Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja?

15.10.07, 15:13
Witajcie
Chcialam zasiegnac opini osob, ktore moze maja lub mialy w swoich
ogrodach ww roslinki. moj ogrod jest raczej naturalistyczny,
graaniczy z lasem i urzadzam go bez ekstrawagancji;-). kusza mnie te
roslinki. mysle o przeniesieniu ich do ogrodu, ale czy sie nadaja?
Wiem, ze trzmielina pospolita jest trujaca. ale nie mam dzieci, a
dzici gosci nigdy nie spaceruja bez opieki ze wzgledu na duzy staw w
ogrodzie. jest sliczna, szczegolnie o tej porze roku (->link), ale
moze jednak nie nadaje sie do ogrodu.moze sa jekis inne powody?
z kolei mikolajek, jest oryginalny ale czytalam, ze podobnie jak
stokrotka wyniszcz trawnik. boje sie co bedzie z innymi roslinami
jesli posadze mikolajki w rabate. poza tym czy nie sa zbyt
ekspansywne. no i te ich olbrzymie korzenie...
moze ktos pomoze mi podjec decyzje?
z gory dziekuje

atlas.przyroda.net.pl/roslina.php?id=256
www.swiatkwiatow.pl/mikolajek-plaskolistny---eryngium-planum-id211.html
    • noether dorzuce jeszcze berberys pospolity 15.10.07, 15:29
      przeczytałam, że nie należy sadzić go w pobliżu pól uprawnych,
      ponieważ na liściach jego rozwija się wiosenne pokolenie rdzy
      źdźbłowej traw (Puccinia graminis). czy to moze zaszkodzic iglakom
      (jałowce i swierki) rosnącym w jego poblizu?
      • kot_behemot8 Re: dorzuce jeszcze berberys pospolity 15.10.07, 17:04
        Nie wiem czy rdza atakuje iglaki (chyba nie), ale po co sadzić
        berberys pospolity który jest tak bardzo podatny na choroby a wcale
        się nie wyróznia urodą? Do ogrodu naturalnego równie dobrze pasują
        inne berberysy, no moze z wyjątkiem form zimozielonych - czyli
        wszystkie odmiany b.thundberga, b.ottawskiego, koreańskiego, b.
        Chopina itd
    • horpyna4 Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 15.10.07, 18:41
      Zarówno trzmielina zwyczajna, jak i mikołajek płaskolistny świetnie
      nadają się do założeń naturalistycznych. Z tym, że mają różne
      wymagania - trzmielina rośnie zazwyczaj na skraju lasów, a mikołajek
      w pełnym słońcu. W przeciwieństwie do mikołajka nadmorskiego
      rosnącego na piaszczystych wydmach, mikołajek płaskolistny uwielbia
      glinę. Jest jednym ze składników dzikiej flory na bardzo gliniastym
      warszawskim Ursynowie. Potrzebuje pełnego słońca, żeby się ładnie
      niebiesko wybarwiać i rosnąć "na baczność"; w półcieniu jest
      zielonkawy i pokłada się.
      Trzeba ścinać kwiaty, zanim nastąpi samosiew, bo ze względu na palowe
      korzenie jest trudny do wytępienia. Aha, jest bardzo dobry na suche
      bukiety.
      Na regularne i "grzeczne" rabaty raczej się nie nadaje, posadź go w
      najbardziej słonecznym miejscu, ale żeby wyglądał swobodnie.
      Jeżeli chcesz przesadzić dziko rosnący, to praktycznie nie ma
      możliwości bez uszkodzenia korzenia. Dlatego najlepiej przyciąć część
      nadziemną i podlewać, aż da oznaki życia. Można też rozmnożyć z
      nasion.
      • gabula777 Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 15.10.07, 18:51
        Nie polecam sadzenia mikołajka na rabacie,i tak się tam rozpleni.Najładniej
        wygląda z krwawnikiem w wysokiej trawie, nawet takiej koszonej raz w roku i
        wcale sobie nawzajem nie przeszkadzają.Musi mieć pełne słońce cały dzień.
    • noether Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 16.10.07, 11:08
      dziekuje za wszystkie uwagi...
      co do mikołajka to akurat na najbardziej slonecznym i gliniastym
      miejscu mam rabate połaczoną ze skalniakiem. trawa koszona jest
      wszedzie. poza "rabata" mamy glownie torf, ktorego trawka uwielbia
      i rosnie jak glupia...hmm, musze jeszcze pomyslec co
      poczac...pozdrawiam
    • jerzy.wozniak Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 17.10.07, 10:05
      Zawsze do pasji doprowadzają mnie wiadomości ze coś jest trujące.
      Większość roślin truje bo jest to obrona przed roślinożercami. Zaś
      trzmieliny to jedne z najpiękniejszych niewielkich drzew/krzewów
      które można uprawia w ogrodzie. Ja osobiście polecam ci trzemielinę
      oskrzydlona , ta to potrafi zaszokować kolorami jesienią. Zaś jej
      pokryte strzępiastą korą gałązki pięknie wyglądają na tle śniegu.
      Jurek

      • noether Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 19.10.07, 12:40
        Dziekuje bardzo za wypowiedz. To mile kiedy ktos popiera nasze
        upodobania;-) Dziekuje rowniez za propozycje.jak narazie w ogrodku
        zagoscily 4 berberysy zwyczajne i 2 trzmielinki (sasiedzi zabrali
        sie za porzadki na dzialce, karczowali skarpe, spytalam o mozliwosc
        wykopania i uratowania ww roslinek i tak wlasnie zagoscily w
        moim "raju na ziemi"...)pozdrawiam serdecznie
      • kot_behemot8 Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 20.10.07, 10:01
        jerzy.wozniak napisał:

        > Zawsze do pasji doprowadzają mnie wiadomości ze coś jest trujące.


        A mnie nie, bo wiem co grozi dziecku które zje ślicznie wyglądające
        jagódki trzmieliny albo co gorsza złotokapu. Pan ma dzieci?
        • horacy-horacy Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 20.10.07, 11:17
          kot_behemot8 napisała:
          > A mnie nie, bo wiem co grozi dziecku które zje ślicznie wyglądające
          > jagódki trzmieliny albo co gorsza złotokapu. Pan ma dzieci?

          W takim razie w domu pewnie nie masz ziemniaków, bo surowe też są trujące, a
          pomidory także pewnie nigdy nie zagoszczą w twoim ogródku..?
          • horpyna4 Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 20.10.07, 12:39
            Niestety, jedyna metoda to uczenie dziecka od małego, że nie wolno
            nic z lasu, łąki, czy ogrodu wkładać do buzi. Mało kto zdaje sobie
            sprawę z tego, jakie chwasty są trujące i że dziecko może zjeść coś
            trującego nawet podczas spaceru po mieście. Trzymanie dziecka pod
            kloszem zamiast zadbania o to, żeby nie próbowało jeść czegoś nie
            podanego przez rodziców, to bomba z opóźnionym zapłonem. Bo kiedyś
            kilkunastoletni dzieciak na koloniach, czy szkolnej wycieczce, zeżre
            w lesie piękne, czerwone owocki wawrzynka wilczełyko...
          • kot_behemot8 Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 20.10.07, 18:34
            Nigdy nie słyszałam zeby dziecko nażarło się surowych bulw
            ziemniaków - chyba, ze następnego dnia jest klasówka i chodzi o
            szybką a mało szkodliwa "chorobę" (stary sposób) Ziemniaków w
            gruncie nie uprawiam, zresztą ryzyko zjedzenia ich owocu przez
            dziecko jest bardzo małe, prawie żadne. Co do pomidorów - jaka ich
            częśc jest trująca?
            Za niebezpieczne uznaje się wyłącznie te rosliny które nie tylko są
            trujące, ale swoim wyglądem zachęcają dziecko do brania do buzi - np
            z racji podobieństwa do jadalnych owoców lub po prostu cukierków.
            I nie radziłabym tego lekceważyć, choć warto też wiedzieć które
            rośliny sa naprawdę trujace a które powodują tylko drobne
            nieprzyjemnosci żołądkowe. Na pewno tam gdzie mieszkają małe dzieci
            nie powinno być wawrzynka, konwalii, wiciokrzewu, złotokapu i
            rącznika. Inne, mniej toksyczne rosliny takie jak wspomniana
            trzmielina czy ligustr mogą słuzyć do uczenia dziecka by nie brało
            byle czego do buzi. Z tymi bardziej niebezpiecznymi nie wolno
            ryzykować, bo dziecko to tylko dziecko.
            • horacy-horacy Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 20.10.07, 22:35
              Która część pomidora jest trująca..? każda poza owocem - może nie jest to tak
              silna substancja jak opisane powyżej przypadki, ale zawsze. Poza tym kto tu mówi
              o lekceważeniu, ja chciałem tylko zwrócić uwagę na to jest wiele jest potocznie
              spotykanych roślin, które nie są obojętne dla zdrowia po spożyciu. Ja po prostu
              mam alergię na temat: "tego nie posadzę bo mam dziecko a to jest trujące" - bo
              idąc tym tropem to nigdy naszej pociech do lasu czy ogródka sąsiadów nie
              wpuścimy. Wiem ze nie jest to proste, ale dziecko musi zrozumieć że nie można
              jeść owoców z ogrodu - posadź np. poziomkówkę indyjską i przy jej pomocy edukuj
              dziecko - roślina ta jest do tego celu doskonała bo ma piękne czerwone owoce
              podobne do poziomek ale nie trujące [wbrew powszechnemu mitowi]jak się
              przekonasz że owocki nie znikają to zacznij z innymi roslinami. Choć w Twoim
              poście o uwadze i rozwadze jest sporo racji - spotkałem się z ogrodem
              projektowanym przez Panią Architekt pod kątem zabaw z małym dieckiem gdzie
              wzdłuż domu został zasadzony żywopłot z cisa..- komentował tego nie będę, a do
              tego właściciele niespecjalnie wiedzieli o jego właściwościach..
              • noether Re: Mikolajek i trzmielina zw-czy sie nadaja? 26.10.07, 15:37
                ojej, to dopiero dyskusja rozgorzala...Moze zeby jeszcze nawiazac do
                tematu i wypowiedziec jako autorka watku, chcialabym powiedziec, w
                jaki sposob mnie mama wychowywala. Bylam dzieckiem dorastajacym w
                dzungli z "wielkiej plyty", ale od urrdzenia bylam ciekawa
                wszystkiego, a glownie przyrody. kochalam i zbieralam wszystko co
                sie dalo; od wlasnych plantacji pszenicy w doniczce poprzez kijanki
                w akwarium az do kotow i psow. mam cierpliwie znosila wszystko
                jednoczesnie tlumaczac mi wszystkie za i przeciw. umiala przekonac
                mnie do glebszej refleksji i rozwazenia pomyslu. ponewaz cala
                rodzina lubila przyrode duzo czasu spedzalismy na plenerowych
                wycieczkach no i oczysiscie wakacje pod namiotem w lesie...jak bylam
                na tyle mala ze nie bylo co ze mna dyskutowac mama uczyla mnie zeby
                nie zrywac kwiatkow bo to je boli, ze zaraz umra i nie beda juz tak
                ladnie wygladaly jak w ogrodku. ze tu jest im dom i ze bedzie im
                smutno jesli zabiore jednego z czlonkow rodziny. to samo z zuczkami
                i innymi zyjatkami. ze beda tesknic za domem, ze bardzo sie boja, ze
                to ich boli. wierzcie, to dzialalo, moze i wziela mnie na litosc,
                ale faktycznie wolalam wszystko oglodac "w naturze". gdy bylam
                starsza (poczatek szoly podstawowej, kiedy juz czytalam) mam kupila
                mi ksiazki o zwierzatkach, roslinach, drzewach, krzewach, grzybach.
                zeby wiedziec co co, jest co trujace a co nie. chodzilysmy na
                spacery i starala sama przekazac swoja wiedze.zawsze powtarzala ze
                jak czegos niejestes pewna to lepeij to zostaw/nie jedz. moze to nie
                jest szczyt psychologii dziecej ale zdalo egzamin. nigdy nie
                zrobilam sobuie krzywdy. nabralam jeszcze wiekszego szacunku do
                przyrodu. a wiele informacji, ktore wtedy zdobylam pamietam nadal.
                teraz mam swoj kawalek ziemi. ogladam kazdego robaczka i kazda
                roslinke.swoja wiedze dalej poszerzam. np. w czasie tego lata
                zobaczylam na wlasne oczy traszke grzebieniasta, swierszcza polnego,
                turkucia podjadka i 1,5m zaskronce. pozdrawiam wszystkich
                pasjonatow...
Pełna wersja