Ogrodnik - milosnik natury?.....

14.04.07, 03:23
hmmm....

"""Ratunku pszczoły, osy i pozostałe" - czy jest jakiś preparat odstraszający
owady pożyteczne i te mniej pożyteczne ?
Jakiś żółty mocno pachnący krzew przyciąga koszmarne ilości pszczół i
pochodnych jest to nie do zniesienia jak się przed tym bronić ??"""

"""""Koniczyna na trawniku" -Jak zlikwidowaać duże ilości koniczyny na
trawniku?...""""

"""...Opryskaj trawę preparatem Starane i poza trawą nie zostanie
nic"""

"""W celu zwalczania koniczyny
stosuje "Mniszek".
Niestety, po jego zastosowaniu przez jakis czas boje sie o
dziecko i psy i ograniczam ich przebywanie na trawniku."""

"""Koty i ich odchody.....- jak się pozbyć??"""

""Chwasty i trawa - czym pryskać?"""

""jest mi niedobrze. Wczoraj sasiad poinformowal mnie, ze jak mnie nie ma, to
po tarasie biegaja szczury:((((( ...... Kupilam dzis trucizne na szczury,
porozkladalam"""

""Wróble na dachu .... Czy jest jakiś skuteczny sposó ,żeby pozbyć sie
wróbli? Kupki leżą wszędzie , nie nadążamy ze sprzątaniem."""

""troche nie na temat - mrowki....... Popieram - Expel jest skuteczny, także
na zewnątrz (gdy mrówki kopią np. pod kostkami na chodniku)""

""jak pozbyc sie kretów?.... jedynym dobrym kretem jest martwy kret"""

"""Wczesnym rankiem pilnujemy momentu gdy kret zaczyna wychodzić z
ziemi.Wtedy wcześniej przygotowaną łopatą podcinamy kopiec,odsłaniając norę
do której pakujemy kiszkę z mieszaniną saletry.Dotykamy zawartość zapalającą
się zapałką.
W chwili gdy mieszanina zaczyna syczeć wydzielając ogromne ilości
dymu,zakrywamy ją kwadratową,wcześniej przygotowaną płytą.Najlepsza do tego
jest betonowa płyta ze starego chodnika."""

"""Co zrobić z pająkami? ....... W jaki sposób się ich pozbyć?""

"""inwazja mchu .... Poradźcie co robić."""


a to tylko na chybil trafil... wiele zyjatek pominietych.

Venus



    • yoma Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:09
      Ale powój sama wyrywasz :)
      • pieskuba Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:18
        No bo chyba lepiej wyrwać niż wytruć. Wytruć chwasty a przy okazji wszystkie
        drobne żyjątka. Na wątku o mrówkach byłam jedyną osobą, która podała sposób inny
        niż trucie - moja córka zwabiała mrówki cukrem i wynosiła z domu. Moja dziwaczna
        dla innych wypowiedź została całkowicie pominięta, tymczasem mrówek w domu nie
        ma i nikt nie został uśmiercony :o)
        • yoma Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:21
          Żartowałam, sama w ogrodzie staję się żarliwym obrońcą życia poczętego :)

          Co do mrówek, najlepiej biora na puszkę po mleku skondensowanym słodzonym :)
        • szadoka Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 16.04.07, 13:35
          Niestety co do mrowek nie calkiem sie z Toba zgadzam. Z domu tez wole
          nieproszonych gosci wywabic "po dobroci" ale co zrobic jak mrowki niszcza
          rosliny? Podkopuja sie pod kwiaty. W zeszlym roku stracilam w ten sposob bratki
          i wielka kepe niezapominajek. ..
    • lady_xanax Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:23
      Bardzo lubię to forum, ale jakaś wojna ideologiczna się tu powoli robi między eko a nie-eko. I po co?
      • yoma Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:25
        Bez przesady, wojna jeszcze nie :)
        • lady_xanax Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:35
          bitewka ;) no dobra... potyczki ;)
          • yoma Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:35
            Drobne uszczypliwości :)
        • venus22 Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:37
          w zadnym wypadku wojna- ja prowadze zarliwa walke ekologiczna, to wszystko :)


          i coz dzieki bystremu oku pewnej forumowiczki musze pod jednym wzgledem pasc
          na kolana -
          (ze lzami w oczach): tak, powoj i inne chwasty wyrywam ale nie WYTRUWAM!!!! NIE
          PRYSKAM !!!
          wyrwane rzucam na kompost (z wyjatkiem powoju, ten idzie do smieci).. rozne
          cutwormy (gasienice przegryzajace na pol lodygi tuz nad ziemia) i co poniektore
          gole slimaki tez usmiercam ale na miejscu lopatka - nie rozsypuje zadnej
          trucizny!! to wlasciwie wszystkie moje grzeszki p/naturze..

          (odchodze do kata ze spuszczona glowa)

          a tak na powaznie- zachecam do ekologicznej uprawy jak najbardziej. i do

          Venus


          • venus22 Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:41
            ooops - przez pomylke wcisnelam enter -

            ... i do pokochania chwastow w trawie typu mlecz, koniczynka, stokrotka.

            bowiem malo kto sie zastanawia, a nikt prawie nie styka sie z informacja ze
            oto na przyklad dzieki tepieniu tychze chwastow jest coraz mniej bakow i
            pszczol.

            to sie tak wydaje - tylko 'ja' spryskam koniczyne.
            ale jesli wezmie sie pod uwage ze zalozmy dzialek jest 1000, i 995
            dziakowiczow usunie koniczyne... to gdzies tam pod lasem laka to za malo...

            V.
            • venus22 Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:49
              """Moja dziwaczna dla innych wypowiedź została całkowicie pominięta"""

              mozesz mi wierzyc ze JA to zauwazylam :)

              ale mialam inne teksty w glowie, nie takie pokojowe :)

              ja mam mrowki co zra drzewo - co roku jest ich chmara w szczelinach drzwi w
              przedsionku w garazu. maja wtedy skrzydla - pewnie mating season
              ( sezon godowy)
              no a jak juz skoncza te milostki to same znikaja. i po co truc...?

              musialam walczyc z rodzina zeby zostawila je w spokoju. w koncu ich przekonalam.

              to samo z pajakmi podobnymi do korsarzy. zauwazylam ze w ogole prawie nie
              ruszaja sie z miejsca. tam gdzie zrobi pajeczyne tam wisi cale lato.


              Venus
              • venus22 Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 14.04.07, 09:56
                moze ktos pamieta mojego wielkiego pajacha z forum Ogrody...

                fotoforum.gazeta.pl/3,0,45315,2,55.html
                mial odwlok, nie przesadzajac jak dobry orzech laskowy. cale lato polowal a
                wlasciwie polowala - na komary i inne fruwajki.

                Venus
    • mjot1 Re: milosnik natury... 14.04.07, 10:47
      Miłośnik natury (jedynie słuszny) wszystko gotów poświęcić naturze (z nią samą
      na czele).
      On miłośnik (niczym zakochany młodzian kozikiem ryjący serce cierpiące na pniu
      drzewa) nie spocznie nim na naturze nie odciśnie widomego znaku swej
      bezgranicznej doń miłości.

      Widzę Venus żeś przebudziwszy się wiosną z nowym sił zapasem ruszyła do boju :-)
      Choć sam z kończynkami opadłymi w szranki nie staję bom optymizm zatracił i
      wiary choćby w namiastkę powodzenia mi zbrakło to kibicując Tobie wrzeszczę:
      Powodzenia!

      Najniższe ukłony! M.J.
      • venus22 Re: milosnik natury... 15.04.07, 00:34
        {{{{a dziekuje Mjocie}}}}

        chociaz przyznam sie ze i ja trace energie i nawet ochote na przebywanie na
        forum Ogrod w zwiazku ze ostatnio prawie kazdy tu jest glownie zainteresowany
        czym i jak wytluc kota czy szczura, czym popryskac mech lub koniczyne.

        (pomiedzy kilka neutralnych watkow z zapytaniem jak hodowac te czy inna
        roslinke)

        czyzby wiosna :/

        Wychowywalam sie w czasach kiedy trawniki bardziej przypominaly laki, i znalam
        nazwe kazdego polnego kwiatka, niezapominajki, blawatki, dzwonki, firletki,
        kaczence, stokrotki, margaretki, maki, jaskry, koniczynka biala i czerwona,
        kakole, osty, skrzypy, co tam jeszcze bylo.. pewnie len..

        na wiosne Dziadek z wielkim zadowoleniem oznajmial mi ze oto zdobyl od chlopa
        cala fure konskiego lajna a jeszcze dostanie gnojowki... :)

        przez pewien czas na dzialce swojsko zalatywalo, i lataly wielkie metalicznie
        blyszczace zielone muchy, ktore mnie i fascynowaly i przerazaly jednoczesnie.

        NIGDY nikt mi nie zabranial chodzic po trawie, czy gdziekolwiek,
        sasiad dokarmial okoliczne koty, wielu dzialkowiczow (wlasciwie kazdy) mialo
        wykopane w ziemi wielkie doly na kompost gdzie wrzucalo sie recznie wyplewione
        chwasty...

        nikt niczym nie pryskal bo nie bylo, a te pierwsze truskawy, poziomki,
        porzeczki, groszki, mlode marchewki, kalarepki, ach jakie slodkie i dorodne
        bylo. na bobie ZAWSZE byla mszyca ktora byla dziadka wielkim utrapieniem i
        ktora sciagal recznie bo nie bylo innej metody.
        ale bob i tak byl. pyszny.


        a teraz co wejde na forum to co widze? porady czy pryskac Roundupem czy
        Mniszkiem... i jaka trutka najlepsza. i czym zlikwidowac mech.

        I niby jeszcze te trutki nieszkodliwe ale jednak dzieciom i ukochanemu domowemu
        pieskowi zabrania sie chodzic po trawie bo moze sie im cos stac.
        a ze w trawie oprocz dzieci i ukochanego domowego pieska moze co jeszcze
        innego zyc, ze nie tylko ten jeden ukochany domowy piesek przechadza sie po
        trawie i potem lize lapki oblepione trucina,

        ze pszczoly potrzebuja tej koniczynki, ze DZIECI pownny wiedziec co to
        koniczyna i pszczola - kogo to obchodzi...

        nie dziwie sie ze Katula znikla stad bezpowrotnie.


        Venus

        ps mnie prawie co roku jaks pszczola "ukasila" jak bylam mala.
        pierwszy tydzien pobytu u Babci na wsi konczyl sie zawsze wielkim rykiem
        podczas zbierania kwiatuszkow na lace.
        ale babci by nie przyszlo do glowy spryskac laki zeby mnie przypadkiem
        pszczolka nie uzadlila. no fakt ze dziadek mial ule a na lace pasly sie krowy
        ale watpie aby i bez tego uwazali ze dla mnie warto tak truc.

        zwykle ten jeden raz wystarczyl aby odechcialo mi sie latac po lace boso -
        sandalki jednak byly dobre- i bardzo uwaznie zbieralam kwiatki..
    • jerzy.wozniak Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 15.04.07, 06:25
      Uważam że ta dyskusja powinna dotyczyć pisemek ogrodniczych gdzie ekologiczne
      znaczy takie które nie szkodzi człowiekowi, tu raczej zachowujecie zdrowy
      umiar, a temat ten jest trudny i jednocześnie niezwykle ciekawy. „Działalność
      człowieka zawsze będzie w opozycji, sprzeczności, z wymaganiami przyrody i
      otaczających nas ekosystemów - i wymagań jednej i drugiej strony nigdy nie da
      się pogodzić Należy wiec bardzo rozważnie, a do tego potrzebna jest wiedza,
      kierować naszymi poczynaniami tak, aby szkody w przyrodzie były jak
      najmniejsze.”
      To fragment wstępu jaki zamieściłem we wprowadzeniu do mojej wystawy
      poświęconej ochronie przyrody. Zostanie otwarta w początkach czerwca tego roku
      w Ogrodzie Botanicznym PAN w Powsinie. No cóż ten mały kawałek wyjaśnia wam że
      dyskusja którą rozpoczęła venus będzie trwać tu wiecznie.
      Jurek
      • venus22 Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 15.04.07, 11:03
        moim zdaniem jak zrezygnujemy z pestycydow, herbicydow, fungicydow i roznych
        innych -cydow i trutek i przestaniemy polowac na kreta,

        jak zaakceptujemy w trawniku koniczyne i mech i przezornie zostawimy pare
        dorodnych roslinek jakiegos 'chwasta' dla pospolitych stworzonek aby nasze
        cenne okazy ich nie interesowaly to juz bedzie BARDZO DOBRZE...

        Venus

        ps jeszcze przy tym jakby tak kupowac wylacznie elektryczne kosiarki... mmm
        marzenie...
        • szadoka Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 16.04.07, 13:42
          Ja zostawiam razne "chwasty" nie dlatego ze bardzo mi sie podobaja ale widze jak
          bardzo podobaja sie owadom przeroznym. Po przekwitnieciu po prostu obcinam kwiat
          zeby sie zielsko nie rozsiewalo i po klopocie. Uwielbiam zyjatka w moim ogrodzie
          i szczerze zazdroszcze ludziom wrobli, zab i innych zaskroncow. W zwiazku z tym
          , ze mieszkam na piaskach mazowieckich ciesze sie z kazdego robaczka w ziemi.
        • joloczka Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 16.04.07, 17:53
          Tez mogę wiele powiedzieć o matce naturze – całe życie mieszkałam na wsi, nie
          licząc przejściowych 5 lat w centrum miasta za czasów młodości. (Po których to
          latach doszłam do wniosku że jednak życie w mieście to nie dla mnie).

          Fakt, w dawnych czasach nie było tyle chemii i nieraz się zdarzało, że ludzie
          albo po wielkich bojach rezygnowali z upraw, albo po ciężkiej chorówce
          zostawali swoje uprawy na pastwę losu i wszystko porostało chwastami i z czasem
          dziczało. Jeszcze teraz jak się wybieram na przejażdżkę gdzieś w Polskę
          przerażenie mnie ogarnia na ile w tym kraju jest wszystko zapuszczone na
          wsiach.

          Wspomnienia z mojego dzieciństwa są różne:
          - koniczyna, jaki ona ma słodki nektar!!! Jako dziecko próbowałam )). Niestety
          związane z nią wspomnienia mam również przykre – osy tak porządlily mojego
          kolegę, że wylądował w szpitalu w ciężkim stanie.
          - świerszcze (którym jest poświęcony odrębny wątek na tym forum), są cudne..
          pod warunkiem ze żaden nie wejdzie przez otwarte okno lub inne otwory do
          mieszkania, gdzie staje się uciążliwy (delikatnie mówiąc) przez cały rok.
          - mysz polna, a to już cala historia )) Miałam 5 lat, gdy z ojcem poszłam na
          łąkę po trawę (na tabele koniczynę) dla królików. Ręczną kosą kosząc trawę
          ojciec zranił mysz polną, ale żyła. Ja rzuciłam się niemal że na kosę aby ją
          ratować a ona w podziękowanie tak mnie urządziła w palec że całą rękę miałam we
          krwi…

          Pestycydy, herbicydy i inne "cydy"… granulowane nawozy …. Człowiek… jak to
          wszystko połączyć?

          Osobiście stosuje Mniszek i cieszę się że on jest (z dzieciństwa mam uraz do
          os). A ten weekend spędziłam na pendzelkowaniu rundupem ostów, które mi się
          wysiały na trawniku z łąki za płotem w ilości wręcz nieprawdopodobnej.

          A ta łąka jest po prostu moja udręką. Boże, jaki znaleźć na nią "cyd"?...
          Ilość kleszczów na tej łące jest po prostu przerażająca. (w trawię między
          innymi stworzeniami, żyją również kleszcze trawiaste) Niestety wiele kleszczy
          jest z babeszią. Co prawda dzięki temu bezpańskie psy już nie latają po
          okolicy bo wszystkie juz dawno wyzdychaly, ale moje własne ratowałam już 4
          razy, pomimo stosowania środków odstraszających. (Obecnie babeszie u psów
          rozpoznaje lepiej od weterynarza). Ile razy wyciągałam kleszczy z siebie i
          dziecka.... Już prawie żadna chemia nie pomaga. Dzieci mają zakaz chodzenia po
          okolicznych łąkach, ale psy nie mogę zamknąć w niewoli i polewam ich chemią
          odstraszającą kleszcze i codziennie wyciągam kolejne kleszcze…
          Borelioza (tak to się nazywa u ludzi) niestety pozostawia poważne uszkodzenia
          nerek i wątroby (nieodwracalne). Nie ma na nią szczepionki… Zastanawiam się czy
          są jakieś "cydy" na spryskanie tej całej łąki…

          Trawniki, chwasty, szkodniki, chemia, stworzonka… Człowiek – ROZSĄDEK i
          możliwość wyboru!!!!!!!!!!!!! Czego wszystkim miłośnikom przyrody życzę i
          wszystkich serdecznie pozdrawiam.
          • yoma Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 16.04.07, 18:14
            > - świerszcze (którym jest poświęcony odrębny wątek na tym forum), są cudne..
            > pod warunkiem ze żaden nie wejdzie przez otwarte okno lub inne otwory do
            > mieszkania, gdzie staje się uciążliwy (delikatnie mówiąc) przez cały rok.

            Przypomina mi to sąsiadkę z bloku, która żądała wycięcia drzew spod okna, bo
            szumią i nie dają spać.
            • joloczka Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 16.04.07, 20:07
              yoma napisała:

              > Przypomina mi to sąsiadkę z bloku, która żądała wycięcia drzew spod okna, bo
              > szumią i nie dają spać.

              Jak widac, kazdemu wedlug potrzeb :-))) Ja kiedys mialam ochote w nocy wstac i
              wydoic krowe, ktora darla morde przez pol nocy w polu bo chlop zapil i zapomnial
              wydoic. A jeszcze wieksza ochote mialam "wydoic" chlopa...
              • pieskuba Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 16.04.07, 20:22
                No masz ci los, chłopa doić...
                • yoma Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 16.04.07, 21:37
                  Dziewczęta, to jest forum o ogrodach! [rumieniąc się] :)
                  • venus22 Re: Ogrodnik - milosnik natury?..... 16.04.07, 22:51


                    """Tez mogę wiele powiedzieć o matce naturze – całe życie mieszkałam na wsi,
                    nie
                    licząc przejściowych 5 lat w centrum miasta za czasów młodości. (Po których to
                    latach doszłam do wniosku że jednak życie w mieście to nie dla mnie)."""


                    pytanie tylko czy jeszcze umiesz obserwowac i wyciagac wlasciwe wnioski...


                    ""Fakt, w dawnych czasach nie było tyle chemii i nieraz się zdarzało, że ludzie
                    albo po wielkich bojach rezygnowali z upraw, albo po ciężkiej chorówce
                    zostawali swoje uprawy na pastwę losu i wszystko porostało chwastami i z czasem
                    dziczało.""

                    chyba chcialas napisac "harowce".
                    byc moze uprawiali nie to co trzeba na danym gruncie. w Rosji to nawet nurt
                    rzeki zawracali.
                    byc moze byly, jak juz pisalam, lata urodzajow i nieurodzajow.
                    pytanie tez kto jak uczciwie pracowal.
                    i jeszcze wszyscy narzekali ze "panstwo nie daje" wiec nie ma czym robic,
                    i "sie nie oplaca".
                    moja rodzina pochodzi ze wsi. jakos im roslo to co trzeba i jak trzeba. jakos
                    bylo.



                    "" koniczyna, jaki ona ma słodki nektar!!! Jako dziecko próbowałam )).
                    Niestety
                    związane z nią wspomnienia mam również przykre – osy tak porządlily mojego
                    kolegę, że wylądował w szpitalu w ciężkim stanie.""

                    i ty mowisz ze jestes ze wsi?
                    osy nie leca do koniczyny tylko PSZCZOLY.
                    os to tam moglo byc co najwyzej kilka, w poszukiwaniu mniejszych owadow lub
                    gasienic.

                    teraz pytanie co tak naprawde pozadlilo kolege? bo jesli w/g twojej logiki OSY
                    to raczej nie w koniczynie.
                    ale nawet jesli jednak PSZCZOLY no to co?
                    takie wypadki sie zdarzaja, i nie tylko w koniczynie. poza tym, moze kolega
                    akurat byl uczulony.
                    a mieszkajac na wsi nie slyszalas o innych wypadkach? tylko o takich?


                    "" mysz polna, a to już cala historia )) Miałam 5 lat, gdy z ojcem poszłam na
                    łąkę po trawę (na tabele koniczynę) dla królików. Ręczną kosą kosząc trawę
                    ojciec zranił mysz polną, ale żyła. Ja rzuciłam się niemal że na kosę aby ją
                    ratować a ona w podziękowanie tak mnie urządziła w palec że całą rękę miałam we
                    krwi…""

                    wiesz rece opadaja...
                    a czego ty sie spodziewalas? ze ze lzami w oczach, unoszac lebek najwiekszym
                    wysilkiem woli spojrzy ci w oczy i ostatnim tchnieniem ci podziekuje ??
                    kobieto!!!!!

                    ""Osobiście stosuje Mniszek i cieszę się że on jest (z dzieciństwa mam uraz do
                    os). A ten weekend spędziłam na pendzelkowaniu rundupem ostów, które mi się
                    wysiały na trawniku z łąki za płotem w ilości wręcz nieprawdopodobnej.""

                    prawda jakie te osty sa ohydne? maja ohydne kwiaty, ohydne liscie, o kolcach
                    juz nie wspomne.
                    i w ogole nie rozumiem czemu po prostu nie urwiesz im samych kwiatow w pore.
                    albo uciac w polowie, to tez dziala...
                    no i to smarowanie pedzelkiem pewnie tez zmudne. to juz nie lepiej wziac sie i
                    wyrwac?
                    na pewno zdrowiej jest sie poruszac niz wdychac opary mniszka.


                    """Ilość kleszczów na tej łące jest po prostu przerażająca. (w trawię między
                    innymi stworzeniami, żyją również kleszcze trawiaste) Niestety wiele kleszczy
                    jest z babeszią. """

                    ponownie brak konswekwencji.
                    mowisz ze masz kleszcze w TRAWIE, a ja tu protestuje przeciwko usuwaniu z
                    trawy koniczyny i mchu i innych "chwastow".... co nie ma nic do rzeczy z
                    kleszczami w TRAWIE. musialabys raczej sama trawe wytruc nie mlecze i koniczyne.

                    poza tym nie "babeszia" tylko babeszjoza, a borelioza i babeszjoza to dwie
                    rozne choroby.
                    Babeszjoze powoduje pierwotniak Babesia canis a borelioze bakteria Borrelia
                    burgdorferi. inny tez kleszcz.

                    niemniej jednak rzeczywscie jest to powazny problem. glownie pewnie dlatego ze
                    kleszcz ten nie ma widocznie naturalnego wroga. nie mam pojecia jak mozna by z
                    tym walczyc naturalnymi sposobami. pewnie trzeba czekac az ewolucja naturalnie
                    wyrobi uodpornienie na te pasozyty.

                    W Kanadzie od kilku lat naukowcy obserwuja wymieranie losi wlasnie z powodu
                    kleszcza. i mowia ze jedyny skuteczny sposob to wlasnie taki - natura.


                    w kadzym razie masowe zalewanie traw pestycydami nic nie da.


                    Venus
                    • joloczka Re: Kij w mrowisko 16.04.07, 23:26
                      Mniszek, Rundup, koty Pana Wozniaka - kij w mrowisko!!!

                      Venusie, na lace z koniczyna osy potrafia sobie zrobic gniazdo w ziemi, a
                      biegajace dzieci im przeszkadzaly...
                      Jako 5-letnie dziecko ze łzami w oczach ratowalam myske, byc moze wtedy
                      spodziewalam sie ze mi podziekuje. Teraz wspominam to z usmiechiem...
                      Ostow nie lubie a wyrywanie nie pomaga, tym razem siegnelam po ostateczna deske
                      ratunku.
                      "Babaszia" jest (urzywany przez wszystkich weterynarzy z jakimi mialam
                      doczynienie) od Babeszjozy. O kleszczach wspomialam, pokazujac ze nie tylko
                      porzyteczne stworzenia zamieszkuja w trawie...
                      Ale nie o to mi chodzi... Ludzie, czy Wy naprawde nie mozecie dac sobie spokoj
                      ze zlosciwosciami!!! Wydawalo mi sie ze forum jest po to aby kazdy wypowiedzial
                      swoje zdanie a osoby zainteresowane i tak "przefiltruja" wszystkie wypowiedzi
                      przez "filtr" wlasnych wartosci i upodoban. A temat wartosci i upodoban - to
                      temat rzeka....
                      • venus22 Re: Kij w mrowisko 17.04.07, 09:09
                        ja nie jestem zlosliwa chociaz byc moze taka sie wydaje. ja rowniez tylko
                        bronie swojego zdania i przedstawiam swoja opinie,
                        a sorry - jesli ktos sugeruje ze koniczyne trzeba wytruc bo w niej mieszkaja
                        osy, a szczury i myszy tez bo moga dziecko ugryzc to nie wyrabiam.


                        ""O kleszczach wspomialam, pokazujac ze nie tylko
                        porzyteczne stworzenia zamieszkuja w trawie..."""

                        a ja przypominam ze apel powstal o to ze wlasnie oprocz NIEMILYCH zyjatek zyja
                        takze pozyteczne a nie odwrotnie. a wiec nie ma co wracac do punktu wyjscia.


                        mnie rowniez i osy i pszczoly "pogryzly" nie raz, nie musialam wprawdzie jechac
                        do szpitala ale uczulenie na owady mialam i mam,
                        i zawsze mi miejsce uzadlenia strasznie puchlo i bolalo tygodniami.
                        jak mnie raz nad morzem ugryzla mucha konska w srodek dloni to reke mialam
                        spuchnieta az do lokcia jak bania i schodzilo mi to dwa tygodnie, pomimo picia
                        odczuczajacych tabletek i smarowania hydrocortizonem.
                        no i co z tego takie jest zycie.

                        a, i dzieki za sprostowanie o osach. tak wiem sa osy ziemne ale na moja obrone
                        w tym kontekscie to zrozumialam ze chodzi o pszczoly.
                        no coz przykro sie stalo z kolega, ale poza tym osy sa bardzo pozyteczne
                        szczegolnie wlasnie dla ogrodnika czy rolnika.
                        pszczoly tez.

                        Venus
Pełna wersja