Dodaj do ulubionych

Klimat się nam powoli zmienia ....

13.01.07, 20:15
Śmiano się z ekologów, niemniej fakty są nieubłagane.
Niedługo będziemy mieli śródziemnomorski klimat.
------------

Arktyka jest grzana od góry i z dołu
Pokrywa lodowa Arktyki robi się coraz cieńsza. Lody topnieją nie tylko w
wyniku ogrzewania atmosfery, ale również dlatego, że od dołu podgrzewają je
gorące prądy morskie.
To bezprecedensowe zjawisko od wielu lat badają polscy oceanografowie, którzy
są przekonani, że wiąże się ono z działalnością człowieka.

Zdaniem doc. dra hab. Jacka Piskozuba z Instytutu Oceanologii PAN, można się
spodziewać, że jeszcze za życia dzisiejszych pokoleń, Arktyka - a
przynajmniej duża jej część - będzie wolna od lodu. DLACZEGO CIEPŁA WODA
PŁYNIE KU ARKTYCE

W latach 80. wznowiono pracę polskiej stacji na Spitsbergenie, gdzie
prowadzone są badania związane z biologią i ekologią Arktyki. Każdego lata,
od 1987 roku, Instytut Oceanologii PAN organizuje badawczy rejs statku RV
Oceania na wody Morza Barentsa i Morza Norweskiego. Naukowcy prowadzą pomiary
temperatury i zasolenia, mierzą też prądy morskie.

"Pomiary prowadzone są od 10 lat, metodą ADCP. Jest to metoda akustyczna, w
której bezpośrednio mierzy się prędkość wody; badaniami kierował prof. Jan
Piechura" - wyjaśnia dr Piskozub.

Jak informuje naukowiec, badania nad prądami w okolicach Spitsbergenu
potwierdzają, że coraz więcej ciepłej wody Golfsztromu (powierzchniowego
prądu morskiego północnego Atlantyku - PAP) przepływa aż do Arktyki. Na razie
nie wpływa to na pokrywę lodową na powierzchni, ponieważ ciepła woda zalega
200-800 metrów w głębi morza.

Dr Piskozub tłumaczy tę anomalię.

"W Arktyce na powierzchni znajduje się zimna, ale bardzo słodka woda,
pochodząca z rzek syberyjskich, a także ze stopniowo topniejącego lodu. Słona
woda jest cięższa od słodkiej, dlatego nie mieszają się one, chociaż
cieplejsza woda powinna być lżejsza i wypływać na powierzchnię. Dochodzi więc
do paradoksalnej sytuacji, kiedy ciepła woda pod spodem nie miesza się z
zimną na powierzchni" - opowiada naukowiec.

Pomiary oceanografów dowodzą jednak, że owa właściwość, która "trzyma lód
przy życiu", stopniowo ulega zmianom.

ZIELONY BIEGUN PÓŁNOCNY?

"W ostatnich latach bardzo duży impuls ciepłej wody przypłynął z cieśniny
Frama na wysokości Spitsbergenu. W 1994 roku zauważono ciepłe prądy głęboko,
wzdłuż Syberii, na Morzu Łaptiewa. Warstwa ciepłej wody robi się coraz
grubsza. Unosi się ona i stopniowo miesza z zimną. Co więcej, jej temperatura
rośnie. Kiedy ciepła woda osiągnie powierzchnię, zacznie topić lód" -
przewiduje dr Piskozub.

Jak zaznacza, jest to związane także z innym istotnym dla Europy zjawiskiem
klimatycznym, tzw. Oscylacją Arktyczną.

Jak zauważono, w zależności od różnicy ciśnienia na Islandii i w Portugalii
albo na Azorach, klimat w Europie zimą bywa inny. Kiedy indeks jest dodatni,
Północną Europę nawiedzają niże, jest cieplej i bardziej wilgotno. Południowa
Europa jest wtedy sucha. Ten sam indeks steruje wiatrami nad Arktyką. Jeżeli
jest dodatni, wiatry odpychają lód od Syberii. Następuje wówczas znane
oceanografom zjawisko upwellingu, kiedy to woda z głębi morza podchodzi do
powierzchni.

"Zazwyczaj woda głęboko w oceanach jest zimna. Kiedy przy wybrzeżach Peru i
Chile nie ma upwellingu zimnej wody, robi się ona znacznie cieplejsza.
Ponieważ zdarza się to czasami w okresie Bożego Narodzenia, to okres ten
nazwano Dzieciątkiem - El Nino" - mówi dr Piskozub. Dodaje, że zjawisko to
obejmuje cały Pacyfik.

"W Arktyce możemy niedługo mieć nietypowy upwelling ciepłej wody, który
będzie topił lód od strony syberyjskiej. Kiedy lód będzie grzany od góry i od
dołu, można się spodziewać, że jeszcze za życia dzisiejszych pokoleń Arktyka,
a przynajmniej duża jej część, stanie się wolna od lodu" - przewiduje
naukowiec.

ODPOWIEDZIALNI JESTEŚMY MY, LUDZIE Naukowcom nie wydaje się, żeby opisywane
zjawiska były naturalne. Dr Piskozub podkreśla, że w całym holocenie, czyli
od końca epoki lodowej, nie zdarzyło się, aby tak ciepła woda przedostawała
się na daleką Północ. Zapewnia, że Arktyka nie była nigdy wolna od lodu.

"Ocieplenia atmosfery ziemskiej w ostatnich kilkudziesięciu latach nie da się
wytłumaczyć czynnikami naturalnymi" - zaznacza.

"Naukowcy są zgodni, że odpowiada za to dwutlenek węgla, który produkujemy
spalając paliwa kopalne. Atmosfera podgrzewa się od dłuższego czasu, ale
ocean ma dużą odporność cieplną. Mimo to już +udało nam się+ ogrzać duże jego
obszary i w tej chwili obserwujemy tego konsekwencje" - zauważa badacz.
Dodaje, że wyższa temperatura tropikalnych obszarów Atlantyku powoduje
dodatkowo większą liczbę huraganów.

Według oceanografów, ciepło wód morskich bierze się z atmosfery. Z tropików
przepływa ono Golfsztromem w rejony północnego Atlantyku, a później prądem
zachodniospitsbergeńskim do Arktyki. Wzdłuż tego prądu IO PAN prowadzi
badania od wielu lat - ostatnio w ramach europejskiego programu Damocles.

W 2006 roku Polacy uruchomili skomplikowany system, składający się z boi
zanurzonej pod lodem i zakotwiczonej na dnie Oceanu Arktycznego. Boja
wyposażona jest w robota przesuwającego się po linie nośnej, wyposażonego w
przyrządy naukowe. Dzięki takim urządzeniom naukowcy dowiedzieli się, że
sygnał ciepłej wody doszedł w 1994 roku aż do Morza Łaptiewa. Nigdy jeszcze
Golfsztrom nie grzał tak dalekich wód arktycznych. W programie Damocles
Polskę reprezentuje prof. Piechura, natomiast dr hab. Piskozub odpowiedzialny
jest za część atmosferyczną. Z jego pomiarów wynika, że morze ogrzewa
powietrze na zachód od Spitsbergenu.

NIEWIELE MOŻNA ZROBIĆ

W badaniach tego typu niezbędna jest długa seria danych, dlatego rejsy będą
organizowane jeszcze przez wiele lat. Jak podkreśla dr Piskozub, na ich
kontynuację udaje się otrzymywać granty europejskie, co dowodzi, że
międzynarodowa społeczność naukowców jest za ich kontynuacją.

"Nawet gdybyśmy natychmiast przestali spalać paliwa kopalne (co oczywiście
spowodowałoby katastrofę naszej cywilizacji), to ten proces i tak jeszcze
długo będzie się pogłębiał. Skala czasowa w oceanie bowiem to co najmniej
dziesiątki lat. Atmosfera być może zaczęłaby się ochładzać szybko, ale morze -
dużo wolniej. Co możemy zrobić? Trzeba zmniejszać nie tyle ilość spalania,
co tempo przyrostu" - apeluje naukowiec.

Jak zaznacza, z dwutlenkiem węgla wiąże się dodatkowe niebezpieczeństwo dla
oceanu. W powietrzu jest on po prostu gazem cieplarnianym. Rozpuszczony w
wodzie morskiej staje się on jednak kwasem węglowym, który stopniowo zakwasza
ocean, a to nie jest obojętne dla żyjących tam roślin i zwierząt.

Dr Piskozub zamierza badać strumienie dwutlenku węgla między morzem, a
atmosferą. Podobne badania są również promowane na świecie, dlatego istnieją
duże szanse na zdobycie finansowania europejskiego z VII PR.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka