henryk-sikora
21.06.10, 08:01
WYBORY ZA GRANICĄ: Łatwo sie głosuje i urządza komuś życie nie
ponosząc żadnych tego konsekwencji. Sam mieszkałem 20 lat za granicą
i jedyny raz kiedy wziąłem aktywny udział w kampanii wyborczej i
głosowałem to był 1989 rok, gdy chodziło o suwerenność Polski i
wolność. W latach 90-tych nie przyszło mi do głowy, aby urządzać
życie rodakom w kraju, gdyż skutki tych wyborów mnie nie dotyczyły.
Ludzie traktują wybory jako taki sobie plebiscyt wyrażenia swoich
sympatii politycznych. Ja uczestnicząc w wyborach mam przekonanie do
tego aktu politycznego tak jakbym to ja decydował o wyborze
prezydenta, czy parlamentu. Polonusy posiadają w zdecydowanej
większość obywatelstwo kraju osiedlenia i wybierają sobie władze w
tych krajach i ponoszą tego wyboru konsekwencje. Biorąc udział w
wyborach do władz w Polsce nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za
ten najważniejszy akt polityczny jakim dysponuje każdy obywatel.
Dlatego uważam taką postawę, udział polonusów w wyborach, za
niemoralną i należy zmienić ordynacje w tym zakresie!!! TE GŁOSY
MOGĄ WAŻYĆ I JA SIĘ NA TO NIE ZGADZAM, ABY LUDZIE KTÓRZY NIE
MIESZKAJĄ W POLSCE DECYDOWALI O MOIM LOSIE!!!