Dodaj do ulubionych

Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci!!!...

07.05.08, 23:08
Nie mam czasu sie rozpisywac wiec krzykne krotko:

~ uprawiajmy nasze ogrodki ekologicznie!! zadnych trutek!!!

~ co bedzie roslo to bedzie roslo - nie walczmy przeciw naturze,
nie hodujmy na sile okazow ktorym nie podobaja sie warunki w naszej
dzialce

~ dajmy zyc owadom i ptaszkom. nie sie same rownowaza w przyrodzie
naturalnie :)

Minnie

Obserwuj wątek
    • jokaer Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 08.05.08, 06:47
      ja popieram , ale coż z tego jak musze opryskać morele,
      które dopadła monilioza :(((

      ale zdecydowanie powiedziałam żadnych herbicydów na działce i żadnych owadofosów

      jak będą mszyce będę pryskać coca colą

      ---
      dagmargallery.republika.pl/
      www.ogrodziolowy.republika.pl/
        • mirzan Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 08.05.08, 07:53
          Dlatego piołunówka-absynt-jest zabroniona. Ma się po niej wizje,
          że ratuje się świat, z robalami walczy się laserowym mieczem.
          Najgorsze wizje,jak wyrosną skrzydła. Podczas ratowania świata można
          z okna wypaść.
          Mszyce się nauczyły i w tym roku już nie piją coli.
          • piotrazona Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 08.05.08, 08:29
            A naszym dzieciom mamy dawać te lekarstwa jak zachorują, czy nie?
            Mamy leczyć kota i psa czy pozostawić je na pastwę chorób i
            pasożytów? Nie popadajmy w paranoję, nie jesteśmy trucicielami.
            Przecież nikt z nas nie stosuje chemii na zapas, tylko w
            nielicznych, uzasadnionych przypadkach. Ogrodnik z prawdziwego
            zdarzenia przestrzega zasad gry jakie panują w przyrodzie, potrafi
            wybrać mniejsze zło. Pomagamy naszym roślinom dopiero wtedy kiedy
            już nie ma dla nich ratunku. Przyjrzyjmy się lepiej w jaki sposób
            postępujemy z naszymi śmieciami, dlaczego ciągle jeździmy samochodem
            zamiast przejść się kilka metrów, czy uczymy nasze dzieci kultury
            współżycia z innymi formami życia (widziałam ostanio babcię, która
            zobaczywszy na chodniku dżdżownicę nie przeszła obok niej obojętnie
            tylko zmiażdżyła z premedytacją butem na oczach wnuczka) i szacunku
            dla natury.
            Największy wpływ na czyste środowisko o zasięgu planetarnym mają
            duże koncerny, które żeby sprzedać swoje chemiczne wynalazki dają
            ogromne łapówki za przyśpieszenie wprowadzenia danego produktu do
            obrotu, bez dokończonych badań wpływu ich na zdrowie ludzi i
            zwierząt w dłuższym okresie czasu. Zatajanie pewnych faktów,
            marketingowe przedstawianie samych zalet produktu, podawanie
            nierzetelnych informacji to praktyki uprawiane na porządku dziennym.
            Potrzeba nie tylko samoświadomości, ale też mądrych rozwiązań
            systemowych i ścisłych kontroli, czyli bata na homo sapiens
            • effi007 Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 08.05.08, 08:48
              zgoda w wielu punktach, ale...
              od czegoś trzeba zacząć.
              nie łudźmy się, że zrobi to za nas rząd (ehe) lub koncerny - za duże
              pieniądze są w grze.
              jeżeli - kierujac się swoim dobrem - będziemy kupować mniej
              preparatów chemicznych - to koncerny zainteresują się i przygotują
              produkty bardziej naturalne i zgodne z oczekiwaniami kupujących.

              wiadomo, że gdy roslina choruje, chcemy jej pomóc i w skrajnej
              sytuacji sięgamy po srodki ostateczne, ale nie propagujmy postawy,
              że uprawa jest mozliwa TYLKO z wykorzystaniem chemii.
              jezeli roslina ciagle choruje, to znaczy że coś jej nie odpowiada:
              miejsce? ilość światła? pH gleby? niedożywienie? trzeba szukać
              przyczyn i je eliminować.

              skoro jesteśmy przy leczeniu dzieci, to przeciez staramy sie
              zapobiegać chorobom, dobrze odzywiać, dbać o higienę zycia i ruch na
              świezym powietrzu, a nie ograniczamy się do podawania antybiotyków
              przy kazdym kichnięciu.
              Kiedys antybiotyk był dobry na wszystko - dzisiaj już nie.
              Nie stosowanie chemii we własnym ogrodzie jest aktem miłości wobec
              siebie i swoich bliskich - czy nie chcemy im dac najlepszego?

              W przestawianiu się na uprawę naturalną największą przeszkodą są
              jest zmiana mentalności i wytrzymanie widoków, które nie są idealne.
              Takie przestawianie samego siebie i ogrodu trwa kilka lat i nie da
              się tego zrobić w ciągu jednego sezonu.


            • minniemouse Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 10.05.08, 00:43
              co innego gdy jedna, indywidulna osoba albo zwierze lyknie jakies
              lekarstwo a co innego jak pryskasz w atmosfere aby "uratowac" jedna
              roslinke i przy okazji wytruwasz takze wszystko co dobroczynne
              poczawsze od mikro mikor zyjatek skonczywszy na tym co zje ptaszka
              ktory zjadl taka podtruta gasieniczke ktorego zjadlo cos wiekszego
              itd itp nie mowiac o tym ze sami wdychamy i dotykamy takie
              popryskane rosliny.

              niektorzy ululani milymi chwytami reklamowymi "natularne i bio-
              rozkladajace sie" ludza sie ze stosuja cos nieszkodliwego co jest
              oczywsta lipa. nie ma nic nieszkodlwiego nieszkodliwe moga byc
              predzej na wage biedronki.

              smiecie - to zaley od nas ile, ich produkujemy.
              koncerny - coraz bardziej staraja sie produkowac ekologicznie co nie
              jest latwe wziawszy pod uwage jak ogromne koszta finansowe niesie ze
              soba wszelka zmiana.
              kazdy lubi sobie rzucic taka luzna uwage "koncerny..." ale 99% z
              takich "rzuczaczy" nie siegnie tak gleboko aby zastanowic sie co
              sie za tym kryje - ze np chleb podrozeje 5 x tyle na skutek jakiejs
              malej zmiany w jakims tam koncernie.

              poza tym nie chowajmy sie za plecy koncernow tylko robmy swoje co
              mozemy aby poprawic sytuacje w przyrodzie.

              i chociaz to apropos poprzednego watku - przyklad z monilioza- w
              naturze sa dwa wyjscia albo morele zdechna albo wyksztalca z czasem
              naturalna obrone przed monilioza.
              ale aby to nastapilo potrzeba czasu i ofiar. prysaknie tylko
              utrzymuje zaklety krag. i tak wyglada "ratowanie".


              Minnie
        • wami41 Re: Zaraz, zaraz, chwileczke 11.05.08, 20:30
          W zwiazku z apelem o ratunek naszej planety wyprowadzam sie do
          najblizszej groty i tam zamierzam spedzic reszte zycia, bez
          pestycydow, herbicydow itp. Zaraz, zaraz ale moi radni(powinni byc
          najbardziej swiadomi obywatele w GMINIE) najpierw musza uchwalic
          regulamin o utrzymaniu porzadku i czystosci w gminie zabraniajacy
          spalania odpadow ogrodniczych, zakazujacy prowadzenia uciazliwych
          dzialalnosci na osiedlach mieszkaniowych itp.itd.Inaczej Wasz apel
          mozna o kant d.... roztrzaskac.
    • malaugena Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 08.05.08, 14:07
      minniemouse napisała:

      > Nie mam czasu sie rozpisywac wiec krzykne krotko:
      >
      > ~ uprawiajmy nasze ogrodki ekologicznie!! zadnych trutek!!!
      >
      > ~ co bedzie roslo to bedzie roslo - nie walczmy przeciw naturze,
      > nie hodujmy na sile okazow ktorym nie podobaja sie warunki w
      naszej
      > dzialce
      >
      > ~ dajmy zyc owadom i ptaszkom. nie sie same rownowaza w
      przyrodzie
      > naturalnie :)
      >
      > Minnie
      > jeden z moich sąsiadów, któremu nic nie chce sie robić ma taki
      własnie ogród - syf i malaria. twierdzi, że żyje w zgodzie z
      naturą. sam równie mało kiedy się goli i myje. TYFUS przez miedzę.
    • ewa553 Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 08.05.08, 19:38
      glupia sprawa: nie mam dzieci.... Czy mam zaczac uzywac trucizny do
      zielsk? Tak tylko pytam:))))
      Ale powaznie: wlasnie dzis po raz pierwszy w tym roku pokazaly sie
      mszyce na moich ukochanych rozach. Od dwu lat nie pryskam zadnymi
      wodami mydlanymi i innym swinstwem, bo sie to potem tylko babrze,
      brzydko wyglada. Prysznic, zmywanie palcami, to jedyne chyba
      lekarstwo...
      • anna.2007 Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 08.05.08, 22:36
        Staram się chemii nie używać, jednak.... W tym roku kupiłam Pirimor
        po raz pierwszy, bo nie mogę patrzeć na wiciokrzewy blade,
        pokurczone i niekwitnące. Stosuję też azofoskę na trawnik. Jedzenia
        nie pryskam i nie podsypuję. Kompost musi wystarczyć. Plony mam
        napewno niższe, ale bez pozostałości pestycydów. W sumie pestycydy
        to nic złego (podobno) jeśli się przestrzega karencj, ale nie lubię
        i już. Minnie życzę dużo czasu na rozpisywanie się .
        • minniemouse Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 10.05.08, 00:55
          Dzieki :)

          wiec sie rozpisuje, ale z gory przepraszam jesli to co pisze nie
          jest mile (tu padam na kolanka ala muzulmanskie modly)
          ale zalezy mi na naszym srodkowisku.


          no wiec - wiec powinnas albo zrezygnowac z wiciokrzewow albo
          przesadzac je az znajdziesz miejsce gdzie dobrze rosna.
          zastanow sie - a mowie to z wlasnego doswiadczenia- po co ci
          problem? wiecznie pryskanie, wiecznie frustracja... nie zawsze mozna
          miec to co sie chce.
          czy nie lepiej w miejsce marniejacych wiciokrzewow miec np
          imponujace klematisy - bedace obiektem zazdrosci i zachwytow?

          Minnie

    • szadoka Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 09.05.08, 09:12
      Zakladam pelerynke i lece ratowac :)))
      A tak powaznie, nie popadajmy w paranoje. Mysle, ze juz sie nieco
      uodpornilismy na wszechobecna chemie i gdyby nas ktos przeniosl
      nagle w jakies super jalowe miejsce wcale nie byloby dobrez . Ja sie
      trzymam zasady : nie przesadzac w zadna strone.
        • jokaer Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 09.05.08, 12:52
          ależ mirzanie, to przecież nie chodzi o unikanie całkowite, tylko chodzi o to, aby sie dobrze zastanowić nim sie podejmie decyzję, czy koniecznie trzeba truć chemią mniszka ( biednego ), trawę(mnie np.uczulającą ), etc, etc;

          wg mnie sięgamy za często za rozwiązania szybkie i pozornie wygodne, ale w efekcie nie bez skutków ubocznych;

          i trzeba o tym mówić, aby wzrastała świadomość w narodzie :)

          a nawiasem mówiąc, co słychać u tarczycy bajkalskiej ?

          ---
          dagmargallery.republika.pl/
          www.ogrodziolowy.republika.pl/
          • mirzan Re: Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci! 09.05.08, 21:36

            > a nawiasem mówiąc, co słychać u tarczycy bajkalskiej ?

            W tej chwili już nic nie słychać, wysłałem roślinę mateczną,bo nie
            chciała się mnożyć i mam ją z głowy.
            Gdzie się nie obrócić, czuje się zapach palonych tworzyw
            sztucznych, a wydziela się przy spalaniu to, czym barbarzyńcy
            posypywali Wietnam, czyli dioksyny.A tu filozofia nad truciem
            mniszka.
            • pomolog Re: do minniemouse 10.05.08, 09:39
              Znalazłem Twoją ostatnią wypowiedź :) (podpęta w środku, ale tu
              mozemy kontynuować)...
              to nie jest tak do końca - poruszasz ciekawe zagadnienie - ja
              odniosę się do zagadnienia stosowanie środków ochrony roślin a
              rośliny sadownicze...
              po pierwsze musimy rozdzielić mimo wszystko "chemizację"
              przeprowadzana na terenach ogrodów działkowych, przydomowych (w
              skrócie mówiąć w uprawach amatorskich) od ochrony chemicznej
              plantacji i sadów towarowych. Zacznijmy więc od tych pierwszych - tu
              zdania są podzielone i ja jestem raczej przeciwnikiem "ostrego"
              wprowadzania środków chemicznych - z kilku powodów... jeden to
              czysto techniczny - kilka drzewek, więcej roboty i kłopotu z
              przygotowaniem preparatu, do tego z reguły brak odpowiednich
              zabezpieczeń, zabiegi wykonywane niezgodnie z podstawowymi zasadami
              (brak wiedzy na ten temat) - i powód drugi - niska skuteczność, co
              jest zarówno związane z tym o czym pisałem wyżej jak i faktem, że
              można pryskać i pryskać - a to i tak niewiele pomoże jak wokół
              sąsiedzi prowadzą "ekologiczną hodowlę" szkodników czy chorób...
              sady towarowe natomiast to już zupełnie inna historia... podałas
              przykład moniliozy - od lat obserwuję niemieckie sady czereśniowe i
              wiśniowe, gdzie nie ogranicza się występowania choroby środkami
              chemicznymi i stan nasadzeń jest FATALNY... różnica polega tylko na
              tym, że w narodzie niemieckim jest inna mentalność i podejście do
              spraw ekologii - w tym samym czasie kiedy tam byłem, przeszły 2
              wycieczki przedszkolaków, którym już od najmłodszych lat wpaja się
              podstawową wiedzę na temat ekologii, natury, biologii i ochrony
              środowiska naturalnego - srodowiska i jego zasobów. I te porażone
              owoce znajdą tam swoich amatorów - u nas trafiłyby od razu na
              kompost, bo klient kupuje tylko owoce swieże, zdrowe, bez plamek
              itd. Czyli słowem kluczowym jest JAKOŚĆ. A ponieważ polski sadownik
              jest zmuszony konkurować na rynku i walczyć o swoją pozycję -
              całkowite wykluczenie chemizacji bedzie się równało bankructwu. Ale
              oczywiście należy zachować zdrowy rozsądek - rzecz jednak w tym, że
              proponowane ceny za owoce często nie pozwalają na stosowanie
              preparatów o wysokiej skuteczności i jednoczesnie w miarę
              bezpiecznych dla srodowiska. Sadownika po prostu w wielu przypadkach
              na to nie stać. W odróżnieniu od kolegi z wielu krajów polski
              sadownik nie jest chroniony PRZEZ PAŃSTWO - brak jest rozwiązań
              systemowych, regulacji prawnych, dotacji itd. Coraz więcej jest
              ograniczeń - a w zamian NIC. I dlatego sytuacja nie jest ciekawa, a
              wątpię żeby w krótkim czasie uległa zmianie.
              Pozdrawiam serdecznie
              • jokaer Re: do pomologa 10.05.08, 10:17
                czy w ogóle jest szansa na uratowanie moreli zakażonych brunatną zgnilizną ?
                jaki w ogóle procent rośliny musi zostać opryskany aby był faktyczny efekt działania preparatu, no i wiadomo, że opryski trzeba powtarzać;

                (tzn. o co mi chodzi dokładnie, roślina jest chora, taka morela, całkiem spora, ja pryskam , staram sie jak mogę robić to dokładnie, ale przecież wiadomo , że nie opryskam jej w 100 % - czy ten oprysk działa przenikając przez liście na całe drzewko czy tylko na te miejsca kontaktowe)


                ---

                dagmargallery.republika.pl/
                www.ogrodziolowy.republika.pl/
                • pomolog Re: do jokaer :) 10.05.08, 11:05
                  Pytania pomocnicze :) -
                  jakie wykonałaś zabiegi, jakimi środkami, w jakiej fazie, w jaki
                  sposób (chodzi mi o naniesienie cieczy na drzewo) i czy wycięłaś
                  porażone części rośliny?
                  Odpowiedz proszę (żeby tu kolezance minnie "nie zaśmiecać" chemią
                  wątku :)) w temacie PORADY
                  Pozdrawiam
                • obrobka_skrawaniem Re: do pomologa 11.05.08, 11:44
                  jokaer napisała:

                  > nie opryskam jej w 100 % - czy ten oprysk działa przenikając przez
                  liście na c
                  > ałe drzewko czy tylko na te miejsca kontaktowe)

                  A przyszlo Ci do glowy, zeby przeczytac to, co jest napisane na
                  opakowaniu? Producent pisze, czy dzialanie jest kontaktowe czy
                  systemowe.
                  • jokaer Re: do obróbki 11.05.08, 12:26
                    naszło mnie zacmienie umysłowe i okazało sie , że nie przeczytałam :)
                    no popatrz

                    ---
                    dagmargallery.republika.pl/
                    www.ogrodziolowy.republika.pl/
              • minniemouse Re: do minniemouse 10.05.08, 22:51
                "" I te porażone
                owoce znajdą tam swoich amatorów - u nas trafiłyby od razu na
                kompost, bo klient kupuje tylko owoce swieże, zdrowe, bez plamek
                itd. Czyli słowem kluczowym jest JAKOŚĆ. A ponieważ polski sadownik
                jest zmuszony konkurować na rynku i walczyć o swoją pozycję -
                całkowite wykluczenie chemizacji bedzie się równało bankructwu. ""

                wiec widocznie nalezy zmienic sposob myslenia spoeczenstwa?
                nie moge nie pamietac czasow komuny kiedy brakowalo wszystkiego
                takze chemicznych srodkow do pryskania a jakos plony byly.
                nie zawsze superowe, to prawda ale byly.

                Minnie
                • mirzan Re: do minniemouse 10.05.08, 23:02

                  > nie moge nie pamietac czasow komuny kiedy brakowalo wszystkiego
                  > takze chemicznych srodkow do pryskania a jakos plony byly.

                  Środków ochrony było pod dostatkiem, bez kolejek, a ceny były
                  rozsądne.Czasy możesz pamiętać, ale ciemnoty nie musisz wciskać.
                  • pomolog Re: do minniemouse 10.05.08, 23:24
                    mirzan napisał:

                    > Środków ochrony było pod dostatkiem, bez kolejek, a ceny były
                    > rozsądne.Czasy możesz pamiętać, ale ciemnoty nie musisz wciskać.

                    Dokładnie, mirzan ma rację :) Odpisał dość konkretnie, ale to
                    prawda... czego jak czego ale srodki do produkcji były
                    (proporcjonalnie do dzisiejszych czasów) o wiele, wiele tańsze
                    Pozdrawiam
                  • jokaer Re: do minniemouse 11.05.08, 07:48
                    potwierdzam wypowiedź mirzana i pomologa , było wszystko , ceny zupełnie inne, normalne;

                    a co do kupowania owoców czy warzyw ; jesli bedziesz miała dwa produkty do wyboru, w jakies dziwne plamy morele, a obok ładne czyste, jakie wybierzesz?,
                    ja bez względu na swoją wiedzę wybiorą te zdrowe; jakoś nie mogę się przekonać , że jedząc zagrzybione morele, raczę się czymś zdrowym;

                    juz w latach siedemdziesiątych prof.Aleksandrowicz mówił , ze nie powinno sie spozywać ziemniaków porażonych patogenami

                    ---

                    dagmargallery.republika.pl/
                    www.ogrodziolowy.republika.pl/
                    • mirzan Re: do minniemouse 11.05.08, 08:28

                      > juz w latach siedemdziesiątych prof.Aleksandrowicz mówił , ze nie
                      powinno sie s
                      > pozywać ziemniaków porażonych patogenami

                      Żadnych owoców ze śladami chorób grzybowych nie powinno się jeść,
                      Nawet okrojone owoce mają wewnątrz tkankę grzyba, która nie wiadomo
                      co i kiedy narobi w organizmie człowieka.
                      Może inne osoby czytają inną literaturę i zgniłe uważaja za zdrowe.
                      Zdrowe inaczej.
                  • deerzet Było cudownie wtedy ... 11.05.08, 10:13
                    Było cudownie wtedy. Każdy mógł sobie kupić dowolny preparat
                    chemiczny, nawet ten o najwyższej klasie szkodliwości...

                    Dopiero w l. 90. XX wieku na szczęście ograniczono możliwość zakupu
                    takiego preparatu.

                    W tamtym cudownym okresie narodziła się idea "Opryskuję [vel
                    pryskam] - bo to nie dla mnie, na sprzedaż..."


                    {Pomologu} - producenci polscy dopiero uczą się, jak sprzedać
                    swe "zielone" produkty w świat [te bez plamek "grzybozowych"]
                    produkując je bez chemii.
                    Nawet certyfikaty na to się wydaje.

                    Bez czarów, chemizatorzy...
                    • jokaer Re: Było cudownie wtedy ... 11.05.08, 10:28
                      deerzecie- chyba jestes bardzo naiwny myśląc , ze teraz nie pryskaja bo to na
                      sprzedaż, ja osobiście wolę kupić w sklepie od dużego producenta, bo wiem , ze
                      tak jak mówi pomolog, jest ten producent świadomy tego co robi i jak robi , a
                      nie kupię od baby na targu, bo na dokładke nie wiem gdzie to rosnie ;
                      wczoraj rozmawiałam ze swoją sąsiadą , która mi się żaliła nazeżarte rzodkiewki,
                      bo nie pryskała, to ja sie pytam , to i rzodkiewki trzeba pryskać, a ona mi na
                      to : teraz to prawie wszusytko trzeba pryskać , jęsli chce sie to uprawiać,
                      owszem rzodkiewka pod folią tak, ale na grządce zeżarta

                      taki producent robi tak jak mówi pomolog, wie, ze jesli chce zarobić stosuje
                      srodki ochrony roslin , ale robi to w sposób właściwy a nie amatorski, tak jak
                      niestety spora część działkowców, którzy na byle mniszka wyciagaja chemiczny napalm;

                      wczoraj ta moja sąsiadka w uprawie malin ( fakt , ze nie bardzo dużej, bo 28
                      arów) RĘCZNIE
                      • jokaer Re: sorry przycisnęłąm nie ten klawisz - cd 11.05.08, 10:43
                        wczoraj ta moja sąsiadka w uprawie malin ( fakt , ze nie bardzo dużej, bo 28
                        arów) RĘCZNIE gracowała motyczką mniszki i inne chwsty w malinach, bo tez dobrze
                        wie, ze aby zarobek był sensowny , nie będzie na byle bzdety wydawać forsę, zeby
                        nie powiększać sobie kosztów produkcji;

                        tak więc przestańmy demonizować, tylko kierujmy sie zdrowym rozsądkiem;
                        na ogół staram się w delikatny sposób przedstawiać swoje racje,
                        ale teraz powiem wprost : nikt mi nie wmówi, że zagrzybiały owoc czy warzywo
                        jest lepsze od tego niezagrzybiałego;
                        oczywiście, że najlepiej, kiedy owoce są zdrowe bez używania środków
                        jakichkolwiek, bo nawet srodki ochrony te tzw. ekologiczne to też CHEMIA, tylko
                        , że organiczna;

                        poczytaj deerzecie chocby o nikotynie, ile zawiera silnie szkodliwych związków,
                        albo taki złocień dalmatyński, który można uzywać na insekty, jest silnie
                        trujący dla ludzi i zwierząt;

                        a jak się nie chce jeść jakichikolwiek pryskanych produktów, to albo samemu
                        uprawiać ( i potem pytać głupio na forum , co zrobić z tym cho...mniszkiem) albo
                        do lasu na jagody


                        ---
                        dagmargallery.republika.pl/
                        www.ogrodziolowy.republika.pl/
                        • deerzet Re: chemia rzodkiewkowa 11.05.08, 11:06
                          Pisałem, że filozofia "To nie dla nas - to na sprzedaż" ZACZĘŁA się
                          w epoce minionej.

                          Nie rozumiem ludzi, co nie chca w Polsce dopuścić do produkcji
                          takich prostych testerów papierkowych do szybkiego [NA TARGOWISKU,
                          w sklepie] sprawdzenia poziomu azotanów i azotynów w owocu,
                          warzywie.
                          Lobby producenckie w sejmie Rzplitej działało sprawnie...

                          Chcesz chemizować się? - dopłacisz, konsumencie, w przyszłości do
                          swego zdrowia.
                          Warto DZIŚ dopłacić do produktu z eko-farm z atestem, do droższej
                          żywności.

                          A nowalijek wczesnowiosennych nigdy nie kupuję - wiem co w nich jest.

                          Proszę przekazać, {Jokaero} tej sąsiadce, że można wyprodukować
                          rzodkiewkę BEZ chemii - wczesny siew, rotacja, płodozmian,
                          sąsiedztwo cebulowych - niech sobie poczyta...

                          Jem swą, {Jokaero}, rzodkiewkę bez chemii od lat.
                          Smacznego.

                          Wiem wiem - krzemionką organiczną ze skrzypu polnego też można
                          osiągnąć sukcesy opryskowe - tylko po spacyfikowaniu jego zasobów
                          zaginąłby. Jego duża plantacyjna produkcja dla zastąpienia silnych
                          innych fungicydów czy insektycydów i antropocydów :) pociągnęłaby za
                          sobą, zapewne, następną chemię...
                          Kółko by się zamknęło...
                          • pomolog Re: produkcja ekologiczna a rzeczywistość 11.05.08, 13:11
                            Witam,
                            dyskusja w temacie dzisiejszego ranka rozkręciła się niesamowicie :)
                            ja wcisnę się w jej środek - dezzercie - masz rację ogólnie rzecz
                            ujmując, ALE: (i to właśnie ALE na przykładzie Twojej wypowiedzi
                            pozwolisz, rozwinę)...

                            deerzet napisał:

                            > Pisałem, że filozofia "To nie dla nas - to na sprzedaż" ZACZĘŁA
                            się
                            > w epoce minionej.

                            Tak, oczywiście to bolesna prawda - i nadal obowiązuje o czym
                            dalej...

                            deerzet napisał:
                            > Chcesz chemizować się? - dopłacisz, konsumencie, w przyszłości do
                            > swego zdrowia.
                            > Warto DZIŚ dopłacić do produktu z eko-farm z atestem, do droższej
                            > żywności.

                            Nie jestem pewnien czy do końca orientujesz się w temacie...
                            produkcja eko - jak najbardziej - tylko trzeba do tego stworzyć
                            odpowiednie warunki. To co piszesz ma się nijak do realiów
                            (niestety)... te owoce powinny być droższe - tylko niestety nie są.
                            Producenci, którzy próbują iść "tym torem" mają co rusz rrzucane
                            kłody pod nogi. Popatrz na sprzedaż owoców eko... cena jest taka
                            sama, a jakość realnie gorsza. Pomijam tu specjalistyczne sklepy ze
                            zdrową żywnością - bo to w zasadzie zarówno margines sprzedaży jak i
                            klientów... Targowiska, bazary, sklepy "warzywniaki" - to tu odbywa
                            się zbyt. Klient kupuje "oczami" a nie tabliczką "z produkcji
                            ekologicznej". Piszesz o certyfikatach - rzeczywistość jest taka, że
                            na razie producent może sobie taki certyfikat wsadzić do... gablotki
                            i pokazywać - wcale mu to nie ułatwia sprzedaży i zbytu - wręcz
                            przeciwnie. O eksporcie owoców już w ogóle nie mówię.
                            Na razie sadowników trzeba oduczyć innych rzeczy - bo i ze
                            stosowaniem środków i chemii jest bardzo źle. Zajrzyj na forum
                            sadownicze a zobaczysz szarą rzeczywistość. Stosowanie
                            niedozwolonych preparatów, zamienników "zbożowych", przekraczanie
                            dopuszczalnych dawek itd. itd. Dlatego i ja jestem za ścisłą
                            kontrolą finalnego produktu. A potem dopiero możemy mówić o
                            produkcji integrowanej czy ekologicznej. Jak już tu wielokrotnie
                            podkreślano - środki chemiczne trzeba stosować "z głową", opierając
                            się na wiadomościach i wiedzy w zakresie chorób, szkodników oraz
                            nowinkach technicznych (sygnalizatory, pułapki feromonowe itd.).
                            Wtedy bedzie bezpiecznie zarówno dla srodowiska naturalnego jak i
                            nas wszystkich.
                            Pozdrawiam serdecznie
                            • deerzet Polska/ Świat - sejm/ klienci 11.05.08, 19:52
                              Temat jak rzeka...

                              Może dożyjemy, {Pomologu}, czasów, że Sejm w Polsce dostrzeże polską
                              szansę eksportową i wprowadzi WARUNEK, wymóg eksportu produktu
                              zaetykietowanego np.: "Polska zielenina i owoc - produkt nie-
                              chemizowany" PO OSIĄGNIĘCIU wyżej opisanego przeze mnie certyfikatu.
                              Pozostawienie decyzji co do tego JAK oraz KTO miałby o tym decydować
                              to następny temat-rzeka...

                              Polski klient na razie jest zdumiony DROŻENIEM żywności w Polsce -
                              nie z winy galopady cen ropy a z przyczyny wstąpienia do Unii
                              Europejskiej.
                              Po tym szoku na razie wybiera właśnie produkt tani, ładnie
                              chemicznie wygładzony. Mam nadzieję, że nie zepsuje się nam
                              produkcja owoców i warzyw na wzór produkcji wędlin. Kiedyś mięsiwa
                              polskie były sławne w świecie - dziś są tak samo smaczne - ale
                              niestety nie są już zdrowe.
                              Jak się wnerwię - zacznę z rodzinką ZNÓW produkować własne wędliny -
                              tak jak już kilku sąsiadów wróciło do swej wędzarni w ogródku...

                              A owoce i warzywa staramy się nadal SAMI produkować - nie
                              dowierzając schemizowanym producentom...

                              W jednej sprawie warto by się doczekać np. takiej sytuacji, jak u
                              hodowców zwierząt rzeźnych:
                              Jeśli można ODEBRAĆ zwierzęta hodowlane hodowcy, co je głodzi i
                              zaniedbuje [świeża sprawa z krowami; z końmi zimą - sprzed kilku
                              lat], to może warto rozważyc ZAKAZ produkcji z przeznaczeniem do
                              handlu warzyw i owoców z upraw PRZECHEMIZOWANYCH [w ogóle
                              chemizowanych?] - tak się robi przecież z np. mlekiem nie
                              trzymającym norm bakterii w ml czy w podobnych.

                              Chcieć to móc, {Pomologu} - SEJM polski musiałby pewne sprawy
                              przepracować, rząd wdrożyć - NA SIŁĘ czasem - jak z tym mlekiem czy
                              cukrem w Polsce i w Unii.
                              Na razie sami naukowcy, w zależności przez jakie lobby są wynajęci,
                              nie mogą dojść do porozumienia CZY chemizacja nam szkodzi, JAK DUŻA
                              chemizacja nam szkodzi, KTÓRA chemizacja jest w ogóle potrzebna...
                              Po zielonej rewolucji w Indiach ongi mało kto jest tak odważny do
                              pominięcia chemii w roślinnej produkcji. Temat mutacji i organizmów
                              genetycznie zmienionych pominę miłościwie i wątkuoszczędnościowo...

                              Kilka lat temu miałem korsarską myśl o wycięciu sąsiadom czereśni -
                              ŹRÓDLE nasionnicy trześniówki na pół miasta. Śniłem o samowolnym
                              ZWALCZENIU opryskiem na nich tej trześniówki.
                              Dopiero wtedy zwalczanie tego szkodnika na moich czereśniach miałoby
                              sens. Zwalczać ją [dwadzieścia lat z sukcesem] starałem się lepami,
                              przekopywaniem gleby na zięblę, szybkim zbiorem owców i ich
                              kompotowaniem, moczeniem owoców zbieranych do "świeżej" konsumpcji.
                              Było wiele sposobów. Po kilkunastu latach zaniedbań działań swe
                              przydomowe czereśnie sąsiedzi WYCIĘLI wreszcie, zniechęceni ich
                              zarobaczywieniem...
                              Teraz ja wykonam mocną chemię, a potem wrócę do nie-chemicznych
                              sposobów j.wyżej spisanych.

                              Ma rację {Pomolog}: uprawy roślinne nie można odseparować od wpływu
                              środowiska. Nawet od wpływu zaniedbań sąsiedzkich antyproducentów
                              ogrodowych/ogródkowych.

                              Też pozdrawiam.
                              d.

                              • mirzan Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 11.05.08, 20:21

                                > Może dożyjemy, {Pomologu}, czasów, że Sejm w Polsce dostrzeże
                                polską
                                > szansę eksportową i wprowadzi WARUNEK, wymóg eksportu produktu
                                > zaetykietowanego np.: "Polska zielenina i owoc - produkt nie-
                                > chemizowany"

                                Chyba wtedy, jak Sejm sam zacznie produkować i sprzedawać.Czy
                                myslisz,że sadownicy sami swoje jabłka zjadali, ci z Peerelu?Sprzedaż
                                za granicę to dość stary wynalazek.
                                • deerzet Re: myślenie o zjadaniu 11.05.08, 21:16
                                  Spokojnie, {Mirzanie}.
                                  Piszę przecież nie o zjadaniu, a o zdobywaniu np. uprawnień do
                                  eksportu POD ZNAKIEM tej potencjalnej etykiety.

                                  O tym kto te wymogi eksportu nieschemizowanych produktów by ustalał,
                                  o ich poziomie et cerata, et cerata...

                                  Przesyłam wyrazy.
                                  Troski;))
                                  Troski o los producentów.
                                  D.
                              • pomolog Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 11.05.08, 22:11
                                deerzet napisał:

                                > Temat jak rzeka...
                                >
                                > Może dożyjemy, {Pomologu}, czasów, że Sejm w Polsce dostrzeże
                                polską
                                > szansę eksportową i wprowadzi WARUNEK, wymóg eksportu produktu
                                > zaetykietowanego np.: "Polska zielenina i owoc - produkt nie-
                                > chemizowany" PO OSIĄGNIĘCIU wyżej opisanego przeze mnie
                                certyfikatu.
                                > Pozostawienie decyzji co do tego JAK oraz KTO miałby o tym
                                decydować
                                > to następny temat-rzeka...
                                > Chcieć to móc, {Pomologu} - SEJM polski musiałby pewne sprawy
                                > przepracować, rząd wdrożyć - NA SIŁĘ czasem - jak z tym mlekiem
                                czy
                                > cukrem w Polsce i w Unii.

                                Tak to z pewnością temat-rzeka... można oczywiście szybko wprowadzać
                                zakazy, nakazy,zmieniać przepisy - to nie takie skomplikowane...
                                rzecz jednak w tym, żeby miało to "ręce i nogi"... na razie
                                porównałbym to bardziej do dziurawej drogi, którą zamiast
                                wyremontować - zamyka się na wiek wieków i po kłopocie (myślę że
                                porównanie będzie zrozumiałe dla wszystkich)
                                Pozdrawiam serdecznie
                                • mirzan Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 11.05.08, 23:39
                                  My tu możemy kombinować ile chcemy, a rzeczywistość ma swoje realia.
                                  Pod Legnicą są kilkuset hektarowe plantacje sałaty dla Mac Donalda.
                                  Właściciele przyjeżdżają na kontrolę ze Szwajcarii i Włoch, na
                                  kontrolę, czy nie zużyto za mało środków ochrony.Jest norma, wiadomo
                                  ile trzeba wypryskać i w magazynach nie może być żadnej nadwyżki.
                                  • minniemouse Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 12.05.08, 23:29
                                    no niezupelnie tak Mirzan...

                                    to jest wlasnie dobry przyklad jak raz rozpoczecie uzywania srodkow
                                    chemicznych prowadzi do blednego kola z ktorego jest bardzo trudno
                                    wyjsc.

                                    taki Mcdonald poniesie nie tylko finansowe bilionowe straty jesli
                                    nie bedzie pryskal salaty. kasa to jeszcze nie wszystko.

                                    to wiaze sie takze na przyklad z zapewnieniem zatrudnienia dla
                                    milionow ludzi, jesli bowiem na skutek naglego zaprzestania
                                    pryskania salata zmarnieje i jej produkcja spadnie i podrozeje to
                                    zwolnione zostanie kilka milionow pracownikow (globalnie) od
                                    ogrodnika poczawszy na sprzataczce skonczywszy.
                                    a pomiedzy wszystko - podrozeje bulka, keczup, koka kola itd. pewnie
                                    i ktos w tym lancuszku takze zbankrutuje.

                                    ktos bowiem musi poniesc koszty drozszych a zdrowszych srodkow
                                    ochrony i pielegnacji salaty.
                                    jak to wszystko rozwiazac bez podnoszenia cen i przy utrzymaniu
                                    biezacych dochodw? Mcdonald dowiem nie jest i nie ma byc instytucja
                                    charytatywna a przede wszystkim businessem.

                                    moze w PL jeszcze sie tego nie odczuwa, ale w USA i Kanadzie ludzie
                                    coraz bardziej chca zdrowej organicznej zywnosci - i tym kladzie
                                    sie coraz wiekszy nacisk na "koncerny" i to widac. Mcdonald na
                                    przyklad wlaczyl w swoje menu salaty i hamburgera z miesa krow rasy
                                    Angus (niby lepszej jakosci mieso).

                                    coraz wiecej ludzi dokladnie czyta informacje o wartosci
                                    zywnosciowej na opakowanich, coraz wiecej woli wydac wiecej a kupic
                                    zywnosc opatrzona napisem "organiczne", coraz wiecej stara sie
                                    jesc "zdrowo", po prostu.
                                    konkurencja to dobrze widzi.

                                    koncerny wiec mysla, oj mysla co zrobic ale jak widac na powyzszym
                                    przykladzie kazda zmiana nawet zastapienie srodkow chemicznych
                                    jakimis ekologicznymi do przykladowej salaty wiaze sie z kosztami, i
                                    ktos musi za to zaplacic - a kto jak nie konsumer,

                                    z kolei koncern Mcdonalda dobrze wie ze nie moze przekroczyc pewnego
                                    limitu cenowego bo oni zarabiaja na tym ze sprzedaja tanio.
                                    Mcdonald ma byc praktyczny i TANI, dostepny przede wszystkim dla
                                    najbardziej powszechnej warstwy ludnosci - sredniej.

                                    w zwiazku z czym jesli zachodza jakiekolwiek zmiany zachodza one
                                    powoli, zbyt powoli, niestety.
                                    tak ze niezuplenie chodzi tu "o wypryskanie aby nie bylo nadwyzki".

                                    i oto dlaczego najlepiej nie zaczynac z chemia a starac sie zyc w
                                    zgodzie z przyroda :)
                                    bo to jak palenie - zaczac latwo, rzucic trudno a samemu palac
                                    jeszcze sie truje innych - niewinnych.


                                    Minnie



                                    • mirzan Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 13.05.08, 06:23
                                      minniemouse napisała:

                                      > no niezupelnie tak Mirzan...

                                      Mówiłem o firmie produkującej sałatę dla Mac Donalda.Sałata nie
                                      padnie,ale chodzi o to, co będzie jak klient znajdzie mszycę na
                                      liściu.
                                      A zatrudnionych przy niej jest kilkanaście osób.Jest norma zużycia
                                      środków ochrony i trzeba jej przaestrzegać.I to cała filozofia.
                                      • minniemouse Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 13.05.08, 08:15
                                        """Mówiłem o firmie produkującej sałatę dla Mac Donalda.""

                                        a jakie to ma znaczenie czy salate produkuje osobna firma czy sam
                                        Mcdonald- reperkusje odbija sie szerokim echem wszedzie - jak
                                        kamyczkowa fala w wodzie.
                                        no wlasnie .... co teraz- ile to bedzie zachodu i problemow aby
                                        klient nie znalazl mszycy w listku... zaczelo sie od pryskania.
                                        i jak teraz wrocic do natury?

                                        (ps - mszyce mozna zawsze zmyc..)


                                        Minnie



                                    • mirzan Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 13.05.08, 06:28

                                      > jak to wszystko rozwiazac bez podnoszenia cen i przy utrzymaniu
                                      > biezacych dochodw?

                                      Bardzo prosto. Likwiduje się plantacje na Węgrzech i przenosi do
                                      Polski.Przestaje być opłacalne u nas, szuka się już terenów na
                                      Ukrainie.
                                      • minniemouse Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 13.05.08, 08:17
                                        ""Bardzo prosto. Likwiduje się plantacje na Węgrzech i przenosi do
                                        Polski.Przestaje być opłacalne u nas, szuka się już terenów na
                                        Ukrainie.""

                                        no dobrze, zalozmy ze przenosimy - i co dalej - w dalszym ciagu
                                        produkcja niepryskanej salaty niesie ze soba pewne koszta i problemy
                                        ktore trzeba rozwiazac, i za ktore ktos musi zaplacic...

                                        Minnie
                                    • mirzan Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 13.05.08, 06:33

                                      > coraz wiecej ludzi dokladnie czyta informacje o wartosci
                                      > zywnosciowej na opakowanich, coraz wiecej woli wydac wiecej a
                                      kupic
                                      > zywnosc opatrzona napisem "organiczne", coraz wiecej stara sie
                                      > jesc "zdrowo", po prostu.

                                      Z księżyca jesteś?Jedna trzecia dzieci idzie do szkoły bez sniadania,
                                      bo starzy nie mają forsy na bułkę.
                                      W życiu nie widziałem żadnej żywności organicznej, mieszkam w
                                      mieście ok.80tys.Unas kupuje się dalatego że tanie, a nie dlatego
                                      ze zdrowe.
                              • obrobka_skrawaniem Re: Polska/ Świat - sejm/ klienci 12.05.08, 19:48
                                deerzet napisał:
                                > Polski klient na razie jest zdumiony DROŻENIEM żywności w Polsce -
                                > nie z winy galopady cen ropy a z przyczyny wstąpienia do Unii
                                > Europejskiej.

                                Zywnosc zdrozala na calym swiecie, a przeciez caly swiat nie wstapil
                                do UE.

                                > pominięcia chemii w roślinnej produkcji. Temat mutacji i
                                organizmów
                                > genetycznie zmienionych pominę miłościwie i wątkuoszczędnościowo.

                                A co masz przeciwko mutacjom? (mozesz to pytanie milosciwie pominac)
            • jokaer Re: do mirzana 10.05.08, 10:20
              oj to szkoda, bo nigdzie niestety nie moge znależć tej roslinki;
              a tak w ogóle takie problemy Ci stwarzała ?, jak ją w ogóle wyhodowałeś z
              nasionka czy z sadzonki ?

              ---
              dagmargallery.republika.pl/
              www.ogrodziolowy.republika.pl/
              • mirzan Re: do mirzana 10.05.08, 12:13
                Kupiłem kiedyś sadzonkę i rosła beza żadnych problemów. Porobiłem
                latem sadzonki, ukorzeniały sie bardzo długo. A po zimie żadna nie
                chce rosnąć, pomimo, że przesadzałem żywe.Ze względu na niechęć do
                współpracy,poszła na zesłanie.
    • jokaer Re: środki przeciw grzybom 11.05.08, 12:40
      to jest przedruk dla ciekawych w przypadku ochrony upraw winorośli przed mączniakiem:

      Środki kontaktowe takie jak siarka, czy dinocap (Karathan) spowalniają kiełkowanie sporów i osłabiają zdolność grzybni do wykształcania wypustek wnikających w głąb komórek epidermy, a tym samym odżywiania się. Ich okres działania nie przekracza 10 dni. Siarkę stosuje się jako proszek, bądź w postaci zawiesiny. Nie powinno się stosować, zwłaszcza tej drugiej postaci podczas upałów – istnieje duże ryzyko oparzeń roślin.

      Środki systemowe z grupy inhibitorów biosyntezy steroli (IBS) działają przez 15 dni. Blokują one syntezę steroli niezbędnych do budowy błon komórkowych i tym samym spowalniają rozrost grzybni. Nie należy stosować ich częściej niż 3 razy w roku by uniknąć wykształcenia się odporności. Stosowane są pojedynczo lub w mieszankach. Często zalecane jest stosowanie dwóch IBS przed i w czasie kwitnienia, nie powinno się ich używać po zawiązaniu owoców.Związki tej grupy to: Triadimenol, Penkonazol, Difenokonazol i Fenbukonazol.

      Następną grupą systemowych środków przeciwgrzybiczych stosowanych przeciw mączniakowi są strobiluryny. Jest to nowa stosunkowo grupa związków, które stosuje się jako uzupełniające działanie IBS. Przykładami są azoksystrobina czy kresoxymetyl. Zaleca się nieprzekraczanie 3 oprysków rocznie w celu zapobieżenia odporności.

      Najnowsza rodzina środków stosowanych przeciw mączniakowi to fenoksychinoleiny, pierwszym produktem , jaki pojawił się na rynku był quinoxyfen. Stosowanie jak w przypadku strobiluryn.

      Biologiczne środki ochrony roślin:

      Stosowanie preparatów siarkowych i mieszanki bordoskiej dozwolone jest w uprawach ekologicznych(bio) i biodynamicznych.W Stanach Zjednoczonych stosuje się grzyby Ampellomyces quisqualis, pasożytujące na mączniaku i niszczące go. Oprysk powinien być powtarzany co najmniej dwukrotnie w odstępach 7-14 dniowych.

      Dobre rezultaty daje oparty na wyciągu z pestek grapefruita Biosept 33 SL. Można stosować go zamiennie z innymi środkami grzybobójczymi.

      Napary ze skrzypu stosowane są głównie jako środek zapobiegawczy, ze względu na bardzo dużą zawartość krzemu działają wysuszająco i hamują chorobę we wczesnych stadiach. Środek ten działa też wzmacniająco na rośliny. Opryski kierowane są raczej na glebę niż na liście. (niebezpieczne zwłaszcza dla młodych, wrażliwych) Dość ryzykowne jest stosowanie go podczas suszy i upałów – zwiększa wrażliwość roślin na niedobór wody- w takich wypadkach zalecane jest stosowanie go w połączeniu z pokrzywą, albo zmikronizowaną glinką.

      Stosowanie “bordoskiej mieszanki” ( roztwór siarczanu miedzi i gaszonego wapna) po zbiorach winogron drastycznie zmniejsza ilość przetrwalników (o 90%).

      Opracowano przy pomocy:

      >Les Maladies et les parasites de la vigne,Pierre Galet

      La protection du vignoble, classeur de l'ITV, Novembre 1996.

      Le guide du savoir faire en viticulture, Pierre Torrès

      Le vin du ciel à la terre , Nicolas Joly


      ---
      dagmargallery.republika.pl/
      www.ogrodziolowy.republika.pl/
      • yola1976 Re: środki przeciw grzybom 13.05.08, 19:54
        w tamtym roku po raz pierwszy moje trzy krzaki winogron zaczęły
        owocować. Niestety radość szybko się skończyła - winogrona dopadł
        chyba mączniak właśnie. Jednego z krzaków nic nie ruszyło obok niego
        rosła solidna kępa szczypiorku :)) Nie wiem czy to jego zasługa, bo
        odmiana ta sama co pozostałe, ale tej wiosny szczypiorek posadziłam
        profilaktycznie pod pozostałymi krzaczkami :)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka