na100procent 25.06.10, 23:11 dziennikarz to typowy wariat, wykorzystany przez CIA Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
tolakuchar Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". D... 25.06.10, 23:23 Redaktor zgarnál za wierszówké ( jak zwykle) general dostal kopa (jak zazwyczaj) redaktor dalej bédzie zarabial(jak zwykle) bohater wywiadu ma prze...ne( jak zazwyczaj). Tak wygládajá kontakty z "mediami"!. Dziennikarze to bezwzglédne s.......y! Odpowiedz Link Zgłoś
bezportek Re: "dziennikarz to typowy wariat..." 25.06.10, 23:28 Nie zgadzam sie z diagnoza. Hastings to nie wariat. Typowy, owszem. Typowy lewacki szmaciarz, chocby dlatego, ze nie zmuszony kijem kontaktowal sie z huffington.post. Ten ohydny, zlewaczony jak zlewki w zlewie blog, ogolnie znany pod nickiem huffing.compost, czyli "dyszacy gnoj", to nie miejsce dla czlowieka. Tylko najparszywsze wyciruchy, pokroju samej wdowki po geju-miliarderze, mozna napotkac w tak paskudnym miejscu. Pikanterii sprawie dodaje fakt, ze nie tak dawno lewackie gadzinowki mieszaly generala Petraeusa z blotem prawie jak Busha. Ale co sie spodziewac po makakach, zeby pamietaly przedwczorajsze wrzaski... Odpowiedz Link Zgłoś
xxxx50 Re: "dziennikarz to typowy wariat..." 26.06.10, 02:30 Kompost to ty jestes. Co ty czytasz, szmaciarzu? Takie samo gowno jestes jak twoj busio. Odpowiadam tobie w twoim stylu. Nie zasluzyles na ten honor, gnido.... Do rzeczy -McCrystal za to co powiedzial zasluzyl na poteznego kopa w dupe i takowoz go dostal. Nie dal Obamie szans, by byc lepiej potraktowanym. Odpowiedz Link Zgłoś
stan123 Jak tak mozna komukolwiek odpowiedziec? 26.06.10, 03:07 My Intrernaucie jestesmy de-facto przywodcami Narodu. Nam tak nie wolno sie zachowywac. Przepraszam, ale wstyd mi Twoj post! Odpowiedz Link Zgłoś
bezportek Dzieki za obrone, Panie Stanie 26.06.10, 20:53 Aczkolwiek przyznac musze, zem sam co nieco zawinil, pozwalajac sobie na nieogledne wyrazanie opinii o lewackim pismaczku. Takie ludziki, podobnie jak towarzysz xxxxcostam, nie zasluguja na poswiecanie im cennego czasu. Czolem Waszmosci. Pod Spodem: z innej beczki, o przywodztwie narodu, lub chocby grodu, brodu albo rodu, za posrednictwem Internetu, do bylbym byl nadzwyczaj chetnie podystkutowal. Odpowiedz Link Zgłoś
sharp-shooter Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". D... 25.06.10, 23:36 "Dziennikarz zapewnia, że był bardzo zaskoczony dymisją. Uważał, że gen. McChrystal jest 'nieusuwalny'. - Myślałem, że jego pozycja jest bezpieczna (...). Nie sądziłem, że Obama to zrobi - mówi." Albo ów dziennikarz jest niezbyt rozgarnięty, albo struga idiotę. Daleko nie musiał szukać. Wystarczyło odkurzyć z kart historii przykład innego generała, a mianowicie Douglasa MacArthura. Ten też był "nieusuwalny"... Nie ma ludzi niezastąpionych. I nie ma "nieusuwalnych". Odpowiedz Link Zgłoś
eva15 Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że .... 26.06.10, 00:07 Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że Mc Chrystal mógł to świadomie sprowokować. Jest doświadczonym generałem mającym pojęcie o taktyce, jest otrzaskany z polityką i politykami, ma sławę bardzo twardego i rozważnego, trudno więc uwierzyć, by nie wiedział, co czyni. Sprowokowanie takiej afery to najlepsze wyjście z honorem z dowodzenia tej wojnie nie do wygrania zamieniającej się w wietnamskie grzęzawisko, to jedyna metoda by nie splamić swojego dobrego imienia na które długo pracował. Dzięki temu Mc Chrystal nie wejdzie do historii US-wojskowości jako wojenny looser a na dodatek wskazuje palcem na nieudaczników z otoczenia Obamy, bezpośrednio i po nazwiskach. Ci którzy go musieli zdjąć przypuszczalnie wiedzą, jaka mogła być jego motywacja. Odpowiedz Link Zgłoś
marek277 Re: Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że .... 26.06.10, 00:28 Ten "news" jest sprzed dwóch dni. Długo Gazeta tłumaczy zagraniczne artykuły. Odpowiedz Link Zgłoś
eva15 Re: Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że .... 26.06.10, 01:04 marek277 napisał: > Ten "news" jest sprzed dwóch dni. Długo Gazeta tłumaczy zagraniczne artykuły. GW sią pewnie głowiła, jak to przekazać maluczkim w PL. Ale to w niczym nie zmienia zasadniczych faktów. Odpowiedz Link Zgłoś
sharp-shooter Re: Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że .... 26.06.10, 02:10 Cóż, jest to dość prawdopodobne. Odpowiedz Link Zgłoś
xxxx50 Re: Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że .... 26.06.10, 02:32 Ciekawa wypowiedz, nie przyszlo mi to do glowy. Moze i masz racje, to ma sens co piszesz... Odpowiedz Link Zgłoś
stan123 Mysle ze raczej byl zdenerwowany i wojna 26.06.10, 03:12 i sytuacja w jakiej byl w danym momencie. To sa rzeczy ludzkie (we simply get pissed off sometimes). Twoja teoria Ewo jest jednak niezwykle interesujaca. Pozdrawiam, Odpowiedz Link Zgłoś
eva15 Zdenerwowany przez kilka dni? 26.06.10, 14:42 stan123 napisał: > i sytuacja w jakiej byl w danym momencie. Owszem można w nerwach, z niewyspania bądź sytuacyjnego napięcia powiedzieć na szybko coś nieprzemyślanego. ALE - Mc Chrystal i Hastings (z Rollings Stons) spędzili ze sobą KILKA dni, generał zabrał nawet dziennikarza ze sobą do Afganistanu. www.spiegel.de/kultur/gesellschaft/0,1518,702422,00.html Odpowiedz Link Zgłoś
wilhelm4 Re: Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". 26.06.10, 00:41 > Generał McCrystal wiedział, że zbieram materiał do tekstu i treść naszych rozmów może być opisana Swinia, po prostu swinia - mam na mysli tego "zurnaliste". Bo chyba nie myslicie, ze general, taki lebski i doswiadczony facet, planowal dac te slowa opublikowac. Wiec ten lebek te prywatne rozmowy "ukradl". > nie przypuszczalem Nie wierze tez, ze ta swinia jest taka glupia. Raczej uwaza nas (opinie publ. na calym swiecie) za gluplów. Albo teraz ze strachu udaje 14-latka. Odpowiedz Link Zgłoś
eva15 Re: Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". 26.06.10, 01:06 Aleś ty pocieszny. Myślisz, że generał gadał ot tak sobie do żurnalii, licząc na to, że nie wypełni ona swych zadań zawodowych? Odpowiedz Link Zgłoś
stan123 Wyobraz sobie Ewo ze my nie zawsze jestesmy z 26.06.10, 03:16 zelaza i stali i ze nie zawsze mamy nerwy na wodzy, zwklaszcza jak czekamy kilkanascie godzin na swoj lot. Odpowiedz Link Zgłoś
wilhelm4 Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". D... 26.06.10, 00:45 > nikt nie bronil Nikt nie bronil, a wiec dobrze zrobilem i mialem racje. Tylko, ze wszyscy wiedzieli, ze teraz "bedzie padac blyskawice" i general jest na bardzo krotkiej, czarnej liscie. U Hitlera, Stalina i Sadama tez bylo raczej normalne, ze nikt nie bronil tych, ktorzy "podpadli". Oczywiscie nie chce porównywac Obamy do tych kreatur. Tylko pokazac, jakie glupie jest jego blabla. Odpowiedz Link Zgłoś
wilhelm4 Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". D... 26.06.10, 00:47 Moze tez byc, ze ten gryzipiorek jest na sznurku czy/i garnuszku jakies organizacji, np. przeciwników Obamy, przykladowo Tea Party itp. Odpowiedz Link Zgłoś
kozaczek3 Czyżby druga wojna w Azji przegrana przez USA? 26.06.10, 01:10 Pierwsza przegrana to niezły łomot przez wojska Wietnamskie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
yamata Re: Czyżby druga wojna w Azji przegrana przez USA 26.06.10, 01:59 "Niezły łomot"... Jasne. 3 mln. Wietnamczyków vs. 52 tys. Amerykanów... ;) Kto cię rzeźbił synu? Odpowiedz Link Zgłoś
stan123 Re: Czyżby druga wojna w Azji przegrana przez USA 26.06.10, 03:28 Niestety nie masz racji Yamata, bo patrzac z punktu soleczenstwa amerykanskiego mielismy prawdziwa rewolucje spoleczne, za ktora jeszcze i dzis placimy rozluznieniem prawa i stosunkow spolecznych. Pamietam te czasy doskonale bo zapisaly sie nam wszystkim w pamieci na zawsze! Odpowiedz Link Zgłoś
elka-sulzer Re: Zamieniono jednego mundurowego na innego 26.06.10, 07:55 ale nie mordercza rzeczywistosc okupowanym. Jednym slowem - much to do about nothing. Ciekawe, ze nikt nie czepial sie slow wielkiego generala kiedy ten jakis czas temu przyznal sie do zbrodni wojennych popelnionych pod jego dowodztwem. Wielki general powiedzial - "We have shot an amazing number of people, but to my knowledge, none has ever proven to be a threat". Odpowiedz Link Zgłoś
yamata Re: Czyżby druga wojna w Azji przegrana przez USA 26.06.10, 22:42 Jak nie mam racji? Taktycznie i strategicznie mam. A że opinia publiczna steruje wojnami od czasu wojny Wietnamskiej, to już całkiem inna sprawa. Zresztą co, rewolucja dzieci-kwiatów wyszła światu na złe? Pomijając kupę dobrej muzyki przewartościowała wszystko. Od polityki, przez sztukę i modę po sex i narkotyki, aż po prawo do długich włosów... To pomogło nie tylko Ameryce, ale całemu światu. A działania w Wietnamie nie poszły na marne, bo zahamowały ekspansję komunizmu na świecie. I w końcu pośrednio - wraz z wieloma innymi działaniami - spowodowały jego upadek. Nie wiem więc co tu sobie wyrzucać??? Odpowiedz Link Zgłoś
saikokila Re: Czyżby druga wojna w Azji przegrana przez USA 26.06.10, 10:10 kozaczek3 napisał: > Pierwsza przegrana to niezły łomot przez wojska Wietnamskie!!! Wojska wietnamskie (z małej litery) nigdy nie sprawiły łomotu amerykańskim. Sprawiły go wojskom południowego Wietnamu. W jedynym momencie na chwilę dali radę (po stronie wietnamskiej było trochę Marines) kiedy mieli ogromną przewagę liczebną, ale Amerykanie i tak ich szybko potem wyparli. Tyle że ten moment (masakra ludności cywilnej) i wojna zmieniła nastawienie społeczeństwa. To przez decyzje polityczne się wycofali. Militarnie radzili sobie dobrze, a jedyne co przeszkadzało to rosyjscy szpiedzy w USA którzy przekazywali informacje o celach, przez co Północ ograniczała straty. Odpowiedz Link Zgłoś
allspice Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". D... 26.06.10, 08:37 Najważniejsze,że żółnierze są zadowoleni...w końcu to oni ponoszą konsekwencje za decyzje generała. A swoją drogą,żeby dzinnikarz był sprawcą dymisji... Odpowiedz Link Zgłoś
ed.hopper1 Re: Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". 26.06.10, 10:43 media to IV władza! marekszymaniak.blox.pl/html Odpowiedz Link Zgłoś
konwalia_1984 Dymisja dowódcy po tekście w "Rolling Stone". D... 26.06.10, 15:31 Witam Wymieniacie poglądy, dzielicie włos na cztery części i wszyscy zadajemy pytanie co dalej ? Ja zacytuję wypowiedzi ekspertów od prowadzenia wojen i ich analizę: Możecie sami ocenić co oni mówią i jakich używają argumentów. Analitycy RMA nawiązują też do pojęcia tzw. wojny asymetrycznej. Zachodzi ona wtedy, kiedy jedna strona, dysponując dużo mniejszym potencjałem, ucieka się do całkiem innych metod walki, które pozwalają niwelować tę przewagę. Do takich metod należą zarówno partyzantka jak i terroryzm. Ilustracją jest dzisiejszy Afganistan. Tu po raz kolejny technologia epoki informacyjnej nie odgrywa decydującej roli. Oto przykład: koroną amerykańskiej dominacji w sferze informacyjnej i technologicznej jest dron - bezzałogowy samolot, dzięki któremu Amerykanie dniem i nocą obserwują afgańskie wioski. Samolot taki łatwo może wykryć czołg i go zniszczyć, co w regularnym konflikcie stanowiłoby broń nie do przecenienia. Tylko że Afgańczycy nie mają czołgów. Samolot może rozpozna idącego drogą człowieka, ale nie odgadnie jego intencji. W takim konflikcie nie może być zatem w pełni wykorzystany. Po drugie, i chyba jeszcze ważniejsze, o wyniku tego rodzaju konfliktów nie decyduje starcie potencjałów militarnych na polu bitwy, lecz to, co następuje potem: długotrwały proces stabilizacyjny. Ten etap, w którym ważą się losy pokoju, rządzi się własnymi prawami. Polega - mówiąc patetycznie - na walce o serca ludności, a nie o cele wojskowe. W sprawie serca technologia jest bezsilna. Wbrew makiawelizmowi, na dłuższą metę decydująca okazuje się moralność. Jeśli podejmuję działania, które gwałcą wartości wyznawane przez ludność miejscową, użyję drona, który przez pomyłkę ostrzela niewinnych ludzi, albo jeśli postępuję cynicznie lub, nie daj Boże, moje działania nie pokrywają się z głoszonymi przeze mnie wzniosłymi ideami sprawiedliwości i demokracji, pobity naród nie przyjmie narzucanych rządów i praw albo wykorzysta pierwszą nadarzającą sposobność, aby wbić nóż w plecy pogardzanemu prawodawcy. Niemoralne postępowanie przedłuża konflikt i - jak to ujął znany anglosaski historyk wojskowości Colin Gray - jest strategicznie nieskuteczne. Dobrą ilustracją trudności związanych z wdrażaniem pokoju jest znowu Afganistan. Głównodowodzący siłami amerykańskimi gen. Stanley McChrystal uzyskał od prezydenta Baracka Obamy dodatkowe wojsko. Siły międzynarodowe zwiększą się o ok. 30 proc. - do ok. 110 tys. żołnierzy. Gdyby nie posiłki, to - według samego McChrystala - Amerykanów w Afganistanie czekałaby niechybna klęska. A i teraz rzecz nie jest bynajmniej przesądzona. Istotą problemu jest to, czy Amerykanom uda się stworzyć w Afganistanie silne państwo, ze skuteczną i oddaną armią i policją. Tu znowu wraca sprawa walki o serca. Jednak właśnie w tym wymiarze siły międzynarodowe stoją niemalże na straconej pozycji. Jak tłumaczy gen. prof. Stanisław Koziej, wykładowca w Akademii Obrony Narodowej, Amerykanie są postrzegani, jakby byli przybyszami z Marsa. Od Afgańczyków dzieli ich nie tylko bariera językowa, ale i cywilizacyjna. I to może mieć większe znaczenie niż cała ich technologia. Zaletom RMA jako rewolucji zmieniającej sposób prowadzenia wojen przeczy sama historia. Zdarzały się wynalazki, które wprawiały w osłupienie współczesnych i trudno było sobie odtąd wyobrazić obraz przyszłych wojen. Takim wynalazkiem był wspomniany maxime, były też katapulty, muszkiety, samoloty czy radary. Jednak na każdą broń z czasem znajdowało się antidotum - w postaci zmiany taktyki walki lub kolejnej innowacji technologicznej. Wynalazki na swój sposób rewolucyjne, z dzisiejszego punktu widzenia wydają się zaledwie kolejnym krokiem na drodze postępu. RMA epoki informacyjnej, która święciła triumfy 20 lat temu w Zatoce, nie pomogła jeszcze wygrać żadnej wojny. Przykłady z Iraku czy Afganistanu pokazują, że konflikty są nadal długotrwałe i kosztowne. Przecenianie technologii wojskowych, w porównaniu z innymi istotnymi czynnikami mającymi wpływ na przebieg konfliktów, grozi wplątywaniem całych społeczeństw w długotrwałe wojny o charakterze asymetrycznym ze wszystkimi ich konsekwencjami, a więc terroryzmem włącznie. Optymizm lat 90. ustępuje trzeźwej ocenie. Jeszcze w 2000 r. dwie trzecie amerykańskich żołnierzy wierzyło, że jednym ze skutków RMA będzie tym łatwiejsze angażowanie się USA w przyszłe konflikty zbrojne na świecie. Czas miażdżącej przewagi technologicznej jednak nie nadszedł. Wojny nadal zabijają ludzi, a na dodatek nie przynoszą zwycięstw. Odpowiedz Link Zgłoś
bezportek Dymisja dowódcy, histeria administracji 26.06.10, 21:13 Proby wiazania dymisji McChrystala ze spekulacjami na temat perspektyw uciszenia talibow etc, doszukiwanie sie drugiego i trzeciego dna, to wszystko lipa. Powodem histerycznej reakcji Obamy jest nic innego jak histeria. Kropka. Miotajac sie od plamy ropy do rozbestwionych homikow, od nadasanych euroludkow do knujacych za plecami kacykow kacapii i Burkina Faso, Mesjasz Zmiany juz dawno stracil slad pojecia o wyobrazeniu, co robi. Nic dziwnego, jego kwalifikacje na stanowisko nie sa nawet smieszne, sa nieistniejace. Wsparcie aparatu ogranicza sie do opluwania poprzedniego prezydenta i snucia pijanych wizji szczescia dla wszystkich od zaraz, jak to u dogmatykow. Brak konkretnego pomyslu, brak perspektywy dalej niz do sniadania, to najgorsza cecha najgorszej administracji, jaka sie Ameryce trafila od zgonu JFK z reki innego lewaka. Caly klopot, ze nie ma komu napisac "koncz Barack, wstydu oszczedz" na wejsciu promptera. Odpowiedz Link Zgłoś