Dracena umiera....:(((

14.11.06, 10:21
W zeszłym roku kupilismy piękna dracenę;pięć "pni" o różnej wysokości.
Zgodnie z zaleceniem pani z kwiaciarni, po kilku tygodniach,przesadziliśmy ją
do dużej donicy ceramicznej.Podlewałam z nawozem co 2 tygodnie.
Dracena stała w miejscu jasnym, ale kilka metrów od okna, więc nie na słońcu.
Po kilku miesiącach liście gwałtownie zaczęły opadać.
Najpierw musiałam usunąć najniższą część, bo pień zrobił się miękki a "góra"
wyłysiała, po nastepnych kilku miesiącach kolejne dwa "poziomy" były do
wyrzucenia.W tej chwili dogorywa najwyższy pień.Pozostał jeszcze jeden, który
na razie trzyma się dzielnie.
Efekt jest taki, że w ogromnej donicy pozostanie jeden cienki pieniek.
Mam pytania:
1.Czy przesadzać to, co zostanie do mniejszej doniczki, czy tak zostawić?
2.Być może miejsce,w jakim stoi dracena nie jest odpowiednie ( za mało
światła?), więc jaka inna roslina może tam rosnąć? Chodzi mi o coś wysokiego
160-180 cm i nie za bardzo rozłożystego (80-90 cm) .Może jakiś rodzaj drzewka
"pokojowego" o ile coś takiego istnieje? Bardzo proszę o radę.
    • mali_na Re: Dracena umiera....:((( 14.11.06, 11:53
      A mi się wydeje,że winne jest zbyt obfite podlewanie a nie brak światła
      www.ogrody.cvd.pl/pliki/poczatek.html
    • jokaer Re: Dracena umiera....:((( 14.11.06, 12:09
      draceny są ogólnie bardzo wytrzymałe ale raczej na suszę niż na przelanie,
      miejsce ma dobre, zgdzam sie , że to napewno zalanie jest przyczyną
      i niekoniecznie trzeba ja tak często nawozić;

      mozesz spróbować zostawić w tej donicy z tym , ze powzruszaj ziemię aby do
      korzeni dostało się jak najwięcej powietrza i obserwuj;
      jak porządnie przeschnie wtedy podlewaj, polecam na razie bez nawozu ale wodę
      miękką przegotowaną;


      zachwycałam się kiedyś w pewnej aptece kwiatami i na moje pytanie odnosnie
      pielęgnacji, panie mi powiedziały, że podlewają wodą destylowaną i nawozem
      od czasu do czasu;

      rośliny wcale nie muszą mieć bardzo dużych donic moja mama w ten sposób palmę
      załatwiła, przesadzeniem do dużo większej donicy


      -----
      www.wylegarnia.com/sklep/ekspozycja.php?id=800
      www.pakamera.pl/shop.php?userid=100863
      dagmargallery.old-house.net
    • ogrodniczka11 Re: Dracena umiera....:((( 15.11.06, 10:03
      zdecydowanie za duzo wody!!. Nie wiem czy uratujesz dracene, jesli tak to
      podlewaj oszczednie. Ja swoje draceny podlewam raz w tygodniu tak zeby woda nie
      przeleciała na podstawek.Więcej ją spryskuje.
      • b_ska56 Re: Dracena umiera....:((( 15.11.06, 11:22
        Dzięki za wszystki rady!
        Na razie zostawiłam to co zostało z draceny w spokoju.Spulchniłam ziemię.
        Niestety wygląda żałośnie:(((
        Ten kącik w pokoju jest przeznaczony na wysoką roślinkę i jeśsli nie uda mi się
        uratować tych "resztek" mojej wymarzonej draceny,muszę tam postawić coś innego.
        Proszę o propozycję i radę.
    • jerzy.wozniak Re: Dracena umiera....:((( 20.11.06, 20:08
      Po pierwsze to miejsce jest Ok. ponieważ draceny w przeciwieństwie do juk wcale
      nie lubią bezpośredniego nasłonecznienia i dobrze rosną nawet w ciemniejszych
      miejscach. Po drugie objawy które opisałeś to objawy tak zwanej zgnilizny
      twardzikowej, która mogła już rozwinąć się w roślinach stojących kwiaciarniach.
      Ponieważ nie widziałem jeszcze kwiaciarni w której rośliny mogą dobrze rosnąć
      czekając miesiącami na klienta wszystkim polecam kupowanie roślin w pół drogi
      czyli w hurtowniach takich jak Tomaszewski w Warszawie. W chorobie tej (nie do
      uleczenia) grzyb uszkadza wiązki przewodzące wodę, łodyga staje się miękka,
      liście żółkną i odpadają, aż końcu roślina zamiera. Infekcja pojawia się
      głównie w zimie u roślin obficie podlewanych i stojących w chłodnych
      pomieszczeniach. Pamiętajmy, że rośliny takie jak juki czy draceny otrzymane z
      ukorzenionych łodyg mogą ulec infekcjom grzybowym w mokrej ziemi, gdyż w dolnej
      części łodygi (tak jak i w górnej) znajduje się pozostała po jej odcięciu
      ogromna rana. W to właśnie miejsce wnikają zarodniki grzybów, dlatego otrzymane
      w ten sposób rośliny należy oszczędniej podlewać niż te pochodzące z nasion.
      Podobnie jak o podlewaniu, tak i o nawożeniu często w pismach ogrodniczych
      spotykamy nierzetelne informacje. Są pełne wspaniałych opisów, jak to świetnie
      twoje rośliny będą rosły, gdy podlejesz je... – tu nazwa nawozu. Szkoda, że
      czytelnicy nie zauważają, że na stronie obok jest zwykle reklama firmy
      produkującej ten cudowny specyfik.
      A teraz to, czego zwykle się nie pisze. Przenawożenie, czyli regularne
      dostarczanie roślinie nawozu, którego nie jest w stanie spożytkować, jest
      znacznie bardziej szkodliwe niż wyjałowienie gleby. Dotyczy to szczególnie
      roślin rosnących na nieurodzajnych glebach, które właśnie dlatego zostały
      wybrane do sprzedaży jako rośliny doniczkowe, gdyż nie wymagają regularnej
      opieki! Podlewane bez względu na to, co się dzieje w doniczce i zasilanie co
      tydzień nawozami niezależnie od tego, czy trzeba, czy nie trzeba, powoduje
      zagłaskanie tych roślin na śmierć. Najlepiej o nich zapomnijmy, od czasu do
      czasu zafundujmy prysznic, jak się nam przypomni, to podlejmy, a na co dzień
      cieszmy się ich widokiem. Jeśli chcemy mieć roślinę, dookoła której trzeba
      chodzić i zraszać ją co pięć minut, to kupmy widliczki - te dadzą nam popalić!
      Teraz o podlewaniu. Pisałem już kilkadziesiąt razy – KWIATÓW nie podlewamy co X
      dni i nie nawozimy raz na coś. Te opowieści spotykam w wielu pismach
      ogrodniczych, których autorzy nie żądają sobie trudu, aby opisać czytelnikowi,
      na czym polega prawidłowe podlewanie, lecz na pałę przepisują wiadomości z
      książek wydanych 40 lub więcej lat temu. Podczas mojej pracy redakcyjnej rekord
      pobił znamienity profesor, który do artykułu o storczykach dołączył rysunki
      wykonane na podstawie zdjęć mikroskopowych zrobionych w 1902 roku! Czy Pani,
      ucząc się jazdy samochodem, kupi sobie „Podręcznik powożenia” z 1936 roku, czy
      też nowszy?
      Rośliny podlewamy według ich zapotrzebowania na wodę. Takie jak juki dopiero
      wtedy, gdy górna warstwa ziemi w doniczce przeschnie całkowicie (dalej
      tłumaczę, dlaczego). W lecie, gdy roślina stoi na przewiewnych słonecznym
      balkonie, może to być 2 razy dziennie, w chłodne dni, gdy pozostaje w
      mieszkaniu - nawet co trzy tygodnie!
      Parowanie wody to zjawisko fizyczne! Zależy ono od temperatury otoczenia,
      rodzaju podłoża, wilgotności powietrza, ruchu powietrza w otoczeniu doniczki,
      czy wreszcie od gatunku i wielkości rośliny (brzoza w słoneczny dzień
      wyparowuje do 400 –tak, czterystu!- litrów wody, które musi pobrać korzeniami z
      ziemi. W tym samym czasie kolumnowe kaktusy z Półwyspu Kalifornijskiego
      kilkanaście do kilkudziesięciu litrów, chociaż ważą 50 razy więcej i rosną w
      prawie dwa razy wyższej temperaturze! Jeśli rzeczywiście było podlewana co dwa
      tygodnie to jest jeszcze pytanie czy dostawała wiadro wody czy też kubek?
      Dla pocieszenia dodam że w przeciwieństwie do juk, draceny (nie liczę tu
      draceny smoczej która obecnie nie jest już draceną) należy podlewać bardziej
      obficie niż juki. Mimo dość podobnego wyglądu warunki w jakich rosną są inne i
      należy też zapewnić im inną opiekę.
      No to tak w skrócie było by chyba wszystko
      Jurek
Pełna wersja