Dodaj do ulubionych

Koty w ogrodzie

09.05.08, 11:47
Mam pytanie czy są jakieś skuteczne sposoby aby pozbyć sie kotów.
Mam duży ogród a koty sąsiadki załatwiają w nim swoje potrzeby. Czy
są może jakieś rośliny zapachu których koty nieznoszą. A może jakieś
preparaty - cokolwiek aby omijały mój ogród z daleka. Dodam że już
kupowałam płyny, proszki odstraszające koty i psy ale to nie działa.
Obserwuj wątek
    • cereusfoto Re: Koty w ogrodzie 09.05.08, 12:13
      Ja kupuję w proszku odstraszacz na koty, psy. Ten problem mam
      głównie przed ogrodzeniem na psie zieleni. Muszę powiedzieć, że to
      pomaga. Tylko jeżeli masz bardzo dużą powierzechnię to może być
      problem ... finansowy. Jednorazowo wysypuję całą zawartość torebki i
      starcza na ok. 3 miesiące. A tak to wygląda:
      www.allegro.pl/item318615513_318615513.html
      • dar61 Gratuluję ... 09.05.08, 14:04
        Gratuluję dobrej kondycji finansowej przy zakupie tych repelentów.
        Przecież one NA OTWARTEJ PRZESTRZENI, przy deszczu je wypłukującym,
        wietrzeją w kilka dni!

        A przecież można tak prosto:
        ścięte gałązki z jakiegokolwiek krzewu czy drzewka, im bardziej
        pokręcone i "przestrzenne", tym lepsze - UŁOŻYĆ na miejscu zasiewów.
        Układam tak od kilkunastu lat i NIGDY koty te grządki nie kuszą.
        Jak zasiewy wychodzą na wierzch i się wzmocnią - całą układankę z
        gałązek demontuję i składuję ją do nast. roku gdzieś w dyskretnym
        miejscu...
        Koty wiecznie me grządki dozorując WSZYSTKIE KRETY I NORNICE
        zniechęcają (o czym tu już Szanownej Publice sprawozdawałem nie raz).

        A najlepiej na te "cieniówki" grządek przeciwkotowe sprawdzają mi
        się pocięte na oddzielne gałązki CHOINKI eks-bożonarodzeniowe.
        "Poluję" na nie, jak je sąsiedzi ze wzgardą dedomestyfikują, żtp.
        Ja, zamiast choinki, od lat w małych podłaźniczkach i "światach"
        gustując mam choinkę ... z plastiku.

        Koty płożąc się wśród innych płożących, warzywom nie szkodzą.
    • hpetka Re: Koty w ogrodzie 09.05.08, 13:06
      Koty srasznie nie lubią wody i wilgoci. Sama mam dwa milutkie
      kociaczki i po prostu staram się aby kora na wszystkich rabatach
      była lekko wilgotna. A podobno, na obcego kota trzeba przygotować
      garnek z wodą i polać - więcej nigdy nie przyjdzie. Sama nie
      próbowałam, ale słyszałam od autorytetu :))
      • piorunka Re: Koty w ogrodzie 09.05.08, 15:14
        sama szukam sposobu na pozbycie się kotów z ogrodu.
        lubię koty ale nie wtedy, gdy regularnie znaczą mi wszystkie krzaki w ogrodzie a w kępach traw robią sobie toaletę. śmierdzi niemiłosiernie, nie sposób w słoneczny dzień siedzieć na tarasie i a już niechcący w czasie pielenia złapać się za coś takiego.. obrzydlistwo...
        że nie wspomnę o toksoplazmozie, którą można złapać niemając kota i wykonując prace ogrodowe we własnym ogrodzie...

        podejmowane są próby wprowadzenia obowiązku sprzątania po psach...szkoda,że takim samym obowiązkiem nie da się objąć właścicieli kotów..

        a właśnie... pies ? - może to jakiś sposób na koty ? :))

      • horpyna4 Re: Koty w ogrodzie 09.05.08, 15:23
        Z tą wodą różnie bywa, niektóre są uparte i wracają, ledwie się
        odwrócisz. U mnie zdało egzamin skierowanie kotów w określone
        miejsca. Po prostu warto w osłoniętym miejscu, gdzieś w najdalszym
        kącie, zrobić dobrze spulchnione, piaszczyste miejsce, to nie będą
        załatwiać się na grządkach i np. zasypywać ziemią lub wykopywać
        kłączy irysów przy okazji zagrzebywania odchodów. Warto, żeby było
        czymś osłonięte od deszczu (wystarczą gęste gałęzie od góry). A jak
        jeszcze się posadzi kocimiętkę w pobliżu, to będą raczej tam
        przebywać, niż w innych miejscach ogrodu.
        Z kotami w ogrodzie, to jak z samochodami, które muszą gdzieś
        parkować w mieście. Zakazy parkowania niczego nie załatwią, trzeba
        budować parkingi.
    • ewa553 Re: Koty w ogrodzie 09.05.08, 21:53
      a mnie sie marzy kot w ogrodzie: znowu mam szczura!!! Nie chce tego
      badziewia truc, ale kot dalby im wycisk.
      Inna sprawa: dlaczego moje kotki nie sikaja w domu po katach? Bo
      maja dwie kuwety z ZAWSZE czystym zwirkiem i jak je przynioslam do
      domu, to zaraz tam zostaly wsadzone i jak zrobily siusiu to je
      chwalilam pod niebiosa i dalam smakolyk w nagrode:))))
      Mysle ze i w ogrodzie mozna postawic pod daszkiem toalete ze
      zwirkiem i kota lagodnie do niej przyzwyczaic. Koty sa czyste z
      natury, wiec pewnie wybiora wlasnie ta kuwete, a nie grzadki.
      • deerzet Koty w swoim ogrodzie nie ... 09.05.08, 23:24
        Koty w swoim ogrodzie czy okolicy starają się NIE POZOSTAWIAĆ swych
        odchodów. Zostawiają tylko swe znaczniki zapachowe - szczególnie
        kocury.
        To ich komunikat: "MOJE terytorium - innym wara!".
        Nasza kotka śmiga na drugą stronę drogi, dość ruchliwej - a do nas
        pod schody przychodziła kiedyś czereda kotów sąsiedzkich - bo tam w
        SUCHYM miejscu nawet zimą można było swe odchody ukryć.

        Zażyłem wizytantów kładąc tam pod schodami rozłożoną siatkę - łapami
        swych niewymownych nie mogły zagrzebywać i SIĘ WYNIOSŁY!

        Ale znaczniki zapachowe obie płcie, kastrowane czy nie - i tak
        czynią.

        Tylko więżenie kotów w domu sprzyja korzystaniu przez nie z kuwet -
        toalet.
        A nasza kotka - mimo na stałe otwartego piwnicznego okna [to jej
        droga na świat] i załatwianiu się gdzieś poza domem [niestety nie
        zimą - wtedy grunt wszędzie jest zmarznięty] - zawsze w DESZCZOWE
        dni przeprasza się z kuwetą-toaletą...

        P.S Wszystko, co w/napisałem nie dotyczy niestety PIWNICZNYCH kotów -
        nawykłych, że w betonowe podłoże nic się nie da zagrzebać.
        To one pewnie kalają swą perfumą nosy naszych anty-kociarzy.
        • ewa553 Re: Koty w swoim ogrodzie nie ... 10.05.08, 08:34
          Jako wieloletnia posiadaczka i - poniekad - znawczyni kotow pozwole
          sobie zauwazyc, ze po kotach kastrowanych nie ma tego strasznego
          zapachu, choc oczywiscie zaznaczaja swoj teren. Bo to co tak
          przerazliwie cuchnie to nie siki kocie, tylko to, no wiecie, kocura.
      • horpyna4 Re: Koty w ogrodzie 10.05.08, 10:04
        Koty są pragmatyczne - grzebią tam, gdzie najłatwiej.
        Niestety istnieją też kocury silnie dominujące, które nie zagrzebują
        swoich odchodów. Wręcz przeciwnie, starają się zostawić je na
        wierzchu, również jako oznakowanie terytorium. Na szczęście trafiają
        się rzadko, ale w moim długim ogródkowym życiu trafiłam na takie
        egzemplarze. Ulubionym miejscem zostawiania kup są rośliny płożące
        lub niskie poduszkowe. Tak więc, dopóki jeszcze nie trafił się wam
        taki dochodzący artysta - dekorator, nie macie powodów do narzekania.
        • deerzet Re: na wierzchu 10.05.08, 11:32
          Mam w ogródku ślady zaznaczania terytorium przez łasice i kuny [w
          tych odchodach są drobne resztki żuczków!]. Są one właśnie
          zostawiane na kamieniu, na murku, NA WIDOCZNYM MIEJSCU, zawsze nocą -
          i w mieście i na skraju lasu. Może te ślady zoczyła {Horpyna}?

          Jeśli widziano sprawcę na gorącym "uczynku" - to nie będzie innych
          wytłumaczeń.
          • horpyna4 Re: na wierzchu 10.05.08, 15:31
            Przyłapałam kiedyś, wielki kocur to był i pewnie skrzyżowany ze
            żbikiem, bo cholernie dziki. Ale żreć to się dopominał, drań jeden.
            Zresztą na łasice to te kupy były zdecydowanie za duże. Aha, i nie
            były nigdy na kamieniu, zawsze na roślinie. Pośrodku i dekoracyjnie.
    • alcarin Re: Koty w ogrodzie 10.05.08, 09:28
      Mam podobny problem - sąsiadka, starsza pani, karmi okoliczne koty u siebie
      przed wejściem do domu, a przez mój ogródek te zwierzaki mają trasę
      tranzytową... W ogrodzie mam nawet wydeptana przez nie ścieżkę w trawie..
      Oczywiście po drodze załatwiają się oraz robią "opryski" spod ogona (ustawiają
      sie tyłem do obiektu, który mają oznaczyć, zadzierają kite i robią swoje...),
      głownie na szpaler cyprysów, który rośnie właśnie wzdłuż ich trasy przelotowej.
      Od zeszłego roku zrudziało juz z 10 sztuk. 2 razy byłam świadkiem "oprysku" na
      drzwi wejściowe do domu i na okno piwniczne!! Szlag mnie trafia, zwłaszcza, że
      mam małe dziecko i chcę mu zrobić piaskownice w ogrodzie, ale wiem, że mimo
      przykrywki na piaskownicy i tak wszystko dookoła (i pokrywa pisakownicy) będzie
      zapaskudzone przez te podwórkowe cholery (w okolicy są bloki - myslę, że to koty
      piwniczne).

      Jakieś rok temu czytałam na tym forum (i na jeszcze innym) o roslinie, którą
      można ponoc kupić w Niemczech - odstrasza koty i psy. W zeszłym roku nie było
      jej w PL,ale może juz się pojawiła? Ktos o tym słyszał? W łacińskiej nazwie
      miała słowo "canis", ale niestety nie pamietam całej nazwy.
      Będe wdzięczna za rady, jak pozbyc sie takich niechcianych gości z ogrodu, albo
      jak chronić zabawki ogrodowe przed oznakowaniem - jakieś skuteczne, a
      nieszkodliwe dla dziecka preparaty?

      Acha, ktos tu pisał o zwalczaniu szczurów za pomoca kotów - ta sąsiadka, co tak
      dokarmia te kociska, w zeszłym roku miała szczura przez kilka dni... Wlazł jej
      do domu, mimo, że kocury wylegują się dookoła jej domu całymi dniami.. Szczur
      był ponoc wielkości sredniego kota, wiec nic dziwnego, że koty nie chciały sie z
      nim spierac o terytorium ;) Druga niedaleka sąsiadka, "trochę" zakręcona na
      punkcie zwierząt, dokarmiała w zeszłym roku i kota i "małego ślicznego
      szczurka". Pełna symbioza kota ze szczurem. Zero konfliktu :)
      • mks2606 Re: Koty w ogrodzie 12.05.08, 08:08
        U mnie jest identyczna sytuacja. Wszystkie krzewy są poobsikiwane na
        trawie pełno min i ścieżki. Dziecka nie mogę wypuścić na podwórko
        dopóki trwanika nie sprawdzę. Też zamierzam zrobić piaskownicę ale
        troche się obawiam. Ostatnio naliczylam 13 kotów, ale już słysze
        piski małych. Jak zwracam uwage sąsiadce to mówi że to nie jej koty -
        tylko nikt poza nią ich nie dokarmia.

        Dziękuje za rady
        • 1966f Re: Koty w ogrodzie 12.05.08, 16:04
          Studentki czyli aksamitki mają zapach którego moje koty nie
          tolerują.To jedyne kwiatki jakich nie obgryzają w wazonie.Zapach
          cytryn też je odstrasza.Domestos,bielinek itp.przyciąga je.
          • nimuszka Re: Koty w ogrodzie 18.05.08, 13:00
            Lubię koty i zazwyczaj cieszę się z odwiedzin kotów sąsiadki.
            Ostatnio jednak zauważyłam, że ulubionym miejscem dla gości stała
            się moja nowozałożona rabatka z liliami i mieczykami. Z obawy że
            kotek połamie właśnie kiełkujące mieczyki, zaczęłam go przeganiać,
            ale kotek niewiele sobie robił z mojego wykrzykiwania „psik, a kysz,
            uciekaj” i jak znikałam za rogiem domu, kotek spokojnie wracał w
            ulubione miejsce. Poza kotkiem wizyty na tej rabatce zaczął składać
            kret i zrobiło się jeszcze groźniej, bo każdego dnia miałam do
            włożenia wypchniętą przez kreta cebulkę. Zabrałam się więc za walkę
            z kretem. Na jednym z forów ogrodniczych przeczytałam że skuteczne
            są odstraszacze kretów, które co kilkadziesiąt sekund emitują sygnał
            dźwiękowy. Kupiłam takie urządzenie i zatknęłam w ziemi obok
            wspomnianej rabatki.
            Siedzę wieczorem w domu i widzę jak kot wchodzi do mojego ogrodu i
            kieruje się w stronę rabatki. Idzie dumnym, spokojnym kocim krokiem
            i nagle podskoczył w górę i w ułamku sekundy znalazł się pod oknem,
            z którego obserwowałam akcję. Okazało się, że sygnał z odstraszacza
            kretów działa nie mniej odstraszająco na koty. Minęło już kilka dni,
            a kota w sąsiedztwie rabaty nie widziałam. Z kretem też mam spokój,
            ale przedwczoraj wieczorem zapowiadali ulewne deszcze, więc
            urządzenie zabrałam do domu. Rano znalazłam 3 kretowiska na tej
            rabatce. Wczoraj w te kretowiska wepchnęłam szmatki nasączone naftą,
            z powrotem zatknęłam odstraszasz i dziś nie znalazłam żadnego
            kretowiska. To tak przy okazji odstraszania kotów o kretach – może
            komuś się przyda. Odstraszasz kupiłam na Allegro. Koszt łącznie z
            przesyłką 63 zł.
            • glarawen Re: Koty w ogrodzie 19.05.08, 16:55
              A może ten kotek chciał upolować krecika? Nie wszystkie kociaki
              preferują krety ale niektóre je uwielbiają! Sama jestem posiadaczką
              czterech kotów i dwie kocice namiętnie polują na krety. Na mojej
              dość sporej działce (3400m) nie ma ani jednego kretowiska! Kocice
              polują teraz u sąsiadów i znoszą mi w darze...ku radości sąsiadów...
              • nimuszka Re: Koty w ogrodzie 20.05.08, 15:01
                Glarawen, tak właśnie myślę, tylko że ja mało wierzyłam w to, że
                kotek upoluje kreta –potwora, natomiast bardzo realne wydawało się
                że mi mieczyki połamie.
                Babcia – sąsiadka swoich kotów nie karmi. To takie pokolenie ludzi
                ze wsi, które uważa że kot ma się sam wykarmić wyłapując myszy i
                szczury z obory, stodoły i innych takich.
                W innym miejscu w moim ogrodzie mam rodzinkę nornic chyba, bo ziemia
                wygląda jak sitko ale nie ma tam kretowisk, i czasami widzę jak
                kotek godzinami siedzi nieruchomo i wpatruje się te dziurki w ziemi.
                I to też jest powód dla którego miło jest mi gościć kotki sąsiadki,
                ale nie na rabatce z mieczykami, a przynajmniej do czasu aż urosną :)
    • inguszetia_2006 Re: Koty w ogrodzie 19.05.08, 19:44
      Witam,
      Mnie też nawiedzają koty. Jeden jest wyjątkowo wredny, bo upatrzył
      sobie taką małą rabatkę ziołową. Jak posadziłam miętę, to przylazł i
      ją rozwłóczył po całym ogrodzie. A potem nasikał do dziur po
      mięcie;) W tym roku wsadziłam w miejsce po mięcie trzy małe agawy.
      Dostałam je od sąsiadki i w mej głowie powstał szatański plan;-)
      Pomyślałam; przyjdzie kocur i ukłuje się w zadek;-)I ukłuł się;-)
      Widziałam, że agawy są lekko zwichrowane;-) Ale potem mój mąż ciął
      trawę i przyciął agawy, bo myślał, że to takie małe chwasty;-)
      Pzdr.
      Inguszetia
    • robal74 Re: Koty w ogrodzie 20.05.08, 09:05
      U mnie kocury opryskały samochód i mało tego, pazurami załatwiły
      lakier na zderzaku. A wcześniej obsmrodziły suszące się pranie.
      Kretów ani nornic nie chcą niestety łapać.
      • agnieszkabiernat Re: Koty w ogrodzie 21.05.08, 10:18
        Moim zdaniem z kotami nie mozna walczyc bo to uparte i misciwe istotki sama mam 3 i z 5 na podworku, i mimo iz jest ich taka ilosc zadne nie zalatwiaja mi sie na rabatkach, dlaczego nie wiem, moze dlatego ze je kocham, dokarmiam i dbam, dlatego moj ogrod traktuja jak miejsce wypoczynku a nie toalete, a dzieki temu ze sa u mnie pozbylam sie myszy i innych gryzoni ktore niszcza cebulki kwiatowe. Wiec zamiast walczyc z kocurami, okarzcie im szacunek to przestana wasz ogrod jak toalete traktowac. No i wiadomo nie zaszkodzi galazek z jakiegos iglaka polozyc na rabatke, zeby nie kusilo kota przed grzebaniem w piasku, bo one to poprostu lubia :). A z doswiadczenia wiem ze wszystkie preparaty przeciwkocie nie skutkuja, testowalam nie raz :) a jak dzialaja to przez pare dni i koniec.
        • anowi2 Re: Koty w ogrodzie 09.09.08, 18:31
          ja mam 3 koty, w tym 2 przybłędy.Jeden z nich upatrzył sobie ogródek
          sąsiadów i załatwia się w nim, do tego ma chore jelita a więc kupka
          jest dosyć miękka.Wczoraj miałam wizytę sąsiadki, która stwierdziła,
          że nie lubi sprzątać, dlatego nie mają zwierząt a jej dzieci wręcz
          się ich boją (biedne dziatki wychowywane bez zwierzątek), sytuacja
          jest nie przyjemna, kazała mi kota uwięzić na szelkach(?).
          Nie wiem co robić, otoczyć sie murem?
          • deerzet Re: Koty w ogrodzie 09.09.08, 22:00
            Kot nasz u nas się nie złatwia.
            Chodzi do ... sąsiada po 2. stronie drogi; sąsiada - do nas. To
            chyba standard koci.

            Na wizytującą sąsiedzki stawek z rybkami mą kotkę ZEZWOLIŁEM
            sąsiadowi wodą z węża uczynić prysznic.
            Zapamiętała, już do sąsiada nie chodzi.

            Radzę poprosić OSOBIŚCIE sąsiada, by {Anowiowego} kota też tak
            CZĘSTO traktował. Koty sa pamiętliwe.
            Choć ja lubię je wszystkie.
            • ciociaklementyna Re: Koty w ogrodzie 10.09.08, 04:02
              deerzet napisał:

              > Radzę poprosić OSOBIŚCIE sąsiada, by {Anowiowego} kota też tak
              > CZĘSTO traktował. Koty sa pamiętliwe.

              A ja radzę - jeżeli nie ze wględu na kota, to choćby na sąsiadkę -
              zabrać kota do weterynarza i wyleczyć chore jelita.
              • deerzet Re: Koty w lecznicy 10.09.08, 12:01
                Co kot je [ma w misce] to właściwie jego opiekun zdecyduje.
                Za kota swego rozregulowanie kiszek jest więc odpowiedzalny także.

                Opiekun niech więc idzie sam, owe kocie prezenty sąsiedzkie niech
                sam porządkuje?

                Zimą - na SWYM ogródku - to ja, myśląc Z WYPRZEDZENIEM,
                przygotowuję SUCHY, najlepiej zadaszony skrawek piaszczystego terenu
                jako kocią latrynę. Może nawet nie dla swej kotki - a dla jej gości.
                Nasza rezydentka właśnie zimą powoduje moje większe żwirkozużycie w
                kuwecie.

                I pomyśleć, że lat temu kilka ja nawet zapas zwykłego, suchego,
                średnioziarnistego piasku gromadziłem w wiaderku na zimowe
                zapotrzebowanie. Widziałem męczarnie kocurka mego, przyzwyczajonego
                do oddawania długu naturze w naturze, nie w kuwecie.
                A teraz moja kotka ma i ogródek w każdej chwili [przez swe drzwiczki
                w drzwiach], i kuwetę z drzwiczkami, i drugą bez kołpaka, z
                przeciągiem.

                Sąsiedzi nie narzekają na odwiedziny mej kotki.
                • horpyna4 Re: Koty w lecznicy 10.09.08, 12:10
                  Właśnie o to chodzi, w ogródku powinna być kocia latryna. Zadaszona,
                  ukryta w krzakach. Wtedy koty nie załatwiają się w innych miejscach.
                  Nie musi być tam nawet sam piasek, może być zmieszany z ziemią, byle
                  było to sypkie. Inaczej koty zaczynają grzebać w każdym spulchnionym
                  miejscu na rabatce.
    • karol512 Re: Koty w ogrodzie 10.09.08, 12:59
      Mam ten sam problem z kotami sąsiadów. Nie mi do tego co ma sąsiad u
      siebie w ogródku (wolność tomku..), niech ma tam psa kota a nawet
      węża. Ale przeszkadza mi że Jego zwierzątko przychodzi do mnie.
      Gdybym chciała zwierzaka to bym kupiła sobie sama. Nie chce, nie
      mam. A może mam alergie na zwierzęta? Dla mnie najgorsze jest to, że
      ludzie nabiorą sobie zwierząt a potem ich nie pilnują, 5 minut
      pogłaszczą a potem idź sobie już kotku. Wyjeżdzają na miesiąc i kota
      zostawiają na działce. Ciekawe co ci zwolennicy cudzych zwierzątek w
      ogródku powiedzieli by np. na węża, krokodyla? Nie wiem czemu
      miałabym rozstawiać i czyścić latrynę po cudzym zwierzaku. Szlak
      mnie trafia, że co i rusz na działce natykam się na
      ich "prezenciki". Mam cały trawnik przykryć? Do tego na moich
      fotelach na tarasie uwielbiają się wygrzewać, fotele śmierdzą i są
      całe w sierści. Staram się je przeganiać po prostu ale to nic nie
      daje, chyba rzeczywiście spróbuję z wodą ;) A jeden z sąsiadów
      zagroził że będzie strzelać z procy do kotów;)
      • dar61 Re: na szlaku trafiania szlagiem 10.09.08, 14:45
        Szanowna {Karol'o}.
        Moi znajomi mający działkowe ogródki osobno, POZA domem, nigdy tam
        nie zostawiali swych kotów. To były koty , żtp. miejscowe.
        Nawet stadko trzech pono.
        Teraz - po zimie nie ma tam znajomy żadnego.
        Cóż, moje 3 poprzednie kocury też poszły na szlak za zewem płci i
        nie wróciły. Chyba je trafił ten szlag. Konkurencji do samic.
        Jednego dzieci z pobliskiej szkole przetrenowały butami z
        traktorkiem... Na płask.

        Radzę {Karoli} zatem, od sąsiadów, których nie stać na czas wyjazdu
        na urlop na koci azyl/ hotel, zażadać na zadotowanie i {Karol'i} i
        innym sąsiadom albo tego:
        www.easypet.pl/cat168-id193-ogrodowy-odstraszacz-psow-i-kotow-animal-away-1x9v.aspx

        Albo tego:
        www.easypet.pl/cat142-id49-niewidzialna-strefa-domowa-dla-kota-ssscat.aspx

        A z procy mój Tata ongi strzelał do kotów tak, by ino piaskiem w
        niego rzucało. Starczało. Dziś szerokim łukiem kocur zza drogi omija
        posesję tatową . Za dnia.
        W nocy - to co innego...Teraz jak ma swojego kota, to mu ta
        antymiłość do pasiaków przeszła.
    • tomsmom Re: Koty w ogrodzie 14.10.08, 16:22
      Wielce ciekawa dyskusja!

      Zanim zostane spalona na stosie to chcialabym powiedziec, ze ja
      naprawde bardzo lubie zwierzeta, ale uwazam, ze maja one swoje
      miejsce w swiecie, w ktorym pierwszenstwo jednak nalezy sie
      ludziom.. I tak, w moim ogrodzie gdzie sa male dzieci NIE MA miejsca
      na koty srajace gdzie popadnie (a tak sie wlasnie dzieje).

      Wyprobowalam juz wszystkie dostepne mi odstraszacze i pozostaje mi
      juz tylko jedno wyjscie, czyli pozbycie sie kotkow na zawsze. I
      szkoda mi ich, naprawde, ale jeszcze bardziej szkoda mi moich
      dzieci, ktore wychodza na wypielegnowany, malutki trawniczek i
      znajduja na nim 3 rozlazle kopcie kupy. Dwulatkowi trudno jest
      wytlumaczyc, zeby trzymal sie od tego z daleka, zreszta, skoro mam
      przeznaczyc ogrodek dla kotkow, to przepraszam, gdzie maja sie bawic
      moje dzieci??? Miejsca na kuwetki nie mam, i nie chce miec, bo to
      nie moje zwierzaki, zasmiecac sie galazkami tez nie bede.

      Zazdroszcze niektorym osiedlom w Stanach, gdzie z uwagi na bliskosc
      domow, gestosc mieszkan itd jest absolutny zakaz posiadania zwierzat
      wychodzacych na dwor. Ot, tak wlasnie powinno byc: chcesz miec
      stwora, przenies sie na wies, tam to nikomu nie bedzie
      przeszkadzalo. A tak.... no coz, wypadki sie zdarzaja... a ja czuje
      sie calkowicie rozgrzeszona ze swoich zamiarow.
        • tomsmom ???????????????????????????????!! !!!!!!!!!!!!!!!!! 15.10.08, 09:48
          NO WYBACZ!!!!! Nie rozumiem komentarza, mojemu ogrodowi daleko do
          sterylnosci, ale juz zeby sie dzieci kocimi kupami bawily (z
          toksoplazmoza byc moze) to nie pozwole!!! (ja naprawde mam drobiazg:
          trojke od 4 lat w dol i nie zawsze moge krok w krok za dzieckiem
          chodzic i kupy im sprzed nosa zbierac).
          • deerzet Re: ?[?] - ![!] 15.10.08, 10:20
            {H} [& naukowcy] ma świętą racyją!

            Jak się nie wybrudzisz, to się nie uodpornisz...

            A "dzieci" królicze to jak się pierwszy raz odżywiają, to
            {Tomcia_Mama} wie?

            D.R.Z. - uczuleniowiec,
            dzieckiem_bity_po_pupie_i_skrzyczany_za_plamy_z_błota_znów_na_nowych_
            spodniach
            • tomsmom Re: ?[?] - ![!] 16.10.08, 19:54
              Ale moje dzieci ludzi maja za rodzicow (my nie kroliki, a juz na
              pewno nie koale), serio, jakkolwiek nie-ludzko moge tu brzmiec ;-)

              I blotem to one nieraz sie uchlapaly po uszy, ale kocim kupom mowie
              stanowcze NIE (to juz nawet nie o ten oblesny zapach chodzi, ktorego
              z butow nijak zmyc nie idzie)...

              No w kazdym razie wnioskuje, ze nawet "kociarze" skutecznych
              sposobow na wyproszenie kotkow z ogrodu nie znaja... czyli jednak...
              • dar61 Re: niemoc 16.10.08, 22:23
                1. Koty na meblach zalegają lub je drapią [w ogrodzie/ domu] -
                kładziemy płat folii. Siedzenie na nim kotom za zimne - rezygnują.

                2. Koty sikają gdzie chcą:
                - słupek wydrążony drewniany [lub z siatki], a w nim szmatka wytarta
                w kocich niewymownych staje się kocim słupem ogłoszeń wysikanych;
                - siatka położona pod zawsze suchymi schodami zniechęciła kocie
                pęcherze do całorocznej tam peregrynacji;
                - założona [pod daszkiem ustawianym BARDZO WCZEŚNIE jesienią, by
                grunt się przesuszył BEZ deszczu] kocia latryna w kącie ogródka zimą
                starcza dla kota swego. Cudze zimą nie przychodzą - w łapy im zimno;
                - nadmiar gotówki lub złotej karty spowodował[by] zakup tego:
                www.easypet.pl/cat168-id127-ogrodowy-odstraszacz-psow-i-kotow.aspx

                3. Koty niszczą swymi pazurami korę młodą drzewek [gardząc naszymi
                kupnymi trzema już drapakami] - zakładamy na pieńki drzewek spiralę
                z drutu. Cienki drut - dyskretny, z daleka niewidoczny.
                Spirala musi lekko odstawać od drzewa.

                1+2+3=4

                4. Własny pies wolnobiegacz głośno szczekacz kocie peregrynacje
                kończy. Obce, dodam.
                Z podwórkowym oswojonym kotem pies ów śpi wtulony w siebie.
                Wychowywały się oba od małego razem.

                5. Kot się czai na ptaki - uwieszamy kocią szyję do mini dzwonka [do
                nabycia w sklepach wędkarskich - taki kulisty z groszkiem wewnątrz,
                wieszany na wędziskach];

                6. Koty łażą po pniach do gniazd i budek ptasich - na pniu obroża
                przeciwwspinaczkowa [kryzopodobna - pół kilo drutu plus pół godziny
                ze szczypcami i drabinką];

                6. Koty czają się i śpią przy pojniku ptasim - szpikulce na stałe
                wetknięte w polu wyleganioczajenia...
                itede.

                Wszystko, prócz yzypetu, sprawdzone na własnych błędach.
                C.b.d.u.

              • dar61 W czasie deszczu koty się brzydzą 16.10.08, 22:53
                Na miejscu TatyToma, specjalnie dla MamyToma, zmajstrowałbym
                elektrowłącznik na trawnikowym zraszaczu podziemnym [samowystawnym
                po włączeniu przepływu wody] reagujący na ruch intruza-kota.
                Czujnik fotokomórki ustawiłbym w poziomie parteru - na wysokość
                kociego ogona.
                Pod obecność ludzi ustrojstwo owo wystarzcy wyłączać.
                Koty miałyby mambospinozę w strugach deszczu z tryskaczy.

                Prosty to układ dla majsterklepki.
                • tomsmom O, o, o! 18.10.08, 22:11
                  Wlasnie o praktyczne porady chodzilo. No, TataToma taki zachodni
                  typ, malo majsterkujacy, niestety, ale pomysl jakos sprobuje
                  wprowadzic w zycie, oby tylko zadzialal! Dzieki Dar61 :-)
          • szuwary4 Re: ???????????????????????????????!! !!!!!!!!!!! 29.10.08, 11:49
            Wiem to od weterynarzy: zarazić sie od kota toksoplazmozą można,
            ale najczęstszym źródłem zakażenia jest kontakt z surowym i
            niedogotowanym mięsem. Choroba przebiega zazwyczaj bezobjawowo a
            jest niebezpieczna tylko dla kobiet w ciązy grożąc uszkodzeniem
            płodu. Jesli dziewczynka zarazi sie toksoplazmoza, to choroba ta nie
            poczyni w jej organizmie wiekszych szkód, przebiegając
            najprawdopodobniej bezobjawowo, za to organizm wytworzy
            przeciwciała, które skutecznie będą ją chronić przed zachorowaniem,
            gdy jako dorosła kobieta bedzie w ciązy.













    • ewa553 Re: Koty w ogrodzie 14.10.08, 17:54
      chwalilam sie juz, ze mam dwa koty w domu i pol kota (na spolke z
      sasiadem) w ogrodzie. Ten ogrodowy albo jest drobny, albo stosunkowo
      mlody. Bardzo strachliwy. Choc uwielbia podawane przeze mnie menu:)))
      to ze zjedzeniem czeka az sie oddale przynajmniej na drugi koniec
      ogrodu. Mieszka pod rozlozystym wysokim krzewem. Postawilam mu tam
      domek, wylozylam kocykiem i juz go tam dwa razy widzialam. Nie wiem
      gdzie rznie kupy, ale nie u mnie. Moze z wdziecznosci? Zastanowilam
      sie nad tym, co ktos tu napisal: nad postawieniem kuwety z piaskiem.
      Z piaskiem a nie ze zwirkiem, ktory chlonie mocno wilgoc. Nie wiem
      jeszcze jakie zadaszenie wymyslic, ale moje pytanie jest takie: czy
      istnieje szansa ze ten kotek sie zorientuje do czego sluzy ta
      kuweta? Moje kolejne kotki po przyniesieniu do domu wsadzalam do
      kuwety, a poniewaz byly dobrze przez swoje kocie mamy wychowane, to
      wiedzialy o co chodzi. Ale ten ogrodowy? Czy skora warta wyprawki?
      Prosze o rade.
      • horpyna4 Re: Koty w ogrodzie 14.10.08, 18:08
        Ja tak zrobiłam, kuweta jest plastikowa, a zadaszeniem jest szeroki
        plastikowy taboret, w identycznym kolorze; zresztą jest to ciemne
        i pod krzakami prawie niewidoczne. I wreszcie mam spokój, bo nie
        rozgrzebują ziemi na rabatach. Polecam.
        Koty od razu zaczynają się w takim miejscu załatwiać, bo jest to dla
        nich wygodne - łatwo grzebać i sucho nawet podczas deszczu.
          • surmia Re: Koty w ogrodzie 15.10.08, 10:12
            Kuweta ze żwirkiem też może stać na powietrzu pod warunkiem, że nie będzie
            narażona na opady deszczu - żwirek nie chłonie wody, jeśli na niego nie pada.
            Czyli: pod jakąś wiatą, na zadaszonym tarasie, pod szerokim daszkiem. Ale
            lepszym rozwiązaniem jest po prostu zwykła gleba, byle sucha. Żeby z kuwety ze
            żwirkiem korzystał dziki kot, żwirek nie może pachnieć. Żadnych lawendowych ani
            antybakteryjnych.

            Ja mam trzy koty wychodzące do ogrodu, z czego jeden jest niereformowalny i
            załatwia się wyłącznie w kuwecie. Pozostałe kochają naturę. Na zimę pozostawiam
            im kawałek spulchnionej grządki, która zadaszam, aby pozostała sucha. I to
            naprawdę działa.

            Po kotach nie muszę sprzątać - zakopują pięknie, co innego po moich psach - nie
            chcą zakopywać śladów po sobie.

            Wszystkim, którzy nie znoszą kotów, psów i wszelkiego rodzaju życia innego niż
            ich własne, polecam odstraszacze (te dopiero śmierdzą). Nie polecam żadnych
            siłowych metod. To się może obrócić przeciwko wam.
            A najlepiej sprawić sobie własnego kotka. Koty pilnują swego terenu i niechętnie
            dzielą się nim z innymi kotami. Albo psa. Albo jedno i drugie :)
            • marionaud_1 Re: Koty w ogrodzie 15.10.08, 17:39
              Ale przecież są w sprzedaży kuwety zamknięte, z "domkiem" nad sobą i
              wahadłowymi drzwiczkami. MOje koty z nich korzystają w domu, wiec
              nie muszę patrzeć na to co zrobiły (no i wąchać).
              W ogrodzie, mądre stworzenia, znalazły sobie suchy kąt po świerkami
              i tam chodzą. Na razie nikomu i niczemu to nie przeszkadza - żadna w
              tym moja zasługa, same tak wybrały.
              Natomiast systematycznie spryskuję "antykotem" meble tarasowe, bo
              bezdomne koty przychodziły się na nich wysypiać i chyba to pomaga.
              bo rzadko je widzę.
                • umberto_14 Re: Koty w ogrodzie 18.12.08, 21:46
                  Dzień dobry,
                  Temat już szeroko przez Was omówiony, ale przyłączę się jeszcze ,
                  może ktoś napisze jeszcze coś ciekawego.
                  Dostałam białej gorączki połączonej z jasną cholerą. Od dwóch lat
                  mieszkam we własnym domu z dużym ogrodem. I cały ogród cuchnie
                  kotem, kupy kocie - na porządku dziennym we wszelkich możliwych
                  miejscach. Że cuchnie w ogrodzie to mało, kiedy otwieram okna to
                  smród z oznaczonych ścian wpada do domu!
                  Mam małe dziecko, które od urodzenia chce ze mną pracować w
                  ogrodzie. I jakoś nikt o tym dotąd nie napisał: toksoplazmoza to
                  jedno ale robale to drugie. Dzieci bardzo łatwo sie nimi zarażają a
                  nie wiem czy wiecie ale jaja glist potrafią przetrwać żywe w glebie
                  do 6 lat. Spędziłam już dwa lata pilnując dziecka, aby nie włożyło
                  sobie brudnej rączki do ust (dlaczego do cholery sąsiedzi nie
                  pilnują swojego kota tylko ja muszę jak więzień we własnym domu???).
                  Ale nastepnego nie dam rady. Nie wiem też czy wiecie, że bardzo
                  trudno je potem wykryć u dzieci, które są często leczone na infekcje
                  i alergie, a tu chodzi robala. Nie wiem czy macie dzieci i czy
                  zajmują sie z Wami ogrodem, ale regularne odrobaczanie (o ile w
                  ogóle takie ma miejsce w przypadku nawiedzających Was zwierzaków)
                  nie gwarantuje, że zwierzaki są czyste - raczej nie są. Wolicie
                  potem odrobaczać swoje dzieci a jeszcze wcześniej faszerować je
                  lekami z powodu nierozpoznanych przyczyn infekcji? Hmmm... Bo sąsiad
                  nie widzi problemu?...

                  zadaję sobie tylko pytanie dlaczego jest to mój problem? nie chcę
                  dokarmiać kotów i urządzać im latryn. Czy muszę? one wszystkie mają
                  swoje domy - wiem po dwuletniej obserwacji. Właściciele tych kotów
                  nic nie robią, ponieważ u nich jest czysto a nawet nie wierzą, że to
                  ich koty. Żaden też nie proponuje posprzątania u mnie po swoim
                  kocie... Wydałam kasę na wszelkie możliwe odstraszacze dźwiękowe,
                  zapachowe, posadziłam rośliny uchodzące za odtraszające. I nic.
                  Ciągle mam problem. Siedzę w altanie i smród, na tarasie i smród, w
                  domu i smród. Nie mogę tak dłużej.
                  Dla mnie takie traktowanie sąsiadów to chamstwo, ale nie nie wszyscy
                  mają za życiowy cel myślenie nie tylko o sobie ale też o innych. I
                  Więc może jest wśród Was prawnik, który napisze co mi grozi za
                  likwidację kota z mojego ogrodu.
                  • krynia58 Re: Koty w ogrodzie 18.12.08, 23:37
                    Sprawić sobie własnego kota. Pogoni obcego gdzie pieprz rośnie.
                    A swojego terenu przecież nie będzie polewał. Zadbasz o zdrowie
                    kota, odrobaczanie itp i nie będzie żadnego zagrożenia.
                    Pomyśl o tym na spokojnie.
                  • deerzet Re:{Huberta} i {Huberciątko} w ogrodzie 19.12.08, 11:19

                    Zgadza się.
                    {Umberta} ma problem.
                    Po pierwsze: dzieci nie powinny pracować.
                    Po drugie: "likwidacja" jednego przechodniego kota nie spowoduje,
                    że że INNY nie przejmie JEGO REWIRU pod swój nadzór.

                    Szczególnie, jeśli po sąsiedzku kocurowi zawita jakaś nowa kotka -
                    tak było w przypadku domu mego Taty, gdy mu kotkę przywiozłem.
                    Przez 1. rok - totalne całodobowe odwiedziny, znaczenie moczem,
                    smród taki, który nawet ja, alegrik znosawodolejny, czułem.

                    Penetracja przestrzeni {Umberty} przez inne koty to objaw ich
                    zwykłego terytorializmu. NIE DO ZLIKWIDOWANIA bez wyeliminowania
                    kotów.

                    Od wieków, TYSIĄCLECI kot był zwabiany w ludzkie obejścia dla
                    wykorzystania jego łownych instynktów.
                    Sterylizacja [do ostatniego listka] okolic domów w modnym,
                    nowobogackim stylu antyekologicznym dla kota stanowi pustynię.
                    Nasza kocica nawet się nie daje namówić do wchodzenia do naszego
                    składziku ogrodowego [murowaniec] - wie, że jest to strefa bezmysia.
                    Niuchnie tylko na progu - i wie: "mysz tuda niet"...


                    Nasza strategia:
                    - suche podschodowe przydomowe aerały [od lat była to śródzimowa
                    nawet ubikacja dla okolicznych kotów, sprzed przybycia tam naszej
                    kotki] wyłożyliśmy, lekko przysypując, siatką plastikową -
                    grzebowisko zanikło;
                    - rozpoznanie kocich szlaków [najlepiej teraz - na PONOWIE]
                    -->
                    pl.wikipedia.org/wiki/Ponowa
                    - po rozpoznaniu - ustawienie w miejscach przekraczania parkanów
                    takich przeszkód siatkopodobnych, nawet łatwozapadalnych, by kotom
                    obcym tę przestrzeń zamknąć po przygodzie typu "łubudu" [pamiętliwe
                    są!] - żadnych zabójczych samołapek!
                    Tata mój w tym ozdabianu parkanu był mistrzem - dziś przeszkód nie
                    trzeba - kot pamiętliwy jest.

                    - każdy - nawet śródnocny pisk naszej kotki skutkował moje zrywanie
                    się nawet w pierwospy - i mą pogoń za penetratorem kocurowym [do
                    granic działki] . Kotka znała, że poparcie nasze ma, a kocur nie
                    znał dnia ani godziny, kiedy może bezkarnie naszą kocicę, mimo jej
                    głośnego sprzeciwu, sobie czynić poddaną.
                    [podkreślę czas przeszły tej opowieści - koty pamiętliwe są]
                    Jak miło czuć się potrzebnym swej kotce :)))))
                    Dziś kotka chodzi wreszcie bez oskalpowanej, poranionej głowy - kto
                    kocie amory zna, wie ...

                    - wspólna domowa taktyka: WSZYSTKIE obce zbliżające się koty
                    PŁOSZYĆ głośnym hałasem - potem on, nawet przy nie spostrzeżeniu
                    hałasowytwórcy przez kota, powoduje zawinięcie kociego ogona na
                    podogonie i ucieczkę w bezpieczne swoje regiony.

                    Po takich [szczególnie ostatni był trudny dla mnie - żywin
                    miłośnika] trzech ściśle przestrzeganych punktach penetracja nas
                    przez koty sąsiada zanikła.
                    Dodam, że prócz terminowego odrobaczania kotki swej, pilnujemy jej
                    chemicznego rytmu antykoncepcji - na początku szukało jej 5
                    okolicznych kocurów - dziś ostał się jeden - od sąsiadów przez
                    drogę - pewnie to jego rejon rewiru.
                    A że się kocie kontakty naszej kotki ograniczyły świadczy prosty
                    przykład - zaniechanie u niej wcierki w kark preparatu
                    przeciwpchelnego nie skutkuje importem tychże od kotów sąsiedzkich -
                    ergo: ich tet-a-tet są nikłe...

                    Chodzą wśród weterynarzy, umiejętnie zwiększających swe zarobki,
                    opinie o tym, że tylko kastracja kocurów [przez nich i tylko u nich]
                    wyeliminuje stężony perfumowy zapach kocurowych odchodów.
                    To mit.
                    Kotka nasza i tak co godzinę robi obchód NASZYCH włości i wie, gdzie
                    gość długoogoniasty NOCĄ, gdy go nie gonimy, zaznaczył "tu byłem, to
                    mój rewyir". I sama ten nadzór zatwierdza "przypieczętowując" go swą
                    pieczątką. Zapach jest tak dyskretny, że z 5 cm nie można go
                    wywąchać.

                    Podsumujmy.
                    {Hubercina} niech GONI koty w piętkę, płoszy ile się da - bo
                    zrzucanie defekacyjnego balastu przez obce koty w cudzym dla nich
                    {umbertowym} aerale, bez jego zagrzebywania, jest oznaką, że
                    {Umberta} kotów stamtąd nie wygania - ma jednak zdrowe, kochające
                    zwierza serducho!...

                    Dodam, że my nakazujemy sąsiadom to samo gonienie NASZEJ kotki od
                    siebie, dokąd , mimo hormonalnej blokady chemicznej, idzie sobie na
                    pogaduchy, znudzona naszym całodobowym towarzystwem bezogoniastym.
                    Tata owego sąsiada, cóż ... otępienie starcze, też kiedyś próbował
                    śrutem z wiatrówki naszą kotkę zneutralizować, jak do rybek
                    jegostawowych się dobierała.
                    Sąsiad opowieścią o dozorze policyjnym potraktowan został, broń
                    odłozył.
                    Kotka nasza doń już nie zagląda - onże PSA KUPIŁ niedawno.

                    To ostatnie {Umberta} skopiuje - i kwita.

                    P.S. Kochajmy stokrotki, do chole*y!

                    • surmia Re:{Huberta} i {Huberciątko} w ogrodzie 19.12.08, 12:13
                      deerzecie drogi - miło czytać twe opowieści. Tak jak miło czytać inne opowieści
                      ludzi myślących. Jako posiadaczka trzech kotek, zgadzam się w całej rozciągłości
                      swej z tym coś napisał. Z jednym wyjątkiem.

                      W porę wykastrowany kot nie znaczy terenu.
                      To nie jest mit - to biologia.

                      I też uważam, że najlepszym wyjściem na dzikie koty są własne - odrobaczone i
                      szczepione regularnie. Moje są dodatkowo wykastrowane (wyłącznie dla ich zdrowia
                      - miałam złe doświadczenia z kocią antykoncepcją chemiczną). Żadnych amorów -
                      takie kocie, ortodoksyjne feministki.

                      Nie podskoczy im żaden zakochany kocur.

                      A, jak pisze umberto_14 "likwidacja kota" z własnego nawet ogrodu jest jednak
                      obwarowana pewnymi przepisami (USTAWA z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie
                      zwierząt. Dz. U. z dnia 23 września 1997 r.W szczególności rozdział II -
                      przepisy karne, od art. 35).

                      Na niekorzyść likwidującego, of kors...
                      • deerzet Każdemu wolno kochać, feministce takoż. 19.12.08, 13:38
                        {Surmia} napisała:

                        [... wykastrowany kot nie znaczy terenu...]

                        Kot wyskalpelowany to już nie jest kot, a wypchany karmą wylegawiec
                        kanapowy :)

                        Poważnie mówiąc - dopóki nie poznam neutralnych wyników [-->
                        dotowania!!] badań o poziomie "naperfumowania" moczu przed/po
                        ciachnięciu - dopóty nie zrozumiem napadania na mnie forumianek, na
                        weterynaryjnym forum, gdziem o tej mej wątpliwości pisał ongi.

                        [...To nie jest mit - to biologia.
                        (...) wykastrowane (wyłącznie dla ich zdrowia...]

                        Samodobropoczucie kastratora to ciekawa rzecz, ale mnie przed takim
                        krokiem [tańszym niz suma mych opłat za szczepienie hormonalne]
                        powstrzymuje jakaś podświadoma kocia empatia.

                        [... miałam złe doświadczenia z kocią antykoncepcją chemiczną ...]

                        My też. Dogębowe preparaty mnie zniechęciły, natura była silniejsza -
                        kotka nasza poczęła już po rozpoczęciu dogębowego podawania
                        preparatu - preparat wstrzymał wykocenie naturalne - a urodziła w
                        mękach po cesarce.
                        Dziś pilnowanie terminu cokwartalnego zastrzyku wystarcza - a kroić
                        kotki po jej uprzedniej cesarce to dla mnie znęcanie się nad nią.

                        (...) ortodoksyjne feministki...]
                        :)))
                        Każdemu wolno kochać.
                        Feministkom też nikt tego nie zabierze.
                        Mówmy lepiej o andro-feliso-fobii - a taka, czuję, panuje wśród pań
                        w forum weterynaryjnym, w odłamie zwolenniczek kastracji kotów, a
                        szczególnie kocurów.
                        Com tam ja za cięgi dostał, od seksistów niepilnujących swych
                        kocurów mnie tam wyzywano...

                        Zwolennicy eliminacji kotów dla spokoju swego ogródka przypominają
                        mi owych mych współpracowników, co okołobudynkowe wycięcie drzew
                        liściastych zastosowali, by liściozrzucanie jesienne wyeliminować.

                        I posadzili, a jakże, drzewa iglaste.

                        A kocury?
                        Cóż, żal mi na mej kotki byt zerkać, poczuła ona po 1,5 roku pobytu
                        u mego Ojczulka, że nie ona na swych włościach jest panią - jak
                        tam , skądem ją wziął. Zostało jej noce [NOCE!] spędzać pod dachem.

                        Właśnie obok mnie w swym jednym z, policzmy... z czterech miejsc
                        legowiskowych smacznie śpi. Ulubione - bo pod mym bokiem, z dala od
                        kocurów. Jeden kocur ongi, ten sąsiedzki, potrafił ze dwa razy za
                        nią nawet do nas do domu przez klapkę kocią wleźć - i naszą królową
                        napastował, stąd jej trauma.
                        Ale pogoniłem owej nocy kotu kota, i już nie zagląda.

                        Miłego kotohodowania życzy {Surmii} i forumowicz(k)om wszelakim
                        D.E.Z.
                    • umberto_14 Re:{Huberta} i {Huberciątko} w ogrodzie 20.12.08, 11:42
                      Niektórzy to jednak mają dużo czasu. Nie dość, że lekcję o kotach
                      dostałam to jeszcze dowiedziałam się czegoś o wychowaniu dzieci.
                      Tyle wolnego czasu zapewnia chyba ten sąsiad co goni szanownego
                      kotka DEERZET. Pewnie jest szczęśliwy, że ma dodatkowe zajęcie z
                      kotkiem sąsiada. I pewnie ma zdrowe kochające zwierzęta serducho, na
                      którym to DEERZET opiera opiekę nad swoim kotkiem.

                      Zakładam, że jednak porady wynikają w części z chęci pomocy
                      człowiekowi, chciaż mam podskórne przeczucie, że najbardziej chodzi
                      tu o łatanie jakiejś psychicznej pustki, by nie napisać luki za
                      pomocą biednego kotka.

                      To proste, jak się ma własne zwierzę to się trzeba nim zajmować a
                      nie zlecać to sąsiadom. A czy szanowny/a DEERZET sprząta po swoim
                      kotku u sąsiadów? Nasi sąsiedzi mają i kotki i koty. Wszystkie
                      zostawiaja u nas ślady...

                      Rozumiem, że wszystkie opisane przez DEERZET zabiegi mają na celu
                      zniechęcenie obcych kotów, ale czy podobne zabiegi DEERZEt (i inni
                      kotkeeperzy - bo przecież nie miłośnicy kotów, skoro przez swoją
                      niefrasobliwość narażają biedne zwierzęta na pogryzienie przez psa
                      lub upolowanie przez sąsiada)nie powinien wykonać u sąsiadów aby
                      jego kotek /tka nie zatruwała im życia? Nie czuje szanowny DEERZET,
                      że to on naraziła swojego zwierzaka na śrut?

                      COŚ się w tych naszych polskich głowach rzeczywiście poprzestawiało.

                      A hipokryzji naprawdę nie widać końca. Wszyscy na mojej ulicy
                      kochają zwierzęta. Biegają tu sfory psów bez kagańców (bo co
                      najmniej 2 sztuki psa na posesję - tam gdzie wolą psy), wszędzie
                      łajno, wszędzie koty . A mieszkamy sobie w strefie ochronnej w
                      pobliżu powarszawskiego parku krajonbrazowego. Przepisy nakazują
                      ażurowe ogrodzenia dla migracji małych zwierząt, nie stosowanie
                      ogrodzeń z prefabrykatów, zachowanie 80% powierzchni biologicznie
                      czynnej. I co? Większość dookoła olała te wytyczne , ale ...bardzo
                      kochają swoje koty.

                      Nie przychodzą do mnie żadne dachowce - tylko 3 koty sąsiadów.
                      Bardzo lubią mój ogród, bo jest zrobiony i utzymywany naturalnie
                      naturalnie. Nie trzeba kota, żeby mieć ogród ekologiczny, wystarczy
                      dziecko, ale i ono nie jest niezbędne. Dachowce przegoniłabym
                      klasycznie ale tych nie przegonię, próbowałam, one czują się tu
                      bardzo bezpieczne, pamięć u nich widać dobra ale krótka.

                      I w świetle powyższego chciałabym uprzejmnie zapytać co to jest
                      proekologiczny ogród dla kota. Ale zanim DEERZET weźmie to
                      dosłownie - jak w przypadku pracy dzieci - podpowiem, że jest to
                      pytanie retoryczne. A porpos, czy DEERZET ma dzieci , bo takiego
                      wyznania jeszcze nie widziałam. I współczuję biednemy staruszkowi
                      sąsiadowi. Ten epizod jednak pokazuje z czym mamy do czynienia.

                      Zaraz przeczytam ustawę, mam nadzieję, że będzie tam rozdział o tym
                      jak sprawować opiekę nad własnym kotem. I bardzo dziękuję za radę
                      KARINY aby pomyśleć spokojnie - to jest naprawdę dobra rada , po
                      dwóch latach walki bezskutecznej trzeba się najpierw uspokoić.
                      dziękuję.
                      • mjot1 Zupełnie nie na temat... 20.12.08, 13:11
                        Onegdaj ośmieliłem się donieść, że:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=80864468&a=80864468
                        Oczywiście jest już nowy pyszczydlak imieniem Etos, bo przecie być
                        musi! bo chałupinka bez kota jest smutna, jakaś niekompletna jakby
                        okaleczona...

                        Ech! Jakież to szczęście, że łaskawy los pozwolił mi zamieszkać tu
                        na polance, z dala od istot dwunożnych...
                        Od zawsze z obawą spoglądam na tych, którzy z bezgraniczną wiarą i
                        determinacją czynią otoczenie swe idealnym, wszelkie trudności
                        (kret, chrabąszcz, szerszeń, padalec, mniszek, szpak czy inny kot)
                        pokonując skutecznie.
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=22807841&a=22807841
                        Najniższe ukłony!
                        Aspołeczny i zdziczały były łyk M.J.
                      • dar61 Re: dużo porad odrzuconych, nie sprawdzonych 21.12.08, 00:59
                        Uff...
                        I doradzaj tu, człeku ...

                        Dużo życzliwości, rzekłbym - a nie czasu, miał Deerzet, próbując
                        doradzić SPRAWDZONE sposoby, które penetrację obcych kotów w
                        ogrodzie jego taty zmniejszyły.
                        I dziwi się Deerzet lawinie żółci zionącej z wpisu {Umberty_14}
                        [przeprasza za ukobiecenie Jej pseudonimu, ale to podświadome].

                        Koty, Szanowna {U._12}, mają tę typową cechę, że ZAWSZE nie na swych
                        pobliskich rewirach składają daninę naturze [nie piszę o znaczeniu
                        moczem rewiru swego - np. po spodniach opiekuna :)))]

                        Współczuję [mimo ataków ad personam na Deerzeta] nadal Szanownej
                        {U._12} - bo niezagrzebywanie odchodów przez koty to rzadkość -
                        widuję to tylko zimą, na zamarzniętej ziemi.

                        Zazdrościć wypada ogrodu Szanownej {U._12}...

                        Ma wzmianka o pracy dzieci - to był żart, proszę przyjąć przeprosiny!
                        Ach, jak cudownie broniła Szanowna {U._12} czci swego dziecka [i
                        swej], miło mi to czytać! Brawo!

                        Proszę nie współczuć sąsiadowi mego Taty. Strzelał on do kota z
                        wiatrówki w nierzadkiej chwili alkoholowego rozochocenia - a u tego
                        85-latka stan taki jest permanentny...

                        Powtórzę: doradzam Szanownej {U._12} by owym swym sąsiadom
                        wspomniała, że będzie nadal wszelkimi sposobami goniła obce koty,
                        głośno [GŁOŚNO! - i z rzucaniem w ich kierunku, niecelnym z
                        założenia. pacyną ziemi np.] je płosząc.

                        Ich defekacja niezagrzebywana jest demonstracją siły, posiadania
                        areału i aerału u Szanownej {U._12} - jeśli dobrze zrozumiałem
                        niedawną tu, na forum, o tym opowieść forumianki {Horpyny}.

                        Co do dzieci - trudno mi nie podziwiać lwiej obrony {umbertowej} ich
                        zdrowia i higieny - ale ze zdankiem "dziecko, ale i ono nie jest
                        niezbędne"
                        [rozmyślnie wyrywam je z kontekstu]
                        - to ja bym się jednak nie zgadzał.
                        [to też żart!]

                        Dobrej, czujnej nocy życząc Szanownej {U._12}

                        kreśli się
                        podgrypiony
                        D.E.Z.

                        P.S.1. Nie jestem kotkeeperem. Koty [1x kilka lat] są mi podrzucane
                        przez sąsiadów, a szczególnie przez jedną sąsiadkę ...
                        A psy - w kaganiec plus torebka pod ogonem ich - tu zgoda.
                        ;)
                        P.S.2. Czy wybór pseudonimu vel niceka "Umberto" ma u Szanownej
                        {U_14} jakiś związek z bożyszczem myśliwych?
                        Dużo to tłumaczyłoby...
                        ;)
    • ewa553 Re: Koty w ogrodzie 20.12.08, 14:03
      moje (w miedzyczasie juz 3) koty nie wychodza z domu, ale za to maja
      do dyspozycji 2 balkony. O balkonach dodaje tylko na wypadek gdyby
      mnie ktos posadzil o wiezienie biedakow.
      Do mojego ogrodu zagladaja jednak okoliczne koty: I sa ze 3 domy w
      poblizu i za moim plotem (zewnetrzny plot wszystkich ogrodow) jest
      olbrzymia, piekna stodola (pod ochrona zabytkow) do suszenia tabaki,
      gdzie koty chodzow na low (luw). Trudno mi sobie wyobrazic, zeby
      koty tak strasznie zanieczyszczaly ogrod, zeby panowal opisany
      ogolny smrod. Jak znajde gdzies kupke, to zbieram ja przez woreczek
      i siup do smieci. Domyslam sie, ze koty-goscie rowniez siusiaja,
      jednak nie czuc na szczescie niczego. Obawiam sie ze autorce watku
      trudno cokolwiek doradzic, bo nastawiona jest na nie i wykazuje sie
      raczej zla wola, jak checia znalezienia rozwiazania. Wiec mozemy
      sobie miedzy soba porozmawiac o naszych kotach, ale nie liczmy na to
      ze nawet najszczerzej pomyslane rady pomoga autorce. Szkoda.
      • surmia Mam świetną radę ! 20.12.08, 17:49
        Mam radę - umieścić na ogrodzeniu elektrycznego pastucha! Wtedy nawet ptak nie
        siądzie, nie mówiąc o pszczole czy motylu..... :\

        ps. A ja, na przykład, mam dziecko, które wychowywało się w ogrodzie, wśród
        zwierząt.
        Moich i nie moich.
        Nie zabraniałam się brudzić.
        Wręcz przeciwnie.
        Zdrowo wyrosło.
        Polecam tę metodę.
        Serio, serio...
      • umberto_14 Re: Koty w ogrodzie 20.12.08, 22:33
        ale dlaczego ? złą wolę?? że od dwóch lat zbieram kupy i jeszcze ich
        nie załatwiłam???
        Ludzie mają przeróżne sytuacje życiowe i dlaczego mają się tłumaczyć
        z tego, że nie chcą kup sąsiada u siebie. Dlaczego właściciel kota
        nie zainstaluje pastucha elektrycznego u siebie żeby mu kot nie
        wyłaził?? Niech on tropi jego ścieżki, przecież wie jakie są
        zwyczaje kotów. To ja, głupia, nie mam kota to nie wiem i dopiero od
        Was się dowiedziałam, że nie wykastrowana (nie wiem czy to ma
        znaczenie)kotka moich najbliższych sąsiadów jest prawdopodobnie
        silnym bodźcem dla pozostałych dwóch samców aby przedostawać się
        przez mój ogród do niej.
        No ale chyba muszę się przenieść z tym żalem na jakieś forum o
        sąsiadach albo co.
        Tak wielu wśród Was oceniających....
        Ale ja naprawdę nie chcę ubijać tych biednych zwierzaków, sąsiedzi
        pewnie też nic nie zrobią, a więc...jeśli bylibyście tak
        uprzejmi....lepiej mieć kotkę czy kotka? Czy jedno i drugie
        skutecznie przegoni wielkie dobrze odżywione sąsiedzkie kocury? :)
        • umberto_14 i jeszcze... 20.12.08, 23:04
          przepraszam ale w kociej kupie się dziecko brudziło?, bo chyba o
          kupach tu raczej wywody. no ale nadązyć to ja za wszystkimi nie
          mogę - jedni żeby dziecka do pracy nie zmuszać drudzy żeby się w
          kupie unurzać...:)
          moja rzeczywistość jest jednak bliższa unurzania się - dziecko
          uwielbia pracować (czytaj: bawić się) w ogrodzie i z mamą bardzo
          chętnie w ziemi grzebie:) w sumie to wesoło tu u Was ale doradźcie,
          please, jakiego kota - ją czy jego.
          • surmia o kupach 21.12.08, 18:26
            umberto_14 napisała:

            > przepraszam ale w kociej kupie się dziecko brudziło?, bo chyba o
            > kupach tu raczej wywody

            Może gdzieś i kupę znalazło...ogród mam duży, łaziło gdzie chciało. Psią na
            pewno znalazło parę razy. Raczej nie miało zapędów gastronomicznych w związku z
            tymi kupami. Instynkt dziecka wychowanego w przyrodzie i ze zwierzętami?
            Dokąd nie chodziło, starałam się po prostu kłaść kocyk w najmniej "zakupione"
            miejsce w ogrodzie, co nie było trudne, bo psy także lubią załatwiać się w miarę
            w jednym miejscu. Poza tym takie małe nie było puszczane samopas. Nigdy.
            Jak podrosło, po prostu tłumaczyłam co to i dlaczego jest bee. U mnie działało.
            Choć okazji do zatruć paskudztwami, które opisywałaś miało mnóstwo, naprawdę
            jest zdrowsze, niż niejedno dziecko wychowane w sterylnych warunkach.

            Koty z zasady taki towar zakopują. Na trawie też się nie załatwiają raczej. Może
            ty masz malutki ogródek, a tych kotów faktycznie tabuny i nie zakopują, bo tłok
            taki. Z opisu wynika, że gdzie staniesz tam kupa...Faktycznie jakaś trauma.

            Jeśli chciałabyś mieć kota, do pilnowania ogrodu to wszystko jedno, czy kotek
            czy kotka. Tylko że, jeśli nie do końca lubisz koty to po co ci to?
            • szadoka Re: o kupach 02.01.09, 12:24
              to moje tranzytowce mocno kulturalne sa ( ma 4 tranzytowe). Mam
              takie jedno miejsce pod gesta sosna, gdzie latem moj osobisty tygrys
              sie zalatwia i te przechodnie(caly rok). Nie zauwazylam, zeby smrod
              byl od tego jakis specjalny.
              A co do malych dzieci... coz, po cos chyba maja rodzicow, ktorzy
              powinni wytlumaczyc co wolno a czego nie. Moje tam zapedow do kocich
              czy psich kup nie mialo...
    • wilczyca1951 Re: Koty w ogrodzie 20.12.08, 18:36
      Pogięło Was z tymi kotami, czy co? Zaraz tam wpadnę i zrobię taki porządek,że
      tylko kłaki będą lecieć. Wrrrr. A zając jakiś się nie zaplątał??? Deerzet lubi
      pasztety to pewno wyłapał.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka