Ligustr, ałycza czy antypka?

29.01.15, 01:51
Dostałam pozwolenie (po 3 latach walk !) na wycięcie 6 ohydnych tui (thui) w żywopłocie. Muszę wykonać to do 28 lutego, a potem muszę tam, na tych niecałych 10 m długości posadzić 40 krzewów - będzie sprawdzone przez służby odpowiednie. Miejsce jest od południa, suche, i przy wysysającym wszystko dębie. Tylko coś takiego jak w tytule się tam uchowa. Wszystkie sobie właśnie pooglądałam na zdjęciach, obczytałam i wynika z różnych opisów, że w zasadzie to wsio ryba. Docelowo ma to dorosnąć do ok. 1,70 m, żeby był dostęp słońca, co rzeczone "thuje" 5-cio metrowe wraz z dębem uniemożliwiają. Czy może któraś z roślinek wymienionych czymś się pozytywnie wyróżnia? Jeśli ktoś ma doświadczenie w uprawie lub wiedzę - proszę o odpowiedź. Jeśli rzeczywiście to wszystko jedno, to kupię na zasadzie: pierwsze z brzegu.
    • baas1 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 29.01.15, 01:58
      A jednak chyba ałycza nie za bardzo, bo ma ciernie. Mam berberys julianae i bardzo niemiło wspominam spotkania z cierniami przy różnych pracach pielęgnacyjnych.
    • korelia72 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 29.01.15, 12:36
      Ligustr lubi podmarzać, ma małe listki, ałyczę wykluczyłaś, antypki na żywo nie widziałam ale wg opisów fajny na żywopłot. A może cisy? Można je swobodnie ciąć żeby zachować potrzebną wysokość i szerokość, a są zimozielone.
      • horpyna4 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 29.01.15, 15:37
        Ogródek moich rodziców był otoczony żywopłotem z ligustru pospolitego przez prawie pół wieku. Nigdy nie przemarzł, a kilkadziesiąt lat temu bywały ostre zimy.

        Oczywiście był to gatunek typowy, bo niektóre odmiany (np. włoska) są bardziej wrażliwe. No i są jeszcze inne gatunki znacznie mniej odporne na mróz, jak np. ligustr błyszczący, czy japoński. Bardziej wytrzymałe gatunki, to ligustr amurski i ligustr tępolistny.

        Żywopłot z ligustru pospolitego może być bardzo ładny, trzeba go jednak strzyc trzy razy w roku. Poza tym trzeba krótko ciąć po posadzeniu, podwyższając stopniowo za każdym razem poziom cięcia, żeby się rozkrzewiał i zagęszczał. Docelową wysokość osiągnie więc po dobrych kilku latach, jak nie kilkunastu.

        Jak ktoś nie ma zapału do strzyżenia, to trzeba pomyśleć o krzewach nadających się na żywopłoty nieformowane.
    • baas1 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 29.01.15, 22:12
      No właśnie mnie o najzwyklejszy ligustr chodzi, taki odporny jak to kiedyś w miastach powszechnie jako żywopłociki nie wysokie sadzono. Jak go traktować (przycięcie po posadzeniu, itd.) to wiem, bo w sumie był to mój pierwszy pomysł i trochę się naczytałam. Natomiast na ałyczę i antypkę trafiłam rozglądając się po necie za ligustrami. Ta antypka jakieś owocki podobno ma, które chyba do jedzenia to nie za bardzo, ale coś piszą, że ususzone jako przyprawę można używać do dań jakiś tam (już nie pamiętam). A co do cisów - to kiedyś bardzo je tam chciałam, ale lata boju o wycięcie tui przyniosły tę korzyść, że sobie sprawę przemyślałam i stwierdziłam, że sobie tam nie poradzą, a przynajmniej te najbliżej dębu. Zresztą dwie tuje bliżej dębu też słabe i chude. No a poza tym - 40 cisów?
      • horpyna4 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 30.01.15, 08:58
        Cisy lepiej się czują w miejscach cienistych. A jeżeli już ma się dla nich stanowisko bardziej słoneczne, to muszą mieć więcej wilgoci w glebie, więc raczej nie nadadzą się. Z zimozielonych na suche stanowisko nadaje się bukszpan. Teoretycznie nie powinno się go sadzić w palącym słońcu (zimozielone nie lubią tego, zwłaszcza podczas mrozów), ale u mnie rośnie jeden już jakieś 30 lat. Najpierw był w pełnym słońcu, teraz jest w cieniu wielkiego drzewa o płytkim systemie korzeniowym, który skutecznie zabiera mu wodę. Bukszpan żyje, jest wielką kulą; strzygę go raz w roku, jak młode pędy wyrastają na tyle, że zaczynają psuć jego pokrój.

        Coś za coś - bukszpan jest łatwiejszy w obsłudze, bo wymaga tylko jednego strzyżenia rocznie, jest też zimozielony. Ligustr jest przede wszystkim dużo tańszy, co przy dużej ilości krzaków ma znaczenie. Podczas lekkich zim bywa częściowo zimozielony, chociaż generalnie ten pospolity zimozielony nie jest.

        Wadą ligustru jest jego żarłoczność - inne rośliny lepiej sadzić w pewnej odległości od niego, dlatego nie bardzo nadaje się do małych ogródków. W większych nie ma to znaczenia, wzdłuż żywopłotu warto zrobić porządną ścieżkę ułatwiającą strzyżenie - trzeba przecież do niego blisko podchodzić. Ale jakieś byliny to już lepiej sadzić po przeciwnej stronie tej ścieżki.

        I jeszcze jedno - ja przez długie lata strzygłam żywopłot z ligustru otaczający ogródek moich rodziców (stąd moje doświadczenie z nim). I robiłam to ręcznie, przez końcowe lata bardzo ciężkimi nożycami (teraz już produkują znacznie lżejsze). Jak się przeprowadziłam do własnego mieszkania (też parterowego z ogródkiem), to posadziłam żywopłot z porzeczki japońskiej, bo wymagał strzyżenia tylko raz w roku. Ale po latach mój kręgosłup tak się zbuntował, że zainwestowałam w najtańsze nożyce elektryczne do żywopłotu, jakie były w promocji w najbliższym hipermarkecie. I bardzo je sobie chwalę - nie tylko strzyże się szybciej i lżej, ale też łatwiej jest uzyskiwać równą powierzchnię. Przy okazji moją wielką kulę bukszpanową też łatwo modeluję.
    • eurytka Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 04.02.15, 17:05
      Na twoim miejscu bym te tuje co rok o 30 cm skracała,
      (od razu to by mogły uschnąć)
      może i więcej i doprowadziła je do wysokości żądanego żywopłotu.
      Ligustr to chwast szybko rosnący i roboty wymagający.
      • baas1 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 05.02.15, 01:02
        Niestety, tuje są pokroju drzewiasto-wichrowatego, więc przy skróceniu wystawałyby gołe pnie (tak jak przy skracaniu zwykłych drzew). Sadzone były ze 30 lat temu, więc teraz to już nic z nimi nie zrobię, a jeszcze tam są dwa świerki srebrzyste, orzech włoski i rzeczony dąb na chodniku przed posesją. Generalnie, ludzie nasadzili na jakiś 25 metrach kwadratowych bardzo dużo małych drzewek nie biorąc pod uwagę, że te drzewka urosną. A moje miasto-ogród co posadzone uważa za rzecz nieusuwalną. Bo drzewa są cenne, a ludzie są niepotrzebnym dodatkiem do przyrody, która rosłaby bujnie, gdyby właśnie nie ci ludzie. Tlen zabierają, domy budują i jakieś kwiaty i warzywa chcą uprawiać jak głupki jakieś. A mógłby las wszystko zarosnąć, a ludzie wont do miast dużych, typu Warszawa i pod groźbą kary nie wyjeżdzać stamtąd, tylko siedzieć. Chyba mam pomysł na powieść s-f, albo jakąś inną bardzo skomplikowaną i futurologiczną. Uff, frustrację wywaliłam na wierzch. Teraz nadal będę kulturalnym mieszkańcem miasta-ogrodu, doceniającym szczęście moje.
        • eurytka Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 05.02.15, 01:27
          U mnie odwrotnie, wszelakie żywopłoty chcą usuwać,
          a ja proszę by szpaler moich bukszpanów zachować.
        • horpyna4 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 05.02.15, 08:14
          W Warszawie jest to samo - ludzie w przydomowych ogródkach sadzą mnóstwo drzewek, zapominając o ich docelowych rozmiarach. A potem płacz, bo nie wiadomo, co z tym fantem zrobić. A wycinać bez zezwolenia nie wolno nie tylko drzew, ale na terenach spółdzielni mieszkaniowych również i krzewów. Czyli jak przy jakimś mieszkaniu parterowym jest ogródek i rośnie w nim zawadzający krzaczor (nawet chwastowata samosiejka byle czego), to nie wolno go ruszyć, jeżeli został zauważony i wciagnięty do ewidencji przez spółdzielnię. No cóż, nadgorliwość bywa gorsza od faszyzmu.

          Drzewa są cenne i właśnie dlatego nie powinny być stłoczone, bo rosną marnie i chorują. Każdy dendrolog powie, że jeżeli przy zbyt dużym zagęszczeniu nie da się części drzew przesadzić w odleglejsze miejsce, to trzeba je wyciąć. Tylko wtedy te najcenniejsze egzemplarze pozostaną zdrowe. Warto poszukać jakiegoś fachowca, żeby ocenił, co na danym terenie należy chronić, a co w tym przeszkadza i powinno być usunięte. Ale to trzeba mieć naprawdę rzetelną wiedzę, której brakuje urzędasom.

          Lasy naturalne dają sobie radę. Bardzo niewielki procent siewek dorasta wieku dojrzałego - część jest zbyt zdominowana przez stare drzewa zabierające im światło, wodę i składniki pokarmowe; inne są zżerane przez zwierzynę leśną.

          W przypadku nasadzeń leśnych przez człowieka na początku sadzonek jest z założenia za dużo. Jak już taki młodniak, np. sosnowy, nieco podrośnie, to obowiązkowo robi się mocną przecinkę (pozostawiając najlepsze drzewa), a potem podsadzenia innych gatunków. Bez tego byłoby nie tylko paskudnie, ale wszystko zeżarłyby pasożyty. W dużym zagęszczeniu świetnie przenoszą się też różne choroby, np. grzybowe.
          • baas1 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 05.02.15, 10:46
            Horpyna, proszę, zatrudnij się w moim urzędzie miasta w tzw. ochronie przyrody. Tylko, czy masz kwity na twoją wiedzę? Bo kwit to podstawa do zatrudnienie, wiedza jest niekoniecznym dodatkiem, niestety.
            • mirzan Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 05.02.15, 12:12
              Posadź żywopłot z jagody kamczackiej,będą pierogi z żywopłotu. Posadź różę Karpatia,
              będzie wino czy inna marmolada z krzaczorów.
            • horpyna4 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 05.02.15, 18:36
              Baas, moja wiedza w tej dziedzinie jest wyłącznie nieformalna, po prostu wieloletnie doświadczenie życiowe. Kwity to ja mam na zupełnie inne dziedziny wiedzy.
          • dar61 Ałycza, antypka czy ligustr? 06.02.15, 00:50
            Ba! Latoś wydusiłem z kumpla, jaki trzęsie wydziałem miejskiego urzędu w specjalizacji zieleń miejska, że to ludzie monitują o wycinanie krzewów w parkach miejskich. Pono by było coś widać, nie gęstwinę. Podobne życzenia - jak wyczytałem kiedyś w lokalnych periodykach - stawiali policmajstrzy miejsko-gminni w PL. Ułatwia im to ponoć lustracje. [... z samochodu?].

            {Horpyna}:
            ... Lasy naturalne dają sobie radę ...
            Lasy w PL nie są takie, nie poradzą sobie same. Nie ta baza nasienna, nie ta baza genetyczna, nie ta budowa pionowa, skład [zmieszanie] gatunkowy, nie to powietrze i zdrowie. Bez starań leśników nasze leśne plantacje wyradzają się.

            ... Bardzo niewielki procent siewek dorasta wieku dojrzałego - część jest zbyt zdominowana przez stare drzewa zabierające im światło, wodę i składniki pokarmowe; inne są zżerane przez zwierzynę leśną...

            W PL nie ma lasów naturalnych. Nawet Puszcza kole Białej Rusi ma tylko takie enklawy typu lasu pierwotnego - ścisłe rezerwaty.
            W lesie pierwotnym w PL zwierzyna w lesie rzadko bywała, żerowała w ekotonie łąkowo-zaroślowym. Dopiero człek ją w las i w bór wtłoczył, gdzie głoduje.

            W przypadku nasadzeń leśnych przez człowieka na początku sadzonek jest z założenia za dużo. Jak już taki młodniak, np. sosnowy, nieco podrośnie, to obowiązkowo robi się mocną przecinkę (pozostawiając najlepsze drzewa), a potem podsadzenia innych gatunków. Bez tego byłoby nie tylko paskudnie, ale wszystko zeżarłyby pasożyty. W dużym zagęszczeniu świetnie przenoszą się też różne choroby, np. grzybowe

            Młodnika w plantacjach leśnych się tak nie tnie, choć rzeczywiście - z początkowych kilku-kilkunastu tysięcy sadzonek docelowo na hektarze do wieku starczego [blisko rębnego] dożywa tyle samo, jak u nas kiedyś przed tysiącami lat - do tysiąca drzew.
            „Podsadzenia" w sośniakach to tylko tzw. podszyt, nie dożywa on do wieku wyrębu drzew ponad nim rosnących. Docelowo w borach sosnowych rośnie tylko sosna, inne gatunki padają z głodu i suszy. Tak było i w pierwotnych sośniakach, docelowo były gatunkowym monolitem, różnica leży jednak w genetyce - dziś nie wolno sadzić w PL [w lasach nawet prywatnych] przypadkowych odmian drzew, Każda leśna sadzonka, nawet sadzona jako poprawka, musi mieć rodowód z drzewostanów nasiennych, genetyczych wybrańców. Niestety, nie mamy takich wybrańców dla każdego gatunku [głównego i domieszek] w lasach, stąd sadzenie odnawianych lasów* grupuje się w możliwie największe bloki o dobrym rodowodzie.

            ... wszystko zeżarłyby pasożyty ...
            Odsuwając las pierwotny w niebyt w PL, dziś leśnik polski ma zadanie doprowadzić skład gatunkowy lasów, ich budowę pionową, różnorodność wiekową w większym kompleksie lasów do stadium jak najbardziej zbliżonego do tego, jaki tam był ongi, jaki dyktuje siedlisko.
            Potrwa to parę wieków.
            Wtedy las nie będzie bał się pasożyta, grzyb będzie miał za kuratora.

            ... W dużym zagęszczeniu świetnie przenoszą się też różne choroby, np. grzybowe ...
            Różnorodność wysokościowa, gatunkowa, wiekowa lasu [bez monolitów o lichej genetyce], zgodność z siedliskiem - plus zamordowanie przemysłu zatruwającego na setki mil oraz [...] -
            nie pozostawi grzybom, pleśniom i porostom nic innego, jak atak na staruszków leśnych. I mikoryzowy popis. [docelowe] Odnawianie [samo]siewem, jak drzewiej, odsortuje grzybami siewki, zostanie wśród nich tylko rasa zwycięska, nie zawsze rytu kaukaskiego.
            Temat rzeka.

            */ las = drzewostan, w tym i dolne jego piętra, jeśli są z czasem wyprowadzne na piętro górne - ale nie podszyty.

            P.S./PS/PS.
            Ligustr to gatunek obcy lasom, w tworzonych unijnych spisach wyklęty. Bluszcz mu.
    • baas1 Re: Ligustr, ałycza czy antypka? 17.02.15, 23:23
      A co myślicie o karagenie syberyjskiej? Przepraszam, że ja tak w kółko o jednym, ale godzina zero się zbliża. Nie wiem, czemu nie mogę się zdecydować, co posadzić na tych nędznych 10 mb żywopłotu, jakby to miejsce jakieś szczególne właściwości miało. A tymczasem to tylko ułamek całego ogrodzenia, gdzie radośnie sobie rosną wszelkie możliwe roślinki typu głóg, kalina, róża pomarszczona, leszczyna, itp. Jedyna różnica- ale za to jakże istotna- tamte są nieformowane, ten żywopłot ma być strzyżony. Bo ta karagena to niby same zalety ma, podobna do "akacji", czyli robinii, miododajna, ładnie kwitnie, ale kurcze, nie mogę znaleźć informacji, czy po strzyżeniu na wiosnę toto mimo wszystko zakwitnie, czy nie. Bo te wszelkie antypki i inne, którymi również się interesowałam, to wiadomo, że jak strzyżone to nie zakwitną. Cóś mnie się wydaje, że chyba też nie. Ale co wybrać, jak żyć - jako ten osiołek od dwóch żłobów jestem. Teraz to już czterech chyba, jakby dobrze policzyć, a nie wiem, czy to koniec mych znalezisk. Zabierzcie mnie internet, proszę;)
Pełna wersja