Forum Sport Sport
ZMIEŃ

      5 lat więzienia za nawoływanie do zabójstwa Bla...

    25.06.10, 08:09
    Cud ze lewactwo odwazylo sie skazac muslima. Szkoda, ze tylko na 5 lat. Za te pare latek wyjdzie, a wtedy dopiero bedzie mial piane na ryju i posluch wsrod muslimskich zakutych fanatycznych lbow. Powinno sie go trwale izolowac albo wyexportowac na pustynie.
      • szopenus.x Szok!! 25.06.10, 08:27
        "Sąd oczyścił go jednak z dwóch głównych zarzutów, a więc: zabójstwa dwóch
        premierów."

        To oni nie żyją? Dlaczego gazeta nie pisała o ich śmierci?????
      • tomekk46 Re: 5 lat więzienia za nawoływanie do zabójstwa B 25.06.10, 09:00
        a za krwawa niedziela ci co strzelali do irlandczykow podostawali medale od
        krolowej...
      • najlepszeblogi 5 lat więzienia za nawoływanie do zabójstwa Bla... 25.06.10, 09:21
        Ale mają zamordyzm. Ledwo ktoś coś powie i już do więzienia. U nas
        byle kto nie zajmuje się takimi rzeczami - tylko najwyższa klasa
        polityczna. Palikot mówi, że zabiją i wypatroszą, Komorowski żałuje
        że nie trafili z 30 metrów...

        kalendarzswieta.blox.pl
      • odzim22 Muzułmanin skazany? 25.06.10, 09:27
        Znając ekstrema politycznej poprawności panującej w WB, nie uwierzę
        dopóki nie zobaczę na własne oczy.
        • tomekk46 Re: Muzułmanin skazany? 25.06.10, 09:30
          jaka poprawnosc polityczne,anglicy to banda nacjonalistow tylko ze muzulmanow
          sie boja to dlatego sie tak z nimi obchodza
          • odzim22 Re: Muzułmanin skazany? 25.06.10, 17:48
            Chyba krytonacjonaliści. Nic nie powiedzą nawet jak im paki narobi
            na flagę z Krzyżem Jerzego, co najwyżej sobie pobluzgają pod nosem.
      • bumcykcykhopsiup Re: 5 lat więzienia za nawoływanie do zabójstwa B 25.06.10, 09:32
        jakby prawactwo przy kazdej nadarzajacej sie okazji nie wyszczekalo
        swojej milosci do muslimow i lewactwa, to bylby lepszy cud niz w
        fatimie.
        • pamejudd Jakby jakis lewak oralnego baka nie puscil... 25.06.10, 09:58
          ...to by kazdy inny cud przebilo.
      • leon9910 5 lat więzienia za nawoływanie do zabójstwa Bla... 25.06.10, 12:42
        Ciekaw jestem czy prokuratura zajmie się palikotem,który mówi że zabije
        kaczyńskiego a skóre wypcha i sprzeda na aukcji???
      • bartek_kozlov Niestety, ale to łamanie wolności słowa 25.06.10, 17:31
        A ja – na wstępie swego komentarza – zadam głupie (chyba) na pozór
        pytanie: czy nawoływanie do zabicia byłych premierów jest rzeczą
        niebezpieczną? Zdroworozsądkowa odpowiedź na to pytanie jest taka,
        że oczywiście tak: stwierdzenie, że byli szefowie brytyjskich rządów
        powinny stać się celem islamskich „męczenników” jest czymś bardzo
        zapewne niebezpiecznym, jeśli porównuje się je z takimi,
        przykładowo, stwierdzeniami, że niebo jest niebieskie, a trawa
        zielona, czy nawet stwierdzeniem, że jakaś grupa osób ma
        skandalicznie niskie dochody i ciężko się jej żyje.
        Prawdziwe pytanie, jakie warto zadać w kontekście informacji o
        skazaniu Ishaq’a Kanmi’ego za nawoływanie do zabójstwa brytyjskich
        premierów jest jednak takie, czy stwierdzenie nawołujące do
        popełnienia przestępstwa jest na pewno czymś bardziej niebezpiecznym
        od stwierdzenia, które do przestępstwa nie nawołuje – w tym akurat
        przypadku mam na myśli stwierdzenia tego np. rodzaju, że byli
        brytyjscy premierzy są jednymi z największych na świecie wrogów
        islamu, że to z ich winy w Iraku i Afganistanie zginęły setki
        tysięcy muzułmanów, i że to przez nich właśnie muzułmanie cierpią i
        są dyskryminowani i prześladowani w kraju, w którym premierzy ci
        sprawowali władzę. Otóż, sądzę że odpowiedź na takie pytanie w
        najlepszym wypadku wcale nie jest oczywista. Osobiście skłaniam się
        do przypuszczenia, że publikowanie i wpływ na czytelników – wśród
        których znajdują się przecież osoby o bardzo różnej psychice –
        takich stwierdzeń prędzej może przyczynić się do tego, że ktoś
        chwyci za broń, niż może mieć to miejsce w przypadku stwierdzeń w
        sposób jasny wyrażających myśl, że brytyjscy premierzy powinni
        zostać zabici. Jaka jest prawdziwa odpowiedź na takie pytanie nikt,
        jak sądzę, nie wie.
        Nie znając – bo prawdopodobnie nie mogąc znać – odpowiedzi na
        pytanie, czy stwierdzenie, że byłych brytyjskich premierów należy
        zabić jest czymś bardziej niebezpiecznym od stwierdzenia, że
        premierzy ci odpowiadają (w opinii tak wypowiadających się) za
        wielkie zło bez większych możliwości można powiedzieć, że ten drugi
        rodzaj stwierdzeń nie jest bynajmniej czymś bezpiecznym, w tym
        sensie, że nie może się on w żaden sposób przyczynić do popełnienia
        przestępstwa. Przede wszystkim, polityczni zabójcy i terroryści – i
        w ogóle ludzie stosujący przemoc z motywów politycznych czy
        ideologicznych działają w wyniku pewnych przekonań, których dopiero
        dalszym następstwem może być (i czasami bywa) wniosek, że należy
        popełnić przestępstwo. Niektórzy tzw. obrońcy życia poczętego
        podpalają kliniki aborcyjne i mordują lekarzy dokonujących aborcji w
        wyniku przekonania, że przerywanie ciąży jest pod względem moralnym
        czymś równoznacznym ze zwykłym morderstwem, anty – czy jak się teraz
        częściej mówi – alterglobaliści przy okazji zjazdów gremiów typu
        Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy Światowa
        Organizacja Handlu urządzają uliczne rozruchy w następstwie
        przekonania, że gremia te odpowiedzialne są za niszczenie
        środowiska, bezrobocie, wyzysk pracowników i generalną nędzę
        panującą w krajach III świata, skrajni członkowie ruchu na rzecz
        praw zwierząt podpalają ciężarówki do przewozu zwierząt rzeźnych i
        laboratoria, gdzie dokonuje się eksperymentów na zwierzętach w
        wyniku przejęcia się losem wykorzystywanych w doświadczeniach czy po
        prostu zabijanych dla ludzkiej konsumpcji zwierząt i przekonania, że
        mierzenie inną miarą cierpienia człowieka i cierpienia zwierzęcia
        jest niczym nieuzasadnionym i niedopuszczalnym moralnie „szowinizmem
        gatunkowym”, oponenci – powiedzmy – eksperymentów genetycznych,
        energii nuklearnej czy nanotechonologii – dopuszczają się
        przestępstw typu podpalenia laboratoriów, niszczenie plantacji
        genetycznie zmodyfikowanych roślin, czy prób wykolejania pociągów
        wiozących paliwo do elektrowni atomowej w wyniku przekonania, że
        nanotechnologia, manipulacje genetyczne, czy wykorzystywanie energii
        nuklearnej jest czymś wyjątkowo groźnym dla ludzkiego życia lub
        zdrowia bądź środowiska naturalnego. To, że na kształtowanie się
        takich przekonań – a więc, w sposób bardziej pośredni – na
        motywowane nimi czyny – mają wpływ przekazy ze strony innych ludzi –
        w postaci filmów, książek, artykułów prasowych, tekstów w Internecie
        i najrozmaitszych form ludzkiej ekspresji – jest rzeczą oczywistą –
        nikt przecież z takimi przekonaniami się nie rodzi i jasne jest
        chyba, że nie biorą się one z powietrza. Oczywiście – przekonania
        takie, jak wspomniane powyżej nie muszą w każdym indywidualnym
        przypadku prowadzić do popełniania przestępstw – sądzę, że
        olbrzymiej większości przypadków nie mają one takiego skutku. Ale
        sądzę też – że funkcjonowanie takich (choć oczywiście nie tylko
        takich) przekonań, za którymi idą często gwałtowne emocje, zwiększa
        prawdopodobieństwo takich zachowań, o jakich była mowa powyżej. Czy
        zamieszki towarzyszące obradom np. MFW, WTO, czy Banku Światowego
        zdarzałyby się w świecie, w którym nikt nie oskarżałby tych
        instytucji o takie czy inne nieszczęścia rodzaju ludzkiego i naszego
        globu? Czy przestępstwa przeciwników aborcji, obrońców praw
        zwierząt, oponentów eksperymentów genetycznych i przeciwników
        energii nuklearnej itp. miałyby miejsce w świecie, w którym nikt nie
        wygłaszałby i nie uzasadniał twierdzeń, że takie rzeczy, jak
        przerywanie ciąży, zabijanie zwierząt, czy eksperymenty genetyczne
        bądź wykorzystywanie energii atomowej są czymś albo skrajnie
        nagannym moralnie, albo groźnym dla człowieka i innych żyjących na
        naszej planecie gatunków? Pytanie takie wydają się kompletnie
        retoryczne – odpowiedź na nie, przynajmniej na poziomie bardzo
        ogólnikowym, jest jasna.
        Inaczej mówiąc, o wielu wypowiedziach można byłoby powiedzieć, że są
        one jakoś tam potencjalnie niebezpieczne – w tym sensie, że mogą
        pośrednio przyczyniać się do zachowań, które wyrządzają ludziom
        konkretną krzywdę i których prawo nie powinno tolerować (i słusznie
        nie toleruje). Dlaczego więc wyróżniać prawnie i karać za pewne
        rodzaje potencjalnie niebezpiecznych wypowiedzi – takie, jak
        wypowiedzi nawołujące do popełnienia przestępstwa (czy pochwalające
        przestępstwo, albo głoszące nienawiść na tle np. różnic rasowych)? W
        przypadku akurat tych wypowiedzi, których treścią jest nawoływanie
        do popełnienia przestępstwa łatwo przychodzi na myśl odpowiedź, że
        tym, co usprawiedliwia ich odmienne traktowanie jest fakt, że
        wypowiedzi takie są wyrazem intencji doprowadzenia do złamania prawa
        i (z reguły) wyrządzenia komuś krzywdy. Ta akurat cecha wypowiedzi
        mających charakter nawoływania do popełnienia przestępstwa (a w
        mniejszym stopniu wypowiedzi pochwalających działalność przestępczą)
        czyni takie wypowiedzi czymś bardziej obiekcjonalnym moralnie od
        innych rodzajów ekspresji. Ale w społeczeństwie szanującym ludzką
        wolność fakt czysto moralnego potępienia jakichś zachowań czy
        wypowiedzi nie jest – a w każdym bądź razie nie powinien być –
        traktowany jako dostateczny powód do tego, by takie zachowania lub
        wypowiedzi stały się przedmiotem represji. Prawo – chciałbym również
        zauważyć – nie przewiduje też kar za same tylko złe myśli czy
        zamiary, dopóki zamiary te nie przekształcą się czyny.
        Nawoływanie do popełnienia przestępstwa nie jest, rzecz jasna, tylko
        myślą, czy marzeniem o tym, by przestępstwo zostało popełnione. Jest
        to zachowanie objawiające się dla obserwatorów z zewnątrz (w postaci
        czytelników, widzów czy słuchaczy) i jako takie potencjalnie mogące
        być przedmiotem prawnych regulacji i zakazów (w tym sensie, że nie
        można powiedzieć, że zachowania takiego nie można próbować prawnie
        regulować, tak, jak – póki co – nie d
      • bartek_kozlov Niestety - ale to łamanie wolności słowa 25.06.10, 17:33
        takiego czy innego postępowania przedstawicieli świata prawniczego,
        kto inny znowu może np. straszyć ludzi katastrofalnymi skutkami
        jakiejś inwestycji licząc na to, że wśród jego odbiorców znajdą się
        tacy, którzy w następstwie wzbudzonych pod wpływem jego wypowiedzi
        emocji i przekonań posuną się do działań fizycznie zmierzających do
        pokrzyżowania tej inwestycji. Prawda jest taka, że stwierdzenie,
        jaki zamiar krył się za jakąś wypowiedzią w wielu przypadkach może
        być trudne. Jesteśmy zazwyczaj skłonni przypisywać najlepsze
        intencje tym, z którymi się zgadzamy i najgorsze tym, których
        poglądy budzą naszą obawę czy sprzeciw.
        Jeśli ani stwarzane niebezpieczeństwo, ani (w niektórych
        przynajmniej przypadkach) zła intencja nie są czymś, co w sposób
        jasny wyróżnia wypowiedzi nawołujące do popełniania przestępstw
        spośród wszystkich innych wypowiedzi, to czy jest jakiś zasadniczy
        powód do tego, by karać za takie wypowiedzi, skoro nie karze się za
        pozostałe (a w każdym razie – za większość z nich), które też w
        końcu mogą być potencjalnie niebezpieczne? Wydaje się jasne, że
        powodu takiego nie ma – a więc wypowiedzi mające charakter
        nawoływania do popełnienia przestępstwa nie powinny być karalne na
        takiej tylko podstawie, że mają one taką a nie inną treść.
        Nie znaczy to bynajmniej, że wypowiedzi nawołujące do popełnienia
        przestępstwa powinny być bezkarne w jakiejkolwiek sytuacji. Nie
        ulega wątpliwości, że w pewnych sytuacjach niebezpieczeństwo
        wywoływane przez takie wypowiedzi nie jest czymś jedynie
        potencjalnym i hipotetycznym, ale bardzo realnym i bezpośrednim.
        Słowa – jak stwierdził niegdyś pewien amerykański sędzia - mogą być
        nie tylko kluczem perswazji (fakt, że słowa mogą odgrywać taką rolę
        nie jest powodem do tego, by karać za nie – nawet, jeśli następstwem
        tych przekonań było dokonanie czynu zakazanego prawem), ale także
        czynnikiem bezpośrednio wywołującym działanie (trigger of action –
        cynglem akcji, jak wyraził się ów sędzia).
        Jakie jednak wypowiedzi mające charakter nawoływania do popełnienia
        przestępstwa powinny znajdować się poza granicą prawnej tolerancji?
        Otóż, myślę że przede wszystkim te, które mają miejsce w takich
        sytuacjach, w których dla części przynajmniej ich odbiorców nie jest
        realną opcją spokojne zastanowienie się nad ich treścią. Chodzi o
        sytuacje, w których działa czynnik w postaci psychologii tłumu, o
        sytuacje, w których droga od słów do czynów przebiega na skróty – z
        pominięciem procesów refleksji i spokojnego (co nie znaczy, że
        całkiem wolnego od emocji – jako ludzie nie jesteśmy przecież w
        stanie się ich pozbyć), racjonalnego myślenia. Mogą to też być
        sytuacje, w których autor wypowiedzi ma tak wielką władzę nad
        odbiorcami, że nie można liczyć na to, że jego odbiorcy, podejmując
        decyzję co do swojego działania, będą kierować się własnym rozumem
        (na który przekazy ze strony innych osób, w tym te nawołujące do
        popełnienia przestępstwa, mogą oddziaływać co najwyżej w sposób
        pośredni): tu akurat miałbym na myśli nawoływanie do popełnienia
        przestępstwa ze strony np. charyzmatycznych przywódców sekt
        religijnych, których członkowie poddani są tak daleko idącej
        psychomanipulacji, że stanowią posłuszne narzędzie w rękach swych
        liderów.
        W dużej jednak większości przypadków wypowiedzi mające charakter
        nawoływania do popełnienia przestępstwa ani nie mają miejsca przed
        rozwścieczonym tłumem – gdzie skuteczna polemika z nimi jest
        zazwyczaj niemożliwa – ani nie padają z ust osób mających tak
        potężną (choć często zupełnie nieformalną) władzę nad innymi ludźmi,
        że ci inni – np. ze strachu przed wykluczeniem z grupy – mogą czuć
        się zmuszeni do postępowania tak, jak osoby takie im każą. To
        prawda, że wypowiedzi nawołujące do popełnienia przestępstwa i nie
        mające miejsca w tego rodzaju sytuacjach nie są czymś
        całkiem „bezpiecznym” – można w sposób rozsądny twierdzić (choć
        udowodnić byłoby co najmniej trudno, że każda publiczna, mogąca
        trafić do nieograniczonego kręgu odbiorców wypowiedź nawołująca do
        popełnienia przestępstwa zwiększa przynajmniej nieco ryzyko, że do
        przestępstwa faktycznie dojdzie. Tyle tylko, że to samo można
        powiedzieć o wielu wypowiedziach, które do przestępstwa nie
        nawołują. Jak pisał sędzia Sądu Najwyższego USA Louis
        Brandeis „każda denuncjacja obowiązującego prawa zmierza w pewnej
        mierze do wzrostu prawdopodobieństwa, że dojdzie do jego złamania”.
        Jego kolega, Oliver Wendell Holmes, odpowiadając na zarzut, że
        broszura propagująca obalenie kapitalizmu drogą masowych strajków i
        kończąca się wezwaniem „międzynarodówka komunistyczna wzywa
        proletariat świata do ostatecznej walki!” stanowił nie opinię, lecz
        podżeganie do działalności przestępczej stwierdził, że „każda idea
        jest podżeganiem”. Gdybyśmy zakazali wygłaszania i publikowania
        wszelkich treści, które w jakiś pośredni sposób mogą przyczynić się
        do czegoś złego, musielibyśmy w praktyce zlikwidować wolność słowa.
        Ci, którzy chcą karać za wypowiedzi mające charakter nawoływania do
        popełnienia przestępstwa nie chcą oczywiście jakiejś totalnej
        likwidacji wolności słowa – są oni zapewne przekonani o tym, że
        takie akurat ograniczenie wolności ekspresji jest konieczne dla
        zapobiegania przestępczej działalności. Tyle tylko, że – jak
        wspomniałem powyżej – nie tylko wypowiedzi propagujące wprost
        przestępczą działalność mogą mieć katastrofalne czasem skutki.
        Odnośnie sprawy Ishaq’a Kanni’ego: jest rzeczą jak najbardziej
        wyobrażalną, że lektura wpisów wzywających „muzułmańskich
        męczenników” do zabicia byłych brytyjskich premierów mogłaby skłonić
        kogoś do podjęcia faktycznej próby ich zabicia. Tyle tylko, że do
        takiej samej próby mogłaby skłonić kogoś lektura bądź nasłuchanie
        się treści przedstawiających owych premierów jako wrogów islamu i
        sprawców cierpień muzułmanów zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w
        innych krajach świata. Niewątpliwy fakt, że ten pierwszy rodzaj
        wypowiedzi jest dla większości ludzi czymś bardziej szokującym, niż
        drugi nie powinien przesądzać o tym, że ten pierwszy powinien być
        traktowany jako przestępstwo – przede wszystkim , istotą (częściową)
        wolności słowa jest nie karanie za przedstawianie jakichś treści z
        tego powodu, że treści te mogą zaszokować czy oburzyć niektóre
        osoby.
        Tak więc, skazując Ishaq’a Kanmi’ego na 5 lat więzienia i generalnie
        rzecz biorąc traktując nawoływanie do popełnienia przestępstwa jako
        przestępstwo niezależnie od okoliczności, w jakich nawoływanie to ma
        miejsce Wielka Brytania naruszyła – i generalnie rzecz biorąc –
        narusza zasadę wolności słowa w stopniu większym, niż jest to
        konieczne w społeczeństwie ludzi wolnych (bo zgoda, że pewne zakazy
        wypowiedzi mogą być uzasadnione). Niewątpliwie, to co Kanmi napisał
        na stronie internetowej nie zasługiwało na aprobatę – moralne
        potępienie dla jego słów powinno być bezwzględne. Moralne potępienie
        to jednak jeszcze nie dostateczny powód, by wsadzać kogoś do
        więzienia. Odpowiedzią na słowa Kanmiego – jeśli słowa te kierowane
        były do muzułmanów – powinien być nie proces i zamknięcie w
        więzieniu, ale np. zacytowanie tego fragmentu Koranu, który mówi, że
        ten, kto zabija jednego człowieka, robi tak, jakby zabił całą
        ludzkość. Oczywiście – przytoczenie takiego przykładowo tekstu nie
        jest jakąś cudowną metodą na zapobieżenie przemocy, ale karanie za
        wypowiedź nawołującą do popełnienia przestępstwa – która w tym
        akurat przypadku do żadnego przestępstwa się nie przyczyniła i
        wątpliwe jest, by miała istotną szansę się do niego przyczynić – też
        taką metodą nie jest. Można wręcz twierdzić, że może mieć skutki
        odwrotne od zamierzonych. Nie ma w takim wy
      • bartek_kozlov Niestety ale to łamanie wolności słowa 25.06.10, 17:35
        wypadku ryzyka, że ci, którzy czują jakąś solidarność i sympatię z
        oskarżonym poczują się prześladowani i traktowani jako obywatele
        drugiej kategorii – i że zrodzona z takich emocji chęć odwetu
        popchnie ich do przestępczych działań? Nie ma ryzyka, że publiczny i
        nagłośniony przez media proces spopularyzuje kogoś takiego, jak
        Kanmi, zrobi z niego w pewnych kręgach męczennika (ze skutkiem
        wspomnianym powyżej) i spowoduje to, że jego poglądy rozpowszechnią
        się znacznie bardziej, niż wówczas, gdyby były tylko prezentowane na
        jakiejś mało znanej stronie internetowej? Trudno jest mi oczywiście
        powiedzieć, jak takie właśnie ryzyko jest duże, ale pewien jestem,
        że myśląc o zasadności karania za stwierdzenia tego rodzaju, co te,
        które opublikował Kanmi, warto wziąć je pod uwagę.
        Tak czy owak, uważam, że karanie nawet tylko za nawoływanie do
        popełnienia przestępstwa – o ile nie jest ograniczone pewnymi
        zasadami – takimi np. że nawoływanie takie jest karalne tylko
        wówczas, jeśli ma miejsce w takiej sytuacji, że powoduje to
        bezpośrednie i wyraźne niebezpieczeństwo, że przestępstwo pod
        wpływem nawoływania faktycznie zostanie popełnione (a chyba jeszcze
        lepiej przez zasadę, że nawoływania takie karalne jest tylko wtedy,
        gdy bezpośrednio prowadzi do co najmniej próby dokonania czynu tego
        rodzaju lub podobnego do tego, do którego nawoływano) stanowi
        precedens potencjalnie zagrażający wolności słowa. „Wiele wypowiedzi
        jest niebezpiecznych – pisał w jednym z wydanych przez siebie
        orzeczeń (dotyczącym pornografii) pewien amerykański sędzia -
        Chemików, których prace mogą pomóc komuś w zbudowaniu bomby,
        politycznych teoretyków, których rozprawy mogą zapoczątkować ruchy
        polityczne prowadzące do zamieszek, mówców, których idee przyciągają
        gwałtowne protesty, wszystkie te i inne zostawiają straty poza sobą.
        Jeśli remedium (przeciwko szkodom, do jakich mogą prowadzić
        wypowiedzi) nie byłoby bardzo ściśle ograniczone, mogłoby ono być
        czymś bardziej niebezpiecznym dla wolności słowa, niż wszelkie
        wyroki za zniesławienie, jakie kiedykolwiek zapadły”. Nikt – a w
        każdym razie prawie nikt – w krajach zachodnich nie chce totalnej
        cenzury. Ale jeśli wiele wypowiedzi jest niebezpiecznych – jak
        stwierdził cytowany powyżej sędzia Frank Easterbrook – to dlaczego
        karać tylko za niektóre? Natura możliwych związków między słowami
        jednych osób, a czynami innych jest taka, że łatwo może tu zadziałać
        mechanizm równi pochyłej. Najpierw zabroni się „tylko” nawoływania
        do popełnia przestępstwa, potem rozszerzy się to na „gloryfikowanie
        przestępstwa” (taka kategoria czynów karalnych pojawiła się niedawno
        w ustawodawstwie brytyjskim), jeszcze później rozszerzy się to na
        wygłaszanie jakichś bardziej ogólnikowych opinii pod pretekstem, że
        opinie takie mogą prowadzić do popełnienia przestępstwa. Ponieważ
        trudno jest w sensowny sposób wyznaczyć granicę
        między „bezpiecznymi” i „niebezpiecznymi” wypowiedziami, ostatecznym
        efektem takiego procesu może być totalna cenzura. Aby wykluczyć
        możliwość takiego końca, należy wpierw unikać jego początku – w
        postaci karania nawet za te wypowiedzi, których treścią jest
        nawoływanie do popełnienia przestępstwa.
        P.S. W związku z treścią komentarza zapraszam na moją stronę, gdzie
        szereg razy wypowiadałem się na podobne tematy – zob.
        b.kozlov1.webpark.pl/main.htm

      • bartek_kozlov Niestety, to łamanie wolności słowa 25.06.10, 17:41
        Umieszczam jeszcze raz swój komentarz w związku z jakąś pomyłką:

        A ja – na wstępie swego komentarza – zadam głupie (chyba) na pozór
        pytanie: czy nawoływanie do zabicia byłych premierów jest rzeczą
        niebezpieczną? Zdroworozsądkowa odpowiedź na to pytanie jest taka,
        że oczywiście tak: stwierdzenie, że byli szefowie brytyjskich rządów
        powinny stać się celem islamskich „męczenników” jest czymś bardzo
        zapewne niebezpiecznym, jeśli porównuje się je z takimi,
        przykładowo, stwierdzeniami, że niebo jest niebieskie, a trawa
        zielona, czy nawet stwierdzeniem, że jakaś grupa osób ma
        skandalicznie niskie dochody i ciężko się jej żyje.
        Prawdziwe pytanie, jakie warto zadać w kontekście informacji o
        skazaniu Ishaq’a Kanmi’ego za nawoływanie do zabójstwa brytyjskich
        premierów jest jednak takie, czy stwierdzenie nawołujące do
        popełnienia przestępstwa jest na pewno czymś bardziej niebezpiecznym
        od stwierdzenia, które do przestępstwa nie nawołuje – w tym akurat
        przypadku mam na myśli stwierdzenia tego np. rodzaju, że byli
        brytyjscy premierzy są jednymi z największych na świecie wrogów
        islamu, że to z ich winy w Iraku i Afganistanie zginęły setki
        tysięcy muzułmanów, i że to przez nich właśnie muzułmanie cierpią i
        są dyskryminowani i prześladowani w kraju, w którym premierzy ci
        sprawowali władzę. Otóż, sądzę że odpowiedź na takie pytanie w
        najlepszym wypadku wcale nie jest oczywista. Osobiście skłaniam się
        do przypuszczenia, że publikowanie i wpływ na czytelników – wśród
        których znajdują się przecież osoby o bardzo różnej psychice –
        takich stwierdzeń prędzej może przyczynić się do tego, że ktoś
        chwyci za broń, niż może mieć to miejsce w przypadku stwierdzeń w
        sposób jasny wyrażających myśl, że brytyjscy premierzy powinni
        zostać zabici. Jaka jest prawdziwa odpowiedź na takie pytanie nikt,
        jak sądzę, nie wie.
        Nie znając – bo prawdopodobnie nie mogąc znać – odpowiedzi na
        pytanie, czy stwierdzenie, że byłych brytyjskich premierów należy
        zabić jest czymś bardziej niebezpiecznym od stwierdzenia, że
        premierzy ci odpowiadają (w opinii tak wypowiadających się) za
        wielkie zło bez większych możliwości można powiedzieć, że ten drugi
        rodzaj stwierdzeń nie jest bynajmniej czymś bezpiecznym, w tym
        sensie, że nie może się on w żaden sposób przyczynić do popełnienia
        przestępstwa. Przede wszystkim, polityczni zabójcy i terroryści – i
        w ogóle ludzie stosujący przemoc z motywów politycznych czy
        ideologicznych działają w wyniku pewnych przekonań, których dopiero
        dalszym następstwem może być (i czasami bywa) wniosek, że należy
        popełnić przestępstwo. Niektórzy tzw. obrońcy życia poczętego
        podpalają kliniki aborcyjne i mordują lekarzy dokonujących aborcji w
        wyniku przekonania, że przerywanie ciąży jest pod względem moralnym
        czymś równoznacznym ze zwykłym morderstwem, anty – czy jak się teraz
        częściej mówi – alterglobaliści przy okazji zjazdów gremiów typu
        Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy Światowa
        Organizacja Handlu urządzają uliczne rozruchy w następstwie
        przekonania, że gremia te odpowiedzialne są za niszczenie
        środowiska, bezrobocie, wyzysk pracowników i generalną nędzę
        panującą w krajach III świata, skrajni członkowie ruchu na rzecz
        praw zwierząt podpalają ciężarówki do przewozu zwierząt rzeźnych i
        laboratoria, gdzie dokonuje się eksperymentów na zwierzętach w
        wyniku przejęcia się losem wykorzystywanych w doświadczeniach czy po
        prostu zabijanych dla ludzkiej konsumpcji zwierząt i przekonania, że
        mierzenie inną miarą cierpienia człowieka i cierpienia zwierzęcia
        jest niczym nieuzasadnionym i niedopuszczalnym moralnie „szowinizmem
        gatunkowym”, oponenci – powiedzmy – eksperymentów genetycznych,
        energii nuklearnej czy nanotechonologii – dopuszczają się
        przestępstw typu podpalenia laboratoriów, niszczenie plantacji
        genetycznie zmodyfikowanych roślin, czy prób wykolejania pociągów
        wiozących paliwo do elektrowni atomowej w wyniku przekonania, że
        nanotechnologia, manipulacje genetyczne, czy wykorzystywanie energii
        nuklearnej jest czymś wyjątkowo groźnym dla ludzkiego życia lub
        zdrowia bądź środowiska naturalnego. To, że na kształtowanie się
        takich przekonań – a więc, w sposób bardziej pośredni – na
        motywowane nimi czyny – mają wpływ przekazy ze strony innych ludzi –
        w postaci filmów, książek, artykułów prasowych, tekstów w Internecie
        i najrozmaitszych form ludzkiej ekspresji – jest rzeczą oczywistą –
        nikt przecież z takimi przekonaniami się nie rodzi i jasne jest
        chyba, że nie biorą się one z powietrza. Oczywiście – przekonania
        takie, jak wspomniane powyżej nie muszą w każdym indywidualnym
        przypadku prowadzić do popełniania przestępstw – sądzę, że
        olbrzymiej większości przypadków nie mają one takiego skutku. Ale
        sądzę też – że funkcjonowanie takich (choć oczywiście nie tylko
        takich) przekonań, za którymi idą często gwałtowne emocje, zwiększa
        prawdopodobieństwo takich zachowań, o jakich była mowa powyżej. Czy
        zamieszki towarzyszące obradom np. MFW, WTO, czy Banku Światowego
        zdarzałyby się w świecie, w którym nikt nie oskarżałby tych
        instytucji o takie czy inne nieszczęścia rodzaju ludzkiego i naszego
        globu? Czy przestępstwa przeciwników aborcji, obrońców praw
        zwierząt, oponentów eksperymentów genetycznych i przeciwników
        energii nuklearnej itp. miałyby miejsce w świecie, w którym nikt nie
        wygłaszałby i nie uzasadniał twierdzeń, że takie rzeczy, jak
        przerywanie ciąży, zabijanie zwierząt, czy eksperymenty genetyczne
        bądź wykorzystywanie energii atomowej są czymś albo skrajnie
        nagannym moralnie, albo groźnym dla człowieka i innych żyjących na
        naszej planecie gatunków? Pytanie takie wydają się kompletnie
        retoryczne – odpowiedź na nie, przynajmniej na poziomie bardzo
        ogólnikowym, jest jasna.
        Inaczej mówiąc, o wielu wypowiedziach można byłoby powiedzieć, że są
        one jakoś tam potencjalnie niebezpieczne – w tym sensie, że mogą
        pośrednio przyczyniać się do zachowań, które wyrządzają ludziom
        konkretną krzywdę i których prawo nie powinno tolerować (i słusznie
        nie toleruje). Dlaczego więc wyróżniać prawnie i karać za pewne
        rodzaje potencjalnie niebezpiecznych wypowiedzi – takie, jak
        wypowiedzi nawołujące do popełnienia przestępstwa (czy pochwalające
        przestępstwo, albo głoszące nienawiść na tle np. różnic rasowych)? W
        przypadku akurat tych wypowiedzi, których treścią jest nawoływanie
        do popełnienia przestępstwa łatwo przychodzi na myśl odpowiedź, że
        tym, co usprawiedliwia ich odmienne traktowanie jest fakt, że
        wypowiedzi takie są wyrazem intencji doprowadzenia do złamania prawa
        i (z reguły) wyrządzenia komuś krzywdy. Ta akurat cecha wypowiedzi
        mających charakter nawoływania do popełnienia przestępstwa (a w
        mniejszym stopniu wypowiedzi pochwalających działalność przestępczą)
        czyni takie wypowiedzi czymś bardziej obiekcjonalnym moralnie od
        innych rodzajów ekspresji. Ale w społeczeństwie szanującym ludzką
        wolność fakt czysto moralnego potępienia jakichś zachowań czy
        wypowiedzi nie jest – a w każdym bądź razie nie powinien być –
        traktowany jako dostateczny powód do tego, by takie zachowania lub
        wypowiedzi stały się przedmiotem represji. Prawo – chciałbym również
        zauważyć – nie przewiduje też kar za same tylko złe myśli czy
        zamiary, dopóki zamiary te nie przekształcą się czyny.
        Nawoływanie do popełnienia przestępstwa nie jest, rzecz jasna, tylko
        myślą, czy marzeniem o tym, by przestępstwo zostało popełnione. Jest
        to zachowanie objawiające się dla obserwatorów z zewnątrz (w postaci
        czytelników, widzów czy słuchaczy) i jako takie potencjalnie mogące
        być przedmiotem prawnych regulacji i zakazów (w tym sensie, że nie
        można powiedzieć, że zachowania takiego nie można
        • bartek_kozlov pomyłki nie było 25.06.10, 17:43
          pomyłki nie było - komentarz jest w całości
    Pełna wersja