ptasik 25.07.03, 09:11 Wyjeżdżamy i wracamy, a po drodze podziwiamy :-))) Ale mi się nie zamierzenie rymnęło:-))) Może byśmy się tak podzielili wrażeniami? Kto zaczyna? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
mjot1 Re: Sezon urlopowy w pełni 25.07.03, 11:11 Noooo zagaiłaś Katulo i...? I co? I tylko tyle? Ooooj... nieładnie! ;-) Ja nie zacznę! Nie zacznę, bo nie wyjeżdżam! A po co wyjeżdżać? Siedzę u siebie! Na swoich śmieciach i podziwiam np. „swoje” tygrzyki. Pilnuję by mi ich cóś nie zeżarło! Choć wiem, że jak przyjdzie, co do czego to i tak nie upilnuję. Siedzę u siebie i już! Słucham brzęków i bzyków ćwierkań i kwileń. Ostatnio usłyszałem znów kobuzy a już myślałem, że mnie porzuciły i pierzchły gdzieś. Lecz są! Wiecie, jaka to radocha? Siedzę u siebie i spoglądam na motyle i ważki, na poranną pracowitość kosów i śpiewaków przemierzających podwórze. Spoglądam na żółknące już poszczególne listki lip i brzóz na poranne niebieściutkie akcenciki kwiatków lnu gasnące popołudniem... Cieszę się możliwością długiego przesiadywania i wsłuchiwania się w szmery i szelesty tym bardziej tajemne im noc głębsza... Jak napomknąłem... Ja nie zacznę! Najniższe ukłony! Jakiś taki czepiający się dziś okrutnie M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
ptasik Re: Sezon urlopowy w pełni 25.07.03, 11:23 Mam to szczęsćie, że wiem, czemus dziś taki czepiający strasznie i wybaczam, z serca całego, a zacząłeś pieknie:-) Jak zwykle i tak jak Ty tylko potrafisz. Ja na Twoim miejscu też pupy za przeproszeniem z tych krzaczorów bym nie ruszała choć i u mnie wrażeń w siedlisku i tuz obok nie braknie. Ale byłam, tyle, że zaczynac nie chcę, żeby nie było, że się przechwalam, jeszcze trochę poczekam, a potem się zacznie Odpowiedz Link Zgłoś
piasia Re: Sezon urlopowy w pełni 25.07.03, 11:45 O..... Ptasik wrócił! Witamy! Ja byłam na urlopie całe pięć dni. I wzorem Mjota siedziałam trzy dni w swoim ogrodzie, a potem dwa dni na swojej działce. I chciałam się wyspać. A tu o czwartej rano jakieś ptaszysko zaczynało koncert na drzewie tuż za oknem. I nie był to kos. Darło się to pierzactwo tak straszliwie, że spać się nie dało. Może wiecie, jakie ptaki jeszcze śpiewają i w dodatku o tej porze? Ten śpiew można opisać najprościej jak kosa-eunucha. O ile kos to takie ciepłe, feltowe pogwizdywanie, to to był policyjny gwizdek ;). Taki kos sopran. Tyle że kos śpiewa długimi melodyjnymi frazami, a to były 3-4 sekundowe zawołania. Aha - na bank nie była to wilga. No, Ptasiku, wróciłaś, bierz się za rozpoznawanie ptaków ;)))) Odpowiedz Link Zgłoś
ptasik Re: Sezon urlopowy w pełni 25.07.03, 12:00 A tak k woli scislosci to z dni 14 w ogrodzie swoim spedzilam 5 i bardzo się z tego ciesze :-))) O pozostałych dniach też bedzie :-))) Katula Odpowiedz Link Zgłoś
kropka Re: Sezon urlopowy w pełni 25.07.03, 14:16 :)) Jest las. Ok. 100 km od centrum Łodzi. Trzeba jechać w stronę Wrocławia, w Tumidaju skręcić do Brzeźnia i jechać do Brąszewic. Tam skręcamy wzdłuż cmentarza na Hajew, a po 3 km, na zakręcie z ograniczeniem do 30-tki musimy skręcić w lewo w polną drogę. Dojeżdża się nią do wsi Wojtyszki. Wieś to niewielka, zwykła ulicówka, ale położona w dolince pod lasem. A las piękny, mieszany, ciągnący się ok. 60 kilometrów aż pod Kalisz. Nie ma innych atrakcji, nie ma rzeki, jezior, gór, zabytków i szlaków turystycznych, nie ma więc ciekawskich turystów i hałaśliwych działkowiczów. Tylko las, z całym swoim dostojeństwem, zmiennością nastrojów, tajemniczością i ciszą. Można wejść od strony kurkowego lasku. Droga w nim ubita i zarośnięta trawą. Po prawej stronie rosną brzozy i gdzieniegdzie sosny. Pośród nich niewielkie polanki pokryta poduszeczkami mchu. Latem pełno w nim kurek. Ich złote, lśniące po deszczu łebki cieszą oko z daleka. Dlatego nazwaliśmy ten las "kurkowy". Po lewej stronie drogi rośnie las sosnowy. Sosny to piękne drzewa. Stoją gęsto, równo, dumnie wyprostowane prezentują swe nagie pnie pokryte łuskowatą korą, delikatną, mieniącą się niezliczoną ilością brązów i złocieni. Korony splatają się tworząc gęste, zielone sklepienie. Chłodniej tu i mroczno. Nic więc dziwnego, że podłoże bez mchu i trawy, jedynie paprocie czują się dobrze i rosną wysokie, rozłożyste starając się wykorzystać każdy przypadkowy promień słońca. Na końcu kurkowego lasu jest rozwidlenie dróg. W prawo dojdziemy do matecznika. Nie polecam, bo to królestwo dzików i lepiej nie pchać się do nich bez zaproszenia. Niegościnne zwierzęta. Idźmy raczej w lewo zieloną drogą. Przejdźmy obok sosnowego zagajnika czekającego cierpliwie na przecinkę, mińmy akacjową aleję i dojdźmy do krzyżówki pięciu piaszczystych duktów spiętych niczym rozgwiazda. W prawo dojdziemy do leśniczówki ukrytej za potężną ścianą leszczyny. Zobaczymy drewniany dom na podmurówce z ogromnym kasztanem na środku podwórka. Pod nim stół i dwie ławy. Leśniczy to niezwykły człowiek. Wychowany w lesie i przez las. Znają się dobrze, kochają i szanują. Którejś zimy niósł ranną sarnę 12 kilometrów na plecach. Doniósł do domu, wykurował, odkarmił i wiosną do lasu wypuścił. Do późnej jesieni sarna odwiedzała leśniczówkę pchając się bez pardonu do ogródka warzywnego leśniczyny. Mijając leśniczówkę znajdziemy się na drodze mrówkowej. Warto. Przy drodze stoi kilka ogromnych mrowisk starannie ogrodzonych drewnianymi żerdziami. Czerwone, wielkie mrówy są pod ochroną. To niezwykle ciekawe stworzenia. Jeśli mamy kalosze możemy spokojnie podejść i przypatrzyć się ich codziennemu, pracowitemu życiu, podziwiać ich energię i niezmordowaną ruchliwość. Tylko spokojnie, nie hałasujmy, nie tupmy, bo mrówki są bardzo wrażliwe na wszelkie wstrząsy. Pewnej zimy stare drzewo nie wytrzymało wichury i zwaliło się opodal. Mrowisko wymarło. Jeszcze latem smuciło swoim bezruchem. Stało się zwykłą stertą leśnych śmieci. Idźmy dalej. Skręćmy w prawo w stronę dębowej górki. W tej części lasu królują dęby. Nie ma tu dostępu żadna sosna, żadna brzoza. Nawet buk ani żaden krzak nie śmie zburzyć niesłychanego, tajemniczego nastroju stwarzanego przez te wspaniałe drzewa. Jedynie jesienią znajdą tam swe miejsce niezliczone ilości borowików. Można rzec - król drzew i król grzybów w jednym stoją domu. I znów skręćmy w prawo drogą, która wyprowadzi nas na wzgórze szczególnie zachwycające. To remiza dla ptaków. Miejsce pod szczególną opieką okolicznych mieszkańców. Niedostępne dla człowieka poprzez gęsto zarośnięte akacje, buki, tarniny i wszelkie drzewa i krzewy mogące nakarmić swymi nasionami i ochronić w czasie lęgu skrzydlatą hołotę. Nie pogadasz przechodząc tamtędy. Rejwach, że własnych myśli nie słychać. I tak możesz wędrować bez końca duktami i przecinkami poznając las zmienny jak rozkapryszona kobieta, dostojny i dumny, tajemniczy i niedostępny, ciepły i piękny. I zanim się zorientujesz, znajdziesz drogę najważniejszą, najcenniejszą ze wszystkich, jedyną - drogę do marzeń. Odpowiedz Link Zgłoś
ptasik Re: Sezon urlopowy w pełni 25.07.03, 14:59 Kropka i co ja mam teraz powiedziec? Bede to czytac, czytac bez konca i za kazdym razem jak bede w lesie bede o tym pamietac. I bede szukac tej drogi najwazniejszej, najcudowniejszej, jedynej, choc juz teraz jak przymkne oczy to wiem, ze znalazlam.... Dziekuje Katula Normalnie niewiedziec czemu chce mi sie buczec.... Odpowiedz Link Zgłoś
kropka Re: Sezon urlopowy w pełni 25.07.03, 15:48 bo ja strrrrrrrasznie kocham las :)) Odpowiedz Link Zgłoś
ptasik Re: Sezon urlopowy w pełni 26.07.03, 10:21 Kropka, to widać, słychac i czuć :-)))) Poraz kolejny ktos, tu , tym razem Ty uświadamia wszystkim, że wystarczy chciec widziec, patrzec i dostrzegac, chocby z okien wlasnego domu,chocby na swoim wlasnym podworku (Mjocie:-), czy działce (Pi:-), czy w ogrodzie (Katula:-). Kropka, ta Twoja opowiesc o lesie brzmi dokladnie tak jakby to byl Twoj las codzienny:-) Z dostrzeganiem jest tak jak ze zdjeciami z wakacji pokazywanymi rodzinie , znajomym, przyjacielom. Czesc z ogladaczy iukradkiem ziewa i prawie nasnie slucha, czesc a i owszem, ale bez entuzjazmu, a czesc, najpewniejprzyjaciele razem z nami dostaja wypiekow na twarzy i wiedza, dokladnie wiedza o czym mowimy, co pokazujemy i co czujemy. Odpowiedz Link Zgłoś
piasia Re: Sezon urlopowy w pełni 28.07.03, 10:30 Kropka - spodziewaj się naszego najazdu na ten las ;) Cudownie go opisałaś, cudownie. A Ty Katula - świetne porównanie do zdjęć z wakacji! Tak to właśnie jest . My jesteśmy taka sekta, co patrzy i widzi. I dzieli się z innymi. Odpowiedz Link Zgłoś
ptasik Zdjęcie pierwsze z podrozy:-) 30.07.03, 14:20 Słowo się rzekło.... Zdjęcie pierwsze, czyli jedziemy... Do Wisły trasami, którymi jedziemy wrażeń jest mało, ba nie ma prawie wcale. CZyżby dlatego, że to trasy główne i na poboczach, a lasach można zauważyć co najwyżej tony smieci zostawionych przez kochanych rodaków? Za Wisłą jest już lepiej, z dziedzińca zamku w Golubiu Dobrzyniu można sobie popodziwiac przepiekne widoki, a przy baszcie zamkowej pierwszy raz w życiu oglądam świadomie jezyki i pieję z zachwytu.Zaintrygowały mnie ich powrzaskiwania, bo myślałam, że to jaskółki, ale patrze, a to nie jaskółki bo mają ciemne brzuszki i króciusieńkie ogonki. Potem jeszcze całe stada jerzyków przy zamku w Brodnicy, a potem, potem zjeżdżamy już w boczne, lokalne drogi i wreszcie w świetle zachodzącego słońca możemy podziwiać przepiekne krajobrazy - lasy i jeziora, jeziora i lasy i właśnie nad jednym takim się zatrzymujemy na nocleg. I oprócz tego jeziora i tych lasów miałam okazję podziwiać u gospodarzy, u których zatrzymalismy sie nieziemsko piękne begonie kwitnące. Pojęcia nie miałam, że one mogą być aż takie piękne. Normalnie naoglądać się nie mogłam o czym nie omieszkałam powiedzieć gospodyni. Poza tym tuż obok stały nie mniej piękne zygokaktusy. Takich wielkich okazów też dotąd nigdy nie oglądałam. Miały wielkie i liście i kwiaty. A w ogóle to cały ogród tej pani był przepiękny - zdrowe, wielkie, szczęśliwe rośliny, wypielęgnowane i wypieszczone. W zasadzie to gdyby nie ciemności to mogłabym tę noc spędzić w tym czarodziejskim ogrodzie. No a jakby tego było mało to ptaki nam tam pięknie śpiewały, za wyjątkiem jednego, który podleciał i wydawał z siebie takie odgłosy, jakby coś do nas mówił:-))) Pobiegłam po lornetkę, aby podejrzeć i zidentyfikować, ale się niestety nie udało, odlecial. Możektoś z Was wie co to mógł być za gość - wielkości szpaka, tylko jasny, brązowy i gadający... I choć to był pierwszy etap podróży, to już tam, pod Grunwaldem zostać bym mogła. CDN..., możę :-) Katula Odpowiedz Link Zgłoś
kropka Re: Zdjęcie pierwsze z podrozy:-) 30.07.03, 15:23 dalej, dalej... A to nie był drozd? Odpowiedz Link Zgłoś
jerzy.wozniak Re: Sezon urlopowy w pełni 31.07.03, 21:33 Piękny kawałek, CO? Wy macie talent dziewczyny, oj macie! Jurek Odpowiedz Link Zgłoś
kropka Re: Nie uwierzycie, oczywiście, ale niech tam... 04.08.03, 12:57 Chodziliśmy sobie wczoraj po lesie. Było ciepło, pusto, cicho, grzybów ni du-du. Nie tracąc nadziei wlazłam głębiej, w stronę matecznika. Rozglądałam się dokładnie, zaglądałam pod każdy krzak, rozgarniałam każdą większą kępkę liści. Wrócić do domu bez żadnego grzyba? Toż to nie honor! Nagle zobaczyłam cieniutką smugę dymu wydobywającą się z paproci. Podeszłam szybko by zadeptać niedopałek ... Na kępie mchu, wsparty o brzozową gałąź siedział mały człowieczek w czerwonym kombinezonie i palił fajkę. Miał białą, długą brodę i śmieszne buty z zawiniętymi do góry nosami. Obok, na wyrastającej z gałęzi hubie stał kapturek żołędzia napełniony złocistym płynem. - nie wolno palić w lesie! zawołałam. Strasznie sucho!!! - Mnie zakazy nie obowiązują, mruknął. Poza tym dopiero padało. - Ale zakazu nie odwołali. A niby czemu ciebie nie obowiązuje? - Bo zakazy są dla ludzi. - A ty kim jesteś? - Krasnoludkiem, nie widzisz? - Krasno....???????? - LUDKIEM!!! ryknął wściekły. Spadaj stąd, przeszkadzasz mi. - Zaraz, zaraz. Nie pozbędziesz się mnie tak szybko. Pierwszy raz spotykam karsnoludka. - Spotykałaś nie raz, tylko już zapomniałaś, burknął. Idź sobie. Nie będziemy gadać, bo nie ma o czym. - Ale burek z ciebie. Zawsze jest o czym porozmawiać, jeśli się chce. Co słychać? Jak zdrowie? - No trudno. Zawsze tak jest, jak się krasnoczłowiek nie zdąży schować. Trzeba odpowiadać na głupie pytania, a i tak wszystko na nic, bo wy przecież nie wierzycie w krasnoludki. - Przecież widzę, to jak mam nie wierzyć? Poza tym pytam tylko, jak zdrowie? Odłożyłam kij i koszyk i zaczęłam rozglądać się za jakimś wygodnym siedziskiem. Nie zamierzałam odpuścić, bo takie spotkanie to nie lada gratka. - Uważaj!!! wrzasnął. Siadasz na moim domu!!!!! - Gdzie????? - No tu! Mieszkam w tym muchomorze! - W takim byle jakim? szarym? Zawsze wiedziałam, że karsnoludki mieszkają w czerwonych muchomorach. - Bajki. Nie każdego stać na takie luksusy. Sięgnął po czarkę z żołędzia i pociągnął zdrowy łyk. - Co pijesz? - Piwo. - ???????? Skąd masz piwo? - Od kuzyna. Odwiedził mnie niedawno. - To krasnoludki piją piwo??? Słyszałam, że rosę pijecie i owocami leśnymi się żywicie... - Nnnooo... też, jąkał się niewyraźnie. Nakryłaś mnie. Nie powiesz nikomu? - Nie powiem. - No to jest tak: jak ludzie wyrzucają butelki i puszki po piwie, to zawsze kilka kropelek zostaje. I kuzyn zbiera te krople, zlewa do kadzi ze starych osich gniazd i sprzedaje. Nieźle mu się powodzi. Mieszka w czerwonym muchomorze.... Krasnoludek też człowiek i napić się musi czasami. Tylko nie mów o tym nikomu, bo i tak ci nie uwierzą. - Jasne. Odrobina piwa nikomu jeszcze nia zaszkodziła... A ty nie możesz zbierać piwa? - A niby gdzie? W tych lasach ludzi jak na lekarstwo, nikt śmieci nie wyrzuca, jak czasem ktoś jakąś butelkę zostawi, to najwyżej po coca coli. Kuzyn mieszka nad morzem, tam teraz piwny raj... - A jak ten kuzyn do Ciebie przyjechał? To kawał drogi przecież. Miałam niejasne wrażenie, że krasnolud robi mnie w trąbę. - Oj, niedouczona jesteś, czy masz sklerozę? Bajek nie czytałaś? Z pajęczyną przyleciał! - No tak, zapomniałam... Wiesz, nawet moje najmłodsze dziecko już dawno z bajek wyrosło... Usłyszeliśmy trzask zbliżających się kroków. - O nie! Znikam! Drugiego gaduły nie zniosę!!! krzyknął i wpadł do muchomora trzaskając drzwiami aż kropka z dachu (tfu! z kapelusza) spadła. - Z kim rozmawiasz? zapytał Mężczyzna Życia. - Z kransoludkiem - Z krasno...??????? - LUDKIEM!!! powiedziałam wściekła, że mi przerwał takie fajne spotkanie. - Kochanie, wracamy do domu. Musiałaś się zarazić grypą ode mnie. Masz wysoką gorączkę, powiedział zdecydowanie, mocno zatroskany. Milczałam. Niech sobie myśli co chce.... Wieczorem opowiedziałam wszystko wnukowi. Słuchał uważnie, ze zrozumieniem, pokrzykując od czasu do czasu z radości. Obiecaliśmy sobie, że za rok, gdy będzie już umiał chodzić, pójdziemy do lasu i odnajdziemy krasnoludka. Zaniesiemy mu całą butelkę piwa. Wiosną zdejmiemy puste gniazda os, żeby miał w czym piwo przechowywać. Niech handluje, niech się dorobi luksusowego domku w czerwonym muchomorze. I nie będę zadawać żadnych pytań. Niech się sami dogadują: dziecko i krasnoludek. Będę jedynie milczącym świadkiem. Może przypomnę sobie to, co kiedyś świetnie wiedziałam? Odpowiedz Link Zgłoś