jak nawozić drzewo

02.04.14, 09:35

Moi Drodzy mam ogród na piaskach. W jaki sposób zasilić drzewka owocowe? Czy rozsypanie nawozu na szerokość korony coś da czy bedę miała jedynie ładniejszą trawe? Czy jeśli ułoże liscie/ sciętą trawe pod drzewem ( pamietając żeby nie dotykało to wszystko pnia) to będzie to miało sens? Przeniknie cokolwiek na odpowiednią głębokość?
    • yoma Re: jak nawozić drzewo 02.04.14, 13:19
      Będziesz miała ładniejszą trawę :)

      Osobiście biorę kurzy granulat i wkopuję go delikatine pod drzewkiem. Ale i tak najlepiej rodzą te stare, sprawdzone, nienawożone wcale albo symbolicznie :)
      • szadoka Re: jak nawozić drzewo 02.04.14, 14:55
        Tak podejrzewałam :), trudno, niech sobie radzą same. No może je poczęstuje tym kurzakiem , się zobaczy.
        Zawsze sobie obiecuję, ze jak będe sadziła nowe drzewko to jakąś rurke w ziemię wraże żeby było jak zasilać i podlewać ale jakoś się nie wychodzi...
        • yoma Re: jak nawozić drzewo 02.04.14, 15:19
          Rurkę w ziemię powiadasz? No może to i jest jakiś pomysł... tylko wtedy punktowo by to wszystko szło. Hm.
          • szadoka Re: jak nawozić drzewo 02.04.14, 19:38
            Widzialam taki patent kilka razy w parkach. W ziemi zakopana jest taka karbowana rurka. zakladam, ze podziurawiona na końcu i może zwinięta przy korzeniach jak dziki wąż...
            • yoma Re: jak nawozić drzewo 02.04.14, 21:24
              Do podlewania OK, ale do nawożenia nie wiem, czy nie spali. Grzebanie kurzaka chyba bezpieczniejsze.
            • leeliana Re: jak nawozić drzewo 03.04.14, 11:06
              Rury są przy sadzeniu umieszczane do napowietrzania i ew. nawadniania, obawiam się, że nawóz mógłby spalić korzenie... Moje drzewa od lat nawożę sypiąc nawóz wokół pnia na szerokość korony i podlewając go, aby się rozpuścił. Na zimę lub wczesną wiosną sypię też wokół drzewa przesiany kompost. Trawa wokół drzewek nie wyróżnia się ani na plus ani na minus.
    • thea19 jest prosta i skuteczna metoda 02.04.14, 21:32
      nawozenie dolistne
    • dar61 Wróćmy na gliny, tam cel 03.04.14, 12:45
      Rurki wkopane [kilka] w zarysie korony drzew[k]a [też przyszłych rozmiarów] to nie jest głupi pomysł. Zasila się tak i drzewa na wysepkach wśród asfaltobetonu ulic miejskich, jak i staruszka Bartka spode Zagnańska. Temu ostatniemu bardzo to pomogło, gdy diagnozowano mu szybkie zejście.

      Ale na piaskach cała robota będzie wpłukiwana za głęboko, za łatwo, za szeroko.
      Gospodarzę i na piaskach. Zrezygnowałem z sadzenia tam drzew owocodajnych, bo nie miałem dostępu do odpowiednio dużej masy glin, iłów, jaką chciałem sadzonym drzewom [nie drzewkom] owocowym - na przyszłe ich życie - zapewnić. Stać me mięśnie by było, aby takim [przyszłym] drzewom wykopać padół 4x4x4 metry i napełnić to miejsce (przed posadzeniem sadzonki) mieszaniną dowiezionej ziemi próchniczej. Nawet stać by mnie było na podplandekowanie przeciwodsiąkowe połowy głębokości wykopu [tak się czyni - geomembrana - przy sadzeniu drzew na dachach wieżowców, plus drenaż, oczywista].

      Ale potknąłem się o właśnie o niezbędne składniki ilaste, wodotrzymalne. Obiecaną przyczepę gliny z sąsiedniej miejscowości - obiecankowaną przez mojego kolegi ojca, z wykopu pod ich tam przydomowe szambo - zamiast do mnie na ogród, wyciepano gdzieś na pola... Ale żałowałem!

      Sam sobie potem dowoziłem - po auto-przyczepce, po taczce - takie zeskrobiny glin, zagospodarowałem stertę gliny z pieca kaflowego, wywaloną precz przez sąsiada, śledziłem lot każdego liścia z sąsiednich lasków [wiem, wiem, wygrabianie ścioły jest zakazywane, ale to jest w ramach naszej/ ich wspólnotowej posesji], założyłem dwa kompostowniki. Ich zawartość [+ glinę], dawałem pod każdy sadzony u nas krzew. Kupa roboty? Ależ oczywiście.

      Jednak dziś nie trzeba tych krzewów nawet podlewać, rodzą nieźle*. Dwa posadzone na tej posośniakowej piaszczystej glebie rdzawej [początki bielicowania od kwasów] krzaczki borówki hamerykanki dają tyle owocu, ile z 10 sztuk róznych borówek i suchodrzewów z Kamczatki, jakie posadziłem rodzicom na dobrej ogrodowej glebie.
      Musi więc takie zamierzenia rozpatrywać i {Szadoka}. Lub zwielokrotnić podlewanie rurkami o tę porcjęnawozu, jak bezpowrotnie wokół drzewk na piaskach będzie tracona z przesiąkania, z nietrzymania przez glebę. To samo będzie z nawozami sypanymi po wirchu.
      Czy sypać drzewku - i niewygrabiać jego własne - liście? Ależ oczywiście. Drzewa przecież samozasilają się, umierając.

      */ vide załącznik nieobowiązkowy, acz zachwalam.
      • dar61 załącznik [można spalić przed konsumpcją] 03.04.14, 13:07
        Załącznik dla dociekliwych:

        Winien jestem jeszcze dwie, trzy opowieści do kompletu.
        Jak się wprowadzałem tam w te posośniakowe ogrody, śp. sąsiad opowiadał, jakie to drzewa tam ogrodowe sadzono, których już nie ma.
        Teraz, kiedy sąsiada nie ma, nie ma jego ręką sadzonych tam drzew, i mnie przyszło wspominać to, co za moich czasów tam uschło:
        - czerecha - szt. 1 [ależ pyszne owoce miała!], na oko 15-letnia, góra 3 metry miała, dość rachityczna [pono plonowała śladowo], dobita przez chorobę ogólnopolską drzew pestkowych*;
        - wiśnie szt. ze trzy [wliczając te sąsiada], 10-15-latki, wiotkie, kilkukonarówki *;
        - półdziczki mirabelek - szt. 3, młódki 2-3-latki, dobite niesmarowaniem im pni na przednówku wapnem [człek się uczy na błędach];
        - szczepiona mą ręką [pyszna!] śliwa spod rynny na podkładce po mirabelkach - szt. 1 [trzy razy ponawiałem tę próbę, planując drzewo mateczne usunąć spod ściany domu - 15 cm odstęp od ściany, 5 cm od stopnia schodów, rozsadzające tam schody i ścianę - pod warunkiem przyjęcia się jej następczyni; chyba będzie rosło nadal];
        - śliwa 40-latka, na miedzy ze śp. sąsiadem;
        - (...).
        Bzów, tamaryszka i innych nieowocowych nie wspomnę, też i szwedzkiego jarzęba, dobitego przymrozkiem w połowie maja, w pełnym jego pąków otwieraniu.
        Drzewka sadzone w nasz piach, zasilane postfactum, były [i są jeszcze - u sąsiadów je widać] cherlawe, półkarłowe, więdną w upały, kwitną owszem-owszem, ale brak im sił i środków na owocowanie, też i z przyczyn nękania przez zmrozowisko...
        Ale nieowocowe, jakimi - zuchwale, intencjonalnie, bez zgody policji z zarządu sąsiedniej wspólnoty mieszkaniowej - zagęściłem zagajnik zapłotowy [sasiedzi wycięli tam to i owo], dobrane odmianowo do siedliska, czują się nieźle [bez podsypki].

        Drugim faktem jest wielo[dziesięcio]letnie okładanie okolic pni ogródkowych drzewek owocowych obornikiem bydlęcym. To pono patent sprzed wieków.
        Sąsiadowi śp. półparaplegikowi w tym dziele osobiście pomagałem, bo prosił, obserwowałem efekty zasilania. Znikome. Bujny trawnik przez lata i kap-kap owoców [czereśnia, wiśnie]. Teren wokół pnia wyraźnie spagórkowaciał. Sąsiedni zapłotowy lilak wyraźnie zmężniał*.
        Szczepionej jabłoni u śp. sąsiada to i pomagało, i nie przeszkadało. Może jabłoń kto u zarania sadzenia wspomógł w wykopie, bo dziś pod tę jabłoń inna sąsiadka nie leje wody, jak śp. sąsiad [przez noc nie zakręcał ogrodowego kranu - wspólny H2O-licznik], nie wali przyczep obornika, a zbiera niezły plon jabłek [pobrałem szczepki, może i ja doczekam owoców]...

        */ Trzecie doniesienie, ode mnie: wszędzie, gdzie wykopy zasiliłem krzewom pysznościami i gliną, wrastają „sąsiedzi" zza płota. Z odległości do kilkunastu metrów. [!]. Sprawdzałem, przypadkowo czyniąc wokół transzeje do zakopania węży wodnych. Wrasta robinia z kilkunastu metrów zza płota; topole osiki; jesion, bidujący u płota; bidujące tam, rzadko kwitnące [zmrozowisko] lilaki - no ia spod rynny śliwa, demolując pod ziemią moją tam winorośl przyścienna, wybija tam ciągle swymi odrostami z podkładki...
        Są, jak dla mnie, pasożytami, ale i pokazują moc przyrody. Kradną moją glinę, kompost, torfu kilka worków glinę spod pieca, no i wodę, jak tam pod krzaczkami zawsze jest, bo wszystkie swoje nasadzenia tam zaściółkowałem prodeszczowo.
        A może odzyskują te liście, jakie im jesienią podbiera[łe]m?

        współczujący gospodyniom i gospodarzom na sandrach
        Dar61

        ***

        Wróćmy na swe gliny
        Rzućmy sandry precz
        Znajdziesz cel swej drogi
        Wśród szumiących drzew...
        • dar61 załącznik załącznika 03.04.14, 13:16
          Nie powinno:
          ... Kradną moją glinę, kompost, torfu kilka worków glinę spod pieca, no i wodę, jak tam pod krzaczkami zawsze jest, bo wszystkie swoje nasadzenia tam zaściółkowałem prodeszczowo ...

          Powinno:
          ... torfu kilka worków, glinę spod pieca, no i wodę, jaka tam pod krzaczkami zawsze jest, bo ...

          zawinił
          d61
Pełna wersja