senanna
22.10.04, 15:32
Wyrwawszy się dziś niechętnie z objęć nazbyt krótkiego snu spojrzałam za okno
i zaklęłam szpetnie, gdy zobaczyłam, że nic nie widzę. Mgła zakleiła miasto
na amen. Do pracy pojechać mus, zatem gdy przytelepał się jakiś tramwaj,
który szczęśliwym trafem i nie wiadomo jakim cudem, drogi nie zgubił,
podążyłam nim w jedynie słusznym kierunku.
Tramwaj zgrzytał, skrzypiał i telepał, a przejeżdżał koło lasu. Wyłoniła się
z nicości jedna gałąź, pomachała i przepadła, za nią nastepna - nie
wydzierżyłam. Posłałam do wszystkich diabłów i siódmego kręgu piekieł
punktualność z obowiązkiem do spółki - wyrwałam z tego grata i dałam nura
między drzewa.
I natychmiast zobaczyłam, że licho figle płata i na manowce wiedzie, ale
takie, że im się nie oprzeć... Białe było powietrze i białe niebo. Wszystko
rzeczy na dziesiąc kroków odległe zjawą stawały się jedynie, tysiącem
możliwości i domysłów o ich kształcie i naturze.
Mgła zgłuszyła miasto.
Las chichotał.
A licho coraz nowe dziwy kształtowało. Ścieżka znana tak, że z zamkniętymi
oczami mogłabym ja przejść zawiodła nagle do innych światów. Mirażem stały
się znane odległości. Były pnie i człek, a korony drzew ginęły w mlecznym
niebycie i tylko z owej nicości opadały liście. Mgła zabrała z lasu cień i
zabrała kolor, rozstrzępiła formy.
A las chichotał. Szelestem spadających liści, odgłosem poruszjących się
gałęzi, nawet w braku dźwięku był ten chichot.
A potem w bieli pojawiło się złoto. Przeszywające jak serce słońca, migoczące
tysiącem odcieni żółtej świetlistości, a pomiędzy złotem roztańczyły sie
miedziane ogniki, gdy dąb z klonem składały jesienną daninę ziemi. Nie dla
ludzkich oczu był ten widok, bo kolor tak przeszywał, że rozcinał rozum na
dwie połowy i całą teorię barw przenicował na wylot.
I całe szczęście, że zaprzyjaźniony dąb rzucił mi żołędziem w głowę, bo
okazało się, że chwila w czarownym świecie, to godzina według ludzkiej miary,
więc pognałam czem prędzej do pracy.
Zatem odrabiam teraz grzecznie pańszczyznę, tylko przymknąć oczu nie mogę, bo
pod powiekami tańczą mi złote ogniki i znowu słyszę leśny chichot. Ani chybi,
zgubiłam tam dzisiaj kawałek duszy :)))
rozmarzona
Anna