszcze przyprowadzi kolegów. Coś mnie chce trafić, jak czytam, jak traktuje się konsumenta w Polsce.
      Na twoim miejscu kocia_nogo nie kupiłabym nic więcej od tego sprzedawcy i powiadomiłabym go o powodach. Może w końu handlujący produktami zaczną brać odpowiedzialność za to, czym handlują.
      • kocia_noga Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 08.07.13, 08:46
        U nas niewidzialna reka rynku dziala w jedna strone (przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z hotelu na obcym sprzecie i nie wiem, jak sie robi znaki diakrytyczne).
        To nie pierwszy raz kiedy kupuje rosliny jak kota w worku, zeszlego roku duzy znany producent przyslal mi kilka krzewow zmarznietych; wyslalam mu reklamacje, ale nawet nie raczyl odpowiedziec. Inny, tego roku, przyslal mi rosliny zalane woda, z czego czesc chorowala, a jedna sztuka nie przezyla. Napisalam do niego, zeby moze mniej lali wody do doniczek, zwlaszcza jak wysylaja do miejscowosci o niecale 100km odleglej. Ten odpowiedzial, ale w tonie, ze jak mam jakies pretensje to niech wypelnie formulaz, a oni mi zwroca pieniadze.
        Temu gagatkowi wyslalam list, na razie nie odpowiedzial.
        W zasadzie jak przegladalam rozne sklepy z roslinami, to panuje tu wolna amerykanka - sprzedaja np rosliny z innych stref klimatycznych, nie ostrzegaja o specjalnych wymaganiacxh itp. Wyegzekwowanie praw konsumenckich jest niemalze niemozliwe, albo konczy sie na zwrocie tych kilkunastu zlotych, z wielkimi fochami w dodatku.
        Moze i konkurencja zadziala, a moze wielkie firmy zarzna te male i w ogole beda miec konsumentow gdzies.
        --
        Sygnaturki brak do odwołania
    • baas1 Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 08.07.13, 21:12
      Ja z 5 lat temu kupiłam w g...nym wprawdzie sklepie TESCO dereń - stało na opakowaniu cornus alba, a dopiero w tym roku doszłam, że to krzewuszka i to jakaś taka poślednia bardzo. Ale kwitnie, więc nie wyrżłam i nie przeklęłam, choć trochę zawiedziona jestem. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że w życiu derenia nie widziałam, ani alba, ani żadnego innego. Z innych pomyłek - tu akurat się ucieszyłam- i do końca nie rozumiem o co chodzi, malwę posiałam, nasionko ukradzione z wystającej przez płot malwy. No i zakwitła mi w tym roku, piękna bordowa, a głowę bym dała, że malwa matka była kremowa, trochę nieciekawa. A malwa, którą kupiłam w sklepie ogrodniczym jako pojedynczą, okazała się taką o kwiatach pełnych. A mnie zależy tylko na pojedynczych. Życie jest pełne niespodzianek, może trochę gorzej jeśli są one kosztowne.
      • kocia_noga Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 08.07.13, 21:23
        Tak, chaos i zamet maja swoje dobre strony. Sama sobie chwale zakup nasion niby ostrogowca, ktory okazal sie duzo ladniejsza lepnica wschodnia. A takze pewna panienke z centrum ogrodniczego co mi wcisnela niechciana robinie zolta, przysiegajac ze to ta z liliowymi kwiatami. Zolta okazala sie dekoracyjna caly rok i nie jest taka wrazliwa na przeciagi :)
        Jednakze nadal sadze, ze zlych stron jest wiecej i w chaosie i oszustwie.
        • kocia_noga Coś krzepiącego na osłodę 19.07.13, 13:27
          Parę dni temu kupiłam kilka roślin w sklepie internetowym; paczka nadeszła szybciutko, a po otwarciu okazało się, że jest o 3 rośliny za dużo. Jedna, to zwyczajowy gratis od sklepu, ale te dwie nadprogramowe to ewidentna pomyłka. Napisałam do tego sklepu, chcąc wyrównać należnośc i dostałam odpowiedź, że zapakowały więcej, bo jedna z sadzonek wyglądała słabo, więc dodały drugą, a tę trzecią jeszcze ot, tak sobie. Poza gratisem, rzecz jasna.
          Może i pomyłka przy pakowaniu, ale jak elegancko i z wdziękiem załatwiona!
          No i rzecz jasna mam 3 rośliny więcej niż zamawiałam.
          • nieskorzanka Re: Coś krzepiącego na osłodę 19.07.13, 21:24
            Kupiłam i posiałam to
            https://www.e-ogrodnicy.pl/galerie/r/rokietta-siewna-0-5-g_2817.jpg
            a wyrosło to.....
            https://www.zielonyogrodek.pl/images/media2/21152rukola.wiki.domenapubliczna.jpg
            • kocia_noga Re: Coś krzepiącego na osłodę 20.07.13, 09:13
              A to niżej to co to jest tak mniej więcej? Jadłaś?
              Nasiona już się szykują, tylko czekam aż ta biała dojrzeje, bo kwitła później, nie wiem czemu, mnoże tak ma.
              • nieskorzanka Re: Coś krzepiącego na osłodę 20.07.13, 14:02
                To coś niżej też kupowałam kiedyś i siałam. Nazywało się ,,rukola'' Potem (w zeszłym roku) znalazłam to coś co ma nazwę rokieta i wygląda jak na pierwszym obrazku. Urosło to co na obrazku. W tym roku znów kupiłam, ale już urosło co innego. W smaku obie roślinki podobne są. Jednak ta pierwsza ma tę przewagę, że można ją strzyc całe lato i wciąż odrasta. Przezimowały mi dwie roślinki z których skubię listki. Dopiero teraz jedna wypuściła jeden pęd kwiatostanowy. Ta druga natomiast natychmiast bierze się do kwitnięcia, liście rosną ogromne jak u rzodkwi... :(
                • kocia_noga Re: Coś krzepiącego na osłodę 20.07.13, 20:29
                  Rokieta to to samo co rukola, ale są różne odmiany. Nie jestem w tym specjalistką, ale wiem, bo moja sąsiadka je uwielbia i sieje przynajmniej dwie odmiany.
                  Ale jak dali na opakowaniu fotkę to powinna być w środku właśnie ta.
                  Ja z kolei kupiłam nasiona nazwane mieszanką szybką sałat czy coś w tym stylu, jak nie zapomnę, to znajdę opakowanie. Wysiałam tego niecałe pół paczuszki do szklarenki, żeby sobie zrobić od czasu do czasu sałatkę. Wyrosła tego cała knieja, chyba te dwie rukole między onnymi, pakczoj mizuna o coś tam jeszcze. Nie do pzrejedzenia. Obdarowuję, kto nie ucieka, ścinam - odrasta, z bólem serca w kopńcu wziełam się za usuwanie, bo mi onne rośliny zacieniają, a ja nabrałam sałatkowstrętu.
                  • kocia_noga Re: Coś krzepiącego na osłodę 20.07.13, 20:32
                    Coś mi o wskakuje zmiast i. Nic dziwnego, klawiatura doszczętnie wytarta, nei chce mi się kupić nowej, wqięc trafiam - raz trafię, innym razem chybię.
                  • nieskorzanka Re: Coś krzepiącego na osłodę 21.07.13, 14:47
                    kocia_noga napisała:

                    > Rokieta to to samo co rukola, ale są różne odmiany.

                    Chyba jednak nie.....Rokieta to Diplotaxis tenuifolia a rukola to Eruca sativa
                    • nieskorzanka Re: Coś krzepiącego na osłodę 27.08.13, 19:21
                      Oto moja zeszłoroczna rokieta, dwie roślinki :) Wciąż rośnie i przyrastają nowe pędy. Nie myśli zakwitnąć. Obudowałam ją deskami bo zakładam grządkę podwyższoną. Szkoda mi ją wyrwać.
                      https://cdn2.asteroid.pl/a.garnek.pl/026/727/26727788_800.0.jpg/zdjecie.jpg
          • 5th_element Re: Coś krzepiącego na osłodę 28.08.13, 08:10
            tej, napisz co to za fajowy sprzedawca. Zarzekałam sie, ze nigdy wiecej zakupow zielska przez internet, ale kto wie, kto wie;)
            • kocia_noga Re: Coś krzepiącego na osłodę 28.08.13, 08:16
              5th_element napisała:

              > tej, napisz co to za fajowy sprzedawca. Zarzekałam sie, ze nigdy wiecej zakupow
              > zielska przez internet, ale kto wie, kto wie;)

              Poszukaj bylinowego raju.
    • koralka32 Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 23.07.13, 09:26
      Podzielam się z tobą w żalu.
      Ja z kolei kupiłam trzy dwa białe a w środku fioletowy miał być. Tak było na zdjęciu przypiętym do clematisa. W lipcu zaczęły kwitnąć wszystkie. Na biało:((( I gdzie ten ciemny fiolet? ano zrobił się biały :((( też jestem wściekła
      • nieskorzanka Re: Książka życzeń i zażaleń u kierowniczki 23.07.13, 18:37
        Następna niespodzianka... Kupiłam nasiona z których miało wyrosnąć to:
        https://www.floora.pl/rzodkiewka%20m1.jpg
        A wyrosła rzodkiewka-negatyw, czyli biała w środku z czerwoną skórką, na dodatek o kształcie marchewki....:(
        • wrexham o rany, nie straszcie... 28.08.13, 13:38
          ...zamówiłam cztery sadzonki hortensji bukietowych w tym dwie po 40 zyla za wyjątkowo piękne, licencjonowane sadzonki jakiejś nowej odmiany; najgorsze jest to, że się od razu nie zorientuję przecież, że to cos innego, mniej spektakularnego, bo po pierwsze, młode egzemplarze, pewnie bez kwiatów, a po drugie nie jestem znawcą tematu... :(
          • kocia_noga Re: o rany, nie straszcie... 28.08.13, 21:46
            A ja se ide w sobote na Zieleń to życie i jak co zobacze piknego to kupie.
            • wrexham Re: o rany, nie straszcie... 29.08.13, 09:24
              he, he...
              moja sąsiadka tak poszła kupić bezpośrednio;
              sprzedawca zachwalał, że ma niespotykane, przecudne tulipany-giganty;
              kupiła jedną dużą cebulę i wyrósł jej... czosnek ;P
              • horpyna4 Re: o rany, nie straszcie... 29.08.13, 10:51
                No wiesz, akurat cebuli tulipana nie da się pomylić z inną. Mają bardzo charakterystyczny kształt, sąsiadka była wyjątkowo niekumata.
                • wrexham Re: o rany, nie straszcie... 29.08.13, 14:22
                  sąsiadka nie dość, że niekumata, to jeszcze z tych, co łykają wszystko jak młody pelikan;
                  w sprzyjających okolicznościach uwierzyłaby, że żaba ma sierść ;)
              • enith Re: o rany, nie straszcie... 29.08.13, 16:11
                Sąsiadka może być niekumata i naiwna, co nie zmienia faktu, że sprzedając z rozmysłem czosnek jako tulipana, sprzedawca twoją sąsiadkę zwyczajnie OSZUKAŁ. Klient ma PRAWO wykazać się niewiedzą, co nie daje cwanym sprzedawcom prawa do okłamywania. Należy tępić takie zachowania.
                • wrexham Re: o rany, nie straszcie... 02.09.13, 12:31
                  sprzedawca oczywiście oszukał, albo sam nie wiedział co sprzedaje;

                  a moje hortensje idą do reklamacji; czterdzieści złotych za taką tragedię, że się załamać można; wysłałabym komuś zdjęcie, żeby zobaczył, czy one czasem nie są chore, bo mają jakies dziwne wierzchołki młodych pędów, liście pokurczone w rurki; napisałam do sklepu, ale nie spodziewam sie jakichś wyjaśnień... :(
                  miały kwitnąć, nie kwitną, pędy miały byc sztywne i wzniesione, a praktycznie płoża sie po ziemi; sąsiadkę ledwo namówiłam na zakupy przez internet, jedna sadzonka była dla niej; teraz mi głupio ją mijać na ulicy...
                  • kocia_noga Re: o rany, nie straszcie... 04.09.13, 13:10
                    Ja mam widocznie dzikie szczęście do sklepów internetowych.
                    Dużo gorzej sprawa się ma ze zwykłymi punktami handlowymi.
                    Dzisiaj np odwiedziłam karfur i kupiłam wielki (ok 150cm) cyprysik lawsona za jedyne dwie dychy. Kiedy taszczyłam toto zagadnął mnie sympatyczny młodzieniec (przed 40-chą) ile kosztowało to cudo i powiadomił, że takie same kupił kiedyś w realu ale wszstkie mu uschły. Tak, ziemia w doniczce dość sucha, odpowiedziałam. Po czym zatachałam to do auta, zawiozłam gdzie tzreba, a przy wyciąganiu z bagażnika odsłoniła się naga prawda - w doniczce tkwiły ordynarnie obcięte korzenie byle jak zasypane suchą ziemią - praktycznei trup jeszcze bez oznak rozkładu. Producent holenderski - soli na ogon można nasypać.
                    Marzyłaby mi się czarna lista nieuczciwców, ale wiem, że tacy straszą sądem. Na opis konkretnego zdarzenia jednakże chyba są bezsilni. Oczywiście, mogłam si.ę nie łasić na taniochę, ale to nic a nic nie zmienia karfurowo-realowego oszustwa. Dwie dychy stracone, a i rośliny już tak ładnie podhodowanej szkoda.
                    • nieskorzanka Re: o rany, nie straszcie... 04.09.13, 13:51
                      To nic. Moja przyjaciółka kupiła krotona. Niedużą sadzonkę w doniczce. Przez jej nieuwagę, doniczka spadła i ukazała przykrą prawdę.... Sadzonka była kompletnie nieukorzeniona..... włożona tylko w ziemię....
                    • enith Re: o rany, nie straszcie... 04.09.13, 16:42
                      Na tego typu przykre niespodzianki jest metoda: przed zakupem wyciągamy roślinę z doniczki w celu obejrzenia korzeni. Można poprosić o to sprzedawcę, jeśli sami nie chcemy tego robić. Dobry sprzedawca pokaże nam korzenie. Tego, który nie chce ich pokazać, należy omijać szerokim łukiem.
                      • lellapolella Re: o rany, nie straszcie... 04.09.13, 18:25
                        Mam dokładnie tak jak Kocia- dzikie szczęście do kupowania przez internet, choć przyznaję, że sprawdzam wcześniej, co się da;) Ale niech no tylko się wybiorę do centrum ogrodniczego w mieście powiatowym i mam nerwy w strzępach. Najpierw w sklepie z powodu totalnie nierozgarniętej i obrażonej na klientów obsługi, potem już w ogrodzie, gdzie z obrazków wyrasta mi palczycha a róża pnąca okazuje się daremnym pypciem, ani w odmianie ani nawet w kolorze zgodnym:{ To samo w jedynej pobliskiej szkółce, której miano powinno brzmieć "Tragedia". A z targów jesiennych przywiozłam cebule, które jak jeden mąż wyrosły już jesienią a zimą spokojnie dokonały żywota.
                        Tylko internet:)
                    • kocia_noga Re: o rany, nie straszcie... 07.10.13, 19:45
                      kocia_noga napisała:

                      > Dzisiaj np odwiedziłam karfur i kupiłam wielki (ok 150cm) cyprysik lawsona za j
                      > edyne dwie dychy.

                      Właśnie, szukałam tego wątku, żeby sprawdzić = to już miesiąc i drzewko żyje. Niektóre gałązki troszkę przyschły górą, ale reszta zielona. Nie wiem, czy się napalać, czy to w ogóle możliwe, żeby przetrwał zimę?
Pełna wersja