loppe
24.06.10, 17:15
To co przewijało się najczęściej w różnych opiniach, to niezbyt
fortunna wypowiedź ministra finansów Jacka Rostowskiego, który dał
do zrozumienia, iż głównym hamulcowym dla procesu reform w Polsce
byłaby wygrana Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Tym
samym automatycznie przesunął akcenty rynkowe w kierunku niepewności
związanej z 4 lipca. W obliczu, kiedy inwestorzy stają się coraz
bardziej wyczuleni na hasła o konieczności reform, a przedstawiciele
agencji ratingowych (Moody's i Fitch) niejako dają do zrozumienia,
iż takie działania są niezbędne, te słowa wydają się tylko
niepotrzebnie pogarszać i tak już napiętą sytuację. W efekcie po
południu euro było warte blisko 4,11 zł, a dolar 3,34 zł."