Kompostownik, czy pomysł jest dobry?

24.12.14, 20:28
Sam kompostownik to wiadomo pomysł znakomity, ale mam wątpliwości do jego wykonania.
Planuję usunąc w dużej 200l beczce plastikowej dno i wykonać na dole otwór ok 1/4 okręgu beczki na podbieranie gotowego kompostu.
Pomysł stąd ,że po obejrzeniu zdjęć kilkunastu gotowych kompostowników przeczytałam opinie ,że często te kompostowniki nie trzymają się w kupie i gdzieś na kancie "rozchodzą się".
Beczka byłaby tańsza, bardziej zwarta. Jak oceniacie pomysł? Jakie są jego słabe strony?
    • dar61 próbować, sprawozdając 24.12.14, 21:19
      [Termo]kompostowniki nie bez przyczyny mają konstrukcję rozbieralną. Raz na pewien czas zawartość takiego, jeśli niedoskonale skomponowana, wymaga wypróżnienia, przemieszania/ odsiania składników trudno się rozkładających, gałęzi etc. - i znów napełnienia. Rozbieralność to właśnie umożliwia*.
      Dalej - [termo]kompostowniki nie bez przyczyny mają przekrój dołem szerszy. Sprzyja to zsuwaniu się zawartości. Beka, jeśli kształtem klasyczna, dołem się zwęża, zsuwanie utrudniając.
      Z kolei [termo]kompostowniki mają liczne otwory i szczeliny, co sprzyja rozkładowi typu tlenowego. Beka jest szczelniejsza - albo w niej rozkład gnilny [ze stratą składu i ulatnianiem się cennych składników azotowych, budulcowych], albo trzeba by ją ponawiercać i dołem, i w środku.
      Dobre, najlepsze [termo]kompostowniki są szerokością dobiegające metra. Nie widziałem jeszcze takiej szerokości beczek. No, może w muzeum winiarstwa... Im szerszy pojemnik na odpadki, tym wewnątrz cieplej, tym snadniej nawet zimą tam rozkład trwa. Wąskie, typu beczkowatego, stygną łatwo, co zwalnia rozkład, zimą wręcz to sprzyja zamarznięciu na kość. Nie wiem, czy miałaby {Mali_na} cierpliwość, by czekać następny rok lubo dwa, aby zawartość beki wreszcie się rozłozyła.
      Nie mówię, że mogłoby to być szybciej, ale do tego potrzeba nadzienie beczki mieć drobnorozdrobnione [zakup młynka. rębaczka ogrodowego?], dno jej powinno być ażurowe, najlepiej, by dno po prostu odcią - postój na gruncie nielitym, ziemnym, sprzyja zasiedlaniu przez mikroorganzimy detrytusowe, wejściu [i wyjściu]! dżdżownic, odsiąkowi soków.

      Otwór, okienko w beczce tylko jeden? Ujć, mało. Wybiera się wnętrze b. trudno, wręcz lepi się, trza dźgać, poluźniać, potrząsać, podrzucac - męka. Kilka okienek, naokolnie, jak w [termo]kompostowniku - świetny pomysł.
      Beczka na start, dobra rzecz. Uczy pokory, nanawia do wstawiania w centerum pionowego kominka, z bele czego: wziązka chrustu, rura pecewu, ponawiercana i wystająca - bo wnętrze [szczelnej, za szczelnej] beki z nadzieniem odpadkowym bez tego zaczyna nie butwieć [tlenowo], a wręcz gnić [beztlenowo]. Amoniak etc. Zaduch na pół kilometra. Sąsiedzka zawiść, meldunki do straży/ policji/ męża. Odradzam. Albo bekę licznie i gęsto ponawiercać. Dużej średnicy wiertłem.
      Bekę - prócz klasycznego komopstownika - miałem. Wkopałem, zamaskowałem obudową. Wyniki doświadczenia - summa powyżej.
      Sąsiadka ogródkowa takoż - odradzałem jej, żeby choć bez klapy i dna była - uparła się, nie i nie; doradzałem, kominek w jej beczce pomogłem dostawić - nic nie dało. Zaduch jak 150. Rok postała beka, a jak zawartość skisła, poszła w niebyt. Odtąd odpadki sąsiadki [...].
      Jam kupił 1. [termo]kompostownik, potem 2. Potem rodzicielomom, w ich ogród, dwa. Co niniejszym i Gospodyni wątku doradzam.
      Na razie niech {M.} eksperymentuje, kombinuje, wyniki nam sprawozdaje.
      Powodzenia!
      D61

      */
      [anty]Rozbieralność? Nawiercić sąsiednie ścianki na tej samej wysokości, zdrutować lub - jak u nas - zacisnąć tam takie kajdanki jednorazowe, czyli takie zaciskowe plast-paski, zwykle jednorazówki [znam patent na odpięcie], łatwe do przecięcia, groszowy [euro-, talarocentowy] wydatek. Po kilku latach kiwania się nam kompostowników na kantach wreszcie ten wariant z nawiercaniem, od półtora roku, testujemy. Efekt: re-we-lac-ja. Kiwanie sie odkiwało.
      • dar61 Wzdęć ... 24.12.14, 21:23
        Wzdęć efekt eliminując:
        nanawia >>> namawiam
        w centerum >>> w centrum
        wziązka >>> wiązka
      • mali_na Re: próbować, sprawozdając 25.12.14, 14:17
        Dziękuję za radę. Kupię kompostownik z prawdziwego zdarzenia a beczkę podstawię pod rynnę
        I jeszcze; kompostownik powinien stac w słońcu? Bo przyznam się w moim małym ogródku mam miejsce tylko w rogu w cieniu.
        • annajustyna Re: próbować, sprawozdając 25.12.14, 14:27
          Jak masz maly ogrod, to po co? hcesz sobie rosliny ta ziemia z kompostnika popalic? Czy moze myszy hodowac? ;)
        • dar61 Wodę mając ... 25.12.14, 18:10
          ... tylko w rogu w cieniu
          To dobrze, bo lokalizacja - dla termokompostownika - jest dowolna, choć lepiej, by - jak kompostowniki klasyczne - stał w lekkim cieniu. Sprzyja to niedolewaniu mu wody, gdyby zawartość wyschła na wiór, więc i szybszemu rozkładowi. Mając wodę, z np. wężokonewki, można by go dowilżać. Nie warto go też i zalewać. Stąd zachwala się lokalizacje też i na lekkim wyniesieniu lub na lekkim spadzie, by się sam odwadniał. Pobliże rynny odradzam...

          Zakup?
          Zachwalam jednak poczekać na doroczne, sezonowe dostawy w marketosklepach, w PL ceny tam oscylują dla termokompostierek w okolicy 100-120 PLN. Ceny dla niesprzedanych tam lądują i poniżej tej setki [ceny wyższe, gdy w komplecie jest dno - dla mnie zbędne].
          W centrach budowlano-ogrodowych górny pułap cen to ze sześć setek PLN, niższy - trzy. Zdzierstwo.

          Myszy?
          W kompostownik odpadki myszom jadalne powinny nie trafiać - u nas mąż zjada wszystko i nic nie zostaje*. Jeśli myszy tam się jednak pojawiają, to kompostownik ma nadzienie z pędraków kilkuletnich, co świadczy o nieumiejętnym [ponadrocznym] użyciu/ napełnianu tegoż, a to błąd. Taki depozyt jest typowy dla zwykłych kompostowników [w ubogich w okolicy w drzewa liściaste ogrodach - na nich żerują chrabąszcze latające, pod nimi deponują jaja].
          Pędraki nie zostaną opanowane przez chrabąszczyce, jeśli zawartość kompostu [w lata pojawu, a właściwie po tym pojawie] się przeglądnie i pędraki odsortuje, zasili nimi ptaki dzikie lub hodowlane. Można przegląd wykonywać i po opróżnieniu - w dobrze użytych t.-kompostownikach to następny rok, a w zwykłych to i tak zawartość musi być homogenizowana i mieszana min. raz w rok.
          Najlepiej mieć [min.] 2 kompostowniki, zanim się nauczymy jednorocznego cyklu ich użycia.

          ... beczkę podstawię pod rynnę ...
          Trzeba się nauczyć odławiania z beczki larw komarów [lub zużywania wody na bieżąco/ oklapowania + dorobienia sita i syfonu napełniającego].

          Życzy szybkiego butwienia
          Dar61

          */ cytat z serialu familijno-batalistycznego, reż. J.Gruza
    • annajustyna Re: Kompostownik, czy pomysł jest dobry? 25.12.14, 12:44
      Mysmy mieli po poprzednich meiszkancach i zlikwidowalismy. Brud, smrod etc. I jeszcze jak sie okazalo myszy. Nie mial sensu, bo ani warzywnika nie mamy, ani ogrod nie jest jakis wielki. Natomiast faktycznie sama obudowa rozlazial sie na wszytskie strony. Po prostu za duzo tego kompostu w nim bylo. Pelnil de facto funkcje odpadnika i wylegarni gryzoni :(.
    • irsila Re: Kompostownik, czy pomysł jest dobry? 26.12.14, 08:07

      Beczki szkoda dziurawić.
      Drągiem ostatecznie możesz pomieszać
      a w razie smrodku przykryć denkiem.
      Robią ponoć szybki kompost w beczkach i wiadrach.
      Kilka linków rzucę,
      aby tylko moderator nie potraktował tego jak reklamę
      tylko praktyczne doświadczenia:

      wiadro do kompostowania

      organiczny kompost

      Kompost błyskawiczny
      jak się robi kompost
      • dar61 Gnicie a butwienie 26.12.14, 22:52
        Sposoby beztlenowej utylizacji resztek domowo-ogrodowych są znane od dawna, np. w modnym ostatnio wariancie rozkładu siana-trawy w workach. Czyli kiszenia. Przypomnieć warto, że diametralnie zmienia się w produkcie tego rozkładu proporcja organicznych, organiczno-mineralnych i mineralnych składników.
        Rozkład resztek organicznych klasyczny, zwany kompostowaniem, nie ma minusów. Daje produkt o uniwersalnym zastosowaniu. Góruje nad kiszeniakiem, jak dla mnie. Bo w tym drugim część ważnych składników rozkładu białek ulatnia się w kosmos. Właśnie przy jakimkolwiek otwarciu szczelnych pojemników, czy to w trakcie rozkładu, czy na końcu.
        Produkt tego drugiego, kiszonkowego wariantu, produkt po odsączeniu, jest wstydliwie zakopywany, by dał się ponownie użyć. Nie nadaje się do poprawiania własności gleby w niedokończonego rozkładu swym etapie. A kompost z klasycznego, tlenowego rozkładu? Poprawia wszystko: ciepłotę gleby, jej chłonnośc, i to nie tylko chłonność wody, lecz i tzw. sorpcyjność, czyli zdolność do przetrzymywania w cząstkach gleby składników odżywczych. Umożliwia tzw. wymienną chłonność, nawet chłonność biologiczną, bo skupia w swych cząstkach mikroorganizmy glebowe. Poprawia ciepłotę gleby - przytrzymywaniem wody ochładza glebę zbytnio się nagrzewającą, a tworząc agregaty glebowe, gleby mokre, zlewne, ciężkie napowietrza, więc i naciepla. Tymi tworzącymi się w agregatach porami glebę równocześnie podsusza.
        Co więc daje odsącz z gnilnego rozkładu? Daje zasilanie składnikami odżywczymi, ale niewiele więcej. Mnoży mikroflorę gleby. Zmniejsza do minimum objętość odpadków - czy to sukces? Połowiczny.
        Bo kompost sypki góruje. Grzeje/ chłodzi, nawilża/ podsusza, dotlenia, daje pożądaną strukturę gleby, lepiąc składniki w grudki, zmienia tak mechanikę gleby dla wszelakiej gadziny, glebę penetrującą. Mikro-, mezo- i makrogadzinie.
        Nie jest też rozłozony do końca - co daje jeszcze wieloletni etap zasilania gleby, w miarę dokańczania się - już w glebie - rozkładu swych składników. Składniki nierozłożone, jeszcze częściowo organiczne, transportują w sobie już te rozłożone, mineralne.
        Wszystko to można zważyć i zmierzyć - choćby badając tzw. stosunek ]pierwiastkowy] C:N w glebie [przed/ po] zasilanej oboma produktami - tlenowego i beztlenowego rozkładu. Sprawdzając mikrobiologiczny skład fauny [grzyby] i mikroflory glebowej - przed i po zasilaniu.

        Czy warto całkiem krytykować wiaderkowy wariant rozkładu resztek? Oczywiście - nie. „Wiaderko" i kiszonka w workach uczy podstaw, ładnie[j] wygląda, jest modne w industrialnych ludzkich zbiorowiskach. Oświeca, zbliża z naturą, zakaża ekomysleniem.
        Jednak dla nas, mających wielorakie odpadki w ogrodach, różne gałązki ze ścinania wiosennego, [niestety] sianotrawę, 4-metrowej długości słoneczniki, liście w masie wielokubicznej objętości i inne ciekawostki - dla nas takie wiaderka są ... za małe. A do palenia odpadków już nie wrócimy.

        Czy z klasycznego, sypkiego, świeżego kompostu nie można robić płynnego nawozu, jak w tych metodach wiaderkowych? Ależ oczywiście, można. Ten, jaki kupujemy w postaci płynów zbutelkowanych, z niego wlaśnie powstaje, po zalaniu zwykłą deszczówką i odsączeniu, w np. hodowlach zmutowanych dżdżownic. Można to produkować samemu/ samej!

        Czy oba kierunki utylizacji ogrodowych resztek można pogodzić? Ależ to się już dziś czyni. W biogazowniach. Tamże składniki, jakie z bokasi-wiaderek się w kosmos ulatniają, wychwytujemy, nimi się opalamy - nie tracąc nic. Tam szlamem=resztkami - zaczynia [zaszczepia] się komposty surowe i zasila grunty. Jednak to sporo transportowo, w sumie, kosztuje. Wydłuża łańcuch, sprzyja zwyrodnieniu, odsuwa start od końca*...

        medytował eko-logistycznie
        Dar61

        */
        Nie wszystek umrę?
        • dar61 Butwienie a gnicie 26.12.14, 23:02
          Auć! Boć:
          ... mikrobiologiczny skład fauny [grzyby] i mikroflory glebowej ...
          >>>
          ... mikrobiologiczny skład flory [grzyby] i mikrofauny glebowej ...
          • annajustyna Re: Butwienie a gnicie 26.12.14, 23:31
            off topic: Grzyby juz od jakiegos cwierc wieku co najmniej nie sa skladnikiem flory ;).
            • dar61 Mówienie a gnicie 26.12.14, 23:37
              Zgadza się, królują samotrzeć. kolwiek przyjęło się mianem flory glebowej je zwać.
              Kto kiedyś maszerujące śluzowce, krewniaki grzybów, zobaczy, zdębieje- i nie będzie sobie z nich florować... Tj. dworować.
              • annajustyna Re: Mówienie a gnicie 26.12.14, 23:43
                A w zwyklym ogrodzie toto tez sie pojawic (przypelznac) moze?
                • enith Re: Mówienie a gnicie 27.12.14, 18:34
                  annajustyna napisała:

                  > A w zwyklym ogrodzie toto tez sie pojawic (przypelznac) moze?

                  Może, a jakże. W ubiegłym roku zaczęłam kompostować w wielkim worze z grubego czarnego materiału. Pamiętam moje totalne zdziwienie, gdy pewnego pięknego poranka zaszłam do kompostownika z odpadkami z kuchni, a tam znalazłam to:

                  https://margaretsgarden.files.wordpress.com/2010/09/dogvomitslimemold1.jpg?w=450&h=464

                  Moja pierwsza myśl to to, że przylazł pies i rzygnął mi na kompostownik, bo mniej niż 12 godzin wcześniej też byłam przy kompostowniku i nic takiego tam nie było. Po rozejrzeniu jednak stwierdziłam, że mam tych niespodzianek więcej i to wewnątrz kompostownika. Poguglałam i wyszło szydło z z worka (a raczej womit z kompostownika): wykwit piankowaty, popularnie w USA nazywany psim womitem (dog vomit slime mold). Fantastycznie jest obserwować taka aktywność biologiczną na własnym podwórku :-)
                  • annajustyna Re: Mówienie a gnicie 27.12.14, 18:45
                    Ale juz jako kompost sie taka forma zycia chyba nie nadawala? ;). Poza tym - kompostownik nie jest na odpadki z kuchni ;). Ps. Calkiem mozliwe, ze u nas, tzn. u najemcow poprzednich wlascicieli, tak bylo i stad te myszy :/.
                    • enith Re: Mówienie a gnicie 27.12.14, 19:25
                      > Ale juz jako kompost sie taka forma zycia chyba nie nadawala? ;).

                      Wykwit szybko wysechł i się wykruszył. Nie zauważyłam, by w jakikolwiek sposób zaszkodził kompostowi. Jego pojawienie się było dla mnie dowodem, że mój kompost "żyje" i zachodzą w nim różne ciekawe procesy :-)

                      Co do myszy, to pewnie mam, w końcu mieszkam przy lesie, ale nie są one w żaden sposób uciążliwe w moim ogrodzie, a sam dom mamy chroniony pułapkami. Żadna zresztą mysza nie narobiła mi nigdy takich szkód, jak np. stadko jeleni, ślimory czy dzikie króliki.

                      Jeśli kompostować będziesz wyłącznie odpady ogrodowe, jak trawę, liście, zmielone gałęzie, raczej nie doczekasz się żadnych gryzoni, bo one takich rzeczy chyba nie jedzą. Jeśli jednak boisz się, że coś się przywałęsa, zamykany plastikowy kompostownik zapobiegnie problemowi.
                      • annajustyna Re: Mówienie a gnicie 27.12.14, 20:07
                        Nasz byl zamykany :/.
                      • dar61 zoo utarczki w UE 27.12.14, 21:24
                        {Enith}:
                        ... takich szkód, jak np. stadko jeleni, ślimory czy dzikie króliki ...
                        To u mnie jednak mam szczęście, bo specjalnie kompostownik ulokowałem za ogrodzeniem ogródka, a nasze dzikie zwierzaki z megafauny do kompostownika się nie pakują. Nie liczę jednak:
                        - ryjówek/ myszy leśnych i zaroślowych/ nornic,
                        - zaskrońców ścigających te pierwsze,
                        - kotów od sąsiadów i kota naszego, ścigających te pierwsze,
                        - kun (kamionka i tumaki) ścigających te pierwsze,
                        - małych jaszczurek, dogrzewających się nam w ogródku, ściganych przez wszystko powyżej.
                        Lisy już nie podchodzą, bo nie ma już dla nich kur u sąsiadów. Jeden jenot, jaki smyrgnał mi przez drogę, frekwencji nie czyni. Jelenie są, ale daleko, u nas z głodu by padły, bo wokół nas są sośniaki i trawa jest śladowo. Za to zaglądają zapłotowo sarny, bo im swego czasu lizawkę solną i paśnik o te 50 m postawiłem w borze. One latem skubią zapłotową trawkę, jaka wyrosła na spłachetku kiedyś demolowanym przez kury sąsiada. Nie odważę się płoszyć tych saren, nie po to im za płotem dodatkowy pojnik zasilany rynną w grunt wkopałem - poprawiłem tylko opłotowanie i na ogródek nam nie wnikają.

                        Jeden młodociany zając ze swą mamą się nie liczy, bo to było raz, a potem drugi, zimą, na grządkę kapustowatych nam wlazł i próbował się dobierać do brukselek in situ, ale grządkę dodatkowo dogrodziłem* i się obszedł, biedula, smakiem. Wnikał, jak się okazało, od podwórza!. Bramką kic-kic i do ogródka hyc. Ale sam jestem winien, bo zlikwidowałem opłotowanie pomiędzy domem a ogrodem, zostawiając zewnętrzne.
                        Sumując - megafaunę mamy, ale pod kontrolą.

                        Mikro[mezo]fauna? Hmmm:
                        {Enith}:
                        ... Jeśli kompostować będziesz wyłącznie odpady ogrodowe, jak trawę, liście, zmielone gałęzie, raczej nie doczekasz się żadnych gryzoni, bo one takich rzeczy chyba nie jedzą ...
                        Też tak myślałem, gdy zrezygnowałem z wyrzucania do kompostu pestek pokompotowych, do jakich nasze zagłodzone dzikie myszy i nornice się dobierały - ślady żerowania na pestkach dowodem. Ale niedawno zalęgły się nam w kompoście pędraki, za pędrakami zmasowały na kompostownik atak nornice, do niedawna słabo reprezentowalne [vivant koty!]. Kot nasz i sąsiada zawsze jednak trzymał je w ryzach.
                        Ale jak wyjechałem stamtąd na dłużej, to za pędrakami pojawił się i kret, tuż obok kompostownika, smakosz. Temu postawiłem światłem ładowany glebowy brzęczyk-płoszydełko.
                        [...]
                        Wojny biologicznej końca nie widać...
                        Jednak nie namówi mnie nasza {E.} na wojnę z użyciem samopałów, jak ongi, bo u nas po ogródkach i dzieci smyrgają...

                        ... zamykany plastikowy kompostownik zapobiegnie problemowi ...
                        Cóż... W mym 1. plastikowym protokompostowniku, właśnie z beczki, zimą się przez ściankę plastikową circa 7 mm [2 cale?] grubą jakaś właśnie myszowata gadzina wgryzła. Taka piękną beczkę nam zdemolowała, zdobyczną, beskurcyja. Tuż nad ziemią, zamarzniętą na kość, się wgryzła, a beka wkopana była na pół głęboko w ziemię, palisadą zgrabną zamaskowana [niedaleko okno sąsiadki, estetki z zacięciem arhystokrhatycznym] - nic to dla myszy czy innej ryjówki - sądząc po śladach ząbków na krawędzi otworu.
                        Beka poszła na podziemny zbiornik na deszczówkę, przez dziurę po myszy [ryjówce?] spod rynny zasilaną, nad beką atrapa studni z kołowrotem. U nas nawet dziurawa beczka się nie zmarnuje ...

                        Liczę na rewanżyk, bo coś rzadko pisuje nam wspominki {Enith} et consortes...
                        Już nie wspominając o naszej pl-Australijce...
                        ?

                        Dar61

                        */ Śp. sąsiad nieco mnie za ten czyn od egoistów i antyekologów skrytykował. No to potem przez kilka lat obsadzałem naszą polanę, pozapłotowo, baterią drzewek i krzewów, ku tzw. zgryzowisku. Niezły zagajniczek tam z tego porósł...
                        d61
                        • enith Re: zoo utarczki w UE 28.12.14, 04:02
                          Ech, chyba źle się wyraziłam. Jelonki, szopy pracze, króliki, ślimaki, wiewiórki wchodzą mi w szkodę w ogrodzie, nie w kompostowniku :-) Wspomniałam je, bo forumowiczka wyżej skarżyła się na plagę gryzoni i wskazała kompostownik, jako źródło zła. U mnie, nawet jeśli kompostownik zwabia myszy i tym podobne, nie przeszkadza mi to, bo myszki w moim ogrodzie to pikuś w porównaniu do wyżej wymienionej zwierzyny. Mieszkam obok lasu, nie mam żadnego płota, jak i reszta moich sąsiadów, więc jest jasne, że stworzenia maści wszelakich będą do mnie zachodzić. Narobiłam zdjęć kojotom, łasicy, rodzinie rysiów, o kopytnych nie wspominając, bo te to nawiedzają mnie notorycznie. Ostatnio, by zapewnić moim kotom (i sobie zresztą też) trochę rozrywki, wystawiłam na patio poidełko i żarełko dla wiewiórek. Przychodzą dwie, ciesząc me i kocie oczy. Niestety, jak to zawsze bywa, są i minusy takiego dokarmiania. Dwa dni temu odkryłam, że wiewiórki zagrzebują ziarnka kukurydzy w moich doniczkach! W kilkunastu już znalazłam wygrzebane dołki. Skubane wiewióry weszły nawet do szklarni i zakopały kukurydzę w doniczkach tam ulokowanych i w wiadrze z ziemią do sadzenia. Kukurydza jest wszędzie!
                    • dar61 ingrediencje 27.12.14, 21:41
                      {Annajustyna}:
                      ... Ale już jako kompost się taka forma życia chyba nie nadawala? ...
                      Tak, nadaje się. Ta wędrująca faza rozwoju śluzowców nie żyje wiecznie. Mnoży się przez podział, aktywnie wędrując ku następnym źródłom pokarmu, a z czasem pojawiają się w niej wyspecjalizowane jednopłciowe komórki - płciowe - i dochodzi do następnych, ale przejściowych, faz bytu. I znów koło dziejów klanu śluzu się toczy. Nawet w PL się toczy. ale latem.

                      ... kompostownik nie jest na odpadki z kuchni ...
                      Polemizowałbym. Niejedna zawartość przypalonej patelni czy innego już nieświeżego dania u nas w kompost[ownik] trafiała i się bezśladowo rozłożyła.
                      Nawet te skórki od cytrusów nam tam się rozkładają, choć rzeczywiście wolniej. Ale te pierwsze są głęboko zakopywane, a te drugie akuratnie rozkładamy, przesypując innymi ingrediencjami.
                      Pasuje tu stara anegdotka:
                      - Co ważniejsze dla herbaty - cukier¹ czy mieszanie²?
                      - Mieszanie. Cukier jest potrzebny tylko po to, żeby wiedzieć, kiedy mieszanie skończyć.

                      O! - à propos - swego czasu w mym nieco odosobnionym śródleśnym domostwie skradziono nam przydrożną niedaleką linię energetyczną [kable]. Nie było nas wtedy, w kanikułę, w domu i nikt nam na czas zawartości lodówek, zamrażalników i zamrażarki nie opróżnił. Opowieść o odorach pomijam, ale właśnie wszelakie (kiedyś) jadalne wiktuały pięknie skompostowałem. Kilka kg mięsnych półproduktów też, bo miałem zwyczaj trzymać zapasik podrobowych i rybnych dla kota [latem z nami do rodziny go, tj. ją, z nami wywoziliśmy].
                      Kilka tygodni po tym coś nam się w kompostownik, w tym przypadku klasyczny, dogrzebało.

                      {Annajustyna}:
                      ... Nasz byl zamykany ...

                      Potem - choć ochłapy zepsute głęboko zakopałem w kompostowej pryzmie [ogrodzonej palisadą na 1,5 m, z - niestety - furtką], to jakaś wolnobieżna gadzina nam [skobel/ haczyk furtki wyłamany!] je wykopała i konsumowała. Podejrzewałem jakiegoś jaźwieca lub kunę, ale nie. Potem kilkakrotnie zdybałem tam, pod kompostownikiem, sukę sąsiada, jaki mieszka obok o pół kilometra. Ten pies sąsiada był półdziki, bardzo samodzielny, przyhołubiony. Suka ta musiała wtedy przeskakiwać tę furtkę itd. Zmodernzowałem wnętrze zagródki kompostownika, wstawiłem ścianki wewnętrzne - ale większych porcji mięsopochodnych odpadków już tam nie zakopywałem, choć jeszcze 2 razy, oczywiście w wakacje i pod nieobecność, nam zawartość lodówek się [...], gdy znów kable ukradziono, a za 2. razem sąsiedzi z neo-wspólnoty mieszkaniowej tak w czas swych remontów wyłączali elektrykę w budynku wspólnym wielorodzinnym, że moją zamrażarkę szlag trafił. Wtedy już po prostu zapasy podgnite, te mięsne, zakopałem w niedalekim lasku, dość głęboko. Ale suka sąsiadów, zawsze głodna, się do nich i tak dobrała :-) Mają psy/ suki nochale!

                      ¹
                      zaczyn, starter rozkładu.

                      ²
                      dobór i przerzucanie składników kompostownika oraz rębaczkowanie składników twardszych.
        • mali_na Re: Skąd pomysł 27.12.14, 18:56
          Jesienią przesadzając coś w ogródku zauważyłam ,że ziemia już z samego wyglądu wyjałowiona, jakby sam sypki brudny piasek (Nic dziwnego bo to dawne koryto Wisły)
          I muszę przyznać ,że przez ostatnie lata prowadziłam politykę rabunkową na swojej działce.
          Jeszcze kiedyś kupowałam kompost i podrzucałam na grządki:(...ostatnio nie.
          Stąd ten pomysł. Sama działka z 400m2, więc jeszcze dziś się waham bo miejsca brak, a nie chciałabym by coś śmierdziało.
          Nie ma mowy o tym by przerzucać kompost, bo nie ma miejsca. Musiałabym to robić na rabacie lub małym trawniku:(
          Pytanie; Czy jeśli kupię termokompostownik i postawię go bezpośrednio bez dna na ziemi i jeśli będę wrzucała rzeczy rozdrobnione, bez gałęzi i dodawała przyspieszacza do szybszego kompostowania i przesypywała co 10 cm ziemią to;
          1. Nie będzie śmierdziało?
          2.po kilku miesiącach dołem będę mogła podbierać kompost?

          ps Pierwsze słyszę,że kompost może cokolwiek wypalić:D
          • annajustyna Re: Skąd pomysł 27.12.14, 21:29
            Kompost moze byc za silny dla kwiatow. My mamy ogordek ok. 120 m2, wiec ten kompostownik u nas, to w ogole byla glupota.
            • dar61 Skąd wymysł 27.12.14, 22:39
              {Annajustyna}:
              ... Kompost może być za silny dla kwiatów ...
              Polemizowałbym. Jego skład można tak konstruować [protokompostem, nadzieniem], by np. skłaniać kwiaty do silniejszego zawiązywania pąków i kwitnienia.

              ... My mamy ogródek ok. 120 m², więc ten kompostownik u nas to w ogóle byla głupota ...
              Polemizowałbym.
              • annajustyna Re: Skąd wymysł 28.12.14, 00:39
                To sobie polemizuj: smrod szedl na caly ogrod, w srodku byly myszy, ziemia po wywiezieniu byla spalona, wiec trzeba bylo uzupelniac kupna. Warzyw nie mamy, bo i po co na tak malej powierzchni.
                • enith Re: Skąd wymysł 28.12.14, 04:25
                  annajustyna napisała:

                  > To sobie polemizuj: smrod szedl na caly ogrod, w srodku byly myszy...

                  Z obecnością myszy polemizować nie będę, bo nie wątpię, że mogą występować przy kompostownikach, ale ten smród mnie naprawdę zastanawia. Mam w tej chwili trzy miejsca kompostowe w ogrodzie: wyżej wspomniany czarny wór z materiału, czarną plastikową baryłę na platformie ułatwiającej kręcenie oraz wielką luźną kupę gałęzi, trawy, padłych roślin, liści itp. I z moich kompostowników nie śmierdzi, naprawdę nie śmierdzi, wiem, bo obok tych kompostowników mam swoją małą szkółkę roślin, szklarenkę i miejsce do pracy i tam spędzam większość mojego czasu w ogrodzie. Dlatego zastanawia mnie, co takiego nawalili do tego kompostownika poprzedni właściciele twojej posesji, że nie dało się zdzierżyć smrodu, a ziemia pod była spalona. Chyba dobrze, żeście to usunęli, bo tam mogły być jakieś toksyny, chemikalia, czy cholera jedna wie, co jeszcze.
                  A co do kompostu, to nawet najmniejszy ogród z zalet takowego skorzysta, zwłaszcza, gdy ma się niefajną ziemię z niską aktywnością organiczną. Ja co roku sypię kompost na te moją okrutną glinę i już widzę pozytywne efekty w postaci dżdżownic, rozluźnienia gleby, lepszego drenażu, a w miejscach suchszych lepszego trzymania wilgoci. No i rośliny rosną pięknie, praktycznie nie używam kupnych chemicznych nawozów.

                  • annajustyna Re: Skąd wymysł 28.12.14, 09:46
                    Oj, dzdzownic to Ci u nas dostatek, dziurki robia na ponad pol centymetra, a kopczyki to i teraz w zimie co pare cm znajdowalam. Smrod przypuszczalnie stad, ze poprzednicy pewnie kisili ten kompost od poczatku swego zamieszkania, czyli od 10 lat.
            • enith Re: Skąd pomysł 28.12.14, 04:09
              annajustyna napisała:
              > Kompost moze byc za silny dla kwiatow

              Nie słyszałam o tym, żeby spalić rośliny kompostem z roślin czy odpadków kuchennych. Nawóz zwierzęcy to co innego! Nieprzekompostowany właśnie pali rośliny. To samo zresztą z nieumiejętnie stosowanymi nawozami kupnymi w suchej formie. Ale przekomopostowane odpadki kuchenne jako źródło spalenia? Nie słyszałam o takich przypadkach. Zielenina nie ma chyba takiej mocy.

          • dar61 Re: Skąd pomysł 27.12.14, 22:33
            {Mali_na}:
            ... Jesienią, przesadzając coś w ogródku, zauważyłam, że ziemia już z samego wyglądu
            wyjałowiona, jakby sam sypki brudny piasek ...

            Skąd ja to znam. U nas tzw. gleba rdzawa, posośniakowa. W trzy lata po moim starcie z dokompostowywaniem wykwitły na niej stożki i dziurki z norek dżdżownic. Czego i {mali_nie} życzę.

            ... Nie ma mowy o tym, by przerzucać kompost, bo nie ma miejsca. Musiałabym to robić na rabacie lub małym trawniku ...
            Kupiłżech ja plandeczkę niedrogą, lekuchną, kole kompostownika zgrabnie ją, na trawniczku, spoziomował, otoczakami narożniki dociążył. Zawartość kompostownika widłami hamerykankami - bęc - na plendekę - a potem nazad - łubudu w kompostownik, ale górą na dół i środkiem sterty na zewnątrz. Pół godzinki dla słoninki. Znajdowały się zwykle wtedy nareszcie moje kombinerki, ze dwie łyżeczki deserowe, z pestkami pokompotowymi w kompost ciepnięte. Sąsiad tak znalazł zegarek naręczny [jego], sekator ogrodowy [jego] i telefon radiowy [komórkowiec, też jego]. Sąsiad pod osiemdziesiątkę. Jam młodszy ... alem ... też zapatrzony w kompost ...

            Termokompostownik?
            1/ Podnosimy obudowę, zawartość in situ kołtunimy, nasadzamy nazad obudowę, co na zewnątrz, zamiatamy, gracujemy i bęc w obudowę [minimum].
            2/ Podnosimy klapę górną/ boczną i zawartością - starszą - sąsiedniego kompostownika posypujemy dokładaną zawartość kompostown ika drugiego [maksimum].
            3/ Podnosimy klapę dolną kompostownika-samotnika, świeżą warstwę odpadków posypując zawartością wartw oddolnych, nawet - a szczególnie - tych zeszłorocznych [optimum].
            Jeśli ingrediencje składem i uwarstwowaniem perfekcyjne, po 2 miesiącach się o swą jedną trzecią wysokości zapadają. Grabarz by lepiej nie uczynił ;-)

            ... przez ostatnie lata prowadziłam politykę rabunkową na swojej działce ...
            Dokompostowywać glebę można rok w rok/ dołek (pod krzew lub drzewko) w dołek. Obornikować - co 3-6 lat/ dołek w dołek = punktowo.
            Mnie zwykle żal było marnującego się pozapłotowo liścia. Sąsiadom współogródkowym ich trawniki z byle listka okradałem, zezwalałem też, ba - namawiałem, by swe resztki ogrodowe nie do lasku ciepali, a w mój kompostownik. Jak grochem o ścianę [...], echchch...

            ... jeśli kupię termokompostownik i postawię go bezpośrednio bez dna na ziemi, i jeśli będę wrzucała rzeczy rozdrobnione, bez gałęzi i dodawała przyspieszacza do szybszego kompostowania i przesypywała co 10 cm ziemią, to:
            1. Nie będzie śmierdziało?
            2. Po kilku miesiącach dołem będę mogła podbierać kompost? ...


            Jeśli - a szczególnie jeśli - kupi, nawet z demobilu, młynek, rozdrabniacz do resztek ogrodowych, to:
            - od tasaka ręka zaboli;
            - [nawet w wariancie z tasakiem] świetnie będzie butwiało;
            - cuchnąć nie będzie*;
            - dołem będzie, byle dobrze komponować skład zawartości, np. nie walić grubych warstw jednego produktu odpadowego
            - tak, po 2 miesiącach będzie - p. jw. 3.

            */ wspomnienia zielonego mundurka:
            - Panie sąsiedzie, żona moja mi mówi, że tak nie wypada nam na widoku, pod oknem, kompostownika stawiać...
            - A co, zapachy?
            - Nie, ale widoki, wie pan.
            - A jak posadzę na skraju ogródka żywopłocik?
            - No, jak żywopłocik...

            3 lata potem:
            - Ale ładne te krzewy, panie D., jest na czym oko zawiesić, jak się z okna popatrzy. A nie mogłabym u pana tam, przy tej ławce pod jesionem, sobie latem książki poczytać*?
            - Ależ oczywiście, zapraszam!
            [...]
            - I jak tam wakacje, panie D.?
            - Dziękuję, niezłe. A jak się pani czyta? Nic nie przeszkadza?
            - Nie, a dlaczego?
            - Bo widzi pani, tu, o, o ten meterek, ma pani mój nowy kompostownik, na drugim końcu naszego ogródka, tu za płotkiem, za tą palisadą.
            - Ojej, nie wiedziałam - i nic nie czuć ...
            - A myszki do pani nie zaglądały? Bo one wchodzą do kompostownika, wie pani, tu z lasku?
            - Ajajaj, to ja już pójdę do domu, zaczytałam się [...].

            */ sąsiadka - emerytowana bibliotekarka
    • irsila Re: Errata- E.M i bokashi 27.12.14, 06:14

      > Worek foliowy z kilkoma dziurkami w beczce i niech tam gnije zawartość czy but
      > wieje,
      to podobno fermentuje bez dostępu tlenu
    • mali_na Re: No to który? 28.12.14, 12:44
      Już wiem ,że stożkowy, ale co dalej? Macie jakieś doświadczenia?
      www.skapiec.pl/cat/471-kompostowniki.html?gclid=CO-KmPDT6MICFcjHtAodinsAZA
Inne wątki na temat:
Pełna wersja